Jak nas „ruszczono” na Kresach Wschodnich

674
wspomnienia

Warto jeszcze wspomnie膰, jak dosz艂o do zanikania polskiego stanu posiadania na naszych Kresach Wschodnich. Z moich obserwacji wynika, 偶e zawinili tu r贸wnie偶 sami Polacy, a szczeg贸lnie arystokracja nasza.

Jak nas „ruszczono” na Kresach Wschodnich

Arystokraci troszczyli si臋 zbytnio o sw贸j arystokratyczny stan i t臋 spraw臋 stawiali cz臋sto na czele swoich stara艅. Nieraz urz膮dzali dla siebie kaplice w swoich pa艂acach i utrzymywali tam kapelana, za艣 dla posp贸lstwa budowali po wsiach cerkwie. Wytwarza艂 si臋 wi臋c taki stan, 偶e ko艣ci贸艂 by艂 jeden, gdzie艣 przy siedzibie pana, cerkwi za艣 by艂o wiele, rozsianych po wsiach. Po drugie Rusini, p贸藕niej zwani Ukrai艅cami, wcze艣nie rozpocz臋li dzia艂ania dla powi臋kszania swego stanu posiadania. Mieli prawnych doradc贸w, kt贸rzy dawali wskaz贸wki ruskim proboszczom, jak wyzyskiwa膰 贸wczesne prawa zwyczajowe, kt贸re w zaborze austriackim z czasem stawa艂y si臋 prawami pa艅stwowymi. Prawo to polega艂o na tym, 偶e kto by艂 ochrzczony w ko艣ciele, by艂 uznawany przez pa艅stwo za Polaka, kto ochrzci艂 si臋 w cerkwi i tam by艂 zapisany w ksi臋gach metrykalnych, by艂 uznawany za Rusina. Bywa艂o, 偶e dziecko polskie by艂o chore i nale偶a艂o je pr臋dko ochrzci膰, albo te偶 niepogoda utrudnia艂a dojazd do ko艣cio艂a lub jaki艣 inny by艂 pow贸d, 偶e polskie dzieci chrzczono w cerkwi, kt贸re znajdowa艂y si臋 blisko domostw, a nie w oddalonych ko艣cio艂ach katolickich. Proboszcz ruski mia艂 obowi膮zek odes艂a膰 kartk臋 o chrzcie polskiemu proboszczowi, ale zwykle nie posy艂a艂, wpisywa艂 chrzest do swoich ksi膮g i w rocznym sprawozdaniu do starostwa dziecko to figurowa艂o ju偶 jako grekokatolik, czyli ruskie. Tak dzia艂o si臋 przez wiele lat, wi臋c dlatego niekt贸re wioski zosta艂y zupe艂nie zruszczone.

Powy偶sze wypowiedzi opieram nie na domys艂ach, ale na stwierdzonych faktach. Po dw贸ch latach kap艂a艅stwa zosta艂em mianowany administratorem parafii we wsi Sidor贸w, pow. Kopyczy艅ce. Parafia by艂a rozleg艂a, obejmowa艂a wsie: Sidor贸w, Szyd艂owce, Suchod贸艂, Krzywe艅kie, Wasylk贸w, Zielon膮, Bernad贸wk臋 i Trojan贸wk臋. Na tym terenie by艂 jeden ko艣ci贸艂, a cztery cerkwie, pracowa艂 jeden kap艂an rzymskokatolicki, a pi臋ciu greckokatolickich, czyli ruskich. A co ja zasta艂em w Sidorowie po obj臋ciu tej parafii? By艂 wtedy rok 1936. Opowiadali mi starzy parafianie, jak to by艂o dawniej przez wiele lat. Proboszczem by艂 przez d艂ugie lata ks. kanonik Basarabowicz. By艂 to staruszek, ju偶 bardzo zniedo艂臋偶nia艂y, po prostu niezdolny do wype艂niania wszystkich prac duszpasterskich. Pod ko艣cio艂em ros艂a wielka lipa. Pod tym drzewem ustawiony by艂 st贸艂 i krzes艂a. Tam stale przesiadywa艂 staruszek, ks. kan. Basarabowicz, bo p艂uca jego potrzebowa艂y 艣wie偶ego powietrza. Bardzo cz臋sto i ch臋tnie odwiedzali go s膮siedzi, ksi臋偶a ruscy, by staruszek nie czu艂 si臋 osamotniony a g艂贸wnie, by prowadzi膰 sw贸j proceder. Dla zabawienia staruszka grywano z nim preferansa. A bywa艂o tak: podczas gry przysz艂a kobieta zg艂osi膰 chrzest. M艂odzi towarzysze starego kanonika zatrzymali kobiet臋 m贸wi膮c, 偶e nie wypada m臋czy膰 staruszka, niech kobieta przyjdzie do kt贸rego艣 z nich, to ochrzcz膮 dziecko i prze艣l膮 kanonikowi kartk臋. „Ks. kanonik pozwoli?” Ks. Kanonik pozwala艂, ale ruski ksi膮dz po chrzcie kartki nie przysy艂a艂, lecz chrzest wpisa艂 do swoich ksi膮g metrykalnych. W rocznym wi臋c wykazie chrzt贸w do starostwa to dziecko figurowa艂o ju偶 jako grekokatolik, czyli ruskie. Tak trwa艂o przez lata, przez okres proboszczowania niedo艂臋偶nego ks. Basarabowicza.

