Stan obecny

W 1992 roku w Polsce było 115 osób noszących nazwisko Ołpiński (kobiety i mężczyźni).

Pochodzenie nazwiska

Nazwisko Ołpiński występuje w odnalezionych źródłach stosunkowo późno, bo w końcu XVI wieku. Sam rdzeń OŁP występuje znacznie wcześniej w dokumentach dotyczących wsi O Ł P I N Y, lokowanej w XIV wieku. „Król Kazimierz Wielki pragnąc pożytek Królestwa Naszego jak najbardziej poszerzyć i powiększyć, swoim Przywilejem Lokacyjnym wystawionym w Bieczu w dniu 7 sierpnia 1349 roku w Imię Pańskie założył i na Prawie Magdeburskim urządził Wieś Ołpiny w ziemi Bieckiej” – Archiwum Kapitulne w Krakowie, Ks.3, część XV. Nr 18. Dokument lokacyjny został wydany Janowi Gerlachowi i drugiemu Janowi którzy zostali sołtysami. Już wówczas doszło do podziału na Ołpiny Górne i Dolne. Podział ten przetrwał do do czasu zniesienia pańszczyzny w 1848roku. Ołpiny to wieś duża, lokowana na 100 łanach frankońskich (1 łan – 60 morgów).

I do dziś znawcy wiodą odwieczny spór etymologiczny: czy pierwszy był władyka o imieniu OŁPA, czy też OŁP – rycerz, może pochodzenia nordyckiego, z XII wieku, jak zaznacza Aleksander Bruckner w swej epokowej książce „Dzieje kultury polskiej”, wyd. J. Przeworskiego, W-wa 1939, czy wieś o nazwie… OŁPINY.

Ów Ołpa – rycerz średniowieczny – mógł nazywać się Olaf, i jego imię modnie spolszczone przez Polaków w drużynie księcia brzmiało twardo z głoską Ł w środku.

A skądże by miał się wziąć nordycki rycerz na południowej granicy księstwa krakowskiego?

Pamiętajmy, że nasze najwcześniejsze stosunki międzynarodowe oparte były o sojusze potwierdzone więzami matrymonialnymi między męskimi przedstawicielami naszego domu panującego pierwszych Piastów z dynastią Przemyślidów czeskich, a także na biegunowej rubieży z domem Skandynawów za morzem Bałtyckim. I królewny wydawane za mąż wędrowały długą karawaną dworską od gór Karpat aż do wejścia na statek , jak córka księcia Mieszka Swiętosława, lub wcześniej jej matka Dobrawa. Towarzyszyły ich osobom świty rycerzy w pełnym rynsztunku i sławie wojennej , popasający w dłuższych okresach dla odpoczynku w wielu miejscach trasy ,którą musieli przebyć w długości około tysiąca km w konnym orszaku.

Tak więc ów Ołpa może zamarudził, bądź z wdzięczności wykupił ziemię pod przyszłą wieś, lub otrzymał ją w darze za wypełnienie jakiegoś szczególnego zadania dla władcy, którego był wysłannikiem lub gościem, posłem etc. Otrzymał więc ziemię w darze i założył wieś Ołpiny obdarowując przy okazji kościół parafialny.

Biecz i Parafia Ołpińska

Rocznik Swiętokrzyski notuje pod datą 1079 r nazwę Biecz, jako siedzibę kościoła parafialnego. A jeśli była parafia, to byli i ludzie. Parafianie, którzy zbudowali kościół i modlili się w nim. Chociaż nie znamy ich imion i nazwisk, oraz liczby wiernych.
Pierwsze wzmianki o Bieczu znajdujemy w katalogu V biskupów krakowskich z lat 1023-1032 i dotyczą one kościoła i ziemi bieckiej. Z tą ostatnią związany jest dokument wydany w 1184r. przez Kazimierza Sprawiedliwego, w którym dziesięciny z ziemi bieckiej nadaje kolegiacie św. Floriana w Krakowie.

W roku 1124 książę przemyski Włodzimierz uderzył zbrojnie na ziemię małopolską ,aż po gródek Biecz, którego nie zdobył i powrócił na wschód.

W średniowieczu Biecz był miastem znanym. Pełnił ważną funkcję strategiczną, był także ośrodkiem wymiany gospodarczej bowiem leżał na skrzyżowaniu ważnych dróg handlowych. Zapewne dlatego był często przedmiotem sporów między feudałami. Data lokacji miasta nie jest znana. Jednak wg wszelkiego prawdopodobieństwa osada otrzymała prawa miejskie około roku 1257r. od Bolesława Wstydliwego. Wiadomo zaś, że 23 lutego 1363r. Kazimierz Wielki wydał wtórną lokację miastu na prawie magdeburskim.

Podobnie wieś Ołpiny, należąca do dekanatu bieckiego rośnie i rozwija się. Parafia Ołpińska od chwili swego powstania, aż do końca XIX wieku zawsze obejmowała wsie: Ołpiny (Dolne i Górne), Żurową i Olszyny. Jej pierwowzorem była parafia w Królewskim Grodzie w Bieczu. Ołpińska Parafia prawie zawsze była w Dekanacie Bieckim. Patronem parafii w chwili jej założenia był sam Król – jako że pierwotnie Ołpiny były własnością Królewską – potem sami prywatni właściciele wsi (pierwszym właścicielem był Spytek z Melsztyna).

Za kilkadziesiąt lat wieś otrzymała potwierdzenie swego istnienia dokumentem królewskim ostatniego Piasta króla Kazimierza Wielkiego.

Przyjmujemy zatem że Parafia w Ołpinach powstała w połowie XIV, zapewne wnet po 1349 roku, skoro istniało owo dość hojne nadanie królewskie. Najstarsza o niej wiadomość zachowana na piśmie pochodzi z 1384 roku. Kiedy wcześniej powołana do życia parafia Biecz w 1353 należy do dekanatu Zręcin.

W księgach miasta Biecza Castrensia Biecensia znajdujemy nazwisko Ołpiński , jako obywateli przyjmowanych do prawa miejskiego, dopiero w wieku XVI. Należy jednak przyjąć, że istnieli być może wcześniej, gdyż ci szesnastowieczni byli już zasiedziali w swych murowanych posesjach przy rynku i posiadali składy win, co oznacza, iż ich dom był murowany i podpiwniczony ogromnymi piwnicami , mogącymi pomieścić owe wielkie beczki z przednim węgrzynem, oraz że do ich sieni mogły wtoczyć się wozy konne , wyładowane tym i beczkami.

A późniejsze badania archeologiczne prowadzone w Bieczu od roku 1958 potwierdziły ten fakt, iż dookoła rynku stały domy z wielkimi piwnicami jako magazynami na przechowywane wino.

Przodkowie

Odnaleziono jak dotychczas pierwszych dwóch protoplastów rodu – przyszłych mieszczan bieckich przyjmujących prawo miejskie dotyczą lat II połowy XVI wieku. Byli to: Sebastian i Andrzej Ołpińscy.
Sebastian Ołpiński jest pierwszym znalezionym pod datą 1563 w nocie o przyjęciu do prawa miejskiego w Bieczu tkacza o tym nazwisku. dokument w posiadaniu Pawła Ołpińskiego, syna Stanisława Andrzeja , wnuka Karola , wojewody i ministra II RP

Andrzej Ołpiński był drugim przyjętym do prawa miejskiego w roku 1576.

Nie wiadomo, czy ci pierwsi Ołpińscy znalezieni pod tymi datami są krewnymi, braćmi, czy ojcem i synem, bądź stryjem i bratankiem.

1618

Stanisław Ołpiński ma winiarnię i płaci najwyższe podatki dopiero w roku 1618, więc mógłby być synem, ale nie mamy dowodów na tę parantelę. Stanisław Ołpiński – kupiec, właściciel winiarni w Bieczu, oraz nieznana z imienia – jak dotąd – jego żona pod datą 1618 – 1930. Obydwoje państwo Ołpińscy posiadali dom w zachodniej pierzei rynku, tam stała ich winiarnia z pełnymi beczkami węgierskiego wina, przywiezionymi przez węgierskich kupców z Bardiowa. Ten zapis jest umieszczony w wykazie sporządzonym w celach podatkowych w księdze radzieckiej rajców JKM miasta Biecza, które przeżywało właśnie swój okres świetności. Było wtedy w Bieczu 16 winiarni i jednym z zamożnych właścicieli -kupców handlujących winem był właśnie Stanisław Ołpyński ze swoją żoną. (Biecka Księga Depozytowa – Archiwum państwowe – Kraków Dep.2 R:1618-1619). Małżonkowie Ołpińscy posiadali dom szynkowy wielki, kopowy, co oznacza, że płacili najwyższy podatek uzasadniony wysokimi obrotami handlowymi. Dom podpiwniczony, gdzie piwnice stanowiły magazyn dla beczek z przednim węgrzynem. Wjeżdżało się do niego przez wielką bramę i sień , w której mógł się zatrzymać wóz zaprzężony w konie, celem wyładowania, a także postoju dla zmęczonych podróżą koni oraz nakarmienia ich. Zamykana na noc brama umożliwiała bezpieczny odpoczynek kupcom i właścicielom cennego ładunku. Piętnaście lat później w innym dokumencie wspomniana jest już tylko wdowa zapewne po Stanisławie, ponieważ rajcy zapisują, że beczki z winem znajdują się pod domem Ołpińskiej. Był to rok 1631, kiedy w piwnicach domu Ołpińskiej znajdowało się 6 beczek wina. Początki rodu giną więc w pomroce dziejów, zapewne był to wiek XVI ,a może nawet wcześniej, gdyż w tymże wieku ród ów był zacny (a może nawet i szlachetny, albowiem wydał biskupa, który wizytował plebana w pobliskich OŁPINACH, vide księga pamiątkowa inkunabuł bezcenny).

Jeden z Ołpińskich piszący w II RP dzieło p.t. „Podnieśmy ją wzwyż”, W-wa 1938, wspominając swych przodków podaje, iż jeden z nich był kasztelanem krakowskim: Bolesław, a jego syn Józef był posłem króla Jana Sobieskiego w Londynie; Jerzy Stanisław był generałem WP za Jana Kazimierza,

Stanisław był pułkownikiem WP w czasie powstania styczniowego 1863 i popełnił samobójstwo przed wzięciem go do niewoli. Walczył w powstaniu razem ze swym bratem Kazimierzem, który zmarł 1937 roku w Tarnowie jako uznany przez II RP zasłużony weteran, odznaczany za walkę o niepodległość. vide biogramy (te najstarsze postaci podawane wyżej wymagają sprawdzenia w źródłach).

Rodzina niewątpliwie przeżywała okres swej świetności w wieku XVI – do połowy XVII. Potem wraz z ogólnym upadkiem państwa, miast, miasteczek i wsi podupadła także. Szczególnym kataklizmem dotknęła rodzinę zaraza i pomór tzw. morowe powietrze, które raz za razem całkowicie skosiło życie więcej niż połowy Polaków. Poszczególne fale epidemii nie pozostawiały żywych, wszystkie domy opustoszały, rozsądniejsi porzucali stare miejsca zamieszkania, przenosili się dalej na wsie. Nie wiele to pomagało, a zaraza rozszerzała się i przenosiła wraz z uciekinierami. Może jednak ktoś żywy zachował się w zdrowiu, skoro za kilkadziesiąt lat od najstraszniejszej fali w 1720 – 21 roku epidemii pojawiają się w księgach metrykalnych założonych na nowo w 1772 roku zarządzeniem władzy rozbiorowej, kolejni Ołpińscy, który przetrwali przeciwności losu.

Ile jeszcze tajemnic dotyczących rodu kryją niezbadane dotąd pod kątem poszukiwania przodków akta sądu grodzkiego i ziemskiego w Bieczu, tzw. Castrensia Bieciensia Relationes, Archiwa Akt Dawnych, Depozytowe księgi miejske bieckie i …

Może wyjaśniłaby się zagadka, dlaczego ród podupadł w ciągu dziejów i zubożał, kiedy ze szlacheckiego stał się mieszczańskim, a może było odwrotnie i jacyś wyjątkowo zasłużeni Ołpińscy – mieszczanie zostali nobilitowani za jakieś wybitne zasługi dla monarchów Jagiellonów w może jeszcze ostatniego Piasta, który powtórzył lokację dla Biecza i lokował Ołpiny na prawie niemieckim? (Ołpiny 1349, Biecz – 2-ga lokacja 1364)

Przywilej lokacyjny wsi Ołpin

(Kodeks dyplomatyczny katedry krakowskiej św. Wacława, 1.1, s. 240-241)

Kazimierz, Król Polski, daje niejakim Janowi i drugiemu Janowi wieś Ołpiny celem osadzenia jej na prawie niemieckim magdeburskim i nadaje im urząd sołtysów, oznaczając przy tym ich uposażenia oraz obowiązki kmieci.

W imię Pańskie Amen. Co wielmożna królów powaga postanowiła zdziałać, powinno być mocne i stale i otrzymać siłę wiecznej trwałości. Dlatego My Kazimierz, z łaski Boga król Polski, czynimy wiadomem wszystkim tak obecnym jak potomnym mającym to pismo oglądać, że pragnąć pożytki królestwa naszego jak najbardziej poszerzyć i powiększyć, dajemy przezornym, mężom Janowi i drugiemu Janowi wszelaką moc założenia i urządzenia na wieczne czasy na prawie niemieckim, które się zwie magdeburskie, wsi w Ołpinie (in Olpina) na rzece zwanej Swepietnica i z obu stron tej rzeki, która to wieś czyli dziedzina (hereditas) będzie miała sto łanów w swoim obwodzie. Tym to Janowi i drugiemu Janowi nadajemy w wymienionej wyżej wsi sołtystwo wieczystym i dziedzicznym, prawem mieć, posiadać, dzierżyć, sprzedać, darować i zamieniać tudzież obracać według swej i sukcesorów woli. …..”

Szpital dla biednych Szpital dla ubogich w Ołpinach został ufundowany w 1585 roku przez Elżbietę Jordanównę z Zakliczyna Kasztelanową Zawichoską, córkę Spytka Wawrzyńca, właścicielka Ołpin i Olszyn która na ten cel wykupiła jedną rolę ziemi od kmiecia Hycnara. Wedle woli fundatorki, mogło korzystać równocześnie dziewięciu ubogich katolików z Ołpin. Zarząd nad majątkiem szpitala należał do plebana i dwóch radnych gminnych z Ołpin Górnych. W roku 1586 obszar „Szpitalówki” wynosił 30 morgów i 350 zł reńskich kapitału. Ks. Michał Bętkowski samowładnie na tej roli obsadził osmiu poddanych i nadał im w posiadanie 10 morgów pola, co pozostało po zniesieniu pańszczyzny w 1848 roku.

Wojciech Ołpiński

Wojciech Ołpiński pojawił się w odnalezionych dokumentach w Bieczu pod datą 1791 , jako roku urodzenia pierwszego syna Jana oraz w 1792 roku urodzenia swojej córki Salomei z matki Apolonii z Pieczkiewiczów – Ołpińskiej.
Był to czas po kataklizmach klęsk epidemiologicznych, które dotykały miasto w latach 1543 , i ponownie w 1572, powtarzając swoje straszliwe ataki później w 1600 – 1601 roku, aby całkowicie skosić nieubłaganą , okrutną chorobą 1720 – 21, kiedy cała ludność wymarła z powodu strasznej zarazy. Po tych katastrofach biologicznych i pożarach, które dodatkowo zniszczyły zabudowę miasta napływała nowa ludność, z okolicznych wsi i innych miast Polski , wychodząc ze swych kryjówek w odludnych miejscach w środku dawnej puszczy. Tylko tam mogła się schronić rodzina naszych przodków, aby nie ulec zakażeniu , rozwlekaniu zarazy przez zwierzęta i zapobiec szerzącemu się głodowi.

Kiedy w międzyczasie nieco ludność się odrodziła spadła na Biecz i okolicę nowa plaga w postaci niszczycielskich wojsk szwedzkich, plądrujących i rabujących dobytek w czasie wojny polsko – szwedzkiej ” potopu ” w 1655 – 1660 . Po przejściu wojsk i zakończeniu wojny Biecz znowu nawiedziła kolejna epidemia czyli tak zwany pomór, morowe powietrze, „czarna niewiasta „. w 1663 roku, kiedy zmarło 600 osób, a kolejna z 1720 zabrała 400 istnień ludzkich. I kiedy po jej przejściu stan miasta zbadała specjalna komisja lustracyjna – okazało się że miasto przestało istnieć. Gruzy, ruina i pustka. Po okresie wielkiej świetności kamiennych domów , zasobnych i zamożnych mieszczan bieckich pozostały tylko ruiny i zgliszcza.

I z takich to zgliszcz odrodzili się nasi przodkowie jak feniks z popiołów. Ile musieli wykazać hartu ducha i włożyć pracy, wnieść od nowa zachowanych gdzieś oszczędności, aby odbudować DOMY.

Ale na razie, kiedy komisja lustrowała miasto po klęskach w roku 1721 stwierdziła, że stoją jedynie chałupki (nowo zbudowane), budy i „przyklety ” , to jest naprędce sklecona budka dla przenocowania, tymczasowa, która musiała dawać schronienie przed deszczem jedynie. Taka właśnie przykleta stała jako jedyna , na miejscu dawnych wspaniałych kamiennych, murowanych posesji mieszczańskich w zachodniej pierzei rynku bieckiego. Zrujnowany więc został dom Ołpińskich, a kiedy w roku 1753 znajdujemy zapis w dokumencie o domu Pieczkiewiczów przy placu Kromerowskim ,to znaczy , że został on zbudowany NA NOWO W LATACH 1721 – 1753 I BYŁ znowu murowany. A wokół nadal jeszcze były puste place i niezamieszkałe ruiny domostw.

Wojciech Ołpiński, a może jego ojciec powrócił więc do Biecza na stare śmiecie z konstruktywnym planem i wielkim samozaparciem odbudowania wszystkiego OD NOWA ! …….. To hart ducha i wielka wiara w Opatrzność Bożą oraz dziękczynienie za przetrwanie rodu, dały im tę wielką i przemożną siłę do podniesienia się po klęskach z upadku.

Jawi się więc jego postać jako bohatera , który potrafił zebrać wszystkie siły , aby kontynuować życie i ciężką pracą podnieść ród z zapaści.

Wojciech Ołpiński żeni się z posażną bieczanką sławetnych rodziców – panną Apolonią Pieczkiewicz, której rodzice posiadali place i też powrócili budując nowy dom, widocznie oszczędności nie byle jakie zabrali ze sobą uciekając przed zarazą, skoro stać ich było najwcześniej zająć się odbudowywaniem na swojej parceli jako na WŁASNOśCI.

Jeszcze w protokole lustracyjnym w roku 1765 roku – 45 lat po morowym powietrzu nie ma zapisanego ,ani szlachcica, ani rzemieślnika krawca, może więc widząc zapotrzebowanie na ten zawód – zapisano, że byli jedynie w Bieczu: rzeźnicy, szewcy, piekarze i garncarze – nasz przedsiębiorczy przodek Wojciech, dostosował się do zaistniałej sytuacji i zmienił kwalifikacje na urzędnika magistrackiego.. Bo zapisano ,że innych zawodów niż wymienione wyżej nie było. W 1756 roku ponownie odtworzono w Bieczu mizerny cech szewski , co w porównaniu do czasu, kiedy w wieku XVI, miasto posiadało 3o cechów – daje pełny obraz całkowitej mizerii miasta królewskiego, ale jeszcze niepodległego. A potem po upadku państwa i I rozbiorze Polski, kiedy ziemia biecka stała się prowincją austriacką w 1772 roku, i kiedy od tegoż roku , już na świat przychodzili młodzi, następni Ołpińscy synowie i córki Wojciecha : Salomea – Karolina,( być może także Ignacy), Józef Antoni, Erazm Panteleon i ostatni zapisany w 1802 r Marceli – ks. Jan Bochniewicz , wójt miasta , a zarazem wuj żony Wojciecha – Apolonii Ołpińskiej – wielki filantrop zmartwiony nędzą upadłego miasta kazał swoim spadkobiercom w roku 1802, w testamencie wybudować 16 domków w pustych ulicach bieckich, oraz placach własnym sumptem i na własny koszt. Wśród tych nielicznych przybyłych na nowo do Biecza mieszczan najważniejszą była matka rodu Ołpińskich – Apolonia i przed tym młodym małżeństwem z bieckiej society stało wielkie zadanie podźwignięcia miasta z upadku.

Data urodzenia Wojciecha Ołpińskiego założyciela odnowionej dynastii Ołpińskich w Bieczu to rok 1765, ( datę podaję za potomkiem Wojciecha – Pawłem, który posiada wszystkie potrzebne akta w odziedziczonym kuferku z dokumentami rodowymi po przodkach! i pilnuje ich jak oka w głowie, broniąc dostępu z rzadka uchylając rąbka tajemnicom !) – gdyż nie ma tej daty w księgach bieckich, z powodu całkowitego wymarcia ludzi nie miał tych ksiąg miejskich kto prowadzić, ani kogo zapisywać. Jeśli istnieją gdzieś , jakieś zapisy, to albo nie zostały jeszcze odnalezione, albo nie dotyczą rodu Ołpińskich.

