Polityka narodowościowa władz hitlerowskich na Pomorzu

241
polityka narodowościowa władz hitlerowskich na pomorzu

Pomorze znalazło się wśród ziem polskich najwcześniej zajętych przez armię niemiecką. W okresie od września do grudnia 1939 r. skąpane zostało we krwi tak obficie, że nie można go właściwie porównywać w tym względzie z innymi obszarami okupowanymi. W ramach likwidacji inteligencji i elementu przywódczego polskości zginęło w tym czasie co najmniej 20 tys. osób.

Tak zaczęła się okupacja i bez tej krwawej uwertury nie sposób zrozumieć polityki narodowościowej Forstera na Pomorzu, której poświęcony jest niniejszy artykuł.

Wybrane skróty i wyrażenia:
NLN – Niemiecka Lista Narodowościowa
DVL – Deutsche Volksliste
folkslista – polskie określenie NLN/DVL
volksdeutsche, volksdeutsch – Polak wpisany na listę NLN/DVL

Opanowanie Pomorza, stanowiącego pomost pomiędzy Rzeszą a Prusami Wschodnimi oraz umocnienie hegemonii niemieckiej nad dolnym biegiem Wisły było dla III Rzeszy zadaniem o dużym znaczeniu. Nic więc dziwnego, że jeszcze przed wybuchem wojny omawiane były w Gdańsku zasady polityki ludnościowej w przyszłym okręgu pomorsko-gdańskim. W tamtejszym kierownictwie NSDAP wyrażano pogląd, że należy bezwzględnie usuwać z Pomorza i Wielkopolski Polaków napływowych, a ziemie zająć dla Niemców. Zapytywano równocześnie Biuro do spraw polityki zagranicznej NSDAP czy można liczyć na napływ na te obszary Niemców z Ameryki. W rządzie Rzeszy nie było wówczas jasności co do środków stosowanych w przyszłej polityce kolonizacyjnej na wschodzie, a transferu Niemców z Europy wschodniej i południowej nie brano pod uwagę. Nadzieje na powrót Niemców osiadłych w Ameryce Południowej nie wydawały się władzom berlińskim realne z przyczyn natury finansowej. Stąd obawy Volksdeutschen Mittelstelle (VoMi) czy radykalne usunięcie z Pomorza wszystkich napływowych Polaków da pozytywne rezultaty przy ewentualnym braku osadników z Rzeszy (Trial of the Major War Crimminals bejor the International Military Tribunal Nuremberg. Nürnberg 1947—1949, t. XXI, s. 205—206 (NG-2454)).

Mniej ostrożnie spoglądano na te sprawy we wrześniu i po wrześniu. Wkraczając do zajętego Gdańska Hitler zapowiedział, że w ciągu 10 lat okręg pomorski będzie „kryształowo” niemiecki (Cristalldeutsch). Forster pospieszył z zapewnieniem, że postara się zrealizować ten rozkaz znacznie wcześniej. Zamierzenia swe w zakresie polityki narodowościowej przedstawił – i to dość szeroko – 2 listopada. Zapowiedział wówczas, iż Pomorze zostanie zniemczone bez reszty w ciągu 5 lat, o ile tylko twardo i bezwzględnie oczyści się je z elementu napływowego z Kongresówki, Galicji czy Palestyny. Szczegółowe dyrektywy Forstera zawierały polecenie wysiedlenia z Pomorza, obok wspomnianych napływowych Polaków, również inteligencji polskiej, działaczy politycznych i społecznych (m. in. członków Związku Zachodniego, Ligi Morskiej i Kolonialnej), Polaków zachowujących się neutralnie i nie dających się zniemczyć oraz Żydów.

W październiku 1939 r. rozpoczęły urzędowanie komisje Gestapo, które wydawały rdzennej ludności pomorskiej świadectwa, iż jest osiadła, i które nakłaniały do oświadczania się jako Volksdeutschow. Równocześnie poszczególne urzędy przystąpiły w październiku—listopadzie do lokalnego wysiedlania Polaków. Brały w tym udział oddziały policji bezpieczeństwa (Sipo), kierownicy powiatowi NSDAP, starostowie, burmistrzowie, a nawet sołtysi. Największy zasięg przybrało wysiedlanie Polaków w Gdyni. Nakaz opuszczenia określonych dzielnic miasta przez ludność polską wydano tam przez megafony, tysiącom rodzin nakazano udać się wprost na dworzec, skąd pociągi odwoziły je do Generalnej Guberni lub na inne tereny ziem wcielonych. W Gdyni w 1939 r. zmuszono ponad 50 tys. Polaków do opuszczenia miasta, pozostali mieszkańcy zostali przymusowo przekwaterowani do dzielnic podmiejskich. Polacy usuwani z Pomorza to na ogół urzędnicy i właściciele drobnych gospodarstw rolnych (m. in. poniatówek). Wysiedlano m. in. również osoby chore, by nie obarczać się troską o ich los.

Obiektem pożądania Niemców gdańskich i miejscowych nazistów było mienie o większej wartości (w ostrych barwach maluje zachłanność Niemców pomorskich raport urzędu sztabowego RKFDV, skierowany 23.IX.1940 do wyższego dowódcy SS i policji w Gdańsku. Zacytujemy tylko najistotniejszy fragment. „Abgesehen von solchen Fällen, die auf eine abgrundtiefe Beschränkheit schliessen lassen, ist in der überwiegenden Zahl der Fälle festgestellt, dass eine bedenklich grosse Zahl von Evakuierungen aus Konkurrenzeid, persönlichen Gründen und namentlich deshalb angeordnet wurde, um sich Habe der Betroffenen zu bemächtigen. Man erkläre deshalb nur besitzende Personen als Polen, fand 2 Zeugen, die irgendwelche allgemeinen Phrasen beschworen (z. B. er hat alles, was deutsch war, gehasst und war ein fanatischer Pole), und schon war über das weitere Schicksal der Familie entschieden. Das Eigentum wurde unter den Dorfbewohnern aufgeteilt, die Familie nur mit dem, was sie auf dem Leib hatte, in das Generalgouvernement evakuiert. Dabei war es völlig gleichgültig, ob die Familie deutschen Blutes war, oder ob sich etwa nur ein Familienmitglied polnisch betätigt hatte. Die Familie als ganzes wurde bestraft…”. M. Broszat, Nationalsozialistische Polenpolitik 1939-1945. Stuttgart 1961, s. 89.). By je zdobyć, wysiedlano zamożniejszych Polaków, wśród których nie brakło Kaszubów. W powiecie Kartuzy zajęto nieruchomości polskie, nie wyłączając kaszubskich, i oddano powiernikom Niemcom, a właścicieli większych gospodarstw wraz z rodzinami skierowano do pracy w Rzeszy. Szeroko przeprowadzano też z upoważnienia Forstera zajęcia gruntów polskich w powiecie morskim (Neustadt) na rzecz powierników z Gdańska (Wojewódzkie Archiwum Państwowe (dalej WAP) Bydgoszcz, UWZ Danzig, t. 65, raport dowódcy SD (Leitabschnitt Danzig) do Ehlicha w RSHA z 1.VII.1940.).

Marginesem tej akcji wysiedleńczej było usunięcie do Generalnej Guberni grupki osób wyraźnie niemieckiego pochodzenia. Przyczyną tego była bądź wspomniana zachłanność Niemców, bądź też starostowie i ich doradcy uważali te osoby za politycznie niepożądane.

Omówionej akcji żywiołowych wysiedleń towarzyszyło przygotowanie władz administracji ogólnej Pomorza oraz policji i SS do planowego jej przeprowadzenia. 30 października Himmler wydał zarządzenie, by do lutego 1940 r. usunąć wszystkich Polaków napływowych. W listopadzie wyższy dowódca SS i policji w Gdańsku zwołał dwie narady w celu omówienia realizacji poleceń otrzymanych w trakcie konferencji krakowskiej 8 listopada, na której pełnomocnicy do spraw umocnienia niemieckości na ziemiach polskich zostali poinformowani, iż do lutego 1940 r. ulegnie wysiedleniu z ziem wcielonych milion Polaków i Żydów, w tym 400 tys. z Pomorza i Gdańska. Na naradach gdańskich przyjęto założenie, że wysiedlana będzie najpierw ludność miejska, natomiast wysiedlanie mieszkańców wsi ma nastąpić po nadejściu transportów z niemieckimi osadnikami z krajów bałtyckich. Przedmiotem rozważań była sugestia, by wysiedlanie rozpocząć od południowej części Pomorza, co uzasadniano tym, że ziemie południowe są słabiej zaludnione i że łatwiej tam będzie ustalić kto jest Polakiem.

Sprawa przetransportowania wagonami towarowymi 400 tys. Polaków do Generalnej Guberni była przedmiotem narady władz SS w Gdańsku z przedstawicielem kolei w Szczecinie. Pierwsze transporty, liczące 8 tys. osób miały odejść między 20 a 23 listopada. W połowie grudnia zapadła decyzja Himmlera (jako komisarza dla umocnienia niemieckości — RKFDV), iż osadnictwo Niemców bałtyckich skoncentruje się w Kraju Warty (w końcu października Forster odmówił przyjęcia repatriantów z krajów bałtyckich, wysuwając dwa argumenty. Nie życzył sobie ludzi starych jako osadników i przeciwny był osiedleniu w Gdyni Niemców bałtyckich). Tym samym większe wysiedlenia ze wsi pomorskiej przesunięte zostały na okres późniejszy. Tymczasem rozstrzygnięcie — kogo pozostawić na Pomorzu — ułatwić miał spis ludności przeprowadzony przez Forstera w dniach 3-6 grudnia 1939. Formularz spisowy obejmował m. in. rubryki z zapytaniami o przynależność narodową, język, od kiedy wypełniający formularz mieszka na Pomorzu, skąd przybył, miejsce urodzenia i zamieszkania rodziców.

