Polska w czasie trzech rozbiorów, 1772-1779. Tom 1

„Polska w czasie trzech rozbiorów, 1772-1779; studya do historyi ducha i obyczaju” Tom 1 obejmuje lata 1772 — 1787.

Strona zawiera surowy, nieformatowany tekst w celu zapewnienia możliwości wyszukiwania pełnotekstowego poszukiwanych informacji poprzez wyszukiwarkę. Tekst może zawierać błędy maszynowe. Należy tę stronę traktować jako indeks pełnotekstowy do publikacji drukowanej w 1901 roku.

Strona główna Archiwum


„Polska w czasie trzech rozbiorów, 1772-1779; studya do historyi ducha i obyczaju”

Polska w czasie trzech rozbiorów

Warszawa. Druk Piotra Laskauera i S-ki.
POLSKA W CZASIE TRZECH ROZBIORÓW
1772 — 1799
STUDYA DO HISTORYI DUCHA I OBYCZAJU
J. I. KRASZEWSKIEGO
z 106 illustracyami oraz mapą kolorową Polski ż czasów Stanisława Augusta
Przedmowa Pro/. Szymona Askenazego.
Tom I.
1772 — 1787
W
WARSZAWA
NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA
1902

SPIS RZECZY.
Str.
Przedmowa do wydania II . . V
Przedmowa 1
I. Wstęp 9
II. Polska przed rozbiorem 25
III. Geneza podziału 59
IV. Sejm i delegacya 77
V. Cienie i światła 105
VI. Król i kraj 199
VII. Tyzenhauz i Zamojski 235
VIII. Sejm. Soltyka sprawa 273
IX. Sprawa Dogrumowej. Uwagi Staszica 295
X. Sejm. Zjazd w Kaniowie 347
XI. Piśmiennictwo 38
XII. 1775—1787 417

PRZEDMOWO.
W setna rocznicę pierwszego rozbioru Rzpltej polskiej
przedsięwziął J. I. Kraszewski wydanie książki niniejszej. Od
tej pory upłynęło dalsze trzydziestolecie. Przeminęło ono nie
bez śladu dla nauki historycznej, naw r et dla dość opieszałej, nie-
stety, na tym właśnie terenie, spaźniająeej się i zacofanej nauki
polskiej. W rzeczy samej, uczyniono odtąd znaczne postępy
naukowe w dziedzinie powszechnych dziejów nowożytnych wo-
góle, zaś polskiego okresu rozbiorowego w szczególności. Zy-
skała na obfitości wiedza nasza o tvm okresie. Zyskały na
dojrzałości nasze o nim sądy. Coprawda, te postępy, w ściślej-
szym obrębie historyografh swojskiej, dotychczas w pewnej tyl-
ko części i to w części nader niewystarczającej, zostały prze-
topione w czyn naukowy, pod postacią jednej albo drugiej wy-
bitniejszej pracy monograficznej. Skutkiem tego, w pewnej tyl-
ko, nader niedostatecznej mierze przeniknęły dotychczas do
szerszej samów iedzy publicznej. Jest w tern wielkie zaniedbanie,
jest wielka wina spółczesnego dziejopisarstwa polskiego, którą
też co rychlej, na wszelki sposób, wypadałoby naprawić i na-
grodzić. Jednakowoż, z tern wszystkiem, postępy faktyczne,
aczkolwiek należycie jeszcze niewyzyskane, nieuporządkowane,
niezorganizowane, aczkolwiek nieprzystosowane jeszcze do po-
ziomu i potrzeb nauki dzisiejszej i społeczeństwa, przecież nie-
wątpliwie same przez się istnieją i objawiają swoje działanie.
Pomnożyła się niepomału ilość uprzystępnionych przyczynków
źródłowych, dotyczących doby rozbiorowej. Udoskonaliła się
znacznie metoda krytyczna dla oceny ich jakości, celem wła-
II
ściwego ich zużytkowania. Zmężniał, ustatkował się, uspokoił
i poniekąd rozjaśnił sani kierunek wytyczny badania i wyro-
kowania, sam pogląd zasadniczy na niniejszą dobę oraz na jej
dziejowo-polityczny charakter i znaczenie.
„Czas trzech rozbiorów u jest to właściwie pojęcie pod wzglę-
dem ściśle naukowym dowolne. To znaczy — dowolnie odgrani-
czone przez swoje punkty kresowe początku i końca. Okres od
1772 do 1799 roku nie posiada właściwie żadnej innej, ściśle
ograniczonej, istotnej cechy specyficznej, ani ze stanowiska we-
wnętrznych dziejów polskich, ani też powszechno-europejskich,
oprócz tej jednej, że w tym to czasie ułożone, spisane i wyko-
nane zostały trzy pierwsze umowy podziałowe. Nie zamyka on

nawet ostatecznie samej, czysto terytoryalnej czynności podzia-
łowej. W istocie bowiem ta czynność, pozornie tylko wtedy za-
kończona, wnet, w najbliższym zaraz czasie, w kilka lat zale-
dwie po formalnem dokonaniu trzeciego podziału, całkiem nano-
wo zostaje otwartą i znajduje sobie niebawem całkiem nowy
wyraz w czwartym traktatowym akcie podziałowym tylżyckim
1807 roku, dalej w piątym traktatowym akcie podziałowym wie-
deńskim 1809 roku, wreszcie w szóstym kongresowym akcie po-
działowym wiedeńskim 1815 roku, zmodyfikowanym ostatecznie
i dopełnionym, na dzisiejszą modłę terytoryalną, przez wiedeń-
ski akt cesyi krakowskiej 1846 roku. Jeśli tak rzecz się ma ze
stroną czysto terytoryalną pierwotnych trzech umów podziało-
wych, to w wyższym jeszcze stopniu podobny zachodzi stosunek
względem ich strony prawno -politycznej, ulegającej kolejnym
modyfikacyom zasadniczym już wewnątrz samych tych trzech
aktów pierwotnych, a odmienianej doszczętnie we wszystkich
niemal następnych.
Tym sposobem, t. zw. epoka rozbiorów z punktu widzenia
samej już najistotniejszej czynności podziałowej przedstawia się jako
ułamkowy i przechodni epizod dziejowy. Tembardziej przedsta-
wia się jedynie jako taki epizod z punktu widzenia powszechnego
rozwoju dziejów europejskich oraz wewnętrznego rozwoju dzie-
jów polskich.
Pierwsze trzy podziały Rzpltej to było jedno łączne zja-
wisko, niezamknięte, niewykończone jeszcze w swoim istotnym
przebiegu, a równie skomplikowane w różnolitych swoich przy-
czynowych zaczątkach, jak dalekonośne w wielostronnych dal-
III
szych swoich konsekwencyach, lecz przedewszystkiem należące
w jednakowej mierze ze swojej istoty, genezy i następstw do
rzędu zjawisk ogólnej polityki międzynarodowej Europy nowo-
czesnej. Źródło podziałów spoczywało bezpośrednio w ogólnym
kierunku i duchu nowożytnej ewolucyi politycznej, jaka zapano-
wała w wielkim europejskim świecie mocarstwowym; ich sposób
wykonania został od niej bezpośrednio zależnym: ich skutki bez-
pośrednio na jej dalszym odbiły się toku. Podziały polskie były
jednem ze zjawisk pochodnych tamtej ewolucyi zasadniczej,
a mianowicie zjawiskiem o tyle wy jatko wem, że w niem mogła
ona wcielić się i wyrazić najwydatniej, najjaśniej, najzupełniej,
niejako najdoskonalej, dzięki wyjątkowemu w tym wypadku
zbiegowi sprzyjających okoliczności i czynników specyalnych.
Jedną z takich okoliczności, które ułatwiły dojście i urzeczy-
wistnienie w całej pełni onego zjawiska, była niedostateczna od-
porność Rzpltej. Z kolei, jednym z czynników, które złożyły
się na tę umniejszoną odporność, był niepomyślny obrót we-
wnętrznych stosunków polskich w ciągu końcowych okresów

konania państwa polskiego. To był czynnik nader ważny, nie-
zmiernie ważny: ale to był tylko czynnik, tylko jeden ze spół-
czynników; — to nie była przyczyna, ani jedyna, ani wystarczająca,
ani nawet główna przyczyna. Ta nic tkwiła w Rzpltej: miała
siedlisko w Europie owoczesnej.
W Europie owoczesnej XVIII stulecia odbywało się rady-
kalne przeobrażenie dotychczasowej odwiecznej składni między-
mocarstwowej. Odbywało się ono już od „samego zaczęcia stu-
lecia, przyśpieszone pod środek wieku ręką Fryderyka II, roz-
pędzone pod koniec ręką Katarzyny II. To przeobrażenie po
legało w szczególności na dwóch całkiem nowych, a niesłycha-
nie doniosłych faktach dziejowych: na moearstwowem wyniesie-
niu się Prus pośród Niemiec oraz Rosyi pośród Europy. Obadwa
te fakta epokowe, swojem ściśle równoległem i dopełniającem
się wzajemnie spółdziałaniem, przyśpieszyły i uczyniły nieuni-
knioną koniecznością ostateczny upadek dotychczasowych panu-
jących pojęć starego europejskiego prawa narodów (jus gentium)
oraz starego europejskiego systematu stałej równowagi zacho-
wawczej (aequtlibriitfh in słatu quo). Rzeczone pojęcia, wprawdzie
i dawniej już wielokrotnie, w chwili ponawiających się burzli-
wych przesileń dziejowych, ciężko na szwank narażane, na roz-
IV
maity sposób dotkliwie gwałcone, nieraz nawet przejściowo cał-
kiem zaćmiewane przez wręcz sprzeczną z niemi wojenną i dy-
plomatyczną praktykę międzynarodową, bądźcobądź jednak cią-
gle dotychczas były obecne, ważne i uznawane w zasadzie jako
niewzruszona podstawa normalnego prawnego porządku rzeczy:
odtąd zaś uległy pełnemu zawieszeniu na całej linii i zostały za-
stąpione w ten sposób, iź na miejscu pierwszego z nich stanęło
nowe pojęcie prawa mocarstw, opartego na związkach sojusz-
niczo-spółkowyeh, na miejscu drugiego — nowe pojęcie systematu
postępowej równowagi spółdzielczej, opartego na umownem usto-
sunkowaniu wzajemnych odszkodowań we wspólnych zyskach.
Te obiedwie rdzenne inowacye tak miały się do tamtych obu-
dwu faktów kardynalnych, jak skutek do przyczyny. W rzeczy
samej, z chwilą wyłonienia się na gruncie wszecheuropejskim
i środkowo-europejskim dwóch nowych pierwszorzędnych czyn-
ników mocarstwowych, wynikła konieczność zaspokojenia nieod-
partych ekspansywnych dążeń i potrzeb tych czynników. Zaś
tern samem, dla zrównoważenia powstałych stąd przewrotów
w składzie sił międzynarodowych, przewrotów radykalnych,
sięgających do głębi i utrwalających się na daleką przyszłość,
a nietylko, jak dotychczas, powierzchownych jeno i przejścio-
wych, — wynikła z kolei konieczność odpowiednich indemnizacyi
dla wszelkich innych potęg, zdolnych o nie upomnieć się i po-
kusić i na własną rękę je sobie przyswoić. To znowuź było
moźliwem li tylko w drodze działów na słabszych ustrojach pań-

stwowych i narodowych. Tak ustaliła się powszechna dążność
podziałowa, już nietylko jako przygodny wyjątek, lecz jako
stała samozachowawcza reguła, krępowana przy zastosowaniu
swojem w praktyce jedynie przez niezawisłe względy wykonal-
ności faktycznej w tym lub owym nastręczającym się wypadku,
w miarę warunków, niezbędnych dla porozumienia się stron
czynnie interesowanych w danym akcie podziałowym, jakoteż
w miarę szans, wymaganych dla przełamania rzeczywistej od-
porności danego biernego podziałowego przedmiotu.
Istotnie też cały wiek XVIII wypełniony jest po brzegi
nieprzerwaną koleją tłoczących się obok siebie, krzyżujących
się z sobą, prześcigających się nawzajem, planów i robót po-
działowych. Są one snowane i wprowadzane w wykonanie jednym
nieustannym ciągiem, w najrozleglejszym zakresie i w najroz-
maitszym kierunku. Ogarniają swoją siecią wszystkie niemal
ziemie i ludy europejskie, daleko nawet wykraczając po za gra-
nice lądu stałego tej części świata. A więc chodzi tutaj o po-
dział Rzeszy niemieckiej, w szczególności Baw r aryi, Saksonii,
ziem nadreńskich, posiadłości Kościelnych — pomiędzy Prusami,
Austryą, Francyą, w rozlicznych dwoistych skojarzeniach. Cho-
dzi o podział Austryi, a w szczególności Śląska, Czech, Nider-
landów i Włoch austryackich — pomiędzy Prusami a Francyą.
Chodzi o podział Anglii, a głów r nie Hanoweru i kolonii angiel-
skich — znowuż pomiędzy Francyą a Prusami. Chodzi przecież
kiedyindziej, naodw r rót, o podział Francyi i kolonii francuskich
pomiędzy Austryą, Prusami i Anglią. Chodzi na uboczu o po-
dział Holandyi i kolonii holenderskich — pomiędzy Anglią a Pru-
sami. Chodzi o podział Szwecyi, zwłaszcza Pomorza szwedz-
kiego, Inflant i Finlandyi — pomiędzy Prusami a Rosyą. Chodzi
o podział samychże Prus — pomiędzy Austryą a Rosyą. Chodzi
o podział Turcyi i jej posiadłości w r trzech częściach świata —
pomiędzy Rosyą a Austryą, z dopuszczeniem do uczestnictwa
Francyi i Anglii. Chodzi wreszcie o podział Rzpltej polskiej —
pomiędzy Prusami, Rosyą i Austryą.
Wszystkie te plany i roboty podziałowe nietylko były ob-
myślane i formułowane, lecz wszystkie bez żadnego wyjątku,
w mniejszym lub większym stopniu, były wcielane w czyn real-
ny w ciągu XVIII wieku. Zbrojną ręką, przewagą wojenną,
imano się w tym wieku ich niezwłocznego urzeczywistnienia we
wszystkich wyliczonych kierunkach i w mnogich jeszcze innych.
Tak więc w r przeciągu tego jednego XVIII stulecia, w r ojennie
i zbrojnie znaleźli się Anglicy w Tulonie, Korsyce, Wandei, Ka-
nadzie francuskiej; Francuzi— w Brukseli, Moguncyi, .Medyolanie,
Irlandyi, Indyach angielskich; Austryacy— w Strasburgu, Verdunie,
Monachium, Belgradzie, Czerniowcach, Lwowie, Krakowie; Prusa-
cy— w r Szczecinie, Wrocławiu, Pradze, Hadze, Hanowerze, Elblągu,
Poznaniu, Gdańsku, Toruniu, Krakowie, Warszawie; Rosyanic
wreszcie — w Azowic, Bachczyseraju, Tyflisie, Bukareszcie, Ate-
nach, Szlezwigu, Berlinie, Królewcu, Wyborgu, Rewlu, Rydze.

Gdańsku, Wilnie, Krakowie, Warszawie. Jak łatwo dostrzedz,
jak samo rzuca się w oczy, — co leżało zresztą w naturze rze-
czy, w zaznaczonem pierwotnem źródle, pierwotnym motorze teg.>
zjawiska, — przodowały tutaj w najpierwszym rzędzie obiedwio
VI
najmłodsze i najruchliwsze, rozrastające się najśpieszniej i naj-
przestronniej, mocarstwowe potęgi. Jednakowoż, nie wszystkie
oczywiście z tych ułożonych planów i dokonanych czynów po-
działowych dało się utrzymać i utrwalić nazawsze. Od znacz-
nej ich części wypadło niebawem odstąpić, wyrzec się, jeśli nie
myśli, to doraźnego ich wykonania. Natomiast pewną ich część,
tam zwłaszcza, gdzie lwie było uczestnictwo obudwu przodują-
cych potęg najsprawniejszych, udało się uskutecznić, dokonać,
ubezpieczyć na stałe, aczkolwiek do czasu w postaci ułamkowej
i okrojonej. Tak Prusy ubezpieczyły sobie zdobycze podziałowe
na Pomorzu szwedzkiem oraz Śląsku austryackim, tak Rosya —
na Inflantach i w Finlandyi szwedzkiej oraz na Czarnomorzu
i w Krymie tureckim. W jednym zaś wypadku udało się rzecz
uskutecznić już nie w połowicznej i urywkowej postaci, lecz
w najdoskonalszym i najpełniejszym sposobie, w całej rozciągło-
ści i zawartości podziałowego przedmiotu: w wypadku podziału
Rzpltej polskiej.
Z powyższego, bardzo prostego zestawienia faktycznego
oraz bardzo prostego logicznego wywodu wynika z całą oczy-
wistością prawda zupełnie elementarna, jaką wyraziliśmy u gó-
ry: iż podziały polskie należą przedewszystkiem, w najściślej-
szem i najobszerniejszem znaczeniu słowa, do rzędu zjawisk
ogólnych dziejów politycznych Europy nowożytnej. Ta prawda,
zdawałoby się, to jest bijący w oczy, najwidoczniejszy aksyo-
mat, najpospolitszy truizm. A jednak bywała ona częstokroć
i jeszcze po dziś dzień nieraz bywa zapoznawaną z gruntu, w głó-
wnej swojej treści, a zwłaszcza w doniosłych swoich konsekwen-
cjach, przesłaniana natomiast przez wręcz przeciwny zdawko-
wy paradoks, jakoby polskie podziały należały przedewszyst-
kiem do rzędu specyalnych zjawisk dziejów społecznych Polski
nowożytnej. Takie zboczenie sądu historyczno-politycznego po-
niekąd zapewne tłomaczy się wyjątkową naturą tego bezprzy-
kładnego dziejowego zjawiska, wyjątkową atoli nie ze względu
na swoją zasadniczą genezę— gdyż ta była mu wspólną ze wszel-
kimi innymi zjawiskami tego samego rzędu, — lecz wyjątkową
ze względu na techniczną formę swego wykonania, w tym je-
dnym wypadku tak raptowną, wyczerpującą, doszczętną i abso-
lutna.
To jest okoliczność najpierwszej wagi. Zarówno ze stano-

VII
wiska nauki historycznej, jakoteż z politycznego punktu widze-
nia, jest rzeczą najpierwszej wagi rpzróźniać ściśle pomiędzy
powszechną genetyczną przyczyną podziałów polskich, a tech-
nicznymi spółczynnikami ich wyjątkowo zupełnego uskutecznie-
nia. Te spółczynniki były nader różnorodne. Sprowadzały się
one, jak zaznaczyliśmy, bądź do wyższego w tym wypadku sto-
pnia porozumienia się zobopólnych interesów stron czynnych,
bądź do niższego tym razem stopnia odporności strony biernej.
Z samego już swego położenia Rzplta polska znajdowała się
wprost na linii najbliższych ekspansywnych dążności tych wła-
śnie obudwu potęg, które sw r ojem wystąpieniem na szerszej wi-
downi dziejowej nadały nowy wywrotowy kierunek dotychcza-
sowemu biegowi starej konstelacyi mocarstwowej w Europie.
Dla Prus, dobijających się przodującego stanowiska w Niem-
czech, najkrótsza, choć napozór okólna droga, zmierzająca prze-
dewszystkiem do złączenia Prus Wschodnich z Marchią Bran-
deburską, następnie zaś tędy, z tej zjednoczonej, niedostępnej
opoki, wprost już do groźnego wywyższenia hegemonii pruskiej
ponad wszystką Rzeszą, prowadziła oczywiście na Prusy Kró-
lewskie i Wielkopolskę. Dla Rosyi, dobijającej się przodującego
stanowiska w Europie, najkrótsza, choć tymczasowa dopiero
droga, otwierająca jednocześnie szeroki wylot broni rosyjskiej
od strony tureckiego Wschodu oraz hegemonicznym wpływom
rosyjskim od strony europejskiego Zachodu, prowadziła wido-
cznie na Wołyń i Litwę. Tak zbiegły się tutaj, u wspólnego
celownika polskiego, najżywotniejsze interesy ekspansywne pru-
ski i rosyjski. Wprawdzie podobnież były zbiegły się one obie-
dwie w innym jeszcze przypadku, u celow T nika szwedzkiego,
nie wywołując tam przecie skutków, w równej mierze aż do
szczętu niweczących. Wszelako, jeśli tam skutek w rzeczy sa-
mej był mniej kompletny, aniżeli tutaj, stało się to bynajmniej
nie dzięki większej tęgości odpornej samych Szwedów aniżeli
Polaków, lecz jedynie dzięki niezawisłemu spółczynnikowi od-
porności przyrodzonej, dzięki odmiennym, pomyślniejszym wa-
runkom geograficznym: Sztokholm albo Chrystyanię łacniej było
zachować, aniżeli Wilno albo Warszawę; zaś poza tern zresztą,
co tylko w tamtym przypadku było do odjęcia i do stracenia,
to też zostało odjęte i stracone, a więc szwedzkie wyspy i Po-
morze do Prus, szwedzkie Inflanty i Finlandva do Rosyi. Prze-
VIII
ciwnie, w otwartej zewsząd na śeięźaj Rzpltej, wszelkie pożąda-
ne nabytki, od kresów aż do serca państwa, były zgoła dostęp-
ne dla ręki sąsiedzkiej, zdecydowanej a dosyć mocnej, ażeby po

nie sięgnąć:. Jeżeli jednakowoż tym sposobem zeszły się w Pol-
sce interesy nabywcze pruski i rosyjski, nie znaczy to jeszcze
wcale, aby one były identyczne, ani nawet z sobą zgodne.
Owszem, w wielu punktach były z sobą w wyraźnej sprzeczno-
ści, a bodaj poniekąd, w pierwotnem zwłaszcza dążeniu i kształ-
cie, wręcz wyłączały się nawzajem. Pierwotna dążność rosyjska,
już za Piotra Wielkiego skierowana ku najrozciąglejszym, naj-
większym widokom wszecheuropejskim od linii Bałtyku aż do
Dardanelów, ogarniała wszystką bez wyjątku Rzpltę, od Gdań-
ska aż do ” Lwowa, od Kurlandyi aż do Ukrainy: polegała też
wtedy przedewszystkiem na ścislem, zazdrosnem przestrzeganiu,
póki jeno było można, nietylko uprzywilejowanej, lecz wyłącz-
nej własnej roli jedynego superarbitra w sprawach Rzpltej; ob-
jawiała się tutaj z całą konsekwencyą w duchu wyłącznej, je-
dnostronnej gwarancji i protekcji, mającej przygotować grunt
dla wyłącznej w następstwie unii albo wcielenia: to też wtedy,
w pierwotnej swojej postaci, owa kierownicza dążność rosyjska,
wyłączając z góiy dopuszczenie do spółuclziału jakiegokolwiek
innego postronnego uczestnika, obracała się tern samem napra-
wdę i świadomie — pomimo niektórych pozornjch i chwilowjch
zboczeń — przeciw wszelkiej myśli podziału. Wprost naodwrót,
na takiej właśnie mj’śli podziałowej wspierała się od początku
XVIII stulecia polityczna dążność pruska, zwłaszcza jasno w tym
względzie uświadomiona od czasów Fryderyka – Wilhelma I.
Wprawdzie i z tej stron j* większa ambieya owładnięcia cala
Polską w drodze pokojowej, przez elekcyę, była błysnęła wcze-
śniej, w XVII wieku, w głowie Wielkiego Elektora, ażeby pó-
źniej, w XIX wieku, parokrotnie jeszcze przewinąć się na jedno
i drugie krótkie mgnienie. Ale ponad tą ambitną mrzonką
wrj r chle zapanowało realniejsze pragnienie owładnięcia najbliż-
szym, a z rozlicznj’ch względów najcenniejszym dla monarchii
Hohenzollernów, będącym pod samą ręką, odłamem ziem pol-
skich, Prusami Królewskieini, Wielkopolską. Małe Prusy ów-
czesne nie moffłv oezvwiśeie ani marzvć o pochłonięciu powszech-
ności ogromnej Rzpltej. O to zaledwo kusić się mogła Kosya.
To też Prusj’ poprzestawały na mniejszem, w myśl orzeczenia,
że niekiedy część bywa większą od całości. A i ta część nawet,
dosyć jeszcze obfita zdobycz królewsko-pruska i wielkopolska,
długi czas wydawała się poprostu niedościgłą odrazu, niemożliwą
do zabrania, do strawienia od jednego zamachu, dla karłowatego
organizmu państwowego ówczesnej monarchii pruskiej. To też
pierwotna dążność pruska w nader skromnych objawia się
kształtach: zagarniać wieś po wsi, miasto za ;niastem, jak się
spożywa karczoch liść po liściu— tak formułowana była począt-
kowo przez Fryderyka-Wilhelma I i jeszcze w pierwszych la-
tach przez Fryderyka II. Dopiero z kompromisu pomiędzy te-
mi dwiema ideami pierwotnemi: rosyjską — objęcia całości, oraz
pruską — zarywania cząstek, wyłoniło się ostatecznie, dzięki zbie-
gowi sprzyjających okoliczności oraz dzięki umiejętnemu wyzy-
skaniu ich w lot przez Prusy, środkowe rozwiązanie praktycz-
ne w kształcie pierwszego podziału, za którym wnet poszły,

a pójść musiały, dwa następne, aż do zupełnego wyczerpania
podziałowego objektu. Jasną jest rzeczą, że tego rodzaju kom-
promis, z punktu widzenia rosyjskiego, był ogromnem ustęp-
stwem i stratą, zaś zarazem, z punktu widzenia pruskiego, był
rów r nie wielkim tryumfem i korzyścią. Rosy a, zamiast spełna
zebrać wszystek owoc polski, musiała godzić się na działy z nie-
pożądanym, niepokaźnym spólnikiem; Prusy, zamiast homeopa-
tycznie zdzierać przygodne skrawki, miały odrazu wznieść się
do uczestnictwa na równych prawach z potęgą spółdzielczą,
nieskończenie moźniejszą a oddawna utwierdzoną na własną rę-
kę wewnątrz Rzpltej. Zadanie było niezwykle trudne. Uporać
się z niem mogły Prusy, na początek przynajmniej, przy naj-
większej nawet zręczności i sztuce, nie inaczej jak tylko spro-
wadzając sobie pewien sukurs z zewnątrz, a mianowicie ściąga-
jąc trzecią jeszcze stronę spółkową dla zrównoważenia dominu-
jącej potęgi rosyjskiej, wyparcia jej ze stanowiska wyłącznej
spadkobierczyni i zmuszenia jej do porównej dystrybucyi kadu-
ka polskiego.
Tę rolę pomocniczej strony trzeciej odegrać miała Au-
strya, występująca tym sposobem w czynności podziałowej
polskiej naprawdę nietyle jako samodzielny, niezawisły czynnik
przyczynowy, ile raczej, jako mimowolne pośrednie narzędzie,
przykładające się skutecznie do przyśpieszenia, udoskonalenia,
a nawet samego umożliwienia trudnej operacyi podziałowej.
W istocie, stanowisko Austryi względem rozbiorowego zagadnie-
nia polskiego przedstawiało się z natury rzeczy całkiem odrę-
bnie i odmiennie od położenia Rosyi i Prus. Dążności rosyj-
ska i pruska w sprawach polskich, czy to w duchu pochło-
nięcia wszystkiej Rzpltej, czy też powolniejszego lub przyśpie-
szonego jej rozbioru, bez względu na istniejące między niemi
różnice a nawet sprzeczności, bez względu na mniejszy albo
większy ich zakrój, na taką albo inną metodę w r ykonaw r czą,
przecież z natury rzeczy były sobie obiedwie ściśle pokrewne,
wynikając obiedwie z pokrewnych ekspansywnych pobudek
przyrodzonych i dziejowych, geograficznych i politycznych.
Obiedwie te dążności, jakkolwiek odbiegałyby od siebie lub bo-
daj krzyżowałyby się ze sobą w pochodnych punktach szczegó-
łowych, w r każdym razie, z ogólnego, genetycznego punktu wyj-
ścia, były równorzędne, były jednakowo bezpośrednie, nieu-
chronne, absolutne, jednakow r o górujące naówczas ponad wszcl-
kiemi innemi dążeniami mocarstwowemi obu tych państw, Rosyi
i Prus, w tej przełomowej dla nich dobie XVIII stulecia, w za-
raniu ich zobopólnej wielkiej karyery światow r ej, biegnącej zo-
bopólnie poprzez gruzy Rzpltej polskiej. Zupełnie inne było
spółczesne położenie Austryi. Jeśli chodziło o ekspansyę w Eu-
ropie, to naówczas starożytna monarchia rakuska miała sobie
wskazany szlak postępowy, nie na linię Wisły, jak młoda mo-
narchia Piotrowa, lecz na linię Dunaju, Renu i Po. Jeśli cho-
dziło o ekspansyę w Niemczech, to naówczas prastara dynastya
Habsburgów miała sobie wskazaną drogę postępową, nie przez

kresowe, krzyżackie podboje północne u sąsiada, na zewnątrz
świętego germańsko-rzymskiego imperyum, jak dorabiająca się
margrabiow r ska dynastya Hohenzollernów’, lecz ku samym źró-
dłom narodowym i państwowym cesarstw r a, ku rdzennym połu-
dniowym ziemiom niemieckim. Ku południowej i zachodniej
stronie, ku opanowaniu Włoch, w r cieleniu Bawaryi, nie zaś ku
Wschodowi i Północy, nie ku podbojowi dalekich krajów r pol-
skich, powoływały Austryę czynniki i pobudki polityczne, cho-
ciażby dyktowane przez najbezwzględniejszą, najdalej sięgającą
ambicyę, lecz, bądźcobądź, jedynie z tej strony ugruntowane na
rzeczywistej głębszej logice warunków i precedensów dziejo-
wych. Atoli, skutkiem szczególniejszej politycznej reakcji, dla-
tego właśnie, że z przeciwnej strony polskiej była Austrya hi-
XI
storycznie i geograficznie najmniej przygotowana i przysposobioną
do zaboru, — stawiona nagle wobec ewentualności samodzielnego
z tej strony zaboru prusko-rosyjskiego, zamiast zdobyć się na
trudny wysiłek niedopuszczenia takiej ewentualności, uznała
Austrya za właściwsze raczej sama wyprzedzić wypadki i sama
najpierwsza gwałtownym aktem okupacyjnym na własną rękę
dognać i prześcignąć konsekwentną negocyacyę podziałową pru-
sko-rosyjską. Był to zwrot, z własnego austryackiego punktu
widzenia, zgoła paradoksalny, lecz właśnie przez swoją parado-
ksalność wewnętrzną a pozorną praktyczność, łatwość i wygodę
tern snadniej dopasowany do całego zakroju owoczesnej dyplo-
macyi Józefińskiej, wyzutej z wszelkiego wyższego poczucia
rozumu stanu na dłuższą metę, równie pożądliwej jak niepora-
dnej, równie wyniosłej względem słabych jak trwożnej względem
mocnych, skwapliwie schodzącej z drogi spornym „komplika-
cyom” a chwytającej się odruchowo każdej nadarzonej zysko-
wnej „konjunktury”. Niniejsza „konjunktura” polska, nadarza-
jąca się z poczęcia prusko-rosyjskiego, zaś w szczególności pro-
wokacyjnie podsuwana, niemal wpychana w ręce Austryi przez
króla pruskiego, oczywiście w żadnym względzie nie była tego
rodzaju, aby mogła obrócić się na istotny pożytek Austryi. Ja-
snem było, jak na dłoni, że podział musiał ilościowo najbardziej
powiększyć Rosyę, jakościowo — najsilniej wzmódz Prusy, zaś
Austryi najmniejszego przysporzyć dorobku, czy to w ilościowym
stosunku w porównaniu z Rosyą, czy też w jakościowym —
w porównaniu z Prusami. Przedewszystkiem było jasnem, że
dwór wiedeński nie miał istotnego realno-politycznego interesu —
gdyż o tytułach moralno-prawnych, rzecz prosta, w tern wszyst-
kiem nie mogło wcale być mowy, — w kuszeniu się o podboje r.a
Rzpltej polskiej, gdyż nie miał bynajmniej interesu w takiej,
całkiem dla siebie nowej oryentacyi politycznej, prowadzącej
przymusowo do spaczenia, do skrępowania dotychczasowych
specyficznie austryackich dążeń ekspansywnych, do odwrócenia
ich, z naturalnego ich łożyska południowo-zachodniego, we

wstecznym kierunku północno-wschodnim. Jednakowoż, im mniej
prawdziwego interesu miał w tym wypadku ówczesny rząd wie-
deński, im bardziej skutkiem tego czuł się jakgdyby intruzem
w systemacie podziałowym prusko-rosyjskim względem Polski,—
tem mniej też panował nad sobą, nad pożądliwym własnym nie-
XII
pokojem, tern mniej liczył się z rzeezywistemi inteneyami spól-
zawodników, tern bardziej z natarczywa porywczością intruza
poddawał się zazdrosnej obawie, aby go całkiem nie pominięto,
i tern hieniej, podcinany taką obawą, zdobył się najwcześniej
na nagły, nieodwołalny czyn zaborczy. Poczynając sobie w ten
sposób, ówczesna Austrya Józefińska nie obiecywała sobie pier-
wotnie zbytniej pociechy z tej ubocznej, nieprzewidzianej
i z wielu względów wcale niepożądanej zdobyczy polskiej: upa-
trywała w niej raczej przedmiot tymczasowego sekwestru ani-
żeli trwałego posiadania, ceniła w niej nietyle integralny naby-
tek własny, ile łup, eskamotowany z pod ręki Prusom i Rosyi.
Stąd też pierwotnie w Wiedniu szacowano wartość austryac kie-
go działu w Polsce przedewszystkiem jako wartość drogocenne-
go zastawu, za którego wydanie w ręce Rosyi i Prus będzie
można wymówić sobie następnie odpowiednią sowitą kompensatę
gdzieindziej, zamieniając Lwów albo Kraków na Belgrad, Mona-
chium albo bodaj Wrocław. Taki pogląd, takie złudzenie długo
jeszcze przetrwało w kancelaryach dyplomatycznych wiedeń-
skich i dopiero po upływie blizko pół wieku ostatecznie zostało
pogrzebane na Kongresie wiedeńskim. W każdym razie ta to
ułudna mrzonka, ta fantastyczna rachuba niepomału wpłynęła
na pierwotną, tak raptowną, czynną inieyatywę austryac ką. bę-
dącą naprawdę faktycznem napoczęciem czynności rozbioro-
wych w Polsce. Kardynalne, na własną największą szkodę,
zboczenie z tradycyjnych torów swojej polityki europejskiej,
jakiego dopuściła się najpierwsza powagą poteneya w Europie,
wspaniała monarchia Habsburgów, uwieńczonych starożytną
rzymsko-niemiecką koroną cesarską, podało dopiero stosowną
okazyę, pozór i hasło, dla sąsiedzkich młodszych, a istotnie za-
interesowanych potęg, do podjęcia i wypełnienia do dna opera-
cyi rozbiorowej na Rzpltej Polskiej.
Arcydziełem sztuki politycznej Fryderyka II, szczytem je-
go dyplomatycznego kunsztu było właśnie, że potrafił on w naj-
krótszym czasie, bez narażenia kruchego swego państewka, bez
wojennego wysiłku, w drodze czysto pokojowoj, jedynie przez
mistrzowską negocyacyę podwójną, dokonać tej arcytrudnej.
prawie niepodobnej do wykonania podwójnej rzeczy: wywołać
i sprowokować tak nienaturalne zboczenie Austryi w kierunku
podziału, zaś w ten. sposób, dzięki mimowolnej austryackiej po-

XIII
mocy, zobojętnić i przełamać tak naturalną oporność Rosyi
przeciw podziałowi. Dobrawszy sobie do tej całej, niesłychanie
misternej roboty jedynie sposobną porę wojny rosyjsko-polsko-
tureckiej, t. j. pośród warunków, krępujących swobodę działania
Rosyi, a zachęcających do działania Austryę, Fryderyk umiał
swoim sojuszem rosyjskim równocześnie drażnić do żywego Au-
stryę i kusić ją widokami swojego wyparcia się tego sojuszu,
umiał równocześnie straszyć ją i ośmielać, ażeby wreszcie, skom-
promitowaną już wobec Rosyi przez związki z Barzanami i Tur-
kiem, skompromitować ostatecznie wobec świata przez najpierw-
szy gwałtowny czyn okupacyjny w Rzpltej polskiej: a w tej sa-
mej chwili niezrównany Prusak umiał tern skuteczniej wygry-
wać u Rosyi groźbę pożądliwego spółzawodnictwa austryackiego
i tern wyżej podbijać w szacunku u Rosyi swoje własne usługi
sojusznicze przeciw Austryi, — ażeby, koniec końcem, z aprobatą
rosyjską, rozszerzyć otwór okupacyjny austryacki do rozmiarów
wszechstronnego umownego aktu spółdzielczego. Takim to spo-
sobem Wielki Fryderyk, mały król pruski, wyłamując się z pier-
wotnej bojaźliwej, zajęczej idei pruskiej oskubywania „liścia po
liściu u , wzniósł się odrazu do śmiałej koncepcyi podziałowej,
w jednym rzędzie z dwoma potęźnemi imperyami, a nawet po-
niekąd z przywilejem lwiego dla siebie działu. W rzeczy samej
bowiem, w tej koncepcyi, obok jawnych porównych zysków dla
wszystkich trzech umawiających się stron spółdzielczych, kryła
się niejawnie wynikająca stąd szkoda, damnum emergens, dla
wielkiego kontrahenta austryackiego, a kryły się także nieja-
wnie tracone stąd korzyści, lucrum cessans, dla ogromnego kon-
trahenta rosyjskiego, kiedy natomiast najczystszy, niezmącony
zarobek przypadał na dobro najmniejszego kontrahenta pru-
skiego.
Początek bywa najtrudniejszy, jak we wszystkiem, tak też
przy podziałach. Trzeba było Fryderyka Wielkiego, zaś jemu
trzeba było i sposobnego momentu pierwszej tureckiej wojny
Katarzyny i poręcznego uczestnictwa Austryi, ażeby rzecz szczę-
śliwie doprowadzić do końca. Fryderyk- Wilhelm II, po latach
dwudziestu, po rozlicznych powikłaniach, w których doszczętnie
pogrążył zarówno honor jakoteż interes swego państwa, mógł już
obejść się bez Austryi, mógł obejść Austryę, i nazajutrz po dru-
giej wojnie tureckiej ubić samowtór drugi podział z cesarzową.
XIV
Z kolei, połowiczny już tylko, opłakany odwet udało się wziąć
Austryi w trzecim podziale, napoły tylko udało się obejść Pru-

sy, które jeszcze w ostatniej godzinie zdążyły stawić się do ob-
rachunku, ledw r o dały sobie wydrzeć przez Austryę Kraków
i zatrzymały dla siebie Warszawę. Rosya, z tej strony, nie ro-
biła żadnych trudności. Przeciw r nie, sama sobie odmierzając
najdogodniejsze dla siebie rozległe terytorya rusko-litewskie, za-
jęła stanowisko obojętnego superarbitra w kresowych sporach
podziałowych prusko-austryackich. Skoro tylko Rosya, w osobie
cesarzowej Katarzyny, raz wyrzekła się Piotrowej oryentacyi
wszechpolskiej, dając natomiast zgodę na pierwszy trójsąsiedzki
podział,— już odtąd konsekwentnie w r drugim i trzecim podziale
stanęła poprostu na zasadzie etnograficzno-militarnej. Zatrzymała
Litwę i Ruś; sąsiadom oddała kraje, obciążone serwitutem najrdzen-
niejszej polskości, jaknajchętniej oddała Kraków Austryakom, wy-
dała Prusakom Warszawę. Niewielu lat było potrzeba dla udo-
wodnienia całej kruchości i dowolności wewnętrznej, utajonej
i w r tern nawet, napozór tak trzeźwem, tak praktycznem roz-
wiązaniu, które wnet miało zostać cofnięte i zniesione przez
Napoleona, a niebawem także przez samego wnuka cesarzowej
Katarzyny, przez Aleksandra 1.
Zakreślając powyżej w r najpobieżniejszych rysach bezpo-
średnie najpierw r sze przyczyny zjawiska podziałowego, zastrze-
gliśmy z góry, że wyjątkow r o chyżemu i zupełnemu jego prze-
biegowi spółdziałał w znacznej mierze doniosły spółczynnik po-
chodny: niedostateczna odporność Rzpltej. Chodziło tutaj wtedy
faktycznie w pierwszym rzędzie o dw r ie rzeczy realne, o dwie
główne podwaliny odporności państwowej: wojsko i skarb. Oba-
dw r a odpowiednie narządy państwowe znajdowały się w r Polsce
XVIII wieku w r stanie pełnej degeneracyi. Była to okoliczność
tembardziej decydująca, że obadwa te narządy w dwóch kiero-
wniczych państwach rozbiorowych uległy właśnie w tym samym
czasie potężnej reorganizacji. Za Piotra I, Anny i Katarzyny II,
przez Munniehtf, Panina, Rumiancow^a, dokonana została obszer-
na reforma armii i finansów rosyjskich. Za Fryderyka-Wilhel-
ma I i Fryderyka II została dokonana jeszcze nierównie dosko-
nalsza reforma armii i finansów pruskich. Zwyrodnienie tych
obu, tak żywotnych organów w ustroju państwowym Rzplitej
Polskiej było zresztą wynikiem powszechniejszego zboczenia te-
XV
go ustroju w kierunku wybujałej nadmiernie decentralizacji.
Wprawdzie pod tym względem wiele światlejszyeh umysłów
w Polsce, bez różnicy stronnictwa, za najgorszych nawet cza-
sów saskich, z całą świadomością niebezpieczeństwa, wiszącego
nad krajem, upominało się o skuteczną naprawę. Wprawdzie
w szczególności względem owych obudwu najbliższych rzeczy
realnych, wojska i skarbu, zdanie opinii publicznej, nawet cie-
mnej opinii szlacheckiej za Sasów, jeszcze dostatecznie wcześnie
i jasno, a z biegiem czasu coraz jaśniej i dobitniej przemawiało
za nieodzowną, nieodwłoczną reformą. Jednakowoż taka refor-
ma, sama przez się już dość utrudniona przez naturalne prze-

szkody wewnętrzne, była nadto sztucznie z zewnątrz podtrzy-
mywana, tamowana, w końcu wręcz zniweczona przez zaintere-
sowane w jej niedojściu sąsiedzkie mocarstwa rozbiorowe. Po-
garszały wreszcie położenie polityczne upadającej Rzpltej nie-
pomyślne warunki społeczne, które już atoli w przeważnej mie-
rze były wspólne Polsce owoczesnej ze wszystką owoczesną
Europą. Uciemiężenie ludu włościańskiego, poniżenie stanu śre-
dniego, uprzywilejowane stanowisko szlachty, nietolerancya re-
ligijna, ogólny przytem upadek obyczajów,— to były chorobliwe
objawy, które bez żadnego absolutnie wyjątku, bądź w równej,
bądź nawet w wyższej jeszcze mierze występowały we wszyst-
kich społeczeństwach europejskich XVIII wieku i doprowadziły
je też wszystkie do straszliwych przesileń polityczno-społecz-
nych, w tym jednym tylko wypadku polskim towarzysząc od-
rębnemu przesileniu podziałowemu.
Ten mianowicie spółczynnik wewnętrzny, zapewne nader
żywotny, nader wpływowy, nader ważny, lecz długo z gruntu
przeceniany a nawet całkiem opacznie podnoszony do znacze-
nia jedynej wyłącznej przyczyny rozbiorów, zostaje oświetlony,
przeważnie zresztą ze strony obyczajowej i kulturalnej, w książ-
ce niniejszej J. I. Kraszewskiego. Znakomity powieściopisarz,
kreśląc swój obraz przed laty trzydziestu, ani ze względu na
swoje właściwe powołanie literackie, ani ze względu na ówcze-
sny stan nauki historycznej nie mógł oczywiście rzucić wszę-
dzie pełnego ani bodaj stosownego światła na trzydziestoletni
z górą okres najzawilszych dziejów krajowych. Brakowało mu
do tego i dość szerokiego a jasnego kryteryum porównawczego
i dość głębokiej a ścisłej analizy źródłowej. Wszelako obszerne
XVI
i obfite jego dzieło, — przypominając raczej Goncourta ^Socićłc
frtuicaisc, aniżeli Taine’a ^Ancien rćgimc~, — przedstawia się jako
wielki i ciekawy zbiór nadzwyczaj urozmaiconych i pouczają-
cych przyczynków, nagromadzonych ręką niezmordowanego szpe-
racza i ożywionych wrażliwym zmysłem psychologa i artysty.
« • « t Xi- n it
Szymon Askenazy.
PRZEDMOWA AUTORA.
Jeden z pisarzów niemieckich*) wyraził się, mówiąc o dzie-
jach wspólnych im z nami (z powodu smutnej rocznicy podziału),