Jego dzieci z małżeństwa z posażną bieczanką Apolonią Pieczkiewicz zapisane w Liber Natorum odnalazłyśmy pod datą 1791. Jest to pierworodny syn Jan. Jeśli były dzieci wcześniej, należy ich szukać w księgach zgonów. A może należy szukać Ołpińskich wcześniej tam , gdzie uciekli przed zarazą i mieszkali do czasu jej ustąpienia, co najmniej przez jedno pokolenie, ponieważ wiadomo, że bardzo długi czas prawie wszystkie domy w Bieczu były opuszczone i wymarłe , stały puste i niezamieszkałe. Ludność, która zamieszkiwała poza murami, też opuściła przedmieścia, chociaż mieszkali tam wcześniej wszyscy ci, którzy posiadali domy, folwarki i ogrody, oraz ci, którzy oczekiwali na przyjęcie do prawa miejskiego i zanim go uzyskali byli extra muros – na przedmieściach.

Panna Apolonia zapewne była jedynaczką, jej rodzice od dawien dawna mieszkali w Bieczu i posiadali na własność połowę placu rynkowego od strony zachodniej, ,kamienicę i zabudowania, byli więc zamożni i szanowani. Młoda Apolonia, kiedy po wyjściu za mąż nazywała się już Ołpińska, była proszona na matkę chrzestną nowonarodzonych dzieci obywateli bieckich. Oznacza to, iż była szanowaną i pożądaną osobą, jako żona burmistrza miasta, której MATKOWANIE PRZY CHRZCIE BYŁO NIEWATPLIWIE splendorem i zaszczytem dla podopiecznego chrześniaka oraz jego rodziców. Sama miała kilkoro dzieci. Taka posażna i szanowana panna ze starego mieszczańskiego rodu nie mogła wyjść za mąż za byle kogo. Ten pierwszy Ołpiński nie mógł więc być chłopem, włościaninem, który dopiero co pojawia się z pobliskiej wsi np. Ołpin, w poszukiwaniu zatrudnienia. Nie mógł być także żadnym partaczem czyli stulerem, zamieszkującym extra muros. Musiał być przybyszem, zamożnym, który odziedziczył majątek ziemski, albo go kupił za odpowiednie pieniądze. Trzeba przebadać przyjęcia do prawa miejskiego w Bieczu pod tą datą, jak i kiedy nabył majątek ziemski pod miastem Biecz – Wojciech Ołpiński , skoro ożenił się z córką tak zasiedziałych zamożnych, starych mieszczan bieckich. Jej panieńskie nazwisko wielokrotnie pojawia się w zapisach dynastii PIECZKIEWICZóW sięgających NAJSTARSZYCH czasów W BIECZU. Imiona jakie nadała Apolonia swym dzieciom z Wojciechem Ołpińskim świadczą, iż to on jako homo novus je proponował, bo są one wcześniej nie znane w kalendarzu imion używanych w Bieczu … np : Erazm Pantaleon, Marceli, SalomeaKarolina. Nie są to wszyscy odszukani…..

Sprawdzałam w źródłach tok pracy administracyjnej władz austriackich za Marii Teresy, a potem jej synów Józefa i Leopolda. Józef wprowadził rygorystyczny obowiązek dla administracji na nowo włączonych ziemiach, a krakowska należała już od 1770 z uwagi na konfederację barską, której zgrupowanie wojsk w Muszynce zostało rozbite przez wojska austriackie przed I rozbiorem. Dukla została wtedy stolicą cyrkułu, chociaż dotychczas to Biecz był dominujący, jako stolica ziemi z Duklą włącznie. Czyli Biecz został zdetronizowany ….. ! na rzecz Dukli, a potem Jasła od 1792 roku. Co to oznacza dla naszego przodka ? 1) musiał doskonale znać język niemiecki, bo to był warunek sine qua non, żeby zostać burmistrzem, jako urzędnik austriacki……Oryginalny dokument z dnia 20 kwiatnia 1792 roku, będący w posiadaniu Pawła Olpińskiego podaje, iż Wojciech Ołpiński został wybrany na burmistrza 3775 głosami mieszkańców ziemi bieckiej na burmistrza miasta Biecza. Dokument został wydany w Jaśle, jako stolicy nowoutworzonego cyrkułu z polecenia władzy austriackiego zaborcy.

Czy rzeczywiście został wybrany ? Patenty józefińskie – a takie tylko nadawano – Wojciecha jest jednym z pierwszych i wydaje się, iż zwrot „wybrany” jest jedynie dekoracyjnym ozdobnikiem mającym dodawać splendoru. Swiadczy o tym cyfra ludności…. Jasło liczyło wtedy ok.. 3000 tys. według najnowszych badań. Biecz mógł mieć tylko mniej….., ale w to w Bieczu były większe budynki administracji grodzkiej i ziemskiej, a nie w Jaśle. Te pozorne sprzeczności pozwalają nam zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie kim był i skąd się wziął Wojciech w Bieczu . Albo był konfederatą przybyłym z Litwy do walki z Moskalami i osiedlił się pod panowaniem austriackim, czyli monarchy oświeconego, albo wydobyty został z miejscowej szlachty ZAśCIANKOWEJ ZIEMI BIECKIEJ, JAKO KANDYDAT GWARANTUJąCY dokładne wykonywanie zarządzeń nowej, niestety zaborczej władzy. Była ona oświecona i ten aspekt polegał na tym, że antenat dostał podstawowe zadanie do wykonania w Bieczu i wywiązał się z niego nad podziw dobrze …… dopilnował wybudowania pierwszej drogi łączącej Jasło z Gorlicami do roku 1794 – 1796.

Cała późniejsza kariera jego najstarszych synów związana była z awansem społecznym zależnym od władz austriackich, przeniesienie się do stolicy Galicji i Lodomerii o tym świadczy, że Wojciech był docenionym i ważnym, dobrze wypełniającym swe obowiązki urzędnikiem, dostrzeżonym przez zwierzchnią władzę zaborczą.

L O J A L I S T A !

Przypuszczalnie ten pierwszy Ołpiński, który pojawia się w Bieczu w tym czasie, jest następcą nie zapisanego z powodu braku ksiąg metrykalnych jakiegoś starszego Ołpińskiego – swego ojca, ( może był nim Krzysztof ? ) o którym na razie nic nie wiadomo. W każdym razie musiał mieć rodziców i gdzieś przetrwali jego dziadkowie przez czas przeciwności i druzgoczących klęsk. Zamożniejsze rody bieckie posiadały folwarki pod miastem lub w pobliskich wsiach. Ale wszędzie docierała zaraza. W roku 1733 proboszczem w parafii i kościele pod wezwaniem Bożego Ciała, a zarazem dobroczyńcą klasztoru OO. Reformatów w Bieczu, był ksiądz Ołpiński. Złożył on ofiarę na wybudowanie stacji Męki Pańskiej w klasztorze i kościele pod wezwaniem św. Anny.

Według relacji lwowskiej linii Olpińskich, Wojciech był burmistrzem miasta Biecza. Wygląda z tego, że powołanym na to stanowisko w wyniku głosowania ma sejmiku ziemskim ziemi bieckiej, (czyt. mianowanym), 3785 głosami szlacheckimi w tzw. „concurs” . A jak to było dotychczas? W wolnej Rzeczypospolitej, w królewskim mieście Bieczu władze miasta były wybierane przez rajców, a wójt był mianowany. Natomiast władze austriackie po zajęciu ziemi krakowskiej przez wojska Marii Teresy ( na skutek zgrupowania konfederatów barskich w Muszynce i ich przemarszów w 1770 roku, a później ,za dwa lata po dokonanym pierwszym rozbiorze Polski) wprowadziły swoje porządki . I być może sprowadzonym burmistrzem był Wojciech, z jakiejś innej linii niż przodkowie bieccy, może nawet z Litwy, gdzie to nazwisko także istniało i wywodziło się od nazwy O L P I E ń Mozyrski, miejscowości w księstwie brzesko-litewskim koło Trok . Olpińskich z tamtego terenu notują herbarze polskiej szlachty, jako ważnych urzędników królewskich, dyplomatów w Rzeczypospolitej szlacheckiej.

vide: materiały źródłowe

Szlachta to uprzywilejowany stan społeczny, ukształtowany w XIV-XV w.. Podstawą jej dominującej pozycji w społeczeństwie były:

1. dziedziczne posiadanie ziemi – nie wiemy czy Wojciech Ołpiński posiadał ziemię, apeluję w tym miejscu do potomków jego z linii lwowskiej, do kontynuowania badań historycznych nad tą postacią;

2. jeśli był wybrany na sejmiku głosami szlacheckimi , to oznacza, że posiadał stopniowo rozszerzane prawa i przywileje stanowe wydawane przez królów (m.in. przywileje: koszycki 1374, czerwiński 1422, jedlneński 1430; konstytucje piotrkowskie 1496, statut warcki1423, statuty nieszawskie 1454 – konstytucja 1505 – odziedziczone po swych przodkach.

Inna sprawa, że historycy podważają ważność oddawanych głosów szlacheckich na sejmikach w XVIII wieku z powodu ogólnego upadku państwa i obyczajów oraz honoru szlacheckiego, mówi o tym prof. August Sokołowski w swym dziele pt. Dzieje Polski – Wiedeń 1905r

3. jako szlachcic miał prawo sprawowania jurysdykcji nad poddanymi , o ile ich posiadał w dobrach swoich i jeśli takowe miała jego rodzina. ( Według potomka Wojciecha – Pawła Olpińskiego – rodzinną posiadłością był Szymbark – rzecz nie do końca zbadana, iż mająteczek ów przechodził z rąk do rąk. )

4. Najważniejszym prawem szlacheckim była nietykalność osobista, ale tylko przestrzegana w wolnej ojczyźnie, bo za lat pięćdziesiąt to prawo było już mityczne, co udowodniła władza zaborcy austriackiego w słynnej rabacji chłopskiej w 1846 roku , kiedy najmłodszy syn Wojciecha – Marceli Ołpiński, w dodatku ksiądz został tej wolności pozbawiony ( o tym niżej !)

5. Szlachta posiadała prawo sprawowania urzędów i tylko z tego prawa wydaje się skorzystał nasz Wojciech Ołpiński zostając burmistrzem na mocy dokumentu wydanego w stolicy cyrkułu austriackiego – Jaśle – , do którego przydzielono Biecz ; a za dwa lata od tego wydarzenia cesarz zakazał zwoływania sejmików szlacheckich.

6. Na razie nie wiadomo z jakich to swobód podatkowych i celnych jako szlachcic mógł skorzystać Wojciech Ołpiński.

Głównym obowiązkiem szlachty była służba wojskowa w pospolitym ruszeniu., ale zaborca z tej możliwości nie skorzystał powołując własne reformy wojskowe do życia opierające się na obowiązkowym poborze rekruta z najbardziej nieuświadomionej warstwy podbitego społeczeństwa czyli chłopów. I rękami tychże rozprawiając się z patriotycznie nastawioną tą częścią szlachty, która nie poddawała się mirażom i czczym obietnicom zaborczej władzy, stanowiąc zarzewie powstań narodowych i myśli niepodległościowej.

Do szlachty należeli ci, którzy urodzili się z rodziców szlacheckich (od 1505r. także matka winna być szlacheckiego pochodzenia) z legalnego związku małżeńskiego.. Szlachectwo można było uzyskać poprzez nobilitację lub (do lat 30 XVIII w.) adopcję; cudzoziemcy przez indygenat. Szlachectwo osobiste (po 20 latach pracy – dziedziczne:-) posiadali od 1535r. profesorowie Akademii Krakowskiej.

Jeśli Wojciech Ołpiński mógł wylegitymować się szlacheckim pochodzeniem , to niestety zgodnie z konstytucją z 1505 roku , straciły to pochodzenie jego dzieci przez fakt ,iż rodziła je mieszczanka , której przysługiwał tytuł sławetna .

Podstawę materialną szlachcie dawała przede wszystkim gospodarka folwarczna, korzystająca na ogół z pracy pańszczyźnianej. W XVI w. dość liczną warstwę tego stanu tworzyła szlachta średnia, jedno lub kilkuwioskowa, i jeśli Wojciech Ołpiński starał się w urząd w mieście , to oznacza, iż uposażenie majątkowe miał raczej skromne , a może z powodu ogólnej niewydajności ekonomicznej pracy chłopów pańszczyźnianych nie mógł uposażyć całej swej licznej rodziny.

O pozycji formalnie równej szlachty (szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie) decydowała, szczególnie XVII w., wielkość posiadanych dóbr ziemskich. W wyniku procesu koncentracji ziemi i wytworzenie się wielkich dóbr magnackich oraz narastania dominacji politycznej magnatów znaczenie oraz liczba średniej szlachty uległa zmniejszeniu. Wzrósł odsetek szlachty drobnej (posiadającej część wsi) i gołoty, formalnie posiadających pełnię praw, jednak w coraz większym stopniu uzależnionych od magnatów i stanowiących ich klientele. Przywileje nie posesjonatów mocno ograniczyła „Konstytucja 3 maja”. I do takich zapewne należał nasz przodek Ołpiński. Według szacunków w końcu XVIII w. szlachta stanowiła od 6 do 10% całej populacji ówczesnej Rzeczpospolitej, w tym posesjonatów było ok. 17%, drobnej i czynszowej szlachty około 60%, pozostałą grupę tworzyła szlachta na służbie i w zawodach pozarolniczych. W rozmieszczeniu terytorialnym szlachty występowały znaczne różnice regionalne. Na terenach ziemi bieckiej wyraźnie przeważała szlachta drobna. W wyniku rozbiorów wraz z wprowadzeniem ustawodawstwa absolutystycznego państwa zaborczego, szlachta utraciła swe przywileje. Do utworzonej w 1775r. w zaborze austriackim ” Metryki szlacheckiej” prowadzącej ewidencję rodów szlacheckich nie mogła wpisać się szlachta bezrolna. W II -giej połowie XIX w. za szlachtę uważano przede wszystkim właścicieli ziemskich oraz potomków rodzin szlacheckich, jak np. Skrzyńskich, Siemińskich – nabywców Biecza , Potockich, Stadnickich, Jabłonowskich… Zmiana układu politycznego, uwłaszczenie chłopów oraz kryzys rolnictwa w końcu XIX w. spowodowały podjęcie przez znaczną część szlachty pracy zawodowej w miastach, głównie zajęć inteligenckich i właśnie do takich należał nasz przodek z końca XVIII wieku

Hipoteza 1 : Wojciech Ołpiński -jako szlachcic

Zakładając, że Wojciech był przedstawicielem szlachty , zwrócimy uwagę, iż szlachta polska, jeszcze w XVIII wieku u progu epoki stanisławowskiej, zajmowała wyjątkową pozycję w Rzeczpospolitej. Jako stan zdołała zmonopolizować posiadanie ziemi, a także przejęła w swoje ręce pełnię władzy politycznej- ale tylko do czasu III Rozbioru. Fenomen szlachty polskiej polegał, między innymi, na wyjątkowo dużej liczebności tej rządzącej klasy (8% ogółu ludności w ostatnim ćwierćwieczu XVIII stulecia; w Galicji około 70 – 120 tysięcy osób). Była ona ogromnie zróżnicowana pod względem majątkowym i pozycji politycznej w państwie: od magnata kilkusetwioskowego do bezrolnego szlachetki, szukającego środków do życia w pracy u posesjonatów, jak również w miastach. Drobna szlachta stanowiła 75% stanu szlacheckiego w Galicji.

Po zajęciu Galicji w roku 1772 rząd austriacki postanowił potwierdzić wszelkie przywileje polskiej szlachty, o ile nie będą one sprzeczne z obowiązującymi w Monarchii prawami. Oznaczało to w praktyce znaczne ich ograniczenie. Proces ten rozpoczął się w 1775 roku, wówczas bowiem patentem cesarskim szlachta została podzielona na stan magnatów i stan rycerski. Aby jednak korzystać z pełni praw szlacheckich, zwłaszcza w obrębie stanu rycerskiego, należało udowodnić swoje szlachectwo. Zasady przeprowadzenia dowodu regulował patent z 3 lipca 1775 roku. Każdy kto starał się o uzyskanie lub zatwierdzenie szlachectwa, musiał przedstawić wywód genealogiczny, herb oraz dowód na to, że jego rodzina od 150 lat posiadała w Rzeczpospolitej dobra ziemskie lub była zdolna do ich posiadania. Rozpatrywaniem dowodów szlachectwa zajmowała się Komisja Magnatów w składzie: arcybiskup lwowski obrządku łacińskiego Wacław Hieronim hr. Sierakowski, wojewoda podolski Jan hr. Zamoyski, kasztelan krakowski Józef Wandelin hr. Mniszech, wojewoda bełski Ignacy hr. Cetner oraz starosta bełzki Stanisław Potocki. Wniosek o przyjęcie do stanu magnatów rozpatrywał osobiście cesarz. W 1782 roku prawo do rozpatrywania dowodów i wydawania certyfikatów szlachectwa uzyskały sądy grodzkie i ziemskie w Bełzie, Bieczu, Busku, Czchowie, Haliczu, Lwowie, Nowym Sączu, Oświęcimiu, Pilźnie, Przemyślu, Sanoku i Trembowli. W 1783 r. po ich likwidacji prawo to przeszło na utworzony w 1782 r. Wydział Stanów sejmu galicyjskiego (Collegium Statuum), który prowadził księgi majestatyczne, czyli tzw. Metryki Szlachty.

W dostępnych źródłach z tego okresu niestety jak dotąd nie odnaleźliśmy zapisu szlacheckiego pochodzenia Ołpińskich , co oznacza, że patent na urzędnika magistrackiego datowany na rok 1792 został wydany niestety ad hoc, kiedy nowa władza dopiero wprowadzała swoje porządki i szafowała nadawaniem urzędów nie przestrzegając zbytnio rygorystycznych, wcześniejszych i późniejszych wymogów, co do spełnienia wszystkich wymaganych warunków.

W roku 1817 cesarz Franciszek I wydał patent, w myśl którego tylko on posiadał prawo potwierdzania i nadawania szlachectwa, Wydział Stanów zaś zachował prawo do prowadzenia Metryk szlachectwa. W praktyce istniała możliwość ominięcia tego ograniczenia poprzez stwierdzenie, że pochodzenie szlacheckie „uznane zostało za udowodnione”. Wśród wpisów w „Poczcie szlachty galicyjskiej i bukowińskiej” można znaleźć kilkadziesiąt przykładów takich zapisów (jeden w roku 1817, pozostałe z lat 1836-1847). Prawo prowadzenie Metryk Szlachty Wydział Stanów zachował aż do jego likwidacji w 1861 roku, tj do wprowadzenia autonomii Galicji. Zgodnie z postanowieniem par. 29 Statutu Krajowego Królestwa Galicji i Lodomerii wszelkie kompetencje Wydziału Stanów przejął nowo utworzony Wydział Krajowy. Wpisy po tym roku dotyczą w zasadzie potwierdzeń szlachectwa dla potomków osób wcześniej wylegitymowanych oraz nobilitacji dokonywanych przez cesarza. Metryki Szlachty galicyjskiej prowadzone były zatem nieprzerwanie od roku 1782. „Poczet szlachty galicyjskiej i bukowińskiej” wydany w roku 1857 staraniem Agenora hr. Gołuchowskiego, namiestnika Galicji, był w istocie spisem wylegitymowanej i zapisanej w Metrykach szlachty z tego okresu. Prof. Franciszek Piekosiński zlecił wykonanie odpisów i ich kolaudację w roku 1897 z myślą o stworzeniu Herbarza Galicyjskiego, zamiar ten jednak nie doczekał się realizacji (herbarze A. Bonieckiego, J. Dunin-Borkowskiego, S. Uruskiego i T. Żychlińskiego).

Lit.: R.Marcinek K.Ślusarek „Materiały do genealogii szlachty galicyjskiej” Część I: A-K (Szlachta w Galicji XVIIIwieku), Kraków 1996, Towarzystwo Wydawnicze „Historia Iagellonica”

Wojciech Ołpiński – jako urzędnik magistracki

Jako burmistrz był odpowiedzialny za wykonanie drogi łączącej Jasło z Gorlicami, oraz odnowienie i i naprawę walących się murów obronnych Biecza i ratusza. Musiał znać biegle język niemiecki, gdyż tylko tacy urzędnicy mogli sprawować swój urząd pod władzą zaborczego mocarstwa austriackiego, rygorystycznych reform wprowadzanych przez cesarza Józefa II i kontynuowanych przez jego następców Leopolda II i Franciszka II. On także wykonał jako pierwszy burmistrz miasta obowiązek założenia i systematycznego prowadzenia ksiąg metrykalnych w parafii Biecz w kościele Bożego Ciała. I to dzięki dopilnowaniu przez niego tego zarządzenia mogliśmy wszyscy – wszystkie następne pokolenia sięgnąć do skarbnicy wiedzy jaką są te księgi – spisy obywateli miasta Biecza, przychodzący i odchodzący na ten świat, a potem żegnani katolickimi pogrzebami przez niemieckiego czasem proboszcza: Liber Natorum, Liber Copulatorum, Liber Mortuorum oraz najciekawsze dla badaczy genealogii księgi zapowiedzi. I wreszcie jako burmistrz musiał sprawować nadzór policyjny nad bezpieczeństwem miasta i gwarantować wykonywanie zarządzeń władzy zaborczej.

