J贸zef Jackowski – pami臋tnik nad偶arty przez myszy

jackowski

Strwo偶ona fama ustna o tym, kogo zabito, kt贸r膮 wie艣 spalono – przekazywana by艂a po ustaniu ka偶dej nocy. 艢wit otwiera艂 wrota rozpaczy, trzeba by艂o grzeba膰 zmar艂ych, szuka膰 schronienia, bo dom by艂 spalony. Ten czas wype艂niony by艂 l臋kiem i trwog膮, niepewno艣ci膮 jutra, autor dawa艂 tego wyraz na pi艣mie, tak powsta艂 kresowy tren J贸zefa Jackowskiego z Pieniak.

Zawi艂e losy pami臋tnika

jackowskiNad偶arty przez myszy, o ziemistej, zniszczonej ok艂adce kancelaryjnego brulionu, licz膮cy 68 stron pami臋tnik J贸zefa Jackowskiego dotar艂 do mnie dosy膰 osobliw膮 drog膮: via Kanada, via Babice w gminie Babor贸w na Opolszczy藕nie, via Neapol, w kt贸rym mieszka艂 Gustaw Herling-Grudzi艅ski, via Ko藕mice Wielkie spod Wieliczki鈥

jackowskiW tym 艂a艅cuchu zdarze艅 na samym pocz膮tku uczestniczy艂a 鈥濼rybuna Opolska鈥 jako jeszcze wtedy w 1988 roku 鈥瀘rgan prasowy Komitetu Wojew贸dzkiego PZPR w Opolu, kt贸ra opublikowa艂a pierwszy m贸j tekst w formie, przekraczaj膮cej zwyk艂y list do redakcji, nadaj膮c mu dramatyczny tytu艂聽鈥漁cala艂em z rzezi鈥. Potem by艂a G艂贸wna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, kt贸rej prokurator zleci艂, po lekturze tego artyku艂u oficerowi policji, na posterunku w Kietrzu 鈥 formalne przes艂uchanie mnie w charakterze 艣wiadka w sprawie: mord贸w dokonanych w Hucie Pieniackiej. Przes艂uchuj膮cy mnie policjant okaza艂 si臋聽zi臋ciem dawnej mieszkanki Majdanu Pieniackiego (s膮siaduj膮cej z Hut膮 Pieniack膮 wioski) wysiedlonej do Babic wraz z innymi uchod藕cami z tamtych okolic.

Babice, Huta Pieniacka

W Babicach pami臋膰 o pomordowanych by艂a troskliwie przechowywana od dziesi臋cioleci, zw艂aszcza 偶e mieszka艅cy Majdanu Pieniackiego mieli poczucie cudownego uratowania od losu, jaki zgotowali Polakom ukrai艅scy nacjonali艣ci, realizuj膮c doktryn臋 oczyszczenia Kres贸w z 偶ywio艂u polskiego. Zostali bowiem przez uczciwego s膮siada Rusina ostrze偶eni, zd膮偶yli si臋 schroni膰, unikn臋li 艣mierci. Kiedy do tej miejscowo艣ci przyjecha艂em 鈥 spotka艂em tam mi臋dzy innymi, dawn膮 s艂u偶膮c膮 moich rodzic贸w z聽Pieniak聽pani膮 Mari臋 Czy偶ewsk膮, kt贸rej brat by艂 tak偶e u nich stangretem, a tak偶e i inne osoby, kt贸re w swoich wspomnieniach 鈥 o偶ywia艂y postacie moich najbli偶szych, takie jak rodze艅stwo聽Kowalczykowskich.

jackowskiDramatyczna historia pani Marii Or艂owskiej uratowanej z zag艂ady dokonanej 28 lutego 1944 r. na mieszka艅cach Huty Pieniackiej, zainspirowa艂a mnie do napisania do lokalnego tygodnika tekstu 鈥Zag艂ada Huty Pieniackiej鈥.

jackowskiPo jakim艣 czasie, jako wierny czytelnik 鈥濪ziennika pisanego noc膮鈥澛燝ustawa Herlinga-Gruzi艅skiego,

jackowskipublikowanego w odcinkach w 鈥濺zeczpospolitej鈥 odkry艂em, 偶e chwalony przez autora 鈥濱nnego 艣wiata鈥 za wydawanie 艣wietnego pisma internetowego 鈥濻croll鈥 (鈥瀂woje鈥) Andrzej Kobos, jest moim koleg膮 szkolnym z Wadowic.

Nawi膮za艂em z nim kontakt, a on nam贸wi艂 mnie do opublikowania na stronach 鈥瀂woju鈥 tekstu o zag艂adzie Huty Pieniackiej. To by艂o wprawdzie dawno temu, ale umieszczony w kosmicznej przestrzeni Internetu artyku艂 coraz to dostarcza艂 do mojej skrzynki mailowej listy os贸b nim zainteresowanych. Tak by艂o te偶 w przypadku pani Ma艂gorzaty z Ko藕mic Wielkich ko艂o Wieliczki, kt贸ra po otrzymaniu ode mnie, mojego potwierdzenia zainteresowaniem posiadanym przez ni膮 pami臋tnikiem napisa艂a:

Ciesz臋 si臋, 偶e odpisa艂 Pan na mojego聽mail-a, bo ju偶 zamierza艂am wys艂a膰 Panu list. Je艣li mia艂by Pan mo偶liwo艣膰 zeskanowania pami臋tnika dla mnie i przes艂ania na (m贸j) adres b臋d臋 Panu bardzo wdzi臋czna. Mam jeszcze pytanie. Czy Pan wie co艣 na temat rodziny J贸zefa Jackowskiego, czy prze偶y艂a jego 偶ona? Interesuje mnie r贸wnie偶, czy rodzina Jackowskich, kt贸ra zosta艂a zamordowana (kt贸r膮 Pan wymieni艂 w artykule聽Zwoje (Scrolls) z 2005 r.) dok艂adnie jest to ten fragment 鈥濃 zamordowano 22-letniego brata Paw艂a i 19-letnia siostr臋 Ann臋. Ona (pani聽Inorowiczowa) poda艂a mi nazwiska innych os贸b, kt贸re wg niej tam zosta艂y zabite? 鈥 mieszka艅ca Pieniak聽Tymerkiewicza, 偶on臋 i dzieci Jackowskiego, stolarza聽Broszczakowskiego鈥澛犫 jest rodzina Jackowskiego?鈥 Pami臋tnik posiadam od 1985 roku. Zosta艂 znaleziony przez moj膮 kuzynk臋 wynajmuj膮c膮 dom w聽Korabnikach聽k/Krakowa. Na 贸wczesne czasy, kiedy go czyta艂am, niewiele mo偶na by艂o dowiedzie膰 si臋 o zbrodni wo艂y艅skiej. Nosi艂am si臋 z zamiarem oddania go do IPN-u w Wieliczce, lecz przeczyta艂am Pa艅ski artyku艂 i stwierdzi艂am, 偶e Pan jako 艣wiadek i mieszkaniec tamtych okolic b臋dzie bardziej zainteresowany tym tematem. Kiedy ju偶 b臋dzie Pan go czyta艂,聽to prosz臋 zwr贸ci膰 uwag臋 na opisy przyrody, 偶ycia rodziny, mi艂o艣ci do 偶ony, oraz wielkiej wiary, kt贸ra jest motywem przewodnim i kt贸ra pozwoli艂a mu przetrwa膰 jego tu艂aczk臋. Ostatni wpis w pami臋tniku pochodzi z 02.07.1946 r. z Che艂mka聽k/Poznania. Bardzo mnie interesuj膮 dalsze losy J贸zefa i Anieli Jackowskich. Je艣li Pan ma聽informacje o nich, to prosz臋 o nich napisa膰. Jeszcze w tym tygodniu postaram si臋 przes艂a膰 Panu pami臋tnik. My艣l臋, 偶e nie nadaremnie by艂 on w moim posiadaniu przez tak d艂ugi czas, ale teraz trafi we w艂a艣ciwe r臋ce. Pozdrawiam serdecznie i z niecierpliwo艣ci膮 czekam na odpowied藕„.