źe każdy naród ma prawo historyę swoją obrabiać coraz na no-
wo, stosownie do potrzeb chwili! Smutne to pojęcie zadania dzie-
jopisarza i zniewaga dla historyi, którą służebnicą czyni; my
nawykliśmy byli szukać w niej prawdy, gdy ludzie wieku dzi-
siejszego, ludzie praktyczni zużytkować by radzi nawet prze-
szłość dla teraźniejszości. Jest to coś nakształt tego, jakby kto
kości przodków palił dla zrobienia z nich szuwaksu.
Historya, według nas, przeto tylko w r coraz nowy sposób
pojmowaną i pisaną być może 1 powinna, źe postęp człowieka
rozjaśnia jej horyzonty, nowe coraz światło rzuca, zmienia sądy,
bo zmienia nowemi badaniami podstawy, na których się one
opierały.
W imię też prawdy, a nie potrzeby chwilowej, zamyśliliśmy
skreślić dzieje ostatnich lat bytu rzeczypospolitej, — ducha i oby-
czaju Polski. Epoka ta wielokrotnie i wielostronnie opracowy-
waną była przez wielu pisarzów, chwytano ją jako przedmiot
ponętny, z różnych stron zapatrując się na nią, próbując na niej
piór i dowcipów. Cudzoziemcy nawet, jak Rhulióre, Ferrand,
Raumer, Sybel, Smitt, Herrmann, a świeżo Beer, brali chętnie
chwilę upadku i podziału Polski za przedmiot do dzieł wyczerpują-
cych. Pomniejszych pism, sądów, pamiętników, rozpraw z tych
czasów liczba jest niezmiernie wielka.
*) G. Freita^.
Polska w czasie trzech rozb. Tom J.
—2—
Materyał zgromadzono i codzień się jeszcze gromadzi tak
obfity, iż chybaby go za bogatym nazwać można, gdyby kiedy
historykowi zbytek danych mógł być ciężarem.
Z nowszych u nas pracowników pisali o tej epoce mniej
więcej wyczerpująco: Schmitt, Szujski, Wegner, Morawski, Ka-
linka. Zdawałoby się więc, iż dodawszy do tego światło, jakie
rzucają pamiętniki Ogińskiego, Niemcewicza, Kitowicza, Wybic-
kiego, Kilińskiego, Moszczeńskiego, Kosmowskiego, Zajączka
i wielu innych — chwila ta dziejowa winnaby nam być dostate-
cznie znaną i nie wymagającą nowego obrazu.
Tak przecie nie jest. Wszystko to cennym zapewne jest
materyałem, pracą przygotowawczą, a pełnego wizerunku epoki
ze wszystkich względów tak zajmującej — brak nam jeszcze i nie
rychło zapewne mieć go będziemy. Z każdą chwilą zdobywają
się materyały nowe, światło się zwiększa, wiele namiętnych są-
dów o ludziach i sprawach upada; historya ta nie jest dla nas
dotąd zupełnie jasną i skończoną. To jednak, co już stuletnią

zdobyto pracą, dozwala skreślić pewien zarys całości piórem bez-
stronnem, ku czci prawdy a nauce naszej.
Dwojako pisano dzieje tego czasu — prawdy zupełnej, bez-
stronnej nikt nie chciał albo raczej nie mógł napisać.
Tej prawdy szukał autor obrazu tego, w poznaniu szczegól-
niej wewnętrznych kraju stosunków — a choćby, jako człowiek,
część jej tylko znalazł i cząstkę odmalował— praca się ta zawsze
nagrodzi.
Pismo to powstało z uczucia obowiązku, a zrodziło się w bo-
leściach. Goryczą zapływało nieraz serce przy pisaniu, oczy łzami,
czoło rumieńcem, stokroć pióro z rąk wypadało — mus jakiś we-
wnętrzny kazał dokonać, co było poczętem. Zdało się autorowi
w sumieniu jego, że ta prawda, dziś właśnie, będzie nam poży-
teczną, jakkolwiek musi być przykrą, że my dziś z niej zaczer-
pniemy nie zwątpienie ale naukę.
Epoka ta zawiera cały szereg błędów i win naszych, któ-
rych się skrywać nie godzi, ale obok nich i czystych poświę-
ceń i szlachetnych a wzniosłych charakterów wiele.
Piszący historyę tej epoki (stosuje się to po części i do in-
nych okresów) przywiązywali się dotąd szczególniej do dyploma-
tycznych knowań i układów, do strony jej zewnętrznej, do wize-
runków intryg, machinacji gabinetowych, sprężyn działających
—3—
poza krajem i za nami — zaniedbaną była stosunkowo strona
dla nas i w każdej historyi daleko ważniejsza a lekceważona —
dzieje wewnętrzne kraju i ducha jego w chwili tej stanowczej,
obraz obyczajów i charakteru epoki. Opisywano bardzo troskli-
wie, co się działo po za Polską, w Wiedniu, Berlinie i Peters-
burgu lub w gabinecie posła i na zamku u króla — za mało wi-
dzieliśmy i wiemy co się w samym kraju działo.
Szereg znanych już po większej części faktów, w coraz no-
wy sposób grupowanych i przestawianych, w coraz nowe tłomacze-
nia i wykłady oprawnych — stanowił zwykły tej historyi wątek. Z ma-
łymi wyjątkami były to historye bezbarwne, wyciągi suche, de-
klamacje wymowne, rozprawy polityczne. Nam się zdało, iż
wypełnić dzieje tego okresu obrazem ducha i obyczajów było
rzeczą niezbędną, że poświęcić nieco powagi dziejopisa należało,
aby nadać obrazowi barwy i życia, by go zrozumiałym uczynić.
Powaga historyi straci na tern cokolwiek, interes i prawda nie-
wątpliwie zyskają.
Zadaniem naszem było odwzorować samą Polskę i jej życie
w tvch chwilach ostatecznych walk i wysiłków. Zużytkowaliśmy
więc zwykle odrzucany materyał w przekonaniu, że dla głębiej

myślących nic tu obojętnem nie jest, wszystko przynosi światło
i bliżej poznać daje naród, który u dziejopisów swych był dotąd
trupem pod nożem anatoma. Poprzedził nas wprawdzie Smitt
i Herrmann, dający niektóre szczegóły życia i obyczajów kraju;
lecz oba ci pisarze czerpali ze źródeł jednostronnych, obcych,
niechętnych a bardzo zresztą niedostatecznych.
Nie łudzimy się wcale, ażebyśmy w tych studyach doko-
nali nawet tego, cośmy sobie zakładali. Pomiędzy myślą pisarza
a wykonaniem jej stoi zawsze przeszkód wiele — słabość czło-
wieka, materyalne zawady, wpływy chwili — często sama nawet
zbyt gorąca chęć stworzenia zbyt wiele. Skromna też to próba,
która sobie nie rości prawa do innego nad ten tytułu.
W historyi tych lat przywiązujemy szczególną wagę do pe-
wnych chwil stanowczych w życiu narodu, do punktów zwrotnych,
od których poczynają się doby odmienne, na których kończą się
okresy charakterów cale różnych. Pierwszy rozbiór, godzina
najboleśniejszego i najwstydliwszego upadku, sejm czteroletni, wysi-
łek bohaterski Polski odradzającej się, powstanie Kościuszkowskie,
są to punkta kulminacyjne tego okresu. W pierwszym uosobię-
—4—
niem upadku jest Ponhiski, w drugim świetniejc cała grupa lu-
dzi ratujących ojczyznę szlachetnym, często aż do nierozwagi
posuniętym zapałem, którego wyrazem najszlachetniejszym jest
Ignacy Potocki. Obok niego skupiają się zajmujące postacie twór-
ców konstytucji d. 3 Maja.
Nie potrzebujemy tłomaczyć się z użytych do studyów tych
najrozmaitszych materyałów, znanych powszechnie lub zaniedba-
nych — które w większej części przywodzimy w ciągu pisma.
Oprócz źródłowych dzieł wymienionych wyżej, pamiętników, nie-
zliczonych broszur, dzienników, dyaryuszów, mieliśmy pod ręką
znaczny zbiór korespondencji króla, Szczęsnego Potockiego, wielu
osób działających, niewydane pamiętniki i wielką ilość pisemek
okolicznościowych, wierszy ulotnych, które nigdy drukowanemi
nie były.
Z góry przygotowani jesteśmy do zarzutów, jakie czynione
nam być mogą, i przewidujemy je w wielkiej części. Historya
nasza wyda się często za drobnostkową, za mozaikową tam gdzie-
śmy, słowy współczesnych się posługując, sąd czytelnikowi pozo-
stawić chcieli. Wiele szczegółów zdadzą się zbytecznymi, choć
wszystkie przykładają się do nadania obrazowi barwy i prawdy.
Ilekroć współczesne świadectwo i ręka kreśląca obraz z na-
tury nasz sąd zastąpić mogły — chętnieśmy im miejsca ustąpili.
Pomimo najżywszej chęci uczynienia obrazu pełnym, czujemy
wielce jak mu braknie wiele. Posłuży on przynajmniej komuś,
co lepiej i szczęśliwiej skreślić go potrafi. Los tych studyów

dla nas jest przewidzianym: krytyk znajdzie się nad czem pa-
stwić, nic nad to łatwiejszego— a ci, co sami poszukiwań u źró-
deł lenią się przedsiębrać, zużytkują książkę, czerpiąc z niej po
cichu. — Słowo jeszcze. Możemy być łatwiej niż kto inny posą-
dzeni o puszczenie cuglów wyobraźni i dowolne wypełnianie wi-
zerunków; przeciwko temu jak najmocniej protestujemy. Posza-
nowanie historycznej prawdy posunięte aż do pedanteryi nie do-
puszczało nam użyć w tych studyach nic nad to, co źródłami
autentycznemi popartem być mogło. Zapomniawszy bólu, jaki
często rodziły te dzieje — praca około nich wypłaciła się nam sowi-
cie pociechą odgrzebywania szczegółów, promieniejących świa-
tłem nowem— życzymy czytelnikom, aby ich zajęły studya tak
żywo, jak nas zajmowało pisanie.
—o—
Winniśmy tu złożyć wyrazy wdzięczności tym, którzy z uczyn-
nością prawdziwie polską byli łaskawi udzielić nam materyałów,
o jakie w kraju obcym nie zawsze łatwo. P. Hieronim Feldma-
nowski dopomógł nam wielce z biblioteki Towarzystwa Przyjaciół
Nauk poznańskiego, nie odmówiła nam też zasiłku biblioteka
Kórnicka i biblioteka Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich,
za co najszczersze im dzięki składamy.
Drezno, d. 21 Lutego 1873.
J. L Kraszewski.
I.
V WSTĘP.
W sto lat po rozbiorze. Posłannictwo Polski przejednawcze. Dwa prądy. Dowody
dziejowe. Walki obecne. Przyszłość sie. czyta w przeszłości. Wschód i zachód. Polska,
Litwa i Ruś. Ix>sy Polski — Rossya — Rzym. Trwałość organizmu Polski. Osłabienie
Rzeczypospolitej i jej rozerwanie. Zła i zbyt dobra wiara. Wybór Poniatowskiego.
Przedburze XVIII w. Polska. Włościanie. Stara Rzeczpospolita i świat francuski.
Polska i Rossyanie. Szlachta, mieszczanie, żydzi, stany, społeczeństwo i t. d.
I. WSTĘP.

Położona między wschodem a zachodem, na starciu się dwóch
prądów przeciwnych, Polska miała swe posłannictwo, swą ideę
żywotną, swą duszę i ta ją dziś jeszcze utrzymuje przy życiu.
Społeczeństw ludzkich żywot wyrabia się, jak wszelka siła
w materyalnym świecie, walką dwóch prądów, tworzącą iskrę
ożywczą. Dwa te prądy istniały zawsze i wszędzie, gdzie [ się
kolwiek wyrabiało to, co zowiemy życiem społeczeństw ucywili-
zowanych. Wojna— walka— spór jest formą, w której się odra-
biają dzieje… Te dwa prądy tryskają z martwych czasem i po-
krewnych sobie grup, aby stworzyć życie.
Od pierwszych wędrówek ludów z Azyi do Europy —
w przeddziejowych mrokach — do ostatnich— dość było czasu, by
to, co wyszło pierwsze ze wspólnej kolebki, stanęło w przeci-
wieństwie z ostatniem.
Tak cywilizacya zachodu Europy znalazła się jednym czyn-
nikiem, gdy ludy tegoż plemienia, później wędrujące lub stające
na kresach, tworzyły biegun drugi. — Polska w czasach swych
przedhistorycznych już ulega z jednej strony wpływowi macie-
rzystego wschodu, z drugiej cywilizacji zachodniej. Tu się
krzyżują i spajają te dwa prądy przeciw sobie biegące, i wyra-
biają na coś pośredniego* co jest połączeniem obojga.
Trudno jest nie dojrzeć tego posłannictwa Polski, które po-
wierzchowni badacze nazwali bojowniczą placówką na kresach, —
puklerzem chrześcijaństwa, rycerzem Chrystusowym zwano Pol-
skę… lecz ta walka kryła w sobie więcej coś niż obronę spo-
koju, mienia i skarbów Europy — zawierała w sobie walkę dwojga
idei, dwóch światów starcie i przejednanie na pobojowisku.
Zarzucano plemionom słowiańskim, w ogóle, a Polsce w szcze-
gólności, samoistności brak. — Myśmy mieli siłę więcej niż stwo-
— 10 —
rzyć własne, bo chłonąć wyrobione przeciwne pierwiastki i w so-
bie je łączyć, a do równowagi doprowadzać. Bez uprzedzenia
należy z chłodną sumiennością spojrzeć na dzieje nasze.
Braliśmy zewsząd, częstokroć bez wyboru, namiętnie, po-
słuszni naturze naszej, piliśmy jako gąbka z jednej strony nektary
wschodu, z drugiej eliksiry zachodnie, ale w nas to oboje łączyło
się na chemiczny twór nowy, który tylko nasz organizm mógł
wyrobić.
Całe dzieje Polski są tą walką, tym procesem jednania dwóch
przeciwnych pierwiastków.
Nie wyrokuję czyśmy to posłannictwo nasze spełnili w zu-

pełności i jak najlepiej, aleśmy je mieli; nie powiadam czy za-
wsze równowagę pierwiastków zdołaliśmy utrzymać, lecz historya
nasza cała to pasowanie się o wytworzenie tego wielkiego słowa,
co spaja dwa skrajne fałsze, aby z nich jedną prawdę wieku wytopić.
We wszystkich sferach naszej działalności są te dwa prądy
widoczne. Zżymają się dziejopisarze na popełnione błędy nad-
dziadów, chcieliby u nas absolutyzmu, chcieliby utrzymania życia
kosztem idei, w nas idea konieczna tworzyła się, niestety — kosztem
życia! Absolutyzm wschodu z dążeniem do swobody na zachodzie tu
się splatał, szukając formy przejednania. W rzeczypospDlitej zada-
niem było władzę monarchiczną zaślubić z ideą republikańską.
W organizmie pierwotnym Polski znajdujemy dla tego sprzecz-
ności najostateczniejsze, najwyższą niewolę wieśniaka i najideal-
niejszą wolność szlachcica… Ustawa trzeciego Maja, z całym
swym radykalizmem nie zna innej do oswobodzenia drogi; jak
szczepienie szlachectwa na pniu ludowym.
Przeglądając się tak w r starych Polski dziejach, w walkach
z władzą monarchiczną, w rokoszach, w konfederacyach choćby
wypaczonych, ciągle śledzim robotę narodową jednoczenia prze-
ciwieństw. Nie zawsze ona jasną, ani w T yraźną; jeden, to drugi
czynnik bierze górę — chwilowe mącą przeszkody — ale prawo
bytu, konieczność prze do nieominionego celu. Zjawia się refor-
ma religijna, tu spierają się najostateczniejsze idee, nieruchomo-
ści i postępu… tu krzewi się unia kościołów wschodniego i za-
chodniego, tu znajdujemy tolerancyę największą dla mozaizmu,
tu aryan i antitrinitaryuszów r , i tu zaraz najfanatyczniejsze jezui-
tów gniazdo. Wszystko to zbiera się, kupi w jednej rzeczypo-
spolitej, jak w ognisku, w którem ma być przetopione.
— 12 —
Wszyscy wielcy mężowie nasi” służą tej idei, a bezwiednie
gdy szala się przechyli ku absolutyzmowi, ciżba rzuca się, aby
nie przeważył jeden, gdy motłoch zawichrzy anarchią, jawi się
silna dłoń, co mu wędzidło narzuca.
Cóż dziwnego, że w tej pracy wieków, wśród przeszkód ma-
teryalnych, przypadkowych, życie u nas było tak heroicznie bez-
ładnem na pozór a w istocie pracowitem… Byliśmy kotłem,
w którym gotowały się trucizny i lekarstwa…
Więc się nie godzi na przeszłość rzucać przekleństwa… ani
to, co się stało, zwać nieszczęśliwem, gdy było koniecznem…
Zadaniem naszem jest skreślić nie historyę lat ostatnich,
ale rozwój ducha naszego na tle dziejów osnuty.
Wypadki były tylko skutkami tych przyczyn wewnętrz-
nych, których dobadać byśmy się pragnęli… Ziarno ich spoczywało

w duchu, obyczajach, w głębinach bytu narodowego…
Polska idea wynikła z natury narodu i ziemi, którą on za-
mieszkiwał. Stanowiła ona kraniec słowiańszczyzny posunięty
na kresy, gdzie się z plemieniem germańskiem stykała. Z drugiej
strony parły ją plemiona słowiańskie z mongolskiemi zmieszane
i prąd azyatycki niosące. Niezaprzeczenie powołaniem jej było
cywilizacyę zachodu na wschód przenosić i plemiona słowiano-
mongolskie podbijać, aby je do pracy postępu zaprządz… Tego
posłannictwa idea widoczną jest w najpotężniejszych indywidua-
lizmach epoki Piastowskiej. Bolesławy przymierzą się z Niem-
cami a ujarzmiają Słowian, by ich mieć po sobie. Nieszczęściem
dwoista walka z Germanią o ziemię, ze Słowiany o siłę — nie za-
wsze jest szczęśliwą… Zmiejszają się jej rozmiary, — przychodzą
w niej chwile niebezpiecznego wypoczynku… ludzi nie staje
wielkich idei wielkiej. Maleje ona do nędznych zapasów o wła-
dzę i panowanie na łachmanach podartych krajów. Lecz ile-
kroć silniej zorganizowana jednostka przoduje narodowi — idea
ta oblewa ją swoją jasnością i użycza potęgi swojej.
Najszczęśliwszym z wypadków, które zbroją Polskę do jej
posłannictwa, jest połączenie jej z Rusią i Litwą… Ale od Ja-
giełły i Horodła do ostatniego Zygmunta i Lublina, wyrzeczo-
na unia, słowo one, nie staje się ciałem aż po upływie niemal
trzech wieków!— Połączone trzy narodowości, chwilowo złamawszy
potęgę germanizmu, któremu dały się wpić w swe ciało z zako-
nem Krzyżaków stoją naturalnie do walki lub sojuszu z Ru-
— 13 —
sią, bo bez złamania jej, posłannictwu swojemu zadosyć uczynić
nie mogą.
Za Zygmunta III w istocie upada niepowrotnie Polska, gdy
opanowawszy Moskwę, utrzymać się w niej nie umie i nie może…
W onej chwili stanowczej rozstrzygają się jej losy… Złamanie
potęgi moskiewskiej było warunkiem dalszego pochodu.
Ustępując stąd Polska, podpisywała wyrok na siebie— upa-
dek jej był już tylko kwestyą czasu. Żyła odtąd więcej ideą
swą niż potęgą nadwerężoną, a w samym organizmie rzeczypo-
spolitej zaszły fatalne, chorobliwe objawy przedzgonne.
Konieczności dziejowe chwilę stanowczego pasow r ania się
z Moskwą wyznaczyły najnieszczęśliwiej. Przychodziła ona na
nas, gdyśmy po Batorych dostali wychowańca Jezuitów, Zygmun-
ta III, i po toleranóyi — religijną żarliwą propagandę. Oleśnickie-
mu zawdzięczamy, żeśmy odepchnęli od siebie Czechów dla ich
hussytyzmu; Jezuitom dworu Zygmunta III, żeśmy nie uczynili
unii z Moskwą.— Po dwakroć padliśmy ofiarą wierności naszej
ślepej dla Rzymu, nie licząc tego, żeśmy poślubili jego obawę
światła, nauki i fanatyzm, wszczepiając go powoli w politykę

naszą…
Rzymowi uśmiechało się także przejednanie z kościołem
wschodnim, ale używał ku temu Possewinów, a my zamiast
obmyślać środki unii sami, braliśmy je z ręki zakonu, kierowa-
nego z Rzymu, który nigdy nie znał stosunków naszych, kraju,
jego natury i potrzeb.
Od początku więc siedemnastego wieku przewidywać się
dają następstwa wielkiej przegranej pod Moskwą… od tej epoki
poczyna się groźniejsze coraz wzmaganie w potęgę państwa ro-
syjskiego, które się jednoczy, centralizuje, uosabia w jednym
człowieku, aby runąć na nas, stojących murem w T e wrotach Euro-
py… Moskwa instynktow r o czuje, że stamtąd ma jej płynąć świa-
tło i życie… że my tamujemy jej pochód dalszy… — musi więc ciężyć
na tę nieszczęśliwą Polskę, którą wewnętrzne walki idei osłabiają.
Ośmią wiekami bytu skrzepiony organizm rzeczypospoli-
tej, ciało jej specyficznie różne od wszystkiego, co gdziekol-
wiek widzimy w Europie — choć na pozór zdawały się słabe, po-
tężną miały siłę w sobie. — W tych samych warunkach napadów,
nacisku, wewnętrznej rozterki stanów, wiar, idei — może żaden
inny naród nie byłby wytrwał. — Śmiano się z tej barbarzyńskiej,
Posłowie i mai/naci ic Zamku irarm. tebran
(i rrcinj m|n’ilvz(-mrj fnwruiliirjlY
z turecka odzianej, po francusku szczebioczącej, po łacinie reto-
ryzującej, w miastach niemieckiej, na kresach niskiej, u Bałtyku
litewskiej, w Prusach germańskiej rzeczypospolitej, którą kilku
magnatów niby i kilkakroć szlachty na barkach niosło — Śmiano
się 7. tego dziwacznego utworu wieków, szarpano go i rzucano aię,
nai’i. a zmódz go było niepodobna. Achillesowej pięty ule zna-
leziono dotąd-. Przyszło zepsucie i zgnilizna wewnętrzna i te,
jeśli ]]k> cała Polskę, to jej wierzchno części przejadły.
Gdyby Ule wojny i walki w samem łonie rozbitych Nie-
miec, usiłujących się zlać bezwiednie, podział Potoki byłby wcze-
śniej jeszcze nastąpił. August U wznawia on traktowanie.
Gustiiwowski wyrok na Polskę odroczony tylko, wisi nad
nią; okoliczności spełnić go nie dozwalają. Już za panowania
Sasi. w wycieńczona, osłabła, zajechana, zwichnięta na duchu,
zepsuta w przodownikach Polska nie jest niepodległa, choć się nią
*) Rycina nini^js/n no-zaca mi nrypiutlc riii]iis: Persptttlve dr li grandę Sale Iw’.-: ,i-‚ 9itrsovU on M sont assrmblf (sic) toul (si<) Irs nantrs et seirgnrur (sic) .!■■ la Po-

lognr fieur frt/iton dn noureau roi le- 6 Sep!. .’764 |.roil.-lawirt nutu inylin’ wyit
tini/i-nii-
FńuKnaAw z koń, -a xviii w. •• alAcji tróWw poWdcfe. Rraftą w w. im- wspSt-
mUQ ]->iljiji’iiiv In jaku curiosum.
— 15 —
być łudzi. Pole elekcyjne, pozornie swobodne, jest szachownicą,
na której rozgrywają się partye Francyi, Austryi, Prus i Rosyi.
Idealiści, ślepi byliśmy od zapatrzenia się w słońce… W imię
wielkobrzmiących wyrazów poprowadzić nas było można aż do
przepaści.
Lecz nie jest rzeczą naszą kreślić obraz przeszłości, po-
przedzającej wielką katastrofę, dosyć ją tylko przypomnieć…
Wiemy jak na tron polski, zwany jeszcze elekcyjnym, do-
stał się Stanisław August, wolą i łaską Katarzyny II. Cesarzowa
była już w Polsce wszechwładną a byłaby owładnęła rzeczpo-
spolitą, gdyby nie pragnienie zdobyczy na Turcyi, gdyby nie
żądza rozprzestrzenienia się wszechstronnie, która Austryę i Pru-
sy oszczędzać i jednać sobie kazała…
Nigdy wybór człowieka, przeznaczonego na- zgubę; narodu,
trafniejszym być nie mógł. Stanisław August miał najświetniej-
sze przymioty, jakie kiedykolwiek słaby charakter pokrywać
mogły. Było to dziecię wieku zepsute, z którego wychowanie
wszelką rycerskość ducha wyssało… dając mu natomiast najbły-
skotliwszą ogładę, najbardziej ujmującą łagodność, najzniewieśeial-
szą zalotność… i najbezwstydniejszą bezsilność.
W chwili gdy Stanisław August wstępował na tron polski,
w całej Europie czuć już było drgania, przygotowujące wielki
kataklizm końca wieku.
Francya przeznaczoną była, aby tam wybuchł ów wulkan,
którego lawami na długo zalać się miały europejskie niwy. –
Despotyzm i zepsucie moralne, które otoczenie jego szerzyło,
gotow r ały gwałtowną reakcyę… Rewolucya francuzka wybuchła
za Ludwika XVI, ale konieczność jej widną jest za XIV.
Ten król-słońce zwiastuje bezkrólewie. Bezbrzeżna władza
i zużytkowanie państwa przez jednego człowieka, zapowiaida pra-
wem koniecznem panowanie tłumów i despotyzm motłochiu…
Francya moralnie podkopana zepsuciem obyczajó{v, wy-

cieńczeniem charakterów, nie potrafi się zdobyć na spokojną,
normalną walkę o prawa swe zdeptane — musi szukać ocalenia
w rewolucyi, we krwi i szałach… Szał monarchiczny — Cćtat
ćest moi! — rodzi następstwem naturalnem szał rewolucyi i gilo-
tynę. — La libertć ou la mortf
Zwiastunami wielkiej burzy są Jasne komety, przebiegające
po niebie… Z ziarn śpiących od czasów reformy… rodzą się tu
— 17 —
najśmielsze pomysły… Wszystkie dążą do jednego — obalić to, co
jest, bo co jest, ziem i poczwarnem jest…
Wiek XVIII czuje potrzebę wyjścia ze starych kolei, choć
jeszcze nie wie, na jakie nowe wpadnie tory… Ideały pochwy-
cone z dziejów zdają mu się zbawieniem… chociaż historyę prze-
twarza i rozumie wedle swej chuci.
Prąd nowych idei — rzecz szczególna — najprzód szczytami
płynie… Najwyższe klasy społeczeństwa przyklaskują mu, na
tronach ma zwolenników i wielbicieli… Stanisław August w bi-
bliotece swej, zostawszy królem, stawi posąg Voltaire’owi, Kata-
rzyna z nim koresponduje, Fryderyk go wabi, Józef II naśladuje
ich oboje…
W Polsce jednak początek panowania Stanisława Augusta
nie odznacza się wcale cechą tego reformatorstwa… Polska jest
jeszcze wiernie katolicką, fanatycznie nawet usposobioną, i da-
wnej swej tolerancyi tak niepamiętną, że daje obronę dyssyden-
tów w ręce obcych jako nieszczęsne dekompozycyi narzędzie.
Tylko w klasach wyższych, już od czasów Jana Kazimierza i So-
bieskiego coraz bardziej francuziejących, jawi się ów prąd no-
wy… a w naiwności swej panowie i panie sądzą, że go z kato-
licyzmem jakoś ożenić potrafią. Szczególny to fenomen owego
wieku, to posłuszeństwo modzie i kompromis z sumieniem. Sta-
nisław August nie gra roli świętoszka, to prawda, ale wielka
część wyższego społeczeństwa już religię ma tylko jak płaszcz,
do wyjścia na ulicę — a w domu czci Voltaire’a…
Mało jest jawnych niedowiarków, lecz w wyższem społe-
czeństwie fanatyzmu też niema, a gorliwość wielka rzadką. Za-
to możniejsza szlachta i drobna, wszystko, co na domowym rosło
gruncie, szczerze i poczciwie katolickie, powiedzmy lepiej chrze-
ścijańskie…
Katolicyzm splótł się z życiem, wsiąknął w nie tak głęboko,
że chcąc go wykorzenić, samo życie wydrzcćby potrzeba. Lecz,
z wyjątkami nie wielu, zdrowa to wiara czynu i uczucia, nie mę-
drująca, nie polemizująca, a miłująca Chrystusa, bo Chrystus
był miłością.

W porządku społecznym, choć od czasów Moskorzowskich
i Starowolskiego, choć od przysięgi Jana Kazimierza widziano
potrzebę reformy stosunków — podniesienie stanu wieśniaczego,
nadanie swobód a raczej praw tym, co żadnych nie mieli; — choć
Polska w ćmie trzech rozbiorów. Tom I. 2
1*
na Rusi od Chmielnickiego
clitop głowę podnosił — trzy-
mał się stary porządek pa-
tryarohalny siła, jaka mu na-
dały wieki. To wapno i ce-
gła i kamienie zrosły się je-
dnym murem.
Na dnie może coś staro-
słowiańskiej demokratycznej
gmin; pamiątek zostało, na
Rusi — Itromadawclikijcze.hwik,
więcej niż indziej— ale to by-
ło bezsilneni… Działy sięuci-
ski jak wszędzie, mogły być
nadużycia, a przeeież ów pa-
tryarełialny porządek nie był
W ogóle tak ciężkim, jak się
zdała wydawał…
Po staremu jeszcze wy-
glądała rzeczpospolita, a nie-
co po barbarzyńsku dla tych,
co jej nie rozumieli i co ze zbytków zachodnich i ogłady wjeż-
dżali w ten kraj surowszych obyczajów i życia. Dla tego też
pierwszem zadaniem króli Stanisława Augusta stało się owo cy-
wilizowanie, które zwiastował jako swój najświętszy obowiązek…
Nic* zastanawiano sic zbyt głęboko nad tern, jakimi tryby nale-
żało światło rozlewać aa pomrokJ odwieczne, ani jak ono po-
działa—zasadzono może oświatę nie na tern, co ją stanowiło w isto-
cie— lecz wywieszono jej godło. — W tern przebudzeniu u góry
Yoltaire nieco popsuł sprawy Loyoli — naprzeciw obwinionych
o Alwara stanęli Pijarowie z gramatyką francuską.
Chwilowo francuszczyzna mogła się zdawać i byó postępem.
ale pod względem obyczajowym niosła zrazu z sobą ogładę bez
podstawy… i odrąbała całą jedną klasę narodu od jego reszty…
To, co mówiło i żyło po francusku, stanowiło odrębny świat,
brzydzący się niemal tą Polską, która dian była barbarzyńską…
Tędy wcisnął się kosmopolityzm… Dla sfrancuziałyeh, gdzie tylko

brzmiał ten język. była. ojczyzna i mogli nawet bez zgryzoty
sumienia sprzedać własną temu, codo nich po francusku zagadał.
Słani /> łatr Poniatoirulii.
kasztel, krakoiraki, ojciec króla
1670—1762.
Ten język całą klasę, ja-
keśmy rzekli, wydzielił, obcą
uczynił narodowi.
Nie mamy co mówić o wpły-
wie Niemiec w T tej epoce: nie
było go wcale, duchowo one
się jeszcze nic zbudziły, a Fry-
deryk Wielki pisał po fran-
cusku.
Wpływ też rosyjski nie hyl
pod względem treści życia
moczącym— Generałowie,mó-
wiący po francusku, bałamu-
cili piękne panie nic « ‚iv-
cej. Żywioł wszakże ruski
grał wielka rolę w Polsce
i z duchem polskim się bratał.
W ziemiach niskich wie-
śniak się chętnie uczył przy
dworze po polsku, a pan czę-
sto, pod dobry humor, zanucił
dumkę ruska, lub palnął dosadnera przysłowiem. Nie było walki
miedzy bratnimi językami, plotły sięzsobajak dzieci w kolebce…
Ciężej było ze starszą, a odrębuiejszą mową litewską, która
się zespolić. z naszą nie mogła, ani jej ustępowała miejsca… ale
i ta szła jak siostra posłuszna za braćmi.
W miastach przeważający dawniej żywioł niemiecki wygasł
hyl prawie, gdzie go nowe zaciągi, jak w stolicy, nie podsycały,
Krakowskiemu mieszczaństwu imiona zostały niemieckie, serca
porosły polskie. Tak i gdzieindziej. Protestantyzm nie prze-
śladowany nie stawił się nieprzyjacielsko, ani komu zawadzał.
Stara rodowa ku Niemcom niechęć i wstręty trwały wprawdzie,
choć je wieki znacznie złagodziły. Kochać nie mieliśmy za co,

nii’iiawiilzie<- jeszcześmy nic mieli powodu— śmiano się ze szwar-
gotu, harcapa i fraczka… Miasta wegetowały w ciszy, nawet
tych swobód nie śmiejąc zażywał’, które już za Zygmunta Augu-
sta im ponadawano,..
Weszli za Piastów jeszcze do Polski Żydzi szeroko w niej
gościli. Był to żywioł już w owych czasach tak wrosły w ciało
Konitaticiia i /ta. ^zarlortiskicli
Poniatów xka, kasitcL krakoicnka,
matka króla f !7»,
rzeczypospolitej, że się z nim rachować nalegało… Wśród po-
gardy, lekceważenia, popychania, Izraelici z zaciętością niezmo-
żoną. potrafili zorganizować status in stażu, a w życiu stać się
niezbędnymi… Służyli szlachcie, a panowali nad wieśniakiem…
Handel cały był w ich rekach, pieniądz przez nich przechodził,
pracowitość Ich i zabiegliwość dawała im bogactwa — zżymano
się i srożonn, ale ani się pozbyć, ani reformować ich nie umiano.
Izraelici sami nie przypuszali naówczas, aby gdziekolwick-
bądż mogli zespolić się z obcą a nienawistną narodowością. —
Nie mając współzawodników w handlu pieniężnym, ciągnęli z nie-
go zyski ogromne. Nieopatrzno.se, będąca w charakterze naszym,
posiłkowała im w tej drapieżnej pracy.
— 21 —
Nie ubliża to bynajmniej dzisiejszym Izraelitom, co o ich
przodkach prawda i historya mówią, — wyłączne prawa wszędzie
tworzą wyłączne a pasorzytne klasy… „
Rzeczpospolita po staremu dzieliła się jeszcze bardzo dobi-
tnie na stany… Acz w szlachectwie nie było stopni i równość
należała do zasadniczych praw rycerstwa, w rzeczy senatorskie
rody i magnaci osobną stanowili kastę. Prawo jej nie znało, ale
obyczaj wytworzył. Przodowali i rej wiedli magnaci, których
dwory i domy na dwa podzielić można odcienie. Staropolski pan
nie stracił ani cechy zewnętrznej, stroju narodowego, ani języka,
ani poczucia związku swojego z całością. Tych domów starych
było jeszcze dosyć za czasów Stanisława Augusta, acz liczba ich
przez nowe wychowanie młodzieży się zmniejszała. — Domy pań-
skie zagranicznej kultury liczniejsze, większego zażywające

wpływu, politycznie czynniejsze, były u steru… Kosmopolityzm
był ich cechą… Voltaire uczył ich być ludźmi, a ośmieszył im
Polskę.
Pod tą złoconą skorupą leżał cały świat szlachecki, bodaj
jeszcze prawie taki, jakim go z żywca Pasek malował… Byli to
z koni zsadzeni rycerze, z ową fantazyą starą, z ową butą kró-
lewiąt, z sercem najpoczci wszem, z głową rozmarzoną, choć często
pustą… Serce ich wiodło, uczucie im sterowało… W gniewie
zabić gotowi, umiłowawszy, na śmierć szli sami. Naród to był…
jak mrówki na mszycach, siedzący na nieoświeconych wieśnia-
kach… Lecz gdy wieśniak-mszyca, w imię Chrystusowej miło-
ści przemówił, ściskano go jak brata… Żebracy trzymali do chrztu
dzieci pańskie, gromady kumały się z dworami… Mimo szcze-
pionego fanatyzmu serce polskie oburzało się nań… przebaczano
go mnichom, lecz nie praktykowano… Religia pojęta, przyswo-
jona, ukochana, rozumiana sercami jak może nigdzie w świecie,
od kolebki do grobu świeciła gwiazdą przewodnią; lecz nie owa
mieczowa, krzyżacka, jezuicka a fanatyczna co rozgrzesza, byle
jej kto panować pomagał — ale łagodna, serdeczna, ewangeliczna…
z otwartą piersią a dłonią.
Między duchowieństwem a szlachtą, jednej matki dziatki,
panowała harmonia, która się nie rychło rozstrajać zaczęła. Ple-
bania, klasztor, były to gospody a dachy, bez których się obejść
nie umiano…
W majętniejszy eh dworach rzadko się obeszło bez kapelana…
_. 99
Wszystkie te żywioły razem stanowiły ową przechowaną
za długo starożytną Polskę, która dziwnie może wyglądała ze
swą średniowieczną fizyognomią wśród XVIII wieku, ale była
pełnym barwy, wdzięku, fantazyi obrazem… dopiero za panowa-
nia Stanisława powoli blednąc poczynającym. Dziewięć wieków
składało się na budowę, na jej rysy, mchy, porosty, grzyby i stwar-
dniałe cementy… teraźniejszy (osiemnasty) ze w^szech stron po-
czynał ją podmywać, łupać… ciosać… i przerabiając burzyć…
Ostatnią pieśnią szlacheckiej rzeczypospolitej… był hymn
konfederatów Barskich… Z nimi padała Polska stara, katolic-
ka, rycerska…, na jej sterczących gruzach… już inne powiewały
chorągwie…
II.
POLSKA PRZED ROZBIOREM.