Pomorzanie dawali odpowiedź na te pytania ciężko już doświadczeni terrorem hitlerowskim. Mimo to tylko nieliczni szukali zabezpieczenia.

Sprawa spisu ludności na Pomorzu wywołała ostre tarcia kompetencyjne między Himmlerem a Forsterem. Forster jako namiestnik polecił 30.X przeprowadzenie spisu na początku grudnia. Podjęto przygotowania do spisu. 16.XI wyższy dowódca SS i policji na Pomorze przesłał Forsterowi pismo dowódcy policji porządkowej w Rzeszy, przekazujące polecenie RFSS i szefa policji, by do Bożego Narodzenia przeprowadzić spis ludności na terenach włączonych do Rzeszy. Kilka dni później tenże dowódca przekazał dalsze zarządzenie Himmlera — już jako RKFDV — by spisem — wbrew Forsterowi — objąć również Gdańsk i przeprowadzić spis w okresie od 17 do 22.XI, posługując się formularzem, który prześle. Forster zignorował polecenie Himmlera, przeprowadzając spis z początkiem grudnia. 11.XII Himmler zażądał poprzez dowódcę policji porządkowej w Gdańsku udostępnienia mu do wglądu wyników spisu, co też nastąpiło. (Archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich (AGKBZH). t. 507.z, spis ludności od 3 do 6.XII.1939 na terenach okupowanych Danzig-West-preussen.)

Powołując się na pochodzenie niemieckie i podając się za VDSpis wykazał — wliczając w to również napływowych Niemców — wzrost ludności niemieckiej Pomorza ze 158 tys. w 1931 r. (12,1%) do 243 tys. (17,2%). Kaszubi zadeklarowali swoją przynależność dość zdecydowanie. Na 188 tys. osób, które podały język kaszubski jako ojczysty, 100 tys. przyznało się do narodowości polskiej, 81 tys. — bardziej ostrożnych — do narodowości kaszubskiej. Narodowość niemiecką podało tylko 7 tys. Podczas spisu w rok później Kaszubi nie zostali w statystyce niemieckiej wyodrębnieni, lecz zaliczono ich do grupy Polaków, liczących wówczas na Pomorzu 1345 tys. mieszkańców.

Sprawa Kaszubów stała się dalszym przedmiotem sporu pomiędzy Himmlerem a Forsterem. Do września 1939 r. w Rzeszy prowadzono intensywną propagandę prokaszubską, której cel określił ex post w sierpniu 1940 r. sam Forster, iż należało przeciwdziałać wzmocnieniu polskiego elementu w „korytarzu”. Himmler był zdania, że Kaszubów należy pozostawić na miejscu, wyodrębnić ze społeczności polskiej i zniemczyć, z wyjątkiem tych, którzy zostaną uznani za niskowartościowych pod względem rasowym. Wyrażał nadzieję, że w ciągu najbliższych 4—5 lat pojęcie Kaszuba stanie się zupełnie nie znane (Por. Heydrich na naradzie w sprawie wysiedlania 30.1.1940 oraz Himmler w wytycznych z maja 1940 o traktowaniu obcych narodowości na wschodzie.). Zbliżone stanowisko zajmowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeszy (RMdl)10. Forster dążył również do likwidacji mowy kaszubskiej. Przeciwny był jednak taktyce Himmlera, by popierać „kaszubską narodowość”, co uważał za szkodliwe dla polityki wschodniej. Jeszcze jako szef zarządu cywilnego wydał 24 października zalecenia o listach mieszkańców (Einwohnerlisten), w których powołując się na życzenie samego Hitlera nakazywał, by ludności kaszubskiej nie zaliczać ani do ludności polskiej, ani do niemieckiej, a traktować ją jako będącą pochodzenia niemieckiego. Forster określał Kaszubów jako niegodnych uprzywilejowania i rasowo niskowartościo-wych. Forsterowi, zajmującemu takie stanowisko, nie obce było doświadczenie historyczne, poza tym prawdopodobnie nie chciał urazić miejscowych VD i Niemców gdańskich, którzy zagrabili sporą część mienia kaszubskiego.

Zwraca uwagę dokument, ujawniający pewne intencje kół niemieckich w związku ze spisem. Jest to pismo RMdl do namiestnika w Gdańsku z 5.II.1940, zawierające opinię prawdopodobnie kogoś z kół NSDAP o spisie, przekazaną RMdl przez Kancelarię Rzeszy. RMdl prosiło o ustosunkowanie się. Z opinii tej, opartej na obserwacjach z jednego rejonu Pomorza, bliżej nie określonego wynika, że miejscowi Volksdeutsche byli przeciwni deklarowaniu się w formularzu spisowym Polaków o słabym charakterze, jako narodowości niemieckiej. Ale były też — jak z opinii wynika — koła, i to raczej nieliczne, które uważały, że po „oczyszczeniu” Pomorza z politycznych przywódców i napływowych Polaków istnieje realna szansa porozumienia z masą ludności słabo upolitycznioną i że byłoby to najlepsze rozwiązanie dla uspokojenia Pomorza. Spis — ich zdaniem — mógł wykazać powiązanie ludności Pomorza z Rzeszą, co byłoby niewątpliwie korzyścią. „Es war unverkannt mehr als eine Volkszählung und hätte (bei Erkenntnis der Lage) uns einen aussen-politischen Erfolg eingebracht, wenn wir 70v. H. für die deutsche Volkszugehörigkeit hätten verbuchen können. Diesen tieferen Sinn habe ich dort klar zu machen versucht, leider vergebens”. IZ, Dok. 1-636.

Określenie w dalszych badaniach, jak dalece stanowisko omówione było reprezentatywne dla władz okupacyjnych okręgu Gdańsk—Pomorze może mieć pewne znaczenie dla wyjaśnienia polityki narodowościowej.

Dodajmy, że podczas bojów wrześniowych Kaszubi walczyli pod Gdynią, Wejherowem, w Swieciu w pułku Arciszewskiego oraz w hufcach junackich na Oksywiu. Po kapitulacji zwracał uwagę na ogół bardzo życzliwy stosunek Kaszubów do jeńców polskich, udzielanie im pomocy.

Z początkiem 1942 r. jeden z młodych naukowców von Alfred Schöning opracował memoriał Die Kaschuben, w którym gwałtownie atakuje polskość Kaszubów, przestrzega przed ich nadziejami na odzyskanie niepodległości. Zdaniem Schöninga, Kaszubi stali się bezczelniejsi wobec Niemców, aniżeli byli przed wojną. IZ, Dok. 1-786.

Okólnik RMdl z 14.XI.1940 polecał traktować Kaszubów, Mazurów jako nie-Polaków. „Ministerialblatt des Reichs- und Preussischen Ministeriums des Innern” vom November 1940, nr 40, s. 2112.

Władze okupacyjne na Pomorzu spotkały się z negatywnym stosunkiem do ich zarządzeń nie tylko wśród Kaszubów. Mimo klęski państwa polskiego i terroru, nastroje wśród ludności polskiej nie były złe12. Podjęta na przełomie 1939—1940 agitacja wśród żołnierzy z Pomorza, będących niemieckimi jeńcami, za deklarowaniem się jako VD również nie dała godnych uwagi rezultatów. Taki rozwój sytuacji przesądził o tym, że na Pomorzu miejscowi Volksdeutsche byli — zresztą podobnie jak w Kraju Warty — grupą wysoce ekskluzywną, szeroko korzystającą z możliwości łupienia ludności polskiej.

O wpływ na przebieg wysiedleń zabiegał na Pomorzu Forster, mimo że nie był pełnomocnikiem RKFDV. W początkowym okresie okupacji intencje jego szły bardzo daleko. W grudniu wydał polecenie, by kierownicy powiatowi NSDAP przygotowali listy Polaków przewidzianych do wysiedlenia. Heydrich i Himmler zareagowali gwałtownie, uważając że jest to wyłączna kompetencja Sipo.

W 1940 r. miały nastąpić wysiedlenia obejmujące również wieś pomorską. Inspektor policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (Sipo 1 SD), kierujący akcją wysiedleń w Gdańsku domagał się usunięcia 10 tys. Polaków i 2 tys. Żydów. Forster, uprzednio odmawiający przyjęcia Niemców bałtyckich, wystąpił w marcu z żądaniem wysiedleń na większą skalę. Powołując się na bezpośrednie uzgodnienie z Hitlerem, domagał się wysiedlenia 41 tys. Polaków z Gdyni i okolicy. Ponadto zastrzegł sobie rozstrzyganie o odwołaniach osób wysiedlonych do Generalnej Guberni. W lipcu — już po wysiedleniu do Generalnej Guberni kilku tysięcy Polaków Forster, powołując się na Heydricha, zobowiązał władze Sipo i SD w Gdańsku do niezwłocznego przeprowadzenia wysiedleń w granicach wspomnianych 40 tys. We wrześniu Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) poinformował kolej, że na żądanie Forstera Führer zdecydował wysiedlić z Pomorza tę liczbę Polaków. W instrukcjach poleca się usuwać Polaków napływowych i politycznie aktywnych (Wśród uzasadnień władz o konieczności wysiedlenia Polaków spotyka się następujące: Kongresowiak, Galicjak, mąż „zlikwidowany”, przynależność do Związku Zachodniego, fanatyk itd.), mając na uwadze potrzeby produkcji zbrojeniowej.