W odkrytych właśnie podziemiach ratusza w roku 2002 odnaleziono kości i szkielety więźniów i resztki łańcuchów w lochach więziennych pod gmachem ratusza , pochodzące sprzed dwustu lat. Vide: strona nieoficjalna o Bieczu http://teams.karpaty.edu.pl/biecz/index1.htm

Ciekawostki

Nasz przodek wywiązywał się więc z zadania uwolnienia Biecza od przestępców i zbójników, którzy byli sądzeni i trzymani w ciemnicach pod basztą koło grodu i ratusza. Zatrudniał także kata, wykonującego swą zwykłą działalność egzekucyjną, wypożyczał go sąsiednim miastom w razie potrzeby jak np. do Muszyny. Nie wiemy, więc czy jego bezpośredni przodkowie byli nobilitowani i kiedy to miałoby nastąpić, czy był jak jego wcześniejsi przodkowie kupcem , zamożnym mieszczaninem, czy na skutek ogólnego zubożenia potomkiem rodziny szlacheckiego pochodzenia i musiał stać się urzędnikiem magistrackim burmistrzem miasta Biecza, a później syndykiem.

W roku 1770 w pobliskiej Bobowej, która była posiadłością prywatną i w cyrkule nowosądeckim, pojawia się Piotr Ołpiński, od którego zaczyna się linia bobowska, która niebawem staje się tarnowską, a następnie sanocką.

Rodzina Wojciecha Ołpińskiego była liczna , starsi synowie wyjechali do Lwowa dając tym samym początek linii lwowskiej, później warszawskiej, gdzie w stolicy II Rzeczypospolitej w niepodległym państwie spotkały się znowu wszystkie trzy nic o sobie nie wiedząc nie utrzymując kontaktów, ale zachowując jedynie poprawną najstarszą formę nazwiska nie skażoną zaborczym alfabetem : OŁPIńSKI jak np. Józef Adam Ołpiński v-ce prez m. Warszawy. Vide: książka telefoniczna z roku 1939.

Inny Ołpiński – Ignacy – urodzony w 1793 ( zm. 1863 ) w Bieczu musiał zająć się dochodowym rzemiosłem dając początek późniejszym profesjom rodu Ołpińskich – czyli krawiectwa i szewstwa.

Apolonia Ołpińska

Apolonia Ołpińska z domu Pieczkiewicz była córką „sławetnych Pieczkiewiczów, małżonków mających domostwo swoje własne w mieście tymże JKM Bieczu, na placu pustym w samym rynku,na zachód słońca ( między domostwem, czyli kamienicą, zacnie sławetnego Jana Bochniewicza, wójta JKM Biecza, na placu pustym, z dawna Kozikowskim nazwanym, także de novo erigowaną z jednej, a placem pustym z drugiej strony od ulicy, ku farze bieckiej ciągnącym się, z dawna Kromerowskim nazwanym) leżące, czyli stojące.”
Jest to cytat z dokumentu z 1753 roku z Bieckiej księgi radzieckiej z lat 1760 – 1769, s.435 – 436. (Księga radziecka oznacza dokument rajców miejskich czyli rady miasta wywodzi się od słowa radzenie – miasto osadzone na prawie miejskim musiało mieć swoją radę złożoną z rajców. )

Do rodziny Pieczkiewiczów należała także połowa placu pustego Kromerowskiego z pobudowanymi na nim stajniami. Obok był dom i place należące do WóJTA MIASTA KSIęDZA JANA BOCHNIEWICZA, KTóREGO SIOSTRA Elżbieta była matką Apolonii. Była to więc rodzina zamożna i panna na wydaniu z takiej rodziny otrzymała w posagu majątek, – to przeszedł on wraz z nią, na rodzinę o nazwisku jej męża. Niestety jej rodzinę też dotknęła nieubłagana ręka straszliwego losu osób zmarłych na zarazę. To jej małżeństwo z Wojciechem Ołpińskim , jej płodność miała zadecydować o odrodzeniu się następnego pokolenia, i przetrwaniu ciągłości rodu. Można sobie tylko wyobrazić, jak bardzo wielki musiał być jej wysiłek zakładania nowego domu, rodzenia i wychowywanie dzieci rok po roku, przeżywała ich choroby dziecięce mając w pamięci TAK NIEADAWNą ZARAZę, JAK MDLAŁA Z NIEPOKOJU POCHYLAJąC SIE nad kolejnym, gorączkującym dzieckiem. Pierwszego miała synka Jana, potem miała córeczkę Salomeę Karolinę, być może urodziła gdzieś, poza parafią syna Ignacego w 1793 roku, który przeżył . Ignacego znajdujemy później, jako ojca następnych Ołpińskich w mieście Bieczu i jest on najprawdziwszym antenatem wszystkich potomków żyjących do naszych czasów w tym mieście, a także rozproszonych na innych kontynentach jak Ameryka i Afryka.

W następnym stuleciu – dom Ołpińskich i następne sąsiadów, przechodziły w ręce innych obywateli miasta, w pobliżu, na tej samej pierzei rynku wybudowali swój dom potomkowie i spokrewnieni z nim Wilczyńscy, a w XIX wieku, następnie przeszedł w posiadanie żydowskiej rodziny Siskindów. W 1912 roku dom Wilczyńskich się spalił, a na jego miejscu wybudowano kamieniczkę, która po wojnie znowu powróciła do rodu Ołpińskich , zakupiona przez XX- to wiecznych z bocznej linii Ołpińskich., potomków Ignacego I.

Tak więc koło historii zatoczywszy pełny obrót dziejowy zamknęło się.

Najstarsze domy posiadali Ołpińscy także na przedmieściach , były to domy z ogrodami i budynkami gospodarczymi.

Zagadki do rozwikłania:
Można przypuszczać, że dwadzieścia lat później od czasu wystawienia tego dokumentu w roku 1753, o kupnie – sprzedaży przy placu Kromerowskim -panna Apolonia się urodziła , może właśnie w tym pierwszym murowanym – kamienicy przy rynku. Sądząc, że jej pierwszym dzieckiem urodzonym z małżeństwa z Wojciechem Ołpińskim w roku 1791 był Jan a drugim za rok w 1792, córka Salomea Karolina , można przyjąć iż urodziła się dwadzieścia lat wcześniej, chyba, że wyszła za mąż mając lat 17, TO WTEDY NALEżAŁOBY PRZESUNąć DATę URODZENIA NA PóźNIEJSZą. Skąd przybył jej narzeczony, a później poślubiony mąż ? Gdzie przetrwali zarazę jego rodzice ? Może mieli posiadłość wiejską i tam się schronili , aż do czasu wygaśnięcia pomoru ? Te pytania zaprzątają mnie bardzo , jej pra-pra- pra – wnuczkę po kądzieli w roku 2002 i jeszcze jedno – jaki los ukrywa przyszłość przed następnymi pokoleniami żyjących Ołpińskich ? Z nadzieją, że wzorem pradziadów zawsze przetrwają i podniosą się z wszelkich niepowodzeń przechodzę do wspominania o innych , kolejnych pokoleniach tej stawetnej i zacnej rodziny. Dziś jest ona rozsiana po świecie.

Ignacy I Ołpiński

Ignacy I Ołpiński, syn dzielnego małżeństwa ODBUDOWYWUJąCEGO W TRUDZIE I ZNOJU, BOHATERSKO ROD, Wojciecha i Apolonii z Pieczkiewiczów, urodził się w roku 1793, w rok po swej siostrze Salomei Karolinie, a przed Józefem Antonim. Jest to jednak tylko hipoteza, ponieważ jak dotychczas, nie posiadamy metryki urodzenia Ignacego, ani wpisanej informacji, kto jest ojcem i matką, oraz jakie posiada rodzeństwo, gdzie się urodził i kim byli jego rodzice.
Hipoteza moja wywodząca go od pary rodzicielskiej Wojciecha i Apolonii z Pieczkiewiczów zasadza się na domniemaniu, iż w ciągu rodzących się dzieci tej pary, właśnie w roku 1793 jest luka. A jeśli przyjmiemy z wnikliwego odtwarzania dzietności w tamtych czasach, MATKI RODZIŁY DZIECI BEZ PRZERWY, ROK, W ROK, to oznacza, że Ignacy urodzony w roku 1793 pomiędzy Salomeą urodzoną w 1792, a Józefem Antonim urodzonym w 1795 jest ZAPEŁNIENIEM właśnie tej luki na jakieś dziecko.

Rodzina burmistrza miasta Biecza, Wojciecha zamieszkiwała poza miastem, lub w pobliskim Szymbarku, który był własnością Ołpińskich bądź Bochniewiczów, skoro w 1802 roku pleban biecki, ksiądz i wójt zarazem, powołuje fundację do zasiedlenia Biecza po zarazach i zobowiązuje członków swej rodziny do wybudowania w opustoszałym mieście Bieczu 16 domów.

Zauważyć należy, że ks. Jan Bochniewicz miał siostrę Elżbietę, wydaną za mąż właśnie za Pieczkiewicza – mieszczanina sławetnego i ona była matką Apolonii wydanej za Ołpińskiego.

Jeśli przyjmiemy, że Ołpiński ów był szlachcicem , to żeniąc się z mieszczką popełniał mezalians , bo jej rodzicom przysługiwał jedynie tytuł sławetni , jak notują księgi miasta Biecza z tego okresu.

Był to rok drugiego rozbioru Polski, za parę miesięcy wybuchnąć miało powstanie kościuszkowskie. Austria wprawdzie nie powiększyła wtedy swego terytorium, więc sytuacja Biecza i ziemi nie uległa zmianom terytorialnym, ale ogólna sytuacja ziemi bieckiej ulegała stale pogorszeniu. Jeśli się przyjmie, że nie było w Bieczu innych Ołpińskich , wymarłych z powodu zarazy, a występuje tylko jedno imię Ignacy, wszystkie nowo narodzone dzieci pochodzą z jego małżeństwa ZAWARTEGO z Marianną Kamińską , oprócz Ołpińskich zrodzonych z jego braci rodzonych bądź stryjecznych. Nie wiadomo do którego roku mieszka i sprawuje swoją funkcję burmistrza, a potem syndyka ojciec rodu Wojciech. Zmarł w roku 1838, ale nie wiemy gdzie, to wie , jeśli wie Paweł i jeśli jego dane są prawdziwe, bo posiada i takie i takie vide sprawa ks. Marcelego.

Jeśli przyjmiemy, że był zubożałym szlachcicem z zaściankowej szlachty na folwarku szymbarskim, to dlatego przyjął z rąk zaborcy funkcję urzędnika miejskiego i żeni się z mieszczanką, że nie jest w stanie utrzymać rodziny z uprawy roli i pracy pańszczyźnianych chłopów, których być może już nie posiada w swym mająteczku, odziedziczonym lub rozdrobnionym z powodu posiadania większej ilości starszego rodzeństwa.

Natomiast przez zawarcie małżeństwa z córką siostry wójta – księdza plebana, jedyna postać w upadłym mieście, która posiada umiejętność pisania i czytania obok kilku zakonników bieckiego klasztoru OO. Reformatów, wchodzi w krąg ludzi, którym ów pleban ułatwia zdobycia wykształcenia w klasztorze OO. Reformatów. Poza nim bowiem nie istniały żadne szkoły i zamarło całkowicie życie miasta na skutek zaraz, epidemii i łupienia miasta przez nieustannie przechodzące obce wojska. Od roku 1789 dopiero powstała jednoklasowa szkoła trywialna w Bieczu. I tak dzieci w Bieczu w ogóle od początku XVIII wieku nie chodziły do szkół, bo ich po prostu nie było. Uczyły się jedynie nieliczne jednostki w dworach szlacheckich od swych matek, o ile one dysponowały umiejętnością czytania i pisania. Natomiast od roku 1817 reaktywowano staraniem gwardiana bieckiego klasztoru, szkołę trywialną oraz właśnie może dzięki zabiegom burmistrza Wojciecha – który pragnął wykształcić swe dzieci wzorem rodzinnego erudyty ks. Bochniewicza i dać miastu choć JEDNEGO NASTĘPCĘ KSIęDZA i ZOSTAŁ nim Marceli najmłodszy syn, urodzony w 1802 roku , być może ten wybór padł na niego z powodu wieku i niemożności obdzielenia go majątkiem, jakimkolwiek nawet, pozwalającym na założenie warsztatu. Pamiętajmy, że była to pewna tradycja, jeden syn zostawał duchownym , tak jak nieznany z imienia wcześniejszy dziekan bieckiej fary Ołpiński w 1733 roku, darczyńca klasztoru, o czym wspomina kronika klasztorna. Był on księdzem przed Bochniewiczem, w najtrudniejszych czasach upadku Rzeczypospolitej i po straszliwej klęsce epidemiologicznej w 1720, i po ogromnym pożarze, który strawił całe miasto w 1709 roku. Nic nie wiemy, skąd przyszedł ów ksiądz, gdzie zachował życie, zdołał się wykształcić i otrzymać święcenia kapłańskie, czy był synem mieszczanina , czy szlachcica. Trzeba by dokładnie zbadać imiona i nazwiska alumnów i kleryków seminariów wyświęcanych przez biskupów w całej diecezji przemyskiej.

Wielokrotnie rabowane miasto i niszczona ludność biecka przez wpadające wojska rosyjskie w 1709 i 1770 spowodowały ogromne zubożenie ludności; czego nie dokonali żołnierze, dokończyły epidemie. A zaraz potem eksploatatorska polityka fiskalna zaborczego mocarstwa austriackiego dokonały całkowitego upadku miasta. Zarządzeniem władz austriackich konfiskowano nawet przedmioty kultu i naczynia liturgiczne z kościoła i klasztoru , o ile były sporządzone ze srebrnego kruszcu. Jak podaje w swym dziele O.Jan Pasiecznik : „Kościół i klasztor OO. Reformatów w Bieczu” – Kraków 1984,

„……w dniu 05 IV 1770 w pościgu za Kierkorem, regimentrzem konfederacji barskiej , wpadło do Biecza wojsko rosyjskie w liczbie dwóch tysięcy , głównie kozaków, pod dowództwem podpułkownika Iliszczanina. Najpierw zaatakowali kościół reformatów, do którego drzwi pierwsze wycięli, a drugie wyszturmowali. Przez kościół , gdzie powystrzelali okna , wpadli do budynku klasztornego, rzucili się na zakonników, bili ich, czym popadło, i poniewierali na wszelki sposób, burząc przy tym wszystko, i grabiąc co wpadło im w ręce. Szukali przede wszystkim pieniędzy. Ciężko chory o. Marcin Wierzbicki ,wielce zasłużony dla prowincji, jako b. przełożony , lektor i kaznodzieja , został w swej celi tak poturbowany, że jeszcze tego dnia zakończył życie. Znalazłszy klucze od skarbca, gdzie różni dobrodzieje zdeponowali swoje kufry , skrzynie , szkatuły, wdarli się tam zrabowali cenniejsze przedmioty , łącznie z pieniędzmi, a resztę potłukli i porąbali. Zagrabili także alby, obrusy oraz wiele innych jeszcze kościelnych rzeczy, a w refektarzu zniszczyli wszystkie naczynia i co mogli zabrali……Jeszcze bardziej niż kościół i klasztor reformatów splądrowali kościół farny, gdzie rabunek trwał ponad pół dnia i całą noc: sprofanowano monstrancję z Najśw. Sakramentem, powyrzucano z trumien zmarłych, pobito służbę, ks. Oficjała oraz innych kapłanów, w tym dwóch reformatów, którzy tam pełnili posługę duchowną. Poza tym całe miasto zostało SPLąDROWANE I OGRABIONE , NIE MóWIąC już O GWAŁTACH ZADANYCH MIESZKAńCOM. Był to jakby sądny dzień dla Biecza.”

Toteż kiedy w Bieczu już nie było żadnych wartościowych przedmiotów, żadnego handlu, tzw. jatek bogatych mieszczan – bo oni zniknęli, zubożeli, podstawą utrzymania stały się jedynie zajęcia rzemieślnicze , głównie szewstwo i krawiectwo. Związane one były z otrzymaniem na miejscu potrzebnych surowców : skór ze zwierząt hodowlanych oraz lnu i sukna do szycia okryć z tkanin lnianych i wełnianych wyrabianych na miejscu. Tak więc w miejsce dawniej znamienitych cechów z XVI Biecza, ich miejsce zajmują jedynie dwa : CECH SZEWSKI I KRAWIECKI. I to jest nowa, zubożona wielce elita miasta Biecza, na którą z zazdrością i podziwem z powodu względnej zamożności , spogląda i zazdrości ogół jeszcze biedniejszej i przeważającej ludności miasta i okolic, przedmieść i wsi.

Ten pogląd zależny jest więc od miejsca zasiedzenia i daje mu wyraz doskonale relacja pamiętnikarki ludowej p. Anny Pabis, której babka i matka spoglądają na rzekomą „świetność miasta” z perspektywy pobliskiego przedmieścia Belna, z prawego brzegu rzeki ROPY, gdzie tak niedawno znajdowały się miejski blech i folusz, a także bujne ogrody i królujące nad nimi swą potęgą niezdobytą zdawałoby się, mury oraz baszty obronne, które teraz pozostały tylko ruinami dawnej świetności. A na starej rycinie XVIII- wiecznej jest widoczny gród , obok niego rośnie wysoko , strzelając potężnymi konarami w niebo jakieś drzewo – niby topola.

( Ale tylko my – dzięki leśnikowi – ojcu , przyszywanemu bieczaninowi z XX wieku wiemy, iż był to przepiękny, stary okaz wiązu kilkusetletniego, któremu kres przyniosła dopiero śmierć zadana ręką włodarzy – utrwalaczy z PRL – w czasie kiedy już nie sprawowała nad nim pieczy nasza rodzina – tak haniebnie zezwalająca na zagładę historyczno – przyrodniczej tradycji.)

Anna Pabis zapisując ustną opowieść swej babki Agnieszki Szarej, która widziała Biecz z za rzeki i majestat wieży ratuszowej oraz naszego wiecznie zielonego wiązu z połowy XVIII wieku, zachwyca się i podziwia sposób życia ówczesnych – jakże przecież zubożałych mieszczan bieckich, jeszcze w następnej połowie XIX wieku. Pisze: ” babcia urodziła się w 1870 roku” – była więc rówieśnicą Ignacego II , wnuka Ignacego I – go. I w ich czasach w Bieczu była całkowita stagnacja , przerywana jedynie katastrofalnymi okresami głodu, klęski nieurodzaju z powodu wylewów Ropy, ciężkimi zimami oraz epidemicznymi chorobami.

Całe to sto lat, to skrajna nędza ludności wiejskiej dookoła Biecza, która znalazła swe odbicie w słynnej rzezi galicyjskiej w 1846 roku, jako wyniku ucisku ekonomicznego drobnej szlachty, konfiskat przeprowadzanych przez władzę zaborczą, oraz ciemnoty i braku wiedzy i wykształcenia.

Jedynym ośrodkiem wszelkiej dostępnej ogółowi kultury był wtedy podupadający zresztą klasztor OO. Reformatów, gnębiony także zarządzeniami władz zaborczych i utrzymujący się jak dawniej z kwesty, oraz darów dobrodziejów zamożniejszej szlachty, która dodawała sobie splendoru organizując pochówki i pogrzeby w klasztorze. Dopiero w 1875 roku po stuletniej przerwie powstaje szkoła, w której mogą się uczyć miejscowe dzieci – bez względu na pochodzenie : czytania i pisania. Do tej pory jedynie obowiązującym językiem był niemiecki w urzędach i magistracie.

Czyli pokolenie wnuka Ignacego I mogło dopiero podjąć edukację i jest nim Ignacy II- mieszczanin oraz chłopka np., Agnieszka Wędrychowicz z Belnej.