1764—1772.
Polska i Rosya. Dwa organizmy. Prusy. Fryderyk W. Stan Rzeczypospolitej. Partya
Czartoryskich. Sejm konwokacyjny. Rachuby familii. Młody król. Nieufność RosyL
Sejm. Sprawa dyssydentów. Soltyk. Obawa absolutyzmu. Repnin, Król i Carowa.
Kraj. Korpus kadetów. Ks. Czartoryski. Dyssydenci. Konfederacya Radomska.
Stronnictwo płatne rosyjskie. Groźby detronizacyi. Repnin złagodzony. Sejm 1768.
Wywiezienie senatorów. Udział w tern króla. Upodlenie sejmu i narodu. Gwarancya.
Konfederacya Barska. Jej wodzowie. Ksawery Branicki. Rycerze Maryi. Losy kon-
federacyi. Prymas Podoski. Odwołanie Repnina. Ks. Wołkoński. Partya króla.
Stronnictwo Moskwy. Kobiety. Podoski. Młodziejowski. Poniński. Saldem. Obej-
ście się jego z Polakami. Plany rozbioru. Pierwsze kroki. Ogiński. Porwanie króla.
Oo o tem mówiono po świecie. Podział postanowiony w zasadzie.
II.
Polska przed rozbiorem.
1764 — 1772.
Przyszłe losy Polski rozstrzygały się już w chwili, gdy po-
tęga Rosyi wzmagać się zaczęła. Natura i charakter obu państw
czyniły je przeciwnikami; musiały się albo zlać i połączyć lub
walczyć z sobą i łamać. Nigdy przeeiwniejsze żywioły nie sta-
nęły obok siebie. Przeszłość stworzyła z Kosyi całość— w Polsce
wyrobiła ona rzeczpospolitą, w której milion pojedynczych gło-
sów rozstrzelał się swawolnie w imię indywidualnej swobody
i idealnego pojęcia godności wolnego człowieka… Z jednej stro-
ny stało państwo w jeden snop ujęte, z drugiej kraj, który mógł
bezkarnie utrzymać się tylko na wyspie wśród oceanu…
Pod władzą jednego żyć może społeczeństwo— pod rządem
tysiąca panów istnieć tylko chyba kraj idealny, z jednostek wy-
soko wykształconych złożony, — ludzi, co się nad pospolitego czło-
wieka podnieść byli zdolni. Rosyi skupienie władzy dawało siłę;
Polsce „królewięta a ją odbierały. W walce z sobą ci mnodzy
władcy Polski szukali sprzymierzeńców nawet poza grani-
cami własnej ojczyzny, nawet u jej nieprzyjaciół. Jak sko-
ro główniejsze prace organizacyjne dokonane zostały, a Piotr
Wielki założył posady europejskiego państwa, zwrot Rosyi
przeciwko Polsce stał się nieuchronnym. Ona ją odgrani-
czała od Europy. Za Sasów wprowadzeni do Polski Rosyanie
nauczyli się oceniać jej słabość i bezbronność. Wstąpienie nri
W^

■~^j
5
wL T^nM
Cesarzowa Katarujna ll-tja.
iron Katarzyny było hasłem do rozpoczęcia podboju, lecz pod-
boju, w którym oręż grał najmniejszą, rolę. Innymi środkami
mogła ona opanować Polskę, mnożąc w niej rozterki, których
nasiona znalazła na gruncie, wkraczając śmiało z mocy urojonej
przyjaźni tul) niemniej zmyślonej obrazy. Ogólny stosunek
państw i interesów europejskich, polityka mocarstw zachodnich,
współzawodnictwo Austryi i Prus, słabnięcie potęgi porty otto-
mańskiej, wszystko dziwnie dokonaniu tego zaboru sprzyjało.
Lecz w pierwotnym pianie Katarzyny było zapewne Mgarnięcłe
1’ulski lalej, którą już za zdobycz prawie pewną uważać mogła
w chwili śmierci Augusta 111.
Z drugiej strony na czatach stały chciwe rozszerzania się
Fryderyk II, król pruski.
kosztem tak łatwym polityki machiawclskiej i potęgi swej woj-
skowej—Prusy, polską powolnością wyrosłe, a spanoszcniem się
nagleni i szczęśliwem do olbrzymie ii uzuchwalone nadziei. Pań-

stwo to, zlepek .świeży, na gruzach zakonu krzyżackiego sbudo-
wane, z brancleburskich piasków na żyzne równiny Prus się
przcsiadlszy, korzystało z nieszczęść Poleki w r. 1667, by się
z jej lennictwa uwolnić; zbogacało się spadkami ze wszech stron
i luniejętnem wyzyskiwaniem alabosei sąsiadów, stuło się cale
obozem i koszarami, aby pozyskać silę, przechodz&CA, jego roz-
miary, i już za Fryderyka W. ważyło nu szali Europy, a poli-
tyką zręczną i bezsumienną paraliżowało silniejsze od siebie
Cesarsotca Marga Terę.
mocarstwa. Ciasno mu już było w szczupłych i niedogodnych
granicach, mimo zdobyczy na Austryi dokonanych, a oczy jego
chciwie zwrócone były na łatwa, Edobyoz, jaka, przedstawiała
zdezorganizowana, osłabia, wyniszczona saskiem gospodarstwem
Polaka.
Pryderyk W. ezyhaJ aa przylegle państwo, swemu prowineye
rzeczypospolitej, tki dawno posiiidłnśri zakonu, a nie mogąc myśleć
o zagarnięciu całej rzeczypospolitej, pierwszy rzucił myśl podziału.
— 29 —
Austryę łatwo było zmusić do wzięcia udziału w tym za-
machu, bo nie mogła dozwolić obojętnie zwiększać się groźnej
potędze sąsiadów i musiała, niejako dla obrony własnej, stać się
sprężyną do wykonania planu, któremu nie była w stanie prze-
ciwko dwom się opierać. Fryderyk W. znał wszystkie wady
organizacyi zbutwiałej państwa otoczonego nieprzyjaciółmi, a nie
czującego niebezpieczeństwa własnego; znał upadek obyczajów
i charakterów rzeczypospolitej, bystre jego oko rozliczyło za-
wczasu, iź opór nie może być groźnym. Polityka Antimachia-
wela stała się prawdziwie machiawelską, aby osiągnięcie celu
przyspieszyć. Ani Francya, ani Austrya nie mogły czynnie sta-
nąć w obronie rzeczypospolitej.
Stan wewnętrzny Polski i jej społeczeństwa posługiwał wielce
widokom Rosyi i nadziejom pruskim. Szlachta, która wrzekomo
rządziła rzecząpospolitą, nie była oddawna w stanie zadaniu te-
mu podołać. Skrzywione jej wychowanie, wypaczone tradycye
z innych wieków, zacofanie na średmowiecznem stanowisku —
czyniło ją bezsilną. Rycerstwo, wyborne przeciwko tłuszczy ta-
tarskiej, nie mogło się już mierzyć z nowemi wojskami europej-
skiemi; rzeczpospolita silna niegdyś wśród mniej spójnych a orga-

nizujących się państw sąsiednich, słabą się stała wśród wyrosłych
i zmęźniałych. Nadewszystko zaś polityka szlachetności i dobrej
wiary, jaką się w sprawach publicznych zawsze rządziła Polska,
nie starczyła przeciwko machiawelstwu gabinetów. Rzeczpospo-
lita z imienia szlachecka spoczywała na ręku kilku rodzin mo-
żnych, które się z sobą o przewagę i znaczenie waśniły — na nie
też odpowiedzialność za nieszczęścia nasze w większej części spada.
Dawny patryotyzm ofiarny Zamoyskich, Chodkiewiczów, Ko-
niecpolskich, co życie swe i mienie dla ojczyzny święcili, ustąpił
miejsca dumie i samolubstwu pyszałków, pragnących znaczenia
choćby poniżeniem własnego kraju okupionego.
Czartoryscy, widząc niebezpieczeństwo rzeczypospolitej pod
panowaniem Sasów, chcąc wyrwać z ich rąk Polskę, pierwsi
skojarzyli się z Rosyą dla gospodarowania z jej pomocą w rze-
czypospolitej i pierwsi padli ofiarą fałszywej tej idei, iż bezkar-
nie się nią posługiwać będą mogli. Barwy ich (czerwono-biało-
zielone) w czasie sejmu konwokacyjnego znamionowały razem
przyjaciół Rosyi i zwolenników Familii. Był to pierwszy jawny
przykład sojuszu z obcymi dla zastąpienia nimi hraku stronni-
ków we własnym kraju.
Siło fco Kusy i na rękę, lin wezwana, uproszona, miała le-
galny pozór rozaładanfa się « rseczypospołitej. Od tej chwili
Ii<»y.’i a każdym rokiem pozyskiwała sobie większa silę. mno-
żyła zwolenników, organizowała się coraz potężniej i weszła na
drogę, która ja wiodła do celu.
Już sejm konwokaeyjny, przygotowujący elekeyę kandy-
data Bosyj aa tron polski, a który się nikt z obcych nie zgła-
szał—ujawnił Polski upadek. Przedsiębrane kroki dowodziły boz-
silimśri. nieporadności, chętek do czynu niesposobnych. Zjednaj
strony potęga, HtbiegUWoao, rozum familii, jej odwaga— z drugiej
gromadka ludzi, jak Potoccy, potężnycli mienieni i wpływy a nic
śmiejących i nic umiejących ich użyć, Radziwiłł, serdeczny A bu-
tny maż bez głowy, hetman ISranieki, pyszałek ben zdolności, Soł-
tyk, gorący miłośnik ojczyzny nic stworzony na wodza. Jedno-
ści, energii, kierunku rozmyslanego brakło — a dołem burzyła
się szlachta osowiała, sparaliżowana, bezwiedna drogi, dająca się
wieść, pchać, imać na słowa i obietnice – szlachta, w której
nawet zgaś! zdrowy instynkt zachowawczy.
Tron polski jest już tak jawnie do rozporządzenia cesarzo-
wej, iż Franeya ani się myśli nim opiekować, posłowie obcy wy-
jeżdżają, nie mając tu co robić. Czartoryscy jednak, widząc
nawet ten stan niewoli upadlającej, łudzili się znać wywikłaniem
z tych pęt sojusznika swego, sądząc, że równie łatwo będzie się
go pozbyć, jak było łatwo przywołać-. Wierzyli może jeszcze
w bezinteresowność wielkiej monarchhu. w opiekę prawa pu-

blioanego Europy, W konieczności równowagi na północy (la ba-
lance du Nordi, w interes państw, które powinny były utrzymać
niepriLlIegluść Polski.) Początki pasowania Stanisława Augusta zwiastowały się lepiej, niżby po sposobie, jakim elekeya jego dokonaną została, spodziewać się było można. Król inial jak najlepsze chęci, idee i zaczątki zbawiennych reform rodziły się obficie, zastałą rzecz- pospolitą miano cywilizować i z gruzów ją podżwiguać, zapo- ‚ i Ziliijc -ii; [!■;. ‚i- ]irziTiii-lir»v:ili ■-)«■. saiimi’-, }.<■ ■/.<■ -liiti:i ty lku kiiliirlii do czynie- nia ttaoA IkiIm, lxi charskliT Katarzyny II nic byl jeww tak ja-tio iwwiriiily. ;t [m- wiui pjiii-hośi- |Ki.-i(;])i>«-imia faNaywii- wnioskmme iki/.wdiilu. F. A.
— 31 —
wiadano reorganizacyę wojska, akademii, skarbowości, sądo-
wnictw— epokę rozkwitu piśmiennictwu i sztukom. Król młody,
miły, pragnący i umiejący się podobać, łagodny, uczony — zda-
wał się wielkim paniom i faworytom, którzy nim kierować chcie-
li — ideałem panującego. Ale „nie był to sternik dla okrętu wśród
burzy.”
Pierwszych lat parę spłynęło w najpiękniejszych nadziejach.
Czartoryscy też, którzy dotąd rej wiedli w kraju, poczęli
nieoględnie upominać się zawczasu o prawa niepodległego sprzy-
mierzeńca, nie zaś posłusznego hołdownika, jakim Polskę chciała
uczynić Katarzyna. Sam Stanisław August, zapomniawszy o wa-
runku paktów — bo mu wolno było zaślubić tylko Polkę — po-
tajemnie pono rozpoczął starania w Wiedniu o rękę arcyksięź-
niczki Elżbiety, we Francyi o ks. Elżbietę lub ks. Conti. W tern
wszystkiem czuć było pragnienie wyswobodzenia się z pod Ro-
syi lub oparcia na opiece innej, aby nie zostać na jej łasce. —
Uśpiono na chwilę czujne oko ambasadora carowej— ale nie po-
trafiono złudzić baczniejszego, zwróconego na Polskę, jako na
łup przyszły, wejrzenia króla pruskiego.
Cesarzowa dowiedziała się o tajemnych króla staraniach
u dworów i widziała w nich chęć zapewnienia sobie władzy
większej, -zmiany tronu na dziedziczny za przykładem króla
szwedzkiego. Obrażona jej duma i obudzona nieufność, zwróciły
się z mściwą zajadłością przeciwko świeżo wyniesionemu ulu-
bieńcowi.
Rozgłoszono *), iż król swobody rzeczypospolitej chce ukró-
cić. Wojska rosyjskie, o których ustąpienie z kraju upominać

się zaczęto, w T podnieconej sprawie dyssydentów znalazły dobry
powód zatrzymania się w granicy rzeczypospolitej. Król też
pruski, pod pozorem, iż komory polskie poddanym jego ciążyły
i niby dla odwetu, niesłychane cła nałożył z wielkim dla handlu
polskiego uciskiem. W duchu wieku zagajona sprawa wolności
sumienia, obrona praw różnowierców,* dostarczyła pozorów do
wichrzenia i mieszania się w sprawy polskie.
Król w istocie był tak zewsząd osaczony, iż dla wyrwania
się kroku już uczynić nie mógł. Radby był szukać opieki i obro-
ny w Austryi i Francyi, ale mu nawet jawnie nie było wolno
) Eesen. — 32 — nikogo trzymać przy dworach obcych — przynajmniej z osób
znaczniejszych rodem i urzędem, tak że do Wersalu zamiast ks.
Sułkowskiego, wysłać musiał tylko szambelana Łojkę.
W takich to okolicznościach otwarty został sejm, na któ-
rym, przy sprawie dyssydentów, wystąpił gwałtownie, zadając
im zdradę kraju i uciekanie się pod opiekę obcą, biskup kra-
kowski Sołtyk. znany z namiętnej nienawiści przeciwko Rosyi
i osobistej niechęci ku królowi i Czartoryskim. Postać to, jak
wiele innych tej epoki, niedorastająca rozumem stanu i zdolno-
ściami wysokiego stanowiska, na jakiem ją szlachetny, a czę-
sto nieopatrzny patryotyzm stawi— Sołtyk, bezwiednie, wichrząc
w imię religii, dał się uwieść podszeptom króla pruskiego. Gwał-
towne i namiętne wystąpienie jego pociągnęło za sobą zelektry-
zowaną szlachtę.
Niechętny królowi, pochwyciwszy nieopatrzne słowo księcia
podkomorzego Poniatowskiego, który się przy kilku posłach ode-
zwał, że bez wzmocnienia władzy królewskiej kraj się nie ostoi —
Sołtyk, zebrawszy u siebie świadków- i wielu posłów, ogłosił to
jawnie jako groźbę przyszłości. Łatwo mu przyszło najdrażliw-
szą zawsze o utrzymanie swobód swych szlachtę zniechęcić.
„Król, pisze współczesny*), zupełnie ufność u narodu stracił.
Nie ma systemu w postępowaniu, usposobienie wielce romanty-
czne, podległe fantazyom i złudzeniom, mało gruntowności w są-
dach—to za wysoko, to za nizko, a nigdy z samym sobą w zgodzie.”
Sąd tak surowy przynajmniej za zbyt przyspieszony w obec-
nej chwili uważać można. Król jeszcze naówczas widział cel
przed sobą i szedł do niego ze świadomością środków, jakich
mógł użyć. Starano się o zmianę tych praw, które hamowały
sprawy rzeczypospolitej — wsunięto między poprawki (kanclerz
litewski) klauzuil, ażeby w rzeczach skarbu, sprawiedliwości,
wojskowości, prostą większością sejm rozstrzygał. Repnin, który
nie był Arguseni w polityce (Essen), zrazu się tego nie dopa-
trzył.- -Ta większość znaczyła króla, który się ją zawsze po sobie

mieć spodziewał, a przez nią te trzy najważniejsze rządu sprężyny:
skarb, wojsko i sądownictwo. Korzystając z rozdrażnienia prze-
ciwko Rosyi sprawcą dyssydentów wywołanego, chciał król mieć
i podatki uchwalone większością. Pochwycony Stanisław August
in flagranti delicto przez amba-
sadora, zagrożony został oświad-
czenjeni dworów rosyjskiego i
pruskiego, iż nigdy zmian tych
w konstytucji nie ścierpią.
Benoit, rezydent pruski, po-
słuszny Repninowi, popiera! go
• iświadczajac, iż jeśli król na
pomoc Austryi rachuje, król też
pruski może natychmiast 12,000
wojska do Polski wprowadzić.
Toż samo d. 11 Listopada (1766′
powtórzyli posłowie prymasowi
i marszałkowi sejmowemu. Re-
pnin nawet przed senatorami
polskimi występował w roli
obrońcy wolności polskiej prze-
ciw absolutyzmowi króla. Tak
, , *. . , hsiąię Repnin.
poczęło się już naowczas mę-
czeństwo słabego Stanisława
Augusta, który w czasie sejmu, wysłuchawszy głosu biskupa Kra-
sińskiego, zemdlał na tronie, a w rozmowie ze starym hetmanem
Braniekim i Mokronoskim— zaklinającymi go, aby się na Rosyi
nie Opieraj — rzewnie płakał.— Te mdłości i łzy. o ile czułego do-
wodziły temperamentu, o tyle siły charakteru, tam gdzie jej
najwięcej było potrzeba, nie zapowiadały.
Nadaremnie posłowie królowi oddani sprzeciwiali się czy-
taniu noty ambasadorów, która większości głosów w sprawach
najważniejszych nie dopuszczała, daremnie wzniecono tumult
i wrzawę przy czytaniu uchwały prawa o dyssy dentach— próżne
były groźby posłów i nakryte wobec majestatu głowy, i ucieczka
króla 7. burzliwej sesyi, którą narzekania zamknęły. Nadare-
mnie z izby poselskiej roznamiętniuna BZlachta do semUnrskicj
drzwi łamać chciała i marszałka sejmu do ucieczki zmusiła —
nazajutrz Repnin, co chciał, do skutku doprowadził. Sejm ten
nikogo nie zadowolił, a dla przyszłości zgubne zostawił nasiona.
Sascy tylko apanaź dla księcia swego wyrobili.
Na list króla, domagający się ustąpienia wojsk rosyjskich,
cesarzowa odpowiedziała, iż one były potrzebne dla zapewnienia

Polikn w cniif tneeli roiblmćw. T»m I
A

  • ;u
    „Wprowadzenie
    wojsk moich, nietyłko że za
    szkodliwe uważancin nic było,
    ale uznane zostało poZytecznem
    j;iko podpora wolności publicz-
    nej*).
    Wśród tych gtaHb przyszłej
    burzy, jedynem światełkiem,
    zwiastnji[.eeiii oil rodzenie, był
    założony przez króla, plelęgno-
    wauy przez Czartoryskich kor-
    pus kadetów, darowany rzeczy-
    pospolitoj, na który w pierw-
    szych ‚\wn tecieeh wydal Sta-
    nisław August 2,136.023 zip.
    Tam w istocie wychowywała
    sic, nadzieja lepszej przyszłości.
    I ta jest miedzy nnuii najdzielniejsza
    |julodzifż.
    Oo nosiła wojenna jej-o szkoły odzież.”)
    Poszukiwano naówczas najzdolniejszych dla tępo instytutu
    nauczycieli i przewodników, a ks. generał ziem podolskich, który
    Ksiąif Kaunit;.
    „I <L’inlroduHi U- nu.. tronpcs, I.iin iletre rcfiardćc pomnin pernicieiise, ful
    reconnne ntile et rominc un nppuy ii In liberio publii|iie :’.o lWcmbre ITlili’.
    „) I’stanoiYicnie tej szkoły rycerskiej, zwanej bwjWIiMD kadetów, należy do
    rzeczy wislyli /;i-Iiil’ Poniuloiiv.ki.yo; była ona jego dziełem i ks. Adama j;eiicr;i
    lazLein podolskich. Pierwotną myślą króla i księcia było nietyłko utworzenie zastępu zdol- nych i wykształconych oficerów, ale też młodzieży, któraby mi sj.olcczc]’]sl\vo oddzia –
    łać mogła, dając mu przykład oglądy, światła, europejskiej cywilizneyi. Łożył król chętnie im szkoli;, a książę Adam mocno się nią zajmował, wlewając w młodzież obok nauki gorące [lalryiilycznc uczucie, którem przejęty byl sławny kalrchUm, jakiego lit nauczano,— W pirrwszycb [«H’ząlkaeh wzięto młodzież już. j»>drosl;t r .-.zenuasto- i o sieiu-
    naslolclnicli chłodów, majętniejszych i uboższych, dobierając i” -li nawet co do posta ci,
    która pobłażanie księcia i buta szlachecka nader t rudnymi uczyniły do ]>ows trzy nian ia
    w rygorze. Późniejsi uczniowie młodszymi brani, wdraiani w karność, lepiej i łacnie poprowadzić sic duli.— Szkolą mieściła sic w pałacu Kaźniimwskim, w którego po- dwórcach odbywały sic inustry i parady gwardyi pieszej litewskiej, iiiies/.czaeej sii; w bliskich koszararh a raczej dworkach. — Liczba uczniów bywała różną w miarę jnk funduszów na utrzymanie starczyło. Około 1780 r. bywało Ich około oś mi u dziesięciu. Szkoła utrzymywana była w ścisłej karności wojskowej. Mundury kadetów paradne
  • 35 —
    na wiosnę 1767 r. przybył do Berlina na rewie i manewra pru-
    skie, z wielkim pocztem i wspaniałością niemal królewską — ofia-
    rował tam p. Barrifere dyrekcyę korpusu z pensyą trzy razy
    większą niżeli pobierał w Berlinie— Barrtere odmówił.*)
    Zarówno przeciw królowi i Czartoryskim rozjątrzona caro-
    wa zuchwałemu Repninowi, niedawno jeszcze pensyonowanemu
    przez króla, puszcza wodze dla zawichrzenia Polski, podnosząc
    wrzekomą dyssydentów sprawę. Wszystko, co żyło nienawiścią
    i pragnieniem zemsty przeciwko familii i króla, złudzone obie-
    tnicami detronizacyi, łączy się z konfederacyą i popiera Repni-
    na. Nadzwyczaj zręcznie i śmiało posługuje się Repnin uwie-
    dzionymi głośnych imion ludźmi, jak ks. Karol Radziwiłł, użyty
    za narzędzie do tego niecnego rymarku. Jednych wiedzie ambi-
    cya, innych zemsta, nadzieje władzy, wreszcie grosz rozrzucany
    obficie i zakupione sumienia.
    Konfederacyą Radomska zarówno smutnem jest świadectwem
    składały się z koletu i spodni białych, z patron taszem i bandolierem pąsowym aksa-
    mitnym z galonkami złotymi, i ozdobnego kaskieti aksamitnego.
    Król który nosił tytuł szefa korpusu, chodził często w mundurze kadetów, książę
    Adam był komendantem z rangą starszego porucznika; hr. Fryd. Moszyński vice-komen-
    dantem. Generałem dowodzącym był Wojna, starosta stanisławowski, szambelan króla;
    pułkownikiem, zajmującym się mustrą i wykształceniem wojskowem, Wodziński. Pro-
    fesorów było wielu zdolnych i z zagranicy umyślnie posprowadzany eh, jak Hubę, Wul-
    fere, Steiner i t. p. Nauczali też i Polacy jak Łęski, Skrzetuski, Sierakowski, Jasiń-
    ski i t. p. < Książę Czartoryski, — pisze Bukar, który sam tu nauki odbywał — urzą- dzając szkołę rycerską, napisał katechizm kadecki czyli przepisy moralności i obyczaj-
    ności, cnót publicznyeh i prywatnych, najjaśniej i najzwieźlej ułożone przez pytania
    i odpowiedzi, służące do ukształcenia rozumu i serca młodzieży opiece jego odda-
    nej. W tych przepisach przebija się cel — miłość ojczyzny… Każdy kadet na pa-
    mięć* wyuczyć się go musiał, a do tego jeszcze wiersz o miłości ojczyzny Krasickiego.
    Dziecię poprawne Naruszewicza, o szlachectwie Satyra przez tegoż, o powinnościach
    obywatela przez Karpińskiego.* Szkoła ta była rozsadnikiem nowego ]X)kolenia,
    lecz umieszczenie jej w stolicy, w ciągłej styczności ze dworem dość płochym, ze
    światem dość rozwiązłym, ze stolicą wolnomyslną w rzeczach poważnych, sprawiło,
    że ta najzacniejsza młodzież wychodziła z jednem uczuciem honoru, obowiązku i pa-
    tryotyzmu, a zresztą na stosunki rodzinne i idee religijne — obojętną.
    ) Barriere w pamiętnikach swych pisze o tein, wspominając o bytności ks. jenerała. Powiada, że znać było w Czartoryskim pana, który miał 100,000 dukatów dochodu. «Był to człowiek nadzwyczaj światły, mówiący z równą łatwością po ła- cinie, po polsku, rusku, niemiecku, angielsku, francusku i włosku. Gdy zwiedzał bibliotekę publiczną, przekonano się z podziwieniem, że nietylko pisarzy znał, ale wy- dania celniejsze i był znakomitym bibliografem.
    upadku charakterów, jak
    zdrowego instynktu na-
    rodu. Dają się Repnino-
    wi ująć nictylko tacy
    poziomi służalec jak Po-
    doski referendarz ko-
    ronny i płatna zgraja,
    ale łatwowierny Radzi-
    wiłł, ale dumny Fran-
    ciszek Salezy Potocki,
    idący przeciw Poniatow-
    skiemu i familii (choć
    była chwila, gdy na te
    same warunki o koronę
    się chciał godzić); het-
    man Branicki, któremu
    się śniła także królew-
    ska korona, Krasiński…
    i t. d. Wszystkimi wię-
    cej włada namiętność
    niż rozsądek, Radziwiłł
    dobrze nawet nie wiedział dokąd szedł, byle z fantazyą, głośno
    i przeciw Pana Stolnika. Wojska carowej najeżdżają i niszczą
    dobra familii, której wpływowi przypisywać musiała Katarzyna
    odstępstwo króla i domagała się zupełnego ich usunięcia od spraw
    publicznych. Zewsząd podnoszą się glosy, domagające detroni-
    zacji. Król zatrwożony, na lasce Repnina, uciekać się musi do
    pokory i poddaje swemu losowi, którego złagodzenie winien —
    mówią współcześni — pośrednictwu ks. Czartoryskiej, wszechwła-
    dnie lamującej nad zakochanym ambasadorem. Księżna genera-
    łowa, zapewne z uczuciem pogardliwej litości dla tego, które-
    go niegdyś kochała — wyrabia mu przebaczenie, okupione ser- ca ofiarą. — Trzebaż dobitniejszego piętna do obrazu wieku
    i obyczajów??
    Sprawa dyssydentów znowu się przed sejm wytacza, wy-
    wołując gwałtowną opozycyę Sołtyka, biskupa krakowskiego, Za-
    łuskiego kijowskiego, Rzewuskiego wojewody krakowskiego,
    Andrzeja Zamojskiego kanclerza koronnego i Rzewuskiego sta-
    rosty dolińskiego, syna wojewody. Rosyanie zajmują stolicę,
    i. Radu
    w której Repnin panuje
    wszechwładnie. Z zu-
    chwalstwem bezprzy-
    kładiieindotąda za przy-
    kład następcom służy
    niaj;uem, targa się on
    i opozycye, która pro-
    testować się przygoto-
    wywała przeciwko oic-
    mięstwu ambasadora.
    Charakte ry sty rzn cm
    i to jest, że winc tego
    gwałtu przypisywano
    samemu królowi, że się
    później tłomaczyć mu-
    siał, iż żadnego w tem
    nie miał udziału. *) Soł-
    tyk, powracający później
    z niewoli, gdy się kró-
    lowi przedstawiał, gło-
    śno mu to zadał, iż z je-
    go naprawy byl wywie-
    zionym. Przypisywano
    ten zuchwały krok Re-
    pnina wpływowi króla
    i familii.
    Kajetem Sołtyk,
    biskup krakowski, ksiąię siewierski.
    W pierwszej chwili trwogi i oburzenia, dowiedziawszy się o gwałcie, biegli wszyscy na pokoje królewskiego zaniku
    *) W r. 1770, gdy gmionu wYiiicziiniirn |u»!i>liiii-in jnk wnatorów 1711-S r.

ks. Czartoryskiemu kiineliry.oYii, l.ulKniiii-kinmi nwr-zalkowi. Bonin mi podkjiiirl.’

iu koron, i Pr/ivi1)cincki<-iiiii podknin. Iii., przyczynił.
Król, pr/.ywoluws-zy senatorów, czytul im ivój lisi d. 21 lirudnia 1770r. do ł ‚i-Ttarzowcj, w którym wyraźnie (.owindii, i u- 17117 .n/r był ttneitntkitm v:ny wy –
■enia.t Lint (CD jat drukowaDJ iv pi-rnikn; List senatora da prsfjacitla.
Hvo. (6 glr.l.
HOHOWlbki (Ftimiilnit do hictoryi Polski iv o*t]Lhii< !i latach panowania

Augusta HI i pierwszych I” 1 tani stawu 1’oninlowskirgo. Powiali. 1S.TS. źiupoiwki) \m

wioda, iz kró^zastys/uws/y. /.<• Si.liyk
od-
o stawionego wojskiem rosyj-
skiem, inni do ambasadora:
dygnitarze chcieli składać
urzędy, sejm miał się ro-
zejść — lecz osadzono rogatki,
zmuszono posłów do obrad
groźbami i jeden tylko kan-
clerz Zamojski pieczęć naza-
jutrz złożył.
8ejm,trak/a/owym zwany .pod
naciskiem Repnina, który nłe
poszanował! nie umiał, oto-
czonego takimi ludźmi, jak
Podoski. Poniński, Kurowski,
uchwalił, co inu kazano . , .
Ubezpieczono prawa dyssy-
dentów, więcej dla pokrycia
niemi bezprawia, które do-
pełniono, niż dla istotnej po-
trzeby— przyjęto gwaranęyę Rosyi. Poręka tego mocarstwa w je-
go ręce oddawała przyszłe losy Polski, która o sobie samej sta-
nowić już nic mogła, a postanowionych praw kardynalnych, jako
zagwarantowanych, tknąć już nic śmiała. Wprawdzie Rosya. za-
ręczała także uroczyście całość i nierozdzielność rzeczypOBpoM-
tej, lecz już w przyszłości przewidzieć było łatwo rozerwanie kraju.
Sprawa dyssydentów na pozór i gorliwością o wiarę kato-
licką, w istocie zdeptaniem praw narodu wywołana — zawiązała

się zbyt pospiesznie ^świątobliwa”*} konfederacya Barska.
Jóief Jędnej Itr. Zalunki,
biskup kijowski.
i krui’y:ilv L r „t”W’i>«-iii wyj-eia ur / priiee-jyą i |”«lhurzeriia ludu
przeciwko uciskowi — [wsiał ilo Rcpninn z zawiadomieniem o niebwBpieezeńntwie.
ZloJr.iia Rada u króla, Rcnnin, ks. Czartoryska i inne [Minie zawyrokowali, te na-
leży i. li pnhrw i wywieźć.
Mied/.v iiiin’iiii „‚ rudzie tej miała -ii; znajdować bUwDI I i l.lmlier (piszą ją
rózniei, ulubienica królewskn, przybyła z Paryża, wielce szacowana illa rozumu, swe-
f&i i pensyonowana przez króla. Znaj ilu jemy ją jeszcze w Grodnie, w ostatnich la-
tach panowania Stanisława Anjrusta. Wszystkie panie z familii królewskiej bywały
11 niij rano i u nfc-j schodziły się z królem.
■) Tak ona jest nazwami iv plakaeie krukmi-kim, |”nl|ii-anym [irzcz Michała Czarnockiego, marszałka konfed. W. Krak. 2’i Czerwca 1708. Oryginał jej (iruko-
.- biblio
} kórnickiej.
Hetman Wacłarc AmmuJW,
W myśl zwi. i
Radomskiego związku z wy-
‚ii celem i ha-
słem, rozpoczyna się ta
smutna epopeja, klórej am
bohaterstwa zaprzeczać.
ani benUn sri oie wjdzw-
nie można.

Uderza nadewsz v itko,
ta żołnierza pełno, że ludu
mnogo. serc wiele, a gło-
wy i wudza braknie. Za-
ledwie kio sięgnął po bu-
!aw\ Bto szabel się pod-
nosi, by rękę uciąć i sobie
ją [wibwy.ii-. Rozbite od-
działy, rozdzielone zdania—
waśnie miłości własnej i więcej ochoty niż siły. wieiej iuuwi
[n /.’l’n ■tnM-i w Krasińskim, niż dzielności W najdzielniejs/.\ m Pułaskim. To przebudzenie się starej Polski szlacheckiej, ze wszystkiemi jej cnotami i wadami, z pięknością .sędziwego niili- cza i skarłowaceniem czasów ostatnich zaehwyra i smuci. Porwanie się do oręża było koniecznością wobec gwałtów zuchwałego Repnina, śmiesznego finału radomskiego związku bolesnej komedyi — wobec ostatecznego upokorzenia, porwania senatorów z łona sejmu i stolicy, które do rozpaczy przyprowa- dzały. Nie miał na to jednak odwagi żaden z wielkich dostojni- ków, którym Polski losy i cześć powierzone były- prosty szlach- cic wielkiego serca wydal okrzyk. — Za wiarę i wolność narodu! w imię Boże! do broni! Konfederacya. zawiązana w Barze, nie miała zrazu na oaełfl ani Potockich, ani Sołtyków. Nieznanego imienia szlachcic trzema synami, z kilku towarzyszami dobrej woli, rozpoczął ją jako wojnę za religię katolicką „Kawałerów krzyta fwictfgo’- , ja- ko wojnę świętą pod hasłem: „Tarczą nam będzie Murya.” — Tym człowiekiem czyim, który kunktatorstwo ostrożne biskupa Krasińskiego uprzedził, był Józef Pułaski. Związek dokonał się u kresów rzeczypospoliłej, u wrót Turcji, na której poparcie rachowali— rycerze Maryi!!— Nieprzyjaciel krzyża świętego tym Ksawery Branicki, hetman te. koronny. razein mijil być jego obrońcą! Liczono także na poparcie zgnusniałej -^^^^ W rozpuście i intrygach ^Ł Francyi, na Austryą ja-

V^^P^B ^^ k° naturalną przeciw-
II 1 J ^K niczkę Prus i Rosyi.
Na odgłos konfede-
raeyi orężnej. W imię,
^Bl •/ s ‚ a ‚ nisza- się i kupi co ^B ^Hr tylko gorętszego jest
^■L ^^r W kraju, ©o niezależnie J- ^^B ^^^ szegt) duchem, lepszego ~^-^^^^^^^ sercem, co pamiętneni
przeszłości zostało. Jest
to wojna wypowiedzia-
na Rosyi, jej królowi,
jej reformom przymusowym, jej narzuconej opiece.
Początki drobne, ale idea szlachetna i wielka zyskuje zwo-
lenników z dołem każdym, rozrasta się, przeobraża, trwa nie-
spodzianie, staje groźną i opiera wojskom carowej i Hranickiego.
W tej chwili, stanowiącej o losach kraju, występuje jaśniej
po raz pierwszy Ksawery Branicki, jeden z tych ludzi, których
epoka wydała, aby świadczyli o jej chorobliwym stanie, czło-
wiek nienasyconej ambicyi, męstwa niezaprzeczonego, namiętny
i płochy razem, energiczny i niestateczny, lekceważący wszyst-
ko, dorabiający się poświęceniem bezbrzeżnem najwyższego
stanowiska w rzeczy pospolitej, nie cofający się przed nikim i Bi-
czem, z wszystkieini wadami wycliowańca saskiego dworu i ser-
decznego szlachcica polskiego; przyjaciel króla, którego ratował
w niebezpiecznym razie pono od haniebnej śmierci, zaprzedany
mu duszą i ciałem, nim się stał najzajadlejszym z nieprzyjaciół.
Kranicki nie waha się, na żądanie króla, pieniędzmi obcych opła-
cane wojsko polskie prowadzić przeciw konfederatom i przelewać
krew braci— co sam później na sejmie królowi wyrzucał… Czyn-
na korespotuicneya wiąże go przez cały czas tej wyprawy z kró-
lem, który czuwa nad nim, jak nad najulubicńszom dziecięciem…
Takie jest wystąpienie na widownię człowieka, który odtąd nic
przestaje rosnąc, burzyć i wi-
chrzyć krajem, aby się doro-
bić powszechnej wzgardy. •)
Protest ten orężny, słabo
i ukradkowo popierany przez
Turcyę , jeszcze nieśmiclej

pTSes Francyę, tolerowany
przez Austryę nawpól oboję-
tnie, rozbudził uśpionego du-
cha, skupił ludzi, wywar!
wpływ przeważny jeśli nie
n;i losy kraju, to na rozwój
przyszły uczuć jego i pojęć,
Konfcderacya Baraka Jest
w rzeczywistości matką tego
patryotyzinti. który pod że-
lazną rózgą i sarkazmem Re-
pnina.zblogr.sbwiciistwemks.
Marka rodzi wic w walce bez
nadziei i odzywa nawet w na-
stępnym sejmie zaprzeda-
nych.
Jakimkolwiek losom uległa konfederacya. idea jej miała
znaczenie wielkie i dzieje zachowały jej tę ważność, ten urok,
Seweryn Rieicunkt,
hetman polny koronny.
„] Jak wizerunki kri’ila T tak charakterystyki riraiiickic^o iw.y-iki.- -ii 7. solni
zgodne, niema wice najmuii -yiĄ wątpliwości, fa TM prawdziwe. Nii-kl-‚r>- /. nich iuo^i
być Bkarykaturowancnii, co |« hI< .jii.-iisi ivn nic wyłącza. 11″ takich szarżowanych
wi-
zerunków należy ks. Kitowieza, który go maluje z wyrazistością wielka, iioczyinijac
od młodoŃ-i kaszl ehinica braclawskie^o i jr-i 1 wypraw wojennych za j:raiiioi. Myśmy
z tej ł-j h rk a czytali listy jejro ilo rodziny jii^iinc, znalezione \i Kminin . kt6n
tez samu
nadają, mu Fi /y oziminie: Człowiek, pisze lviii iwioz. l^ez żadnej H|irclicnsyi i W ż
adnej win-
17, lubo grodzony i wychowany w katolickiej, posilicie mawia, że który człowiek wierzy

w nicsiniiTlcliiiiśc duszy, ten śmiało do potyczki stanąć nic może. boby sic musiał lę

kać djnbln i pieklą w przyszlcm życiu, 11 żaden żołnierz dolny nie mnie hyc Świętym.
Dla tego on tyciem Bwojciu ]m> szakmcnul szntujo. (10iys7.1v.c1n jcjjn | ki h ni, dla
którego za w sic gotowy życic łożyć.- Opisuje Kitowicz równie ■ I ■ 1 1 > i 1 1 ■ i ■ [mjrdynck
jego z Onanorą, w którym BunicU postneliwuj go, nntiaił pogrólka, palnięcia mu
w leb, żeby strzelał do niego, co OwanoTO zrobi! i postrzeli! go w brzuch. Ilranicki rzucił mu worek ze czterystu iliikatatiii, nakazują” uciekać, aby p„ przyjaciele Jego, nie TMKili. .hiki.;. Arookl Byusiraki, koninaij królewski, serdoemy przy-

Adam Krasiński, biskti/i ka.
j:iki sic po nad nią unosił.
Niestetyl i»yly tu tomie
tylko dawnych bohaterów,
które za widmo Polski nie-
podległej walczyły. W pó-
źniejszych kolejach swych
konfederaeya Barska prze-
radza sie wielokrotnie. —
ludzie jej przewodzą coraz
inni, rachuby nowe, polity-
ka nie ks. Marka i Puła-
skich, ale Krusińskirh i Po-
tockich. — Król radby się
już do niej nawet przybliżył
i ona zyskać go sobie pra-
gnęła— bój na śinien- prze-
rodził się w rachuby i spe-
kulacye polityczne… Na-
czelnicy szukali schronie-
nia to pod opieką Turcyi), to pod tolcrancyą Austryj, gasnące zapały podbudza- jąc tylko z za granic. jaeiel Braiiiiki-y >. dow ii -dżin wszy sic o |*isirzcleuiu T pędem lwiąt na Wole zab
ić Cft-
-nnnv.’ i miną) *ie z [lim. uciekającym już, w chłopskim kuła, przebranym za wie-
śniaku. Nie zostawszy lu Casanow. llyiwwski wpadł do Warszawy do mieszkania
jego, gdzie zastał .-ławniku gracza hr, Tomali-. M<-/</ ( iiskie^o, miecznika koronneg
o,

i włoskie aklorki z teatru. Tomatisa wziął za Casanovę i uganiając się za nim po |*>ko

jach, wśród wrzasku kobiet, palii z pistoletu, osmalając kornety. Potem do szabli nie
wziął na Moszczcu* kiego, który Włocha zasłaniał, niechcący dal mu w ucho i narobi)
siła lireweryi. Król kazili po(< ni seigue ]lvs»-wskicgo, króry usz^Uszy szczęśliwie, dwa lala się mi:, I za granicą. Z lego powodu Kossakowska, kasztelanowa kamińska, powiedzieć minia: i'” /a -/r/.-r-i<.. }x- Hranicki mu flaki w głowie, a lo gdyby je mi ał w brzuchu, juzby życie postradał.- Wszystko to wiek maluje. Wszystkie przyczyny łask nadzwyczajnych, jakie król świadczył litanickiemu, wywodzi Kitowiez, nic zapo- uiinająe i s.rdi-czncgo stoMinku z jego siostrą, wojewodzicown mści sławską. Proces Dogrumowej, a raczej ukrócenie władzy hetmańskiej, uczyniło gn zajadłym króla wro- giem, tnk, że Poleuikin nawet w 17S7 nie mógł do pojulnatmi przymusić. P. A. „] Z tego czasu jest rozrzucone [»> Polsce pisemko <Rclacye mowy wielkiego
wezyra do cztrecb. tloinaczów. lo jest francuskiego, angielskiego, niemieckiego y we-

i wysiłków wojsk ro-
syjskich, uganiających się ca
konfederatami i starających się
ich wypneć ze wszystkich sta-
nowisk, w klórychby się skupiać
i jednoczyć mogli — wojna par-
tyzancka, ów manifest orężny,
oglądający sięwciąż na Francyę
iTurcyą — trwał uparcie. Rozpro-
szone oddziały zbierały się na
nowo. wyrastały z ziemi. Słu-
szną była przestroga biskupa
Krasińskiego, który chciał wy-
buch odwlec, kraj zorganizować
wprzódy i na dane hasło ruszyć
całą jego potęgą — leczoburzenie
rachować nie dało. Brak przygo-
towania i organizacji widoczny Celestyn (saplie,
jest w tem szczególnie, iż konfe- mars*, sejmu ms r.
deracya dopiero po pierwszych
klęskach rozbudza większe, ogólniejsze współczucie i jedna so-
bie zwolenników. Mnożą się pojedynczo związki, wspólny r. nią
cel mające — wojna podjazdowa, zdająca się zapowiedzią ogól-
nego narodu powstania, wre na całej przestrzeni Polski, ale nie
ma w niej jedności, stałego, obmyślanego planu i silnej dłoni,
coby nią kierowała.
Tam, gdzie dyktatura była koniecznością, miłości własne
występowały z sobą do boju o pierwszeństwo i władzę. Pułaski,
nieznany szlachcic, nie mógł się utrzymać ponad znaniienitemi
imiony rzeczypospolitej, które się do ruchu przyłączyły- trzeba
było do steru co najmniej Potockiego — jak gdyby nie szło o oca-
lenie Polski, ale o sławę jej zbawcy!

neckiego, mianey d. 19 Czerwca 1709 r. z insza rolacya. obozu < ‚ciarek ii -go w (‚han

teppe od d. 21 Czerwca 1719. |b. ni. draku sir. 8 w ćwiartce). W tylnie .od 21 Czerwca zdradza pochodzenie rosyjskie. Jest to opowiadanie złu ]K>l««”Byam » przy-
byciu maruzalka Potockiego i Krasińskiego, z zadaniem |>oinoey dla konfederatów,
którym odpowiedziano, aby wian; Mahometa przyjęli. — Opis przyjijcia l’olockiejio.
(Ułożone w Turcyi przez Rosyaninal.
Ka. Marek.

Rosya zagrożona woj-
ną z Tureyą, zniechęco-
na ku królowi, przeciw
któremu prymas Podo-
ski, kreatura Repnina*),
kniit pokutną intrygę na
rzecz dynastyi saskiej,
spieszyła pokonywać
rozpierzchłe po ealej
l’i.ilsr.c oddziały, wah-zą-
ce z rożnem szczęściem,
a padające w końcu uf fa-
rą i siły przeważnej i le-
pszej organizacji woj-
skowej.
Od losów wojny ro-
sy jsko-turcc kie j zależały
w części Polski losy, bo
kieska Rosyi niosła wal-
kę przeciągnąć i dać ezas
do reform zbawiennych, gdy silą po temu była. Zamiast spodzie-
wanych zwycięstw Mohamed Emina, Rosya zdobyła Chocim i dal-
szych powodzeń miała rękojmie. Ażeby jednak nie drażnić Po-
laków, odwotHIM Repnina, którego dzikiemu obchodzeniu się z Po-
lakami przypisywano rozpacz narodu i porwanie się do broni.
W istocie Repnin z nieslychanem grubiaństwein postępował so-
bie z królem, z najpierwszemi osobami, z biskupem kujawskim,
z posłami. Odwołano go w Styczniu 176′.) r., chociaż do Czerwca,
to jest do przybycia Wol końskiego, zastępczo obowiązki posła
sprawował.
*) Podoski z tym planem d< ‚tron i »y i króla, a wprowadzenia na Irun dyna- styi Kaski) 1 ), wy-l;d ilu lVN-rsl>iir-ira lir. ki:i-ir’i-Lii-M<.. prutolanta. al>- P
aiiin /Imrc/aJ
niewczesnego posła i z nicjiem odprawił. Próżne liyly Otn nikczemne, wysługiwania
si<; pryinii.si, starającego sir riii-mi ukupii- dm-lindy liiskupstWii kniki.u-kirpp.
liyl In
jeden z tych ludzi, co sukni’.; ka|dfliiską skalali iiiij.-iriiiiiiitnii-jsiym cynizme
m zepsu-
cia. Saldem nawet pogardza! nim i urctgal z niego, gdy chcącego pinii- za kuc-hanką
do Klblupa przez Ir/y itiir-iiii-i- w-ir/yinyu:i] iv \V;«r-/.;i.n ii’. dowodząc, że pr
ymas Imw
jego zezwolenia oddalić sio. nie rooie z kraju. Podoski przez ten czas z dudami mu
eskortą dwunastu Kozaków jeździł [*) ulicach, grając role męczennika. We Wrześniu
dopiero 1771 Saldem go przecie wypuścił.