Pomorze przeżyło trzy fale wysiedleń: wiosną 1940 (kwiecień—maj), jesienią tego roku (wrzesień—listopad) oraz zimą 1941 (luty—marzec). W 1940 r. objęły one 31 tys. Polaków, w 1941 r. 11 tys., głównie z powiatów Lipno i Rypin. Wśród wysiedlonych znalazło się 5 tys. Polaków przybyłych z dawnej Kongresówki, 5 tys. zakwalifikowanych jako „asocjalni”, 10 tys. mieszkańców wsi i około 22 tys. mieszkańców Gdyni. Ponadto deportowano do Generalnej Guberni ponad tysiąc Żydów. Na miejsce wysiedlonych Polaków przybyło kilkanaście tysięcy osadników niemieckich z Besarabii i Litwy. W końcu 1940 r. zorientowano się, że zagrody Polaków napływowych nie wystarczą dla tych kolonistów oraz na dodatkowe nadziały dla miejscowych Niemców. Himmler wyraził więc zgodę, by jego pełnomocnik SS-Gruppenführer Hildebrandt usuwał również Polaków z dawna na Pomorzu osiadłych. Postanowiono wybierać Polaków wrogo nastawionych lub przyznających się do polskości.

Od marca 1941 r. wobec wstrzymania wysiedleń do Generalnej Guberni kontynuowano je w formie rugów (interne Umsiedlung). Do końca tego roku akcją tą objęto blisko 15 tys., w 1942 r. blisko 5 tys. mieszkańców Pomorza. Dla późniejszego okresu dane liczbowe o wysiedleniach urywają się24. Wiadomo jedynie, że wysiedlano w 1944 r. w celu osiedlenia Niemców znad Morza Czarnego.

Na Pomorzu los wyrugowanych był nieco inny aniżeli w Kraju Warty. Początkowo wobec deficytu siły roboczej zamierzano ich kierować częściowo jako deputatników do niemieckich gospodarstw położonych w 5 powiatach Prus Wschodnich, przyłączonych do okręgu Pomorze w rejonie Kwidzynia i Malborga, częściowo przekwaterować do innych powiatów, do takich gospodarstw, które po wznowieniu wysiedleń miały być obsadzone przez przesiedleńców i tam zatrudniać. Mężczyźni w wieku 17—45 lat pozostawaliby pod policyjnym nadzorem w obozie w Toruniu, tworząc brygadę budowlaną (Bautruppe). Jednakże w praktyce wobec negatywnego stosunku do tego rodzaju przekwaterowań inspektora Sipo i SD, władze przesiedleńcze pozostawiały coraz więcej Polaków w obozach zbiorczych Centrali Przesiedleńczej (UWZ) utworzonych w Toruniu, Potulicach, Smukale i Jabłonowie. W pamięci Polaków zapisał się szczególnie obóz potulicki, w którym na skutek m. in. głodu, zimna i stłoczenia zmarło 2 tys. osób.

Rozmiary rugów połączonych z przekwaterowaniem, a częściej osadzaniem w obozach zbliżone były w rejencjach bydgoskiej i kwidzyńskiej, podczas gdy w rejencji gdańskiej były stosunkowo nikłe. O ile w fazie wysiedleń przeważali mieszkańcy miast, to w fazie rugów zdecydowana była przewaga mieszkańców wsi (około 94%).

Łącznie do końca 1942 r. wysiedlono i wyrugowano ponad 111 tys. Polaków. Gdynia, najmłodsze z miast polskich poniosła pod tym względem największe ofiary. Poza tym najwięcej wywożono ze wsi polskich rolników. Ludność zatrudniona na folwarkach nie była w zasadzie wywożona. Czołową rolę w organizowaniu wysiedleń odgrywali SS-Gruppenführer Hildebrandt, SS-Gruppenführer Abromeit, SS-Obersturmbannführer dr Tröger oraz dr Duckart i inspektor Sipo i SD Willich.

Kwestia — kogo germanizować na Pomorzu — nabrała ostrości w 1940 r. W maju Himmler jako RKFDV zwrócił się do wyższych d-ców SS i policji na ziemiach wcielonych z pismem w sprawie „urodzonych Pomorzan”, w którym kategorycznie wypowiedział się przeciwko nawrotowi do negatywnych doświadczeń historycznych w zakresie polityki germanizacyjnej wobec Polaków. Zniemczenie prowincji wschodnich — pisał Himmler — może nastąpić tylko na drodze rasowej selekcji. Po wyborze elementu rasowo pożądanego część zostanie przeniesiona do Rzeszy, a reszta ludności pozostanie jako siła robocza dla odbudowy. Himmler przewidywał, że w ciągu 5—10 lat zostanie ona wysiedlona do Generalnej Guberni bez reszty.

Pośrednio odpowiedzią Forstera na poglądy Himmlera jest memoriał jego jako kierownika okręgu NSDAP w Gdańsku, skierowany do pełnomocnika RKFDV na Pomorzu Hildebrandta w lipcu. Forster, zapowiadający tuż po zajęciu Pomorza zniemczenie go w 5 lat, daje teraz wyraz obawie, że nie otrzyma dostatecznej liczby przesiedleńców i Niemców z Rzeszy dla germanizacji tego obszaru, bądź nie otrzyma ich wcale. W tej sytuacji Forster zastrzegał się, iż będzie zmuszony z tutejszego osiadłego społeczeństwa, liczącego około 200 tys. rodzin, uzyskać w ciągu 8-9 lat materiał do zniemczenia. Etap pierwszy objąłby wyszukanie przez NSDAP i „pozyskanie” dla niemieckości 30 tys. rodzin w okręgu, a w poszczególnych powiatach po 2 tys. Przy tej selekcji uwzględnić należy — zdaniem Gauleitera Pomorza — następujące kryteria: zachowanie się w dwudziestoleciu międzywojennym, wartość rasową, niemieckich przodków, kwalifikacje zawodowe, stopień powiązania z Kościołem oraz stosunek do okolicznych Niemców. W wypadku pozytywnej oceny ogólnej nastąpić miało uroczyste zniemczenie, cała rodzina miała być wciągnięta do niemieckich organizacji (DAF, Frauenwerk, NSV, HJ, BDM). Zadaniem tych organizacji byłoby kontrolowanie i wychowywanie osób wybranych na Niemców. Wobec reszty ludności polskiej Forster deklarował potraktowanie bezwzględne, całkowite jej usunięcie („Dieser übrig gebliebene Dreck muss dann ins Generalgouvernement abgeschoben werden”).

Gauleiter Pomorza nie zamierzał ograniczyć się do germanizacji osiadłej od dawna ludności. Jego zdaniem, również wśród ludności napływowej (Kongresowiaków) można by znaleźć rodziny podatne do asymilacji. Przeciwny był zwracaniu mienia zajętego Polakom, którzy — w wypadku przyjęcia jego planu germanizacji — zostaliby uznani za Niemców. Utrata majątku miała być karą za przynależność do polskości. Skonfiskowane grunty miały być wykorzystane dla stworzenia 35-40 000 gospodarstw 30 hektarowych. Na wsi osiedlonoby 250 tys. Niemców, usuwając jednak z niej znacznie wyższą liczbę Polaków.

Memoriał kończył się sprawami podziału kompetencji. Forster domagał się, by centralne urzędy Rzeszy nie utrudniały pracy namiestnikom, odpowiedzialnym za zniemczenie okręgów w ciągu 10 lat. Wszelkie poczynania władz winny być z nimi uzgadniane.

Myśli przewodnie forsterowskiego memoriału znalazły się w wydanej w 1940 r. w Berlinie broszurze pt. Der neue Reichsgau Danzig — West-preussen, pióra Wolfganga Diewerge, okręgowego kierownika propagandy w Gdańsku. Nic dziwnego. Wstęp do broszury napisał sam Forster, który kierowników powiatowych NSDAP zobowiązywał do przestrzegania wyłącznie jego dyrektyw.

W następnym roku serii wydawnictw publikowanych na zlecenie RKFDV ukazała się broszura Georga Blohma pt. Siedlung und Landwirtschaft im Reichsgau Danzig — Westpreussen, dająca wyraz odmiennym założeniom germanizacyjnym Himmlera.

Dialog dwóch nazistowskich satrapów nie zakończył się — rzecz jasna — na tej wymianie zdań. Pośrednio odpowiedzią Himmlera jako RKFDV był okólnik o selekcji ludności polskiej z września 1940 r. Do grup narodowo chwiejnych zaliczał on 120 tys. Kaszubów i 100 tys. Polaków, którzy na skutek zawierania małżeństw mieszanych i kulturalnego oddziaływania elementu niemieckiego skłaniać się mieli na Pomorzu ku niemieckości. Poza tym drogą segregacji wyłonić miano grupy „wartościowych obcoplemieńców” oraz niemieckich „renegatów”.

Forster pod koniec 1940 r. zaprosił na Pomorze badacza rasy prof. H. F. Günthern, który w wyniku tej wizyty opracował — w duchu poglądów Forstera — memoriał o składzie rasowym ludności pomorskiej. Na opinię tego eksperta powoływał się później Forster w rozmowach z Hitlerem na temat polityki narodowościowej na Pomorzu.

Tego planowania germanizacji Pomorza nie przerwała deklaracja ludności pomorskiej. Podczas drugiego spisu ludności 1345 tys. osób podało przynależność polską, a 265 tys. niemiecką. Liczba Niemców nieco wzrosła, lecz nie w grupie Niemców miejscowych, a wśród przesiedleńców w wyniku osiedlania. Taka postawa i to po klęsce Francji, jakkolwiek wysoce symptomatyczna, pozostała bez znaczenia dla Forstera i jego administracji. Forster szukał w spisie czegoś innego. Polecił opracować materiał spisowy pod kątem dwu grup narodowościowych — Niemców i Polaków. Tych ostatnich podzielił na 3 grupy: Polaków miejscowych spokrewnionych z Niemcami (einheimische Polen mit deutschen Verwandten), pozostałych miejscowych Polaków (sonstige einheimische Polen) oraz Polaków napływowych (zugewanderte Polen). Spis umożliwił wyłowienie Polaków z Kongresówki oraz rozbicie miejscowej ludności. Zbiorcze zestawienia wykazały 86 tys. Polaków napływowych, 474 tys. miejscowych spokrewnionych z Niemcami i 783 tys. pozostałych miejscowych Polaków.