By艂em pod wielkim wra偶eniem fascynacji pani Ma艂gorzaty pami臋tnikiem i jej konsekwentnym zabieganiem o jego opublikowanie. Wybra艂em si臋 zatem do redakcji 鈥漀owej Trybuny Opolskiej鈥 艂udz膮c si臋, 偶e historia zataczaj膮ca ko艂o, w kt贸rej uczestniczy艂a ta gazeta, b臋dzie dla niej ciekawym tematem. Niestety, sko艅czy艂o si臋 to tylko na zrobieniu mi zdj臋cia przez redakcyjnego fotoreportera. Potem w Zak艂adzie Historii Uniwersytetu Opolskiego wzbudzi艂em zdawkowe zainteresowanie, nawet polecono mi jednego z doktorant贸w, ale widocznie konieczno艣膰 偶mudnego odcyfrowywania zapisk贸w J. Jackowskiego z dostarczonego przeze mnie skanu by艂o przeszkod膮 wybitnie zniech臋caj膮c膮 鈥 doktorant po jednym telefonie, wi臋cej ju偶 si臋 nie odezwa艂.

Kieruj膮c wtedy jeszcze firm膮 zajmuj膮c膮 si臋 rehabilitacj膮 os贸b niepe艂nosprawnych, w kt贸rej utworzy艂em te偶 ma艂e wydawnictwo, postanowi艂em wyda膰 pami臋tnik swoim i moich przyjaci贸艂 sumptem. Pracownicy niepe艂nosprawni zacz臋li go przepisywa膰, ale efekt ich parutygodniowej pracy nie by艂 zadowalaj膮cy.

Nadal tekst J贸zefa Jackowskiego wymaga艂 鈥瀙rzet艂umaczenia鈥 na zrozumia艂y powszechnie j臋zyk. Wybra艂em si臋 r贸wnie偶 w podr贸偶 do Pieniak, 偶eby tam na miejscu poszuka膰 jego 艣lad贸w, informacji o nim, o jego rodzinie.

Pieniaki

jackowskiPrzewodnik po Ukrainie Zachodniej cz臋艣膰 III 鈥 Ziemia Lwowska鈥, wydany przez Oficyn臋 Wydawnicz膮 鈥濺ewasz鈥, tak opisuje wie艣 Pieniaki:

Dobrym punktem wyj艣ciowym wycieczek pieszych w najd艂u偶sze pasmo Woroniak贸w jest tak偶e wie艣 Pieniaki, odleg艂a o 6 km na p贸艂nocny wsch贸d od Werchobu偶a (naj艂atwiej do niej dojecha膰 od strony Brod贸w i Podkamienia). Le偶y ona nad rzek膮 艁uh, czyli g贸rnym biegiem Seretu, w szerokiej kotlinie pomi臋dzy dwoma lesistymi grzbietami. Miejscowo艣膰 znana od 1515 roku, prawdopodobnie by艂a przez kilka wiek贸w siedzib膮 rodu Bielskich, kt贸rzy mieli tu zamek. W drugiej po艂owie tego stulecia w艂a艣cicielem Pieniak by艂 艂owczy nadworny koronny Antonii Bielski. Jego c贸rka Aniela, po艣lubiwszy w 1784 roku Ignacego Mi膮czy艅skiego, wnios艂a mu dobra w wianie„.

W ten spos贸b powsta艂o ogromne latyfundium o 艂膮cznej powierzchni 13 tys. hektar贸w, zwane pa艅stwem pieniackim. W 1814 roku Aniela Mi膮czy艅ska ufundowa艂a w Pieniakach parafi臋 katolick膮 i ko艣ci贸艂, a w 1822 roku sprowadzi艂a jezuit贸w. Za艂o偶yli tu oni stacj臋 misyjn膮, kt贸ra dzia艂a艂a do 1853 roku.聽W tym samym roku syn Ignacego i Anieli, Mateusz Mi膮czy艅ski, przekaza艂 maj膮tek w posagu swej jedynej c贸rce Alfonsynie, kt贸ra po艣lubi艂a hr. W艂odzimierza Dzieduszyckiego, znanego przyrodnika i animatora rzemios艂a ludowego.
W 1894 roku Pieniaki otrzyma艂a jako wiano jego c贸rka Maria, zam臋偶na z Tadeuszem Cie艅skim.

Po jego 艣mierci maj膮tek odziedziczy艂 jego syn Stanis艂aw,聽brat tajnego biskupa ze Z艂oczowa Jana Cie艅skiego, kt贸ry w swoich wspomnieniach pisa艂:

jackowskiPieniaki mia艂y szcz臋艣liwie to do siebie, 偶e posiada艂y na miejscu wszystkie niezb臋dne do budowy materia艂y. A wi臋c kamienio艂omy dobrego piaskowca, nadaj膮cego si臋 nie tylko na fundamenty, lecz r贸wnie偶 do wyrobu ozd贸b, jak kolumny, wazony barokowe, schody itp. Cegielnia dostarcza艂a warto艣ciowego budulca. Piasek i wapno znajdowa艂y si臋 na w艂asnych terenach. Piece polowe wypala艂y wapno tak budowane, jak r贸wnie偶 nawozowe. Z las贸w otrzymywano materia艂y budulcowe i stolarskie, tam te偶 wyrabiano gonty do krycia l偶ejszych dach贸w, natomiast w艂asna fabryczka produkowa艂a cementowe dach贸wki dla du偶ych budowli. Dwa kamienio艂omy pi臋knego piaskowca znajdowa艂y si臋 w okolicy, w naszych lasach. Jeden na terenie Huciska Brodzkiego, drugi w Kamiennej G贸rze. Okresowo wydzier偶awia艂em je, zastrzegaj膮c odpowiedni膮 ilo艣膰 kamienia na w艂asny u偶ytek. Czasem eksploatowa艂em na sw贸j rachunek, sprzedaj膮c p艂yty na 偶ydowskie cmentarze, przewa偶nie do Brod贸w.鈥 Klimat Pieniak by艂 ju偶 raczej zbli偶ony do kontynentalnego, r贸偶ni艂 si臋 znacznie od centralnej i zachodniej Polski. Zimy bywaj膮 mro藕ne i nadzwyczaj 艣nie偶ne. Wiosna jest raczej p贸藕na i kr贸tka, po kt贸rej nast臋puje upalne lato. Gospodarstwo rolne w Pieniakach szybko powi臋ksza艂o produkcj臋 dzi臋ki przeprowadzeniu drenowania, za艂o偶eniu sztucznych pastwisk i 艂膮k, sprowadzeniu nowoczesnych narz臋dzi. Gorzelnia, m艂yn i tartak by艂y podstaw膮 dochod贸w uzyskiwanych w maj膮tku.

jackowskiZe 鈥濿spomnie艅鈥澛燬tanis艂awa Cie艅skiego:

Co rocznie wczesn膮 wiosn膮 i p贸藕n膮 jesieni膮 setki robotnik贸w sadzi艂o pod kontrol膮 gajowych i le艣niczych, dziesi膮tki tysi臋cy drzew wybranych ze szk贸艂ek. U schy艂ku mego pobytu w Pieniakach (1939 rok przyp.), wszystkie dawne zr臋by, halizny i nieu偶ytki, zasadzone zosta艂y szlachetnymi gatunkami drzew (鈥). Cho膰 buk z jod艂膮 cz臋sto wsp贸艂偶yje, to jednak na ca艂ym obszarze las贸w pieniackich, ros艂o zaledwie kilka jode艂, wszystkie w jednej grupie. Wiek ich dawa艂 do my艣lenia, 偶e pochodz膮 jeszcze z czas贸w dziadka Dzieduszyckiego. W IV rewirze wznosi艂a si臋 g贸ra na 440 m n.p.m. zwana? Wysokim Kamieniem?. By艂 to najwy偶szy punkt w tej cz臋艣ci pasma Woroniak贸w, kt贸ry ci膮gn膮艂 si臋 od Z艂oczowa w kierunku Krzemie艅ca. Ca艂膮 g贸r臋 pokrywa艂 starodrzew bukowy, widoczny na kilkadziesi膮t kilometr贸w (鈥)„.

jackowskiW sk艂ad maj膮tku Pieniaki wchodzi艂y zabudowania: pa艂ac (zniszczony w trakcie I wojny 艣wiatowej), dom mieszkalny, tartak z m艂ynem, gorzelnia, mleczarnia, stodo艂a, obora, stajnie, czworaki i kamienio艂omy oraz grunty o 艂膮cznej powierzchni 1.478 ha, obejmuj膮ce swym obszarem tereny nale偶膮ce do miejscowo艣ci (gmin) Pieniaki o powierzchni 627 ha, Ho艂ubica o powierzchni 711 ha i Litowisko o powierzchni 140 ha w tym: 356,00 ha 鈥 grunty orne, 43,00 ha 鈥 艂膮ki, 20,00 ha 鈥 ogrody, 35,00 ha 鈥 pastwiska, 841,00 ha 鈥 lasy, 172,00 ha 鈥 stawy, 11,00 ha 鈥 inne grunty.

jackowski

Mimo 偶e, spotka艂em i rozmawia艂em z parama osobami, kt贸re okaza艂y si臋 uczniami i uczennicami mojej mamy, nic nowego do spraw, poza opisywanymi przez autora w pami臋tniku doda膰 nie mog艂em.聽Zrobi艂em za to sporo zdj臋膰, maj膮c nadziej臋, 偶e kiedy艣 b臋d膮 wykorzystane.

jackowskijackowskijackowskijackowskiAni si臋 dobrze nie obejrza艂em, jak w wieku 67 lat sta艂em si臋 emerytem. Z plan贸w wydawniczych w teraz by艂ej ju偶 firmie musia艂em zrezygnowa膰.

Orygina艂 pami臋tnika J贸zefa Jackowskiego przekaza艂em ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu,聽kt贸ry poza tym, 偶e jest historykiem, jest dla Kresowian prawdziwym Prorokiem, a 鈥瀞kan鈥 pami臋tnika zanios艂em do delegatury Instytutu Pami臋ci Narodowej w Opolu.

jackowskiInspirowany jednak przez Kresowy Serwis Informacyjny, a tak偶e przez listy od pani Ma艂gorzaty, kt贸ra w mailach nadal si臋 pami臋tnikiem J贸zefa Jackowskiego interesuje – czytam i przepisuj臋, to co w strasznych dla niego i dla Polski latach wojny, po偶ogi pobratymczych mord贸w, powodowany niezwyk艂膮 鈥 u przecie偶 bardzo prostego cz艂owieka 鈥 potrzeb膮 dania 艣wiadectwa napisa艂.

Pr贸buj臋聽sobie przy tym wyobrazi膰 autora, kt贸ry jako weteran wojny polsko-bolszewickiej w roku 1946 przekroczy艂 dobrze czterdzie艣ci lat. Samotny, z dala od domu, od rodze艅stwa od stron, kt贸re by艂y mu bliskie, a szczeg贸lnie od 偶ony, w stosunku do kt贸rej, ma teraz olbrzymie poczucie winy, 偶e jak byli razem to jej za ma艂o czasu po艣wi臋ca艂. Miejscami litery kre艣lone czarnym atramentem si臋 rozmywaj膮, bledn膮 na niebiesko, najprawdopodobniej pod wp艂ywem 艂ez kapi膮cych mu z oczu podczas pisania. Tekst przejmuje, jego bole艣ci膮, jego l臋kiem o przysz艂o艣膰, jego zm臋czeniem tym, 偶e musia艂 ju偶 od wkroczenia 17 wrze艣nia 1939 r. sowiet贸w na tamte tereny si臋 ukrywa膰.

By艂 przecie偶 by艂ym wojskowym, potem bardziej ni偶 gospodark膮 interesowa艂 si臋 polityk膮 i prac膮 spo艂eczn膮. A takich komuni艣ci w pierwszej kolejno艣ci wywozili na Sybir albo do Kazachstanu.鈥↗ackowski pisze troch臋 staromodnie, troch臋 przekr臋caj膮c z lwowska wyrazy, a ca艂o艣膰 jest bardziej poetycka, ni偶 faktograficzna. 呕eby odda膰 tragizm sytuacji- posi艂kuje si臋 przyrod膮, kt贸ra zasnuwa si臋 wst臋gami 偶a艂oby. Pe艂nym grozy j臋kiem drzew w lasach. Przejmuj膮co te偶 i bardzo bezpo艣rednio rozmawia z Panem Bogiem. W paru miejscach pami臋tnika prosi Pana Jezusa o to, 偶eby jego i jego najbli偶szych nie pozostawia艂 samych 鈥瀊o ma si臋 ku wieczorowi鈥.

A wiecz贸r przecie偶 poprzedza艂 noc, kt贸ra noc w noc by艂a jednym wielkim koszmarem. W nocy bowiem budzi艂y si臋 demony w jego聽rusi艅skich聽s膮siadach, znajomych! O zmroku bowiem鈥 wychodzili oni, uzbrojeni w wid艂y, siekiery i wyostrzone no偶e: mordowa膰, rabowa膰, pali膰, w okrutny spos贸b przed 艣mierci膮 dr臋czy膰 tych, na kt贸rych ukrai艅scy nacjonali艣ci wydali wyrok! Szukali go, przeszukiwali jego dom, domostwa jego krewnych i przyjaci贸艂.

jackowskiA tych, kt贸rzy,聽tak jak m贸j wuj 鈥 wymieniony w pami臋tniku 鈥 jego 偶ona, siostra mojego ojca i ich ma艂a c贸reczka, albo ks.聽Pikota聽dobrze si臋 nie ukryli 鈥 zamordowali.

jackowskiDociera艂y do niego straszliwe wie艣ci, o tym,聽co si臋 sta艂o w Hucie Pieniackiej z jej mieszka艅cami.

jackowskijackowskiStrwo偶ona fama ustna o tym, kogo zabito, kt贸r膮 wie艣 spalono – przekazywana by艂a po ustaniu ka偶dej nocy. 艢wit otwiera艂 wrota rozpaczy, trzeba by艂o grzeba膰 zmar艂ych, szuka膰 schronienia, bo dom by艂 spalony.

jackowskijackowskiTen czas wype艂niony by艂 l臋kiem i trwog膮, niepewno艣ci膮 jutra, autor dawa艂 tego wyraz na pi艣mie, tak powsta艂 kresowy tren J贸zefa Jackowskiego z Pieniak.