Wcześniej za specjalnymi staraniami , zabiegami u biskupów w diecezji umożliwiono nauczanie w klasztorze od dwu do siedmiu uczniom jedynie – w roku, w szkole triwialnej i to wyłącznie jako przygotowanie do stanu duchownego. Uczono gramatyki, retoryki i dialektyki. I być może właśnie tutaj w roku 1817 podjął naukę najmłodszy syn Wojciecha, a może brat Ignacego Marceli. Przecież wszyscy nie mogli iść na księży, najstarszych być może synów wysłał ojciec – syndyk w celu zdobycia wykształcenia do Lwowa, do stolicy prowincji utworzonej przez cesarza : Galicji i Lodomerii. Nic więc dziwnego, że wszyscy bieczanie podpisują się na dokumentach do roku 1875 jedynie krzyżykami. Tylko ksiądz jest piśmienny, burmistrz i niektóre z jego dzieci. Zdobywanie edukacji na drodze prywatnej było bardzo kosztowne i kto miał tej wiedzy udzielać skoro zmalała przerażająco liczba miejscowych zakonników?

( Dopiero dzieci od roku 1823 Ignacego Ołpińskiego zapisane są W BIECKIEJ FARZE, i to doliczyć się można, aż 11 -ga dzieci w Liber Natorum w Bieczu, przy czym należy sprawdzić, czy nie było drugiego płodnego Ignacego, bo najmłodszy z Kamińskiej, urodzić się miał w 1840 roku, chyba że to już junior Ignacy wziął się za prokreację i reprodukcję rodu w pełni zasług dla swego sławetnego tytularnie w tym czasie jedynie.)

Imiona jego dzieci wynotowane z Liber Natorum ( niezależnie od siebie w różnym czasie przez dwie osoby : Pawła i Aleksandrę),wydają się świadczyć o tym, iż z dawnej przynależności i świetności rodziny pozostała jedynie chęć podkreślenia swej odrębności od zwykłych mieszczan – imionami brzmiącymi szlachecko, chociaż nie posiadali ziemi , ani innego MAJąTKU I RęKAMI MUSIELI ZARABIAć NA żYCIE OSIEDLIWSZY się W MIEśCIE, GDZIE ŁATWIEJ BYŁO ZNALEźć ZAJęCIE.

*Wśród szlachty nie osiadłej, nie posiadającej ziemi, należy wyróżnić: szlachtę służbową i oficjalistów oraz szlachtę miejską. Proces deklasacji szlachty nie zakończył się w roku 1848. W wyniku wydarzeń rewolucyjnych większość przywilejów szlacheckich została zniesiona. Pomimo radykalnych zmian położenia, drobna szlachta zachowała szereg odrębności. Nie była to odrębność stanowa, lecz przede wszystkim odrębność obyczajowa, przejawiająca się manifestowaniem przynależności do stanu szlacheckiego (herb, szabla, tradycja), oraz odseparowaniu się od ludności chłopskiej. Odrębny ubiór, sposób bycia, cechy charakteru, kultywowanie przeszłości, odwoływanie się do szlacheckiego rodowodu, bezwzględny zakaz zawierania związków małżeńskich z chłopami. W XIX wieku istniały odrębne instytucje zwyczajowe. Przykładem są gminy szlacheckie w zaściankach zamieszkanych przez szlachtę wolną. Na czele ich stał wójt, częściej zwany prefektem.

Lit.: K.Ślusarek „Drobna szlachta w Galicji 1772-1848”, Kraków 1994, Wydawnictwa „Księgarni Akademickiej”, Nr 20

Aleksy, Dionizy, Ksawery,……

Matylda……Alojzy…….Bernard……..Edmund….. nie są to imiona nadawane dzieciom chłopskim , ani mieszczańskim. A więc jakaś forma podkreślenia odrębności. Jego przyjście na świat w tym roku potwierdza fakt, iż w momencie zostania ojcem nasz praprapradziadek liczył sobie 22 lata. Był więc młodzieńcem w kwiecie wieku, kiedy wziął na siebie obowiązek założenia rodziny, utrzymania żony i pojawiających się dzieci.;

I tu KOLEJNA ZAGADKA:
Może rodzina mieszkała na przedmieściu i jest zapisana w innej księdze! W wielu opracowaniach dotyczących tego okresu w dziejach Biecza napotykam informację, iż zamożniejsze rodziny mieszczańskie mieszkały za miastem w folwarkach, aby uchronić się przed zarazą, a także z powodu wykorzystywania siły roboczej miejscowych chłopów, którzy stanowili naturalne źródło rąk do pracy. Wygląda na to, że nasz Ignacy , pierwszego syna notuje w 1823 roku, jest nim Dionizy, który nie dożywa wieku dorosłego i umiera w wieku 3 lat w 1826 r. Za nim się już sypią się następne dzieci jak rogu obfitości….z Marianny Kamińskiej.

… córka Matylda w 1827,…..Ksawery 1830 ……,Aloizy 1832…., E Bernard 1834…, Edmund z bliźniaczą siostrą Antoniną w roku 1835, i Wawrzyniec i Władysław – w 1840 jako ostatnie dzieci tej pary . Wynika stąd , że Babcia Marianna dwa razy miała bliźniaki, jakby natura chciała odrobić zaległości z okresu pomoru. Z obu par tych bliźniąt uchowało się tylko kilkoro do późniejszego wieku syn Edmund, nasz prapradziadek i o pięć lat młodszy Wawrzyniec, który dorósł i założył własną rodzinę i posiadał potomstwo, ojciec naszego hallerczyka Edmunda urodzonego w 1881 r a ten pozostał kawalerem i nie posiadał potomstwa.

… oraz Władysław, który dorósł i założył własną rodzinę i posiadał potomstwo.

Jaki był jego udział w dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce na ziemi bieckiej i całej krakowskiej, kiedy szlachta przygotowywała się do powstania przeciwko zaborcy austriackiemu ? I kiedy wokół Biecza w roku 1845 roku w pobliskiej wsi Szerzyny , jej właściciel Adam Kochanowski spiskował z innymi emisariuszami i członkami Polskiego Towarzystwa Demokratycznego np. z Franciszkiem Wiesiołowskim nasz Ignacy szył im buty na długie marsze o podchody ? Miał wtedy 53 lata i czy wiedział o zjeździe miejscowej szlachty w Libuszy w 1846 roku , czy też odwrotnie sprzyjał buntowniczym nastrojom chłopów z innej wsi Binarowej, gdzie buńczuczny chłop Józef Matela chodził ze swym szwagrem Tomaszem Polakiem i nakłaniał chłopów do rzezi panów? Przecież środek bieckiego rynku gromadził, co tydzień wszystkich prawie uczestników tych planów z jednej i drugiej strony. Dniem targowym był poniedziałek i zjeżdżały tu wozy wyładowane czym kto miał , na rynku wymieniano nie tylko towary, ale także wiadomości i prowadzono przeciwstawne agitacje. Tutaj kupowano konie i sprzedawano je wybierając te najsilniejsze i pod wierzch, miały być one użyte do transportu i komunikacji na całej ziemi tarnowskiej i jasielskiej oraz bieckiej. A nad całością argusowym okiem czuwała straż miejska, austriaccy żandarmi gotowi ingerować w każdej chwili ostrzejszego sporu i odstawić nieprawomyślnych do cyrkułu w Jaśle. I wypatrywali nie zbuntowanych chłopów, lecz kupujących „panów” – ci , dla nich stanowili zagrożenie. Byli największymi winowajcami , buntownikami politycznymi przeciwko najjaśniejszemu „cysorzowi z Widnia „, którego nigdy na oczy nie widzieli, ale posłuszeństwo przysięgali i otrzymywali zapłatę w grajcarach.

I tu moment zastanowienia …… ojciec Ignacego – jeśli był nim – Wojciech, był austriackim urzędnikiem , burmistrzem i syndykiem, żył do 1838 roku, więc nie doczekał BURZY POLITYCZNEJ, ZMARŁ DZIESIęć LAT WCZEśNIEJ, ALE JAKIEś WARTOśCI MYśLENIA POLITYCZNEGO musiał SWOIM DZIECIOM ZASZCZEPIć. Brat Ignacego, jeśli był nim rzeczywiście Marceli, ksiądz na probostwie w Nowosielcach pod Przeworskiem, jawnie zagrzewał chłopów do powstania przeciwko Austriakom. Był spiskowcem głęboko i mocno związanym z całym ruchem niepodległościowym, jako syn urzędnika lojalnego burmistrza. Przed uwięzieniem pojawiał się w Bieczu, chrzcił krewniaków przychodzącym na świat i udzielał ślubów. Po kaźni w więzieniu w Hradczym Kopcu i Kufsteinie nie pojawia się już oficjalnie w Bieczu, księgi nie notują jego usług duchownych, a wiemy że mieszka z przerwami w rodzinnym mająteczku, na folwarku w Szymbarku, u siostry Salomei Karoliny zamężnej Zywickiej, na probostwie w Sękowej koło Gorlic, w Kwiatonowicach – nawet bliziutko.

Czy widuje się z Ignacym, czy rzeczywiście są braćmi rodzonymi i po której stronie w tych obozach PRZECIWSTAWNYCH JEST NASZ Ignacy, mój pradziadek W PROSTEJ LINII ? Czy łączy ich w ogóle jakieś pokrewieństwo? A czy plątający się na końskim rynku między straganami i wozami dziesięcioletni syn Ignacego Edmund, nastawia ucha i czy coś rozumie z tych konspiracyjnych zadań i tajemniczych szeptów ?

Na rynek wbiegali przecież starozakonni z długimi brodami i pejsami w czarnych jarmułkach i długich chałatach Zydzi z pobliskich Ołpin uciekający stamtąd, przed uzbrojonym chłopstwem. Zydzi rozpowiadali w dniu 20 lutego 1846 roku , że panowie już wyrzynają chłopów i lada moment dotrą do Biecza poprzez Binarową , słyszeli, ale przekręcili informacje o rozruchach na ziemi tarnowskiej. I w Binarowej chłopi dali im posłuch pod przewodnictwem Józefa Mateli, oraz jego brata Jana i podeszli pod dwór w Szerzynach ” jakoż udało się bezbożnemu Mateli do tego stopnia lud obałamucić, że się prawie cała wieś zgromadziła , której on się na herszta i przywódcę narzucił i poprowadził lud zgromadzony do szerzyn, gdzie dwór do szczętu zrabowali.” – S. Dembiński – Rok 1846 . Kronika dworów szlacheckich. Jasło 1896, str. 50.

Ks. Molnar – proboszcz kościoła binarowskiego miał więcej szczęścia od naszego Marcelego, bo kiedy starał się chłopów zatrzymać i przemówić do rozsądku, powstrzymać przed uczestnictwem w rzezi niewinnych i napadami na dwory, został pozostawiony przy życiu, zmusili go jedynie do wycofania się na plebanię. Zbrojna w cepy i kosy wataha chłopów podeszła do Szerzyn, aby schwytać panów , którzy ostrzeżeni przez starostę jasielskiego Przybylskiego ukryli się. Dwór jednak został splądrowany ,zdewastowano sprzęty zrabowano kosztowności i alkohole z domowej piwniczki. I tak poturbowali domowników, oficjalistów broniących państwa ich dobytku, związali komisarza dóbr szerzyńskich i sędziego dominikalnego i polecili ich miejscowym chłopom odstawić do cyrkułu w Jaśle. Następnie sami uderzyli na dalsze dwory w Swięcanach i Czermnej, które doszczętnie splądrowali jak zapisał ksiądz Molnar.. A następnie przybyli do Biecza , celem odebrania z rąk austriackich obiecanej im nagrody. W Bieczu chłopi dali się „zaprosić” przez mieszczan na poczęstunek do miejscowej gospody „Raizi”. Spitym na umór „bohaterom” bez trudu odebrano więźniów i ukryto, a wyprowadzeni w pole chłopi, po wytrzeźwieniu wrócili do wsi. Wśród ujętych, a potem uwolnionych z chłopskich postronków był członek spisku Naumowski , który za dwa lata w 1848 roku stanął na czele Gwardii Narodowej w Bieczu – S. Dembiński s. 50 i ks. Molnar – zapiski w Liber …przytacza ks. Jan Wszołek w swojej monografii Binarowa – Kraków 1998. Czy wśród sprytnych mieszczan unieszkodliwiających rozbestwionych chłopów binarowskich był nasz przodek zacny i sławetny, chociaż niepiśmienny, czy mógł przewidzieć, że potomek owego przywódcy – Mateli – Jasio , lekarz BCH, zostanie mężem jego prawnuczki ? i ojcem praprawnuczki M…..i? W Bieczu przecież musiał być znany jego mieszkańcom „Katechizm demokratyczny” , głośno czytany wieczorami przez nielicznych lektorów dla zgromadzonych mieszczan. Być może wielokrotnie był w Bieczu emisariusz i spiskowiec Franciszek Wolański, który kontaktował się w pobliskim Glinniku Mariampolskim z Wincentym Polem, którego chłopi też dopadli i mocno pobili, odstawili do cyrkułu, aresztowany przebywał w Gorajowicach, ale udało mu się zbiec po drodze z transportu. W Ołpinach natomiast przywódcą chłopów mordujących „panów” był Marcin Ryndak i też zapewne uczestniczył w tej bieckiej rabacji upitych na umór. A na przedwiośniu , kiedy władze austriackie zaczęły swoimi zarządzeniami przy pomocy wojska zaprowadzać spokój , bieczanie musieli wyżywić tę zwiększoną ilość ingerujących żołnierzy. Toteż na zabiedzonych głodem mieszczan i chłopów spadały raz za razem na wyniszczone organizmy kolejne fale chorób zakaźnych. Była to ospa, cholera i odra oraz dezynteria. Ludność przyjmowała te klęski jako zasłużoną „karę Bożą” za rabację, o czym głośno mówił ksiądz Molnar : „kara Boża idzie za występkiem” , a nasz ksiądz Marceli w ciężkich kajdanach żelaznych u nóg w wilgotnych ciemnicach więzienia cierpiał, uczył się i od innych więźniów i modlił za bliskich, współtowarzyszy, a może także za wrogów.

Marceli na skutek izolacji uniknął zarazy, lecz jego bliscy na wolności musieli się zamykać podczas upałów w domach, nie wychodzili do pracy i do kościoła, nie udzielali sobie wzajemnie pomocy – poza zakonnikami reformatami – „człowiek unikał człowieka jak dzikiego zwierza !” Ustały wesela i zabawy aż do roku 1850 , kiedy na lat pięć wygasły epidemie.

Marianna Kamińska

Marianna Kamińska, po mężu Ignacowa Ołpińska matka linii po Ignacym I i jeśli odcięci zostaniemy od Wojciecha, to ona niczym Księżna Yorku, żona wzgardzonego Bertiego awansuje na naczelne miejsce w naszej Gen OŁPINSKICH, jako „matka królów”. Była niepiśmienna, pozostawiła ślad swej spracowanej ręki mieszczki w postaci trzech krzyżyków postawionych zamiast liter podpisu pod aktem ślubu swego syna Bernarda w roku 1857.
Była żoną szewca, mieszczanina , który miał prawo się tak nazywać czyli był wyzwolonym na majstra fachowcem jedynego liczącego się wtedy w Bieczu cechu. Miał warsztat, mógł wyzwalać czeladników spośród swych uczniów, mógł zajmować należne mu miejsce z rodziną w ławce bieckiej fary, płacił składki i podatki do kasy miejskiej w przeciwieństwie do partaczy tego fachu zamieszkujących w pobliskich wsiach i zajmujących się w sposób nieuprawniony szewstwem pomniejszego kalibru. Miał także obowiązek restaurowania i dbania o kaplicę szewską , zrabowaną dwadzieścia lat przed jego urodzeniem przez żołnierzy – kozaków z rosyjskiego wojska. A także obowiązek reperacji i obrony baszty miejskiej wyznaczonej do opieki i użytku przez cech szewski i magistrat miasta. A popadła ona po pożarze i wojnie całkowitej prawie ruinacji. W roku 1786 , na sześć lat przed urodzeniem Ignacego, działało w Bieczu osiem cechów. Najlepiej prosperowało tkactwo (29 warsztatów płóciennych) oraz szewstwo – 14 warsztatów. I jednym z nich był warsztat Ignacego I. Inne rzemiosła odgrywały podrzędną rolę z powodu upadku. Ewaryst Kuropatnicki pisał w swej ” Geografii, albo dokładnym opisaniu królestw Galicji i Lodomerii ” Biecz …. niegdyś stolica królestwa Bieszczadów….potem parva Cracovia zwane dla pogranicznego handlu i bogactw mieszczan, potem biskupom krakowskim podległe , potem odebrane od królów i Rzeczypospolitej za Muszynę , a i w powiatowe grodowe i tytuł kasztelana obrócone. Ojczyzna niegdyś Kromera, biskupa warmińskiego i kronikarza sławnego , z Liwiuszem zrównanego (….) teraz dziedziczne i na nim tytuł hrabstwa ma przyznany w dyplomacie J.W. Wilhelm Stanisłw Kostka hrabia Siemiński, licznych tu włości dziedzic.

Dotąd całą ozdobą miasta był zamek spustoszały wcale, ratusz zrujnowany wcale, w którym były akta ziemskie, grodzkie i podkomorskie. Fara wspaniałą miedzią podbita, od księdza Kaszewicza, kanonika tarnowskiego , oficyjała i proboszcza bieckiego. Kościół przy niej drugi św. Barbary, cały prawie marmuryzowany w imitację mozaiki, ale pusty, bez drzwi i okien . Kościół i klasztor reformatów, dotąd w całości. Kościół i rezydencja proboszcza szpitalnego dosyć porządna. Browar na przedmieściu za rzeką Ropą , Załawie zwanym , przy ekonomii i wspaniały (…..). Szpital tu jest tak bogato ufundowany, jak żaden w Galicyi, ani w Polsce… ”

W czasie, kiedy żyła w Bieczu matka rodu Marianna i dorastała była świadkiem wspaniałych humanitarnych poczynań księdza Jana Bochniewicza, kanonika metropolitalnego gnieźnieżskiego i profesora U. J, który podarował mieszczanom bieckim 50 tysięcy złotych reńskich w 1802 roku przeznaczając je na zabudowę pustych placów oraz założenie fabryki sukna – folusza. A za czternaście lat Marianna była świadkiem, jak inny mieszczanin biecki Karol Krzemiński stworzył z niewielkiego majątku fundację. Może z niej skorzystała ? nie dowiemy się tego ….a może?

Od procentu od kapitału założycielskiego sieroty z Biecza wychodzące za mąż , otrzymywały posag w wysokości 50 zł. A może jeszcze żyła, kiedy Józef Tumidajski w roku 1861 utworzył fundację jako pomoc dla biednych studentów pochodzących z Biecza. ( są to cytaty z anonimowej publikacji tajemniczego wydawnictwa „Roksana ” Stanisława Mendelowskiego – Krosno 2002. ( mogę jedynie przypuszczać za za nią kryje się osoba T. Slawskiego ), A więc zakładam, iż Marianna była majstrową i przy wychowani wykarmieniu swego licznego potomstwa zatrudniała wiejskie dziewczyny z pobliskich wsi o czym opowiadała wnuczce Annie Szarej jej babcia Agnieszka . : ” dawniej przestrzegano, aby dzieci były karmione do roku mlekiem matki. Bogate szlachcianki, Zydówki, a nawet bogatsze mieszczanki spodziewające się potomstwa , najmowały wiejskie młode kobiety za mamki. Musiała to być kobieta również brzemienna, zdrowa, silna i dobrze zbudowana. Po uprzednim doprowadzeniu jej do czystości, odpowiednio ubraną dopuszczano do karmienia pańskiego oseska. Kobiety, które szły do miasta na mamki nazywano na wsi „mamczorą”, często zostawiały one własne dziecko na wychowanie matce, siostrze.

A poza miastem we wsiach mogli trudnić się pokątnie byle jakim szewstwem bez nauki i wyzwolenia partacze i do takich zapewne należał opisywany prze Annę Pabis w jej książce „Ciernista droga” – 1995 „……Wawrzyniec szewc – samouk, mieszkał na początku XIX wieku, w Strzeszynie k. Biecza, samotny mężczyzna o siwych jak len włosach w krytej strzechą chacie starodawnej , drewnianej, krytej słomą. Po jednej stronie sieni, w niedużej izbie miał mieszkanie, a po drugiej stronie w obórce miały swoje lokum brodata koza i kilka niosek. Roli miał dwa podmokłe zagony pod ziemniaki i żyto. Zona już dawno zmarła, a dzieci Pan Bóg nie dał. Mijały lata i miesiące. Wawrzyniec ciągle naprawiał ludziom buty. Na cholewkach naszywał łatki, a zelówki i podeszwy przybijał drewnianymi kołkami, których końce przed wbiciem ślinił, by gładko wchodziły w skórę. Czasem jakiś grosz mu wpadał za usługę, a najczęściej to było za Bóg zapłać !”

On tylko łatał zużyte od starości obuwie, ale kiedyś były one nowe, śliczne i dodawały szyku właścicielowi je noszącemu. Były nowe, ktoś je wykonał i sprzedał i miały one swojego kupca. A jeśli raz na całe życie zostały kupione przez chłopa czy jego żonę to noszono je dla oszczędności na ramieniu, na sznurówce, całą drogę przed wejściem do kościoła.