Pierwszy szczegółowy program zniemczenia Polaków został przedstawiony przez Forstera i jego referenta do spraw narodowościowych Löbsacka w memoriale z 14 grudnia 1940. Broszat określa ten program jako niezwykle pragmatystyczny. Dodać można dalszą cechę — eksperymentalny. W pierwszym rzucie akcja niemczenia objąć miała robotników fabrycznych i rolnych, rzemieślników oraz drobnych rolników. Wśród kryteriów szczególnie wysoką rangę przypisywano kwalifikacjom zawodowym oraz schludnemu wyglądowi mieszkań. Decydującego głosu udzielił Forster kierownikom powiatowych NSDAP, którzy mieli otrzymać z góry ustalone kontyngenty do zniemczenia i dokonywać „selekcji z grubsza” (Vorerfassung). Kontyngenty ustalił już w styczniu Löbsack, przy czym wahały się one od 1500 osób dla Wąbrzeźna i Sępolna, do 12 tys. dla Chojnic34 i 15 tys. dla Neustadt. Łącznie podawał liczbę 102 tys. Polaków. To miał być ów pierwszy rzut.

Omówione założenia programu forsterowskiego legły u podstaw przepisów wykonawczych namiestnika Pomorza do rozporządzenia o Niemieckiej Liście Narodowej (NLN). Forster konsekwentnie zapewniał realizację akcji germanizacyjnej poprzez aparat NSDAP. Badań rasowych gotów był dokonywać jedynie w wątpliwych wypadkach, jednak nie przez Główny Urząd Rasy i Osadnictwa (RuSHA), a przez urząd do spraw polityki rasowej NSDAP. Ten kierunek przygotowań do realizacji dekretu o NLN prowadził do pogłębienia sporu między Himmlerem a Forsterem. Platforma sporu rozszerzyła się z kwestii — kogo germanizować spośród Polaków (Kaszubi czy tzw. międzywarstwa) i ilu, na kwestię metod germanizacji (kryterium rasowe czy wzgląd na przydatność), dotyczy również miejsca germanizacji (na Pomorzu czy w Rzeszy).

W praktycznej działalności szczególnego znaczenia nabrała jesienią 1940 r. sprawa wysiedleń osób posiadających kwalifikacje do grupy III NLN. 1 listopada 1940 w placówce pełnomocnika do spraw umocnienia niemieckości odbyła się narada z udziałem SS-Obersturmbannfiihrera dr Ehlicha i SS-Sturmbannführera Eichmanna z RSHA, SS-Sturmbannführera Carstensa ze sztabu osiedleńczego w Poznaniu, SS-Brigadeführera Globocnika, przyjmującego transporty wysiedlanych z Pomorza na Lubelszczyznę, przedstawicieli sztabu osiedleńczego na Pomorzu SS-Staffelführera Henschla i dr Duckarta, kierownika UWZ Danzig SS-Hauptsturmführera Abromeita oraz kilku innych osób. Najważniejszym zagadnieniem dyskusji była sprawa osadzenia na Pomorzu przesiedleńców z Besarabii. Zdaniem Henschla i Duckarta nieodzowne było usunięcie do obozów, a stamtąd do Rzeszy lub do Generalnej Guberni 20 tys. polskich gospodarzy, zaliczanych do tzw. międzywarstwy. Zebrani wyrazili wstępną zgodę na to, by ostateczną decyzję podjął Himmler. Duckart, argumentując za wysiedlaniem tych Polaków, powoływał się na opinię samego Forstera, który 31 października na naradzie poświęconej tej samej kwestii wyraził się, iż międzywarstwa zostanie z Pomorza usunięta, ponieważ bardziej zależy mu na dobrej krwi przesiedleńców besarabskich. 15 maja 1941 Gauleiter Pomorza wyraził zgodę na wysiedlanie osób będących w posiadaniu zaświadczeń o nieprzynależności do narodowości polskiej, zastrzegając tylko przeprowadzanie go w łagodniejszej formie aniżeli pozostałych Polaków.

W porozumieniu z RMdl Forster doprowadził do zmian w organizacji wysiedleń. Kierownictwo akcją wysiedleńczą zlecono specjalnemu referatowi SD (Sonderreferat SD Leitabschnitt Danzig) z tym, że kierownik tego referatu przekazywał listy osób przeznaczonych do przesiedlenia kierownikom NSDAP w powiatach. Administrację natomiast zobowiązano do niewystawiania zaświadczeń o pochodzeniu niemieckim osobom, których nazwiska znalazły się na listach.

Wysiedlano Polaków z dawna osiadłych na Pomorzu, i to bez względu na pokrewieństwo z Niemcami w Rzeszy, o ile uznani byli za wrogo nastawionych wobec Niemców oraz przyznających się do polskości – chociażby nie zdradzali wrogości, z wyjątkiem rodzin, mających krewnych I stopnia w Wehrmachcie. Ich los miał zostać rozstrzygnięty dopiero po zwolnieniu tych krewnych z wojska.

Polacy kwalifikowani przez NSDAP w ramach Vorerfassung do grup III і IV NLN, wysiedlani byli początkowo tak jak inni, a od września 1941 o tyle odmiennie, że w 4 godziny po usunięciu innych Polaków. Za zajęte im nieruchomości i grunta mieli ewentualnie później otrzymać odszkodowanie. Wysiedlenia te trwały — w szerszym zakresie — do lutego 1942 r. Później występowały sporadycznie. Polaków przewidzianych do zniemczenia kierowano do specjalnego obozu w Jabłonowie, gdzie aparat RuSHA dokonywał wśród nich selekcji, weryfikując ustalenia administracji ogólnej czy NSDAP. Stamtąd mieli być kierowani w głąb Rzeszy dla szybkiej asymilacji.

Pierwsze wyniki tzw. selekcji z grubsza pochodzą z wiosny 1941 r. z części rejencji bydgoskiej. W powiecie Chełmno (Kulm), gdzie akcja ta przybrała najszersze rozmiary, do wiosny objęto nią 6 tys. Polaków, Wiosną 1942 prezydent rejencji bydgoskiej jako kierownik NSDAP wydał polecenie, by kierownicy najniższych komórek NSDAP (Blockleiterzy) dokonywali wyboru Polaków podatnych do zniemczenia, o ile ci zgadzali się na to. Selekcję z grubsza planował zakończyć do lipca 1941 r. Do tego terminu miały rozpocząć pracę biura NLN.

Termin 1 lipca, kiedy to miała rozpocząć się na Pomorzu masowa germanizacja, stał się nieaktualny wobec wybuchu działań wojennych przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Późnym latem, kiedy Niemcy oczekiwali bliskiego zwycięstwa, Forster znów wystąpił z inspiracją przyspieszenia przygotowań do germanizacji Polaków na Pomorzu. Pod koniec września kierownicy NSDAP w powiatach odbyli posiedzenia, na których nalegali na wzmożenie akcji poszukiwań „krwi niemieckiej” wśród ludności Pomorza. Ataki ich kierowały się przeciwko Niemcom patrzącym zbyt wąsko, nie doceniającym tego zadania. Kierownicy NSDAP grozili, że postawią przed sądem partyjnym NSDAP każdego, kto nie podporządkuje się zarządzeniom w sprawie postępowania NLN.

Niemniej w rejencji bydgoskiej do połowy listopada 1941 r. pomimo nacisków wpisano na NLN 24 tys. osób, w tym do grupy І і II 18 tys., a do grupy III 6 tys. osób, powiększając liczebność ludności niemieckiej i rzekomo niemieckiej do 110 tys. Zmiany nazwisk dokonało zaledwie 330 osób.

Na temat działalności placówek NLN wypowiedział się Forster 30 października. Poddał ostrej krytyce stanowisko niektórych członków komisji NLN — nie trudno się domyślić, iż chodziło mu przede wszystkim o przedstawicieli SD — przeciwnych przyjmowaniu do grupy III NLN tych osób, które nie potrafią wykazać pochodzenia niemieckiego dokumentami i podnoszących w powołaniu się na okólnik RMdl zarzut, iż nadmierne przyjęcie obcej krwi może okazać się niebezpieczne dla rasy niemieckiej. Temu poglądowi przeciwstawiał Forster konieczność niezagubienia ani kropli krwi niemieckiej, odwołując się przy tym do przeszłości historycznej i argumentując przepisami okólnika o NLN. Okólnik ten dopuszczał przyjęcie na NLN osób, nie mogących wykazać się niemieckim pochodzeniem, o ile nie ma zastrzeżeń pod względem rasowym. Zawierał także szacunek, iż na Pomorzu około 100 tys. osób polskiego pochodzenia skłania się ku niemieckości. Forster bagatelizował polskie brzmienie nazwisk, natomiast sugerował, by brać pod uwagę to przede wszystkim, czy badane osoby mają w Niemczech krewnych. W komisjach prowadzących postępowanie NLN głos decydujący oddawał przedstawicielom administracji ogólnej (prezydentom rejencji, starostwom itd.), którzy jako przewodniczący mieli rozstrzygać o przyjęciu na NLN. Podnosił też rolę miejscowych Volksdeutschow jako najbardziej kompetentnych dla oceny przeszłości Polaków, oraz przedstawicieli NSDAP, mających w braku dowodów niemieckiego pochodzenia oceniać — aż do uregulowania tej sprawy — zdatność rasową na podstawie wyglądu zewnętrznego. Forster zapowiedział równocześnie, iż w rezultacie porozumienia z RFSS jako RKFDV nastąpi specjalne uregulowanie sprawy badania zdatności rasowej.