Pami臋tnik J贸zefa Jackowskiego

I tak czas przychodzi i przechodzi rok 40, ci臋偶ko post臋puje czas. S艂onka nie ma w chmurach ci臋偶kich, gradowych i powleczonych wst臋g膮 偶a艂obn膮, a my艣l ma: wolno艣ci i wolno艣ci wr贸膰 o Panie. W 8/I,40. mr贸z wielki, s艂oneczko zaiskrzone przez okienko wita i przemawia wstawa膰 (Rok 1940 ust臋puje i coraz nowe wojny powstaj膮, nowe po偶ogi, nowe potoki krwi sp艂ywaj膮, 艣wie偶e nienawi艣ci, r贸偶ni si臋 Polak od Rusina 鈥濽krai艅ca鈥. Ja siedz臋 w domowym wi臋zieniu i wci膮偶 debata nad przysz艂o艣ci膮 鈥 a jak tu b臋dzie? Siedz臋 w domu mi nie i艣膰 krok ze wsi, na podw贸rko, nawet do ko艣cio艂a nie wychodzi艂em bo ba艂em si臋 ludzi, zw艂aszcza tych ba艂em si臋 co im czyni艂em dobrze, tych ba艂em si臋 co d艂u偶ni osobi艣cie mi byli, nie razi艂em ich oczu swoja osob膮. Nie raz wyp艂aka艂em si臋, i偶 nie mog臋 wys艂ucha膰 mszy 艣wi臋tej. I tak moje 偶ycie up艂ywa艂o. Anielcia moja, z jednej strony by艂a zadowolona, i偶 siedz臋 w domu Przed wojn膮 nie mia艂a pociechy ze mnie, bo by艂em go艣ciem. 呕al mi dzi艣 jest i na sumieniu nosz臋, i偶 w m艂odo艣膰 swoj膮 zmarnowa艂a ko艂o mnie. Dzi艣 jak trwoga to do Boga. Siedz臋 i pracuj臋 w polu rok 40-41, pomagam w pracach rolnych i bardzo zadowolona jest z tego. Tak, tak mia艂a pe艂n膮 racj臋, bo mnie nie by艂o to potrzebne na nic marnowa膰 gospodarki, za艣 cz艂owiek pracowa艂 spo艂ecznie i dla kogo? Na co? M艂odziutkie 偶ycie jej zabra艂em i dzi艣 gdy to pisz臋 serce mi z 偶alu ma艂o nie p臋knie, r臋ce mi dr偶膮. Za co ona biedna tak cierpia艂a? Czy Ona na to wysz艂a za m膮偶, wysz艂a by ino p艂aka艂a.. Ach, m贸j Bo偶e zrozumia艂em teraz, a teraz za p贸藕no. O biedna kobieto moja Anielciu, moja per艂o najcenniejsza, za co ci臋 skrzywdzi艂em tak strasznie? I dzi艣 co mi zostaje na 艣wiecie? Zostaje mi ino jedno, 偶al mi 偶em krzywdzi艂 pod tym wzgl臋dem, za co taka osoba cierpia艂a? M贸j Bo偶e! Czy mi dasz na tyle czasu bym m贸g艂 si臋 jeszcze, za te jej 艂zy niewinne odp艂aci膰, ale m贸j Jezu dopom贸偶 mi dla niej 偶y膰 przynajmniej co艣kolwiek abym m贸g艂 jeszcze 偶y膰, ach 偶y膰 ino dla niej O Anielu艣cio! Anielu艣cio daruj mi, ju偶 reszt臋 偶ycia.

M贸j Bo偶e! Czy mi dasz na tyle czasu bym m贸g艂 si臋 jeszcze, za te jej 艂zy niewinne odp艂aci膰, ale m贸j Jezu dopom贸偶 mi dla niej 偶y膰 przynajmniej co艣kolwiek abym m贸g艂 jeszcze 偶y膰, ach 偶y膰 ino dla niej O Anielu艣cio! Anielu艣cio daruj mi, ju偶 reszt臋 偶ycia chc臋 ino by膰 przy Tobie. Chocia偶 daleko od Ciebie, za艣 duch m贸j zawsze przy Tobie! A nawet gdybym zeszed艂 z tego 艣wiata, to z pewno艣ci膮 z wol膮 w艂adzy Boskiej, to jednak b臋d臋 uwielbia艂 Ci臋 m贸j Aniele! Dzi艣 gdy patrz臋 na ten 艣wiat, co to si臋 dzieje, i偶 wszystkie ludzkie maj膮tki zabiera po偶oga wojny i na co to wszystko i jak cz艂owiek sumienie, bez charakteru sprzeda艂, ale za co? I tak post臋puje rok 1941, nie mam nadziei na polepszenie, bo co raz to nast臋puje nowy smutek, nowa 偶a艂oba. Lasy i chmury zwiastuj膮 now膮 偶a艂ob臋, s艂onko 艣wiat艂o wydaje blade, a wichry ino powiewaj膮 tonem 偶a艂osnym. Ptactwo 艣wierkaj膮ce tonem trwo偶liwym, za艣 lud ze spuszczonymi g艂owami, r臋koma za艂o偶onymi, huk dzia艂 i warkoty drapie偶nik贸w napawa, nabojem truj膮cym i przewa偶a (?) w powietrzu – 艣mier膰 wieszcz膮cy nie tyko nam Ludziom. Czas ten co ogniem i mieczem wszystko zmiecie z poziomu tej ziemi. Niebiosa pokryte wst臋ga szar膮 od dym贸w z samolot贸w, dzia艂 i r贸偶nych technicznych przyrz膮d贸w. Masy wojsk rozproszonych w trwodze i pop艂ochu, ach trwoga i trwoga…

Gdy wieczorami wlec臋 do swej siostry Andzi i tam rozbijamy te czasy tak bardzo ci臋偶kie i wnet wracam do swej najdro偶szej Anielci, tyle mego szcz臋艣cia, i偶 mam przynajmniej j膮 przy swoim boku i na oko. Co ta biedna, nieszcz臋艣liwa kobieta zazna艂a dobrego? Mia艂a 12 lat jak jej matka zachorowa艂a na 鈥瀙arali偶鈥 i tak biedaczka musia艂a si臋 m臋czy膰, wysz艂a za m膮偶 i c贸偶 z tego mia艂a? Kr贸ciutko mia艂a szcz臋艣cia. Wojna wybuch艂a, zabrali mnie na wojn臋. J膮 biedaczk臋 ewakuowano z chor膮 matk膮 i w dw贸ch latach osierocon膮. Po 4 latach wracam z wojny, jako inwalida. 艢wie偶e ma, ach m贸j Jezu! Wieki ma cierpie膰 ta m艂oda dusza i czy d艂ugo si臋 cieszy艂a mn膮?

O nie, nie d艂ugo bo zada艂em nowy cios, bo wir pracy spo艂ecznej zabra艂 mnie i tak lata up艂ywa艂y, a偶 do 1939 r. I zn贸w nieszcz臋艣liwa by艂a. Noc wyp臋dza艂a i noc wracania mego, ja go艣ciem by艂em w domu, ona za艣 ino p艂aka艂a po kryjomu, bo nie mia艂a korzy艣ci ze mnie? A偶 przyszed艂 czas r.1940, wtedy obr贸ci艂o si臋 inaczej i jej s艂oneczko do okienka zab艂ys艂o! Zab艂ys艂o i mia艂a mnie ju偶 ko艂o siebie. Ale czy na d艂ugo, ach, jeste艣my razem chocia偶 w obecnych czasach bardzo s膮 utrudniaj膮ce warunki do 偶ycia i 偶ycie cz艂owieka te偶 na pasku. No tyle naszej rozkoszy i偶 razem jeste艣my, za艣 czy na d艂ugo? Wci膮偶 o tym m贸wimy! Budowali艣my dom, ale czy umiera膰 w nim b臋dziemy? Jeden Pan B贸g wie, jakie losy jakie wyroki Boskie s膮 nam przypisane? Wiemy i偶 dzi艣 razem, a jutro B贸g wie i tak rok 1942, w takiej trwodze zmagamy. Jaki b臋dzie rok nast臋pny?

