„Gdzie by┼éa┼Ť tak d┼éugo?”

Okupacyjne wspomnienie Czortkowianki

Zdobywanie ┼╝ywno┼Ťci podczas okupacji niemieckiej w Czortkowie by┼éo dla wielu z nas piek┼éem. Po kromk─Ö chleba – 10 dkg na osob─Ö dziennie ÔÇô trzeba by┼éo ustawia─ç si─Ö w kolejce ju┼╝ w nocy, a i tak decydowa┼éa o zdobyciu go si┼éa fizyczna, bo gdy sklep rano otwierano – kolejka zmienia┼éa si─Ö w zbit─ů mas─Ö ludzi, rozpychaj─ůcymi si─Ö ┼éokciami i g┼éo┼Ťno z┼éorzecz─ůcymi.

Nie zapomn─Ö dnia, w kt├│rym moja starsza siostra, sama b─Öd─ůc w ci─ů┼╝y, wys┼éa┼éa mnie do sklepu po chleb. By┼é rok 1941. Id─ůc ul. Mickiewicza zobaczy┼éam przed sob─ů setki ┼╗yd├│w konwojowanych przez niemieck─ů policj─ů SS i ukrai┼äskich policjant├│w. Szli jezdni─ů w bardzo d┼éugiej kolumnie, po osiem os├│b w szeregu, a co p├│┼é metra z jednej i drugiej strony pilnowali kolumny uzbrojeni konwojenci. Gdy zbli┼╝y┼éam si─Ö do kolumny (na tej trasie znajdowa┼é si─Ö sklep, do kt├│rego zd─ů┼╝a┼éam) zosta┼éam nieoczekiwanie przesuni─Öta z chodnika na jezdni─Ö i w┼é─ůczona do konwojowanej grupy. Uznano mnie za ┼╗yd├│wk─Ö. Sz┼éam z tymi lud┼║mi szos─ů prowadz─ůc─ů do Zaleszczyk oko┼éo 20 km, nie dochodz─ůc do miasteczka T┼éuste. Przez ca┼é─ů drog─Ö pr├│bowa┼éam wyja┼Ťni─ç, ┼╝e jestem Polk─ů, mieszkank─ů Czortkowa, ┼╝e znaj─ů tam ca┼é─ů moj─ů rodzin─Ö bo jej cz┼éonkowie pracowali w Urz─Ödzie Skarbowym, w Starostwie i na kolei, ┼╝e jeste┼Ťmy zaprzyja┼║nieni z rodzinami ukrai┼äskimi, kt├│re mog─ů to po┼Ťwiadczy─ç.

Na nic jednak by┼éy moje t┼éumaczenia i rozpaczliwy szloch, poniewa┼╝ otaczaj─ůcy mnie ┼╗ydzi przysi─Ögali, ┼╝e jestem ┼╗yd├│wk─ů, a teraz usi┼éuj─Ö si─Ö „wymiga─ç”. Dzi─Öki nim niejednokrotnie oberwa┼éam od Niemc├│w kolb─ů karabinu po plecach. Tymczasem kolumna posuwa┼éa si─Ö szybko do przodu. Pods┼éucha┼éam przypadkowo podczas tego marszu, ┼╝e ┼╗ydzi prowadzeni s─ů na zag┼éad─Ö do miasteczka Torskie w pow. zaleszczyckim. Wzmog┼éam wi─Öc swoje starania o uwolnienie, i nie zwa┼╝aj─ůc na razy, biega┼éam wewn─ůtrz kolumny do przodu i do ty┼éu, wykrzykuj─ůc g┼éo┼Ťno swoje argumenty i szukaj─ůc pomocy u ukrai┼äskich policjant├│w. Gdy zbli┼╝ali┼Ťmy si─Ö do miasteczka T┼éuste, zacz─Ö┼éam histerycznie wykrzykiwa─ç, ┼╝e mam na nogach rany i zbli┼╝y┼éam si─Ö do m┼éodego Ukrai┼äca. P┼éacz─ůc, prosi┼éam go o pomoc i zapewnia┼éam, ┼╝e jestem katoliczk─ů, a nasi ukrai┼äscy s─ůsiedzi to potwierdz─ů.