Nic wi臋c dziwnego, 偶e w ten spos贸b ruszczono. Podaj臋 stan jednej wioski tej parafii Szyd艂owce, w czasie, gdy obj膮艂em t臋 parafi臋. Wioska Szyd艂owce by艂a za艣ciankiem szlacheckim. Zamieszkiwa艂y tam dwa rody: D臋bi贸skich i Zaborowskich. Ja zasta艂em taki stan: prawie po艂owa D臋bi贸skich nazywa艂a si臋 Dubi贸skij鈥, prawie po艂owa Zaborowskich ju偶 podpisywa艂a si臋 – Zaborow艣kij鈥 – a wi臋c byli ju偶 zruszczeni. Gdy w roku 1936 obj膮艂em parafi臋 w Sidorowie, zasta艂em jeszcze jednego ksi臋dza greckokatolickiego, kt贸ry grywa艂 z ks. Basarabowiczem w preferansa. Nazywa艂 si臋 Bukowski i by艂 proboszczem w Szyd艂owcach. Poniewa偶 by艂em bardzo m艂odym kap艂anem, bo tylko dwa lata po 艣wi臋ceniach, ks. Bukowski my艣la艂, 偶e 艂atwo mu b臋dzie prowadzi膰 ze mn膮 ten proceder walki o dusze, jak kiedy艣 ze zniedo艂臋偶nia艂ym staruszkiem, ks. Basarabowiczem.

Poniewa偶 ja nie gra艂em w preferansa, ks. Bukowski zacz膮艂 dzia艂a膰 na innym polu. Stara艂 si臋 nie dopuszcza膰 mnie w szkole do odbycia z dzie膰mi lekcji religii. Gdy przyjecha艂em do szko艂y, on zaraz zaczyna艂 opowiada膰 r贸偶ne historyjki, by mnie przytrzyma膰 i by min臋艂a godzina lekcyjna. Pr臋dko pozna艂em si臋 na jego metodzie. Powiedzia艂em mu, 偶e ch臋tnie b臋d臋 s艂ucha艂, ale po odbyciu lekcji. Gdy po kilku pr贸bach nie uda艂o mu si臋 mnie przytrzyma膰, zacz膮艂 ze mnie pokpiwa膰. Wi臋c m贸wi艂 o mnie, 偶e jestem m艂ody i bardzo gorliwy i pe艂en zapa艂u, ale pr臋dko ten zapa艂 przyga艣nie i gorliwo艣膰 zmaleje. Gdy w szkole nic mu si臋 ze mn膮 nie udawa艂o, zacz膮艂 inaczej. Ja do Szyd艂owic doje偶d偶a艂em kilka kilometr贸w przez pole. Przy tej drodze ks. Bukowski mia艂 swoje morgi. Wychodzi艂 na to pole, stawa艂 przy drodze i czeka艂 na mnie. Gdy nadjecha艂em, zatrzymywa艂 mnie i zacz膮艂 poucza膰 o uprawie roli, o gospodarce rolnej itp. Zrozumia艂em pr臋dko do czego zd膮偶a. Chodzi艂o mu o to, bym lekcji nie odbywa艂, bo on p贸藕niej bra艂 wszystkie dzieci, w tym polskie, uczy艂 katechizmu po rusku i w ten spos贸b ruszczy艂. Poprosi艂em wi臋c, aby tu poczeka艂, bo ch臋tnie pos艂ucham jego wyk艂adu, jak b臋d臋 wraca艂 po lekcji. Zatem i w ten spos贸b nie uda艂o mu si臋 mnie opanowa膰. Wobec tego ks. Bukowski by艂 w艣ciek艂y na mnie, 偶e ze mn膮 nie udawa艂a mu si臋 walka o dusze. Walk臋 t臋 prowadzi艂 dalej, ale sko艅czy艂a si臋 ona dla niego tragicznie.