A gdy wieczorami wlec臋 do swej siostry Andzi i tam rozbijamy te czasy tak bardzo ci臋偶kie i wnet wracam do swej najdro偶szej Anielci, tyle mego szcz臋艣cia, i偶 mam przynajmniej j膮 przy swoim boku i na oko. Co ta biedna, nieszcz臋艣liwa kobieta zazna艂a dobrego? Mia艂a 12 lat jak jej matka zachorowa艂a na 鈥瀙arali偶鈥 i tak biedaczka musia艂a si臋 m臋czy膰, wysz艂a za m膮偶 i c贸偶 z tego mia艂a? Kr贸ciutko mia艂a szcz臋艣cia. Wojna wybuch艂a, zabrali mnie na wojn臋. J膮 biedaczk臋 ewakuowano z chor膮 matk膮 i w dw贸ch latach osierocon膮. Po 4 latach wracam z wojny, jako inwalida. 艢wie偶e ma, ach m贸j Jezu! Wieki ma cierpie膰 ta m艂oda dusza i czy d艂ugo si臋 cieszy艂a mn膮? O nie, nie d艂ugo bo zada艂em nowy cios, bo wir pracy spo艂ecznej zabra艂 mnie i tak lata up艂ywa艂y, a偶 do 1939 r. I zn贸w nieszcz臋艣liwa by艂a. Noc wyp臋dza艂a i noc wracania mego, ja go艣ciem by艂em w domu, ona za艣 ino p艂aka艂a po kryjomu, bo nie mia艂a korzy艣ci ze mnie?

A偶 przyszed艂 czas r. 1940, wtedy obr贸ci艂o si臋 inaczej i jej s艂oneczko do okienka zab艂ys艂o! Zab艂ys艂o i mia艂a mnie ju偶 ko艂o siebie. Ale czy na d艂ugo, ach, jeste艣my razem chocia偶 w obecnych czasach bardzo s膮 utrudniaj膮ce warunki do 偶ycia i 偶ycie cz艂owieka te偶 na pasku. No tyle naszej rozkoszy i偶 razem jeste艣my, za艣 czy na d艂ugo? Wci膮偶 o tym m贸wimy! Budowali艣my dom, ale czy umiera膰 w nim b臋dziemy? Jeden Pan B贸g wie, jakie losy jakie wyroki Boskie s膮 nam przypisane? Wiemy i偶 dzi艣 razem, a jutro B贸g wie i tak rok 1942, w takiej trwodze zmagamy. Jaki b臋dzie rok nast臋pny? Moja najdro偶sza wci膮偶 w obawie o moj膮 osob臋, ja za艣 wci膮偶 jestem tego zdania 鈥濿ola Bo偶a鈥. I tak nie siedz臋 w domu ino poruszaj膮c si臋 w polu, bo moi pracownicy dawni porzucili mnie, odm贸wili, ale Pan B贸g daje si艂 i by wszystkim dobrze by by艂o, aby ino dali 偶y膰!

I tak rok 1942 zeszed艂, a nadszed艂 rok 1943. Burza 艣wiatowe coraz wi臋cej si臋 szerzy i poch艂ania nowe ofiary, a tysi膮ce pomnik贸w spalonych – spoczywaj膮 na przeznaczonych i nieprzeznaczonych cmentarzach. W lasach, w dobrach, na polach, przy drogach wsz臋dzie trupy, ko艣ci ludzkich, w brudnych gnoj贸wkach ka艂u偶e krwi!

I tak rok 1943 post臋puje 偶a艂ob膮 i 偶a艂ob膮 ci臋偶k膮. W nocy wpadaj膮 banderowcy i wyci膮gaj膮 ostatki ludzki i w porozumieniu z okupantem bandy zaczynaj膮 sia膰 i zbiera膰 r贸wnocze艣nie 偶niwo. Pierwsze 偶niwo zaczyna okupant niemiecki na 呕yd贸w! Wpierw zbiera ich mienie, oga艂aca z odzie偶y, zabiera wszystkie 艣rodki do 偶ycia, dalej robi z nich 鈥瀕agry鈥 w ka偶dym miasteczku. Lagry, a w nich pe艂no 呕yd贸w, p臋dz膮 ich do rob贸t najgorszych, p贸藕niej za艣 – co raz dalej i dalej wywo偶膮 za miasta, obna偶aj膮 do naga i strzelaj膮 jak do ps贸w i do jednego, wsp贸lnego grobu rzucaj膮 wszystkich – od malu艣kiego do najstarszego wiekiem. W innych miejscowo艣ciach w piecach pal膮 偶ywcem. Banderowcy zaczynaj膮 swoje 偶niwo: wpierw w lasach napadali na Polak贸w, m臋czyli kilka dni. I tak zam臋czyli i nie dopuszczali by kto zw艂oki pogrzeba艂. P贸藕niej grasowali po wsiach, obrabowali co si臋 da艂o, a m臋偶czyzn zabierali i w lasach mordowano w barbarzy艅ski spos贸b. W wigilijny wiecz贸r wpadli do Kruchowa, powywracali domy – u sto艂u 艣wi臋tej wieczerzy pozabijano 20 os贸b. Na Bo偶e Narodzenie 20 trumien odprowadzano na wieczny spoczynek. Wo艂y艅ska ziemia wyda艂a pocz膮tek.

Biedny ten Lud Polski –
musi gin膮c od bratniego narodu, a dzicz rozhula艂a si臋 w po偶odze i krwi bratniej. Grasuje za艣 brat – morduje rodzona sw膮 siostr臋 i matk臋 morduje rodzony syn, a dla tego, i偶 Polk膮 by艂a! M膮偶 morduje swoj膮 偶on臋. Ojciec morduje swoje dzieci, bo dziewcz臋ta by艂y Polkami! Ksi臋偶a greko katoliccy swoje owieczki wyprowadzali s艂owami 鈥滻dy a byh Lachi no偶ami ta wyd艂amy y sokeramy鈥. A hitlerowcy r臋ce zacieraj膮 z uciechy i mienie zabieraj膮, za艣 budynki pal膮. Hitlerowcy dziczy bro艅 dostarczaj膮, a dzicz rozhukana i upojona krwi膮 niewinnych dziatek i matek r偶nie i pali!

A ksi臋偶a ich b艂ogos艂awi膮 i rozgrzeszenia daj膮! M贸j Bo偶e! A tu si臋 krew niewinna strumieniami leje. Wo艂a i wo艂a krew o pomst臋, do nieba wo艂a! Panie Jezu! Pomst臋 ze艣lij! Za艣 Pan Jezus cicho cierpi i czeka. Nie wybi艂a jeszcze godzina pomsty, za艣 w czasie niedalekim nadejdzie czas pomsty – ju偶 nie d艂ugo „Ach m贸j Bo偶e Panie prosimy zosta艅 z nami ma si臋 ku wieczorowi”.