Te wytyczne Forstera co do postępowania germanizacyjnego odczytali przewodniczący komisji NLN jej członkom z zaleceniem przestrzegania. Również 30 października gauleiter Pomorza zarządził, by nazwiska osób przewidzianych do zniemczenia, a wahających się przed postawieniem wniosku bądź odmawiających przyjęcia na NLN przekazywane były placówkom SD. Poczynania Forstera nie mogły nie zwrócić uwagi Himmlera, który 26 listopada jako RKFDV ustosunkował się w piśmie, utrzymanym w tonie wysoce pouczającym do poczynań Forstera na Pomorzu. Pismo to było bądź to reakcją na omówione wytyczne, bądź na nieznane nam, a przedstawione Himmlerowi przez Forstera — na co wskazywałaby zapowiedź porozumienia — jego projekty na przyszłość. List Himmlera do Forstera posiada kapitalne znaczenie dla ustalenia intencji władz SS wobec Polaków masowo wciąganych na NLN. Himmler daje w nim do zrozumienia, że Hitler nie życzy sobie niezdrowej konkurencji w niemczeniu okręgów włączonych do Rzeszy, lecz ludności czystej rasowo. Zbiorowe kwalifikowanie do grupy III NLN traktować można jedynie jako rozwiązanie tymczasowe i nie zgodzi się uznać go jako ostateczne, gdyż to musiałoby być poprzedzone badaniem rasowym. Himmler okazał się nieustępliwy w sprawie badań rasowych, jako nieodzownego warunku zniemczenia, dodając: „Mogę pańskie postępowanie przyspieszone, sprzeczne całkowicie z intencjami Fiihrera, tylko w tym wypadku zatwierdzić, jeżeli jest to… posunięcie tymczasowe i jeżeli będzie pewne, że przynależni do grupy III і IV zostaną zbadani (pod względem rasowym — C.M.)”.

Ta decyzja Himmlera była stanowcza. W kwietniu 1943 r. Forster po odejściu z jego okręgu wyższego dowódcy SS i policji (HSSPF) Hilde-brandta, który pełnił tam również funkcje pełnomocnika RKFDV, wystąpił do szefa kancelarii partyjnej Bormanna z propozycją, by wobec nieznajomości przez nowego HSSPF Katzmanna miejscowych stosunków nowym pełnomocnikiem został on sam. Bormann przekazał treść tej propozycji Himmlerowi, który — nie bez Schadenfreude — ją odrzucił, uzasadniając tym, iż mogłoby to sprawić wrażenie, że usankcjonował posunięcia Forstera samodzielnie bądź podjęte wbrew jego wytycznym. W ten sposób Himmler, odmawiając zamianowania Forstera swym pełnomocnikiem zarezerwował sobie wówczas możliwość zrewidowania w przyszłości jego poczynań w zakresie polityki narodowościowej, jakkolwiek fakty dokonane w postaci rezultatów tych poczynań stwarzały czy stworzyłyby w tym względzie niemałe trudności. O stanowisku Himmlera jako RKFDV może również świadczyć artykuł w „Neues Bauerntum”, piśmie bliskim ludziom tej instytucji, opublikowany już po masowym wpisie Polaków na NLN. Szacował on tzw. międzywarstwę czyli ludność chwiejną narodowo na Pomorzu na 900 tys.; z tej liczby 500 tys. osób miało pozostać i ulec germanizacji, reszta zostałaby usunięta wraz z 300 tys. Polaków pochodzących z Kongresówki.

W okresie wojny — do lutego 1942 r. okupant nie zdołał silniej podkopać zwartości i spoistości społeczeństwa polskiego na Pomorzu.

Na podstawie spisów okupacyjnych z lat 1939/40 St. Waszak ocenia, że na Pomorzu grupa ludności narodowo chwiejna i koniunkturalna liczyła 25 tys. osób. Narzędziem rozbicia zwartości społeczeństwa polskiego, a następnie wytępienia polskości stać się miała NLN. Jak wiadomo, rozporządzenie o niej ukazało się w marcu 1941 r. W okresie od ogłoszenia go do odezwy Forstera z lutego 1942 r. wpisały się na listę przede wszystkim osoby żyjące w małżeństwach mieszanych lub pochodzące z tych małżeństw, osoby polskiego pochodzenia wyróżniające się życzliwym stosunkiem do niemieckości (obyczajowość niemiecka, donosicielstwo itd.) oraz niektórzy ludzie słabego charakteru, mając na względzie korzyści materialne zajmujący lepsze stanowiska. Wybierano rodziny lękliwe i uległe. Formularz NLN zawierał klauzulę, która wymagała wyraźnego samookreślenia narodowego: „Ich bekenne mich nicht zum polnischen Volkstum” oraz poparcia 2 poręczycieli — Niemców. Agitacja prowadzona przez koła partyjne i przez niektóre większe przedsiębiorstwa wśród podległego im personelu nie dawała poważnych rezultatów. Podziemne koła polskie szacowały, że w Bydgoszczy zapisało się na NLN 2—4% ludności polskiej. Traktowano ich z pogardą jako zdrajców sprawy narodowej.

Jednocześnie sam Forster rozpoczął „poszukiwanie” Niemców. Ze sztabem doradców jeździł po większych miejscowościach Pomorza, badając kandydatów przedstawianych mu przez kierowników najniższych komórek NSDAP. W toku badań zwracano uwagę, by kandydat reprezentował zdrowy typ fizyczny, posiadał kwalifikacje zawodowe, umiał mówić i mówił po niemiecku. Nie odgrywało większej roli pochodzenie niemieckie, ani posiadanie nordyckich cech rasowych. Wybierano nadal ludzi lękliwych, uległych. W oparciu o doświadczenia w terenie Forster ogłosił jeszcze w 1941 r. artykuł, w którym podnosił, że bez względu na to, czy można udowodnić niemieckie pochodzenie poszczególnych osób nie należy zapominać, iż ziemia tutejsza została „zesłowiańszczona”. Krew niemiecką odnaleźć więc można w znacznie szerszym kręgu osób, aniżeli to się wydaje. Artykuł ten zwiastował, że Polacy na Pomorzu potraktowani będą jako Niemcy spolszczeni przed wiekami, jeżeli nie przed kilkudziesięciu laty. Zawierał on zalecenie wyraźnego złagodzenia rygorów w porównaniu z proponowanymi przez Forstera w lipcu 1940 r. Bardzo prawdopodobne, że ta wypowiedź prasowa była również próbą oddziałania na opinię miejscowych Volksdeutschow, nastawionych szowinistycznie i niechętnych szerszej germanizacji ludności polskiej, z których notabene rekrutowała się znaczna część pracowników Sipo i SD. Ci nie mogli pojąć, że ludzie, którzy niedawno byli wrodzy lub neutralni wobec niemieckości nagle mają zostać zrównani z nimi, że zniknie szansa dalszego wzbogacania się konfiskowanym majątkiem Polaków.

Tymczasem nastawiony pragmatystycznie i żądny wykazania się przed Fuhrerem szybkim zniemczeniem okręgu Forster bynajmniej nie był skłonny do przyjęcia stanowiska Himmlera. W październiku polecił prezydentom rejencji i starostom, działającym jako kierownicy placówek NLN, by szybko ustalili w obozach, kto spośród wysiedlonych Polaków kwalifikuje się do grupy III NLN50. Była to jawna ingerencja w dotychczasowe kompetencje RuSHA, otwarte zignorowanie badań rasowych.

Z początkiem 1942 r. gauleiter Pomorza zalecił kontynuowanie przez NSDAP selekcji Polaków, zalecając zwracać szczególną uwagę na osobiste wrażenia (persönliche Eindruck), mogące nieraz przesądzić o przyjęciu na NLN. W pierwszej kolejności miały być teraz badane w ramach Vorerfassung następujące grupy zawodowe: służba zdrowia, technicy, samodzielni rzemieślnicy, urzędnicy, pracownicy biur, nauczyciele i leśnicy, dalej rodziny wielodzietne, rodziny posiadające krewnych na froncie lub w Rzeszy, osoby zamierzające zmienić stan cywilny oraz osoby przewidziane do wysiedlenia. Z dyrektyw starostów wynika, że realizacja tych wytycznych miała stanowić przejście do II etapu, tzw. selekcji z grubsza. Tuż przed otrzymaniem okólnika Himmlera nr 66/1 O przyspieszonym i uproszczonym wpisie na NLN — 12 lutego 1942 gauleiter Forster wydał okólnik, w którym polecił zaprosić powtórnie Polaków odmawiających dotąd przyjęcia i uprzejmie im wyjaśnić jakie są ich perspektywy. Pozostawiał im do namysłu kilka miesięcy — do 1 września. Forster skorzystał z okazji, by przypomnieć, że nadal obowiązuje nakaz meldowania SD Polaków odmawiających wpisu na NLN. Okólnik ten starostowie rozsyłali około 20 lutego do gmin, gdzie — jak można przypuszczać — nie pozostał nieznany Polakom i niewątpliwie przyczynił się do wytworzenia psychozy lęku. Zdaniem Forstera, liczba wypadków odmowy przez Polaków wpisu miała być niewielka. Przeczył temu jednak raport prezydenta rejencji bydgoskiej z końca 1941 r., stwierdzający, iż odmów było wiele. Forster ze względów taktycznych i propagandowych nie chciał przyznać się do niepowodzeń.