Całe życie Marianny było nadzwyczaj trudne i musiała wiele przeżyć ciężkich doświadczeń od rówieśniczych lat losu dotykających ludność ziemi bieckiej, aż do samej swej śmierci. Na razie nie wiemy ile dzieci utraciła w kolejnych epidemiach cholery zbierającej swoje żniwo w roku 1831, kiedy ta choroba objawiła się na tym terenie zawleczona przez powstańców 1831 roku i rosyjskich żołnierzy. Być może miała tyle lat, co rozpoczynający się wiek XIX -ty i ta straszna choroba ją ominęła ,ale skosiła jej bliskich ? Ta epidemia powróciła znowu w 1840 roku i 1855 i w Bieczu tak wiele osób umierało codziennie, że żywi nie nadążali z pochówkami i wrzucali ciała zmarłych do wielkiego dołu wykopanego u stóp górki klasztornej. Zakonnicy spieszyli z posługą duchową, potem przysypywali dół niegaszonym wapnem i niektórzy sami przypłacili tę nie bezpieczną pracę zarażeniem się i śmiercią. Na miejscu wspólnego grobu , na pamiątkę tych ofiar wybudowano kapliczkę nad potokiem, która upamiętnia ten kataklizm.

W tym czasie przez Biecz przeszła także fala innej zakaźnej choroby w 1841 roku – ospy, a w dwa lata po rzezi galicyjskiej następna plaga jakby bicz Boży za popełnione grzechy przez chłopów ziemi małopolskiej w 1848 – 49 jednocześnie ospa, odra i cholera, kiedy marło około kilkaset osób na miejscowość. Ten okres lat 40-tych obfitował w klęski elementarne przyrodnicze jak wielkie i ciągłe opady deszczu, na przemian z okresami suszy oraz wielkich powodzi, która w 1847 roku zalała wodami rzeki Ropy całe niemal miasto bez jego centrum położonego na wysokim wzniesieniu. Były więc to lata głodu, kiedy jedynym pożywieniem był żur zakiszony z owsianej mąki , oraz chleb wypiekany z razowej mąki przez każdą gospodynię. Tą mąkę rozprowadzoną i zabełtaną mątewką na wodzie, przegotowaną jadano jako główne danie obiadowe -była to zacierka . Gotowała także pęcaki czyli kaszę jęczmienną na gęsto, do której dodawała suszone owoce i odrobinę masła. Zapewne suszyła jesienią śliwki węgierki i lubaszki, gruszki i jabłka i były to jedyne łakocie, które dostawały jej dzieci. Kisiła także kapustę krojoną nożem i mocno ubijaną nogami w beczce, wykonanej u miejscowego bednarza, słynącego ze swych umiejętności. W zimowe, długie wieczory pewno przędła len na domowym kołowrotku wesoło furkoczącym koło ciepłego rozżarzonego ogniem paleniska kuchennego pieca czyli polepy. A na niej zapewne zawsze jak i w kołysce ułożyła kolejne dzieci, poruszając ręką na zmianę to kołyskę to przytrzymując wrzeciono.

Z popiołu drzewnego gotowała wywar zwany ługiem , który służył do prania płóciennej bielizny i wierzchnich ubrań.

A w niedzielę siadywała na swojej ławce u fary wraz z mężem i starszymi dziećmi dziękując Bogu za przeżycie kolejnego dnia i modląc się za dusze utraconych drogich zmarłych.

Marceli Ołpiński

Marceli Ołpiński był księdzem, najmłodszym synem Wojciecha Ołpińskiego , który był burmistrzem, a następnie syndykiem w Bieczu, ( 1794 -1838), oraz Apolonii z Pieczkiewiczów, mieszczanki bieckiej z zasiedziałego w Bieczu od pokoleń sławetnego rodu.
Urodził się 28 października 1802 roku w Bieczu. Po ukończeniu studiów teologicznych w seminarium lwowskim, otrzymał święcenia kapłańskie w 1826 roku i probostwo w Nowosielcach koło Przeworska. W czasie studiów w seminarium zetknął się z emisariuszami węglarstwa oraz Towarzystwa Demokratycznego Polskiego , osobami aktywnie działającymi we Lwowie na rzecz wywołania powstania narodowego przeciwko zaborcom. Być może spotykał się z płk. Józefem Zaliwskim, był kolegą Juliana Goslara, Franciszka Smolki – późniejszego , słynnego historyka i prawnika, Karola Kaczkowskiego, byłego lekarza armii powstańczej z 1831 roku, Edwarda Dembowskiego; z Hieronimem Tarczyńskim, głównym organizatorem powstania na ziemi – sanocko – rzeszowskiej, oraz Leonem Mazurkiewiczem przygotowywał powstanie jako następstwo idei niepodległościowych wyniesionych ze lwowskich studiów oraz współtworzenia Stowarzyszenia Ludu Polskiego we Lwowie.

Jako proboszcz parafii w Nowosielcach koło Przeworska, znany był z bojowych kazań, w których atakował pańszczyznę i podatki , zachęcał chłopów do powstania . W przededniu przewidzianego wybuchu na dzień 21 lutego 1846 roku ksiądz Marceli zakupił dużą ilość cukru i kawy , które zgromadził dla powstańców, którzy mieli przejąć kontrolę nad wojskiem austriackim cyrkułu rzeszowskiego. Wyznaczony uprzednio termin powstania na 17 lutego 1846 roku, miał się zbiec z wielkim balem w Rzeszowie dla oficerów austriackiej armii. W czasie tańców oficerowie odczepiali pałasze i młodzież gimnazjalna miała je pochwycić i dzięki temu uzyskać uzbrojenie. Sygnałem miało być podpalenie jednego z domów. Równocześnie zaprzysiężony w spisku konspiracyjnym wikary ks. Jan Tałasiewicz miał wydać klucz od wieży kościelnej, by uderzyć w dzwony . Wówczas miały wkroczyć do miasta oddziały powstańcze zgrupowane w Kielnarowej , Zwieńczycach, Krasnem, Przybyszówce i Widełce. Plan ten jednak nie powiódł się, mimo iż był dobrze przygotowany zarówno przez Edwarda Dembowskiego jak i Leona Mazurkiewicza , którzy działali wraz z pomocnikami w okolicach Rzeszowa, Łańcuta i Przeworska.

Misternie przygotowany plan nie powiódł się z powodu ostrzeżeń i donosów o przygotowywanej akcji. Niestety szpiedzy i podburzone przez Austriaków otumanione chłopstwo wszczęło rabację przeciwko szlachcie małopolskiej i własnymi rękami wyłapywało powstańców, torturując ich przed oddaniem władzom zaborczym cyrkułu. Tak więc sprawdziło się prorocze przepowiadanie księdza Marcelego o zbliżającej się rewolucji i rozlewie krwi. Był jedną z tych pierwszych ofiar ,którego krew się polała, gdyż kiedy zbrojni ludzie i wojsko wtargnęło na jego plebanię w dniu 25 lutego 1846 roku i znaleziono pokaźny skład broni, księdza przywiązano do końskich uprzęży, wlokąc po ziemi , a następnie zaaresztowano i oddano w ręce austriackie, do cyrkułu.

W tej samej akcji przygotowywanego powstania zbrojnego przeciwko zaborcy austriackiemu brali udział inni patrioci – księża z parafii w Markowej jak ks. proboszcz Rafał Krajewski, ks. Leonard Zgórski – proboszcz z Turbii , ks.Jakub Kulczycki – proboszcz z Pantalowic oraz o. Michał Pawłowski – reformata z Jarosławia. Wszyscy zostali zaaresztowani i osadzeni w więzieniach.

Ksiądz Marceli Ołpiński został skazany na 10 lat ciężkiego więzienia w Spielbergu czyli Hradczym Kopcu, na Morawach, gdzie Austriacy przekształcili warowne zabudowania klasztorne, w ciężkie więzienie dla przeciwników politycznych w myśl zarządzeń „dobrotliwego” cesarza Józefa II. Stamtąd został przeniesiony do jeszcze cięższego więzienia w twierdzy Kufstein koło Saltzburga., położonego na stromej skale nad urwiskiem w Tyrolu w dolinie rzeki Inn. Było to najcięższe więzienie , w środku Europy, gdzie więziono polskich spiskowców gen Józefa Zaliwskiego , spiskowców z lat 1830-31, 1840 1841, powstańców z 1846 i 1848 roku.

Polskich więźniów transportowano prastarym szlakiem wiodącym do środka Europy. (Jest to wiadomość dla europejczyków, którzy dopiero w XXI wieku mają nadzieję się tam znaleźć!). Wszystkie miejsca w powozach były zajęte, stłoczono w nich przecież spiskowców ujętych na całym terytorium Galicji , schwytanych przez zbuntowanych chłopów Jakuba Szeli, Marcina Ryndaka, i innych; doprowadzono tych młodych powstańców na skutek okrucieństwa i tortur moralnych i fizycznych zadanych rękami współbraci z rabacji, oraz urzędników zaborcy i dowleczono do austriackich cyrkulów. Drogę poprzez Karpaty w zakratowanych powozach zaprzężonych w konie, opisuje szczegółowo więzień Franciszek M. Wł.Czaplicki, którego dwóch braci Ferdynanda i Henryka rozbestwieni chłopi zabili cepami w Horożanie, w słynnej rzezi galicyjskiej, też 21 lutego w roku 1846.

Pisze o tym wydarzeniu w Horożanie historyk August Sokołowski w „Dziejach Polski ” t.IV – Wiedeń 1905 str. 724 :

„(…)W Horożanie mandatariusz Ferdynand Czaplicki zwołał na dzień 21 lutego okoliczne gromady , aby zapowiedzieć im zniesienie pańszczyzny i wezwać do powstania , ale chłopi podburzeni przez księdza greko-katolickiego Horodyskiego i wójta Dutkę, stawili się uzbrojeni w kosy i cepy i uderzyli wprost na spiskowych , którzy po krótkiej obronie, gdy oblegający dom podpalili, zdołali się przedrzeć do sąsiedniego aresztu dominikalnego. I tu jednak otoczyło ich chłopstwo i tak jak poprzednio, podłożywszy ogień pod budynek, zmusiło ich do wyjścia na drogę, gdzie padli pod cepami. Siedmiu zginęło na miejscu , pomiędzy nim i bracia Czapliccy , Ferdynand i Henryk, inni pokaleczeni w okropny sposób dostali się w ręce wojska , które ich odwiozło do Lwowa. (…)”

Ks. Marceli został skazany na 10 lat ciężkiego więzienia w Hradczym Kopcu , o czym wspomina w swej książce pt. Pamięnik więźnia stanu” i ” Rzeź w Horożanie ” wyd. 1872 roku pod pseudonimem Fr.M. Wł. Czaplicki w Krakowie nakładem Marcelego Lumilskiego., w drukarni W, Korneckiego.. (wyd. II tej książki z roku 1872 )

W „Pamiętniku więźnia stanu”, Autor w rozdziale zatytułowanym : Nowi towarzysze i Tunele (str. 91) zanotował … „(…)sprowadzono mnie na dół i wszedłem na korytarz , na którym spotkałem się z Karolem K. ( zapewne był to Karol Kaczkowski, który także został uwięziony w Hradczym Kopcu.) Następnie wymienia innych współtowarzyszy – więźniów stanu : Górskiego, Wisłockiego i Aleksandra Pawlikowskiego. Opisując swoje przesłuchanie przed naczelnikiem więzienia w Hradczym Kopcu, wygłasza zdanie , jakże symptomatycznie określające jego sytuacje rodzinną, że przed wykonaniem wyroku życzy sobie jako ostatnią prośbę skazańca ……..: zobaczyć się z ojcem i matką, oraz siostrą i bratem……… co należy odczytywać jako wskaźnik młodego wieku – brak własnej rodziny: żony i dzieci).

Na następnych stronach Autor opisuje swoją drogę z Sanoka do Rzeszowa, a następnie przez bramę Morawską do Brna. Z zacięciem historyka – dokumentalisty zauważa jakby mimochodem:

„……..wszystkie miasta Galicji napełnione były więźniami – w pierwszej chwili po 21 lutego1846, liczono w Galicji przeszło 7000 uwięzionych. Mężczyzn też mało było widać, kobiety tylko nasze w ciężkiej poubierane żałobie i biedne , małe sieroty tułające się z miejsca na miejsce, z domu do domu, snuły się po ulicach , a na twarzach ich widziałeś smutek , żal, boleść, rezygnację i oburzenie, bo każda z nich straciła kogoś z familiji, albo z przyjaciół, albo ze znajomych; albo zostali zabici, albo pozabierano ich z domów. Nigdzie też nie widziałeś wesołej twarzy, każdy szedł zamyślony, z pochyloną , ze zwieszoną na piersi głową szedł posępny , powoli, krok za krokiem, jakby obawiał się czegoś. I nikt nie był pewny czy noc nadchodzącą prześpi w swym domu. Groźne , straszne, okrutne to były czasy! A więc też duch tego czasu malował się na twarzy każdego miast mieszkańca i jak ów na ustach gminu istniejący upiór, pierś człowieka – przygniatał swym ciężarem miasta całe i powlekał je grubą żałobą. Wszystko, co czarno ubrane uciekało z wiosek, bo wszyscy się bali, nikt nie był bezpieczny , nikt nie był pewny dnia, ani godziny. Po wsiach osobliwie zbliżając się już w okolice Tarnowa , wszystko wyglądało także ponuro i zgrozą przejęte. Strach jakiś opanował nasz lud, oprócz tego nie do opisania nędza, głód i jakaś zaraza . Aż strach nas przejmował, i żal ściskał serce, gdy wszędzie na gościńcach , po rowach po polach , pod płotami i chałupami widzieliśmy to trupów, to konających z głodu, niedostatku i nędzy. Konające dzieci leżały na trupach swych rodziców, albo zawodziły i szarpały ich ciała, by z wiecznego obudzić je snu… Nareszcie zbliżyliśmy się do Brna tak dalece, że wolnem ujrzeliśmy je okiem. Pod miastem na lewo, wznosiły się na wysokiej górze mury wysokiego zamku tzw. Hradczego Kopca (Szpilbergu ) niedaleko Austerlitz. Szpilberg – żartem nazywali więźniowie Grajgórą. …….. Wjechaliśmy w straszne mury Hradczego Kopca. Głośno i przeraźliwie zaskrzypiały ciężkie zawiasy , zamknęła się za nami brama więzienia , jak wieko trumny , jak kamień grobowca .” – str. 171

Więźniowie, prawie wszyscy się znali z uprzedniej pracy spiskowej, byli kolegami z seminariów przemyskiego i lwowskiego, wszyscy musieli dźwigać ciężkie żelazne kajdany i obserwować skrawki nieba z za żelaznych krat twierdzy zawieszonej nad stromym urwiskiem. Każdego dnia spodziewali się wyprowadzenia z ciasnych cel na egzekucję i śmierć, do której się przygotowywali w modlitwie i tęsknocie za ojczyzną.

Po wygaśnięciu rabacji wiosną 1847 roku, na przednówku na okolice poprzednio objęte rzezią, spadła niczym kara Boża za popełnione winy – jak mawiano – nędza wynikła z głodu, braku plonów , bo zaprzestano uprawy – i tyfus plamisty ,a w następnym roku epidemia cholery., ….. ” za podniesienie ręki na dwory, kościoły , plebanie oraz księży.

Autor wymienia kilkunastu księży uwięzionych wraz nim , byli to m. inn. : ks. Franciszek Łacheta, skazany na 20 lat w Hradczym Kopcu w ciężkich kajdanach, ks. Morgenstern, też 20 lat, ks. August Nahlik – 15 lat, ks.Marceli Ołpiński 10 lat, ks.Józef Putałkiewicz – 15 lat, ks. Leon Stokowski , – 6 lat, ks. obrz. gr- kat. Aleksander Lipiński i Klemens Mochnacki , teolog tego obrządku, oraz Dymitr Mochnacki tegoż, Grzegorz Moszoro – obrz. ormiańskiego, ks. Wincenty Spławiński – obrz. katolicki, – sekretarz biskupa tarnowskiego, ks. Józef Wojnarowski – proboszcz w Kukizowie. ”

Wynotowałam za Autorem tylko z kilku stron książki na literę L, O, S. Autor wspomina także, że Ferdynand Czaplicki, mandatariusz w Horożanie został po raz pierwszy zaaresztowany przez władze austriackie w roku 1942 , kiedy wracał ze swego ślubu i że został wywieziony do Lwowa, lecz po kilku tygodniach uwolniony.

Ksiądz Marceli Ołpiński został przeniesiony z wiezienia w Hradczym Kopcu do twierdzy Kufstein koło Saltzburga i stamtąd został na mocy amnestii w 1848 roku uwolniony z więzienia i żył do roku 1870. W tym okresie księdza Marcelego, przenoszono z parafii na parafię, aby szpiedzy i ówcześni konfidenci, od których się w tych czasach roiło, uchronić od donosów i dekonspiracji jego kontaktów ze spiskowcami.

Po wielu latach pracy duszpasterskiej w Nowosielcach k. Przeworska, Gorlicach, Binarowej i Sękowej, Turzy i Szymbarku, Kobylance i Zręcinie, Krakowcu i Sądowej Wiszni zamieszkał w klasztorze i tam w ciszy klauzury zapisywał dzieje męczeństwa współbraci. Według rodzinnego przekazu był on właśnie autorem opowieści o Horożanie.

Zmarł 23 sierpnia w klasztorze ojców karmelitów w Sąsiadowicach.

Te kilka uwag o sylwetce swego przodka, dedykuję wszystkim europejczykom, którzy dopiero w 2002 roku sądzą , że wchodzą do Europy. Byliśmy tam przed nimi, i pozostawiliśmy krwawe ślady, napisy wydrapane na murach twierdz ciężkich więzień, oraz zardzewiałe od krwi i potu ciężkie kajdany zniewolonego narodu, którego rozdarte traktatem Loevenwolda suwerenne państwo stało się jedynie przedmiotem eksploatacji.

opr. Anna Tryszczyło – Mróz , stryjeczna prawnuczka;

opracowanie na podstawie informacji uzyskanych od prawnuka stryjecznego księdza Marcelego, mieszkającego w Otwocku Pawła Olpińskiego , oraz własnych badań historycznych. źródeł cytowanych w tekście, oraz artykułu B. Łopuszańskiego w „Nasza Przeszłość „- „Udział księży diecezji przemyskiej w konspiracjach galicyjskich w latach 1831 – 1846. – Studia z dziejów Kościoła i kultury katolickiej w Polsce pod red. Ks. Alfonsa Schletza CM Rocznik 43 z roku 1975.

Rozdzielenie linii bieckiej

Do początku XIX wieku ród Ołpińskich zamieszkiwał w Bieczu. Zapisany w dokumentach nestor rodu w końcu XVIII wieku burmistrz miasta Wojciech zmarł w roku 1838 . Jego starsi synowie znaleźli się w stolicy prowincji austriackiej Galicji – Lwowie i tam zapoczątkowali linię lwowskich Ołpińskich. Byli to Józef Antoni i Erazm Panteleon. Ich kariery związane były z przejściem do nowotworzącej się warstwy inteligencji polskiej. Niestety jednak żyli pod naciskiem władzy germanizacyjnej zaborcy austriackiego i wprowadzania w życie zarządzeń tej administracji , której z biegiem czasu stali się przedstawicielami pełniąc funkcje urzędnicze. Na skutek zastosowania alfabetu niemieckiego zmienili polsko brzmiące nazwisko Ołpiński na wygodniejsze w użyciu przy zastosowaniu przymusowego alfabetu niemieckiego Olpińscy. Zachowali jednak poczucie patriotyzmu i narodowej przynależności oraz tożsamości, czemu dał wyraz syn Wojciecha Antoni, uczestnicząc czynnie w powstaniu styczniowym . Tak więc linia lwowska wydała wielu urzędników prowincji i samej stolicy Galicji i Lodomerii po uzyskaniu autonomii oraz wykształconych nauczycieli, lekarzy oraz artystów.
Linia biecka pozostała wierna swej macierzystej kolebce, czyli Bieczowi oraz tradycyjnie mieszczańskim zajęciom rzemieślniczym. Można powiedzieć, iż nie nadążała za duchem czasów, lub pozostawała w swoistym maraźmie oraz niedostatku, cechującym głęboką prowincję skazaną przez rząd zaborczy na ekspoloatację i nędzę jedynie. Linia ta zachowała nazwisko w niezmienionej formie do dziś i potomkowie tych XVI wiecznych zamieszkują do dziś w Bieczu pomimo wielkiej fali emigracyjnej z przełomu wieków, w której z różnym powodzeniem uczestniczyli oraz dali początek Ołpińskim żyjącym w USA , Afryce i Europie.