Horda banderowc贸w grasuje w 呕arkowie, na Nowy Rok wieczorem zaje偶d偶aj膮 do kolonisty Kotowskiego, ten 艣wieci lamp臋, banda z ty艂u – karabinem k艂adzie trupem 5 os贸b i podpalaj膮 ca艂膮 gospodark臋. Pal膮, no偶ami, rewolwerami dzieci na pal wbijaj膮 i na dwoje rozdzieraj膮! Tak robi膮 nasi bracia! Od miesi膮ca pa藕dziernika 1943 – do 11 marca 44r. nocowanie ju偶 nie by艂o w mieszkaniu. Po偶egnanie co wieczora od 4 godz. do 3 godz. Rano po dziurach, po strychach ukrywa艂em si臋. Moja najdro偶sza Anielcia po s膮siadach. Ka偶dej nocy ino 艂uny i mordy co raz nowe. Waleczni 偶o艂dacy band banderowc贸w, wielcy bojownicy bo walcz膮 z narodem polskim, z bezbronnymi starcami, kobietami i dzie膰mi malu艣kimi! A wyroki sztab banderowski podpisuje! W wsiach jak Huta Pieniacka plac贸wka obrony polskiej mia艂a skupienie z Pieniak z Huciska Pieniackiego, co mogli to si臋 bronili. Nareszcie – w lutym, raniutko 1944 r. woko艂o obst膮pili banderowcy z hitlerowcami i ci臋偶kimi dzia艂ami – rozbili ca艂膮 wiosk臋, a ludzi do kaplicy wprowadzono, p贸藕niej wyprowadzali po 20 i do stod贸艂 zamykano i podpalano! I tak 偶ywcem spalono! W jednej wsi w piwnicy zamkni臋to 35-ciu m臋偶czyzn i postawiono na warcie hitlerowca. Za jak膮艣 godzin臋 przychodzi 5 banderowc贸w i chc膮 do piwnicy wej艣膰 i wymordowa膰鈥 tym czasem wartownik hitlerowiec nie wpu艣ci艂 ich.

Po odej艣ciu banderowc贸w odtworzy艂 piwnice i m贸wi hitlerowiec do uwi臋zionych Polak贸w – uciekajcie w las jak najszybciej. Wi臋c ci m臋偶czy藕ni co mogli, zacz臋li wyrywa膰鈥 Na polu obrony w Hucie Pieniackiej poleg艂o przesz艂o 1300 os贸b. starc贸w i dzieci. Ks. Jan Cie艅ski chodzi艂 po pogorzeliskach i rozpoznanie robi艂. Spaleni 偶ywcem zostali Antoni Gerber, Pawe艂 Jarymkiewicz z siostr膮 Ann膮. Stefania Jackowska z trojgiem dzieci, Michalewski Stanis艂aw z 偶on膮 i dwoma synami, Jan Tymrakiewicz z 偶on膮 i dw贸jk膮 dzieci, Tadeusz Inorowicz z 偶ona i dw贸jk膮 dzieci, Micha艂 Czy偶ewski z synem W艂odzimierzem, a syn Wojciech i c贸rka uciekali przez Staw Pieniacki w kierunku Swered贸wki (?) dzicz pieniackich banderowc贸w 鈥ecieli starzy, m艂odzi i dzieci i krzyczeli piekielnymi g艂osami 鈥漛yj Polaka a byj wszystko鈥 krzyczano. I tak zako艅czono egzekucj臋 horda pieniacka wykrzycza艂a (鈥.) Zostali pobici! Za艣 matce nie dano pochowa膰 swoje dzieci, zabroniono robienia trumny. Matka stroskana pochowa膰 musia艂a w koszulach. Zrobili to bracia, braciom Polakom. A ja czekam na nowy wyrok na siebie, co mnie ma czeka膰- nie wiem? M贸j Bo偶e jakie to straszne- czekanie na 艣mier膰.

Smutny i rok 1944, wci膮偶 codziennie, gdy si臋 roz艂膮czamy z Anielci膮 ino przez noc, a nad ranem przychodzi艂em i k艂ad艂em si臋 do 艂贸偶ka, przynajmniej na godzin臋 w ciep艂y mieszkaniu, a wci膮偶 ino trwoga i strach coraz dalej przenika, coraz wi臋cej si臋 powtarzaj膮 ognie i mordy. Niemcy przez palce si臋 patrz膮 i ino m贸wi膮 – niech si臋 bij膮. Polacy gin膮, a Niemcy daj膮 bro艅 hordzie banderowskiej. Z wschodniego frontu coraz bli偶ej id膮 wojska sowieckie i Armia Polska, s艂ycha膰 coraz bli偶ej strza艂y z dzia艂 i samoloty kr膮偶膮. Wojska germa艅skie si臋 cofaj膮. Banderowcy razem z Niemcami dalej pal膮, morduj膮 w spos贸b barbarzy艅ski ka偶dego jednego Polaka czy Polk臋. Polacy si臋 skupiaj膮 i mod艂y zanosz膮: by Pan B贸g dopom贸g艂 armii sowieckiej i polskiej jak najpr臋dzej przyj艣膰 do nas by nas uwolni膰 od tej zgrai banderowskiej i niemieckich zb贸jc贸w. Niemcy cofaj膮 si臋, wszystko pal膮 i niszcz膮 i ludzkie 偶ycie. Nadchodzi wielki moment trwogi na nasz膮 okolic臋. Banderowska, mordercza banda p臋dzi swe 偶niwo, a tu jeszcze daleko wojska wybawcze. O m贸j Jezu, ratuj nas bo, bo jak to wybawienie nast膮pi to ju偶 nas nie zastanie, bo horda sieje 艣mier膰 na ka偶dym kroku, a my ju偶 ratunku nie mamy. Wszystkie baby i dziewki i ch艂opi kontroluj膮. Gdzie tak Polak czy Polka obraca si臋? Ja nigdzie nie wychodz臋 ino Julcia przychodzi ukradkiem i wiadomo艣ci ostrzegawcze przynosi: horda band si臋 ko艅czy, bo jej zakazano do mnie chodzi膰? Zaje偶d偶aj膮 jedni, ju偶 w to wzbronione(?) M贸j Bo偶e z tylu (?) wraz przepad艂em, ju偶 si臋 nie wykr臋c臋, gospoda Z艂ocz贸w, mi na Brody? Wsz臋dzie bandy ros艂y, ros艂y w wid艂y, siekiery uzbrojone, a i dziewki wrogo patrz膮, ach zd膮偶y wyj艣膰 Polak鈥, a ju偶 posz艂a meldowa膰, by tego Polaka zg艂adzi膰 ze 艣wiata.

Moi drodzy, gdzie si臋 nam podzia膰? Ni dnia, ni nocy ach! M贸j Bo偶e! Co to b臋dzie? Nie ma ju偶 nikogo, ni s膮siada, ni krewnego – wszystko wrogi! Jak tu 偶y膰, i偶 gorzej si臋 obchodz膮 jak z 呕ydami, a front powoli si臋 zbli偶a, ale si臋 zbli偶a, jest nadzieja w Panu Bogu, i偶 uratuj膮 nas od tak ci臋偶kich tortur morderczych. I tak przychodzi miesi膮c luty 1944!