Czas mojej pracy w Sidorowie to okres bardzo intensywnego dzia艂ania Akcji Katolickiej. W ka偶dej parafii obowi膮zkowo organizowano cztery ko艂a – m臋偶czyzn, kobiet, m艂odzie偶y m臋skiej i 偶e艅skiej. W Sidorowie ta akcja by艂a bardzo o偶ywiona. By艂o tam wojsko graniczne, kt贸re ch臋tnie bra艂o udzia艂 w tej akcji, szczeg贸lnie w urz膮dzaniu przedstawie艅, festyn贸w, zabaw. Przychodzili 偶o艂nierze z orkiestr膮, co 艣ci膮ga艂o bardzo m艂odzie偶. W tym czasie jedna parafianka ks. Bukowskiego mia艂a du偶o kole偶anek w mojej parafii i cz臋sto je odwiedza艂a, przychodzi艂a, gdy by艂y zabawy, a tak偶e czasem przychodzi艂a na zebranie Akcji Katolickiej. Raz za偶artowa艂em m贸wi膮c, 偶e je偶eli podoba si臋 jej u nas, to niech zmieni obrz膮dek. Odpowiedzia艂a roztropnie, 偶e b臋dzie to zale偶a艂o od tego, jakiego dostanie m臋偶a. Je偶eli b臋dzie Polak, to ch臋tnie obrz膮dek zmieni, je偶eli b臋dzie Ukrainiec, to nie ma sensu zmienia膰. Przyzna艂em jej racj臋 i wi臋cej t膮 spraw膮 si臋 nie interesowa艂em. Zdarzy艂o si臋 jednak, i to do艣膰 pr臋dko, 偶e trafi艂 si臋 jej narzeczony Polak i to bogaty. Postanowi艂a wi臋c przej艣膰 na obrz膮dek rzymskokatolicki. Przybieg艂a do mnie i pyta艂a, jak t臋 spraw臋 za艂atwi膰. Powiedzia艂em, 偶e trzeba pismo skierowa膰 do starostwa i do艂膮czy膰 metryk臋 chrztu. Posz艂a wi臋c do swego proboszcza po t臋 metryk臋, ale proboszcz metryki nie da艂, zbeszta艂 j膮 i za drzwi wyrzuci艂. Przysz艂a zn贸w do mnie z p艂aczem – co dalej robi膰? Radzi艂em, by za艂atwi膰 t臋 spraw臋 urz臋dowo przez starostwo. Na 偶膮danie starostwa ks. Bukowski ju偶 musia艂 wyda膰 metryk臋 chrztu tej dziewczyny, ale w najbli偶sz膮 niedziel臋 strasznie beszta艂 j膮 z ambony i tak si臋 strasznie zdenerwowa艂, 偶e dosta艂 wylewu krwi do m贸zgu. Zniesiono go z ambony nieprzytomnego. Wywieziono nast臋pnie do Lwowa na leczenie. W szpitalu przebywa艂 oko艂o p贸艂 roku – gdy wr贸ci艂, by艂 ju偶 zupe艂nie niezdolny do jakiejkolwiek pracy, bo umys艂 jego ju偶 nie dzia艂a艂. Tak tragicznie sko艅czy艂a si臋 dla niego ustawiczna walka o dusze.