Ołpińskim współczesnym dała początek omówiona wyżej para małżeńska Ignacego i Marii z Kamińskich. Posiadali oni potomstwo, które następnie zasiedliło poprzez kolejne dziesiątki lat miasteczko – bo już nie miasto Biecz. Jednym z ich synów był pradziadek Edmund, postać dotychczas tajemnicza ze względu na brak źródłowych informacji o dosyć długim czasokresie życia od osiągnięcia dorosłości po datę 1867 , kiedy to zawiera w wieku późnym 32 lat po raz pierwszy związek małżeński. Jego stryjeczni bracia przypuszczalnie – rzecz nie do końca zbadana – przeprowadzili się do pobliskiego miasteczka Bobowa i tam zajmowali się szewstwem, a potem krawiectwem.

Następne pokolenie zwracało się do starszych w Bieczu i w Bobowej, a potem w Tarnowie per wujku i ciociu, np. wnuczka Edmunda do wujka Leona syna Kazimierza z Bobowej.

Linię tę opracowywuje i bada młody następca Paweł Olpiński , do którego można kierować uwagi, zapytania i komentarze pod adresem opmatic@opmatic .com

Linia bobowska

Ołpińscy : Bobowa – Tarnów – Sanok – Kraków – Lwów – Warszawa – Kraków
Od 1919 roku niektórzy zmieniają nazwisko na: O L P I Ń S K I

1770 – pierwszy zapisany w księgach chrztu: P I O T R
Piotr Ołpiński pojawia się w Bobowej w drugiej połowie XVIII wieku. Księgi notują , że był to rok 1794, kiedy zawiera związek małżeński z Marią Pieniążkową , czyli była ona wdową. Mają jedno dziecko i jest nim syn Franciszek Ołpiński, urodzony 28 października 1795 roku

Franciszek I Ołpiński urodził się w Bobowej w roku 1795 , 28 października jako syn Piotra i Marii . Ożenił się po raz pierwszy w roku 1816 z Konstancją Siobowicz. Mieszkał w domu nr 8 . Jego żona zapisana była w ksiegach Liber Natorum także jako Siobowicz pod datą 1825. Franciszek miał sześcioro dzieci z małżeństwa z pierwszą żoną Konstancją Siobowicz:

Antonina Elżbieta ur. 1817
Ferdynand Jakub ur.1819
Józef ur.1820
Tekla Marianna ur. 1822
Stanisław Franciszek ur. 1825
Antonina ur.1827
Drugim synem Franciszka z pierwszego małżeństwa z Konstancją Siobowicz był urodzony w roku 1820 syn Józef, ożeniony z Józefą Ponikło. Józef i Józefa oprócz syna Franciszka mieli razem pięcioro dzieci :

Synem tej pary był kolejny Franciszek urodzony w 1843 roku, a żonaty z Katarzyną Sliwa.
Władysław Antoni Ołpiński ur. 1850
Marianna Klementyna Olpińska ur. 1852
Konstancja Zofia Ołpińska ur. 1854
Józefa Marianna Ołpińska ur. 1858
Po raz drugi Franciszek I Ołpiński ożenił się z Katarzyną Sliwińską w roku 1828 i miał z nią ośmioro dzieci :

Ferdynand ur. 1830
Marianna ur. 1832
Eleonora ur.1837
Franciszka ur.1837
Jan ur.1841
Kazimierz ur.1846 – 1937
Waleria Albina ur.1848
Klara ur.1851
Ferdynand Jakub ur. W 1819 roku, ożenił się z Marianną Mucha w Bobowej. Był szewcem, obywatelem miasta Bobowa. Mieszkał w domu nr 140

Ferdynand Ołpiński był synem Franciszka I Ołpińskiego oraz jego drugiej żony Katarzyny Sliwińskiej, urodził się w 1830 roku, był krawcem, miał córką Katarzyną Elżbietę urodzoną w 1857 roku i wtedy mieszkał w domu nr 34 z żoną Marianną Grzegorzewską, córką Magdaleny Grzegorzewskiej.

Felicjan Franciszek ur.1850

Marianna Tekla ur. 1851

Antonina Wiktoria ur.1852

Zofia Anastazja ur.1856

Być może, że ten syn Franciszka I jako najstarszy z drugiej żony używał drugiego, domowego imienia Stanisław i to on był bohaterem z powstania styczniowego , o którym rodzinna legenda opowiada jako o pułkowniku pozbawiającym się życia, aby nie wpaść w ręce Moskali i nie dostać się do niewoli (rzecz wymaga sprawdzenia, gdyż to tylko hipoteza z domniemania, o przenoszeniu i używaniu innych imion w rodzinie niż chrzestne, a poza tym po tym synu nie pozostały żadne dzieci od roku 1857 ) ani inna notatka w księgach parafialnych, jakby rozpłynął się w niebycie). I to u jego boku miał walczyć w powstaniu kolejny młodszy o 16 lat syn Franciszka – Kazimierz w 1863 roku.

Kazimierz Ołpiński syn Franciszka i Katarzyny Sliwińskiej: ur. 15 grudnia 1846 roku, uczestniczył w powstaniu styczniowym. Międzywojenny rząd II RP uznał Kazimierza za weterana powstań narodowych pismem Ministerstwa Spraw Wojskowych – Dep.VIII L.dz. 3783 w dniu 17 marca 1931 roku. Pismo podpisał płk. Kołłątaj – Srzednicki. Kazimierz Ołpiński urodził się w Bobowej, był czeladnikiem krawieckim, jako młodzieniec przystąpił do powstania wraz z młodzieżą studencką. Walczył w Kieleckiem i Sandomierskiem pod Czachowskim w okolicach Staszowa i Słupczy. W roku 1926 otrzymał stopień podporucznika, jaki nadawano wszystkim zweryfikowanym powstańcom. W roku 1932 został odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Zmarł otoczony rodziną i szacunkiem społeczeństwa miasta Tarnowa w roku 1937. Na rodzinnym zdjęciu stryj Kazimierz siedzi w mundurze powstańca, a obok niego stoi jego syn chorąży Stanisław Ołpiński. W rodzinie Ołpińskich szanowano tradycje patriotyczne i otaczano kultem pamiątki wojskowe. Wielkie także było poczucie godności własnej i głęboka religijność, przekazywana z ojca na syna. Syn Kazimierza Leon – był także wychowany w tej tradycji, oraz wszystkie pozostałe dzieci. Kolejny syn Kazimierza, Teodor był ojcem legionisty Edmunda, który był sierżantem 1 – szej Brygady , wywodził się ze Związku Strzeleckiego z Krosna, gdzie wstąpił.

Felicjan Franciszek ur.1850

Marianna Tekla ur. 1851

Antonina Wiktoria ur.1852

Zofia Anastazja ur.1856

Kazimierz Ołpiński ożenił się po raz pierwszy z Julią Wężowicz w roku 1866, po powrocie z walk powstańczych. Miał z tego małżeństwa pięcioro dzieci i wszystkie były urodzone w Bobowej :

Leon ur. 1867
Teodor ur.1869
Helena ur. 1870
Józef Kazimierz ur. 1872
Szymon ur. 1874
Po śmierci Julii ożenił się po raz drugi z Antoniną Klarą Zygadło, która musiała podjąć się wychowywania sierot po Julii i od razu zaczęła rodzić następne dzieci mężowi Kazimierzowi, a były to :

Ludwik ur. 1878
Stanisław Józef ur. 1880
Matylda Józefa ur. 1882
Justyna Tekla ur.1883
Katarzyna Waleria ur. 1885
Julianna ur.1888 – była zakonnicą w Chełmie na Pomorzu
Stanisław ur.1900
Tekla ur. 1892
Przypuszczalnie w roku 1888, Kazimierz w poszukiwaniu lepszej pracy przenosi się do Tarnowa, gdzie jego najstarszy syn Leon – mistrz krawiecki, ur. r 1867 i już posiadający własną rodzinę odstępuje mu mieszkanie, a sam przenosi się ze swoją rodziną do Sanoka właśnie w roku 1899.

L E O N Ołpiński ożeniony z Wiktorią Jękot. Leon Ołpiński syn Kazimierza także był krawcem dochowując rodzinnej tradycji zawodowej. Z powodu silnej konkurencji – zbyt dużo już namnożyło się krawców w Tarnowie – udał się do Sanoka w 1899 roku z żoną Wiktorią z domu Jękot i kilkorgiem małych dzieci. Był biegły w swoim zawodzie docenianym przez miejscową społeczność. Ubierała się u niego cała inteligencja. Zadawał szyku i elegancji. W swoim warsztacie kształcił wielu czeladników i wyzwalał ich na mistrzów. Usiłował także przysposobić do rodzinnego zawodu synów Stefana i Tadeusza, ale napotkał na ich zdecydowany opór. Obydwaj sprzeciwiwszy się woli ojca wykorzystali fakt wybuchu wojny i poprzez służbę w austriackim wojsku wybrali zupełnie inne drogi życia. Tadeusz udał się na emigrację do Ameryki, skąd niebawem powrócił. Natomiast Stefan swym życiowym sprytem oraz niewątpliwą inteligencją znacznie przekroczył wszelkie rodzinne tradycyjne wartości i normy. Był biznesmenem, dziennikarzem, politykiem i bardzo kontrowersyjną postacią. Zginął w Auschwitz na początku 1944roku. Po II wojnie światowej stał się negatywnym bohaterem biografii pewnego dziennikarza. Leon wraz z żoną tuż przed wybuchem wojny schronił się do klasztoru w Sanoku, gdzie zamieszkiwał do śmierci. I tam należałoby szukać dokumentów historii jego i rodziny. Zmarł w czasie okupacji hitlerowskiej zadziwiony losami syna Stefana, osławionego na łamach prasy okresu międzywojennego, wmieszanego w przeróżne afery polityczne i nawet szpiegowskie. Miał kilkoro dzieci :

Maria Ołpińska ˛ ur.1894
Ignacy Ołpiński ur. 1896
Stefan Eugeniusz Ołpiński ur.1898
Tadeusz Ołpiński ur.1900 , kiedy na świat w Tarnowie przychodzi na świat w tym samym roku jego stryj Stanisław , syn dziadka Kazimierza ! a dziadek ma wtedy lat 54.
Halina Ołpińska ur. 1906
Leon Ołpiński zmarł w wieku 73 lat w Sanoku w drugim roku okupacji niemieckiej. Losy jego dzieci były związane ściśle z katastrofą jaką przeżywała nasza ojczyzna w latach 1939 – 1945 , która zmieniła bieg ich życia dokonując niepozbywalnych ran na całej rodzinie.

Najstarsza córka Maria wyszła za mąż za Stachowskiego i mieszkała w Krakowie, wychowując swoje dzieci.

Los syna Ignacego na razie nie jest mi znany, kiedy to piszę w roku 2003 w lutym, podobno miał syna urodzonego we Lwowie imieniem Zenon , późniejszy płk. LWP—rzecz wymaga jednak badań oraz sprawdzenia tej poszlaki.

Natomiast bardzo bujne życie syna Stefana Eugeniusza Ołpińskiego, który zmienił nazwisko na Olpiński – zostało opisane w kontrowersyjnej , pełnej przekrętów i niedomówień książce Jerzego Rawicza pt.” Kariera szambelana”.

Podobnie niedokładnie znamy losy życia najmłodszego syna Tadeusza, o którym wyżej wspomniany autor pisze niejako na marginesie książki – odsyłam więc badaczy genealogii rodzinnej po informacje do źródła czyli do syna Tadeusza.

Halina, najmłodsza córka Leona zmarła jako panna w Sanoku.

Bracia Leona , a synowie Kazimierza to

Teodor – którego losy rzuciły po zakończeniu wojny do Szczecina, miał cztery żony kolejno oczywiście i wiele dzieci (12) z tych związków.

1-sza żona :

Maria Ołpińska
Edmund Ołpiński
2-ga żona :

Kazimierz Ołpiński
Stanisław Ołpiński
Jadwiga Ołpińska
Józef Ołpiński
3-cia żona : Anna Tyrka , ur. :

Helena Ołpińska ur.1925
Stefan Ołpiński ur.1927
Ludwika Ołpińska ur.1929
Mieczysław Ołpiński ur. 1931 (?)
Józefa Ołpińska ur. 1936 Tarnów ( zamężna Kawa)
Józef Kazimierz – mieszkał całe swe pracowite życie wykonując zawód krawca w Nowym Sączu, ożenił się tam i do dziś mieszkają jego potomkowie, zmarł tam w 1946 roku.

Stanisław Józef – na razie brak danych.

Kazimierz Ołpiński
Biogram
Jak głosi rodzinna legenda młodziutki Kazimierz, zaledwie 17 letni, ze starszym bratem Stanisławem uczestniczył w powstaniu styczniowym.

Stanisław był pułkownikiem, który aby nie dostać się do niewoli moskiewskiej popełnił samobójstwo. Był starszy od Kazimierza. Kazimierz urodził się w Bobowej, w 1846 roku, ale nie wiadomo, który ze stryjecznych braci z Biecza dał początek tej gałęzi bobowskiej, być może był to Piotr, który jako pierwszy pojawia się w zapisie ksiąg parafialnych w Bobowej pod datą 1795.

Wielu późniejszym potomkom w tej gałęzi nadawano na cześć Stanisława, jako niekwestionowanego bohatera walk z Moskalami jego imię….. Stanisław. Wszystkie kolejne pokolenia chrzczą imieniem Stanisław coraz młodszych potomków, aż do czasów współczesnych. I imię Stanisław nadał swemu synowi weteran Kazimierz .

Niestety nikt nie umiał wskazać, gdzie znajduje się mogiła owego antenata. Szukając jego metryki urodzenia w Liber Natorum nie znalazłyśmy syna Franciszka I o imieniu Stanisław, jako starszego brata Kazimierza. Natomiast kryteriom wiekowym odpowiada syn o imieniu Ferdynand. Urodzony około roku 1830,( data urodzenia została wywiedziona jako domniemana z zapisu o urodzeniu ze związku małżeńskiego Ferynanda z Magdaleną Grzegorzewską w roku 1857, na sześć lat przed wybuchem powstania styczniowego). I księgi już później nie notują następnych dzieci tej pary, jakby Ferdynand już nie istniał.

Międzywojenny rząd II RP uznał Kazimierza za weterana powstań narodowych pismem Ministerstwa Spraw Wojskowych – Dep.VIII L.dz. 3783 w dniu 17 marca 1931 roku. Pismo podpisał płk. Kołłątaj – Srzednicki.

Kazimierz Ołpiński urodził się 15 grudnia 1846 roku w Bobowej, był czeladnikiem krawieckim, jako młodzieniec przystąpił do powstania w styczniu 1863 roku wraz z młodzieżą studencką.

Rozpoczęła się najdziwaczniejsza wojna , partyzancka, w której 90-cio tysięczna armia mocarstwa europejskiego, uzbrojona dobrze jak na owe czasy w 176 dział umykała niemal w popłochu przed garstką niespełna ośmiotysięczną, uzbrojoną w pałki i kosy, piki, rewolwery i strzelby myśliwskie.

W Krakowie i we Lwowie, oraz na całym pograniczu galicyjskim powstańcy organizowali się i zbroili zupełnie otwarcie. Po wszystkich drogach Królestwa maszerowało wojsko, koncentrujące się w trzydziestu kilku wyznaczonych punktach, a opuszczone przez nie wsie i miasteczka zajmowali z nagła pojawiający się jak duchy uzbrojeni jeźdźcy, ubrani w konfederatki, wstępowali do miasteczek, zabierali broń, jaką się dało i znikali.

W tych miasteczkach , kiedy pojawił się oddziałek kosynierów ogłaszał powstanie Rządu Narodowego, zrywał orły rosyjskie, konfiskował pieniądze w kasie i ciągnął dalej… Organizowały się także większe, kilkutysięczne zgrupowania oddziałów powstańczych, do których ściągała młodzież i gdzie ćwiczono musztrę, wydawano komendy słychać było wojskowe pieśni. Pierwsze zgrupowanie centralne powstawało z ochotników we Wąchocku niedaleko Radomia, nad rzeką Kamienną u stóp klasztoru najstarszego w Polsce – Cystersów.

Kierował tym zgrupowaniem Marian Langiewicz, a obozem w Suchedniowie i Bodzentynie powstaniec z 1831 roku Dionizy Czachowski. Korpusik powstańczy Langiewicza składał się z 4 batalionów piechoty, szwadronu jazdy , wyposażony w kilka armatek. W piechocie każdy batalion miał kompanię strzelców i trzy kompanie kosynierów. I do tego zgrupowania ściągali ochotnicy – powstańcy, a wśród nich ci, którzy potrafili szyć buty oraz powstańcze mundury, przekuwać kosy na sztorc i piki. Tak więc byli bardzo potrzebni szewcy, krawcy i kowale. Początkowo ci młodzi fachowcy – czeladnicy byli tylko producentami wojennych atrybutów , wkrótce mieli stać się żywym taranem, i oddać daninę swej krwi na ołtarzu walki o wolność dla ukochanej ojczyzny. Mieli zdjąć kajdany niewoli z jej umęczonego, rozdartego trzema zaborami ciała.

Wieści o tych pełnych nadziei poczynaniach dotarły i do Galicji. Tu trafiły na patriotyczne umysły i zdolne młodzieńcze ręce. Z Galicji wybrali się także ochotnicy , głównie właśnie wywodzący się z warstwy rzemieślniczej , oraz młodzi synowie szlacheccy pełniący w obozach rolę oficerów musztrujących i później dowodzących ogółem powstańców.

Na hasło : Powstanie – stanęli oddać swe siły, młodość i zapał nasi przodkowie z ziemi bieckiej . Z samego Biecza około dziecięciu ochotników; a wśród nich kowal Wincenty Wilczyński , szewc Ołpiński i jego stryjeczny brat krawiec Kazimierz Ołpiński, oraz , dwaj kuzyni Antoni i Wojciech Szczepańscy.

Pierwsze swoje kroki skierowali do Ojcowa, dokąd zdążali prawie wszyscy ochotnicy z ziemi krakowskiej wraz ze studentami uniwersytetu i tu znaleźli się pod dowództwem Apolinarego Kurowskiego, Teodora Cieszkowskiego i Rosjanina oficera Nikiforowa, oraz byłych oficerów austriackich Staweckiego i Mięty , tutaj sformował najwaleczniejszy pułk „żuawów śmierci” francuski ochotnik Franciszek Rochebrun i Władysława Eminowicza, byłego oficera austriackiego.. Obozowisko ojcowskie cechowały demokratyczne stosunki , oficerowie jadali z kotła razem z żołnierzami, w całym powiecie olkuskim Kurowski zobowiązał dziedziców o zrzeczenia się czynszów, a dekrety Rządu Narodowego ogłaszano z ambon i rozpowszechniano po wsiach. Oddział Kurowskiego liczył 2000 powstańców.

Najkrwawszą potyczkę w początkowej fazie powstania stoczył oddział Cieszkowskiego z Ojcowa – w Sosnowcu, gdzie zdobyto koszary , broń i 40 koni, oraz 30 jeńców i 65 tys. rubli.

Nie wiemy dziś, czy Kazimierz i jego bracia byli wtedy tam, czy już w Wąchocku – rzecz wymaga dalszych badań i uzupełnień.

Cały obszar Królestwa objęły działania powstańcze. W lutym obydwa oddziały tocząc nieustające potyczki z Moskalami zdążały do siebie , aby się połączyć. I pod św. Krzyżem w kieleckim oddział Langiewicza połączył się z oddziałem Czachowskiego w krwawej bitwie z Moskalami, a następnie zdobył miasteczko Staszów, niedaleko granicy galicyjskiej.

Pod Słupczą dowodził kosynierami Leon Frankowski, który poprowadził ich do ataku i niestety mimo bohaterskiej walki ulegli wrogowi, który aresztował i wziął do niewoli młodych powstańców. A Suchedniów Czachowski z 300 ludźmi przez całą dobę powstrzymywał 1600 Moskali z artylerią.

Na wieść o sukcesach do powstania biegła ochoczo młodzież lwowska, krakowska i poznańska. Walka stawała się narodową.

Pod koniec lutego rosyjskie wojska przeszły do ofensywy wobec powstańców zgrupowanych w obozie ojcowskim. Ruszyły cztery kolumny w liczbie 3000 żołnierzy z ośmioma działami i z planem otoczenia oddziału i wyelimnowania go z walk. Krwawy bój o Miechów , w którym zginęło 150 powstańców, a 100 zostało rannych się początkiem klęski. Rozbitkowie z oddziału ojcowskiego ruszyły na północ, aby połączyć się z oddziałem Langiewicza. A ten zająwszy Staszów reorganizował tam oddział w liczbie tysiąca ludzi i w tym dniu klęski miechowskiej , odparł nagły napad Rosjan na to miasto.