Coraz gorzej, zagro偶enia, napady nie ustaj膮, ino rabuj膮. Miedzy 6 – 7 godzin膮 przychodz膮 w 7, mo偶e lub w 8. Napadli na Andzi臋 i do szcz臋tu obrabowali, nawet zas艂onowy plusz obdarli i jeden z nich uderzy艂 w twarz i kazali do piecz obr贸ci膰 si臋 – rzekli, b臋dzie pani rozstrzelana. Ju偶 Andzia si臋 rychtuje i rzek艂a do nich – Panowie b臋d臋 mia艂 zaszczyt, i偶 z niemieckiej kuli zgin臋 鈥 wtedy jeden z nich rzek艂 – te s艂owo Pani膮 odratowa艂o, jutro ma Pani na Hut臋 si臋 zg艂osi膰

I tak odegrali rol臋 偶o艂nierzy niemieckich, a to w艂a艣nie byli banderowcy. Julcia i jej Aniela widz膮c jak oni zajechali, wi臋c w trwodze byli tej, i偶 zamordowana Andzia. I tak sama kobieta z staruszk膮 cioci膮 na noc po takim strasznym rabunku zosta艂a. Ciemna noc tajemnice przyj臋艂a i szum w lasach 偶a艂obnie powiewa, na niebiosach gwiazdy migocz膮 i przemawiaj膮 swym blaskiem i mog膮 艣wiadectwo wyrazi膰 tym zbrodniczym ludziom, oni z 艂upami uchodz膮 przez t膮 noc i prze lasy, kt贸re ino nuc膮, i偶 nie d艂ugo, nie d艂ugo zadowolenie b臋dzie ze swego rabunku zrabowanemu na niewinnych ludziach鈥 j nie d艂ugo b臋dziecie pi膰 krew tych niewinnych niemowl膮t i nie d艂ugo pi膰 b臋dziecie krew nieszcz臋艣liwego polskiego narodu! I tak na drugi dzie艅 po rabunku, wlatuje Andzia raniutko, ja le偶a艂em, ale s艂ysz臋 g艂os Andzi w kuchni i m贸wi Anielci: widzisz co ino na mnie to mam, nie dali mi si臋 w co przebra膰, o ma艂o nie postrada艂am 偶ycia! Po 艣wie偶ej wiadomo艣ci 鈥 m贸j Bo偶e! M贸j Bo偶e i na nas spada nowy krzy偶, zawis艂a, ach zawis艂a ci臋偶ka chmura 偶a艂oby. Na moim jesionie, od wschodu – pe艂no wr贸belk贸w, 艣piewaj膮 mi marsza 偶a艂obnego? Czy to ma by膰 ju偶 koniec?. Kr贸wki w stajni smutnie spogl膮daj膮, i偶 ich gospodarz i gosposia wci膮偶 zamy艣leni. Kureczki mniemaj膮 tego ducha, i偶 czy ma si臋 sta膰 co w tym domu. A w parku drzewa medytuj膮 i niby one przemawiaj膮 do siebie: pami臋tamy wojny, wojowali Turcy, Tatarzy, cesarskie boje, walki kr贸lewskie, ale nie pami臋tamy takiej walki bratob贸jczej, i偶 jedna strona uzbrojona, druga bezbronna.

M贸j Jezu! Ach, gdy wiecz贸r zapada, a noc, ach ta noc, tote偶 m贸j Panie pozosta艅 z nami, bo si臋 ma ku wieczorowi.

Tyle naszej obrony. Noc i noc minuty staj膮 si臋 dniami, godziny staj膮 si臋 miesi膮cami! Ach Panie Jezu 鈥 ju偶 dasz t臋 jutrzenk臋, ale czy jasn膮? Ach w tej to nocy przez jej ciemno艣膰 przebija krew niewinnych dzieci i 艂una za 艂un膮 – 艣wiadcz膮 i wydaj膮 艣wiadectwo XX Wieku!

Jakich barbarzy艅c贸w Polska wychowa艂a?

Gdy s艂onko wzejdzie, to odzywam si臋 do Anielci: no chwa艂a Bogu przebyli艣my noc szcz臋艣liwie i dzie艅 ulatuje szybko, a cz艂owiek ino przemy艣la, a co dalej b臋dzie? Chodz臋 niby trup, strach nie daje cz艂owiekowi je艣膰, chodzi膰, bo ju偶 si臋 ma ku wieczorowi. Banderowcy zaczynaj膮 pieszo i konno kontrol臋 dawa膰, gdzie i kto ma by膰 zamordowany!
I tak przyszed艂em do W臋grzyna do domu by co艣 si臋 dowiedzie膰 i wtem, przychodzi Antoni Bilewicz i m贸wi mi: wie pan co tej nocy by艂y tajne zbory banderowc贸w: uchwalili i wyrok podpisano na pieniackich, na ksi臋dza Pikot臋, na Jackowskiego J贸zefa i na Micha艂a Wolanina. I tak przynios艂em wiadomo艣膰 swej Anielci i rodze艅stwu.

No trzeba si臋 przygotowywa膰 do wyroku banderowc贸w! Szumi mi w g艂owie, a wiatry 偶a艂obny marsz wygrywaj膮, za艣 me serce zbola艂e ma przeczucie – o nie! O nie, banderowcy nie napij膮 si臋 krwi mojej, marny widok na moj膮 艣mier膰. I tak za kilka dni po wyroku og艂oszonym: Micha艂a Wolanina zabito na schodach w gorzelni Pieniaki, kilka dni le偶a艂, a偶 zona przysz艂a pochowa膰: brak trumny, brak ludzi do pomocy – ot wzi臋艂a biedaczka 偶艂贸b ze stajni i z艂o偶y艂a zw艂oki zamordowanego m臋偶a i ukradkiem zawioz艂a na cmentarz.
Smutny czas zmyka a z nim ino 艣mier膰, ogie艅! Ucieczka przez bandy banderowskie na Polski Nar贸d. 艢mier膰 post臋puje i wlatuje szybko niby kula karabinowa. Czego艣 tak t臋skno, 艣wiat uwi臋ziony, a nar贸d banderowski chodzi s艂awny, ambitny w tym zamy艣leniu, i偶 ju偶 b臋d膮 mie膰 swoje pa艅stwo, mniemania tego, 偶e o ile wymorduj膮 niewinnych dzieci i kobiet to ju偶 krwi膮 niewinnych zdob臋d膮 kraj.

I tu 艣lepota nie schodzi z oczu im. Nie da si臋 mi臋dzy nimi przechowa膰, przynajmniej jedn膮 noc, to trudna rzecz. S膮 dumni z tego dzie艂a swego, nie ogl膮daj膮 za艣 si臋 na to, i偶 na nich nast臋puje chmura ci臋偶ka, czarna, 偶e otworzy im wnet bram臋 do Sybiru, bram臋 n臋dzy, bram臋 po偶ogi, 偶e zemsta Boska przynajmniej cz臋艣ciowo ich dotknie. Przecie偶 ju偶 huki strza艂贸w daj膮 si臋 s艂ysze膰 coraz wyra藕niej i ju偶 bory nape艂nia膰 si臋 zaczynaj膮 nimi. Lasy szemrz膮 i m贸wi膮 swoim szelestem: przyjdzie czas i na was. Kolej i na wasz膮 krew, napij膮 si臋 nie niewinno艣ci膮, ale winn膮 krwi膮.

Chmury niebios, kt贸re ciemno艣ci膮 zape艂ni艂y niewinnych ofiar, nast膮pi wnet oberwanie si臋 chmury nad waszymi g艂owami i spadnie krwawy deszcz i grad, a schronienia nie znajdziecie, bo odepchni臋ci b臋dziecie i ochrony nie znajdziecie mi臋dzy narodami, bo wsz臋dzie b臋dzie was prze艣ladowa膰 krew niewinnych. Nie znajdziecie przytu艂ku. Ni na Wschodzie, ni na Zachodzie, ni na Po艂udni, ni na P贸艂nocy. Wsz臋dzie jeste艣cie znani, a krew niewinnych prze艣ladowa膰 b臋dzie gdzie si臋 ino nie schronicie! Ja gdy to pisz臋 nie chc臋 by膰 wam prorokiem, za艣 widz臋 wasz膮 przysz艂o艣膰 i waszego pokolenia, bo nadchodzi ten czas, i偶 gdy si臋 ukryjecie w lasach te nieme drzewa, ich listki p臋dzi膰 was b臋d膮 i wo艂a膰 za wami b臋dzie krew niewinnych.