Nie sposób odpowiedzieć, czy wspomniany okólnik Himmlera o przyspieszeniu i uproszczeniu postępowania NLN zaskoczył Forstera, czy raczej go oczekiwał, a może nawet do pewnego stopnia wymógł go na komisarzu do spraw umocnienia niemieckości. Nie ulega natomiast wątpliwości, iż dzięki temu okólnikowi gauleiter Pomorza prawie przestał być skrępowany w realizacji swoich planów germanizacyjnych. Oficjalnie jako przyczynę przyspieszenia postępowania podawał on konieczność uzyskania jasności w tej sprawie. Przynieść miało ono jak najszybsze rozeznanie, kto jest Niemcem a kto Polakiem, dając równocześnie dużą oszczędność personelu. Faktycznych przyczyn decyzji o przyspieszeniu postępowania NLN można się tylko domyślać. Wspomnieliśmy wyżej o ambicjach Forstera, o jego utylitaryzmie. Do tych cech dochodzą dalsze. Chciano ratować pozory fałszu historycznego, iż po 1918 r. ludność Pomorza została częściowo spolszczona, a szczęściowo — wbrew swej woli — uznana za polską. Przez wchłonięcie elementu słowiańskiego zamierzano dokonać nowego zastrzyku sił witalnych w niemiecką społeczność, wykazującą nieco słabszy przyrost naturalny. Pewną rolę odegrały również względy bezpieczeństwa. Wobec zmniejszenia garnizonów wojskowych i ograniczenia liczebności policji, powaśnienie i przeniknięcie społeczeństwa polskiego mogło zapewnić względne bezpieczeństwo. Zachodziła ponadto pilna potrzeba zastąpienia zmobilizowanych Niemców w ważnych placówkach, na odpowiedzialnych stanowiskach. Potrzeba żołnierza nie odgrywała większej roli, skoro dopiero w 1943 r. zaczęto zaciągać do Wehrmachtu przesiedleńców niemieckich i do tych tylko, którzy już od roku byli osiedleni. Psychologicznie dawała się we znaki propaganda niemiecka zachłystująca się triumfami osi, stwarzając u niejednego Polaka psychozę beznadziejności. Wojna przedłużała się, a Niemcy zapowiadali wkrótce jej rozstrzygnięcie.

Niemniej jednak dostępne materiały niemieckie, dotyczące niestety wyłącznie rejencji bydgoskiej wskazują, że nastroje wśród Polaków dalekie były od załamania. Prezydent rejencji narzekał, że Polacy nie chcą pogodzić się z losem, co szczególnie ostro ujawniło się w okresie wybuchu działań wojennych na wschodzie. Ożył wtedy duch oporu. W niektórych powiatach szeroko brzmiała — mimo zakazów — mowa polska (Wyrzysk—Toruń), przy wydawaniu kart żywnościowych śpiewano polskie pieśni, tworzono nielegalne organizacje, w których — jak wykryto pod koniec 1941 r. — znalazły się osoby kwalifikowane podczas selekcji z grubsza na NLN.

Do czynników, towarzyszących wprowadzaniu pospiesznemu NLN na Pomorzu, dodałbym wreszcie jeszcze jeden — atmosferę strachu. Sławetne prawo wyjątkowe dla Polaków — podstawa działania niemieckich sądów specjalnych (Sondergericht) weszło w życiu w grudniu 1941 r., a więc dwa miesiące wcześniej. A podstaw do obaw nie brakowało. Tępiono na Pomorzu bezwzględnie warstwę kierowniczą, traktowaną tu jako eksponenta polityki polonizacyjnej. Śladem były masowe mogiły pod Stargardem, Toruniem, Fordonem. Podczas okupacji zginęło na Pomorzu w egzekucjach, obozach i więzieniach 83 tys. Polaków, w tym około 20 tys. w 1939 r. Dla dwóch dalszych lat można szacować co najmniej 25-30 tys. ofiar. By obraz terroru był pełny, dodać należy szacunkowo kilkadziesiąt tysięcy uwięzionych trwale lub przejściowo oraz 105 tys. wysiedlonych i wyrugowanych. Łącznie szacuję, że powyżej 10% mieszkańców dotkniętych zostało do początku 1942 r. bezwzględnymi poczynaniami władz okupacyjnych. Uderzono w kler katolicki w przeświadczeniu, że będzie to skuteczny cios w polskość. Pozostawiono tylko element lojalny.

Tępiono na Pomorzu polską kulturę, zniszczono szkolnictwo polskie; obowiązywał rygorystyczny zakaz używania języka polskiego, za mowę polską bito publicznie po twarzy. Usunięto materialne podstawy egzystencji ludności polskiej.

W takiej to sytuacji Forster, liczący na kilka okoliczności sprzyjających — wytrzebienie warstwy przywódczej, brak tradycji politycznej walki z niemieckością oraz na załamanie się starszego pokolenia, rozpoczął kampanię wpisu na NLN. Nie zabrakło przy tym w tej kampanii wyrafinowanych metod, wykorzystano doświadczenia zebrane podczas Vorerfassung. 22 lutego Forster wydał odezwę, która w dwa dni później ukazała się w „Deutsche Rundschau” oraz w pozostałych pismach pomorskich, a następnie została rozplakatowana. Zapowiadał w niej, że dwu i półroczne badania ludności i wyszukiwanie Niemców zbliża się ku końcowi. Ponieważ jednak podczas selekcji niektóre osoby mogły zostać pominięte, więc umożliwia im się zgłaszanie się do 31 marca 1942 dla przyjęcia na NLN. Później, po zwycięstwie nie będzie już żadnych szans zaliczenia do niemieckiej społeczności. Kto odmówi, musi zdać sobie jasno sprawę, iż w przyszłości traktowany będzie jako nie należący do tej społeczności, na zewnątrz będzie oznaczony jako Polak i podlegać będzie postanowieniom dla Polaków. „Że z tym związane jest zrównanie z najgorszymi wrogami narodu niemieckiego, jest również samo przez się zrozumiałe”.

Forster stawiał Polaków na Pomorzu przed alternatywą: prawa Niemców lub status niewolników. Ten punkt wyjścia przesądzał o tym, że akcja masowego wpisu na NLN niewiele miała wspólnego z deklarowaniem przynależności narodowościowej. Była aktem samoobrony przed statusem, jakiego Polacy nie zaznali podczas wiekowej niewoli pruskiej, rozpaczliwym aktem ludzi ogarniętych lękiem.

Forster uwzględnił też doświadczenia zebrane podczas Vorerfassung, zmierzał ku wyłączeniu hamulców związanych z wyraźną deklaracją przynależności narodowej. Formularze na NLN zawierały teraz jedynie oświadczenie woli przyjęcia na tę listę i dane ściśle personalne, z wyłączeniem pytań drażliwych.

Miejscowi Niemcy niełatwo pogodzili się z decyzją gauleitera pomorskiego o masowym wpisie Polaków na NLN, czego wyrazem było zamieszczenie w „Deutsche Rundschau” bezpośrednio po odezwie Forstera dwu gwałtownie antypolskich artykułów naczelnego redaktora gazety — Wilhelma Steinbrechera. Pierwszy pod znamiennym tytułem: Jude bleibt Jude, Schwein bleibt Schwein, a drugi o Karolu Marcinkowskim, ostrzegający przed Polakami, wkradającymi się już nie po raz pierwszy do społeczeństwa niemieckiego po to, by prowadzić „krecią robotę”.

Prawdopodobnie wystąpienia te potraktowane zostały przez Forstera jako sabotowanie jego poczynań, gdyż Steinbrecher został usunięty ze stanowiska redaktora „Deutsche Rundschau”. Niemniej Forster poczuł się zmuszony bliżej wyjaśnić miejscowym Niemcom cele i pobudki, przyświecające całej akcji. Część dała się przekonać, część natomiast „warstwy panów” nie mogła przeboleć, że rzekomych morderców i „podludzi” stawia się na równi z nimi. Niektórzy nazywali Forstera złośliwie „König Albert von Polen”. Natomiast pełne poparcie znalazł on u Niemców z Rzeszy.

Po wydaniu odezwy rozpoczęła się kampania propagandowa, ruszyli z agitacją kierownicy bloków NSDAP (Blockleiterzy), ale większy wpływ na nastroje wywierały niepokojące pogłoski i plotki. Sprawy NLN uczyniono węzłową kwestią w działalności władz okupacyjnych i NSDAP. W marcu cała administracja skoncentrowała się na tym zadaniu. Termin 31 marca przedłużono do 8 kwietnia. Po tym terminie — oświadczył Forster — jako Polacy traktowani być mieli jedynie ci, którzy z uzasadnionych względów nie złożyli wniosku o wpis. Postęp zgłoszeń na NLN znany jest jedynie w Bydgoszczy. Od 23 lutego do 15 marca Polacy złożyli ponad 10 tys. wniosków.

W tym okresie widoczna jest rezerwa, wyczekiwanie. Zdecydowanych na przyjęcie NLN było bardzo niewielu. Najwięcej spotykało się wśród byłych właścicieli gospodarstw, pracujących jako parobcy u Niemców. Niemcy niektórym z nich już wcześniej oddali gospodarstwa, co wywołało przekonanie, że jest to droga do odzyskania utraconej ojcowizny. Okazało się to wielce złudne, gdyż przyjmowano ich na NLN dopiero w dalszej kolejności w latach 1943—1944. Masowe składanie nastąpiło pomiędzy 15 marca, a 2 kwietnia. Od 19 marca do 2 kwietnia złożono ponad 25 tys. wniosków. Psychoza lęku doprowadziła do przełamania oporów wewnętrznych. Stwarzały ją różne formy represji wobec opornych. Grożono zwolnieniem z posady, pozbawieniem kart żywnościowych, odmawiano sprzedaży węgla i ziemniaków w wypadku niewykazania się złożonym podaniem na NLN, odbierano mieszkania. Masowe, niemal powszechne, złożenie wniosków na NLN tłumaczy się jeszcze jedną okolicznością. Istniała paniczna obawa, iż wyodrębnienie się w konsekwencji zapisu mniejszej lub większej grupy zadeklarowanych Polaków ułatwi okupantowi jej eksterminację. W warunkach, kiedy widmo klęski aliantów było bliskie, jak nigdy, zapis na NLN wydawał się stwarzać szanse przetrwania. Okoliczność, iż związane były z tym lepsze warunki materialne nie upoważnia do oceny, iż materializm zwyciężył ducha polskości, którą to ocenę wypowiadali niekiedy z pewną goryczą ci Polacy, którzy mieli odwagę nie złożyć wniosku na NLN, wytrwali do końca w oporze. Niemniej możliwość polepszenia warunków materialnych odgrywała pewną rolę. Dotyczy to przede wszystkim tych osób, które znalazły się wśród pierwszych zabiegających o wpis na NLN.