Kasimtert Pułaski.
Po odwołaniu Repnina. Pa-
nin wysłał na jego mie jsce
ks. Wołkońskiego E polece-
niem, ażeby stworzy! w Pol-
sce stronnictwo rosyjskie, a
nawet zawiązał konlederac j ę.
którą chciano stawie prze-
eiw ko mnym. szczególnie Bar-
skiej, popieranej — jak w Pe-
tersburga sądzono — bardzo
silnie przez Francje. Poczy-
tywano tam króla i Czarto-
ryskii-h za oddanych zupełnie
Francji, szczególniej tych
ostatnich, dalej Wieiborskie-
go, Chreptowicza (pensyono-
wanego prz^z Francyę”. Nun-
cyusza i wiele innych osób.
Wołkoński w swych doniesieniach Panmowi, Pntiin w da-
wanych mu instrukeyaeh, malują najżywszemi barwami tjntolD
postępowania Kosyi z Polską *’i.
Wolkonski króla sądził słabym. Rosy i nieprzychylnym i da-
jącym się całkiem powodować Czarto ryski ni. Żądał od niego
tylko, ażebj- się wyrzekł rady swej. składającej się nuiiwczits
z nich, z marszałka koronnego i ex-kaiK’lerza Zamojskiego. Król
wszakże, choćby miał być zdetronizowanym i w sztuki porałM-
nym, odstąpić ich nic chciał. Wołkoński na dowód lego związku
przywodził medal, który Stanisław August wybić kazał Unmho-
wi i rozdał go miedzy swoich. Wystawiał on z jednej sin my
tarola popiersie, z drugiej okręt skołatany wśród morza, inięd/.y
skałami z sześciu żeglarzami, na których tarczach były herby
wojewody ruskiego, kanclerza litewskiego, wielkiego marszałka
koronnego Lubomirskiego, byłego kanclerza Zamojskiego, pod
kanclerzego kor. Borcha i litewskiego Przeźdiiecklego,
Król napróźno starał się przed posłem uniewinnić Gaarta
ryskich. Wolkonski, wiedząc, iż Rcpnina odwołano w oSfftd za
•) Wiittmk Europy, Lipiec 1870 r. Na Koi
K. DuIil< iwina.„ Z papierów po ks. Wołkońlktm.

■ pu
1
\ 8! > li
\i j <t V jfei ‚
7W
jego
tego
dóbr
XVII”.
dzi 1
lecz
dóbr
mać
stan
nowe
swój
stara
Chei
cesai
naby
najw

Ziralk konfederatów har.ikic/i.
Wf.llui! n-ipólcisjnpgo mlyrku.
powolność dlii familii, nieubłaganie bil na nią i niszem ai
odwieść nie dawał. Jako ostatecznego środka użyto zaj
Ich przez wojska rosyjskie, którym polecono uietylko
i brać bezpłatnie, nie nakładać kontrybuoye.
Do slwórzenia silnego rosyjskiego stronnictwa w Polsce
raklo. Prymas Podoski był nieprzyjacielem króla i fan
adherentom saskim. Cesarzowa skarżącemu się na na.
przez konfederatów kazała wprawdzie dać pensyę, ale t
ielazncmi rękawkami. Oiągniono wojewodę kijowskiego.
scią się wymawiającego, do tej roboty, z pomocą kaszt
j Kamińskiej, którą cesarzowa obdarzyła tabakierką z ej
brylantami wysadzaną. Z nią ks. Wolkoński szczegół
: się zaprzyjaźnić, znając jej nienawiść dla króla i fan
no wciągnąć Mniszebów i pani Mniszcbowej tądany por
zowej przyrzeczono. wymówiwszy się od pośrednictwa
[ia od króla pruskiego Neufchatelu! W ogóle racliow
ę,eej na Poiockich.
Młodziejowski, którego Rosya na urząd wypromow
od cia *y-
lu-
ilii. azd
‚■y
już
da-
frą
niej
ilii.
ret
do
ino
iła,
wkradał się powolnie
w zaufanie króla. Poseł
rachował na jego ambi-
cyę i pragnienie wynie-

sienia się; obieeywal mu
opiekę i płacił tysiąc du-
katów za donoszenie o
tem, co na radzie mó-
wiono… Powoli przyszłe
narzędzia Etosyi skupia-
ły się, porozumiewały
i plany tworzyły…
Poniński już należał
dospisku jako jeden z naj-
śmielszych; on pierw-
szy „w imieniu swoje-
go stronnictwa- ofiaro-
wał się zawiązać nową
konfederacyę pod opie-
ką Rosyi, która nic bez
jej zezwolenia poczynać
nie mia la. Massalskie-
go wciągnięto mściwem
przeciw Czartoryskim uczuciem. Na konfederacyę wszakże
ks. Wołkoński zażądał nowych sumtn, chociaż miał już sześć-
dziesiąt tysięcy dukatów. Przysłano mu dwa kroć sin tysięcy
rubli jeszcze, ale Katarzyna wolała, by się bez konfedorueyi,
jako zbył kosztownej, obejść mogło. Plan jej stworzyli naówezas
pozyskani: Poniński, prymas, Fleming, (iozdzki wojewoda podla-
ski, Twardowski kaliski i Ostrowski biskup kujawski. Benoit
serdecznie pomagał i popiera! Wolkoriskiego. Wszystkn 10 je-
dnak jeszcze było za slabem; choć wkrótce urosnąć miało i uzu-
chwaleć.
Między Petersburgiem a Warszawą, która mało znaczącego
miała tani ajenta (był nim Psarski), wymieniano myśli i żądania
wzajemne. Rosya oświadczała się ciągłe z tem jeszcze, że in-
nych nie ma zamiarów nad zachowanie króla na tronie i uspo-
kojenie Polski, ofiarowała utrzymanie gwarancyi, a w sprawie
dyssydentów gotową była nawet do pewnych ustępstw, jeśliby
Micha) Kleoja* OgiAski,
fiodsk. w. litewski, autor polonetóic
rossyjskich podcias konfet/eracyi
barslcirj.
— 48 —

się oni sami na nie zgodzili. Król
w imię porządku żąda! zwiększe-
nia atrybucyi hetmanów, podskar-
bich i innych ministrów, przeciw-
ko czemu gabinet petersburski
wyraźnie się nie oświadcza), cho-
ciaż króla do roli czynnej dopu-
ścić nie chciano.
Łagodniejszym byl nieco Woł-
kouski. Repniu i Saldem utrzymy-
wali, że Polacy sq ludźmi, których
dosyć jest straszyć, aby z nimi
00 chcieć uczynić można; Wolkoń-
‚ ik0 ll d TMft”%l°J*L ski ^ dzit – iż z nimi wiatko uro-
bić się da, starając się zrazu ich
ufność pozyskać, a tę najłatwiej
było zdobyć, wedle niego, pochleb-
stwem, pochwałami, oznakami serdeczności, niekiedy dogadzając
ich miłości własnej i interesowi. Zdaniem jego, można też było
sześć tysięcy wojska pozwolić utrzymywać rzeczy pospolitej.
Wkrótce wszakże odwołano Wnlkmiskiego ?, Warszawy, za-
stępując go daleko śmielszym Saldernem, holsztyńskim awantur-
nikiem, który się wkradł był w łaski Panina i po raz pierwszy
w r. 1760 w przejeździe do Berlina (w poufnej misyi względem
stworzenia ligi północnej, mającej stanąć przeciw lidze Burbo-
tmw ipiietr. dc familie) był w Warszawie dla zbadania sekretnego
sianu kraju.
/, Saldernem przybył razem Bibikow, mający zastąpić ostre-
gO Wejniiirna. dowódcę dotychczasowego wojsk w Polsce. —
Bibikow, głowa nie tęga, nie namiętny ale rozpustny, wielki
wielbiciel kobiet, lubił dobrze jeść, stroić Bię i spać.
■ Obejście się Salderna z królem i panami nie ustępowało Repninowskiemu. Przybywszy do Warszawy, wpadł z góry na
króla, na senatorów, na wszystkich bez wyjątku, łając i grożąc. Królowi zapowiedział wręcz zuchwale: — N. Panie, W. Kr. Mość nie masz nic innego do wyboru, tylko panować nad Polską z Ro- sya razom i pod jej opieką, albo tron utracić,
Wymagał zaraz od Stanisława Augusta kontr-konfederacyi,