Gdzie znajdował się nasz Kazimierz i jego bracia ? W każdym razie to m. in. do nich adresował swój patriotyczny rozkaz ich dowódca gen: Langiewicz :

„Towarzysze broni! jesteście kilka dni pod bronią, a wasza odwaga, spokojność wasza, karność wasza, wesołość wasza i trwoga Moskali nakazują mi sądzić, że jesteście osiwiałymi w boju żołnierzami. Jedlnia, Szydłowiec, Bodzentyn, Suchedniów, Baranowa Góra, Wąchock, Sw. Krzyż i Staszów w ciągu 27 dni okryły sławą was, obdartych, wygłodzonych, zziębniętych i studzonych marszami i biwakami. Kraj, który na takich żołnierzy, musi być wolnym i potężnym.”

Tysięczny oddział Langiewicza maszerował w kierunku Małogoszczy , lecz tu ściągnęły przeważające siły wroga i w najkrwawszej bitwie rozgromiły bohaterski oddział powstańców, którego odwrót osłaniała piechota Czachowskiego, a w nim nasz Kazimierz . Ranny został gen. Langiewicz, a resztka żywych podążyła w kierunku Pieskowej Skały. Tutaj zgrupowanie Langiewicza w liczbie 1000 ludzi bez broni został napadnięty przez 1700 rosyjski i bitwa toczyła się pod Skałą i tu zginął dowodzący polską piechotą do ataku rosyjski oficer Andrzej Potiebnia, ugodzony kulą rosyjską w pierś. Rosjanie nie wytrzymali natarcia i uciekli w popłochu, pozostawiając pole bitwy powstańcom, a mogiła zamknęła się nad ciałami 64- ch młodych poległych bohaterów.

Na początku marca Langiewicz stanął obozem w Goszczy, dokąd ściągali nowi powstańcy i mniejsze oddziały. Przybył i Cieszkowski i rozbitkowie od Kurowskiego, Rochebrun oraz dowódca krakowski Czapski i Jeziorański. I tu ogłoszono dyktaturę Langiewicza w obozie w Goszczy w dniu 11 marca. Stąd wyruszyły do zwycięskiego boju oddziały do Grochowisk oraz Chrobrza. Zwyciestwo zostało drogo okupione 200 poległymi i tyluż rannymi. Pozostali przy życiu chcieli się przedostać przez Wisłę do zaboru austriackiego i oficerowie zostali ujęci przez władze austriackie aresztowani i internowani w Tarnowie Langiewicz, Pustowójtówna . Powstańcy doszli do Igołomii , a Moskale spalili wsie okoliczne Igołomię, Wawrzeńczyce, Rudno, Tropiszów i kilka innych. I wtedy może ranny Kazimierz pozostał w którejś wsi, lub Tarnowie, dokąd po latach w końcu XIX wieku wrócił na stałe i osiadł już jako mistrz krawiecki z drugą żoną i dużą gromadką dzieci.

Żonaty był dwa razy , zaraz po powstaniu w 1866 roku zawarł związek małżeński z Julią Wężowicz i miał z nią sześcioro dzieci. Drugą żoną, matką dziewięciorga jego dzieci była Antonina Klara Zygadło, z którą wziął ślub w 1875 roku.

W roku 1926 otrzymał stopień podporucznika, jaki nadawano wszystkim zweryfikowanym powstańcom. W roku 1932 został odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Zmarł otoczony rodziną i szacunkiem społeczeństwa miasta Tarnowa w roku 1937.

.Na rodzinnym zdjęciu stryj Kazimierz siedzi w mundurze powstańca, a obok niego stoi jego syn, chorąży Stanisław Ołpiński. W rodzinie Ołpińskich szanowano tradycje patriotyczne i otaczano kultem pamiątki wojskowe. Wielkie także było poczucie godności własnej i głęboka religijność, przekazywana z ojca na syna. Syn Kazimierza Leon ( imię być może na cześć powstańczego dowódcy, jak i Teodor )- był także wychowany w tej tradycji, oraz wszystkie pozostałe dzieci. Kolejny syn Kazimierza, Teodor był ojcem legionisty Edmunda, który był sierżantem 1 – szej brygady Legionów J. Piłsudskiego , wywodził się ze Związku Strzeleckiego z Krosna, gdzie wstąpił.

Linia bobowska na pewno wywodziła się z Biecza, bo ciocia Nela Ołpińska urodzona w 1899 roku w Bieczu, mówiła do stryjów tarnowskich per wujku, odwiedzała ich rodziny w Tarnowie i Sanoku, i oni zapewne sprowadzili ją z matką i siostrami z Biecza do Tarnowa wspierając opuszczoną ich matkę Dorotę żonę Franciszka Ołpińskiego – syna Edmunda z Biecza.

Kazimierz umarł w Tarnowie w chwale weterana – powstańca 1863 roku odznaczony przez władze II RP, pogrzeb z honorami odbył się przed II wojną światową w 1937 roku.

Po tych wszystkich partyzanckich bojach cenił radość i urodę życia czemu dał wyraz stając się ojcem 16 –ga dzieci z dwu żon. Wychował je wszystkie w tradycji patriotycznej, szacunku dla wartości chrześcijańskich, rodziny i pracy. Jego potomkowie do dzisiaj rozsiani po całym świecie służą społeczeństwom, w którym przyszło im żyć i szanowanymi ich członkami na wszystkich kontynentach.-

Edmund (I) Ołpiński
Linia biecka:
Nota biograficzna

Wedle rodzinnego przekazu podawanego z ust do ust pradziadek Edmund był interesującą wielce postacią. Podobno był właścicielem wozów konnych i przewoźnikiem, posiadającym u podnóża skarpy, na której rozciągało się miasto – stajnie i pomieszczenia na wozy , w pobliżu uliczki prowadzącej do rynku koło dzisiejszej gospody, a dom na początku dzisiejszej uliczki Potockiego, dawniej zwanym od nazwiska ostatniej właścicielki za życia mojej mamy – domem pani Cisakowej.

Pradziadek był podobno był wysokim, niezwykle przystojnym mężczyzną o ciemnych włosach, takiej samej oprawie fiołkowych oczu i postawnej sylwetce.

– Właściciel wozowni w Bieczu, był prawdziwie płodnym antenatem, który miał kilkanaścioro dzieci z dwóch żon. Był człowiekiem dość zamożnym, lecz rodzili mu się sami synowie i trzeba było utrzymać liczną rodzinę. Zapewne rozpoczął budowę domu w centrum Biecza , po ożenieniu się z babcią Konstancją Kwiatkowską w 1867 roku. Wtedy także budowano u podnóża skarpy linię kolejową Stróże – Zagórz, która miała zrewolucjonizować życie miasta.

Tam zapewne, gdzie znajdował się dom rodzinny wszystkich poprzednich Ołpińskich zrujnowany po zarazach, pożarach i przemarszach wojsk obcych mieszkali jego stryjowie, a może ojciec Ignacy z kolejną żoną i młodszymi dziećmi, a po jego śmierci w 1863 roku tylko wdowa po nim.

Edmund ożenił się bardzo późno jak obyczaje ówczesne, bo miał już 32 lata i był kawalerem, kiedy panna młoda liczyła sobie zaledwie lat osiemnaście.

Nie wiadomo czym należy wytłumaczyć to opóźnienie w założeniu rodziny, czy wojażami dziadka spowodowanymi powstaniem styczniowym, ewentualnym uczestnictwem, czy dowozem zarobkowym w tym burzliwym czasie czy jakimiś innymi niewytłumaczalnymi na razie okolicznościami. Wiadomo np. że jego stryjeczni bracia Kazimierz i Stanisław z Bobowej uczestniczyli czynnie w powstaniu styczniowym.

Sam natomiast pradziadek ma bardzo dziwny zapis w księdze Liber Copulatorum pod datą 1867 , jako zawierający związek małżeński rezerwista c. k. wojska z wymienieniem nazwy batalionu Fryderyk Wilhelm . I jeśli ten wpis nie był kamuflażem dla uczestnictwa w powstaniu styczniowym, to pradziadek był zwerbowanym żołnierzem wojska austriackiego od lat swej pełnoletności w roku 1853 do roku 1866. Służba w wojsku w jego wypadku trwała bardzo długo , prawie 12 lat, czyli ominęło go uczestnictwo w zrywie narodowym, epidemia cholery i głodu oraz innych klęsk epidemiologicznych. I dlatego mógł ożenić się dopiero w wieku 32 lat i zacząć nadrabiać stracony czas na bezmyślne wojowanie w cudzej sprawie. Identyczny wpis jest odnotowany przez ks. Jaszczóra przy nazwisku przyszłego szwagra Kwiatkowskiego, którego siostrę pojął za żonę pradziadek.

Jego pierwszy Antoni urodził się w 1868, ale zmarł niebawem, kolejny syn Ignacy urodził się w roku 1870, a drugi żyjący syn Franciszek w roku 1872 , wedle amerykańskich danych odnalezionych przez Aleksandrę w spisie ludnośćci USA z roku 1932, lecz nie odnalazłyśmy jego zapisu chrztu w Liber Natorum.

Wszystkich dzieci babcia Konstancja urodziła aż czternaścioro, z których wiele umarło tuż po urodzeniu. Imiona dzieci z pierwszej i drugiej żony się powtarzają, co oznacza że śmiertelność niemowląt była przerażająca, a rodzice z uporem nadawali te same imiona następnym przychodzącym na świat dzieciom.

Nowy dom nadawał się już w 1877 roku do zamieszkania , gdyż w 1878 urodził się w nim i został zapisany syn Piotr, w Liber Natorum, a wcześniej urodzone dzieci są zapisane w księgach Belnej, jak mój dziadek Ignacy i młodsi bracia. Wszyscy synowie z żony Konstancji wyemigrowali do Ameryki : najstarszy Franciszek w atmosferze skandalu obyczajowego, gdyż uciekł po prostu zabierając ze sobą w daleką podróż za ocean – macochę . Była nią trzecia żona , którą dziadek Edmund poślubił w 1910 roku, kiedy liczył sobie lat 75, a jego syn – uwodziciel 38 lat, w momencie zaślubin ojca. Nazywała się Apolonia Pabiszowa z domu Osikowicz, córka Stanisława i Katarzyny. Miała kilkunastoletnią córkę z pierwszego małżeństwa i zabrała ją ze sobą uciekając z pasierbem do Ameryki. Pochodziła z pobliskiej Kobylanki.

Pradziadek przyzwyczajony do kobiety w domu i potrzebujący pomocy przy wychowywaniu najmłodszych dzieci , po śmierci babci Konstancji znalazł następczynię , drugą żonę w1890 roku.

Była nią Aniela Bara, która prawdopodobnie jeszcze za życia babci pełniła posługi w domu, może była mamką, ponieważ natychmiast zaczęła mu rodzić kolejne dzieci, bo już pod datą 1890 zapisano w Liber Natorum syna Adama, który umiera w roku urodzenia i córkę Wiktorię (znowu to samo imię jak ostatniej z Konstancji !) w 1891 roku, a w 1892 roku urodził się następny syn Wojciech, potem w 1895 roku Juliusz , który na pewno był wcielony do austriackiego wojska – bo nie było słychać w rodzinie o Legionach i zapewne ginie niepotrzebną śmiercią żołnierza w 1915 roku, może w słynnej bitwie pod Gorlicami ?! , w wieku lat 20 – to …….. to tylko hipoteza ….

W roku 1897 przyszedł na świat syn Józef i dręczy mnie dylemat : czy to ten sam, którego pamiętam z lat wczesnej młodości jako bieckiego woźnicę wozu zaprzężonego w dwa konie , który beztrosko kursował przed upowszechnieniem maszynowych środków lokomocji w Bieczu, aż do roku 1963 ?

I czy to ten likwidował nasz dom i całą posesję w momencie sprzedaży wymuszonej przez komunistyczne władze miasta ?

Profesja ta sama, odziedziczona po ojcu, którego pamiętał, bo urodził się kiedy ten liczył sobie lat, ba bagatela ….sześćdziesiąt dwa ?…. ale ponieważ pradziadek umarł dopiero w 1919 roku , Józef miał wtedy 22 lata. I……. Zmarł dopiero mając 84 lata ,czyli po I wojnie światowej !!! i po zawarciu trzeciego związku małżeńskiego z Apolonią Pabiszową z Kobylanki .

I tu arcyciekawa UWAGA : !!!

W księdze zapowiedzi pod datą 16 sierpnia 1910 roku widnieją nazwiska narzeczonych wdowy Apolonią Pabiszowej i ……. wdowca Edmunda Ołpińskiego !!! A w księdze Liber Mortuorum zapisano pod datą 18 sierpnia 1910 śmierć poprzedniej żony dziadka Anieli Bara, liczącej sobie lat 38 w chwili rzekomego zgonu. ! …..

A poza tym powinno być zapisane, że miała lat 48, skoro w 1890 liczyła 28 !!

Na szczęście dla niego , tam w dalekim kraju syn Franciszek ograniczył prokreację z macochą i nie mieli dzieci, gdyż wystarczyła im córka macochy z jej pierwszego małżeństwa, jako że gdy wychodziła za mąż za pradziadka, to już była wdową , a dziadek ujął sobie dwa lata przy akcie drugiego ślubu, podając, że ma t y l k o 53 lata. W ogóle ten zapis jest bardzo dziwny w Liber Copulatorum.

W każdym razie to siły witalne pradziadka sprawiły, że do dziś nazwisko Ołpiński nie zginęło i późniejsza gałąź trwa i trwa i będzie trwała, bo na szczęście nic nie zapowiada jej wymarcia w przeciwieństwie do najstarszej gałęzi rodu.

A teraz różne refleksje… bardzo możliwe, że dziadek żeniąc się tak późno nadrabiał ochoczo stracony czas na zajęcia wojenne lub handlowo – podróżnicze, skoro od 32 roku dopiero zaczyna płodzić swe potomstwo w nadmiarze sięgającym liczby dwudziestu pociech: 14-ro z pierwszej i 7-ro z drugiej żony i nic niestety nie wiadomo czy miał potomstwo z trzecią i to właśnie z nią uciekł do Ameryki syn Franciszek. A ile z nich dożyło wieku dorosłego? Ktoś, kiedyś może będzie tego dochodzić…

Koniec XIX wieku w małym, upadłym miasteczku galicyjskim, jakim był wtedy Biecz… życie było trudne, ciężkie i monotonne, oczywiście do czasu wybuchu I wojny światowej. Jedynym pozytywnym aspektem odróżniającym to drugie schyłkowe półwiecze, był fakt założenia na nowo po XVI wiecznej świetności – szkoły powszechnej, dostępnej dla wszystkich dzieci, miejskich i z okolicznych wsi. I ten pierwszy stopień edukacji zdobywali głównie chłopcy, bo dziewczynki poprzestawały na nauczeniu się pisania i czytania, czyli czteroklasowej szkole. Pamiętajmy, że już Biecz korzystał wtedy z reformy administracyjnej , jaką była autonomia Galicji od 1867 roku i w tymże roku można już było żądć wprowadzenia języka wykładowego zgodnie z wolą ludności czyli w wypadku Biecza – języka polskiego. Język polski za dwa lata został także wprowadzony do administracji i sądów.

Drugim faktem wpływającym dodatnio na rozwój rynku pracy było powstanie kopalnictwa naftowego w pobliskich Siarach oraz Libuszy.

Vide : niżej artykuł o kopalnictwie ropy .

Wielu okolicznych chłopów znalazło zatrudnienie w kopalniach w Libuszy, Glinniku i na Załawiu. Panorama miasta została wzbogacona o nieznane zupełnie dotychczas nowo wzniesione wieże wiertnicze konkurujące z wysoką wie żą miejskiego ratusza. Rzemieślnicy miejscy więc mieli więcej amatorów na swe wyroby , kupowane na bieckim targu lub jarmarkach. Ale głównie dochody zwiększali Zydzi, którzy całkowicie niemal zdominowali rynek handlowy w Bieczu. Wybudowali w Rynku bóżnicę i pięknie ją przyozdobili, założyli także kirkut nieopodal gospodarstwa ogrodniczego pana Kośmidera. Każdy niemal dom w centrum Biecza miał od podwórza wejście gospodarcze dla zwierząt domowych czyli głównie bydła i koni. Oj, nie pachniało wtedy w Bieczu chemikaliami, lecz zapaszek unosił się zdrowy, swojski z każdej stajni i obory, bo także i nasz dziadek miał w tym znaczącym zajęciu swój udział chowając także dorodne okazy nierogacizny wszelakiej. A skrzętnie zbierany do specjalnych dołów nawóz wywożony był dwa razy do roku na otaczające Biecz pola uprawne własne i z legatów ks. Bochniewicza. Najzamożniejszymi mieszczanami już nie są wtedy jak ongiś kupcy winni , lecz handlarze z rzeżnicy świńscy. I oni przejęli pałeczkę stanowienia o wszystkich problemach miasta , oni są wybierani na rajców, oni muszą ściągać dla cesarza podatki i troszczyć się – bezskutecznie jednak o restaurację ratusza, wieży zegarowej, grodu i najważniejszej – fary. I tego ciężaru nie są w stanie ze swych dochodów unieść, zabudowa miasta nadal popada w ruinę, na zawalonych murach miasta najbiedniejsi , napływowi mieszkańcy budują małe domki , najczęściej drewniane.

Ulice wiosną i zimą zamieniają się w błotniste szlaki , mało przypominające miasto, wielki pusty rynek zapełnia się ludnością i wozami konnymi jedynie w dnie targowe. Ten XIX Biecz z rycin w niczym nie przypomina świetnego małego Krakowa z XVI wieku. Jest typowym przykładem przysłowiowej nędzy galicyjskiej, tak, jak to opisał w swej książce Stanisław Szczepanowski : „Nędza Galicyi” w 1888roku.

Nic więc dziwnego, że wtedy właśnie zaczął się wielki exodus z miasta, który z różnym nasileniem trwa do dziś. Największa fala emigracji zarobkowej z Biecza przypada na koniec XIX wieku i początek XX wieku. I dają jej początek dzielni i odważni synowie pradziadka Edmunda ruszający w poszukiwaniu pracy i godziwego życia za Oceanem Atlantyckim. Wyruszają sami lub w towarzystwie kolegów , jeden plasujący się w Nowym Swiecie, pociągał za sobą następnego, wszyscy prawie zaraz za dwa lata sprowadzają swoje żony lub siostry i kandydatki do pracy w USA. Ruszają więc sąsiedzi za sąsiadami, krewniacy za kuzynami, wszyscy pełni nadziei na lepsze życie i poprawę losu. A ponieważ w tak małym miasteczku liczącym wtedy około 3000 ludzi wszyscy są spokrewnieni ze sobą , prawie każda rodzina wyekspediowała kogoś spośród siebie. I wybierają się do tej wymarzonej Hameryki….. trzydziestolatkowie , dwudziestolatkowie i ci zmykający przed werbunkiem do wojska. Wyjeżdżają kobiety i dziewczyny, matki obarczone malutkimi dziećmi, jak synowa Edmunda – Ignacowa czyli moja babcia Anna w 1901 roku w ślad za swym mężem Ignacym. Jedzie z nimi szwagier i brat zapraszającego, wszyscy dostali szyfkarty z opłaconym powrotem . Większość zostaje na stałe, ale część powraca wzbogacona i ustawiona na całe życie w nowym statusie ekonomicznym i w wolnej Polsce. Wyjechali z rozebranej na części i zniewolonej – wracają do niepodległej ojczyzny, aby wspólnym wysiłkiem odbudować ją ze 150-cio letniego zniszczenia. Wyjeżdżają więc Cetnarowicze, Jagielscy, Paszyńscy i przedstawiciele wszystkich innych starych rodów bieckich. Wspierają się wzajemnie i rozrastają w starym i Nowym Swiecie. A wiek XX otwiera przed nimi tajemnicze , ale jednak pełne katastrof wrota do nieznanej przyszłości.

Konstancja Kwiatkowska – Ołpińska
Konstancja Kwiatkowska – Ołpińska urodziła się w sto trzydzieści lat po straszliwej zarazie, która zmiotła całą ludność tego królewskiego miasta – Biecza. Jej pra pra dziadek jako , jeden z trzech pozostałych przy życiu ludzi przetrwał i w 1721 roku żył, ocalały jako jeden z trzech pozostałych przy życiu obywateli wielkiego ongiś miasta. Skąd wiem , że dziadek ? bo nie było innych obywateli żywych w mieście. Nie ma także żadnych ksiąg z tego okresu, nawet ks. pleban był wójtem do 1802 roku ks. Jan Bochniewicz z powodu braku innych rajców miasta Biecza.
W księdze lustracyjnej z roku 1721 zapisano, że na ulicy św. Ducha przy kościele szpitalnym ufundowanym przez św. Jadwigę ( zauważcie w roku 1721 ! nazywa się królową Jadwigę świętą !!! ) jest domek nowo naprawiony, w którym zmarł pan Orłowski i że teraz mieszka w nim… K w i a t k o w s k i… a za 130 lat księgi notują naszą prababcię, która wychodzi w wieku 18 lat za mąż za naszego 32 – letniego prapradziadka i rodzi mu tyle dzieci. Aż czternaścioro, a może nie wszystkie zostały zapisane, albo odnalezione w księgach.: byli to sami synowie i tylko dwie córki, pierwsza córka Antonina., w 1881, ostatnia Wiktoria 1889r.