Prostej pomsty udziel Wielki Bo偶e! Szumy i 偶a艂obne przewiewy zwiastuj膮 coraz wi臋ksz膮 trwog臋, ach, M贸j Jezu pociesz nas, pociesz mnie strapionego, wci膮偶 ino o jednym cz艂owiek my艣li i my艣li.

A偶 tu wiadomo艣膰 przychodzi do mnie, 偶e ks. Pikot臋 zabrano, ino ju偶 teraz przychodzi na mnie kolej.

M臋czono go ca艂y tydzie艅, a potem znaleziono pod Zwy偶yniem w gliniankach zmasakrowanego, no偶ami pokiereszowanego i tak parafia pieniacka straci艂a drugiego duszpasterza od czasu wypowiedzenia wojny.

Osierocone s膮 resztki dusz polskich, a ci, kt贸rzy pozostali to czekaj膮 艣mierci i ja jestem na tej drodze, kt贸ra jest bardzo przykra i coraz wi臋cej w niej l臋ku. Ach, strachu- jakiego cz艂owiek ma.

Czeka tej godziny wielkiej nast膮pienia. Ach! Jaki to moment ci臋偶ki – czeka膰 na t膮 艣mier膰.
Bo ile by nast膮pi艂a 艣mier膰 momentalna, to co innego, ale ta powoli ino idzie i ma by膰 w spos贸b banderowski okrutna, jak z czas贸w pierwszego stulecia po Chrystusie, lub z czas贸w rzymskich Nerona, ale i to nie dobre przyr贸wnanie, bo ci ludzie byli poganami.
Obecnie za艣 si臋 dzieje, i偶 to Chrze艣cijanie, Katolicy, a w taki spos贸b ino post臋puj膮?
M贸j Jezu! Nawet duchowie艅stwo bierze czynny udzia艂 – w tych wielkich egzekucjach. Ach, wielki, a wielki czas przychodzi na ten lud polski.

Luty miesi膮c 1944, to okres wielkich zbrodni i rabunk贸w.

Na d艂ugo pozostanie w pami臋ciach os贸b, kt贸re usz艂y z 偶yciem od hord banderowc贸w.
艢wiadkowie czyn贸w ich zbrodni, prawie z ka偶dego miasta, miasteczka, ze wsi i z koloni co – zostali przy 偶yciu, uszli na Zach贸d.

B臋d膮 艣wiadczy膰 w razie potrzeby. Oj, gdyby m贸wi膰 mog艂y te lasy, co tam si臋 odbywa艂o, jak wiele w cebrach krwi w nich wylano, jak wiele ludzkiego, polskiego istnienia zabra艂y.

O Pomst臋, pomsty wo艂a ta krew, kt贸rych cia艂 z艂oczy艅cy nie dali pochowa膰, a kruki, wrony i zwierz臋ta rozci膮gaj膮, rozszarpuj膮 i ciesz膮 si臋, i偶 ich sprzymierze艅cy wzbogacili si臋 w taki suty 艂up.

M贸j Bo偶e, przychodzi i moment trwogi na mnie. Z 28 lutego na 1 III 45 wiecz贸r, o 5 godzinie zjadam kolacj臋 i tak m贸wi臋 Anielci: mo偶e i ja- w ostatni膮 poszed艂em w swoj膮 nocn膮 kryj贸wk臋, towarzystwo dotrzymuje kotka. Anielcia te偶 posz艂a spa膰 do Malyniszek. A ja zasn膮膰, 偶adnym sposobem nie mog臋.

Wydaje mi si臋, i偶 banderowcy przychodz膮 do mieszkania i szukaj膮 mnie wsz臋dzie. Ach, ta zmora nie daje zmru偶y膰 powiek i szepcze mi do ucha wstawaj i ratuj, bo si臋 mszcz膮 nad twoj膮 偶on膮, id藕! Id藕, tak mi ta zmora szepcze! Wstaj臋 i chc臋 i艣膰, za艣 si艂a inna m贸wi – nie id藕, a czekaj.

K艂ad臋 si臋 i czekam, minuty staj膮 si臋 godzinami. Co艣 jest tam, s膮 go艣cie, czekaj膮 na ciebie. Ach, kiedy ten kur zapieje jak zwykle? Ach, co艣 mnie niepokoi, wstaj臋 – wychodz臋 z kryj贸wki, noc lekko ciemna i s艂ysz臋.

Ach, s艂ysz臋 niby szmer niby jakie艣 drapanie. Nie pukam do okna, ale wchodz臋 na schody werandy, lekko bior臋 za klamk臋 ostro偶nie. Wtem co to jest? Drzwi do kuchni otworzone, na pod艂odze porozrzucano wszystko z p贸艂ek Sta艂em kolo drzwi od pokoju, a w J贸zka pokoju szmer i rozmawiaj膮 z nim. Ja stoj臋 jak wryty, jak na tamtym 艣wiecie. Trzymam r贸偶aniec w palcach i tak m贸wi臋 do siebie – to moja obrona! Niech si臋 dzieje wola Bo偶a, czy艅 Panie co si臋 Tobie podoba, troch臋 odczeka艂em i zrobi艂em krok, a oprawcy ju偶 odeszli. J贸zek przestraszony zapyta艂: kto to? Ja, odpowiadam.

M贸wi do mnie: b贸j si臋 Boga to ty? Dopiero 偶e odeszli – przerzucili ca艂y strych za Tob膮 i powiedzieli, 偶e ciebie musz膮 znale藕膰.

J贸zek m贸wi do mnie: we藕 gdzie si臋 schowaj na kilka dni, front niedaleko, jak Sowiety przyjd膮 to ty przyjedziesz. Daleko nie id藕! Ja mu m贸wi臋 b膮d藕 spokojny. Ty mi ju偶 jedno zr贸b, prosz臋 ci臋 – pami臋taj na Anielci臋 i krzywdy jej nie czy艅, ona biedna, nieszcz臋艣liwa sierota, wiec prosz臋 ci臋 na mi艂y B贸g ratuj j膮, bo ja ju偶 id臋. Anielusia przychodzi i prosz臋 j膮 by mi si臋 wystara艂a w贸dki, przynios艂a, wypi艂em i uradzili艣my bym uciek艂 na razie do Milka Maksymowa.

Ach, mam porzuci膰 moje najdro偶sze 偶ycie, Anielusi臋? Ale co robi膰, zosta膰 nie mam jak, bo zamorduj膮 nas oboje, nic nie pomo偶e. Trzeba wi臋c porzuci膰 najdro偶szy skarb, moj膮 per艂臋 偶ycia. Porzuci膰 mam najdro偶sze i najdro偶sze rodze艅stwo i jak to wygl膮da?

O, Bo偶e! Bo偶e Ojcze – czego艣 mnie opu艣ci艂? Wydaje mi si臋, i偶 wszystko leci za mn膮 i chce mnie ukamienowa膰! 呕egnam Ci臋, moja najdro偶sza i ca艂a Rodzino! Id臋, czy wr贸c臋? M贸j Jezu, prowad藕 mnie! Mario, Matko Nieustaj膮cej Pomocy ratuj mnie – wyszed艂em raniutko niby na 艣mier膰”.