  • 4-.t
    lecą torii się rui to ure
    zgodzi! i wysłał tylko
    Branicfciego 8 ułanami
    s\ ymi przeciw konfede- riitora.
    Ws] mli ‚Zi-sny świadek
    pisze ( Essen c Pióro ani
    żadne wyrażenia nie
    starcza, na opia osobli-
    wszef,’0|>«ste|Knviuii:i. ja-
    kiego sobie baron Sal-
    dem pozwala… Zowią
    go tu solonym, które-
    mu dano mice/. w ręce.
    Króla, Czartoryskich,
    senatorów, konfedera-
    tów, Prusaków w Pol-
    BGO, | u zezy wa łajdaka-
    mi, kanalia. Mówi cią-
    gle, że każe palić, wie-
    szać, niszczyć ■ plecie
    głupstwa i grubianstwa
    wszystkim ministrom zagranicznym, sam swą ręką bije słu-
    gi, gdy mu fantazya przyjdzie, a dom jego zaczyna być pu- stynią, bo nikt z takim człowiekiem nie chce mieć do czynie- nia… Piorunuje na króla i familię, że nie clicą robić konfe- deracyi.
    Koniec końców jednak Saldem, który nie nie robił bez pie-
    niędzy, oszczędza)” zaczai Czartoryskich, bo ci mu pensyę pła-
    cili. Za to” przez nienawiść do poprzednika swego Kepnina, tych,
    co byli z nim dobrze, zniechęca! i usuwał, i to było powodem
    że nad Podoskiin się znęca!.
    Zajera wojną z Turcyą, a napróżno wyglądając uspokojenia
    Polski, cesarzowa przekonywa się nareszcie, iż obu razem nie
    podoła. Idea zagarnięcia całej rzeczy pospolitej ustępuje planom
    jej podziału, które w chwili sposobnej przynoszą usłużne Prusy.
    Nic boleśniejszego nad obraz Polski martwej, bezsilnej, upa-
    dłej — wobec wymierzonego na nią ciosu, który jej nawet z le-
    targu obudzić nie może. Rozbiór już się knuje, już jest posta-
    Zamek Lanckorona.
    nowionytn, gdy kraj o losie swym nic wio, lub wieściom o tym
    wyroku wierzyć nie chee.
    Krzątają się na zgubę ojczyzny wy rzutki spoleczcńsiwa
    reszta usypia kołysana wiarą w potrzebę Polski dla równowagi
    Europy. Cios ten zdaje się być niepodobieństwem. Sąsiedzi cią- gną już z wojskami i zajmują posiadłości rzeczypospolitej, szla-
    chta nic dowierza i osłupiała czeka – piorunów z nieba i anio-
    łów mścicieli.
    Gdy układy potajemne o rozbiór Polski między Frydery-
    kiem a Katarzyna bicza się jeszcze bez udziału w nich Austryi- –
    cesarz Józef, uprzedzając je, zajmuje, samowolnie prostując, swe
    granice, starostwo Spiskie. Fryderyk wkrótce po zjeździe w Nis-
    aie wyciąga kordon zdrowia, zajmując Prusy królewskie i Po-
    morze. Dzieją się fu gwałty i rabunki, jakichby nawet otwarta
    wojna usprawiedliwić nie mogła. Zapasy zboża, drzewa, fura-
    żów, wywożą do Brandeburga, gromadnie uprowadzają mieszkań-
    ców; niesłychane kontrybueye i zalanie kraju wycieńczają go
    ostatecznie.— Świadek naoczny pisze (Essen): „Uciski i znęcanie
    się wojsk pruskich w Polsce doszły do najwyższego stopnia.
    Fryderyk II wyprowadził z Polski do siedmiu tysięcy dziewczi
    4t
    od 16 do 30 lat, wymagając, aby
    z pewnej ilaści gruntu dawano
    mu po jednej dziewczynie z kro-
    wą, pościelą i trzema dukatami
    w gotówce. Ucisk ten wywoła!
    rozpacz, a mieszkańcy ogłosili
    manifest, podnosząc sztandar
    konfederacji przeciwko Pro-
    som … ( ttwiadcsają w swym manifeście, te Roeyan napasto- wał! nie myślą i ■/.<■ y. obejścia się ich są zadowoleni”.
    Fryderyk W., zjednawszy so-
    bie powolność. Austryi. spieszył
    z wykonaniem grabieży, lękając
    się, by Rosya po zwycięstwach
    nad Turcyą odniesionych, po
    uśmierzeniu konfederatów, pra- Ka. Michał WotMońakL
    wem wojennej zdobyczy sama
    ■ alej Polaki nie zagarnęła..
    Z postępowania Austryi względem generalnośei konfedera-
    iyi. 7. powtarzanych słów ks. Kaunitza, obiecującego Polsce
    więcej, niż się spodziewać może, wnosićby prawie się godziło,
    iż Austrya, nie chcąc sobie zrażać Polaków, zachowała wówczas na przyłączenie, w danych pomyślnych okolicznościach, całej
    lub znaczniejszej części rzeezypospolitej, przez dobrowolne jej
    rzucenie się pod opiekę państwa, złożonego z tylu królestw
    oddzielnych, do których spółki pod dynastyą domu Rakuskiego
    przyjętą być mogła. Z dawnych dziejów przypominały się sta-
    rania, tylekroć udaremnione, o przyłączenie polskiej korony. Na-
    turałnem zdawać się mogło to przechylenie się katolickiej rze-
    czypospolitej do apostolskiego tronu. Lękając się właśnie takie-
    go całkowitego poddania się czy Rosy i czy Austryi (dla ocalenia
    bytuj, Prusy ukazywały p’iąi’/.k pnśpiech, domagając się po-
    działu -by choć część łupu się im nic wyśliznęła. Nagliły więc,
    popychały, straszyły.
    Wśród przeciągającej sic jeszcze walki konfederatów, ogła-
    szających tron za wakujący i bezkrólewie; wśród konszachtów
    ze stronnictwem Czartoryskich i nadziei na Francyę — które ze
    Minittrr Pa ni u.
    ka. Henryk pruski
    pcactsrwir pojechał od Fryde-
    ryta do Katarzyny. Jedynym
    pozorem teco kroku, który
    t-zems przecie dla opinii świata
    usprawiedliwić należało, była
    trwająca anarchia w rzeczypo-
    spolitej. nieskończona wojna, za-
    grażająca pokojowi państw
    ościennych. Fryderyk W. po-
    tajemnie nieład len podsycał
    i wiihrzyl. aby się skutkiem
    własnych knowań posłużyć. Po-
    lityka była conajmniej lhrf%
    veia godna. W niecierpliwości
    gorączkowej król filozof gotów
    był się do grożb posunąć, gdy-
    ,■–■■/. eo rychlej do skutku przyprowadzoną nie była.. Cesarzowa z pewnością pierwsza nie mcgla myśleć o po-
    dziale tego, co ca).- miała już w reku. czego posiadanie dla niej by|a tylko kwestyą czasu — ani też od razu usłuchała propozycyi. Dległa Wnazełe naciskowi, konieczności — starając się już tylko uzynkać” jak najwięcej, bo też, gospodarując w nieszczęśliwej największe poniosła ofiary, najdotkliwszych doznała za-
    wodów.
    Aiintrya nic okazała się chciwą nad miarę, ani zbyt upartą
    w pierwszych żądaniach— na jdrapieżniejszym był Fryderyk W.
    ktoranm fos Wówczas Gdańsk i Toruń się uśmiechał… Nie dosyć
    mu było gwałtu, który popełnia!, w pismach swych bezcześcił 1’olttkę Jean xi-, ;ib\ j.’j nawe! współczucie wszelkie odebrać… Dla
    przyszłości Polski całkowite jej opanowanie czy przez Rosyę czy
    przez Auntryę stokroć było mniej grożnem, bo nie nadwerężało
    otganizgu] i lała dziewięciu wiekami srosłego, w którym naow-
    czhm wiajcej było | eaaea c sH iywotnych, niż w pruskim aglomerat*
    en-. Bwiazaoym linuj £ołnleratwa«.
    Wiadomo z raportów Salderna i uaiwnego wyznania wla-
    I ajenci pruscy burzył] i niepokoili Polskę, zapobiegali
    — 53 –
    jej uspokojeniu, ażeby zmusić do podziału, za który Fryderyk
    Katarzynie „wiekuistą poprzysięgał wdzięczność”.
    Konfederacya żyła jeszcze, choć bez nadziei i zwycięstwa…
    Jak błysk przedśmiertny ożywiło ją spóźnione przystąpienie do
    niej hetmana Ogińskiego… Lecz był to człowiek „niepojęcie sła-
    by, bardzo małych zdolności, znany tylko z tego w kraju, że
    stałego postanowienia nigdy powziąć nie umiał.” (Essen). Klęska
    poniesiona pod Stołowiczami była w istocie sromotną. Hetman
    miał z sobą półtrzecia tysiąca wojska, a Bielak, który mu już
    w pomoc przyjść nie mógł, przestrzegał go o niebezpieczeństwie
    położenia. Starczyło siedemset ludzi na rozbicie napadniętego
    wśród nocy… Dwudziestu ludzi broniło domu, w którym się znaj-
    dował w towarzystwie panny cTAssert, ulubienicy swej. Hetman,
    któremu przerwano kompozycyę opery, ratował się ucieczką
    przez okno — żołnierzy, służbę, sekretarzy, dwór cały, kasę, kan-
    celaryę, artyleryę, zabrano. Bezprzytomny, nie mogąc wymó-
    wić słowa, ze szczyptą tabaki w palcach, wziętą machinalnie
    w chwili napadu, dostał się Ogiński za granicę…
    W chwili, gdy najwięksi nieprzyjaciele konfederacji z myślą
    jej przejednywać się zaczynali, kres jej zbliżać się zaczął wi-
    docznie, sił zabrakło… Rozpaczliwy zamach i porwanie króla,
    które miało uratować ją— dobiło moralnie*).
    *) Napad na króla d. 3 Listopada 1771 r. w wielu oddalonych od Polski kra-
    jach uważany był za polityczną komedyę, odegraną zręcznie dla zohydzenia konfede-
    ratów w kraju, a podniesienia króla i zjednania mu sympatyi. Tych wieści echem były
    doniesienia do Rzymu. O. Aug. Theiner w Historyi Klemensa XIV (t, II. 35. tłom.
    franc) obszernie się o tern rozpisuje, przywodząc dowody różne, iż cały napad był sy-
    mulowany, a rana króla pochodziła ze stłuczenia przy upadku z konia. Pisze on, że
    poseł rosyjski, do którego poleciał Pernicotti, Włoch, szambelan króla, zbył go zimno
    i kazał mu siedzieć cicho, że kanclerz litewski wcale obojętnie zamknął się w domu
    i t p. Znajdujemy też tu wzmiankę, iż arcybiskup gnieźnieński Podoski w Lipcu
    1770 r. zamierzał coś podobnego udać na rachunek Barszczan, aby za męczennika
    mógł uchodzić, i że poseł rosyjski chciał mu pomagać do tego. Antici, poseł polski
    w Rzymie, chciał koniecznie wymódz na Klemensie XIV uroczysty jaki krok, dowo-
    dzący współczucia dla Poniatowskiego, ale mu się to nie udało. W kościele św. Sta- nisława tylko, przy nabożeństwie za ocalenie króla, papież się znajdował i list wysłał
    (Theiner, Ciem. XIV Epistoł. 174 p. 198), w którym zalecał spełnianie obowiązków
    względem kościoła i ojczyzny. Stanisław August w Rzymie źle bardzo był widziany.
    W liście tym pisze Klemens XIV: »Nic masz lepszego środka okazania Panu wdzięczno-
    ści za tak wielkie dobrodziejstwo, jak poświęcając Mu i oddając odtąd życie to cale,
    które od niego otrzymałeś i całą swą królewską pieczołowitość. Tern jasno potrafisz
    — 55 —
    Z poddaniem się Częstochowy i Lanckorony, z rozprosze-
    niem wodzów, skończył się ten bój długi, krwawy — manifestem
    do Europy, przebrzmiałym wśród głuchej ciszy. Na gwałty za-
    dane Polsce odpowiedziały pamflety, karykatury i czcze tylko
    westchnienia… Nazwano Polskę plackiem królewskim, rozkra-
    janym na śniadanie — i na tern skończyła się interwencya Europy.
    Z zakulisowych spisków tajnych sprawa podziału wyszła
    na jaw pomiędzy trzema dworami. Austryą, której nienawidził,
    pogroził Fryderyk Rosy i, której się obawiał.
    Zasady podziału zostały przyjęte.
    Sam czyn, oprócz innych następstw, miał to najprzód, że
    wiekuistym łańcuchem wspólnego interesu obrony wiązał trzy
    mocarstwa i do pewnego stopnia ograniczał swobodę przyszłej
    ich polityki.
    dowieść światu całemu, jak płoche są i próżne pobudki Twych przeciwników, którzy
    stawają, jako wiesz, niby obrońcy praw narodu i zapaśnicy za władzę religii katolic-
    kiej walczący i t. d.»
    III.
    GENEZA PODZIAŁU.
    Przeczucie wczesne rozbioru Polski. Rok 1750, wieszczby Essena. Meinoiral hr.
    de Lynar. 1770 pokój Rosyi z Turcyą. Pośrednicy. Żądania Katarzyny. Rozmowa
    ks. Galicyna z Kaunitzcm. Pierwsza wzmianka podziału. Pierwsze plany Frydery-
    ka W. Sprawa o Spiż. Porozumienie mocarstw. Poselstwo ks. Henryka. Zasada
    podziału przyjęta. Polska pada ofiarą. Zadanie dworów. Traktat sekretny w Wie-
    dniu podpisany. Myśli hr. Panina o Polsce. Wrzekoma obrona Rzeczypospolitej.
    Zabór austryacki. Fryderyk W. i mapa Polski. Spuścizna po Sasach. Zepsucie.
    Podoeki. Poniński. Upadek charakterów. Konfederaci i zdrajcy. Prywata, kobiety.
    Panowie i szlachta. Patryotyzm złotej wolności. Upadek moralny.
    III. Geneza podziału.
    Myśl podziału Polski wcale nie była nową. Patrząc na mno-
    żący się bezład w rzeczypospolitej, wieszczym duchem przepo-
    wiadał przyszłość tę Skarga. Jan Kazimierz, wiedząc o planie
    Karola Gustawa, żegnając się z Polską, w jasnowidzeniu bole-
    snem oznaczył nawet, co które z państw sąsiednich zagarnąć
    miało…
    Są ślady, iż Prusy już w r. 1705 zamyślały o zwiększeniu
    się kosztem Polski; w r. 1710 Rosya myśl tę rzucała. Powracała
    ona co lat kilka, tak dalece Polski bezbronność, jej położenie
    geograficzne i instytucye mu nieodpowiednie, jawnie możliwem
    to czyniły.— Wiemy, iż w r. 1732 August II sam ofiarował roz-
    dzielić się rzecząpospolitą z sąsiadami jej, byle przy reszcie mógł
    się jako dziedziczny monarcha utrzymać.
    W czasie bezkrólewia po Auguście III, w chwili poprzedza-
    jącej elekcyę Poniatowskiego, przeczucie rozbioru wyrażało się
    głuchemi o nim wieściami, tak, że Katarzyna i król pruski
    w odezwach swych wypierać się już musieli tego zamiaru i oczy-
    szczali z niego, jak z potwarzy. Gwszem, oświadczali się stawać
    w obronie całości rzeczypospolitej.
    • ‚ „” Nadzwyczajnej przenikliwości i bystrości umysłu rezydent
    saski w Warszawie, Essen,*) który od roku 1750 był w Polsce
    *) Właściwie Essenius, syn księgarza z Drezna, w parę lat po wstąpieniu
    w karyerę dyplomatyczna uszlachcony, odrzucił us a dodał sobie von. Szlacheckie
    rodziny Essenow inflanckich i szwedzkich wypierały się z nim stosunku.
    na służbie Augusta III i znał stosunki miejscowo doskonale, w lat
    dwa po koronacyi Stanisława Augusta w r. 17615 (I Paźdz.) pisał
    do swego dworu: „Rozważając rzeczy, jakie się tu dzieje, jestem
    w obawie mojej utwierdzony, że zgoda jakaś i tajemne zobowią-
    zanie się królów: polskiego, pruskiego i dworu petersburskiego
    zachodzie musi, w k torom o podział Polski idzie. Nieszczęście
    byłoby większem jeszcze, gdyby leż dwór wiedeński, obietnica
    Oświęcimia, Zatoru, starostwa spiskiego, słowem całego tego ka-
    wałka kraju na południe od Wisły, zaślepiono — a mam powody
    wielce się o to niepokoić, iż znuleziono środki skłonieniu go do
    wzięciu w tern udziału. — Rosyanie gwałtem kraj nachodzą; je-
    stem przekonany, iż potem cześć Polski, Ukraina, Kurlandya,
    Inflanty polskie i z drugiej strony część polskiej Rusi zo-
    stanie stracona, że król pruski zaokrągli się w W. Polsce,
    a. Stanisławowi Augustowi kilka województw zostawiwszy, oddadzą je nu dziedzictwo jego rodzinie”.
    Jukkolwiek niezupełnie odgadł Essen, przecież na lat kilku
    przeczuwał tajemne porozumienie się dworów.
    W roku 17b’9 król praski) po raz pierwszy wysiał Kata- M H&aeini 88. (ii – rzynic [irojckr nowego poli- tyemego ustroju na północy, który zawierał w sobie myśl podziału niektórych prowiu- cyi Polski pomiędzy Rosyę. Pnisy i Austryą; ale go na- ó wczas przypisał osi rożnie hrabi de I.ynar. — Geneza więc podziału Polski sięga daleko poza rok urzeczywi- stnienia; widzimy myśl tę błą- kającą się. jak pokusę grze- chu… W r. 1770 Rosya po zwy- cięstwach, odniesionych nad Turkami, pragnęła traktatom zdobycze swe utwierdzić i za- wrzeć pokój”, do którego nad- zwyczajne powodzenie oręża dawało jej prawo). Za po-
    średniczkę do traktowania
    z Turkami ofiarowała się
    Anglia, chętnie służyłaby była Austrya, i król pruski także
    stara! się odegrać w tein pewną rolę… W Styczniu 1771 roku
    hr. Panin polecił posłowi Rosyi w Wiedniu, Galieynowi, aby
    wyrozumiał dwór wiedeński co do medyaryi wspólnej z królem
    pruskim, kładąc za pierwszy warunek uwolnienie uwięzionego
    posła Obreskowa i zatrzymanie krajów, które zdobyła mocą
    oręża i była w faktyezneni ich posiadaniu. (Uti possidetis). Wa-
    runki te były niesłychanie uciążliwe dla Porty, a groźne w przy-
    szłości dla Austryi. Żądała bowiem Rosya dwóch prowincyi
    Kabarrlynskich im Kaukazie, tlomaeząc, że do ich posiadania ca-
    rowie mieli odwieczne prawa;— Azowa, do którego też rościła
    pretensye i oswobodzenia Tatarów Jedysniiskich, Budżaekich, Dżembuloinskirh i Jedyszkulskich; żądała Kacliecyi i Iineretyi
    Adam Kaimiers ft». Czartoryski,
    generał iiem podoła.
    KUmoira et actes niithontiiUKT rolatifs a
    V- partaj.-.’ dr la Potopie. Tin ; s ilu portofruilk 1 d’11
    cle.— 1810 b. ni. dr. 6vo. 377 pp. i Drukowane w W
    i tx’p iciiil iun* i|i)i mil |i]v,-,’.|,’…- tltCMn MJniateedp XVIII ■&
    C»l»
    litiheiia i Fleming
    (/eneralowa i
    i podoili
    iGruzyi), ainnestyi dlii wszyst-
    kich chrześcijan w wojnie za-
    mieszanych, uznania niepo-
    dległości Mołdawii i Woło-
    szczyzny (pod gwara myą
    dworów: wiedeńskiego i berliń-
    skiego’), swobody handlu na
    morzu Csaraem, jednej /.wysp
    na Archipelagu — a naostatek
    jeszcze wynagrodzenia ko-
    sztów!
    Zajęcie w posiadanie rozle- głych prowincyi było upowo-
    dowane dawncini do nich uro-
    szczeniann, inne warunki— po-
    trzebą zawarcia stałego po-
    koju.
    Dwór wiedeński zrazu na
    tych warunkach pośredni-
    ctwa odmówił. Rozumiano tu
    dobrze, iż Tatarowie wolni
    muszą sic uciec pod opiekę i wpaść pod panowanie Rosji; obawiano
    siana granicy niezależnego państwa Mol do- wołoskiego pod protekto-
    ratem i wpływem Rosyi. Cesarzowa starała się dowieść i ko-
    nieczności i słuszności swych wymagań, zaręczała, iż uwolnienie
    Tatarów rozumiała oswobodzeniem ich w dobrej -wierze: że nie
    czuła sic w obowiązku oszczędzać nieprzyjaciela chrześcijaństwu;
    że Mołdo-wołoszczyznę z pod jego jarzma chciała uwolnić… i że
    ta byłaby dla Austryi osłoną…
    O Tatarach posłano szczegółowe wyjaśnienia.
    D. ‚2t\ Października ks. (ialic.yn miał w tym przedmiocie,
    rozmowę z ks. Knunitzem. Mówiono o warunkach pokoju. Kau-
    nitz ofiarował pośrednictwo swe, gdyby Rosya nie żądała więcej
    nad Azow, dwie Kabardy. widny bandę) na morzu Ogarnem
    i pieniężne wynagrodzenie. W tej rozmowie po raz pierwszy
    wspomniano o Polsce. Miała ona wkrótce posłużyć za materyał
    dla łatwiejszego porozumienia się o pokój z Turcyą.
    Oto są słowa ks. Kaunitza: „Nie mogę lego przemilczeć,
    rzekł książę, iż w razie przyjęcia planu mojego zawarcia pokoju,
    63
    dwór nasz nie inaczej bierze na siebie pośrednictwo [\w\u\ offl
    cia), aż petersburskiemu wprzód zapewni) Ntanowcuo, Jako nie
    zamierza i zamierzać nigdy nie my Al i o żadnym fwdtwlf łVł\fo
    ani na korzyść swoją, ani na ozyjubudżkolwlok.,, n I om Jodnak,
    iż J. C. kr. apostolskie Moście htyty mogły iiof>oMHtW nhj ko nwoJ
    strony o odzyskanie trzynastu miast komllutu SplKklngn, Jako
    należących do dawnego królestwa wigierskiego zn opinia hm
    my, za którą Polsce zastawiono zostały… /ron/lą wnzolklo Inno
    terytorya, zajęte dziś przez wojska nuHtrynrklo I kordonami mii
    garnione, będą w całości i zupełnie zwrócone hez żadnej prnlnii
    syi rzeczypospolitej. u
    Wyrazy te ks. Kaunitza dowodzą tylko, Iż o knnwanlaoli
    dworu pruskiego i rosyjskiego był uwiadomiony I że dol/pl Amdrya
    zapobiedz się im starała. Ks. Oalieyn powiada w donlealnnlu
    o tej rozmowie Paninowi, iż ks, Kaunitzowl odparł na lo; Jako podany na piśmie plan pacyfikaeyi powinien go był przekona-
    o czystości zamiarów eesarzowej wzgle^lem I’ol*kl, i v £//•/////
    myśl podziału nie postała w jej umyśle, ani w piana/ li mlnMrÓH,
  • Bardzom rad z t‚go, eo mi pan mówisz rzkł KaooMz,
    wpadają/- w oklepane ogólniki gdyż don jeylziomj j**l rw/Ą, ‚M’ wszelki trakut rozbioru pofiikjdzy uwnrtMnu$l #H’ofbkr ohydnym, a zraziłyby n^ Wi przy wykooftoio
    truditW-j i hy^n/7Mful^ftVi, tak. ż* zaat b’U’iuiS’ i *Ąy’/,yf’ ihh’ ren pwjL*5r», i&ĄĄhy w *r/,y *?/X*fo’\ tuhęHy itUitti ***/’ i *’Ąuy I>róf i?>^>^jLiAi j/rz« k. J//bk//tza ‚W %U’Ay,*>/: * f*
    śę c»-cnr, 7** «Aiy rwzy v* ‚my h:t>,, KtOt 7k #k> fał -» 5, ;”. ;* Wr^^ił j&tjW $/;&> wł«>- w^/fc.’// J’v0
    faiiifty >«•- i-^A; imu^ iu ^y..v yrtywfs? +t> -cvj.va, W4* Mk. -5t HU*?- *^V^i» ol^-; lir-ri.<.di3^i#% Z h»^-fr ‚/‚/<* **fr; \§~i\z<. .••nu j. # v«j.»r\ yuŁrit./rttu * V; ** U?” Hiyc/^* ń^ ii* r *j,yj,4tui *ntiu 4 )fi<l „»ri:\ v. l ‚»r/:v ir# >^; ^ «t
  • 64
    gwarantować sam i wy mód z gwarancye dwora wledenakie
    b nawet zmusić konfederatów do poddania się warunkom słu-
    sznym, jakie im poda cesarzowa rosyjska. Sądzę, iż skłonię do
    tego Ansiiye. gdyż niesłychanie jest znużona, ta wojną w Polsce,
    zniechęcona, do konfederatów i skłoni się do uczynienia toga
    kroku dla położenia końca zamieszkom wewnętrznym 1 buntom
    i t. d. u
    Gdyby tnedyacya nie była przyjętą, Fryderyk groził wmie-
    szaniem się Francyi.
    Takie były zmyślone czy prawdziwe plany Fryderyka we
    Wrześniu, to jest przed wysłaniem ks. Henryka do Petersbur-
    ga… Świetne czekało go tu przyjęcie. Byt- może, iZ ośmielony
    przez cesarzową, która o zamiarach króla pruskiego dawno już
    była uwiadomioną i w duchu tym odezwała się do ks. Henryka
    w rozmowie, źc »> Polsce doić się by/o schylić, żeby coś pochwycić —
    ks. Henryk bystrym umysłem dociekł, że chwila podania planu
    podziału nadeszła. Skorzystał z tej sposobności i Katarzyna,
    która, zaspokajały zdobycze na Turcyi, łatwo się zgodziła na roz-
    biór Polski. Uspokajała nim sąsiadów, mogących się obawiać
    zbytniego wzrostu tej potęgi.
    Porta, zawierając traktat w r. 1771 d. 6 Lipca, zawarowa-
    \a w nim wprawdzie, że: „niezależność i swobody rzeczypospoli-
    tej polskiej, z której powodu wojna wybuchła cierpieć na tern
    bynajmniej nic mają”, lecz Turcya była bezsilną. W instrukcynch nowych lir. Panina, danych ks. Galicy/nowi,
    rzecz się w innem świetle przedstawia. Austrya zażądała odzy-
    skania .Spiżu, nie dopuszczając podziału Polski. Hr. Panin odpo-
    wiada: _Z zaufaniem w szlachetność i prawość ks. Kaunitza nie
    będziemy dłużej ukrywali przed nim, iż Rosya jest także w mo-
    żności wykazania bardzo słusznych swych pretensji do Polski,
    jak równie i sprzymierzeniec nasz, król pruski, sąsiad rzeczypo-
    spolitej. Powiesz książę, iż zasady rządu Cesarzowej .1. Mości ni-
    gdy do żadnego współzawodnictwa z dworem wiedeńskim, skłonić
    go nie mogły, i— jeaU ten dwór osądzi, że dogodnemby mu było
    wejść w układy, a przedsiębrać środki wspólnie z nami i sprzy-
    mierzeńcem naszym, aby pretensje trzech mocarstw razem były
    wniesione, zlikwidowane i między niemi zgodnie przyznane –
    jesteśmy gotowi do porozumienia się i możemy ręczyć, że ku
    temu skłonimy króla JM. pruskiego. 1 ‚
    . Henryk Pr
    W i<-j szacie planjozw Pe- tersburga dojrzały doszedł do dworu wiedeńskiego, któ- ry, czując sir za słabym, aże- by mu się opierał, musiał tylko myśleć’-, jak co najwię- cej zagarnąć, aby równowa- ga z rosnącymi w sile współ’ zawodnikami utrzymać. W Marcu 1771 wspomnia- ny Essen, poseł saski w War- szawie, już liyl uwiadomiony o misyi ks. Henryka pruskie- go w Petersburgu i o planach i»>iiziaiti. gdy politycy polscy,
    prymas i kanclerz koronny,
    wierzyli jeszcze jak najmoc-
    niej, że Prusy się zbliżały do
    Rosyi — tylko dla wypowie-
    dzenia wojny Austryi. W kilka miesięcy później, on też najpierw-
    szy dostał o tern języka, ze Benoit, rezydent pruski w Warsza-
    wie, czytał notę ambasadorowi rosyjskiemu, w której zawarte
    być miały pretensye Prus do polskich ziem i żądania uregulowa-
    nia granie.
    D. ’22 Stycznia 1772 ks. Galicyn donosi już. że Kaunitz dał
    mu odpowiedź na imię. tyczącą się podziału, i że w niej nie o sa-
    mej Polsee była mowa; .przyjmując zasadę (II) podziału pisze
    dla zapobieżenia, aby równowaga państw naruszona nie została, możeby się nie na samej Polsce jednej ograniczyć należało, i gdy-
    by ona nie dostarczała dosyć materyalu do równego podziału
    między trzy dwory, niożnaby zagarnąć gdzieindziej jaką ezę.ść
    krajów zbyteczną.”- (!!)
    Ks. Kaunitz w Styczniu wymagał jeszcze jak największej
    tajemnicy co do podziału, ażeby Francja i Anglia nie dowie-
    działy się o nim i nie uważały go za szkodliwy swoim iutere
    som… Stał on przy tern, że lepiejby może było podziału uni
    knąć, ale zarazem przyznawał, iż wojna czyniła go nieucliron
    nym; a że równowaga nie dozwalała powiększenia jednego pań
    stwa bez odpowiedniego dla drugich wynagrodzenia, zgadzał sic
    mi»kl w TM*lc trweh raiUnnl.. Tiim I. i
  • 66 —
    na układy, żądając naprzód wiedzieć, co Rosya i Prusy zamie-
    rzają oderwać od rzeczypospolitej.
    Uo porozumienia na tych zasadach (!) przyszło już łatwo,
    gdyż król pruski starał się stanowczo rozwiązanie przyspieszyć.
    W depeszy 23 Lutego 1772 r. Galicyn wypowiada wyra-
    źnie, iż pierwsza myśl podziału zrodziła się za pobytu ks. Hen-
    ryka pruskiego w Petersburgu, że naówczas Cesarzowa JMość,
    w przytomości kilku swych ministrów, w rozmowie dała do zro-
    zumienia ks. Henrykowi, iż układ podobny, w porozumieniu
    z dworem wiedeńskim i przy jego udziale, mógłby dla interesów
    trzecli państw być bardzo korzystnym i dopomódz do zupełnej
    pacyjikacyiz Porta. Ks. Henryk natychmiast jak najspieszniej
    doniósł o tern królowi, który w tom bardzo zasmakował. Da-
    wała mu ona możność nabycia krajów nowych bez wojny i za-
    okrąglenia państwa bez szkody Austryi, której również dawano
    swobodę.
    W depeszy tej nie wymieniono jeszcze dokładnie rozciągło-
    ści zaboru. Rosya zamierzała zająć pewne ziemie i stałą sobie
    zapewnić granicę. Król pruski żądał Prus i biskupstwa War-
    mińskiego (z wyjątkiem Gdańska i Torunia, które miano przy
    dawnych prawach utrzymać)*) Austryi dawano, ile sobie ży-
    czyła, z wyjątkiem Krakowa i okolic — na granicach Węgier…
    Ze swej strony Austrya, mniej sobie życząc nabycia tych pro-
    wincyi, wolałaby była hrabstwo Glatz z częścią Śląska górnego,
    dozwalając Prusom indemnizować się za nie w Polsce. Lecz
    król pruski ani na piędzi ziemi ustąpienie się nie zgadzał, ani na
    żadną podobną zamianę…
    Jedną z zasad w początku przyjętych być miała równość
    udziałów trzech państw… Austrya więc czekała na oznaczenie
    zaborów Prus i Rosyi, aby rozległość swego zakreślić. D. 19 Lutego w r Wiedniu podpisano akt następujący: „J. K.
    M. Król Pruski i J. C. M. Cesarzowa wszech Rosyi, mając pra-
    wa i pretensye do kilku województw i ziem Polski, równie jak
    my z naszej strony— dla uniknięcia wszystkiego, coby mogło zro-
    dzić trudności w tym względzie i naruszyć przyjaźń i dobrą
    *) Rosya w czasie podziału stale broniła interesów tych miast obu, tak, że
    odzywały się glosy, iż lepiejby się ich zrzec wzamian innych prowineyi, niż trzymać
    nie mogąc w nich rządzić.
    — 67 —
    zgodę, szczęśliwie panującą między nami — przyrzekamy wiarą
    i słowem naszem cesarskiem, niniejszym aktem ręką naszą pod-
    pisanym, iż — jakiebykolwiek być mogły rozciągłość i granice na-
    szych pretensyi wzajemnych — wynikające z ich nabycia w zu-
    pełności równe oznaczyć się mają, tak, by udział jednego pań-
    stwa nie przechodził udziału drugiego, i że nietylko nie będziemy
    stawać na zawadzie środkom, które zostaną za słuszne uznane
    do urzeczywistnienia pretensyi naszych, lecz wspomagać sobie
    będziemy wzajemnie z dobrą wiarą, dla ułatwienia skutku, obo-
    wiązując się do jak najściślejszej tajemnicy względem tego wspól-
    nego zobowiązania naszego.” Co własną ręką podpisujemy. Wie-
    deń d. 19 Lutego 1772 r. Józef — Marya Teresa.
    W rozmowie swej z Lobkowitzem hr. Panin wyraził się co
    do podziału Polski, iż powinien był najprzód być dokonanym tak,
    aby stosunki państw z sobą uczynił ściślejszymi, a nie narażał
    ich na spory i trudności; powtóre, że należało pozostałej rzeczy-
    pospolitej polskiej nadać siłę i wewnętrzną wagę, któreby ją
    czyniły mocarstwem pośredniem i zaporą stałą od starcia między
    trzema sąsiedniemi państwami; gdyż wrazie zniszczenia Polski
    granice by się schodziły i musiałyby nastąpić kolizye interesów,
    prędzej później mogące nadwerężyć dobre między niemi stosun-
    ki. Oprócz tego chciał hr. Panin, jak wprzódy, wyjąć od po-
    działu Kraków, a nawet Lwów. „Miasto Lwów, mówił, było za-
    wsze dla Polski mniej więcej tern, czem Moskwa dla Rosyi; od
    czasów niepamiętnych przechowywano tam akta szlachty, tyczące
    się dóbr i własności, tam zawierano umowy i majętności prze-
    chodziły z rąk do rąk. Zachowanie więc Lwowa było koniecznem
    i okropny zamęt wyniknąćby musiał z jego zaboru, a ruina po-
    jedynczych osób pociągnęłaby za sobą upadek rzeczypospolitej,
    stojącej tylko na jednostkach. Panin czynił też uwagę, że zabór
    kopalni soli odejmował królowi dochód, najmniej 120,000 czerw,
    zł. wynoszący, który trudno było skądinąd wynagrodzić, a króla
    „godność i powagę utrzymać przecie należało.”
    Dwór wiedeński, który się długo w r ahał z przyzwoleniem
    na podział, zajął później tak znaczną część kraju, przy której
    utrzymać się pragnął, iż cesarzowa rosyjska, wskutek przed- stawień, z jakiemi jeździł do Petersburga hr. Branicki, sama się
    wstawiała za Polską. Pisała później już w r. 1774 d. 26 Maja
    do króla pruskiego: „Ani ja, ani W. K. M. nie możesz wziąć za
    — 68 —
    złe, iż Polska się skarży: cierpienia ją usprawiedliwiają, i— choćby
    można zmusić do milczenia, z przykrością użylibyśmy ku temu siły.
    Polakom, sądzę, nikt nie pomoże, słabi protestować mogą tylko
    przeciw nam, lecz nie jest i to dobrem, że zawsze zostaną drzwi
    otwarte do nowych zamieszek i nowych waśni.” Katarzyna znaj-
    dowała, iż zasady i myśl pierwsza podziału nadwerężone zostały
    przesadnemi pretensyami Austryi, która zamiast linii Seretu żą-
    dała Zbrucza. Król pruski żądał granicy Noteci i całego jej
    biegu, ustąpił zaś w nadziei, że Austrya także swój zabór zmniej-
    szy. Austrya nie przestawała żądać po Zbrucz, a król pruski
    wrócił też do pierwszej linii. Dowodził on w liście do Kata-
    rzyny, z 27 Czerwca 1774, że upór dworu wiedeńskiego był nie-
    przełamany, że bez porozumienia się z nim i cesarzową trakto-
    wała Austrya wprost z delegacyą, i ofiarował swe pośrednictwo,
    a zapowiadał, że w razie gdyby ustąpić nie chciała i on też od
    zaboru oznaczonego nie ustąpi.
    Przywodzimy tu przedwcześnie wyjątki z tych listów, bo
    one malują stosunek trzech dworów i dziwny sposób, w jaki się
    ten podział, o którym mówić mamy odbywał . . . Katarzyna
    pisała w Maju 1774 do cesarza list, w którym powiada, iż jest
    rozczuloną nieszczęściami narodu, w tak blizkich z Rosyą zostają-
    cego stosunkach. r Zapobiedz zamieszkom i anarchii, do osta-
    teczności i osłabienia zupełnego przywodząc Polskę — uważać ją
    za nieistniejącą — nie możemy sobie pochlebiać. Rozpacz będzie
    jej jedynym środkiem przeciw nieszczęściu, a rozpaczy tej oddać
    się musi. — Jeżeli nie osłodzimy jej strat, nie podobna będzie po-
    wstrzymać narodu, a im sejm się dłużej przeciąga, tern umysły
    coraz się bardziej rozstrajają.”
    Cesarzowa Katarzyna zgodziła się nie zbyt może chętnie
    na podział tego, co mogła całe zagarnąć; w Wiedniu czuli się
    zmuszonymi wziąć co najwięcej, ażeby nie dać się wzmocnić
    nieprzyjaciołom; król pruski jeden zupełnie był ze swej pracy
    i zabiegów zadowolonym… Podział przez niego uknowany i do-
    konany był tak zręcznie, iż współcześni nad tern arcydziełem
    geniuszu się unosili. Jeden z nich pisze w swych pamiętnikach
    (Barriere): r O przebiegłości Fryderyka można sądzić z pierw-
    szego podziału Polski. Zaczął od ogłoszenia, że w Polsce była
    morowa zaraza, i dla ochrony swych krajów wyciągnął kordon
    na granicy. Wszystkich tern uwiedziono, przynajmniej w Ber-
    linie Zadziwienie było nadzwy-
    czajne, gdy len mniemany kor- don stal sit; armia, która we dwa
    dni marszu zajęła to, co miało
    być 1’i’iis działem. Książę Lu-
    dwik de Rohiin, poseł francuski
    w Wiedniu, pisa] Hasie, że ten
    nmioniany podział by I bajka.
    Książe. d ‚Aigaffloa , minister
    spraw zagranicznych, publicznie
    utrzymywał tuż samu, ;iż w osta-
    tku podział został dokonany,
    spełniony i urzędownie ogłoszo-
    ny naw ot iv Wersalu.
    „Rzecz szczególna, dodają pi-
    szący, że Fryderyk miał przez
    czas długi mapę Polski przed
    OCZyiBA, gdy rozmyślni O podzia-
    le, i atlas ten jego został później w bibliotece otwarty na tern
    samem miejscu, przynajmniej do r. 1784, gdy wyjeżdżałem. Ma
    mapie widać było linie ponakreśiane ołówkiem i piórem, ozna-
    czające granice, jakie uzyskać pragnął i te, które Rosya i Austrya
    Otrzymać miały. Otwarty ten atlas był li oznajmieniem i prze-
    czuciem drugiego podziału? Bądź co bądź, rys ten i tysiące in-
    nych dowodzą, jak Fryderykowi niafo chodziło o sądy ogółu, gdy
    raz rzecz była spełniona,”
    Epoka ta od r. 1768 do 1772 roku wielkiego była znacze-
    nia” w ostatnich dziejach Polski; wyprowadziła ona na jaw to, co
    za Sasów dokonało się zwolna, niepostrzeżenie wpływem wszel-
    kiego zepsucia. Doprowadza ona do kresu £demorałizacyę z je-
    dnej strony — z drugiej rodzi już ohydę jej, oburzenie, i szczepi
    poczucie koniecznej w obyczajach, oświacie, w samych usta-
    wach krajowych, reformy.
    W porównaniu do czasów następnych, lata te odznaczają
    się zarazem największymi heroizmy rycerskimi i najboleśniej-
    Prymat Podotki
    szymi dowodami upadku cha-
    rakterów, zobojętnienia BR Im
    ojczyzny. IV> Sasach została.
    n miejscu patryotyzmo <la- h nego, iiMilyi-Yn bezwstydnej
    prywaty. obok gotowych do
    |><>-\ ioreń Soltyków i Puła-
    skich, obok żołnierzy z pod
    Chorągwi „Maryi-jawisic caly
    iluiii luilzi, którym nteuoac-
    icłe kraju służy tylko za do-
    brą okazyę do oblowu. Mo-
    żeż być oo smutniejszego
    nad to ohydną postać pry-
    masa Podoekiego, pierwszego
    duchownego dostojnika na*
    czypospolitej.rozpustuegojur-
    gieltnika, który sic nawet Sal*
    demowi wydaje godnym po-
    gardy— nad Adama Pm lińskie-
    go, sprzedającego się cynicznie, nad takich Górowskich, Mh>-
    dziejowskioh, Massalskich, że pominiemy innych.
    Najwyrazistszymi typy tej godziny przesilenia są właśnie
    Podnski i Poniiiski -ideał nłkczemnosci bezwstydnej, dla którego
    niema nic świętego, który usty skalancini w imię najświęiszyeh
    idei szydersko przemawia za pieniądze, aliy je jutro przeszule-
    rować istrwonić. W bolesnym sądzie Fryderyka W. o Polakach
    zdajemy się jego widzieć jako prototyp, na który sic znpalry-
    ‚ wal… Ponińskiogo nie nie może powstrzymał’-, ani opamiętać.
    poseł rosyjski nim pomiata, wzgarda publiczna ściga, on uśmie-
    cha się i przebojem idzie dalej.
    Po raz pierwszy w Polsce, obok stronnictwa uczciwych bądź co
    bądź Czartoryskich, którzy się w rachubach ambitnych a płochych
    srodze zawiedli, występuje zorganizowana, jawnie płatna, sprzyaię-
    żona partya. żołnierz posłuszny, /rekrutowany na senatorskich la-
    wach i biskupich krzesłach, przeciwko własnej ojczyźnie, religii
    i braci tfaprótnoby ich kto chciał tłomaczyć systemem błędnym,
    polityczną omyłką — indzie ci często utalentowani a bezsuinicnni
    wiedzą doskonale oo czynią, służą prywacie; dla nich ojczyzny
    już niema. Zajrzawszy w ży-
    cde prywatne tyeh ludzi, prga»
    kmiywainy się, te polityczna
    tch oikczemnoeć szła « pana
    e raKpasaniem i rozpustą. ł’n-
    uh Podoski duchownym byl tytko Z imienia, Mlodziejowski
    nic więcej miał wstydu, Massal-
    ski szulerem byl zapamiętałym,
    Itranicki chlubi! się, że imjlęż-
    Mym byl opojeni Bwego o m an—
    W konfederaoyi Barskiej nic
    wszyscy są bohaterami idealny-
    mi, ule większość tych surowych
    postaci Krzyżowców obudzą po-
    szaimwanie. Sześćdziesięcioletni
    .-i.nv.rr Pułaski, wiodący trzech
    synów na obrona ojczyźnie, go*
    rącego ducha biskup Krasiński,
    natchniony proroczo ks. Marek,
    nawci rehabilitujący się. biedny
    ks. Karol Radziwiłł ze swemi
    słabościami i fantazyą, jakże się
    świetnie wydają obok rej falangi pijanych szulerów i rozpustni-
    ków. Wszystko i” są epoki saskiej wyohowancy z tych sfer,
    nii które tycie dworu, przypomnienie świetnych baehanalS Augu-
    sta Mocnego i zbytków jego następcy, najwięcej wpływały.
    Szlachta wiejska, wychodząca z pod strzech słomianych, tworzy
    zastępy Maryi. Siara Polska rycerska, pamiętając;! Sobicskiegn,
    żyła Jeszcze naówczas w oddalonych zakątach. do których euro*
    prjskie zepsucie, przykładem dworów Ludwików i Augustów
    oświecone, jeszcze nie doszło.
    Na najwyższych dostojeństwach duchownych widzimy juz
    ludzi bez kapłańskiego ducha, bez namaszczenia, bas wiary na-
    wet—owoce epoki… Większość biskupów zdradza zupełną dla
    religii obojętność. Nie mówiąc już o prymasie, wszak czcigo-
    dny Kajetan Sol tyk, a nawet biskup Krasiński, więcej mają du-
    cha wieku, nit apostolskiego ducha. Sołtyk, gorący ojczyzny