Po złożeniu wniosków rozpoczynało się badanie wnioskodawców przez komisje NLN (Prüfung auf DVL), które potrwało do lipca. Spotyka się opinie, że podczas tych badań Polacy okazywali się oporniejsi aniżeli przy składaniu wniosków. Prawie wszystkich przyjętych zaliczono do grupy III NLN, zaliczenie do grupy IV zdarzało się zupełnie wyjątkowo. Z zasady nie przyjmowano na NLN kalek, umysłowo upośledzonych, ciężko lub nieuleczalnie chorych oraz ludzi starych, nie mogących pracować. Chociaż niechętnie, przyjmowano jednak na NLN również osoby urodzone w byłych zaborach — rosyjskim i austriackim. Szczególnym wzięciem cieszyły się rodziny wielodzietne, których członkowie byli w wieku poborowym.

Najdłużej stawiali opór robotnicy w wielkich przedsiębiorstwach lub w porcie gdyńskim, orientujący się, jak bardzo potrzebni są Niemcom do pracy i wiedzący, że w wypadku zakwalifikowania ich jako „poddanych” grozi im w najgorszym razie taka sama praca w Niemczech.

Rezultaty wpisu na NLN (w tys.) ilustruje tabela, źródło: Waszak, Liczba Niemców w Polsce w latach 1931—1950. „Przegląd Zachodni” 1959, nr 6; IZ, Dok. 1-781; Allgemeine Angaben N0 3568. Raporty nadburmistrza Bydgoszczy.

Jak dalece rezultaty te były fikcyjne, niechaj świadczy przykład powiatu tucholskiego. Starosta tego powiatu, w którym Polacy stanowili do końca 1941 r. około 90% ludności, szacował przed wpisem na NLN, że po wpisie odsetek ten skurczy się do 80%. W praktyce okazało się, że udział ten spadł do około 40%.

Ogromna większość podpisujących NLN w sumieniu swym uważała się za ofiary przemocy. Wielu wstydziło się niemieckiego Ausweisu. Okazywano go bardziej ochoczo, gdy szło o sprawy materialne. Część ludności polskiej po przyjęciu NLN uległa pokusie, stała się lizusowata i co gorsza, poddała się manierom hitlerowskim.

Najdalej idące konsekwencje czekały młodzież, która wielokrotnie próbowała powstrzymywać rodziców od zapisu, a wobec komisji NLN była bardziej oporna. Podpisanie NLN było równoznaczne z przywdzianiem znienawidzonego munduru. Zaciągana do wojska daremnie manifestowała swą polskość, odrębność; niektórzy próbowali dezercji, ukrywali się w lasach. Niemała część musiała niestety przelać krew za obcą sprawę, podobnie jak to było na Górnym Śląsku.

Niektórzy Polacy padali ofiarą bałaganu, powoływani byli do Wehrmachtu przed podjęciem decyzji przez Komisje NLN. Po negatywnej decyzji niektórych zwalniano, przekazywano do obozów dla wysiedleńców.

W stadium badania wniosków w dniu 12 maja 1942 w Kwaterze Głównej doszło do rozmowy Hitlera z Forsterem, przy udziale Bormanna, na temat polityki narodowościowej na wschodzie. Mimo że Hitler, omawiając równocześnie sprawy francuskie, był w nastroju bojowym i zapowiedział ostry kurs w stosunku do elementu profrancuskiego w Alzacji i Lotaryngii, Forster poruszył sprawę kryteriów niemczenia Polaków. Jego propozycja, by rozstrzygać o przynależności do narodu niemieckiego na podstawie ogólnego wrażenia o badanych osobach, by niemczyć to, co tego warte, pomimo że teoria nie przemawia za tym, była wyrazem podkreślanego już pragmatystycznego nastawienia. Na północy — mówił do Hitlera — można zniemczyć 4/5 ludności, a na południu odświeżyć krew mieszkańców, przenosząc tam kilka garnizonów wojskowych. Niemałą nadzieję wiązał Forster z pozyskaniem biskupa i kleru, mających zapewnić utrzymanie spokoju i porządku. Hitler wyraził zastrzeżenie tylko wobec kwestii posłużenia się klerem w akcji niemczenia, mimo że Bormann usiłował go inspirować do zajęcia bezwzględniejszego stanowiska wobec zasad polityki forsterowskiej. Bormann wysunął postulat, by uwzględniając praktyczne potrzeby, utrzymać jednak zasadę, że zbyt daleko idące niemczenie Polaków mogłoby wpłynąć niekorzystnie na niemieckość pod względem rasowym. Mimo to Hitler poparł plany Forstera orzekając, że w stosunku do Słowian przeznaczonych do zniemczenia należy brać pod uwagę czy będą oni mogli wrosnąć w narodowość niemiecką, czy też posiadają cechy negatywne, jak Żydzi. Do gustu przypadł mu również forsterowski projekt „odświeżenia krwi” w południowej części Pomorza.

Taki rezultat rozmowy oznaczał carte blanche dla Forstera. A swawolne rozważania nazistowskich satrapów, oscylujące pomiędzy ułaskawieniem a zniszczeniem w przyszłości sterroryzowanej ludności Pomorza zawierają w sobie cechy okrucieństwa, są jednak dość typowe dla hitlerowskich przywódców. Daleko idące poparcie Hitlera dla zamysłów Forstera, dostrzegalne również w rozmowach z 13 maja i 23 czerwca spowodowało najprawdopodobniej zmianę stanowiska Forstera w stosunku do osób nieprzyjętych na NLN podczas pierwszych badań. W 1943 r. odstąpiono prawie całkowicie od systemu segregacji.

Nieprzyjętym, którzy nie wnieśli odwołania, groziły szykany, podobnie jak w 1942 r. Zaczęto im wypowiadać mieszkania, oświadczając otwarcie, iż jest to konsekwencja nieprzyjęcia na NLN. Z tego samego powodu pracownikom umysłowym, a także wykwalifikowanym fizycznym najpierw grożono wydaleniem ze stanowiska, skierowaniem do dyspozycji Urzędu Pracy, a część opornych w instytucjach państwowych i komunalnych rzeczywiście zwolniono. Przekazani zostali do pracy fizycznej na miejscu lub w głębi Rzeszy, pewną liczbę przekazano do pracy w kopalniach śląskich.

Rezerwując sobie możliwość zmiany decyzji o przyjęciu na NLN, Forster zakazał powiadamiania Polaków o odrzuceniu ich wniosków, zabronił także przekazywania policji list osób odrzuconych. Pogoń za Polakami, których można by zniemczyć trwała nie tylko w 1943, ale i w 1944 r. Wiosną 1943 r. zwrócono uwagę na dzieci Polaków nie wciągniętych na NLN. Forster polecił inspektorom szkolnym, by meldowali mu o dzieciach wyróżniających się wyglądem i dobrymi wynikami w nauce. Rodziny te miano zbadać ponownie. We wrześniu 1944 Forster polecił placówkom NLN, by zbadały, ilu zdolnych do wojska znajdowało się wśród nieprzyjętych na NLN. Radby ich poświęcić jako Kanonenfutter.

Historyk notuje ze zdziwieniem wzrost liczebności grup NLN jeszcze w drugiej połowie 1943 czy w 1944 r. Złożyły się na to dwie przyczyny. Na przykład w Bydgoszczy na skutek rewizji odwołań, które wymuszono na Polakach, liczba nieprzyjętych na NLN zmniejszyła się wówczas o 12 tys. Poza tym jest to rezultat korektury, dokonanej w myśl zaleceń RMdl w celu ujednolicenia danych o liczebności. Dane z Kraju Warty obejmowały tylko wnioskodawców, dane z Górnego Śląska i z Pomorza objęły częściowo dzieci poniżej 18 lat, a kiedy indziej poniżej 14 lat. RMdl zalecało, by przyszłe dane obejmowały już ogólną liczbę wpisanych na NLN. W Bydgoszczy wpisano na NLN od stycznia do września 1943 r. prawie 17 tys. osób. Liczba Poiaków nieprzyjętych zmniejszyła się w latach 1943—1944 na skutek rewizji odwołań wymuszonych o 12 tys., wynosząc w lipcu 1944 r. 35 tys.

Poczynania Forstera w zakresie polityki narodowościowej cieszyły się aprobatą Wehrmachtu, który kategorycznie oponował przeciwko próbom rewizji zakwalifikowań do grupy III NLN w tych rodzinach, w których znajdowali się poborowi. Poparciem darzyło go również RMdl — rzecz jasna, zanim objął je sam Himmler. Forster wobec zarzutów, iż nie respektuje rozporządzeń tego ministerstwa o NLN zaprosił na Pomorze ministra Fricka, który wziął udział w kilku badaniach Polaków przez komisje NLN. Zaprosił on też kierownika DAF Leya, który w 1943 r. wyrażał się uznaniem o zniemczeniu 2/3 ludności Pomorza. Dzięki wpływom w Wiedniu, uzyskał możliwość przedstawienia swego stanowiska co do polityki narodowościowej zgromadzeniu w tamtejszej NSDAP.

Natomiast krytycznie odnosili się do polityki Forstera Himmler, Bormann, Greiser oraz wyższy dowódca SS i policji HSSPE w Gdańsku Hildebrandt, których zdaniem polityka ta była odstępstwem od zasad narodowego socjalizmu. Jeden z współpracowników Himmlera, dr Lutz donosił, że zmiana stosunków narodowościowych dokonała się li tylko na papierze. Symbolem tego może być oddział SA w Kościerzynie, który w maju 1942 r. śpiewał w marszu polskie piosenki. Lutz oceniał, że materiał żołnierski z Pomorza wykazuje poważne braki (żołnierze dezerterują, powiewają polskimi chorągiewkami), zdarzają się sabotaże. Raport gdańskiej SD z kwietnia 1943 donosił, że osoby z grupy III NLN publicznie demonstrują na Pomorzu swą polskość, posługują się zakazaną mową polską, uchylają się od obowiązku pracy i służby wojskowej. Potwierdzają te opinie przytoczone przez E. Ogłozę sprawozdania sytuacyjne żandarmerii z powiatów Toruń i Chełmża z lat 1942—43. W sprawozdaniach tych uderza radosna reakcja na Stalingrad.