Konstancja była córką Antoniego Kwiatkowskiego i Magdaleny Gumuła.

Wśród dzieci jej najstarszym wydaje się być syn Antoni ur. w 1868 r, potem Jan i Ludwik – bliźniacy w 1869, następnie – mój dziadek Ignacy ( II ) urodzony w 1870 roku, kiedy jego rodzice Edmund miał lat 35 lat a matka 21 lat, potem był Franciszek ur. w 1872 roku, trzecim Ludwik w 1874 roku, dwóch Piotrów jeden za drugim 1876 i 78, Władysław w 1882, Adam w 1883, Józef 1885, Aleksander i Jan w 1888 – drugi raz bliźniaki ! Rodząc swoją ostatnią córkę mogła zbliżać się do klimakterium , i to dziecko urodzone po bliźniętach, które nie przeżyły, w 1889 – Wiktoria – jedyna córka ; którą nazwano Wiktorią na znak zwycięstwa w oczekiwaniu na dziewczynkę ….w 1889 , zaraz potem chyba umiera, bo rodzą się następne dzieci z innej żony od roku 1890 !!!! Nie wiadomo czy to była córka Konstancji czy Anieli Bara, bo też to imię nosi córka Anieli i Edmunda , zapisana pod datą chrztu w roku 1891r. zmarła w dwa lata po śmierci matki 20 marca 1892 roku mając trzy latka. Pierwszym synem z drugiej matki jest Adam , który umiera zaraz po urodzeniu z Anieli Bara.

Zapisy metrykalne w księgach Biecza notowane są dopiero w roku 1878 w domu nr , natomiast wcześniejsze od tej daty , poprzednie notowane są w domu na Przedmieściu nr 350 w domu Kwiatkowskich, w księgach Belnej, bo tam zapewne przed wybudowaniem nowego domu w samym Bieczu, mieszkała rodzina zanim się przeprowadziła do centrum.)

Nie wiadomo także, w której księdze znajduje się ZAPIS O URODZENIU syna FRANCISZKA drugiego z dwóch najstarszych, żyjących synów.

a w 1890 prababcia zmarła w dniu 6 stycznia 1890 roku utrudzona ciążami i porodami w okresie dwudziestu ośmiu lat prokreacji rodu. Siedmioletni jej synek Adam pod opieką macochy Anieli przeżył swą mamusię tylko o rok, zmarł 30 grudnia 1890 roku.

Dziadek, jednak przyzwyczajony do obecności kobiety przy swym boku, niezbędnej gospodyni w prowadzeniu domu i rolnego gospodarstwa nie dał za wygraną, potrzebował także opiekunki do bardzo małych młodszych latorośli, które matka osierociła, więc ożenił się zaraz powtórnie – w roku śmierci Konstancji czyli w 1890 z wzmiankowaną Anielą Bara, która miała w chwili ślubu 28 i pół roku i zaraz zaczęła rodzić dziadkowi następne dzieci.

Niejasne jest także zapisanie dwu dziewczynek imieniem Wiktoria 1889 i 1891 czy to jedna i ta sama czy dwie ? Z różnych matek ?

Owa druga żona była przy Konstancji i Edmundzie jako piastunka do dzieci .

I jeszcze jedno, dat urodzin dzieci starszych Edmunda i prababci Konstancji należy szukać w księdze Belnej, Przedmieścia, widocznie budowali dom w Bieczu i przeprowadzili się tam dopiero w 1877 roku, a jak zapisano w bieckiej księdze syna Piotra, który zmarł w dzieciństwie.

Prababcia Konstancja chyba nigdy nie pozostawała w ciągu swojego krótkiego życia poza stanem błogosławionym, natychmiast po urodzeniu była przy nadziei z kolejnym potomkiem i tak od samego ślubu zawartego w Bieczu w 1867 roku.

Urodziła się w 1849 roku, a więc była silnym dzieckiem, skoro przetrwała epidemię strasznej cholery zbierającej swoje nieubłagane żniwo w latach 1849 – 1855 – 56. Na lata jej dzieciństwa i wczesnej młodości przypada okres ciężkich klęsk elementarnych, jak lata suszy, głodu, zarazy ziemniaczanej i choroby, od której wymarło prawie dwie trzecie mieszkańców, zwłaszcza dzieci. Z tego okresu pochodzi cmentarz choleryczny, gdzie nie nadążano chować zmarłych i przysypywano zwłoki jedynie wapnem, bez właściwego pochówku, a ludzie unikali się wzajemnie i nie kontaktowali . Do dzisiaj w Bieczu stoi pod klasztorem kapliczka upamiętniająca to katastrofalne wydarzenie, za domem Anieli Ołpińskiej – Piękosiowej.

Jak wyglądało jej codzienne życie od wczesnej młodości, kiedy nieustannie chodziła w ciąży z kolejnym dzieckiem, które wkrótce umierało ? Przeżyli tylko najstarsi synowie, i wyemigrowali do Ameryki zaraz po jej przedwczesnej śmierci. Miała zaledwie 40 lat …….i czternaścioro dzieci, na pewno dwie pary bliźniąt, a przecież księgi nie notowały poronień, a z uwagi na ciężką pracą fizyczną ponad siły, musiały się one przydarzać. Umarła zapewne z wycieńczenia po ostatnim porodzie po długo oczekiwanej córeczce Wiktorii. Musiała mieć komplikacje poporodowe i już nie wyzdrowiała …. a jakąż wtedy była opieka medyczna ?

Jedna stara akuszerka, która przyjmowała wszystkie przychodzące na ten świat dzieci. Pamiętam z jaką nabożną czcią i szacunkiem nasza mama wskazywała dom pani Cisakowej – akuszerki, która zamieszkała właśnie w domu pradziadka Edmunda chyba po jego śmierci.

Za życia prababci zaszło tyle rewelacyjnych zmian, jak np. budowa linii kolejowej tuż pod jej domem, kilkanaście lat przed jej odejściem w zaświaty. Można sobie wyobrazić, jak jej maluchy wyglądały przez okna swego domu na sztrekę, aby zobaczyć tego rozpędzonego, parskającego parą czarnego potwora, tuż na dole, gdzie tak niedawno ich ojciec miał stajnie i trzymał w niej swoje konie i wozy. Musiał chyba je zlikwidować i może to był ten dodatkowy stres, który ją zabrał ….. to zmartwienie …..co teraz z nami będzie, odwieczne strapienie matki rodziny wielodzietnej.

Bo ze swych okien musiała oglądać kładzenie torów pod budowaną linię kolejową, która dla niej oznaczała utratę dotychczasowego bytu, katastrofę podstaw – ta likwidacja stajni i powstanie na jej miejscu torów tzw. sztreki . Były to lata 1872 – 84 , a ona biedna nie rozumiała dlaczego takie nieszczęście spadło na jej, właśnie rodzinę. Być może dziadek po utracie miejsca swojej pracy zubożał, nie potrafił dostosować się do nowej sytuacji, przekwalifikował się na szewca, aby dać utrzymanie wielkiej rodzinie i dlatego proboszcz notuje w 1910 roku jego zawód jako szewc, kiedy pradziadek jako narzeczony daje na zapowiedzi z trzecią kandydatką na żonę .

Miał wtedy 75 lat i wedle ówczesnego pojęcia był zgrzybiałym starcem, a nadal mieszkały w jego domu najmłodsze dzieci i a należało uprawiać spory areał ziemi przyznanej wielodzietnej rodzinie przez władze miasta z legatu ks. Bochniewicza. Dlatego potrzebne były nowe ręce do pracy, aby podołać zadaniu uprawiania pola, utrzymaniu zwierząt domowych, koni jako siły pociągowej, krów jako dostarczycielek mleka i koniecznego nawozu do uprawy. Dlatego ożenek pradziadka miał przede wszystkim aspekt ekonomiczny, nowa żona, młoda, powinna gwarantować normalną egzystencję rodziny. Te hektary ziemi z legatów znajdowały się poza miastem w kierunku do wsi Binarowa i na mocy postanowienia dobroczyńcy Biecza, otrzymywały je każda z rodzin wielodzietnych, jako że w XIX wieku już nie można było się utrzymać z samego rzemiosła i uprawa roli stanowiła o podstawie bytu. Był to typowy proces we wszystkich małych miasteczkach Małopolski, upodabniających się do okolicznych wsi. Trzeba bowiem zauważyć, że na skutek zarządzeń austriackich cały handel skupili w swych rękach Zydzi masowo napływający do miasteczek …….Co czuła biedna babcia zmordowana ciążami i porodami i chorobami oraz śmiercią swych niemowląt , niosąca cały trud prowadzenia i utrzymania domu ? I jeśli pradziadek jako długoletni żołnierz wojskowego drylu zastosował w domu owe zdyscyplinowanie domowników, to bezmiar jej poświęcenia i trwania rodziny wydaje się uświęcony bezprzykładną cierpliwością i pokutą za nie popełnione winy.

Zatrudniała do pracy sezonowej ludzi ze wsi, którzy byli w jeszcze trudniejszej sytuacji ekonomicznej. Byli to tzw. zagrodnicy, chłopi nie posiadający pola, a mieszkający dookoła Biecza w lichych chałupkach, lub wyrobnicy, mieszkający kątem komornicy. Toż ona właśnie powinna być ogłoszona świętą, Matką – Polką !!! Nic dziwnego, że na jej cześć nadawano dziewczynkom – wnuczkom i krewnym jej imię, tak jak dostała je moja cioteczna siostra Iga , widocznie jej mama opowiadała o babci Konstancji.

A gospodarność naszej mamy, która zapewne też słyszała z opowiadań od swojego ojca Ignacego peany na cześć babci Konstancji, jak to była wspaniałą gospodynią, najlepszą z matek, wszystko umiejącą i ze wszystkim umiejącą sobie poradzić, łącznie z hodowlą krów i prowadzeniem gospodarczym domu, prawie wiejskiego.

I od pierwszej połowy XVIII wieku wszystkie dzieje rodziny Kwiatkowskich i Ołpińskich rozgrywały się na tej samej uliczce prowadzącej do grodu i szpitala św. Ducha, później zwanym kr. Jadwigi, dwadzieścia kroków od płd. wschodniej pierzei rynku naprzeciwko domu Pańskiego, i w latach powojennych ( po II wojnie świat) za domem Bartusiaka.

Czy malutki Przemek, jej XX wieczny potomek po kądzieli, trzymany przy oknie z widokiem na rzekę Ropę i biegnący równolegle tor kolejowy – przez swoją babcię Marię z Ołpińskich, a wnuczkę Konstancji miał pojęcie, że oglądał ten sam zachwycający dla niego widok, który jego pra pra babcię napawał przerażeniem i skrócił jej życie ? Tak wyglądają pokolenia i jakże inne są ich spojrzenia na te same sprawy …. jak bolesne jest niedostrzeganie i lekceważenie wysiłków poprzednich pokoleń, ich zmagania się, aby potomkowie mogli się cieszyć i radować na gruzach ich bólu i cierpienia, wyrzeczeń i heroizmu. tak ważne jest poznanie swych korzeni, aby docenić tę nieustanną mrówczą pracę poprzednich pokoleń, aby ich nie zmarnować, a przeciwnie otaczać czcią i należnym szacunkiem z obietnicą kontynuacji wielkiego dzieła przodków.

Nawet nie wiem, gdzie są mogiły babci i dziadka na starym bieckim cmentarzu, położonym na wysokim wzniesieniu, zapewne dawno je wielokrotnie przekopano, żadnego śladu ich życia i bólu i pracy, tylko pamięć wnuków nich będzie wiecznym wyrazem hołdu dla ich życia , niech trwa i nigdy nie przeminie.


List

List bardzo osobisty, międzypokoleniowy, osoby przedwojennej do prężnego 35-latka. Dywagacje o przodkach i wchodzeniu do Europy.

Kraków 13 grudnia 2002 r.

Drogi Pawle!

Jak w tytule, niech to będzie monolog wymuszony Twoimi uwarunkowaniami. My nie musimy wchodzić na kolanach do Europy. My w niej jesteśmy od przeszło tysiąca lat i oni, nasi sąsiedzi z za zachodniej miedzy są nam coś winni , za Przedmurze i krew przelaną pod Wiedniem, co było dla nas początkiem klęski suwerenności, coś, za skrywany przez lata oficjalny lub mniej Drang nach Osten, traktat Loevenwolda 1732 , kiedy trzy czarne orły wykreśliły nas z mapy Europy pod względem politycznym i za wolne niebo nad Londynem.

I właśnie nasi przodkowie latami ciężkiego więzienia – nie tylko eufemistycznie zwane zsyłką syberyjską – zapłacili Kufsteinem na przykład , Hradczym Kopcem , Theresienstadt ,więzieniem berlińskim, obozami III Rzeszy, położonymi w zachodniej Europie. Te narody są nam coś winne za hipokryzje wielu lat, ciemiężenia i eksploatacji ekonomicznej i politycznej. Dlatego jest to dobry okres dla przypomnienia konsekwencji panowania habsburskiego , obalenie mitu dobrotliwego sprawowania władzy cesarzy europejskich, niesienia dobrodziejstw zachodniej cywilizacji. To my ją wielokrotnie obroniliśmy swym orężem wtedy pod Wiedniem i nad rzeką Wisłą, przed cywilizacją Azji i jej okrucieństwa. Broniliśmy się przed janczarstwem, germanizacją i zależnością każdego rodzaju. Dziś stoimy u progu ponownego, totalnego uzależnienia, spełnia się marzenie i doktryna niemieckiego kanclerza Kurta Georga Kiesingera :-:podporządkujemy sobie ten kraj i nasza polityka nie będzie się nazywała agresją, bo wykupimy sobie bilet do powrotu na ziemie wypędzonych, i ten nowoczesny Ordnung nabierze wyłącznie treści ekononomicznej. I tak my będziemy dyktować zjednoczonej Europie nasze warunki , będziemy potencjalnym olbrzymem wobec ekonomicznego karła. Naszym przodkom uwięzionym w odrażających celach austriackich i pruskich więzień, nie taka Polska się śniła i nie za taką oddawali swe młode życie, idąc niemal bezbronnie naprzeciw politycznej przemocy mocarstwa, które potrafiło swą polityką hipokryzji i zakłamania skłócić rodaków, aby ci najmniej świadomi obrócili swą przemoc cepów, noży i kos przeciwko światłym umysłom i gorącym sercom młodych synów szlacheckich, nowo powstałej inteligencji i mieszczan. Dlatego trzeba wydobyć z mroku celowego i programowego zapomnienia nazwiska Juliana Goslara, Edwarda Dembowskiego , braci Czaplickich, Lesława Łukasiewicza, E.Ulatowskiego, Józefa Zaliwskiego, F. Białkowskiego, K. Borkowskiego i wielu , wielu księży jak Zaboklickiego, Bereźnickiego, Stokowskiego, Putałkiewicza,Spławińskiego, Wojnarowskiego , Morgensterna, Nahlika i chociażby naszego Ołpińskiego z Biecza. I trzeba przypomnieć pracę polskich węglarzy – emisariuszy dr Karola Kaczkowskiego, Jerzego Bułharyna, Adolfa Dawida, i Hugo Wiśniewskiego, Seweryna Goszczyńskiego, Teofila Wiśniewskiego , Szymona Konarskiego, i Franciszka Smolki, którzy bez kompleksów wobec dyktatu Europy zachowywali i walczyli o suwerenność Polski, o jej odmienność narodowej tkanki.

To tylko kilka niezbędnych uwag tytułem wytłumaczenia, dlaczego publikacja jest pilna, a Tobie pozostawiam realizację literacko – publicystyczną wraz z prawem sięgnięcia po powyższe wspominki historyczne.

Pozdrawiam Anna


List

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus !
Czcigodny Przeorze!

Proszę mi wybaczyć tę formę listu, ale w XXI w jet ona najszybsza i najwygodniejsza. Trochę się znamy , gdyż dzięki Ojca wstawienniczej pracy redakcyjnej w Terra Biecensis zamieszczono w Nr 2 /2002 mój tekst o ś. p. Władysławie Tryszczyle, moim ojcu. I teraz z całą rewerencją należną Gwardianowi OO. Reformatów w Bieczu ośmielam się zachęcona poprzednim sukcesem, poddać surowej krytyce następny materiał opracowany na potrzeby aktualnego czasu, dotyczące wchodzenia do Europy przez XXI-wiecznych europejczyków. Aby im pomóc wydobyć się z kompleksów, wymyśliłam sobie, że dobrze będzie przypomnieć losy wcześniejszych rdzennych – polskich europejczyków, którzy wcale nie turystycznie się znaleźli w jej centrum. Przyznam się jednak, że jako długoletnia nauczycielka historii – wtedy z przydomkiem nieprawomyślna – marzę o udostępnieniu tegoż tekstu młodzieży bieckiego liceum. Proszę więc o konsultację, czy w tej formie może on zostać skierowany do szkoły do wykorzystania. Mam na uwadze treści dotyczące węglarstwa – nie chciałabym zamieszać bieckim pedagogom oraz katechetom, którzy obecnie przedstawiają jedynie słuszne spojrzenie na masonerię p. St. Krajskiego. Dlatego wolę schować się za autorytet Wielebnego Ojca, zanim ten tekst do nich wyślę, gdyż jeśli młodzież nie jest przygotowana, to będą mieli kłopoty wymienieni pedagodzy, z wytłumaczeniem różnic między dawnym, a współczesnym pojęciem masonerii. Po prostu nie wiem jakich lotów jest obecnie historyk w liceum, tudzież katecheci.

W zanadrzu mam drugi, bardzo ostry tekst dotyczący początków władzy ludowej w powiecie jasielskim i Bieczu, pt. Prekursorzy PRL w Bieczu. Chętnie go prześlę na Ojca adres z wiadomego powodu, ten czas nie sprzyja takim wywodom, a w Bieczu mieszkają jeszcze potomkowie sprawcy morderstwa. Wolę, żeby ten tekst pozostał do dyspozycji Ojca i przechowany na lepszy czas, we właściwej szufladzie, gdzie znajdują się teksty wspomnień braci reformatów np. z czasów okupacji, także dotychczas nie opublikowane. ( jestem wnuczką okupacyjnego burmistrza Biecza, wspomnianego w książce o. Pasiecznika na str 129 Ignacego Ołpińskiego.)

Z ogromnym zainteresowaniem przestudiowałam dzieło ojca Pasiecznika, które przed kilku dniami otrzymałam w prezencie gwiazdkowym. Wyd. w r 1984. Ku wielkiej radości i zaskoczeniu znalazłam tam frapujące mnie wzmianki o rodzinie, zakorzenionej w Bieczu od pokoleń. I teraz mam pytanie , licząc na łaskawość Ojca Gwardiana i odpowiedź w wymienionych kwestiach, najkrócej jak można, żeby nie absorbować cennego czasu mocno zajętego przeora.

Czy ojciec Pasiecznik jeszcze żyje ? Czy mogę z nim nawiązać kontakt jeszcze na tym padole ?

Czy mogłabym uzyskać wgląd we wspomnienia braci i ojców Wajdy , M. Szumiarza, Ł. Skalskiego?

Czy mogłabym w jakiś sposób uzyskać sprawdzenie danych imienia i okoliczności daru proboszcza Ołpińskiego z 1733 roku – źródło AKB T. I, k 220.

Pragnę jeszcze nadmienić, iż mój dziadek mieszkał od fary oddzielony jednym domem – dr. Romana Soczyńskiego oraz jedną pustą parcelą, na ul. Kromera, był wybrany na funkcję burmistrza w roku 1938 jako animator Akcji Katolickiej w Bieczu i szczery katolik prowadzony duchowym przewodnictwem proboszcza i jeśli zgodził się przedłużyć funkcję na czas okupacji, to musiał to uczynić po konsultacji i za zezwoleniem oraz poradą na odwieczne pytanie „co czynić ” w trudnej sytuacji swego przewodnika, jakim był niewątpliwie dla niego proboszcz.

Wzmianka ojca Pasiecznika świadczy o cichym porozumieniu między zwierzchnością Kościoła , którego przedstawicieli internowano w Waszym klasztorze, a władzami okupanta; gwarantem spokoju miał być urzędnik magistracki czyli mój ś.p. dziadek biegle władający niemieckim i angielskim. W przeciwnym bowiem przypadku owi hierarchowie musieli by się znaleźć tak jak syn Ignacego – Klemens w Auschwitz, którego ojciec nie wybronił przed kaźnią na Pawiaku ani zgładzeniem w Oświęcimiu w roku 1942.

Z nadzieją na życzliwą odpowiedź, oraz naukową konsultacje w wymienionych wyżej kwestiach pozostaję szczerze oddana Bogu i Waszej Wielebności Bóg zapłać!

Kraków, dnia 15 grudnia 2002 Anna Tryszczyło – Mróz