    obrońca, w życiu pry wat nem więcej jest księciem Siewierskim,
    Andrzej Mtoihiejoirshi,
    bttkup ppmaAtki i fcer»tate$ki,
    tcielki kanettF* koronny.
    go Są(
    ptl ba
    OH lat
    zn
    by im UD
    m n
    niż pasterzem owczarni
    Chrystusowej; dwór jego,
    teatr, mu>3 kftj oteptanuB,
    zabawy, żywiej go zajmu-
    ją, niżlusy powierzonej mu
    dyecezyi. Nie wolnym jest
    Od zarzutu, i-lmćby tylko
    obojętności religijnej. Kra-
    siński, któremu rola poe-
    tyczna więcej, niż ‚apostol-
    ska do twarzy. Cóż mo-
    wie o innych?
    Około dworu, w stolicy,
    prywata góruje nad spra-
    wą kraju: — frymark, intry-
    ga, podstęp zajmują wszyst-
    kich — odwaga cywilna
    znika, a jeśli w chwili roz-
    jątrzenia wytryśnic goręt-
    sze słowo, niijiuniejszagroż-
    ba spędza te rogi slima-
    Społeczeństwo wyższe
    używa życia, bawi się, sza-
    leje, szydzi ze wszystkie-
    i, co zawadza, zowiąe prze-
    ywia wszystkie twarze, roz-
    ub Sobieskiej, szukać potrze-
    jedwabiach kręcą się sfrau-
    dwika XV zbiegłe. Pierwsze
    miłego, zalotnego króla od-
    mii na jego względy…
    eczypospolitej, arystokracya
    gdzie duchowieństwo wyższe
    i się różniło, gdzie poza sferą
    nic oprócz szlachty pocsci* mnia się klamki pańskiej —
    ^w.TM
    Jan Klemtru lir. Braaiekt,
    hetman wieli;! koronni/.
    a nawet samo z siebie, wszystk
    cm, nawet cnotę. Śmiech wykr
    ta wszystkie serca- kazi.
    Matrony polskiej, Wapowskiej
    w wiejskim dworze. W atlasach
    iatc zalotnice, jakby ze dworu Li
    i panowania młodego, pięknego,
    czają się bezwstydncin polowuiii
    Tam. gdzie stróżowie pierwsi r
    B tak już przegniłą i bezmyślną,
    enioni tylko i suknią od świeckie
    zywilejowanycb imion nie było
    ale. ciemnej, nawykłej do trzyi
    uióglże się untOWftć kraj, ja-
    dem przekupstwa zatruty,
    zgimśnialy, długiem zaniedba-
    niem wychowania oślepły?
    Z pośrodka wiejskiej azhi-
    ehty wielu mógł za sobą po-
    ciągnąć Pułaski krzyżem
    i imieniem Maryi, lei-z fcyluz
    prawie szło w zwartych sze-
    ragach za Gurowskiin, za Po-
    niiiskiin, który poił i ściskał,
    za ks. Karolem panie kochan-
    ku, który czarem swej tra-
    dycyi pociągał…
    Nic było nawet inateryalu
    jeszcze, z któregoby wielki
    mat mógł urosnąć, oprócz
    Bzkoły kadetów, w której sie,
    Bzczupla ga rsó młodzieży
    kształciła na obrońców ojczy- zny — BZkoiy cudzoziemskie Isabella s Pi
    psuły, krajowych brakło, dwo- pani krakoirsha.
    ry pańskie uczyły rozpusty,
    jezuici ogłupiali tych, których na swój nie obrócili użytek, a pa-
    nowania Sasów miłość ojczyzny zgasiły.
    Patryotyzm, jeśli sic jeszcze w kim odzywał, był miłością
    nie ojczyzny, ale „złotej wolności”, ukochaniem szlacheckiego
    panowania i starego „nie-porządku. Dopiero traktat podziałowy
    zapowiedział, że trzej dobroczynni opiekunowie mieli stworzyć
    „nowe warunki lepszego bytu politycznego, zapewniające dobry
    lad i bezpieczeństwo”.
    Smutnej pamięci lata te od 1772 do 1775 są jakby najwyż-
    szym szczytem zepsucia i punktem ‚od którego ma się rozpocząć
    opamiętanie a odradzanie się na duchu. Cynizm dochodzi do
    ostatecznych granic, tło staje się potwornem, wstyd i zgryzoty
    rodzą się w sercach, oczy otwierają…
    IV.
    SEJM I DELEGACYA.
    1772-1775.
    Wstępne uwagi. Reformy i wywroty. Religia i obyczaje. Dwory europej-
    skie. Zepsucie powszechne. Polska w chwili rozbioru Stan jej. Stackelberg. Po-
    słowie i generałowie. Pruski i austryacki poslannicy. Postanowienie króla. Partya
    jego. Los Familii. Odezwy do dworów Europy. Starania Klemensa XIV za Polska.
    Groźby ambasadora i postępowanie z królem. Prusy i Fryderykowskie dukaty. Noty
    mocarstw. Narady l>ezsilnc. Związek patryotyczny, jego naczelnicy. Wizerunki.
    Rola kobiet. Zwołanie sejmu. Przekupstwo. Soltyka list do Staekelberga. Kon-
    federacja Ponińskiego. Tadeusz Rcjten. Oj>ór jego bohaterski. Sejm, król i Suł-
    kowscy. Stackelberg ugłaskany. Delegacya. Instrukcya Panina. Głosy opozycji.
    Układy z Austryą. Epizody. Układy z Rosyą i Prusami. Traktaty z mocarstwami.
    Pruski zabór i obrona granic. Ratyfikacya sejmu. Skasowanie zakonu Jezuitów.
    Rosya ich zachowuje. Wdzięczność zakonu. Komisya edukacyjna. Chreptowicz.
    Grabież mienia Jezuitów. Komisya rozdawnicza. Jezuici w Połocku. Rzvm i Polska.
    Depesze nuneyusza. Artykuły traktatów, zabezpieczające katolikom prawa należne.
    Charakterystyka delegacyi. Prywata. Quid dabitur viro? Stackelberg i opozycya.
    Poniński. Spisek na niego. Godni towarzysze. Władza hetmańska. KróloMjcy
    skazani. Rada nieustająca. Sejm. Skarb. Komisya edukacyjna. Myśli o wycho-
    waniu. Wielhorskiego o przy wróceniu dawnego rządu. Obyczaje, gry i zabawy.
    Rysy obyczajowe. Essen. Fryderyk W. i Arndt o Polsce. Nuncyusz o obyczajach.
    Kobiety. Obraz kraju przez cudzoziemca skreślony. Inny obraz z 1775 r. Znaki
    odrodzenia. Zabór austryacki. Lwów. Stan Galicyi. Jutrzenka poprawy.
    IV. Sejm i Delegacya
    1773—1775.
    Cała historya ludzkości jest nieustannym pochodem ku zdo-
    byciu prawd coraz wyższych, ale droga, którą ku nim idziemy,
    świadczy o słabości człowieka. Przerzuca się on, goniąc za niemi,
    z jednej w drugą ostateczność, dwie cechy na przemiany zna-
    mionują ruch ten postępowy. Są chwile, które tworzą, organi-
    zują, stawią prawdy jako źródła nowego życia; — po nich idą, na-
    stępstwem koniecznem, epoki negacyi, które burzą i obalają to,
    co się zużyło i przeżyło, aby gruzy zgotować do nowej budowy.
    W tych momentach negacyi, które równie się do ogólnego roz-
    woju przyczyniają jak twórcze doby — rozprzęgają się gwałto-
    wnie węzły, spajające społeczność, które wiara i tradycye za-
    dzierzgnęły.
    Doba reform i burzenia w okresie naszej cv wilizacyi rozpo-
    częła się wyraziściej z XVI wiekiem, dotknęła najprzód prawd
    religijnych, usiłując zdobyć swobodę sumienia. Przedłużyła się
    ona aż do XVIII wieku, w którym reformatorski duch rzucił się
    na sam organizm społeczeństwa, na jego części składowe, na to,
    co ład i porządek dawny trzymało. Nie mogło to przejść bez
    wpływu na obyczaje. Jak w Rzymie — gdy Jowisza zrzucono
    z tronu a augurowie ze śmiechu przy wieszczbach utrzymać się
    nie mogli — współcześnie rozpasało się, co żyło; tak w XVIII
    wieku, z zachwianiem religijnych zasad, obyczaje skaziła rozwią-
    złość i swawola. Zużytkowano najprzód negacyę idei, łączących
    — 78 —
    rodzinę i społeczność, dla osobistej swobody bez krańców. Tern
    swawoleństwem, wyzwalającem się z pod wszelkich praw moral-
    nych, wionęło po całej Europie.
    Zepsuciu też w Polsce dziwić się nie należy, zestawiając je
    ze zgnilizną od góry idąca wszystkich dworów, stolic i narodów
    Europy, zwłaszcza, że u nas to popsucie nigdy pod wyższe war-
    stwy społeczne nie przesiąknęło… Dosyć wspomnieć we Francyi
    rejencyę i panowanie Ludwika XV, w Niemczech dwór saski
    i pomniejsze niemieckie książęce dwory, których wizerunek kre-
    śli Póllnitz w swych pamiętnikach. Najwykształceńsza klasa,
    ta, która się za najoświeccńszą miała, najrozpasańszej rozpusty
    świeciła przykładem: od niej swawola ściekała i przenikała do
    warstw najniższych. Po ascetyzmie postnym wieków średnich
    sprawiono sobie szalone zapusty.
    Obchodzono je i w Polsce — ale nie całej: wierzchnie tylko
    jej sfery europejski polor i zepsucie przyjęły. Dwa panowania,
    prawie dwie trzecie wieku trwające, starczyły na wyszpecenie
    starego oblicza rzeczypospolitej. Rycerstwo polskie, które osta- tnią swą krzyżową wyprawę odbyło z Janem III pod Wie-
    dniem darło się już potem tylko na sejmikach i szalało na
    ucztach. Przodem szła starszyzna, powtarzając przysłowie, że
    Polska nierządem stoi, lecz Europa upaść jej nie da…
    Napróźno trzeźwiejsze głowy proroczeniu Skargi głosowi
    wtórowały; próżno w przededniu Stanisławowskiego panowania
    Konarski wołał o reformy konieczne. Szlachta nie chciała ani
    z praw swych nic na korzyść ogółu ustąpić, ani sama jąć się
    pracy, wierząc, że tym dla niej wygodnym nierządem Polska stać
    musi, jak stała.
    Wśród tego zaślepienia i apatyi nadeszła chwila stanowcza,
    groźby Skargi, Jana Kazimierza i Konarskiego spełnić się miały,
    a jeszcze niebezpieczeństwo dla ogółu widzialnem nie było.
    Już Prusy układały się potajemnie z Rosyą, już potrafiły
    wciągnąć Austryę, już wojska obce, do których rzeczpospolita
    nawykłą teraz była, zalewały nadgraniczne prowincye, a jeszcze
    uwierzyć się wahano w straszną rzeczywistość.
    Dnia 5 Sierpnia spisany został traktat, główne zarysy po-
    działu określający, we Wrześniu wyszły wywody mniemanych
    praw i manifesty okupacyjne, o których nawet troskliwszą re-
  • 79 –
    dakcyę się nie starano — ze strony polskiej żadnych nie przed-
    siębrano środków ku obronie.
    Fryderyk W. doskonale tę bezsilność przewidział. Polska
    nie miała wojska, była zakłóconą, wycieńczoną, brakło jej lu-
    dzi, sprzymierzeńców i obrońców. Wiadomość spadla jak pio-
    run na nieprzygotowanych.
    Jednocześnie wojska pruskie dla przyspieszenia ostatecznego
    rozwiązania jęły dokazywać w Polsce, abyj poddaniem się prze-
    mocy — okupiono spokój i bezpieczeństwo. Do cesarzowej o po-
    średnictwo i opiekę udać się nie było można, gdyż trwała w gnie-
    wie rozbudzonym konfederacyą Barską, a król nawet był w nie-
    łasce. Wojska rosyjskie i austryackie, dla zajęcia swych dzia-
    łów, jeszcze stanowczo nie oznaczonych, posuwały się w głąb
    kraju. Nikt nie pomyślał nawet o oporze; przeciw tej sile — był
    niepodobnym. Saldem, którego nareszcie odwoływano z War-
    szawy, w ostatnich rozmowach swoich smutną zapowiadał przy-
    szłość, usiłując winę jej zrzucić na Polskę samą.
    Biedna rzeczpospolita, którą Fryderyk W. szacował, że wię-
    cej siedmiu tysięcy żołnierza utrzymać nie może, a której Woł-
    koński więcej nad sześć trzymać dozwolić nie chciał, nie miała,
    dzięki klęskom doznanym, ani wojsk, ani wodza, ani dyplomacyi,
    ani samoistnego rządu — panował w niej oddawna ambasador rosyjski, a król był dla parady, opuszczony i wzgardzony. Inte-
    resa odprawiały się u Salderna, na zamku koncerty. Urządzano
    balet i operę, aby rozbawić króla, który od lat kilku stracił hu-
    mor, posmutniał i wedle wyrażenia pani Lhullier, u której spę-
    dzał wieczory, był «nie do rozbawienia”.
    Prawie obojętnie zrazu przebrzmiała zapowiedź podziału:
    wzięto ją może za groźbę tylko, która się da odwrócić.
    Salderna zastępował nowy poseł, mianowany na jego miejsce,
    Otto Magnus baron Stackelberg, rodem Kurlandczyk, z tych pro-
    wincji, które tylu dyplomatów Rosyi dostarczyły, człowiek znany
    z niepospolitych zdolności, jakich dał dowody, będąc posłem w Hi-
    szpanii, ceniony przez cesarzową i mający przynajmniej obyczaj
    cywilizowanego człowieka… Essen pisze, iż po Saldernie wydał
    się miłym i łagodnym, przyznaje mu uczciwszy charakter, oglę-
    dność większą w postępowaniu i talent dyplomatyczny. Skąd-
    inąd wiemy, iż dumą nie ustępował Repninowi, a sarkazmem nie-
    znośnym pastwić się lubił nad bezbronnymi.
    Olto baron Siarkrllii-rf/,
    poseł roHijjskL
    80
    ■■- Saldem w ostatnich ouadi poróżnił się był z naczelnym do- wódcę wojsk rosyjskich w Pol- sce. Bibikowem, któremu w do- niesieniach swych zarzucał, iż
    go polskie panie usidliły, że nim Władała księżna marszałkowa
    Lubomirski i pani hetmanowa
    ‚ tgEdaka,
    Dziwnym trafem czy obrft-
    chowaniem poałowie tagodni za
    WSta miewali ostrych dowód-
    oów przy sobie, a oatraj łago-
    dnych: tak z Repninem gwałto-
    wnym i absolutnym stał obok
    Kajserling wyrozumiały i dobry,
    przy powolniejszym Wołkońskim
    dowodził nieubłagany Wejmana y. S.iliicrneui szalonym przysłano
    zalotnego i lubiącego się bawić Bibikowa. Jednakże łagodność po-
    czątkowa porta ustąpiła prędko miejsca obowiązkowej niejako suro-
    wości dla króla. Obchodził się ze .Stanisławem Augustem jak poprze-
    dnicy*). Gdy na pokoje przychodził, bez ceremonii przeciskał sic
    przed krzesłem króla i stawał tylem obrócony do komina, zaka-
    BSWBSJ poły. Raa gdy kroi, przybywszy do niego, zastał go ciągną-
    cym Faraona, nie wstając nawet. lekko głową go pozdrowił i wska-
    zał mu fotel. – -Najj. Panic, proszę siadać 8 rzeki — i grał dalej.
    Jak wszyscy niemal poprzednicy, jak Repnin, Koehowski. Bibi-
    kow, Stackelbefg wkrótce ujęty został wdziękami pani Ożaro-
    wskiej, kasztelanowej wojnickiej (której mąż został później het-
    manem), i cały świat wiedział o tym czułym stosunku…
    Ze Stackelbergiem razem przybywał baron Rewitaky, jako
    poslannik Austryi, człowiek uczony, szczególniej słynny oiynta-
    lista, spokojny i przeznaczony grać rolę podrzędną w komendzie
    Staekelberga . Benoit, rezydent pruski, nikczemna, niecierpliwa
    figura, dopełniał tej trójki, Żył z małej pensyjki tysiąca talarów
    i lichą w Warszawie gra! rolę. Widywano jego długą i chuda
    ‚) Melkfee — Hist. dc la rĆYoltilinn dr Pi.ilnę;iii\
    ( LUatror Chreptowiez,
    kasztelan notcot/rodzfsi.
  • 81 –
    posłać, w szarych sukniach, ze szpad-
    ką stalowa, u boku. ciągnąca, na obiad-
    ki do garkuchni Grobla na Marywillu.
    lub najemną karetką sławiącą się na
    zaprosiny do poBhi. Dodany mu był
    generał Lentulus, człek niemłody,
    hardy bardzo, długi i chudy, a mi-
    mo powierzchowności smutnej zalo-
    tny. Dnia 18 Września wszyscy trzej
    złożyli razem lninisteryum rzeczypo-
    spolitej oświadczenie trzech mocarstw
    o podziale zawyrokowanym. „Stron-
    nicy królewscy — pisze poseł w swym
    raporcie — zaczęli częste u króla
    miewać schadzki. Skutkiem ich było
    postanowienie wszystko znosić cier-
    pliwie, dobrowolnie się na nic nie zga- Joachir,
    ilzar. wszystko zmuszać wykonywać.
    siłą. odwołać się o pomoc do dworów
    europejskich, zwlekać o ile możności, uwikłać mocarstwa w for- iiiiilndśii i drobne trudnostki. Król — mówi dalej poseł – – przed je-
    dnymi deklamuje przeciwko Rosyi, innym zaś daje do zrozumie-
    nia, że cesarzowa zezwala na zawiązanie konf ederacyi przeciwko
    podziałowi. Powiedział to nawet posłowi austryackiemu, ażeby
    między mocarstwa sprzymierzone rzucić kość niezgody”.
    Zmusiło to Stackelberga do wyraźnego oświadczenia, iż Ro-
    s>a królem się wcale opiekować nie myśli, ani go podtrzy-
    inyuar.
    Około króla niebezpieczeństwo wspólne, chęć usłużenia Ro-
    syi, skupiła garstkę łudzi. Część ich, jak Młodzie jo ws ki, starała
    się wcisnąć w zaufanie, ażeby z każdego słowa zdawać sprawę
    posłowi. W otoczeniu króla widzimy naówczas obok poczciwego,
    skromnego a nieśmiałego podkanclerzego Chreptowicza, zacnego
    ex-kanclerza Zamojskiego i Lubomirskiego, marszałka koronne-
    go — takich ludzi, jak: Mlodziejowski, Gurowski i Massalski. Ro-
    sya traktowała króla w sposób poniżający, na listy do cesarzo-
    wej Panin tylko odpowiadał. Pełne one były użaleń i skarg na
    Polskę, na naród, niewdzięczny za poświęceń tyle, a wreszcie
    próśb o pomoc w interesach osobistych, w których uciekał się
    Paliku w milt (met rwWonSw, Tnm I.
    88
    do Panini „dobroczyn-
    nej ludzkości -1 ihuinamtó
    bienfaisante). Najzdol-
    niejsi doradcy dawniejsi
    króla, Czartoryscy, kan-
    den i wojewoda ruski,
    zmuszeni byli do usunię-
    cia się z rady i czynne-
    mu wpływu na sprawy
    kraju. Od r. 1 767 książę
    kanclerz poatnsegł sic
    w błędnej swej polity-
    ce, chociaż wahał się
    jeszezr ustąpić, całkowi-
    cie, .leniu przypisywa-
    no, że Zamojski pieczęć
    złożył, chociaż on sam
    tego nie uczynił. Widząc
    później, co się działo
    w kraju, miał i-zęsto
    przed zaufanymi powta-
    rzać: Ja te drewka no-
    siłem, a kto inny i w in- nym celu je podpalił*). Osamotniony, straciwszy na wziętości
    nawet u króla, pracował tylko w sądach asesorskich izadwor-
    nycln w sprawach królewszczyzn i przywilejów. Książę August
    Czartoryski, wojewoda ruski, starszy brat kanclerza., ojciec ge-
    nerała ziein podolskich, cnotliwy i zacny w życiu prywatnem. naj-
    bogatszy z rodziny, najrządniejszy w zbieraniu grosza, miał zna-
    czny krąg przyjaciół, którymi zawsze prawie był otoczony, po
    pańsku ich przyjmując — ale i on politycznych spraw unikał.
    W Lutym wysłane zostały listy i protestaeye do dworów:
    angielskiego, francuskiego, szwedzkiego i hiszpańskiego, błagające
    o odwrócenie losu, który Polsce zagrażał; odwoływano się w nich
    do ostatnich traktatów, które całość rzeczy pospolitej w takich
    granicach, jakie po pokoju Oliwskim i Andruszowskim utrzymane
    zostały, poręczały. Był to ostatni ratunek, raczej dla uspokoje-
    Slanisław kaiąif Lubomirski.
    ‚) Piimit-tiuk M. Zalokk-go. Kpti
    nia sumienia, niż z marą
    w skutek użyty. Żadne z
    państw, do których wie ucie-
    kano, nie chciało narażać się
    na wojnę i skutki koalicyi
    trzech dworów; Anglia oba
    „i.ii.i się utrat; handlowych
    korzyści, które z Rosyi cią-
    gnęła, i w czasie sprawy po-
    działu zaehownla się neutral-
    nie, ii w wojnie Rosyi z Tur-
    i vn dostarczała nawet pro-
    rtiaurów dlii wojsk fiisyjskii-h.
    starano się, widząc wzrasta-
    jąca potęgę, o zawarcie ści-
    ślejszych sfosiuików.
    Jeden może z panujących
    Klemens XIV wziął simiwc
    Polski do serca. Starał się on
    usilnie zapobiedz jej rozhio-
    rowi, ale napróżno. Dnia 80 Marca 1772 roku polecił nuneyuszowi apostolskiemu w Wie-
    dniu przedstawić to gorąco cesarzowej i cesarzowi. Nuncyusz
    do Polski wysiany po Durinim (nieprzyjaznym królowi a opła-
    canym przez Potockich, którzy mu probostwo w Dukli ofiarowali,
    f iiinmipi, przejeżdżając przez Wiedeń, miał polecenie zatrzymać
    się tani dłużej i w imieniu papieża gorąco się wsławiać za Pol-
    ską. Poprzednio już (dnia 15 Kwietnia 1772 roku) pisa) był Kle-
    mens XIV do cesarza i cesarzowej w tym przedmiocie:. „Znasz dobrze, odzywał się w liście do Józefa II, jak kościół polski i wiiira katolicka w teni królestwie utrapione są i na jakie narnżone nie- bezpieczeństwa. Potrzebują one pomocy waszej, błagają waszego ratunku. Klemens XIII, ś. p. poprzednik mój, już listownie w tych sprawach znosił się z warni i w pobożności waszej większą część, nadziei swych pokładał, iż mu będziecie pomocą”. W tymże cza- sie pisał Klemens XPV do króla polskiego, prymasa i metropolity Fryitryk Michał kxiąię darte kancler; litewski. Epistoł. 199, 200, p. 222. Atujiitt Atka»4r kiqi{ Civrtk>,
    -.-‚a rtuki.
    ahaii i^lliaj ■ * ;–iz^»i p i- ski. ale zapohiedz ma nie jess
    w jej mocy i ii i mm| jest
    wziąć w nim udział, «*r *f- »V d!tu” //te iofmicknmć ziri- (nio Prusem i Rasyp. Jedna z przyczyn byio, ze Szweeya. Dania, Anglia i Francy wca-
    le się za Polską ujmować nie
    myślały. Austry* wedle do-
    ( niesień Sackena z Petersbur-
    g»,i w Maju myślała jeszcae
    zachować Polskę w całości,
    oglądając *ję na poparcie Prancyi i fhoiscula, ale upadek tejco
    ministra zniewoli! ją do odstąpienia tej myśli.
    Król Stanisław oznajmi] ojcu św. w dwóch listach o roz- atrzygaJH’ taki 23 i :”‚■ Września 1772. dziękując
    a-ann iiinicyusza i prosząc o pośrednictwo. Po-
    wtór7.vł krVl listy hwc do mocarstw obcych w Październiku, nie luiwet rzeczypoflpolltej Helweckiej, W Rzymie wszakże. widii- wyrażenia nuncjusza, wszystkie te żale króla uważano za „Izy krokodyle. Nic mogąc zapobiedz, starał się przynajmniej
    XIV. aby w prowincjach zabranych katolicy uni-
    knęli prześladowania, ku czemu użyto pośrednictwa dworu
    rieaeAtttego, W końcu 1772 r. (5 Grudnia i list w tym przed-
    miocie do cesarza Józefa II świadczy, iz pierwsze zapewnienia
    Prus już oadwczai pogwalooac byty.
    Powtórzone odezwy do państw Europy wywołały nieukou-
    lantowanie Rowyi. W Listopadzie odczytał Stackelberg królowi
    notę swojego dworu, groźną i wymówek pełną z powodu jego
    pMtejpowania). Pisano w niej: „Niezgadzanie się na rozbiór NiuicyilM jiajni-lii ilu knrdynal I’«!lk> iiiniciPi II UstOJiaih Theintr.
    — 85
    pozorne i umiarku-
    wanc, dla oczu na-
    rodu, względom po-
    stępowania trzech
    dworów mogło być
    wytłomaczonem i
    przebaczonem kro
    łowi, ale całą Euro-
    pę podżegać, szu-
    kać podpory za
    granicą, wyżebra-
    ncmi zwłoki opie-
    rać się zwołaniu
    sejmu, było rzecz-
    nadzwyczaj przy-
    krą i obudzającą
    gniew imperatoro-
    wej u .
    Na ten raz Sta-
    nisław August miał odpowiedzieć bar-
    dzo ‚■iHTgicziiie, iż choć wzniesienie
    swe był winien ca- rowej, więcej jesz- cze miał obowiąz-
    ków względem Bo-
    ga, siebie i narodu,
    i spełniać musiał swą powinność: że cokolwiekby go najstraszniej-
    szego spotkać miało, zawsze mniejszem dlań będzie, niż przebyte
    już niebezpieczeństwa; że raczej gotów był cierpieć więcej
    jeszcze, niżby miał zdradzić lud swój i godność swą sponie-
    wierać.
    Staekelherg, znając charakter króla zmienny, usiłował go
    zwrócić ku pojednawczym ideom, dowodząc mu między innemi.
    iż jakkolwiek chwalebne były chęci jego w utrzymaniu całości
    rzeezypospolitej, dalszy opór stałby się szkodliwym, że opór bez-
    względny mógłby państwo wystawić na nowy rozbiór, nowe za-
    mieszki, nowe podziały — zachęcał więc do niezwłocznego zwo-
    Ceaarx Jósef II.
    łania rady senatu przed-
    sejmowej której trzy dwo-
    ry ządafy i poprzestania
    jątrzenia, które pogorszało
    tytka prawę Polski..
    Stackełberg, iii’
    tulimy od Repaina. nie
    mniej absolutny od Salder-
    na. więcej miał w obejściu
    się i postępowaniu umieję-
    tności, formy przyzwoitszc.
    nie popełniał ob
    daremnych, groźbami nie
    szafował. Długi pobyt za
    granicą starł z niego szorst-
    ka powlokę. Jedyną je-
    go wadą byli> nieznośne
    szyderstwo i ironia, której
    na cierpliwych ofiarach się
    dopusłczai, [M.trzetiując za-
    wsze kogoś, coby mu słu-
    żył u cel jego pocisków. Miał on polecenie swego dworu dokonać podziału co najprędzej:
    Benoit, poseł pruski, przeciwnie rachował. że na oporze i zwło-
    kach coś zyska i nielyiko nie naglił, lecz Stackelberga wstrzy-
    mywał** . Grożono, że w razie nieposłuszeństwa i oporu, mocar-
    Papiei Klemens XIV.
    •I Stfeniklt. Maijdj. U. „I Pru.y zyskiwały ze wszech miar na zwłoce. — Tyioczaseiu mogły swobo-
    dnie łudzi zabierać 1 zalewać kraj faksowaną inoocią. Oaber, sekretarz gabinetowy
    krięknych dukatów, w których trzecia rzesć była aliażn. Te porucznoo
    jwlnMiiu z synów Efraima, zwanemu Holerolretu, bo iiinszkał niegdyś w Holandyi.
    póki go do ucieczki stamtąd nic zmuszono. Efraim, pełne mając kieszenie, uny-
    liraijy w -utnie galooowanc, włosy z harcanein. ze sztwditą u boku. pojechał do Pol-
    ski z pięknie brzmiącym łylulem p. radcy ,Ir Suhoiił. Tu kupował, płacąc go- tówką i natychmiast rozkazując wywozić, zboże, klejnoty, rtvbra, co tylko mógł znaleźć na -przełaz. W kilka tuicsirey rozsiał w Pobiec te pieniądze. Do|iiero nie rychło opatrzyli się Polacy, te jedną trzecia wartości stracili, Puszczano dukaty da- brj, kupując u Royan i płacąc nimi. Danio to do wiadomości cesarzowej Ka-
    — 87 —
    stwa zaleją kraj cały, zabiorą wszystko i rozszarpią rzeczpospo-
    litą… Groźby te powtarzały się ciągle — straszniejsze coraz, przy-
    muszające króla do prędkiego zwołania sejmu, któryby rozbiorowi
    dał sankcyę legalną i pozór przynajmniej dobrowolnego ustępstwa.
    Gdy Stackelberg słał notę za notami, domagając się o radę
    senatu i sejm, Benoit szeptał mu niezadowolony: Daj im pokój,
    tern lepiej dla nas, więcej weźmiemy.
    Postępowanie Prus, nacechowane zdradliwem, tajemniczein
    knowaniem, wydać się musi wstrętliwszem jeszcze, bardziej obu-
    rzającem, niż gwałty . Listy Fryderyka W., jego instrukcje, depesze
    posłów, przedstawiają polityczną tę intrygę Prus z cynizmem bez-
    przykładnym. Nikt nad niego nie stawał żarliwiej przeciwko
    wszelkim reformom, które mogły Polskę podźwignąć i odrodzić,
    od chwili elekcyi Poniatowskiego, nikt żarliwszym nie był obrońcą
    elekcyjnego tronu i liberum veto. — Gdy podział został dokonany,
    Prusy szczyciły się nim, jako wiekopomnym tryumfem polityki
    bezwstydnej. — Książę Henryk pruski, który tak skutecznie po-
    średniczył w Petersburgu między Fryderykiem a cesarzową, w li-
    ście pisanym do Solmsa, domagał się później przyznania sobie
    jedynej nagrody, jakiej żądał — własnoręcznego świadectwa Ka-
    tarzyny — stygmatu, że on był twórcą podziału Polski. Cesa- rzowa, zadość czyniąc tej prośbie, odpowiedziała mu listem: „Po
    objęciu w posiadanie zachodnich rosyjskich prowincyi, czuję się
    powinna oświadczyć W. Ks. Mości, jak wielce Mu jestem obo-
    wiązaną, za wszystkie starania, podjęte przezeń dla doprowadze-
    nia do skutku sprawy tak wielkiej wagi, której pierwszym twórcą,
    W. Ks. Mość, uważać się możesz”*).
    Noty mocarstw, oprócz zaboru prowincyi ogromnych, bo do
    4000 mil kwadratowych, z pięciu milionami ludności zawierają-
    tarzyny, która doniosła Fryderykowi, co sic stało, żądając wymiany fałszywe-
    go złota.
    Barricre, który o tern pisze w swych pamiętnikach, dodaje, że król zrzucił
    całą winę na Galscra i posłał go dla pokrycia własnego szalbierstwa do Spandau.
    Po roku wypuszczono go z więzienia i internowano w jakiejś wioseczce w Meklem-
    burskicm. Trzeba było, ażeby ktoś padł ofiarą, llosyi wymieniano dukaty.
    *) Jednakże Sacken w depeszy z Petersburga (Maj, 1772 r.) donosi, iż cesa-
    rzowa sama, dobrowolnie (aus freien Stucken) oświadczyła ks. Henrykowi, iż za przy-
    czynienie się do uspokojenia Polski chce królowi pruskiemu dopomódz w planach —
    otrzymania jakiejś części tego kraju.
    — Mł* —
    cych. — z których dział największy przypadał dla Austryi .za-
    pewne jako wynagrodzenie kosztów na wojnę z Turcyą ponie-
    sionych — narzucały też rzeczypospolitej reformę ustawy w du-
    chu swa* ni. tak radykalna, iż ja za CTożbe chvba. nie za rzeczy-
    wiste wymacanie, uważać było można. Jakoż później znacznie
    zmodyfikowana została. Projektowana ta zrazu reorganizacja
    resztek rzeczjpospolitej tykała tak niezbędnych życia jej orga-
    nów, tak ja miała przetworzyć i przeistoczyć, iż paniczny strach
    wywołała. Z myślą «xlerwania prowincji łatwiej się może na-
    ówczas iM:iircHizić umiano, niż z oswobodzeniom włościan i reduk-
    cja szlachty a ruiną majętne ści. Bj~łj’ to punkta w nocie
    zawarte.
    Wśród narzekań i protestacji próżnjch. radzili także lu-
    dzie serca i sumienia, lecz cóż znaleźć mogli w tej chwili nad
    jedynj” środek: nie zwołj~wania i nie dopuszczania sejmu. Sołtyk.
    świeżo uwolniony z wj-gnania. jawnie zapowiadał ambasadorowi,
    iż tępo środka uźj-je i abj* sejmu nie dopuścić, sejmiki zrywać
    będzie. — tegoż chciał biskup Krasiński i wszysej” ludzie, znającj-
    kraj. a wiedzący, że w sejmie pod bagnetami opór już będzie
    daremnjm.
    Tych ludzi irutowyeh jeszcze do ofiar, niestr wożonych i nie-
    zaprzedali j~ch garść bjła szczupła, irtly pensj-onowanyeh. intry-
    gantów, wreszcie słabych i zastraszonjch zastęp znaczniejszy krzątał sie czynnie i wysługiwał bezwstydnie, myśląc t\iko o wła-
    snvch korzyściach…
    Saldem, którj” był po Wołkońskim objął komendę nad stron-
    nictwem moskiewskiem, ochrzczonem imieniem 9 z7ciqzJlru fatryoły-
    czneger* znając dobrze wartość tjch. którj~mi się posługiwał, naj-
    lepiej ich odmalował… W doniesieniach swj-ch taki obraz kre-
    śli glównj-ch naczelników: „Podoski prjmas ten już był zbiegł
    za Kminkowa do Gdańska, a potem tułał sie do śmierci za gra-
    nica – nif»przjjaciel króla a zwolennik Sasów, nicprzebłagany wró^ r Czartoryskich, potrzebujący cudzjeh pieniędzj. jest naszym
    najlepszym przj jacielem. Nie ma on ani znaczenia ani zaufania,
    ani wzietości. wzgardzony od narodu. pogardzany od magnatów, nie
    szanowany nawet przez podwładnych. Jedyna w nim dobrą jest
    strona, iź uczciwie zeznaje: -Jeśli nie będę mógł na tronie posa-
    dzić Sasa, nie mniej, przez wdzięczność dla Cesarzowej JMci. woli
    Jej będę posłusznym-. Zresztą jest to człowiek, któremu żadnej
    Antoni Ostrowski, biskup kujawski.
    tajemnicy powierzyć nic mo-
    żna, ani mu samoistnie dozwo-
    lić działać, bo żaden uczciwy
    człowiek razem z nim nie pój-
    dzie u .
    „Biskup wileński Massal-
    ski — umysł bystry i przeni-
    kliwy, ale płochy jak abbć
    petit-maitre, zarozumialyi pró-
    żny, godnością swą i zdolno-
    ściami nadęty, pnący się do
    zwiększenia wpływu swego
    i znaczenia, niecierpliwie dą-
    żący do podniesienia się ko-
    sztem upadku Czartoryskich.
    Nadzieja, że z pomocą naszą
    potrafi silne wytworzyć stron-
    nictwo, w ręce go nasze odda-
    la. Człowiek chytry i nie-
    ufny. W Litwie ma pewną wziętość, ale tylko u ludzi małego
    znaczenia”.
    O Flemingu, wojewodzie pomorskim, mówi jako o człowieku
    godnym zaufania, stałego umysłu i przyjacielu Rosyi z przeko-
    nania; o wojewodzie podlaskim (Gozdzkinu. że bierze pensyę. i za
    pieniądze jest im oddany, „gdyż jedynym Bogiem jego pieniądz.
    Krzyczy tęgo, gdy potrzeba”. O wojewodzie kaliskim (Twardowskimi, kreaturze Mniszcha.
    powiada, że jest tchórzem bez przekonania, równie jak zięć jego
    Rogaliński.
    „Miodzie jowsk i, w. kanclerz koronny, biskup poznański –
    mówi dalej — polski Machiarel (nadto honoru!}, który się sprze-
    daje więcej dającemu, nie ma ani szacunku, ani wziętośei w kra-
    ju. — Biskup kujawski (Antoni Ostrowski) — równy mu we wszyst-
    kiem, tylko mniej mądry… Wielki kuchmistrz koronny Poniń-
    ski bierze pensyę, lekkomyślny, lubiący wielką odgrywać, rolę,
    do rozsiewania wiadomości przydatny, niepospolicie ruchawy”.
    „Marszałek litewski Gżurowski — chytry, nie bez zdolności,
    ale bez iskierki honoru. Potrzebnym byt dla zbadania tajemnic
    i myśli obcych”.
    Tych ludzi tak HOM
    jak Saldem sądziła opi-
    nia publiczna. O przy-
    jaciołach króla pian Sta I ■
    dem: .Wojewoda niski
    odznacza się i celuje nad
    wszystkich wici kie ni i
    wiol nościanii. Zdaje mi
    sic. że mocno starzeje. Mi-
    mo to on jeszcze wszyst-
    ko w rzeczy pospolitej
    prowadzi. OAwiecosy,
    rozumny, przenikliwy.
    -wiar zna, 1’nlskę. do
    grtmtu przenika, przy-
    jaciele i nieprzyjaciele
    go szanują. W ^stano-
    wieniach wytrwały i
    OBtroftny. Z niezmierna zręcznością mnie sobie pozyskiwać -nv-i. p| /.< hii głodek) wielką ludzi waśnie, wymową przejeduywać i ku- jarzyć. Przenika innych, sam sic przeniknąć nie dając. Woje- wodzie udało się króla nakłonić do odstąpienia od Rosyi, król rzyiii. co on chce”.
    „Bral wojewody, kanclerz, człowiek rozumny, wielce w in-
    trygi wdrożony. dzi< zestarzały i narzędziem brata będący, lu-
    btoay zresztą od narodu i nie bez przyjaciół w kraju — szcze-
    gólniej na Litwie .
    .Książę Lubomirski, marszałek koronny, zięć wojewody ru-
    skiego, ruchomy, ochotny do przedsięwzięć człowiek, zdolności
    miernych, działający tylkn. gdzie mu starsi nakażą. Nienawidzi
    króla mimo pokrewieństwa; dla Rosyi nie przydatny”.
    W^pomnieni są jeszcze dwaj satelici Czartoryskich, pod- kanelerzy koronny Korch i litewski Przeżdzieeki. których Sal-
    dem nazwał lichymi politykami bez wziętości i szacunku. Zato
    o Hranickim, powstrzymując się od jego charakterystyki, świad-
    czy jak najlepiej. O królu samym wyraził się: .Serdecznie po-
    czciwy, ale niepojęcie slaby… Rozum ani obejmujący wiele, ani
    pewny Biebie, niezdolny do sądzenia i tamowania swej wyobrasnŁ
    — 91 —
    Ktoś go zawsze prowadzić musi, narzucać mu postanowienie i do
    wykonania przynaglić u .
    Taki obraz smutny, ale w głównych rysach prawdziwy,
    kreśli ambasador ówczesnych czynników i świeczników polskiej
    sprawy… Zapomina o jednym tylko, o sprężynie, która w owym
    czasie wiele z tych figur w ruch wprawiała i której wpływ, zda-
    niem wszystkich współczesnych, był wielkiego znaczenia —
    o kobietach.
    Odgrywały one rolę mniej widoczna, ale niezmiernie ważną
    we wszystkiem, rolę, którą się poszczycić nie mogły… Smutno się
    nam one przedstawiają na dworze Stanisława Augusta i w sto-
    licy. Kwiat ówczesnej arystokracyi lgnął do Repninów, Bibiko-
    wych, Saldernów i Stackelbergów… W wielkim świecie Kreczet-
    nikowy, Kochowscy, posłowie i generałowie szczycili się publi-
    cznie najczulszymi względami pań pierwszych imion i najpiękniej-
    szego wychowania. Stosunki te były jawne, cały świat o nich
    wiedział, chlubiono się niemal nimi. Maluje to najlepiej zepsu-
    cie wieku, zobojętnienie na losy kraju w społeczeństwie, które
    ton daw r ało stolicy… Żadne imię, żaden dom pański w rzeczy-
    pospolitej nie był prawie woleu od tej skazy. Posługiwano się
    paniami temi, aby dobra od żołnierza uwolnić, zyskać łaski po-
    sła lub wyrobić order u cesarzowej, która się na natrętne o nie
    ubieganie uskarżała. Rosyjscy generałowie i ambasadorowie
    mieli tylko trudność wyboru wśród niezliczonego kandydatek
    grona.
    Naleganiom Stackelberga ulegając, król zwołał nareszcie
    radę senatu na dzień ósmy Lutego. — Ze stu dwudziestu i trzech
    senatorów zwołanych przybyło trzydziestu i jeden: pomiędzy
    nimi: Lubomirski marszałek, Młodziejowski, podkanclerzy Borch,
    hr. Wessel, podskarbi koronny, Gurowski, marszałek koronny,
    Ostrowski, biskup kujawski i Massalski wileński. Co poczciwszego,
    unikało narady, Czartoryskim groźbą wzbroniono wszelkiego
    udziału w sprawach publicznych…
    Wojewodom: witebskiemu i ruskiemu i kasztelanowi elblą-
    skiemu Przebędowskiemu, którzy się osobiście znajdowali w War-
    szawie, jako należącym do krajów zakordonowanych, zagrożono
    konfiskatą dóbr, jeśliby senatorskie krzesła zająć chcieli. Nowemi groźbami zmuszono zwołać sejm na dzień 19 Kwie-
    tnia. W Czerwcu najdalej podpisane być miały układy. W wy-
    — 92 –
    danych na sejm uniwersałach nie powiedziano wcale, ażeby miał
    się odbywać pod konfederacyą, wybierano więc posłów jak do
    zwykłego sejmu ordynaryjnego.
    Łatwo sobie wystawić, iż na wybór posłów zwrócono szcze-
    gólną baczność, sypiąc pieniędzmi. Wierni krajowi obywatele
    starali się tylko zrywać sejmiki i wyboru nie dopuszczać: trzy-
    dzieści i kilka zerwano. Przyczynił się do tego Sołtyk, zawczasu
    zapowiedziawszy, iż on i z nim trzymający tego środka użyją…
    Cnotliwsi uchodzili, aby nie być wybranymi, nie chcąc się ani
    słabością zmazać, ani narażać na zemstę, — ubogich i łakomych
    ściągał Poniński i inni agenci ambasadora.
    Sołtyk, widząc, że, pomimo zabiegów wszelkich, sejm przyj-
    dzie do skutku, dnia 6 Kwietnia pożegnał Stackelberga, z któ-
    rym osobiście był w dosyć dobrych stosunkach, listem następu-
    jącym, wyjeżdżając do dóbr swoich:
    „Wolałbym ostatek dni moich spędzić w ciemnym lochu,
    mieć ręce obcięte, utracić raczej nawet życie, niż podpisać wy-
    rok podzielenia mojej ojczyzny.
    „Nie mogąc być mojemu krajowi użytecznym, nie chcę przy-
    najmniej katem jego zostać.
    „Polak, któryby zezwolił na rozbiór swego kraju, zgrze-
    szyłby przeciw Bogu — my, senatorowie, potwierdzając go, sta-
    libyśmy się krzywoprzysięźcami…” *).
    Przed otwarciem sejmu jeszcze posłowie trzech dworów za-
    żądali, aby się odbywał pod konfederacyą. Ponieważ w uniwer-
    sałach wzmianki o tern nie było, przez to samo stawał się nie-
    prawnym, lecz najmniej się troszczono o zachowanie form tra-
    dycyjnych i legalności. Adam Poniński, który się niczego nie
    wstydził a za zyskiem gonił, gotował się rolę główną odegrać na
    sejmie i sam się w tym celu, poparty przez obcych żołnierzy, posłem
    z Liwa ogłosił. U Młodziejowskiego w domu wczesne odbywały
    się narady… Pomimo zabiegów wszelkich, w liczbie obranych
    posłów znaleźli się mężni kraju obrońcy, gotowi do walki i nie-
    ustraszeni… Na trzechset posłów, których kraj na sejm wysy-