Zdenerwowany Ukrainiec kaza┼é mi odm├│wi─ç g┼éo┼Ťno po ukrai┼äsku „Ojcze nasz” i powiedzie─ç, jak brzmi─ů pozdrowienia przy wchodzeniu i wychodzeniu z cerkwi. Gdy spe┼éni┼éam polecenie, Ukrainiec zawo┼éa┼é do drugiego policjanta: „Iwane, Bih me, szczo ce chrystianka!”. A potem zwr├│ci┼é si─Ö po ukrai┼äsku do mnie: „waln─Ö ci─Ö teraz po ramieniu kolb─ů, a ty padaj do rowu twarz─ů do ziemi i udawaj martw─ů”. Pami─Ötam, ┼╝e krzykn─Ö┼éam z b├│lu, jaki_ Niemiec wrzasn─ů┼é „was?”, a Ukrainiec odpowiedzia┼é „kaput!” Kolumna posz┼éa dalej, a ja zosta┼éam w rowie i … straci┼éam przytomno┼Ť─ç.

Dopiero po trzech tygodniach dowiedzia┼éam si─Ö, co wydarzy┼éo si─Ö p├│┼║niej. Ot├│┼╝ nadjechali furmank─ů jacy┼Ť ludzie i zobaczywszy le┼╝─ůc─ů w rowie dziewczyn─Ö, zabrali mnie ze sob─ů do wsi. Przyk┼éadali mi do ust lusterko, ┼╝eby sprawdzi─ç czy ┼╝yj─Ö. ┼╗ywiono mnie zsiad┼éym mlekiem i kasz─ů kukurydzian─ů. Gdy po tygodniu poczu┼éam si─Ö lepiej, pytali czy nie jestem ┼╗yd├│wk─ů. Wiadomo, ┼╝e za pomoc udzielon─ů ┼╗ydowi grozi┼éa kara ┼Ťmierci. Uspokoi┼éam moich wybawc├│w i poda┼éam swoje nazwisko. Ci dobrzy ludzie dali mi na drog─Ö chleb i ser, i odwie┼║li mnie do g┼é├│wnej szosy Zaleszczyki-Czortk├│w. Sz┼éam pieszo w kierunku Czortkowa oko┼éo 20 km, liczy┼éam s┼éupy telegraficzne, ┼Ťpiewa┼éam „Kto si─Ö w opiek─Ö…” i ogl─ůda┼éam si─Ö z niepokojem za siebie, czy mi znowu co┼Ť nie zagra┼╝a. Kiedy zm─Öczona usiad┼éam w rowie, zjad┼éam otrzymany chleb i ser, i nie mog┼éam podnie┼Ť─ç si─Ö do dalszej w─Ödr├│wki, us┼éysza┼éam turkot furmanki. Po chwili zapyta┼éam jad─ůcych czy mnie podwioz─ů. – „Tak, wsiadaj jedziemy do Jagielnicy!” – us┼éysza┼éam. Ale do Jagielnicy by┼éo ju┼╝ tylko 2 km, a do Czortkowa jeszcze 10 km. Przemierzaj─ůc samotnie reszt─Ö drogi mia┼éam wci─ů┼╝ czarne my┼Ťli.

Gdy wesz┼éam do domu, moja siostra wykrzykn─Ö┼éa: – „Gdzie by┼éa┼Ť tak d┼éugo?!”. A ja run─Ö┼éam na pod┼éog─Ö i znowu „film mi si─Ö urwa┼é”. Tym razem na dwa tygodnie. Leczy┼é mnie dr J├│zef Fedorowicz, krewny mojej rodziny. Dopiero po tygodniach siostra i szwagier dowiedzieli si─Ö co mnie spotka┼éo. Chleba do domu nie przynios┼éam, wszyscy byli g┼éodni, leczono mnie d┼éugo.

Nie wiem, czy uchowa┼éa si─Ö chocia┼╝ jedna osoba z tej tragicznej kolumny ┼╗yd├│w na trasie Czortk├│w – Torskie. Nie wiem te┼╝ czy ┼╝yje jeszcze policjant ukrai┼äski, kt├│ry uratowa┼é mi ┼╝ycie i kim by┼éa rodzina ze wsi ko┼éo T┼éustego, kt├│ra uratowa┼éa mnie od ┼Ťmierci i g┼éodu?

Opisuj─ůc teraz to wydarzenie wyra┼╝am im swoj─ů g┼é─Öbok─ů wdzi─Öczno┼Ť─ç…

Irena Ornatowska – Zduniak