Z kolei kilka już powojennych relacji o przebiegu rekrutacji na NLN, pochodzących z kół związanych z RKFDV, pilnie śledzących politykę narodowościową na Pomorzu. SS-Obersturmbannfiihrer dr Ehlich, kierownik wydziału spraw narodowościowych i ludnościowych w wydziale III RSHA podał, że na Pomorzu formularze NLN posyłano ludziom do domu, narzucając zapisanie się. Zaszeregowanie — jak zeznał kierownik wydziału prawnego w sztabie RKFDV, Hans Joachim Goetz — odbywało się często wbrew woli, pod groźbą wysiedlenia i konfiskaty majątku na rzecz Niemców. Zdaniem współpracownika VoMi Karla Schöpke, przy niemczeniu całe wsie i miasta wciągane były na NLN przymusowo, na podstawie zarządzenia Forstera, wedle ustalonego kontyngentu liczbowego.

Greiser nieraz wręcz wściekał się na politykę forsterowską. Na naradzie urzędu do spraw narodowościowych (Gauamt für Volkstumpolitik) w Poznaniu dokonano na początku 1943 r. krytycznej oceny poczynań Forstera w zakresie germanizacji. Stwierdzono, że objęły one ludzi o małym lub żadnym śladzie krwi niemieckiej i że wielka liczebność wpisanych do grupy III NLN stwarza niebezpieczeństwo, uniemożliwia umocnienie niemieckości na Pomorzu.

Bardziej niż różne świadectwa świadczyło o postawie Polaków na Pomorzu pojawienie się partyzantki. Na początku okupacji utworzona została tajna organizacja wojskowa „Gryf”, która w latach 1942—1943 przeprowadziła szereg akcji sabotażówo-dywersyjnych, zaś na Wybrzeżu powstał tajny hufiec harcerski, prowadzący szeroką akcję wywiadowczą. Z początkiem 1943 r. w Borach Tucholskich pojawiła się partyzantka polska, mająca szerokie oparcie wśród rzekomo niemieckiej ludności powiatów Kartuzy, Świecie, Puck, Gdynia, Stargard, Kościerzyna i Tuchola. Członkowie jej — jak wynika z korespondencji Himmlera z gdańskimi władzami bezpieczeństwa — rekrutowali się właśnie spośród wpisanych do grupy III NLN, a uchylających się od poboru czy pracy.

Nic więc dziwnego, że Niemcy pomorscy traktowali Polaków wpisanych na NLN z nieufnością, często z lekceważeniem, wzgardliwie nawet”. Na zebrania poufne o charakterze politycznym „zniemczonych” nie dopuszczano, prac specjalnie ważnych im nie powierzano. Wyjątek stanowiła niewielka grupa, biorąca aktywny udział w organizacjach nazistowskich. Niektórzy z nich brali nawet udział w biciu i prześladowaniu Polaków. W powiecie wyrzyskim Niemcy domagali się zaopatrzenia ich w broń palną, argumentując niepewnością wobec otoczenia ich morzem polskości. W Wehrmachcie traktowani byli ostrożnie i podejrzliwie. We wrześniu 1943 r. SS-Gruppenführer Katzmann, jako pełnomocnik do organizacji podziemnych, udział w ruchu oporu, pomoc dezerterom, zdradę stanu itd. WAP Bydgoszcz, akta Sonderreferat Gotenhafen, patrz teczki 4, 283—287, 291— 292. W lipcu 1944 w Bydgoszczy skreślono z NLN 544 osoby. AGKBZ, materiały do procesu Forstera, t. 514z.

RKFDV wydał na polecenie Forstera tajne zarządzenie w sprawie dezercji i innych wykroczeń przeciw wojskowym ustawom (Militärgesetze) przez przynależnych do grupy III NLN. W wypadkach, kiedy Polacy powołani do Wehrmachtu odmawiali pełnienia służby i zostali za to ukarani, miano zbadać ich rodziny. W razie uznania członków rodzin za element niepewny Katzmann polecał ich wysiedlać, podobnie jak „poddanych” (Polaków nie wpisanych na NLN) i kierować do obozu w Jabłonowie, gdzie ponownie miała być rozstrzygana kwestia ich przynależności.

Również w 1943 r. inspektorat sił zbrojnych wydał rozkaz, by żołnierzy z grupy III (w książeczkach wojskowych wpisywano: Polen) nie kierować na front wschodni, gdzie Polacy przechodzili na stronę armii radzieckiej. Wydano także polecenie, aby surowo wzbronić im śpiewania pieśni polskich i zakazać mówienia po polsku, kiedy znajdują się w miejscu publicznym i w mundurze. Wobec złego traktowania „eindeutschowanych” zlecono, by żołnierzy z przynależnością do grupy III traktować z pewną wyrozumiałością i nie używać „lekceważących” słów jak „Pollack, Kaczmarek”.

Presja władz policyjnych w trakcie wciągania na NLN występowała na różnych obszarach Pomorza z różnym nasileniem, na ogół jednak nie miała większego znaczenia. Hildebrandt znalazł się tam między młotem a kowadłem. Z jednej bowiem strony otrzymał polecenie Forstera i rozkaz Himmlera zastosowania represji wobec osób pochodzenia niemieckiego, opierających się wpisowi na NLN, z drugiej — przeprowadzenie wpisu na skalę prawie powszechną uważał za niezgodne z polityką swego przełożonego, Himmlera. Skory do represji, tym razem się wahał. 3 kwietnia, a więc w okresie przedłużania terminu składania wniosków o wpis na NLN skierował on pismo do placówek SS i SD, w którym sugerował im hamowanie tempa akcji wpisowej. M. in. przypominając polecenie RFSS, by osoby oporne zostały odpowiednio potraktowane przez władze bezpieczeństwa, przestrzegał przed stosowaniem go wobec „obcoplemieńców” i Kaszubów, którzy nie chcąc dostać się do więzienia wybierają NLN.

Tymczasem działo się różnie. W Bydgoszczy, która tak ciężko przeżyła początek okupacji, presja policyjna była niewielka, podczas gdy w pobliskim Toruniu starosta polecił aresztowanie niektórych opornych z tym, że jeżeli w ciągu 8 dni nie rozmyślą się, to należy ich kierować do obozu koncentracyjnego. Podobnie było w powiecie toruńskim.

Oto wzór formularza przesłuchania Polaków aresztowanych za niewystąpienie z podaniem o wpis na NLN.


Muster
Dienststelle der Ortzpolizei, den 1942
1) Verhandlung:
Vorgeladen erscheint: (Name, Vorname, Geburtsdatum und -ort, Familienstand, Konfession, Wohnort, Strasse und Hausnummer) und erklärt folgendes:
Ich bin darauf hingewiesen worden, dass ich als Deutschstämmiger trotz öffentlicher Aufforderung bisher noch keinen Antrag auf Eintragung in die Deutsche Volksliste gestellt habe. Im Aufträge der Geheimen Staatspolizei wurde mir jetzt eröffnet, dass ich innerhalb einer
Frist von 8 Tagen, d. h. bis spätestens ———— hier nachzuwiesen habe, dass von
mir der Antrag auf Eintragung in die Deutsche Volksliste gestellt worden ist.
Ich habe diese Auflage richtig verstanden und bin darauf aufmerksam gemacht worden, dass ich bei Nichtbefolgung staatpolizeiliche Massnahmen zu erwarten habe.
. v. g. u.
(Unterschrift)
Geschlossen:
(Unterschrift)
(Dienstgrad)
2) Wvl. am ———————
Der — die — Obengenannte hat heute den Nachweis erbracht, dass er — sie — bei——————–
einen Antrag auf Eintragung in die Deutsche Volksliste gestellt hat.
Der — die Obengenannte hat die erteilte Auflage nicht befolgt. Er — sie — wurde deshalb
von mir am ————— gern. Erl. d. RF u. Ch. d. Dt. Pol. vom 16.2.42 — S 1 А 2 Nr 420
VII/41 — 176 —
, den 1942 —
(Unterschrift)
3) Ursch-riflich unter Zuführung des — der ————————- ——————————-
der (Dienstgrad)
Geheimen Staatspolizei
Staatspolizeistelle Bromberg Aussendienststelle — Thorn — Schwetz — übersandt.
—————————————————————- , den 1942
(Unterschrift, Dienstgrad).
Nichtzutreffendes ist zu streichen.

Źródła polskie, których nie udało się sprawdzić, wspominają o podobnej represji w Pelplinie, o innych represjach w powiatach brodnickim, w Tucholi, Unisławiu. W obozie potulickim wśród wysiedleńców wezwanych w marcu 1942 r. do złożenia wniosków na NLN, znalazło się 5 sióstr Bukalla z powiatu Grudziądz. Wobec stanowczej odmowy i za słane do obozu koncentracyjnego (zob. fotokopia).

Ogólnie wydaje się, że na Pomorzu o wiele istotniejszą rolę aniżeli bezpośrednie presje policyjne odgrywała ogólna atmosfera zagrożenia i ogólna psychoza strachu.

Wyjaśnione dzisiaj okoliczności co do przebiegu NLN na Pomorzu bynajmniej nie były znane bądź znane były tylko częściowo społeczeństwu w okresie okupacji i w momencie wyzwalania. Sprzyjało to krótkotrwałym powikłaniom, tym bardziej że jak to się zazwyczaj zdarza – dawne elementy karierowiczowskie po wyzwoleniu próbowały szybko zmienić front i uchodzić za dobrych Polaków. Te powikłania, to już zagadnienie wymagające odrębnego potraktowania.

Czesław Madajczyk