) Theiner.

  • 93 –
    lał, przybyło tylko stu dwóch), z których dwudziestu sześciu przypadało na Litwę, bo ta swoich wstrzymała… Zrazu mniej jeszcze znalazło się w Warszawie… Gotujący się do opozycyi, chcieli najprzód konfederacyi nie dopuścić, lecz ta pomiędzy spiskowymi w małej liczbie, niemal potajemnie podpisaną została. Poniński, najodważniejszy do niecnoty, podjął się marszał- kowskiej laski koronnej; książę Michał Radziwiłł, miecznik — litewskiej. Nadszedł dzień otwarcia tego zgromadzenia, które niepra- wnie sejmu sobie imię nadawało. Posłowie i senatorowie udali się do kościoła, król z loży słuchał mszy świętej. Potem zamiast zasiąść na tronie, przeczuwając burzliwe otwarcie, udał się do swego gabinetu. Senat pozostał na pokojach królewskich, Po- niński zaś z kilku posłami udał się do izby poselskiej i wziąwszy stąd kilku starszych posłów koronnych, powrócił z nimi do króla. Dawny obyczaj przy połączeniu izb senatorskiej z posel- ską został pominięty. — Zamek otaczały straże, pomiędzy arbi- trami ambasadorowie trzech dworów zasiedli zbierać owoce swych starań. Zamiast jednego z marszałków przeszłego sejmu, jak chciało prawo, niejaki Łętowski, poseł krakowski, podniósł głos i oświad- czył, że konfederacya zawiązana marszałkiem wybrała Poniń- skiego. Przerwał mu gwałtownie przygotowany już Tadeusz Rejten, poseł nowogrodzki, wołając, że niesłychaną była rzeczą konfederacya potajemna, o której ziemie’ i powiaty nic nie wie- działy. Odczytał potem uniwersał, powołujący na sejm zwyczajny, i dodał, że kolej przypadała na Litwę, marszałkiem więc mógł
    być tylko jeden z posłów litewskich. Poparł go Samuel Korsak,
    poseł nowogrodzki, trzech innych posłów litewskich a dwu Łęczy-
    can z Korony.
    Wrzawa i tumult powstały w izbie. Poniński, który już był
    za laskę pochwycił, położył ją nazad na krześle i przemówił do
    swoich, którzy go hałaśliwie, jako wybranego, popierać zaczęli.
    Rejten nie dopuszczał, przy swojem stojąc.
    *) Później stu jedenastu.
    Tadeusz łtejl,-n. Nie zważając na to, Po-
    mński wziął laskę i z nią
    począł obchodzić izbę. —
    Wtem Rcjten, widząc dru-
    gą laskę dla Radziwiłła
    przygotowaną, chwyci! za
    nią, zajął krzesło marszał-
    kowskie i trzykroć uderzył
    niąoziemię. W tejże chwili
    1’onińaki uderzył także i
    zmieszany uchodząc co prę-
    dzej, zamknął powiedzenie,
    odraczając je do jutra na
    godzinę dziewiątą.
    Za nim Rcjten, który
    się też wśród wrzawy mar-
    szałkiem ogłosił, przy okla-
    i na pierwszą z południa. Wziął po-
    Trwało to od południa do pół do
    skach słuchaczy, odroczył
    rem laskę i z nią wyszedł,
    trzeciej.
    Po obiedzie partyzanci skonfederowani zeszli się na naradę
    do Poniiiskiego, aby ustanowić radę i sąd, a dwie konfedera-
    cje, koronną i litewską — nieliczne dotąd — razem z sobą
    połączyć.
    Nazajutrz Rcjten bardzo wcześnie przybył prawie pierwszy
    i zajął krzesło poselskie. Zeszli się później posłowie; oczekiwano
    tak do godziny jedenastej, aby kto posiedzenie zagaił — napró-
    żno. Nalegał i zaklinał znowu Rejten, aby posłowie zajęli swe
    miejsca, a najstarszy z województwa krakowskiego posiedzenie
    otworzył.
    Łętowski, do którego to należało, odezwał się:
    — Oddałem laskę Ponińskiemu, marszałkowi konfederacyi,
    oczekujemy na niego.
    Na to Rejten, poparty przez swoich, zawołał: — „Nic znamy
    ani konfederacyi, ani jej marszałka, niema na to zgody…” Poparł
    go, zabrawszy głos, Korsak, gdy w tej chwili zjawił się w progu
    Poniiiski. „Wrzawa, panująca w izbie, namiętne okrzyki, świad-
    czące o rozdrażnieniu, onieśmieliły go — zawahał się i nie po-
  • 95 -■
    stąpił dalej, ale stanąwszy u drzwi za arbitrami, uderzył laską
    o ziemię i pospiesznie zawołał:
    — Solwuję sesyę do jutra na godzinę dziewiątą zrana.
    Ledwie słów tych dokończywszy, umknął co prędzej, jak
    wczoraj.
    Tymczasem wrzawa trwała, Korsak mówił dalej.
    Krakowscy posłowie zaczynali się ruszać i wychodzić. Rej-
    ten skoczył ku nim, zaklinając ich, wstrzymując, aby nie opuszczali
    sali, nagląc na Łętowskiego, aby sesyę zagaił. Łętowski się opie-
    rał. Wrzawa, okrzyki, spór wszczął się z obu stron i przez dwie
    godziny ucierano się nadaremnie. Roznamiętnienie rosło… Nie
    było laski, przyniósł ktoś usłużny laskę, wziętą u oficera… Rej-
    ten rozgorączkowany wysilał się coraz więcej na zaklęcia
    i prośby. Zaczęto mu przyklaskiwać jak w teatrze. Obu-
    rzył się.
    — Nie jesteśmy tu ani na operze, ani na dyalogu, pano-
    wie — krzyknął gniewny — bądźmy przyzwoitsi.
    Roznamiętnienie z obu stron kazało się obawiać jakiejś
    sceny krwawej i gwałtu… Łętowski, widząc niebezpieczeństwo,
    wziął gwałtem sobie wciśniętą laskę i słabym głosem solwował
    sesyę na godzinę dziewiątą. Lecz że na tę samą odroczył ją Po-
    niński, zaczęto się domagać, by solwował na siódmą… Zgodził
    się i na to w obawie ekscesu Łętowski… Głosy dały się słyszeć
    jeszcze: Dodać „celem wyboru marszałka!”
    Lecz posłowie krakowscy i Łętowski już cisnęli się do
    drzwi… Rejten, chcąc ich powstrzymać, padł w progu, rozkrzy-
    żowując ręce…
    — Zabijcie mnie, — wołał — zdepczcie, ale nie zabijajcie
    ojczyzny!
    Cofnęli się niektórzy, wysuwając bocznemi drzwiami. Ja-
    cek Jezierski, poseł łukowski, przestąpił przez leżącego, za nim
    poszli inni…
    Tegoż dnia po południu, konfederacya, ośmielona tern, że
    opór Rejtena z kilku posłami niedostateczne miał poparcie, lę-
    kając się zarazem, aby heroiczne znalezienie się nowogrodzkiego
    posła nie pociągnęło innych za sobą — pospieszyła akt podać do
    ksiąg grodzkich i odbyła posiedzenie publiczne, na którem Po-
    niński z Radziwiłłem marszał kowali. — Ukonstytuowała się kon-
    federacya, wzywając do posłuszeństwa i do przystępowania do 90
    aktu, zakazawszy izbę poselska odmykać, dopókiby nie przybyli
    marszałkowie konfederacji, — Rejtena pozwano natychmiast
    de termitw lado (bez zwłoki) przed sąd, lecz pozwu nie przyjął,
    nie uznając władzy.
    Posiedzenie konfederacji odroczono do dnia następnego na
    godzinę siódmą. Chcąc zastraszyć opozycyę, sąd ogłosił wyrok
    na Rejtena i Korsaka, jako na nieprzyjaciół ojczyzny, odsądzając
    ich od czci i skazując, na śmierć.
    Od drugiego dnia Poniński miał już przy sobie straż z osiem-
    dziesięciu ludzi złożoną, grenadyerów rosyjskich i huzarów pru-
    skich. Sześciu z oficerem towarzyszyło mu wszędzie po ulicach.
    \astepnego dnia nieustraszony Rejten o godzinie siódmej
    stał już u drzwi izby poselskiej, które były zamknie_te. Rozka-
    zał jo sobie otworzyć, co też wykonano, i wszedł z posłami lite-
    wskimi, niosąc laskę marszałkowską, której przeciwko Poniri-
    ukiemu użyć zamierzał.
    Chciał się jednak widzieć z królem i posłał, prosząc go o po-
    słuchanie. Król, jak zawsze, nie chcąc nikogo sobie narażać, od-
    powiedzieć kazał szambelanowi Karasiowi, iż żadnej rady, ani
    opieki dać mu nie może, gdyż sam znajduje się w położeniu po-
    dobuem. Udawał się Rejten i do posłów mocarstw obcych, przed-
    stawiając im nieprawne postępowanie i żądając wiedzieć, czy się
    to działo za ich przyzwoleniem. Odebrał tylko pogróżki, co go
    jednak nie zatrwożyło. Pozostał w izbie, oświadczając, że gotów
    jest umierać, byłe, dopełni! obowiązków obywatela.
    Gdy się to działo w izbie, konfederacya wysłała od siebie
    do króla i żądała przystąpienia królewskiego.
    Stanisław August wahał się, trwający opór Rejtena zawsty-
    dzał go; odpowiedział więc przez kanclerza koronnego, że zda-
    nie swe objawi „w izbie sejmowej”.
    Dzień ten jednak zszedł na targach… Rejten ze swoimi
    przez sześć godzin siedział w izbie poselskiej, napróżno oczeku-
    jąc — nikt nic nadszedł.
    W końcu, po posłuchaniu u króla konfederacji, zjawi! się
    Marcin Lubomirski, jeden z ludzi najmniej powagi mających i sza-
    cunku, z kilku posłami godnymi siebie, i zawołał, że odracza się
    posiedzenie nazajutrz do godziny dziewiątej.
    Rejten jednak, którego te wypadki coraz bardziej oburzały
    i podnosiły w nim ducha, pozostał w izbie. Z nim razem sku- — 97 —
    pili się inni. w przekonaniu, że ich stąd sad konfederaeki silą
    wziąć nie będzie śmiał, a pragnąc do ostatka opierać się dal-
    szym posiedzeniom. W mieście nie byli pewni, czy ich żołnier-
    stwo nie pochwyci.
    Oświadczenie króla, że zdanie swe objawi dopiero w izbie
    sejmowej, wydało się tern, czem w istocie było — dwuznacznem.
    Obawiano się publicznego posiedzenia w izbie sejmowej.
    Starano się więc Rejtena złamać i nakłonić do opuszczenia jej,
    ale napróżno… Posłowie zagraniczni zaręczali mu bezpieczeń-
    stwo jego osoby, prosili go, aby się oddalił; Rejten został, odpo-
    wiadając: Jeśli wyjdziemy, izbę zamkną.
    W Czwartek, dnia 22, król, na którego naciskano coraz ży-
    wiej, aby się za konfederacyą oświadczył, widząc trwający opór,
    chciał jeszcze przedłużyć ze swej strony opozycyę bierną i przy-
    rzekł wprawdzie zdanie swe objawić w senacie, ale dopiero
    w Sobotę…
    To odkładanie niepokoiło ambasadorów, przypisywano je
    knowaniom familii, — chciano zagrozić i zmusić do stanowczej
    decyzyi. Stackelberg został wysłany do króla z oświadczeniem,
    że jeśli tego dnia nie przystąpi do konfederacji, albo będzie żą-
    dał zebrania się jej w izbie poselskiej czj r w senacie, niezwłocznie
    pięćdziesiąt tysięcy wojska wkrocz\ r do Warszawy. Król odwo-
    łał się do radj r senatu i ministrów… Postępowanie to szczere
    czy pozorne dowodziło wszakże, jak czuł ważność kroku, który
    miał uczynić.
    W Piątek o godzinie jedenastej rano senatorowie i ministro-
    wie zebrali się w sali audyencyonalnej na zamku, gdzie król od-
    czytał im mowę, przedstawiając położenie, oświadczając, czem
    mu grożono, żądając rady co ma począć. Rada jednomyślnie go-
    dziła się na to, iż uledz bjio koniecznością.
    Na tern skończył się opór króla; wstał z tronu milczący
    a kanclerze poszli do posłów, oświadczając, że przystępuje do
    konfederacji i oczekuje u siebie marszałków jej z konsy-
    liarzami…
    O godzinie pierwszej uroczyście w karetach przybyli mar-
    szałkowie na zamek i w sali posłuchalnej kanclerz w imieniu
    króla objawił akces jego do konfederacji — poczem nastąpiło
    ucałowanie ręki Najj. Pana…
    Polska w czasie trzech rozbiorów. Tom I. 7
  • 98
    Rejten siedział wciąż w izbie poselskiej. Przyniesiono mu tu
    wiadomość o przystąpieniu króla. Usłyszawszy to, kilku posłów
    wyszło i spieszyło akt podpisać.
    Wysuwali się tak jeden po drugim… i pozostało ich naosta-
    tek czterech tylko wahających sie, co począć mieli.
    Idźcie, jeśli chcecie – – rzekł im złamany Rejten.
    Pozostał sam…
    Trzydzieści sześć godzin upływało, jak nie wychodził z sali
    i nic nie miał w ustach: opuścili go wszyscy — nareszcie siła
    i nadzieja. Wyszedł…
    Przyjaciele przynieśli mu do mieszkania warunek ze strony
    konfederacyi, która nie chciała, a raczej nie śmiała targnąć się
    na niego, żądała tylko, aby ją publicznie przebłagał, a wyrok
    zostanie unieważniony… *>.
    Takie było otwarcie tego nieszczęśliwego sejmu.
    Rejten pozostał w stolicy, bo nawet nieprzyjaciele cnotę jego
    poszanować umieli… Lentulus, generał pruski, którego zyskał
    opiekę, dodał mu dwóch huzarów dla bezpieczeństwa, z którymi
    chodził po mieście, a nie śmiano się nań targnąć, chociaż odzy-
    w r ał się głośno przeciwko konfederacyi i sejmowi. Nie pociągano
    go zrazu przed sąd, gdyż wiele się osób za nim wstawiało. Gdy
    jednak zbyt wielkie wrażenie mowy jego czyniły w stolicy, po-
    nownie zapozwano go do sądów konfederackich. Miał dosyć
    szabli na woźnych, którzy mu pozwy wręczali, i nie stawił się.
    Sadzono wiec zaocznie **’i.
    Trudno jest skreślić obraz tych narad, w których najdzi-
    wniejsze mieszały się glosy, skargi późne, rady bezsilne i kłam-
    liwe patryotyzmy… obok nielicznych wyrazów bezsilnej też bo-
    leści. Rozpoczęły się posiedzenia w sali senatu połączonych izb
    przy zamkniętych drzwiach. Przy projekcie o sposobie sejmowa-
    nia odezwały się protestacyo Turskiego i Wodzińskiego, lecz Po-
    niński nakazał im milczenie z powodu, że nie podpisali kon-
    federacyi.
    Król zrazu stanął dosyć energicznie, opierając się wymaga-
    niom ambasadorów, chociaż ciągłemi nasyłany groźbami i lekce-
    ważony przez Poniiiskiego, Sułkowskiego i całą tę partyę. Usiło-
    *) S-hmitt. Mati-rynly. II.
    *•) iSchmitt. Mat«Tvalv, II, 3s. — 99 —
    wano go usunąć i ominąć. Król i familia stawali z opozyeyą
    zrazu, ażeby okazać ambasadorom, iż się bez nich nie obejdą.
    W nocie swej, do senatu i posłów przesłanej, napominali oni kon-
    federacyę, ażeby nie trzymała z królem, któremu szło tylko o za-
    chowanie i zwiększenie swej władzy. — Wskazywano w niej, że
    opór króla, który się godził na ustępstwo prowincyi, pochodził
    z osobistych widoków, z obawy nowych urządzeń, mających
    władzę jego ograniczyć. Król ze swej strony przemawiał roz-
    czulony, wymowny, tłomacząc się, malując swe położenie, wy-
    zywając, aby mu winy jego wskazano. Poruszył się sam, roz-
    płakał a z nim popłakało się wielu. Skarżył się, iż odejmując
    mu rozdawnictwo i szafunek wszelki, chciano go odrzeć z po-
    wagi. „Chcą mi wydrzeć wszystko, abym nie mógł udaremnić,
    co zgubne ojczyźnie” i t. d.
    Najgwałtowniej, najbezwstydnicj przeciw królowi rwali się
    Sułkowscy… Walka ta pomiędzy królem, który miał za sobą więk-
    szość posłów, a Stackelbergiem i marszałkiem, mającym więk-
    szość w senacie, trwała do dnia 19 Maja… Grożono ciągle wpro-
    wadzeniem wojsk, zaborem większym, zagładą, sypano między
    posłów pieniądze.. Król używał nuncyusza i sprawy dyssydentów,
    ażeby przedłużyć opór… Postępowanie Stackelberga było nad-
    zwyczaj umiejętne i zręczne: on głównie z królem traktował i naj-
    większy wpływ nań wywierał; on powstrzymywał Benoifa od nie-
    wczesnych kroków, nie chcąc dopuścić do ostateczności, w któ-
    rejby pomocy wojsk austryackich i pruskich potrzebował. Za-
    strzegł sobie nawet na wypadek, gdyby wnijść miały, iż dopeł-
    niwszy co im będzie poleconem, natychmiast ustąpią. Benoit
    i Rewitzky dali to zaręczenie na piśmie.
    Nie przyszło jednak do tej ostateczności. Ujęty Stackelberg,
    którego żonie posłał król w dzień świętej Zofii złoty serwis do
    kawy i herbaty, szacowany parę tysięcy dukatów, skłonił nao-
    statek króla obietnicami dożywotniego szafunku starostw i urzę-
    dów do stanowczych układów.
    Wprzód jednak musiał wysłuchać nikczemnych napaści uzu-
    chwalonych Sułkowskich, z których jeden śmiał się publicznie
    odezwać: „Łatwo to W. Kr. Mości udawać zucha, będąc bezpie-
    cznym na tronie. W. Kr. Mość nie narażasz ani dóbr, ani bo-
    gactw, ani honoru, ani dzieci, bo ich nie masz… Ale racz
    — 100 —
    W. Kr. Mość mieć wzgląd na cały naród, który ma to wszystko
    do stracenia…”
    Szło o wyznaczenie delegacyi sejmowej, upoważnionej przez sejm do traktowania z posłami trzech mocarstw o sankcyę i gra-
    nice. Po kilku dniach oporu daremnego delegacya ta wyzna-
    czoną została pięciu głosami większości!! Wchodziło do niej
    trzech biskupów, pięciu senatorów świeckich, dwóch ministrów
    i dwudziestu posłów. Zasiadali między innymi: przewodniczący
    jej Antoni Ostrowski, biskup kujawski; K. Stan. Lubomirski, mar-
    szałek koronny; Młodziejowski, kanclerz; Michał ks. Czartoryski;
    Borch, podkanclerzy; Chrcptowicz; Wessel, podskarbi; Gurowski,
    marszałek i t. d.
    Delegacya miała sobie poleconem: układy z trzema dwo-
    rami i stawanie w obronie praw rzeezypospolitej, oznaczenie gra-
    nic, zawarcie nowych traktatów i poprawę formy rządu rzeczy-
    pospolitej. Dodano, mówiąc o niej: „Nie będą odmieniać konsty-
    tucyi krajowej, tylko w czem dawna będzie oczywiście uznana
    za złą i rzetelnie szkodzącą stanom rzeczypospolitej”. Lecz —
    tej samej delegacyi zostawiono uznanie, co za złe i szkodliwe
    uważancm być miało. Sprawy dyssydentów i dyzunitów także
    załatwić jej zlecono.
    Stackelbergowi przepisał Panin, w jaki sposób miał ukła-
    dami kierować: „Najstraszniejsze dla Polski — pisał on — są
    Prusy, handel Wisłą jest dla niej kwestyą życia. Proś Pan ba-
    rona Rewitzkiego, aby się z nim połączył i razem, jednobrzmią-
    cemi przedstawieniami wymoźcie na pośle pruskim dla Polaków
    z?iośne warunki. Wychodząc z tej zasady, że trzy dwory zamie-
    rzają Polsce zapewnić znaczenie państwa drugorzędnego, któreby
    odpowiednie położeniu swojemu miało siły — możecie mu przed-
    stawić, do jakiego osłabienia Polskę długoletni zamęt i wojna do-
    mowa przywiodły, ile lat ona potrzebować będzie, nim siły stra-
    cone odzyska, a pokrzepić się nie będzie mogła, jeśli jej handel
    zostanie odcięty. W układach z Austryą jest punkt wielkiego
    znaczenia. Sól — jedna z pierwszych potrzeb życia. Wymagać
    należy, aby ją Polacy mieli za cenę umiarkowaną. Wstawiając
    się w tym względzie za Polską, spełnisz Pan obowiązek miło-
    sierdzia i ludzkości (!;. Pojmuję, jak położenie pańskie względem
    króla pruskiego będzie drażliwem, gdyż zamiary jego wręcz są
    temu przeciwne, ale Pan musisz od niego żądać, ^aby Polsce dał
    tkot tdttcknąć, i aby firr-
    wsulmt*~ po podziale mniej
    lila niej były ciężkie. He
    razy Pana praski poseł ra-
    dy dawać będzie, abyś uzji
    przemocy, zwróć Pan jego
    uwagę, te są też inne środ-
    ki. miarkuj jego zapędy i
    nie przyjmuj planów. chy-
    ba w ostateczności. Przed-
    staw mu Pan po przyja-
    cielsku, nie wciągając w to
    jego dworu, co się dowia- dujesz o liioznośnem obcho-
    dzeniu się wojsk pruskich
    z Polakami, wmów mu. aby
    się starał je pohamować,
    przedstaw, ze chwilowe ko-
    rzyści wojsk, które się
    w obcym kraju tuczą, nie
    mogą iść w port wnanie
    z potrzebą wyrwania Euro-
    py /, teraźniejszego prze-
    silenia. Przedstaw mu I
    prawdy”.
    Rozpoczęły się posiedzenia w*pałacu Radahi Ułowiklnt. ( ihotol
    zrazu Poniński mieć tu laskę dla [aarszałowanis w delegaoyt,
    przeciwko czemu stawiono opór. Widząc, Se ją WToOMOlM nu
    pierwsze posiedzenie, Ostrowski je zamknął; OH draftom kuch
    mistrz od niej odstąpił.
    Układy rozpoczęły sic od Austryi i ciągnęły prawie tak, juk
    na sejmie, przerywane uboczneml kweełyaml, głosami i apłćodl
    mi bez końca.., Stackelberg, który zawsze bywał przytomnym,
    występował jaku pośrednik, co więcej, jako przyjaciel, |al u
    tor, zawsze „w imię dobra rzcczypORpolitej”, ■/.>• Hsongóloem przy wiązaniem do narodu polskiego się oświadczając, /-iraz w DO- czątkach przyszła ita stół sprawa furażów dla wojak cudzozlen] skich, którą zbyli posłowie taką odpowiedzią, iż nawet Ostrowski
    ‚ur i,,-. Wiiaał, podtkM
    Pan ostrożnie,
    nit
    ‚I
    BUnral j;i ■■- Spa-iosum nihil, a kasztelan kijowski dodał: — .Szko- cki była laiygi.
    Żądania Aii.stm, która już do tytułów panującego dołączyła
    Galicyę, Lodomoryę, Oświęcim i Zator (pierwszych tylko dwóch dawniej używnlai — inaczej teraz brzmiały, niż w edykcic 1772
    roku… Rewitzky wzbraniał się Ich zmienić w lem. eo dotyczyło
    istoty rzeczy.
    Z opozyeyą wystąpili śmielej: ks. Antoni Ozotwertyński. Wil-
    czewski, Jerzmanowski. Na dwudziesrem piatem posiedzeniu ode-
    zwał się osiami: „1’ytain się. czy byłoby usprawiedliwione syna
    okrucieństwo, któryby swej matce ręce i nogi poucinać, nos
    i ns/.y (lhcr/.nać, oczy wyhipic własnemi ważył sic rękami, przeto,
    że kinś mocniejszy od niego oilgraża się zabić mu matkę? Gdyby
    to uczynił, czyłiżhy nieszczęsna matka, zamiast podzięki synowi
    za mniemaną litość, nie miotała raczej wszystkie na niego prze>
    fclenstwa? Ten syn czy móglżoby długie dla lak skalei-zmicj
    maiki obiecywać! życicy… Sprana nasza jest to sprawa wszystkich
    narodów, a w szczegół nc.śe i potencyi drugiego rzędu, podział pro-
    wincyi naszych rówsem grozi nieszczęściem każdemu wolnemu
    narodowi, nakoniee całej Europie. Lepiej przeto i bezpieczniej
    dalszemu czasowi zostawić losy strapionej ojczyzny, niżeli teraz
    na jej zezwalać, według woli. podziały — bo albo przemoc nad
    słabszym w awem wysileniu ustanie, albo długa przy niewinno-
    ści cierpliwość litości i miłosierdzia, a razem i ocalenia kraju
    dostąpi”.
    Święte to były słowa ale przebrzmiały daremnie. Ode-
    zwał się Wilczewski: -Nie nazywam tego traktowaniem, gdy z po-
    danych pretensyi nic wykreślił’ nie dopuszczono”.
    Ody ks. Czetwertynski. również występujący z opo/.ycyą,
    zaprotestowawszy, wyszedł, Toloezko, poseł wolkowyski, uczynił
    uwagę, że go nie było. Na to Ponihski odparł: Co nas to obcho-
    dzi, kto jest a kogo niema — byle komplet był.
    Ks. Czetwertynski w istocie wyszedł był założyć w Grodnie
    protez który później cofnął’. 1’oniński tak był spokojnym z tej
    strony, iż udawał, że go nie zna — „tylko powieść o nim”, Rę_-
    ozyl pizytetn za kancelarye, iż „wiedzą CO przyjąć a czego nie
    przyjmowań”, Wystenowali i inni w różny sposób. Wilczewski
    w ślad za Czctwertyńskim powiedział, -iż jak skoro nie wolno
    — 103 —
    roztrząsać, czy odstąpić kraj, ale od razu musem jest oddać,
    niema nad czem obradować a .
    Pruszanowski, poseł różański, powiedziawszy, że flcre et ma-
    nifesłare każdemu wolno, chciał też wynijść. Wstrzymał go Po-
    niński, pytając: Czego się WPan manifestujesz? — Przeciwko po-
    działowi kraju. — To już nie de łempore — rzekł kuchmistrz… Uczciwi ludzie i uczciwe głosy szczególną tu grały rolę
    mówców r , wśród dobrowolnie ogłuchłych słuchaczów.
    Rozpraw właściwie nie było żadnych, szachrowali jedni,
    protestowali drudzy, płakali niektórzy, gniewali się nadaremnie
    gorętsi, a Poniński ze swymi szydził i lekceważył wszystko, ża-
    dnej do tej wrzawy i szmeru nie przywiązując wagi, lub odpo-
    wiadając niedorzecznie. Biskup kujaw r ski silił się na niezdarną
    wymowę ze słabym głosem i niedołęztwem myśli, Poniński szu-
    mnie krzyczał, popierany przez Sułkowskich i całą klikę swoją.
    Układy z Austryą, przerywane licznymi epizodami, ciągnęły
    się do 21 Sierpnia. Nie zbywało na scenach charakterysty-
    cznych. W Lipcu z generałami w r ojsk obcych targowano się o opła-
    tę liwerunków. Powstała wrzawa o to, że nota generała Lentu-
    lusa była niejasna i po żołniersku zredagowana. Weszli amba-
    sadorowie, hałas nie ustawał — zaczęli bronić generałów. Sta-
    ckelberg zabrał głos.
    — Mimo tych w r y wodów — odezwał się podkanclerzy Borch —
    twierdzenie pańskie jest mylne…
    — Waćpan mówić nie umiesz! — odparł obrażony poseł. Wszczął
    się spór żywy.
    Borch się uniósł. — Jeżeli, panowie, tak postępować myśli-
    cie — rzekł — oświadczcie lepiej, że niepotrzebna delegacya ani
    układy — dość rozkazu.
    Obraził się z kolei Stackelberg, rzucił kapelusz na stół
    i wyszedł z sali do bocznego pokoju. Rzucili się za wychodzą-
    cym strwożeni senatonowie, jęli łagodzić, prosić i uchodzącego
    wstrzymywać. Dał się przecie skłonić do powrotu.
    — Gdyby mnie do gniewu nie pobudzano, do tegoby nie
    przyszło — odezwał się siadając.
    Na obradach prawiono sobie nieraz najdotkliwsze niegrze-
    czności, największe obelgi, potrącając o sprawy prywatne, z ta-
    ką namiętnością, iż nieraz jedni przeciw drugim do szabel się
    porywali. Dla togo dologacya sama Żądała od ambasadorów, by
    z nich zawsze jeden byl przytomnym dla uspokojenia wrzawy.*)
    Biskup Massalski sam dolegacyę nazywał domem zajezd-
    nym; kłócono się, jak w karczmie…
    Kowitzky w ciągu układów szydził sobie wyraźnie z Pola-
    ków i powtarzał, że sami chcą opieki i zwierzchnictwa swych
    sąsiadów z tej przyczyny, aby się ubezpieczyć przeciw samo-
    władztwn króla, — a król — dodawał— jest najgodniejszym obywate-
    lem i najlepszym w Polsce patryotą, który się niczego nie dopuścił przeciw ojczyźnie. Zaręczał też Rewitzky, iż dwór jego pragnąłby
    widzieć Polskę jak najlepiej urządzoną, bogatą i silną, a inni są-
    siedzi opierają się temu dla swych korzyści. Polacy sami im
    w tein pomagają. Austrya zaś jedna złemu zapobiedz nie może
    i t. d.
    Dobrzyński poseł, Sumiński, chciał w sprawie zaboru austrya-
    ckiego osobnego posła do Wiednia wyprawić -tego nie dopuszczo-
    no… Wymęczono wreszcie podpisy traktatu, który w samych
    żupach solnych naówczas nizko ocenionego dochodu odbierał
    rzeczypospolitej 2,967,595 zip.
    Nim do podpisania przyszło, opierano się, wymagając ustępstw
    ze strony Austryi — ale napróżno. Podarki i groźby miękczyły
    jednych, drugich do milczenia zmuszały. Sulkowski, książę na
    [lilskii i pod panowaniem austryackiem), ostatniego dnia wziął
    na siebie przynaglenie do podpisu (21 Sierpnia wieczorem). Część
    królewskich stronników skłaniała się także do tego.— Rewitzky
    odbierał ciągle wiadomości, co się działów delegacyi, gdyż ujęci
    przez niego, donosili mu o wszystkiem i radzili, ażeby z groźne-
    go tonu nie spuszczał. — Naostatek o trzy kwadranse na dzie-
    siątą wieczorem — ustępstwo pierwsze podpisane zostało… Poniń-
    aki slaby nie znajdował się dnia tego na posiedzeniu, prezes
    w nocy pojechał do niego, aby podpisał.
    Radość była wielka, gdyż pierwsze ustępstwo to ręczyło za
    następne, Rewitzky natychmiast pojechał z tern do cesarza.**)
    *) Bduflift
    *) Siltinilt. >[al-Tynly. II. 9ft Zobaczyć też ciekawy świstek: 177:1 r. EV6ÓI des recherches -nr (.ialicic mi Halicz et phi i/x!omerie on Wlodzimirz 1773, 4to
  1. Historyczny wywóil śmieszny cli |>r<‚leii.-.yi węgierskich do Halicza z mocy tra-
    ktatu 1412 r. w Lubowli na Spiżu… na który powoływała się Austrya. «C<»t t s’em- paror (11111 rnyamne, poitr avoir 6tó prirć ile la joiiissance ti’uti village..
    — 105 —
    Po układach z Austryą następowały z Rosyą, traktowania,
    Prusy zostawiono na ostatek. Stackelberg umiał je poprowadzić
    jak chciał, gdyż członków delegacyi pensyonowanych miał w rę-
    ku, innym zajęciem dóbr i prześladowaniem zagrażał.
    Massalski, biskup wileński, dla ocalenia pozoru przynaj-
    mniej, pewnych warunków się domagał przy ustępstwie krajów
    polskich Rosyi: żądał ubezpieczenia dla wyznawców religii ka-
    tolickiej, swobody handlu, przywozu soli, połączenia Wilii
    z Dźwiną kosztem rządu rosyjskiego, wydania archiwów, innych
    prowincyi się tyczących, swobody przeniesienia się dla tych, coby w Polsce zostać chcieli, uśmierzenia hajdamactwa, uwolnienia
    z wygnania konfederatów barskich, zdjęcia sekwestrów z dóbr
    i t. p. Pomimo opozycyi stawionej przez Wilczewskiego, Prusza-
    nowskiego i Jerzmanowskiego, przyjąć musiano, czego Stackel-
    berg wymagał. Układy z nim trwały do d. 2 Września.
    Przy zawarciu tych układów Stackelberg nie chciał wpisać
    w traktat poręczenia praw katolików, pod pozorem, iż od Austryi
    go nie wymagano dla Greków i dyssydentów. Włożono wreszcie
    ten warunek i poręczono oddanie unitom zabranych na Ukrainie
    kościołów. Przy podpisaniu znowu i groźby i obietnice zażyte
    zostały; delegacya trzymana od dziesiątej z rana do szóstej wie-
    czorem, wygłodniała i znękana — w ostatku traktat podpisała,*)
    Od 3 do 11 ukończono pospiesznie traktat z Prusami i Be-
    noitem; wniesiono articuli separatii podpisano to nieszczęsne ustęp-
    stwo, wymożone siłą. Jedni wzbraniali się na niem położyć
    podpisów swoich, drudzy skrapiali je łzami!
    Traktat z Austryą, zaręczający pokój niewzruszony na
    przyszłość, ustępował jej kraje zajęte d. 11 Września 1772 roku
    (na zaspokojenie pretensyi koron węgierskiej i czeskiej) — brzeg
    prawy Wisły od Śląska do Sandomierza i zbiegu Sanu, stąd
    prostą linią od Francpola do Zamościa, do Rubieszowa i Bugu;
    dalej granicami Rusi Czerwonej (Wołynia i Podola) do okolicy
    Zbaraża, skąd prostą linią nad Dniestrem, wzdłuż rzeczki Pod-
    horce aż do jej zbiegu do Dniestru i granicą Pokucia od Mołda-
    wii. Ustępowano wieczyście wszelkich do tych krajów pretensyi.
    *) Schmitt. Materyały. II. 112. Dodaje tenże, iż gdy przychodziło do pod-
    pisów, niejednemu łzy z oezów wytrysły. Kilku Leczyeanów odmówiło podpisu.
    II. 126.
    Austrya (objąwszy już Spiż) wszelkich innych jakichkolw ieliądż
    iln ziem Polski i Litwy znękała się uroszczeń. Zaręczono oby-
    watelom /,ailii’\vinii<- praw wiary i stanu (dyssydentom i dyzu-
    ii ii urn , Austrya i Polska wzajemnie poręczały eałaść swych
    ■ i: gwarantowano urhwalone konstytucye. Osobne ma-
    jące się zawrzeć potniej umowy handlowe <ło traktatu tego wcie- lono i t. d. Przy rozjrraniezeniaeh pośredniczyć miały dwa po- zostałe mocarstwa rozbioreze. Austrya ofiarowała też pośredni- clttu swe względem 1’cHly dla uspokojenia pretensyi jej, z trak- tatu Karlowie kiego wynikających. Wojska austryackie wyjść
    miały we dwa tygodnie po ratyfikacji traktatów i t. d.
    Na ten sani wzór spisany był traktat z Rosyą.
    Rzeczpospolita ustępowała resztę Inflant polskich, ezęść
    województwa polne kiego z tamtej strony Dźwiny, województwo Witebskie, lak. te Dżwina stanowić miała granico, aż do woje-
    wództwa poluckiegu, dalej granica, Jego aż do granicy wojewódz-
    twa mińskiego i Błąd prosta, linią aż do źródła rzeki Drujec (Qr>
    dwa), dalej rzeka la ilu njeoia w Dniepr, tak że całe wojewódz-
    two inśeislawskie z obu stron Dniepru i dwa końce mińskiego
    (powyżej i niżej województwa iiiśeisławskiegm, z tamtej strony
    nowej granicy Dniepru należeć miały do państwa rosyjskiego.
    (Id ujęcia rzeki Drujee Dniepr stanowić miał granicę, z zacho-
    waniem Kijowa i powiatowi jego dawnego rozgraniczenia.
    Prusy z chciwością, nienasyconą na łupież bezbronnego krnju
    zajęły daleko więcej, Jiiż zapowiedziano, chcąc się przy zaborze
    tym utrzymać. Ddcgacya względem jednego tylko króla pru-
    Bkiego, dawnego lennika Polski, miała odwagę wystąpić tak sta-
    nowczo, że reghnentarzowi partyi wielkopolskiej, generałowi Kra-
    szewskiemu, polecono bronić się, choćby z orężem w ręku.
    Kraszewski stoczył bitwę pod Kapielem d. 11 Czerwca, która
    nawet wypadła dosyt; szczęśliwie. .Sam był w niej ranny (o czem
    wspomina w wierszu swym Trębeckii— ale fcroJ nabrałam dobra
    położone n kordonie pruskim), które później rzeczpospolita nar daniem starostwa Mianowskiego wynagrodziła. Była i odezwa z lego powodu od króla d. 13 Maja 1775 do Obywateli województwa poznańskiego, kaliskiego i gnieźnieńskiego, tudzież do województw brzesko-kujawskiego i inowrocławskiego, Jordoi ‚g°, — 107 — nad rzeką Notecią posiadłości mających, do obywateli wojewódz- twa płockiego i ziemi dobrzyńskiej, „aby nie uwolnieni będąc od przysięgi królowi i rzeczypospolitej, nie składali jej królowi pru- skiemu”. Ktoby z nich mimo nadzieję naszą obecnemu rozka- zowi (pruskiemu) ważył się być posłusznym, przysięgę wierności nieprawnie pretendowaną po nim wykonywał, cudzemu panowa- niu poddał się i inszego króla nie nas i rzplitą za pana swojego uznawał, albo też i o wiarołomstwo został przekonanym, takowy, bez względu na osobę, surowości prawa podlegać będzie i t. d.)
    Dopiero przy rozgraniczeniu 1776 r. d. 22 Sierpnia Prusacy za-
    garnięte za Notecią ziemie zwrócić musieli.**;
    Królowi pruskiemu oddano ziemie zajęte z mocy uniwer-
    sału jego 13 Września 1772 i\, Pomerelię z wyjątkiem Gdańska i obwodu jego, powiaty wielkopolskie z tamtej strony Noteci,
    idąc wzdłuż tej rzeki od granicy Nowej Marchii do Wisły, blizko
    Worden i Salicz, tak, by Noteć stanowiła granicę i należała do
    Prus. Król pruski zrzekał się wszelkich innych pretensyi do
    ziem Slązkowi i Prusom pogranicznych i do Gdańska, wzamian
    biorąc resztę Prus polskich, to jest województwo malborskie
    z Elblągiem, z biskupstwem warmińskiem i województwem cheł-
    mińskiem, nie wyjmując nic oprócz Torunia, który zostawał przy
    Polsce i t. d.
    Sejmowi przedstawione dzieło delegacyi, d. 18 Września
    przyjęte zostało i podpisane. Opór małej garstki uczciwych,
    łzy słabych — nic nie pomogło. Gdy na nowo zebrała się dele-
    gacya do dalszych czynności swych d. 2 Października 1773 r.,
    Stackelberg ostrzegł zaraz w początku, iż choć już traktaty
    z mocarstwami podpisane zostały, wszakże i inne materye w de-
    legacyi, bez przytomności i wiedzy posłów zagranicznych, nie
    tylko rozstrzygane, ale nawet wnoszone być nie mogą. Zosta-
    wała więc zawsze delegacya pod czujną opieką ambasadorów.
    Poniński, przy wyznaczeniu delegacyi do rozgraniczenia no-
    wego, najprzód się upomniał z właściwą sobie gorliwością o pen-
    sye dla pp. delegatów. -Przecież niepodobna, zawołał, aby tę
    ekspensę kto chciał darmo podjąć! u O te nieszczęsne pensye
    trwają spory sromotne, o wyznaczenie osób nie w interesie obro-
    ) Plakat współczesny. •) D^ngelKTjr. 197.
    — 108 —
    ny praw kraju, ale w sprawie ich kieszeni. Tuż znowu lukta
    czy senatorom równe z postami maja byt- naznaczona pensye
    lub stosowne do dostojeństwa. Wśród tych trudowi narad (pensya
    dla prezesa wynosiła 15,000, dla kmnisarzow po 10,000 zlt.) dnia 5
    Października przyszła na osłodę wiadomość, którą kanclerz ko-
    ronny udzieli! dołogacyi, iż wszyscy więźniowie z Kosyi wypu-
    szczeni zostali, wnosząc o podziękowanie posłowi.
    Wśród mnogich epizodycznych roztrząsać w delegacji, przy-
    szła sprawa zakonu jezuickiego, bullą Klemensa XIV zniesionego.
    W samą porę dla chciwych grabieży własnej ojczyzny
    przyszedł ten wypadek, który wcześniej mógł był zbawiennie na
    losy Polski oddziałać. Klemens XIV. naglony zewsząd podno-
    szącymi się głosami przeciwko zakonowi Jezuitów, który na ko-
    ściół katolicki ściągał odpowiedzialność za swego ducha obsku-
    rantyzmu i nietolerancji, za chciwość panowania i władzy, za
    mnogie intrygi i nieprzebieranie w środkach, jakicmi szedł do
    swych celów, — bullą dnia 21 Lipca podpisaną (Dominus ac Re- deniptor) zniósł to zgromadzenie. Wpływ zakonu na wychowa-
    nie publiczne, a przez nie na rozszerzoną w Polsce ciemnotę
    i fanatyzm, które jej upadek przyspieszyły — łatwo ocenić się
    daje. Dosyć jest spojrzeć na stan akademii i szkół w liche no-
    wieyaty i seminarya obróconych, na programata nauk, na wy-
    znawana do dziś dnia zasadę szkodliwości oświaty i niebezpie-
    czeństwa nauki, by ocenić jak wielką szkodę Polsce owładnięcie
    wychowaniem Jezuitów przyniosło. Zakon rycerzy Lojołi w ehwili,
    gdy kościół zagrożony był wojną z protestantyzmem, wystąpi!
    w obronie jego przeciwko nowowiereom, I )rganizacya jego oparta
    na śłepein posłuszeństwie, wojskowa karność i nicznużona dzia-
    łalność zakonu, dozwoliły oprzeć się reformie, ale też pozbawiły
    kościół wielu wyznawców, którzy od niego odpadli na zawsze,
    przejednał” się nie mogąC z despotyczną władzą i ścieśnieniem
    swobody sumienia. Szczęśliwy bój z reformą dał zakonowi
    olbrzymią potęgę, która w końcu chrześcijaństwu i kościołowi
    groźną się Btala.
    Upaść więc musiało to stowarzyszenie, siecią swych ajentów
    opasujące świat cały, posługujące się wszelka_ bronią, nie licząc
    sofizinatów oburzających — i bogdajhy było padło na zawsze.
    Jezuici zawczasu wprowadzeni do Polski, uposażeni obficie przez
    gorliwych dla wiary ludzi, złudzonych uniiejętueni obejściem się
    — 109 —
    ich w świecie — przyszli tu do znaczenia i bogactw niezmiernych.
    Obszerne ich włości i kollegia uposażone królewsko, rozciągały
    się po kraju całym; pełno ich było w Koronie i na Litwie.
    Gdy bulla, znosząca zakon, ogłoszoną została, niecny a chci-
    wy Poniński, który się może od samych Jezuitów spodziewał obło-
    wić, próbował stanąć w ich obronie. Lepsza rachuba i umysł
    przekonały go, iż powstrzymać skutki bulli było niepodobna,
    a z rozszarpania dóbr bezpańskich, więcej było można skorzy-
    stać. Dobra te były w większej części na cele wychowania pu-
    blicznego, którem Jezuici zawładali, nadane; — naturalną więc
    rzeczą było, aby na cel oświaty obrócone zostały.
    Jeszcze d. 11 Września wśród układów o traktaty Rafał
    Gurowski, kasztelan przemęcki, w r niósł projekt wstrzymania
    w r Polsce wykonania bulli, nie ogłaszania jej i odwołania się do
    Rzymu z prośbą o zachowanie zakonu „tak niezbędnie krajowi
    potrzebnego u . — Roztrząsanie tego przedmiotu nie na dobie —
    usunięto.
    Mieli 00. Jezuici i innych obrońców i rzeczników, dowo-
    dzących, iż bulla ^Dominus ac Rcdcmptor* nie była urzędownie
    udzieloną z Rzymu królowi i stanom, zatem wykonanie jej nie
    było obowiązującym. Z Rzymu wszakże tłomaczono się, iż tej
    formalności nawet względem Francyi nie zachowano, a breve
    w Polsce, jak av innych krajach, nuncjuszowi wręczyć polecono. Dnia 11 Października plan ten przyjaciół Jezuitów usunięto,
    a bullę przyjąć i wykonać polecono. — Ktoś z tych stronników
    gorliwych zakonu ogłosił w Polsce broszurę: „O upadku Jezui-
    tów”, którą nuncyusz zaskarżył i notą d. 9 Listopada 1773 r.
    dopominał się ukarania autora, wydawców i drukarzy. — Król
    przyrzekał wymierzyć sprawiedliwość.
    Wmieszała się w tę sprawę i pani Kossakowska, kasztela-
    nowa Kamińska, d. 2 Sierpnia 1772 r. listem odzywając się do
    kardynała sekretarza stanu za Jezuitami, razem żądając zwrotu
    dóbr zakonowi przez rodzinę Potockich nadanych. Odpowiedź,
    jaką jej dano z Rzymu, wstrzymała od dalszych kroków.
    Na przekór Avoli Klemensa XIV, król tylko pruski i cesa-
    rzowa Katarzyna II postanowili breve nie przyjąć, tłomacząc
    się w oryginalny sposób świeżym artykułem traktatu z Polską
    zawartego, zapewniającego status quo w rzeczach religii.
    Nuncyusz Garampi radził umiarkowanie i wyczekiwanie
    — 110 —
    w sprawach kasaty zakonu. „Zdaje mi się, pisał, że byłoby
    niebezpiecznem zmuszać tych zakonników groźbami lub karami
    kanonicznemi, albo jakąbądź deklaracyą, któraby ich osądziła za
    buntowników przeciw rozporządzeniom papieskim, bo nie brak
    między nimi ^mózgów przewróconych i pochlebców władzy”*), którzy
    wiele dbając o przepisy kanoniczne, mogliby pismami i drukami
    odnowić stare waśnie, i podtrzymywać tezy szkodliwe pokojowi
    kościoła.”
    Breve więc wykonane zostało w Polsce, za co nuncyusz
    podziękowanie otrzymał. Fundusze po-jezuickie, jak zaraz po-
    wiemy obszerniej, wyznaczono na cele wychowania publicznego,
    co się papieżowi podobało.
    Na posiedzeniach delegacyi pierwszy podkanclerzy Chre-
    ptowicz przemówił za obróceniem funduszów po-jezuickich na
    edukacyę publiczną, i wniósł projekt stworzenia komisyi edu-
    kacyjnej. Jemu więc należy sława jedynego pożytecznego po-
    stanowienia, powziętego przez ludzi bez czci i wiary, wśród
    najniegodziwszych frymarków. Poniński już na spół podobno
    z Tyzenhauzeni do gospodarzenia dobrami temi przysposabiali
    się, gdy wniosek Chreptowicza przeszkodził ich roztrwonieniu.
    Będziemy mieli jeszcze zręczność nieraz spotkać się ze
    skromną a ujmującą tą postacią podkanclerzego, któremu współ-
    cześni jednozgodnie oddają pochwały. „Chreptowicz, — pisze w swym
    pamiętniku niewydanym Zaleski— człowiek rzadkiej nauki, poczci-
    wości, przenikliwości, miał jedną wadę, iż pokrywał wszystkie
    te dary zbytnią skromnością i prostotą”. On to królowi tworze- nie stronnictwa odradzał. NPanie — mówił — partyą twą winien być
    naród cały, a nie jakaś jego cząstka. Skłaniając sobie część je-
    dną odstręczysz drugą.
    Oddaje mu sprawiedliwość nie zawsze z nim zgodny Kołłą-
    taj, iż jego utworem była komisya edukacyjna. — W jego sercu —
    powiada — w jego rozumie znalazła nieszczęśliwa ojczyzna tak po-
    żądany dla przyszłości ratunek. Jemu zostało na najgorszym
    sejmie najlepiej rzplitej zrobić. Powolny z charakteru, umiał
    dostrzedz prawdziwych dla narodu pożytków i, jak niegdyś Ene-
    ) Listy 14 Grudnia 1773 do króla i biskupa wileńskiego. — Thcincr. Epi- stoł. 244. — 111 — asz z pośród trojańskich płomieni opiekuńcze bogi, przyszłemu uratować narodowi” . Sprawa dóbr i ruchomości po-jezuickich jest jedną z najsro- motniejszych czynności tej chwili sromot pełnej. Jezuici (Łuski- na w Gazecie Warsz.) mieli naówczas w Polsce 138 domów, bo- gato uposażonych, profesorów szkół 463, misyonarzów 203, a ca- łej ich braci zakonnej (z wyjątkiem pozostałych na Rusi) liczono 2,340. Ogromne skarby potrafili zgromadzić, na które, jak na łup rzucili się ludzie, pewni bezkarności, bez sumienia i wstydu. Młodziejowski i Poniński wyprzedzili wszystkich. Za same sre- bra, oprócz rozkradzionych, zmarnowanych i porabowanych, sprzedawszy je za bezcen, wzięto w Koronie 379.720 złt. pol. gr. 7, a w Litwie 166,782 zł. gr. 12). Ze sprzedaży naczyń
    kościelnych dano półtora miliona ks. Antoniemu Sułkowskiemu,
    600,000 wziął Massalski, biskup wileński, tyleż kanclerz koronny
    Młodziejowski. — Znaczną jakąś sumę dano królowi; sumy lo-
    kowano na dobrach na piątym procencie. Spieszono z tern roz-
    drapaniem, aby się nikomu nic nie dostało oprócz królewskich
    stronników i dziesięciu osób, które rozdawnictwo to miały w rę-
    kach. Wartość tego, co rzplita odziedziczyła, wynosiła 32 mi-
    liony złt. — rozebrali ją między siebie prywatni różnemi tytułami.
    Srebra, monstracye szły do mennicy, kradziono i rwano na
    wszystkie strony. Nuncyusz był oburzony. Obok tego ks. Ben-
    venuto Jezuita, jakby na przekorę bulli noszący suknię zakonu,
    przyjmowany był wszędzie uroczyście i zapraszany na obiady
    od króla, zasiłki od niego odbierał. Musiało i to nie podobać się
    nuncyuszowi, gdyż ks. Benvenuto pisał, a pisma jego były na
    indeksie w Rzymie. Innych też Jezuitów (Wvrwicz) troskliwie
    opatrywano w parafie i różne dochody.
    Ruchomości po Jezuitach najbezwstydniej zostały zrabowane,
    pozabierano z kościołów, co tylko miało jaką wartość. Niektórzy
    z zakonu, ratując siebie, obowiązywali się skarby oddawać pod pewnymi warunkami i wskazywali miejsca, gdzie one przecho-
    wane były. Monstrancye kosztowniejsze, kamienie drogie, srebra
    zabrali zrazu do siebie do domów Poniński i Młodziejowski, ja-
    koby dla przechowania. Resztę tylko jakąś powierzono hr. Za-
    mojskiemu, jako członkowi komisyi edukacyjnej, ale ją wkrótce
    ) Dyar. Sejmu 1780 r. — 112 — potem odebrano znowu, pod pozorem potrzeby rzeczypospolitej i odesłano do mennicy. „Co się stało z po-jezuickiemi srebrami, aż zgroza wspo- mnieć — pisze av kilkanaście lat później współczesny świadek) —
    pierwej zdobiły stoły i konie pewnych osób, a potem poszły na
    opłacenie, na zbytki, parady… zaciągnione długi. Gdy w pewnem
    miejscu jeden z tych, którzy po Jezuitach zabierali srebra ko-
    ścielne, przejeżdżał, żebrak, przechodzący ulicą, uklęknął z oso-
    bliwszem uszanowaniem przed jego karetą. Spytany o przyczy-
    nę, odpowiedział, że to czyni, cześć oddając srebrom na szorach
    koni, które wprzódy bvłv na ołtarzach u Jezuitów”.
    Po skasowaniu zakonu Jezuitów i odebraniu przez lustrato-
    rów wszelkiego ich mienia w posiadanie rzplitej — nastąpił nie-
    słychany rabunek wszystkiego, cokolwiek zatajone i pochwycone
    być mogło. Porywano nawet grunta, wycinano lasy, rozkradziono
    kosztowności, łupież była gorsząca, jawna, ohydna. Sprzedawano
    srebra, łamano sprzęty kościelne, chwytał, kto mógł i kto chciał.
    Korzystając z tej chwili, ludzie, co naówczas władzę i przewagę
    mieli av ręku, zasiedli av komisyach rozdawniczych, aby dobrami
    i kapitałami obdzielili się sami i klientów, a pomocników swych
    napaśli. Pozorna ewikeya. jakiej wymagano, nie zabezpieczała
    od roztrącenia sum ogromny eh. Najwięcej się odznaczył w tej
    grabieży niecny biskup Massalski, który o sobie i rodzinie pa-
    miętał przy rozdawnictwie. Kapitały porozposaźano na dobrach
    poobciążanych, na których przepaść musiały (na jednym księciu
    Antonim SułkoAvskim blizko sześciu kroć sto tysięcy). Dopiero
    ustanowienie komisyi edukacyjnej powstrzymało rabunek i ura-
    towało, czego rabusie pochwycić nie zdołali. Rozwiązano komi-
    sye rozdawnicze i wyrwano z rąk Massalskiego, Ponińskiego,
    Młodziejowskiego ton sierocy grosz, przeznaczony na oświatę
    narodu — wszelkie fundusze oddano pod rozporządzenie komisyi
    z prawem sądzenia mocą najwyższej instancyi. — Wysłano natych-
    miast wizytatorów i w ściślejszy dozór wzięto mienie dla szkół
    przeznaczone, jako i szkoły same. Sejm, stanowiąc komisyę, tak
    się o jej atrybucyach wyraził: „Odtąd wszystkie jeneralne aka-
    demie, gimnazya, kolonie akademickie, szkoły publiczne, żadnych
    nie wyłączając, z tern wszystkiem, co tylko do wydoskonalenia *) Myśli patryotyczno-polityizne 1788 sir. 44.
    — 113 —
    nauk i ćwiczenia w nich młodzi szlacheckiej (?) ściągać się może,
    pod dozór i rozporządzenie komisyi tej oddajemy, oraz ordynacyi
    ułożenie względem czynności jej do aprobaeyi albo poprawy
    przez nas zlecamy”.
    Gdy bulla w Polsce przyjętą i wykonaną została, schronieni
    pod panowanie rosyjskie opierali się przyjęciu jej i wykonaniu,
    zyskawszy na swą stronę biskupa Siestrzeńcewicza (bisk. Mallo
    in partibus).
    Nuncyusz Garampi napróźno rozkazy Siestrzeńcewiczowi
    przesyłał, zalecając mu, aby, jeśli się Jezuici opierać będą, odjął
    im prawo nauczania i odprawiania obrzędów kościelnych.
    Biskup odpowiedział na to listem bardzo uniżonym, iż go-
    tówby był poddać się rozkazom, ale cesarzowa, przez Jezuitów
    podżegana, zakazała mu to czynić i popadłby u niej av niełaskę.
    Przedstawiał on, że rozdrażniać cesarzową przeciw kościołowi
    byłoby niebezpiecznie; tłomaczył, iż breve przeciw Jezuitom w Ro-
    sy i wykonanem być nie może, kończąc list swój: „ci, tak zwani
    Jezuici nóż mi trzymają na gardle”. — Biskup Siestrzeńcewicz
    miał im doradzać, ażeby się pojedynczo sekularyzowali.
    Doszły do Rzymu przez nuncyusza wiadomości o rozdra-
    paniu dóbr po-jezuickich, o udziale w tej grabieży biskupów na-
    wet, poznańskiego i wileńskiego, tracących te nieprawe łupy na
    grę i zbytki. Wiedziano tam, że biskup wileński, który wycierał
    salony warszawskie, od lat kilku nogą nie postał w swej dye-
    cezyi, a był graczem tak zapamiętałym, że w ciągu kilku wie-
    czorów przegrał więcej niż pół miUona franków i grosza zawsze
    był najchciwszym…
    Nuncyusz żądał od papieża energicznych breve, któreby
    biskupów do regularniejszego życia zmusiły. — „Ale — kończył Ga-
    rampi, donosząc o tern — chciwość świeckich i duchownych taka
    jest, że i breve żadne nie zdadzą się tu na nic, aczkolwiek do-
    wiodą przynajmniej uroczyście, że stolica apostolska brzydzi się
    takimi czynami”.
    Wiedziano w Rzymie i o gazecie ks. Łuskiny i o ogłaszanych
    przez nią potwarzach z przyczyny kasaty zakonu. Dla Jezui-
    tów, którzy się poddali wyrokowi, papież był wielce łagodnym.
    We Wrześniu (1772) wydano pięć breve energicznych do bisku-
    pów poznańskiego, wileńskiego, do króla i kilku członków sejmu,
    aby jak najusilniejszemi naleganiami odwrócić od tej grabieży
    Polska w czasie treoch rozbiorów. Tom J. 8 114
    i napaści na dobra rozwiązanego zgromadzenia. Klemens XIV
    do ostatnich dni przód zgonem jeszcze się sprawą Jezuitów w Pol-
    aoe zajmował). Te nadużyci;: działy -się właśnie w chwili, gdy sprawa re- ligii największej od biskupów wymagała gorliwości. Nuncyusz Garampi, sam nic mogąc nic uczynić, d. 3 Marca 1773 posiał niciimryiil cesarzowi W kilka dni potem (6 Marcal Klemens XIV nadesłał listy do króla, senatu i szlachty, zaleca- jąc im obronę praw kościoła. „Tak samo — mówił do króla‚), jakeśmy zawsze błagali za spokój królestwa waszego i W. K.M. Ojca miłosierdzia. Boga, dawcę pokoju i wszelkiego dobra, tak samo. najdroższy synu w Chrystusie, przy zbliżającym się sejmie, który się ma otworzyć, błagamy usilnie Pana. aby sic wszystko powiodło i poszło szczęśliwie dla królestwa waszego i dobra wa- szego ludu i t. d.” W podobnych wyrazach było pismo do pry- masa, senatorów i rycerstwa. Winszował papież uwolnienia Soł- tykowi i wojewodzie Rzewuskiemu… Do nuneyusza wyszło po- lecenie d. iż Marca 1773 r. „Wasza depesza cyfrowana d. tO
    p. m. dala wiedzieć Ojcu Św.. że stan religii i kościoła w tein
    nieszczęśliwcu] królestwie coraz jest opłakańszy. Ale co naj-
    więcej zasmuca serce jego. to nie plany, jakie sobie zakreślają
    ministrowie mocarstw innowiernyoh, ale raczej opieszałość, ni
    dbalstwo, upodlenie katolików, a nadewszystko biskupów, W ist.
    cie, jeśli, gdy sejmy były swobodniejsze, królestwo zgodniejsze.
    dyssydencJ mniej silni, jeśli natenczas zapał i gorliwość ducho-
    wnych i zgoda wszystkich uczciwych ludzi nic starczyły iło
    uchronienia katolicyzmu od największych nieszczęść, gdy dziś
    wielka część podpór tych nie istnieje -gdv zajadłość dyssyden-
    tów słabą tylko znajduje opozyoyę; .7. Świątobliwość widzi z prze-
    strachem, jakie niebezpieczeństwa grożą kościołowi polskiemu
    na przyszłym sejmie, na którym interesa doczesne i polityczne
    podadzą sobie ręce, by obronę naszą osłabić”.
    Wkrótce później Ojciec św. sprawę tę listami gorącymi (27
    Marca) polecił opiece katolickich dworów wiedeńskiego, francu-
    skiego i hiszpańskiego, nuneyuszowi oznajmując. aby o tern se-
    kretnie doniósł królowi. W depeszy do nuneyusza pisano z Rzy-
    mu (27 Marca): „Polecaj zawsze królowi ohronę praw i przywi-
    lejów katolików, utrzymanie dawnych praw, tyczących się reli-
    •iTheiner. Klenic-ns XIV. „) Tticiiifir.
    •h la- to-
    — 115 —
    gii, gdyż te zarazem przyczynić się też mogą do uspokojenia
    i ukojenia królestwa. — Przypominajcie często biskupom przysięgę,
    jaką złożyli, zobowiązania, jakie zaciągnęli względem Boga i ko-
    ścioła, zachęcajcie najgorliwszych z wiernych, aby się nie da-
    wali odzierać i nie dozwalali z drugimi dzielić prerogatywami,
    których używali raczej jako katolicy, niż jako obywatele kraju”. (?)
    „Dajcie do zrozumienia przy okoliczności posłowi rosyjskie-
    mu, że wprowadzenie nowych rozporządzeń w materyach reli-
    gijnych może sprowadzić za sobą wywrót zasadniczej konstytu-
    cyi polskiej i zachwiać spokojem, który trzy dwory połączone
    tak głośno oświadczają się chcieć utrzymać u .
    „Co się tyczy gorliwości nieco za żywej biskupa krakow-
    skiego, proście tego prałata, aby ją nieco powściągał, proście, by
    chciał zapomnieć przeszłości i uczynił z niej Bogu ofiarę. Niech
    się nie wystawia z powodu osobistych krzywd, choćby najcięż-
    szych, na wyrządzenie szkody wielkiej kościołowi i katolikom L .
    Wkrótce później donosi nuncyusz kardynałowi sekretarzowi
    stanu (14 Kwietnia 1773): „Przeczuwałem, że te układy lwim się
    sposobem odbędą. W Niedzielę przeszłą prosiłem króla, aby się
    nie dał wciągnąć i nie zgodził na układy obcych dworów, do-
    póki nie ujrzy jasno i dowodnie, co z nich za korzyści wypłyną
    dla dobra państwa i religii. Odpowiedział mi: — Kilka już razy
    próbowałem energicznie opierać się, ale tak się ze mną obcho-
    dzą ostro, że raz mi już jawnie zagrożono, iż natychmiast z tronu
    będę zrzucony, jeśli odmówię nietylko zgody na treść ich żądań,
    ale na środki, jakich użyć mają.
    — N. Panie, odpowiedziałem, bądź W. K. M. pewnym (mó-
    wię to nie bez zasady), że trzy dwory potrzebują W. K. Mości
    i Jej zgodzenia się. Nie daj się W. K. M. zatrważać, bądź nie-
    wzruszonym w swych postanowieniach, staraj się wynagrodzić
    straty, jakie poniesiesz przez podział królestwa, innymi warun-
    kami użytecznymi, któreby nie obrażały religii i interesów kraju.
    Naówczas naród nie będzie mógł obwiniać W. K. Mości, żeś ( go
    do zupełnej przywiódł zguby. Będziesz miał W. K. Mość sławę
    zbawcy religii, a trzy dwory nie mogą mu zarzucać postępowa-
    nia oględnego.
    Król— dodaje nuncyusz— był zdziwiony moją mową, iżem
    znał tajniki polityczne, ale zmienił rozmowę, skarżąc się na swą niedolę”.
    — 116 —
    Dwór rzymski nie przestawał być bardzo czynnym w tej
    sprawie, naciskając na Wiedeń. Cesarz Józef II listem d. 25
    Kwietnia zaręczał mmcyuszowi Garampiemu, że u dworów pru-
    skiego i rosyjskiego za katolikami przemawiać będzie.
    W Maju wysłano z Rzymu znowu od propagandy do nuncyusza
    memoryał w sprawie, którego treść miała być udzieloną dworowi
    unitów rosyjskiemu, polecono nalegać na króla, senat i sejm…
    W Lipcu nowy list papież słał do króla. Gdy chciano ułatwiać osie-
    dlanie się obcych kolonistów w Polsce pod pozorem przemysłu,
    rzemiosł i handlu, Klemens XIV doradzał raczej: — ^oswobodzenie
    włościan” jako środek dźwignięcia kraju daleko skuteczniejszy.
    Skutkiem tych nalegań był artykuł w traktatach umieszczo-
    ny, zabezpieczający prawa katolików w zabranych krajach,
    którv nuncYUSz sam redagował.
    D. 18 Września przy podpisaniu traktatu z Rosyą, Stackel-
    berg sześć rozmaitych redakcyi podawał wprzódy, nim się nun-
    cyusza utrzymała,
    Artykuł ten (b) brzmi (Martens): „Katolicy rzymscy utrius-
    que ritus, będą w prowineyach ustąpionych niniejszym trakta-
    tem, używać swobodnie wszelkich swych posiadłości i własności,
    a co się tyczy religii, będą zachowani przy teraźniejszem status
    quo, to jest przy swobodnem wyznawaniu swej wiary i obrzę-
    dach, ze wszystkimi jakie posiadają kościołami i dobrami du-
    chownemi, które mieli w chwili przejścia pod panowanie J. C.
    Mości w miesiącu Wrześniu 1772 r., a J. C. Mość i jej następcy
    nigdy nie będą się posługiwać swemi prawami monarchicznemi
    na pokrzywdzenie status quo religii katolickiej rzymskiej w po-
    mienionych krajach”.
    Podobny artykuł zamieszczono w traktacie Polski z Pru-
    sami. „Art. 8. Katolicy rzymscy używać będą w prowineyach
    ustąpionych niniejszym traktatem, jako też w królestwie pru-
    skiem av powiatach Lauenburskim, Kutowskim i Drahejmskim
    wszelkich posiadłości i własności i t. d. u .
    Dwór austryacki wstawiał się wprawdzie za katolikami pod
    panowaniem rosyjskiem…
    D. 23 Maja 1774 r. ogłoszono Ukaz, tyczący się katolików
    w zaborze rosyjskim. „Ustanowione było nim nowe biskupstwo
    Białoruskie, którego nominacyę otrzymał ISiestrzeńcewicz, kano- 117
    llolium <le Siestrzeiicwcics,
    bit kup tlyecesyi białoruskiej.
    nik wil., biskup Mallo in parti-
    bus. Ukaz ten zapewniał katoli-
    kom opieką ich wyznania, lecz
    były to czcze wyrazy.
    Znano tam znać równie do-
    brze Siestrzeńcewicza, jak w Ro-
    ayi, gdzie na jego charakter,
    postępowanie i absołutność ra-
    chowano. Siestrzeńcewicz na-
    leży do galeryi obrazów epoki
    publicznem swem i prywatnom
    życiem. Trzymał on przy sobie
    młodszego brata, szambelana,
    i żonę jego, wyznania protestanc-
    kiego (sam też pochodził z rodzi-
    ców, którzy wyznawali naukę
    Kalwina). Bratowa rządziła nietylko w pałacu, ale w dyecezyi
    całej samowładnie. W pałacu arcybiskupim odprawiało się ra-
    zem nabożeństwo katolickie, dla szambelanowej lutcrskie, a dla
    jej zięcia prawosławne.
    Pomijamy sprawy mniejszej wagi (jak naprzykład wniesio-
    ną Komorowskich z Potockim), które często bardzo wrzawliwie
    w delegacyi rozbierano. Obraz tych narad wstręt obudzą i obrzy-
    dzenie, zwłaszcza, gdy nikczemni posługacze Ponińskiego upajają
    go pochlebstwem i kadzidłami. Tak Kurzenieeki, poseł piński,
    w uniesieniu raz czuje potrzebę wielbić Ponińskiego i nagrody
    się dlań domagać. — „Ty, marszałku koronny, urodzony jakby bę-
    dąc dla Polski i polskiej szlachty sternikiem, interesujący się
    przywiązaniem i osobiście w projekcie swoim do użytków (??)
    stanu rycerskiego, zjednałeś nietylko nasz szacunek (!) i wdzię-
    czność, ale i od późnej potomności za staranności i interesowa-
    nia się wielbionym być powinieneś.
    Styl godzien był treści. Kurzenieeki unosił się tak rozrze-
    wniony projektem rozprzedania dóbr po- jezuickich zasłużonej
    szlachcie!!
    Przyszła tedy wreszcie do skutku koinisya edukacyjna, choć
    jeszcze odzywały się głosy za utrzymaniem zakonu i słaniem do
    Rzymu do ojca Św., który nie spytał szlachty polskiej o jej zda-
    nie, zakon znosząc. Odrzucić bullę chcieli niektórzy, lecz za- — 118 —
    kończenie jej Anathema sit wstrzymało. Do komisyi wyznaczo-
    no Massalskiego, biskupa wileńskiego, prezesem, Poniatowskiego,
    biskupa płockiego, Sułkowskiego, wojewodę gnieźnieńskiego, Chre-
    ptowicza podkanclerzego, ks. Czartoryskiego generała ziem po-
    dolskich, Zamojskiego, Ignacego Potockiego pisarza, Ponińskiego,
    starostę kopanickiego.
    Nic lepiej nie maluje upadku narodu, stanu jego ducha, po-
    niżenia, bezwstydu naszego w tej dobie nad protokół czynności
    delegacyi.
    Żadne posiedzenie bez ministrów cudzoziemskich obejść się
    nie mogło, którzy rozporządzali, nakazywali, objawiali wolę swo-
    ją, a delegacya, najpokornicj wielbiąc (wyraz wielce używany)
    ich przyjaźń dla narodu polskiego, stosowała się bez cienia opo-
    ru do rozkazów posłów. PP. Rewitzky i Benoit rzadko głos za-
    bierali, w ich imieniu mówił hr. Staekełberg, czasem nawet po
    polsku— i— niestety! -on— poseł rosyjski, najpatryotyczniej prze-
    mawiał ! ! Tak było! on av imię ojczyzny, co posiedzenie prawie
    prosił, aby prywatneini nie zajmowano się sprawami, a myślano
    o publicznych. Tak bezwstydnie, samolubnych narad, tak po-
    czwarnego cynizmu nie może sobie wyobrazić, kto tego ohy-
    dnego protokółu nie czytał. Z wyjątkiem jednego ks. Czetwer-
    tyńskiego i kilku z rzadka odzywających się głosów, wszystko
    płaszczyło się i ulegało. Poniński rozkazywał z właściwem so-
    bie zuchwalstwem, nie szczędzącem nikogo.
    Ducha poświęcenia, ofiary, troskliwości o przyszłość ojczy-
    zny, niema tu ani śladu, Poniński, Ostrowski, Sułkowscy fry-
    marczą i co chwila wracają do swego ulubionego Quid dabitur
    virdł — Co komu dać? co kto ma wziąć— to całe zadanie. Co dać
    marszałkom, delegatom, instygatorom, członkom komisyi, co
    wziąć? co wydrzeć nędznemu i złupionemu krajowi?? Gdy się czyta
    rozprawy, dusza się wzdryga, srom okrywa czoło — obrady
    wogóle są najbezładniejsze, bez porządku i ciągu, przerywane
    nieustannie kwestyami osobistemi, nawoływaniami do pracy Sta-
    ckelberga, prośbami prezesa, admonieyami Ponińskiego.
    Myśli, język, wyrażenia, obejście się delegatów, wszystko
    stoi na równi. — Najnikezemniejsza uległość, prywata, najobrzy-
    dliwsze pochlebstwo i kadzidła na każdym kroku. Staekełberg
    gra rolę pedagoga wśród żaków, on tu jest największym patryo-
    tą, on na posiedzeniu dnia 10 Grudnia (1774) doprasza się u Li-
    — 119 —
    twy, aby bratniemu narodowi polskiemu, z którym jest połączo- ną, nie stawiała przeszkód przy szkodliwym upierając się sepa-
    ratyzmie, on sprawę ogółu zaleca, a prywatę odgania, on do
    pracy napędza!!
    Delegacya w ostatnich swych czterdziestu kilku posiedze-
    niach obradowała tylko nad kwestyami wewnętrznego ustro-
    ju rzplitej, stanowieniem liczby i etatu wojsk (30,000), po-
    datkami, skarbowością, sprawą dyssydentów i t. p. Nic niedo-
    łężniejszego nad te obrady, obracające się wciąż w kółku inte-
    resów „prześwietnego stanu rycerskiego”. Szlachta broni prze-
    dewszystkiem swego mienia, zastrzegając, aby nawet rckrutacya
    do wojsk i werbunek wsi szlacheckich nie dotykały, urzędnicy
    gardłują o pensye, każdy rwie na swoją rękę. Jak z płonącego
    domu rabusie, każdy chwyta co może, pomnąc tylko o sobie.
    Obrady są na pozór swobodne, ale bez trzech dworów
    zgody nic, nawet tyczącego się spraw wewnętrznych, stanąć
    nie może. Rzadki głos niezależny najczęściej zbywają mil-
    czeniem.
    Wilczewski, poseł wiski, domaga się ewakuacyi wojsk ro-
    syjskich, popiera go Łempicki, poseł różański, żądając noty do
    dwóch dworów, berlińskiego i wiedeńskiego, aby Rosyę nakłoniły
    do ustąpienia. Prezes Ostrowski nie dopuszcza i wstrzymuje.
    Stackelberg obojętnie znajduje to bezużytecznem. Rewitzky i Be-
    noit wstawić się odmawiają.
    Najżywsze utarczki, gdy idzie o pensye i nagrody. — Poseł
    rosyjski okazuje ciągle sensibilitatem, z powodu że dla partyku-
    larnych interesów publiczne mają zwłokę, ale to nic nie po-
    maga.
    Gdy szło o pensye dla instygatorów, hr. Stackelberg odzy-
    wa się: „Co do pensyi, te prześwietna delegacya wedle swej woli
    oznaczy. Tandem trzej ministrowie, którzy za interesowaniem
    się dworów sprzymierzonych usilne okazują staranie nad zakoń-
    czeniem rządów rzplitej, z żalem widząc te wszystkie zwłoki,
    które dotąd duch przeciwności i niezgody wynajduje dla spó-
    źnienia czynności publicznych— przymuszeni zostaną— odstąpiw-
    szy słodyczy. (!) powolności, którą dotąd okazywali, zapewne do
    tych środków i sposobów przystąpić, któreby prześwietnej dele-
    gacyi nie były przyjemne u .
    Stackelberg nieustannie powtarza, że sprawy prywatne ta-
    iinijanhrady, a z
    wnet do targa o grosze
    i dabitur rirof i razy delegacya chce i
    tknąć Gdańska i Torunia, n.z
    patrzeć się wich przywilejach,
    nałożyć opłaty — po-
    seł rosyjski bierze je
    W opieko i naruszać
    Status (juo nic dopu-
    szcza, iak ze w teon-
    eu Jeden z członków
    odzywa Bię szcze-
    rze, iż lepiejby je od-
    dać Rosyi w zamian
    za. zajęto kraje, niż
    w tych warunkach
    je posiadać. ‚Jezier-
    ski. Posiedzenie 85)t
    Przedowszystkiem
    ida sprawy polecone
    przez dwory, sprawa
    zakonu Maltańskiego
    i sześciu konianderyi.
    dyssydeneka, Gdańska i Torunia. Wszystko, co publicznych rzeczy
    tyczy, często bez rozdania projektów nagłe się i na ślepo przyjmuje.
    Czetwertyński odzywa się na szóstem posiedzeniu: „Dotychczas
    rozumiałem, że jeszcze jest wolny naród, dotychczas być my-
    ślałem w zgromadzeniu stanowiciolów praw i utrzymania swobód
    rzplitej, aliści przez głosy i niewolnicze umysły, widzę, że naród
    traci resztę”… Ten jeden ks, Czetwertyński Ant. poseł bracia w-
    ski, śmie czasem oponować napróżno. ale i on w końcu dnia
    28 Lutego 1775 r. odzywa się: „(idy jedni będą brali, za tzzt
    i drudzy Ule mają?” i podaje się za innymi o starostwo Mia-
    nowskie.
    Ten sam poseł braclawski zrazu gorąco przemawia i pa-
    tryotycznies „Kogós dziś nie zastanowi taki sposób postępowa-
    nia, że w tym czasie, w którym wszyscy stawać się powinni
    ofiarą dlii utraty znacznych prowiocyi, sami. więcej jak w tiaj-
  • OAa&sku ir tB
    lepszych eaasach, szukamy zysku z krzywdą powszecimosoJ ca-
    łej”. — Cóż po tern, gdy starostwo ulanowskic o własnych wy- razach zapomnieć kazało.
    Ciekawy jest objaw patryotyzmu, [gdy idzie o wynugrod ze-
    nie generała brygady wielkopolskiej, któremu król pruski za
    stawiony zbrojny opór zabrał majątek, i który sam jeden pra-
    wic wówczas miał szczęście kroplę krwi wylać w obronie kraju.
    1’onii’iski i cala dełegacyu nie mogą sobie wyobrazić innego uzna-
    nia tej zasługi, tylko zaplata za krew; wołają i powtarzają
    Quid dabitur viro’t
    Czasem wyrywa się glos tak naiwny, że przeraża cynizmem.
    Ody szto o ustąpienie królowi kilku starostw na dziedzictwo,
    podkomorzy gnieźnieński odzywa się: — -Łubom byt tak nieszczę-
    śliwy, żeni w komisyi rozdawniezej u tak dobrotliwego króla
    nic nic zyskał, przecież piszę się cliętnein sereeni na pro-
    jekt”.
    Kilka sesyi zabierają owe komandorye Maltańskie, ażw koń-
    cu Jerzmanowski domaga się już tylko tego, ażeby kawalerowie
    1 22
    strój polski nosili na •-•> Sturkclbcrg uśmiechając się, a nie
    przecząc, do W. Mistrza go do Malty odsyła). Tak sit; narady toczą do końca… I>. 14 Grudnia 1774 r. staekclbcrg znudzony ostrzega znowu, że ministrowie sprzykrzyli sobie „słyszeć więcej wrzasku, niż dobrego zdania”. Marszalek 1’oniński popiera go— ale wszystko nadaremne. Chaos trwa, naj ważniejsze sprawy podpisują się bez namysłu, na prywnlnyeli ścierają się zęby i zdania. Staekełberg nauczający patryotyzmu, powtarzający ciągle .chociaż nie jestem Polak”, należy do najwybitniejszych postaci tej trugi-komedyi. Prosi on, modli, śmieje się, gniewu, w końcu oświadcza (jr8 Grudnia i, że projekta nie roztrząsane podpisać kutr. Rozprawy o stemplu, leteryi, o soli -i podatku od niej, cie- kawe są i z lego względu, że okazują płytkie pojęcie o tych przedmiotach, a górującą zawsze obawę o szlacheckie preroga- tywy. Toż samo objawia się, gdy mowa o wojsku i podymnem. ./.aslanówmy sic, mówi kasztelan Brzeziński, że nie ma wię- i inendykautit (żebraka) w rzeczypospolitej, jak ubogi szla- i Deductiiw ilr droits de* Cheralii-rs de MaJtc sur rordinalion d ‚Ostróg,
    |.n -i rili-t- U 1:1 Pieli- i niili-ili ii ( ilu 1773. Trąd. du polonais. ful. 14 p|). Pcpliipie it hi reponse coiirro la dćduclion dis (Iroit* dra Cheialicre de
    Halle -ur [‚OrdfaMtipn d’Oatn>g par SŁ Mnilńcn l’-[r/ycki Noiairc A{x«ttolj(]UG et
    AnKiLt dfl la Nonciature. fol. 14 ])[>.
    Kimali ti mi i Maltańłcy, oprócz innych, midi dom i komandem; w Poznaniu
    ]ii/v ItiŃ-ii-li- mv. Michała j szpitalu, kióry utrzymywać liylo ich olKiwiazkiem. Na-
    iliinif In sileniu cza-ów Mierzy sin viii starego. Kościół p/iżtiicj odbudowany |hkJ n
    a-
    twuiłw iw. Jana.
    Km na ud on ‚»ii’ Muli!oi-t\ wjeżdżali uroczyście ■/. i-ewm-tiii ceremoniami mi ulijii-k- dwtojeńslwa. Obrany kawaler przyjeżdżał do katedry mi konin, w zbroi,
    t -zysziikicm na głowie (albo giermek gO niósł n nim;, iv łańcuchu nu piersiach,
    « towarzystwie dwóch zmikomitszych Oeób. 7,\ koniem poafcpowało dwój.: pa-
    choląt, jeden z orderem, drugi /. mieczem. 1′ drzwi kościolazt-iailal ; konisi , wchod ził
    do świątyni i *wdl do W. Ołtarza, gdzie nań oczekiwało duchów ieńsiwo. Do kapi-
    tuły wszedłszy I Ct lHWłl tylko i)-nlmnii. li-ly króla prczydujitccguii składał, a pis
    orr
    oliraiiy sporządzał ukt i spisywał świadków. Potem mając zasiąść stjtllum, jeden
    z kanoników prałatów, wol>cc wszystkich, jKslawał mu szyszak wyzłocony, miucz
    ol»:-ieezny i łańcuch, a powitawszy go, obowiązki obrony kościoła przeciwko nic-
    wiernym wyławiał. Wprowadzonymi Btalliun między kanoników, zajmował miejsce
    pierwsze |hi prałatach przed kanoiiikiimi, W c/asie ewangelii z mieczem dobytym
    : ,l„ góry wzniesionym -iawi.t komandor.
    — 123 —
    chcic. Stan to najliczniejszy (?) w rzeczypospolitej, zasłużyć po-
    winien na względy i miłosierdzie, stan, z którego rzeczpospolita
    mieć może wsparcie i obronę”.
    Nikt bezwstydniejszym nie jest nad Ponińskiego; w spra-
    wach, któremi nikt sobie ust powalać nie chce, on mówi jeden;
    broni Kahałów, od których wziął pieniądze, wstawia się za
    wszystkimi prywatą nacechowanymi interesami. — Ostrowski
    wpół ironicznie może powiada o nim:
    — „Mamy experyencyę, że książę marszałek konfederacyi
    tak jest szczęśliwy, że nietylko na wszystko znajdzie sposób, ale
    zaspokoi troskliwość naszą”.
    Gdy obrady delegacyi mają się już ku schyłkowi, Poniński
    do komizmu posuwa bezczelność — r domagając się dla siebie mo-
    nopolu tabaki…”
    — „Zapewnić mogę, powiada, że nietylko w Warszawie,
    ale we wszystkich miastach kamerdynerowie i cudzoziemcy tak
    handlują tabaką, że grosz na grosz zarabiają… Składam los
    uszczęśliwienia mojego w ręce deputacyi”. Na innem posiedzeniu wygłasza tę szczególną a godną pa-
    mięci teoryę, która do wizerunku czcigodnego męża należy: —
    „Nauczyłem się od młodości lat moich formy sejmowania, nie
    opuściwszy żadnego sejmu, żebym nie był posłem, nauczyłem się
    i formy delegacyi, bom w niej był w r. 1768, nauczyłem się na-
    ostatku i tego, że rzeczpospolita zwykła zawsze na końcu przy-
    stępować do grały/ikacyi marszałków, a to zapewne z tej przy-
    czyny, aby biorąc mensuras, proporcyonalną usługom i pracy
    ich oznaczała rekompensę… Proszę się zapatrzeć, jeżeli przypi-
    sywała sobie rzeczpospolita sposób nagrody — czyli chałupę, czyli
    pieniądze, czy prerogatywy, wszystko to wolnemu sobie zosta-
    wiła szacunkowi. Nie mówię względem interesu podanych pro-
    jektów, którymi nie rozumiałem być uszczerbkiem skarbu, ale
    mówię tak, że rekompensa marszałkom, czy tym, czy innym
    sposobem, zawsze jednak— prawem. Przypominam sobie też pra-
    wo 1764 r., którym ex natura graty fikaoye nadane były. S. p.
    panu podskarbiemu nadwornemu dobra królewskie za dziedzi-
    czne, bonifikowała rzeczpospolita ks. Radziwiłłowi tak hojnie
    jego prctensye. — Dnia dzisiejszego inaczej kończą się dzieje, do-
    pominają się wraz ze mną i koledzy służący i pracujący ///
    publico, wszakże i ci— nie satis/acti, jeżeli chcą rekompensy, bądź
  • 124 —
    jakokolwiek względnych serc JJ. 00. WW. panów kolegów na-
    stąpi, nie mam nigdy tej myśli, czynić uszczerbku rzeczypospo-
    litej (??i— jestem pierwszy, że nie chcę być przykładem rozdra-
    pania jej\ żebym był zapasiony chlebem szafunku łask, ale go
    dom mój od stu lat nie zakosztował. Jeżeli pretenduję, to za-
    pewne nie więcej, tylko żebym był sposobnym służyć rzeczypo-
    spolitej. Apeluję do ziomków moich, żem po dwa razy dziedzi-
    czny, własny na usługach publicznych (!’> stracił majątek (!!) a .
    Tak czule przemówiwszy do serc, w końcu gotów był się
    zrzec swych żądań, ale prosił tylko o powiększenie pensyi, upe-
    wnienie emfiteuzy starostwa międzyrzeckiego, zamianę Brzozy
    i zapłacenie Woli.
    Wszyscy w ostatniej godzinie rzucili się na tę pastwę na-
    gród, które Poniński uznał prawem, każdy chciał coś urwać…
    zamieszanie powstało w izbie… formalny spisek stworzono, by
    sobie wzajem do grabieży dopomagać i marszałkowi. Dajmy sobie
    stipttiałam mamimf — Tak się skończyły posiedzenia niecnej de-
    legacyi.
    Lecz jest to obraz nie pełny jeszcze. Ileż scen gorszących,
    ile intryg zakulisowych napiętnowało te straszne lata upadku…
    Pomiędzy członkami nie było zgody. W sprawie Maltańskiej ks.
    Lubomirski marszałek z Ponińskim w przytomności posłów uja-
    dał się, najostrzej nań powstając. Posprzeczali się potem z sobą
    nowo stworzeni książęta Massalski i Poniński tamże do tego stopnia, iż biskupowi głośno coś się podobnego wyrwało, jak —
    Łotr !
    Stary kanclerz litewski, gdy szło o dzierżawę jakąś, od
    jednego z posłów posłyszał grabą obelgę.
    –■ Protestuję przeciw wydzierżawieniu czegokolwiek ks. kanclerzowi litewskiemu, ponieważ trzymając lat tyle w dzier- żawie całą rzeczpospolitą, tak źle gospodarzył, że oto dziś je- szcze dają nam się czuć skutki tego gospodarstwa ). Poniński z Sułkowskimi był najczynniejszym i najdrapież- żniejszym. „Był to człowiek urody słusznej, otyły dosyć, z twa- rzą śniadawą, okiem czarnem i wejrzeniem zuchwałem, obejście się jego cechował cynizm bezgraniczny, pisze o nim Niem-
    cewicz.
    *) Si-hinitt. Mat«Tvałv. II. 247.
    Memoryal Ponińskiego
    miał służyć za podstawę
    do reformy rządu w tym
    duchu, aby Polskę sil po-
    zbawić i wszelkiej samo-
    istnośei. Plan ten posłany
    do Petersburga, poprawio-
    ny przez cesarzową, przy-
    jęły i inne dwa dwory.
    I iprórz środków dla za-
    pewnienia sobie posłu-
    wznyili sejmów, ‚zmiany za-
    sad rządu i I. p., zawierał
    on środki dla zniszczenia
    wpływu i znaczenia mo-
    żniejszyeh rodzin, dotąd
    z losami kraju ściśle po-
    łączonych- Czartoryskich,
    Radziwiłłów, Potockich i
    Mniszehów [których miano
    za stronników saskich).
    Król sani musiał się starać o laski Ponińskiego, i gdy szło
    ■ i uchwałę projektu indemnizaeyi i zapewnienie dochodów kró- lewskich, obiecał mu za przeprowadzenie go 800,000 złtp. *). Bral zewsząd i nigdy nie był syty. Razem z ks. Sulkowskim wyrabiali sobie monopol na gmach, w którym miały się odbywać wszystkie widowiska, opera, reduty i t. p. Oprócz tego i mono- polu tabaki, poda! projekt budowy mostu pod Warszawą, z pra- wem pobieraniu myta od statków i mostowego na lat dziesięć.
    Tą chciwością i zuchwalstwem w czasie delegacyi porobił
    sobie wielu nieprzyjaciół, szczególniej między Litwinami, którzy schodzili się, radzili i nadaremnie chcieli coś przeciw niemu l'”< ■/yniić. Już w Czerwcu 1774 zaczęto sarkać na niesłychane nadużycia Ponińskiego, przedajność sromotną i napędzanie przez ajentów spraw do sądów konfederacji; domagano się, by przy- szłe trybunały akia spraw osądzonych przez konfederacyę na nowo przejrzały… Były w nich szkarady, o pomstę wołające.., Marszalek Wamlalin-Mniszcch. i Si-hmitt. Mntcryitly, II. 1>>”.
    Poniński oparł się tomu, utrzy-
    mując, że trybunał był niż-
    szą instaney:}. Zwalono bru-
    dy na sekretarza konTedera-
    cyi Drewnowskiego, który
    w istocie dopuszczał się
    zdzierstw okropnych, ale na
    wspólkę z Ponińskim. Dre-
    wnowski wyszedł na sucho,
    iio się lękano, by po nici do
    kłębka nie doszli. Rozdra-
    żnienie przeciw Ponińskieinu
    było takie, że gdyby nie po-
    seł, nie uszedłby z życiem
    cało. Spisek już miał być
    uknuty, aby go na szablach
    roznieść, hałas się wszczął,
    Stackelberga zmówieni zaga-
    Mid.ol J<-n,j Mnisieel,. dywa y umyślnie wojewodil
    nowogrodzki i podkanclerzy
    litewski. Staokelberg, usłyszawszy wrzawę, pytał kilkakroć:— Co
    to za krzyki? Odpowiadano mu, że to łiyły spory o drobnostki.
    Szło w istocieo to, że Ponihski na marszałka trybunału foryto-
    wał szwagra swego Bicrzyńskiego, ale mu się energicznie oparto,
    postrzegl niebezpieczeństwo i ustąpił.
    Nie mniej od niego dokazywali ks. Sulkowscy. Wojewoda kaliski byl prawą ręką Stackelberga przy organizacji rady nie-
    ustającej, rozdaniu starostw emfiteuzą, postanowieniu chi, stem-
    pla, monopolu ta.baki… Drugi wojewoda gnieźnieński w 1773,
    występując przeciw królowi, zadawał mu, że może tgubii ojczy-
    znę… W mowie tej >’1~ Września) naśladował króla ruchy, mi-
    mikę, wyrażenia, ulubione słowa powtarzał i karykaturował go
    tak jawnie, że król oburzony, dotknięty, po posiedzeniu krew
    puszczać musiał… (Idy później ominęła ich nadzieja przodowa-
    nia w radzie nieustającej, chcieli się zbliżyć do króla i okazać,
    że nie są mu lak nieprzyjaznymi, jak ich okrzyczano). Na równi z poprzedzającymi sta! Massalski, który z królem •) SchmUt. II. 133—156. też był źle, a później powieraehownie tylko przejednał sięiprzy- bliżył do niego. Chwytał i on co mógł, nienasyconym będąc i do śmieszności próżnym, Skorzystaj z tego sejmu, który ty- tuły książęce Lubomirskich, Jabłonowskich, Sułkowskich, Poniń- skiego potwierdzał, by i Massalskich kniaziowstwo na księstwo przerobić. Potom żądał pozwolenia wydzierżawienia dóbr hi- skupiiii na lat szesnaście, z tein. aby śmierć jego nic łamała kontraktu!! Wyśmiewano się z niego… Nie lepszy Mtodziejowski żywił się z dóbr po-jezuickieli, a gdy szło o ustanowienie eeł na granicy pruskiej, król pruski przez Benoita kupił go sobie za 4.),
    Basen pwze, te postanowienia sejmu niezliczone czynione były
    z takim pośpiechem, tak bez zastanowienia, iż często przyjmo-
    wano projekta, których sekretarz zaledwie tytuł miał czas prze-
    czytać, podpisywano je. nie znając treści. Wiele wciśnięto pod-
    stępnie i łamiąc wszelkie formy. Poniński protegowany przez
    *) Niemcewicz.
    Stackelberga, po chciał, robił dla zysku… Miasto Warszawa
    za 20,000 dukatów wyjednało sobie przez niego konstytu-
    rye. która handlu Żydom w stolic-y wzbraniała. Żydzi, dowie-
    dzławusy się o tera, podbiegli, zapłacili i wyrobili druga koli-
    sty! u cyc, dozwalającą im stawie! sklepy za bramami miasta.
    Sprawa ta żydowska w najbrudniejszy sposób o białym dniu
    przeprowadzona została pieniędzmi, których udział się dosta!
    Potockiemu krajezemu i ks. Augustowi Sulkowskiemu, prezesowi
    rady nieustającej.
    Trzy dwory opłaciły sowicie pomocników swoich, biskupo-
    wi kujawskiemu Ostrowskiemu zapewniono następstwo po kra-
    kowskim do dostojeństwa i dochodów. Mlodziejowski dostał pen-
    syę 120,000 zltp., Borch podkiuielerzy 0,000, Wesslowi podskar- biemu dozwolono sprzedać urząd i zapewniono wypłatę zaległej l»’nsyi. Kopił podakarbstwo Poniński, a swój urząd marszałka rady nieustającej sprzedał ks. Augustowi Sulkowskiemu. Sułkowski oprócz tego miał otrzymać pierwsze wakujące ministerstwo, a województwo gnieźnieńskie oddawał bratu Antoniemu. Ks. Ra- dziwiłłowi naznaczono pensyi H0.000. „Każdy z 94 członków delegacji— pisze świadek naoczny (Essen)— łupi rzeczpospolitą i chwyta, co może. Poniński Eape- wnił sobie gratyfikację 400,000 zltp. i sto tysięcy pensyi doży- wotniej, inni pochwy tuli starostwa lub przyszłe wakanse”. Króla także za bierne jego zachowanie się wynagrodzić starano; rzeczpospolita zobowiązała się zapłacić jego długi, odda- no mu cztery starostwa (dochód z nich na milion naówczas li- czono) do rozdania na dziedzictwo… Za dobra stołowe otrzymał patery miliony pensyi i pięć starostw dożywotnich do rozporzą- dzenia… Btackelberg winszował w końcu delegacji, że rzeczpospolitą do takiej potegi podniosła! Gwałty były ciągłe — dopuszczali się Ich posłowie wśród sejmu i dfllegacyi, a nic lepiej postępowali sobie generałowie wojsk, stojących w Polsce. Na generała austryackiego Riehe- courfa uskarżano się, że postępował sobie z Polakami „jak z mo- tłochem i psami”, domagając się napróżno odwołania. Benoit nie wahał się powiedzieć publicznie, że jeśli sejm nie będzie powolny, wyda rozkaz I.entulusowi, aby ze sześciu za łeb pochwycił, a re- szta się rozumu nauczy. — 129 — Ten sam Benoit skarżył się na to, że często bywała w de- legacyi wrzawa; wtem Turski, biskup łucki odezwał się do nie- go: — Ale to jeszcze nie ma porównania do harmidru, jakim dom mój napełnili huzarzy wasi, przysłani na egzekucyę do mojego mieszkania w Kwietniu w początku sejmu). Król, który przebył ciężkie chwile i stracił wiarę i wpływ
    w kraju, starał się sobie jednać stronników i skupiać ludzi około
    siebie. Żeniono i swatano dla zbliżenia i zjednoczenia. Branicki
    miał się naówczas żenić z którąś księżniczką Sanguszkówną,
    Winc. Potocki z Zamojską, dwór Potockich z Lubomirskiemi i Czar-
    toryskiemi się łączyli… Obawiano się wszakże, nie bez przyczyny,
    aby osobnej partyi opozycyjnej nie stworzyli… Na jednego z Po-
    tockich, żeniącego się z Lubomirską, chciał marszałek urząd
    swój złożyć, lecz król na to nie pozwolił.
    Branicki, który podówczas gorącym był jeszcze króla zwo-
    lennikiem (przed otrzymaniem Białocerkiewszczyzny), krzątał się
    już dosyć w czasie tego sejmu. Zrazu na delegacyi próbował
    bardzo wyniośle się odzywać, ale mu posłowie groźno odpowie-
    dzieli. Gdy przysięgał na buławę mniejszą z zastrzeżeniem się
    przeciw prawom dyssyndentom nadanym, Stackelberg przez kró-
    la warunek ten wymazać kazał.
    Ze Stackelbergiem godził się i waśnił ciągle, wogóle jednak
    źle już z sobą byli. Raz odezwał się do posła: — Gdybym wcze-
    śniej w sejmie zasiadał i w delegacyi, nie byłyby układy o ustęp-
    stwa poszły tak łatwo i korzystnie.
    — Wątpię bardzo — odparł na to Stackelberg — abyś pan miał
    więcej dokazać, niż jego współrodacy, a gdybyś chciał stawić
    opór, nastręczyłbyś sobie tylko sposobność praktycznego obezna-
    nia się z geografią Kamczatki.
    — Mój panie — rzekł Branicki — dla człowieka, co się śmierci
    nie boi, a gotów wszystko poświęcić dla ojczyzny — groźba ta
    jest fraszką dziecinną.
    Pozbyli się go posłowie z Warszawy bardzo zręcznie, wy-
    syłając niby w poselstwie do Petersburga, przeciwko roszczeniom
    dworu berlińskiego szukając opieki. W r. 1774 d. 30 Marca
    w nocy wyruszył. Król polecił mu staranie o przywrócenie
    swych prerogatyw i zniesienie Rady nieustającej.
    ) Schmitt passim. II. 81, 125, 131. Polika w czasie trzech rozbiorów. Tom J. — i:>> — W lMłisi.»unru z buta wielką i wspaniale wystąpił Branicki.
    fesarz^wa miała się dziwić jepo zbytkom. Chociaż przed wy-
    jazdem miał nę już żenić z ks. >aneiiszkówną. potem zaręczony
    hvł z k>. Jałił*.ił’iw>ka. w Pctershuriru o mało znowu nie zaswa-
    tał sie z panna Matu^zkiu. honorowa damą cesarzowej. Sprzy-
    krzy! -ię nare-zcje ce>arz«iwej. dokazując po swojemu, bo dawał iieziv na «.kn-Mfh wnj»-nnYch na morzu, a Branic-kieiro hulanka
    niirdv >ie ł-jfjin nie k”ij«-zvla * .
    ie ty«-h rozpustnych uczt plótł rzeczy niestworzone
    i z najlepszymi przyjaciółmi irotów był i>ć na noże. Raz w roku
    1774 pijany mocno przy-zedł d«» irabinetu króla, który miał dlań
    słabość wielka. Kp’»1 dosyć ła:. r <»diiie przedstawił mu skutki takiego nieporzadmtro źy^ia. < >n na t«»: .X Panic! E! gdybyś W. K. Mość pił,
    jak ja. miałbyś w polsce pewnie więcej przyjaciół, niż teraz. \V-z>tko mu uc}|fidził» bezkarnie, bo króla rozgniewanego najmocniej, umiał kilku nie dosyć jawnych praw do dóbr,
    w cijdz\c|i rekach będących, nie czekając skutków nroeesu. wv- .■dał wojaka koronne na zajęcie dóbr. W komisyi wojennej, choć miał władze ograniczona, postępował samowolnie, wydając od siebie uniwersały. Król cierpiał wszystko. Posądzano jro w po- czątkach sejmu, «rdy gromada cłiłopów z Mołdawii wtargnęła na ł ‚kraina i dokazywała, że umyślnie szerzył pogłoski przesadne o wypadku, chcąc z wojskiem być wysłany przeciw nim i zwięk- szyć siły jc^ri. tak ażeby przeeiw jednemu ze sprzymierzonych wystąpić.
    W Lutym 1774 roku. u r dy Rzewuski złożył buławę wielką,
    aby synowi mniejsza zapewnić, król liranickicmu dał koronną.
    Teraz już od króla więcej nic otrzymać- nie mójrł. — i czas
    przyszedł, by ^o odstąpił.
    Zaraz po ustanowieniu Kady nieustającej, Branicki. opiera-
    jąc się na niejasncin oznaczeniu wymiaru swej władzy, całko-
    witą moc dawnych hetmanów chciał odzyskać. Wojskom kazał
    sohir składać przysięgę, -rozpoczęła się walka o to.
    Sbtckclbertf stał po stronie Rady nieustającej, będąc tegoż
    ł i Srhmitt. II. L’0:>.
    — 131 —
    zdania, iż dwór petersburski powinien był odstąpić od dawnej
    polityki, zasadzonej na podbudzaniu stronnictw i drażnieniu ich
    do walki; chciał on, by król i Rada zależne były od Rosy i, lecz
    by silny rząd stanowiły i ład utrzymać mogły.
    Przeciwko temu powstawał hetman Branicki ze swymi, bo
    by siły i przewagę stracili. — Rozpoczęła się walka; wszyscy mal-
    kontenci, przeciwnicy króla i Rady nieustającej, połączyli się
    z Branickim; — Czartoryscy, ich krewni i klienci, hetman Ogiń-
    ski, hetman polny Rzewuski i t. p. Branicki dwa razy jeździł do Rosyi, przeciwko Stackelbergowi, posługując się przeciwni-
    kami Panina, który go popierał. W jesieni 1775 r. pobiegł za
    cesarzową aż do Moskwy, a za nim podążył ks. Adam Czarto-
    ryski, w przyjaznych zawsze będący stosunkach z Repninem.
    W istocie udało się Branickieinu, obietnicą zerwania z kró-
    lem, uzyskać względy cesarzowej, zrobiono mu nadzieję przy-
    wrócenia władzy hetmańskiej. Projekt do sejmu podany wielkie
    zdumienie i poruszenie wywołał w Warszawie. Z królem już
    było nieporozumienie. Branicki zrazu na uszczuploną władzę
    hetmańską nie chciał składać przysięgi, tak, że król przez wy-
    słanego dcń Tomasza Ostrowskiego, natenczas prezesa kamery
    królewskiej, zagroził mu, iż buławę odbierze. Przelękły Branicki,
    że nie było krzyża, na otwarte nożyce od papieru w krzyż co
    prędzej przysięgę wykonał*).
    Pomimo tak dawnych i ścisłych stosunków z królem, które
    nowym węzłem dawne króla obowiązki względem siostry hetma-
    na Sapieźyny, wojewodzicowej mścisławskiej, jeszcze silniejszymi
    czyniły, nastąpiło poróżnienie stanowcze. Z najlepszego przyja-
    ciela Branicki stał się wrogiem zajadłym.
    Król musiał szukać nowych dróg i środków, aby dowód nie-
    ufności Stackelberga względem siebie i jego usposobienia odmie-
    nić na lepsze.
    Jednym jeszcze epizodem upamiętnił się sejm ten — przed
    którego sąd powołani zostali „królobójcy”.— Zapozwany Pułaski,
    nie stawiać się sam, przysłał uniewinnienie swe i tłomaczenie.
    Stanisław August miał zręczność, przemawiając za tymi, którzy
    go porwali i przez których ucierpiał, dowieść istotnie łagodnego
    charakteru i dobrego serca, a razem rozczulającej wymowy.
    *) Niemcewicz.
    — 132 —
    Naprożno jednak prosił sędziów o złagodzenie kary: zyskał tylko
    w kol’? swych wielbicieli chwałę wspaniałom\’ślności. sad obszedł
    »ię z winowajcami dosyć surowo. Kuźnie skazano na wygnanie,
    Pułaski^^o. Strawjńskiego. Łukawskiego i Cybulskiego na śmierć.
    1). Im Wrzenia 1 77:^ wykonany był wyrok w Warszawie.
    Obwodzono ich terni ulicami, przez które króla prowadzili pa-
    miętnej nocy listopadowej, aż pod okopy miasta. — Łukawski nie
    chciał sobie dać oczów zawiązać, i z rusztowania przemówił je-
    szcze ni’- ulekniony. Naoczny świadek pisze: .Łukawskiego tu
    egzekwowano, ale z niewypowiedzianą rezygnacyą umierał. Ża-
    den nie uwierzy, żeby można z taką obojętnością na śmierć
    iść – . Przepraszał wszystkich, jeżeli kogo swoim przypadkiem zrobił nieszczęśliwym, oczu żadna miara zawiązać nie dal
    •*»» i w głos zawołał: — Ni’ trzeba rui tego— ja się wcale nie lękam śmierci.
    Drugi jego towarzysz, Cybulski, niżeli po nim umarł, kilka
    razv zemdlał.
    Król od chwili tego porwania miał ciągle przeczucie śmierci
    gwałtownej, które szczęściem się nie sprawdziło, i mówił panu
    Wroughton. że pewnie skończy, jak Karol I angielski/. Takie były zakulisowe dzieje sejmu i delegacji. Spójrzmy
    na czynności urzędowe i przebiegnijmy je treściwie. Najważniej-
    szą była reforma samej rzplitej. do której myśl podać miał nie-
    cny Poniński. Szło trzem dworom o to. ażeby rząd w Polsce
    pozostał słabym, dla tego należało najprzód utrzymać tron elek-
    cyjnym, wybór ograniczyć do Piasta i zawarować, aby potom-
    kowie panującego do trzeciego pokolenia trzeciej elekcji) wy-
    bieranymi być nie mogli. Ażeby odjąć siłę królowi, zażądano
    mu przydać, nibj’ w myśl dawnego obyczaju. Radę u jego boku
    zostającą, któraby samowolności kładła granice. Ta instjiucya
    w istocie swej nie tak szkodliwa, jak się na pozór zdawała i jak
    ją opinia osądziła, złą i niebezpieczną stawała się z powodu de-
    moralizacji powszechnej. Spodziewali się Ponińscy i Sułkowscy
    zasiadać w niej i rej wodzić, a krajowi panować.
    W myśli trzech dworów też Rada ta, nieustającą nazwana,
    miała im zapewniać przewagę nad królem. Gdj’ przj r szło do
    ustanowienia jej, były z królem narady; zgadzał się z konieczno-
    — 133 —
    ścią obrachowując Stanisław August, warując sobie tylko nomi-
    nacye opatów, przełożonych, oficerów, urzędników koronnych,
    nie wchodzących w zakres ministerstw, i urzędników wojewódz-
    kich. Stackelberg zdawał się obawiać stąd wyrobienia nowej
    a niebezpiecznej arystokracyi.
    Sami przez się jawnie działać nie chcąc, gdy szło o refor-
    my wewnętrzne, posłowie kazali za siebie występować Poniń-
    skiemu w sprawach najdraźliwszych. Skarżył się na to Poniński,
    „Domagają się — mówił — abyśmy to sami uskutecznili, bez względu
    na położenie nasze jako krajowców, którzy i nadal żyć muszą
    w tej ojczyźnie z królem i rodakami. Moźemyż się poświęcać
    dla posłów, gdy ci nawet nie wspierają nas należycie*).
    Pierwszy plan Rady nieustającej, wedle programu Poniń-
    skiego nakreślony przez Panina, za jego dzieło uchodził, Sta- ckelberg z góry zapowiadał, że król będzie czynił z Radą co
    zechce.
    Ks. Sułkowscy niezręcznem naśladowaniem Czartoryskich
    i mieszaniem się do wszystkiego, tak sobie narazili naród
    i wszystkich, tak byli znienawidzeni, iż królowi przez to uła-
    twili wystąpienie przeciwko sobie w Radzie i odzyskanie prze-
    wagi **).
    Rada ustanowiona składać się miała z przedstawicieli
    wszystkich trzech stanów rzplitej, z króla, senatu i rycerstwa.
    Członków jej miał sejm obierać co lat dwa. Zasiadało w niej
    osiemnastu senatorów (między nimi trzech biskupów i czterech
    ministrów) i osiemnastu posłów. Król dekreta Rady podpisywał,
    lecz wstrzymać ich wykonania nie miał prawa, gdy większość
    głosów otrzymały. Rada podzielona została na pięć departamen-
    tów: spraw zagranicznych, policyi i dobrego porządku (boni or-
    dinis\ wojny, sprawiedliwości i skarbu. Wybór do departamen-
    tów winien był zapadać zgodnymi głosy lub większością. Mar-
    szałek i radcy byli płatni ze skarbu (pierwszy 30,000, drudzy
    14,000 złotych).
    Rada prezentowała królowi do rozdawnictwa kandydatów
    trzech, z których on jednego wybierał. Odebrano mu nomina-
    cye biskupów, wojewodów, kasztelanów i ministrów; komisarzy
    wojskowych i skarbowych.
    *) Schmitt Mater. II. 182. **) Essen.
    — 15J4 –
    Dowództwo nad gwardyami odjęto też królowi, oddając het-
    manom, do których boku dodano tak samo komisyę wojskową,
    jak do boku króla Radę nieustającą, aby przez to wiadzę ich
    osłabić.
    (idy przyszło do wyboru pierwszej Rady, zabiegi były wiel-
    kie, listy swych kandydatów podali z osobna Staekelberg, Re-
    witzky i Benoit. Wiedeńska pozostała całkiem nie uwzględnioną;
    z pruskiej wybrano dwóch czy trzech, resztę król ze Stackel-
    bergiem ułożyli.
    Zaledwie instytucya ta weszła w 7 życie (24 Czerwca 1775)
    rezydent saski już pisał o niej: „Przez ustanowienie Rady nie-
    ustającej nieład w rządzie stał się większym, niż był. Jak dziś
    wygląda wewnątrz rzplita i rząd jej po ostatnim sejmie, tego
    sobie wyobrazić niepodobna. Sami członkowie Rady nieustają-
    cej skarżą się na to, że ich zajęcia są bezpożytecznemi, gdyż
    ani wykonawczej ani prawodawczej władzy nie mają, a miano-
    wicie prezes departamentu sprawiedliwości Ostrowski, biskup kujawski, określa Radę jako speciosum nihil, wymyśloną na to
    tylko, aby anarchię zwiększała”. Skargi i zażalenia na nią były
    powszechne.
    W rzeczach, skarbu tyczących się, dopuścili posłowie, aby
    sejm na ten raz nie jednomyślnością, ale prostą większością sta-
    nowił. Gwałtowna była potrzeba obmyślenia dochodów 7 na utrzy-
    manie dozwolonych przez mocarstwa 30,000 żołnierza, króla,
    dworu i administracyi wewnętrznej.
    Siedem milionów 7 naznaczono królowi, na osiemnaście ra-
    chowano utrzymanie wojska, trzydzieści kilka ledwie mogły star-
    czyć na wszystko. Podniosły się jednak głosy przeciwko zwięk-
    szeniu podatków; ledwie dozwolono na ustanowienie podymnego
    powszechnego, nałożonego na wszystkich mieszkańców; oprócz
    tego zwiększono dochody podatkiem od stempla, monopolem ta-
    baki, pogłównem od Żydów i t. p. Duchowieństwo podniosło
    ofiarę swą ”subsidium charitativum) do siedmiukroć sto tysięcy
    złotych.
    Co się tyczy starostw, te po śmierci posiadaczy miały być
    nadawane emfiteutycznie (na lat pięćdziesiąt), przechodząc na
    dobra skarbowe. Rozchwytano te ekspektatywy zaw r czasu. Rzplita
    z kwarty (opłaty; mogła mieć do dwudziestu milionów 7 . Darowane
    królowi do rozdania prawem dziedzicznem starostwa białocer-
    [38
    kicwskic,bohuslawskie,ka-
    niowskie i i-liiiiitlnii-kie, do-
    stały sjęBninickieniu i sy-
    nowcom królewskim: Sta- ^^**%
    nisławowi i Józefowi. Nie-
    JW \
    które ‚z praw na sejmie
    ^Wf w
    uc li w ałuny eh były rzeczy-
    ^. tp df
    wistym postępem, którego
    ^^łJ^i^^T
    czas wyma^nl, koniecznuść
    .^M^^^^^k^C^fJ^.
    ilo uchwalenia ich zniu-
    Jm ^^^ferA^^^ s/.iila; takiem było prawo
    ^^B y^^^^k
    wekslowe, myśl poleczenia
    ^K> ^Ł ‚/H ^^
    i’iny z Muehawcoiii i zape-
    fl^^. w# PB
    wnienie, że szlachectwu
    ‚^^^^k
    zajmowanie się handlem
    ^^fck. L* ^W^^l
    szkodzić nie miało. Zakon
    S^k^riB
    Maltański, który miał da-
    ^^^^^ \r wne w Polsce fundacye,
    zyskał ustanowienie oso-
    bnego przeorstwa i sześciu Ignacy Potocki.
    komanderyi.
    Dziwna, jakby ironia, ten sam sejm naznaczył komisyę dla
    szpi talów— ubezpieczenie sierot i wdów i komisję wychowania.
    W istocie musiał nędzy, której przyinnożyl, zapewnić opiekę,
    wdowom i sierotom dać przytułek, a wychowanie uposaża!, przy-
    znając, że winą zaniedbania jego upadła Polska.
    Do największych zasług nieszczęśliwego sejmu tego zaliczyć
    należy w myśl Chreptowicza ustanowioną komisyę edukacyjną
    i podźwignięcie przez nią wychowania publicznego. Plan jej —
    jak pisze Kołłątaj— miał skreślić’ Ignacy Potocki, który był też
    twórcą towarzystwa do ksiąg elementarnych i prospektu na nie.
    Ks. Michał Poniatowski, późniejszy prymas, obstał mocno przy funduszu edukacyjnym i przyczynił się do ocalenia go, dźwignął
    z upadku akademię krakowską, założył szkolę nauczycieli para-
    fialnych. Adam ks. Czartoryski majątek komisyi zasłonił od
    grabieży, podając projekt do praw, aby osoby, pełniące urząd
    komisarzy, ani z dóbr, ani z sum nic nabywać nie mogły. Człon-
    kowie komisyi służyli bez żadnego wynagrodzenia, nie brali pen-
    syi — czuli wszyscy w chwili sromotnego upadku, że jedną tylko
  • 136
    oświatą Polska się dźwi-
    gnąć może. Zewsząd nad-
    syłano myśli i plany urzą-
    dzenia szkól wyższych i niż-
    szych…
    W bezimiennem piśmie.
    które w tymże roku wy-
    dane zostało, skreślono ca-
    ły system wychowania). Podzielone zostało na sta- ny, tak jak naówczas dzieliła się społeczność. W przedmowie pisze autor: „Nieszczęśliwości dzisiej- sze my sami uknowali, szalbierstwa, zemsta, po- dłość, rządzenie się eu- dzem zdaniem, chciwość, H^ co ni
    a
    na po po
    hi sz
    ja sz
    po
    Michał Poniatowski, prymas.
    wite powinno być wasze, przezac
    wszystkich tych złych nałogów
    Autor chciał mieć dla Polski
    dla ubogich pomnożone szkoły
    duchowne, szlacheckie, micszczai
    trzeby oświaty ludu, ale jako r
    epszenia stanu jego i wyrzecze
    .owi nie chcecie oddać sprawied
    go gnębić Tiic przestanie-zostawc
    „ Dzisiaj— mówi dalej (20} — ins
    t u organisty, i to mało gdzie, k
    iole tylko się uczył, mało albo p
    znanie liter, zle syllabizowanie, i
    niedowiarstwo, już dzisiaj
    u nas nie są przywarami,
    ale stały się codziennym
    nałogiem. ! jakże pra-
    ni mężowie, staranie w odmia-
    więcej niż cztery akademie,
    miejscowe. Dzieli on szkoły
    skie i dla rolników; dowodzi
    ieodbite następstwo wymaga
    nia się arbitralności. Jeżeli
    iwośei, jeżeli mocniejszy slab-
    eż ich w nieuctwie i prostocie”.
    ..yeh szkół nie mają chłopi,
    óren, jako sam w podobnej
    awie nic zamyka nauka jego,
    iezrozumiane czytanie, a dla ) Ppnsńli rilnkneyi «’ -XV li-hich njiis dowej od bezimiennie autora liy lv ;>iv.<‚syl:un re dehe» oplims cogitnre difficillimn. ten qni ny, klłire do komisji edukaeyi naro- R. P. 177.’). Tu pro sapientia, opU- atSUMpM fruiii. Ciwro (Svo,Bf.r. 244|. 131 pojętniejszych bez nauki ortografii pisanie. Owóż w krótkich słowach opi- sana nauka tak znacznej liczby rolników”. Ze swej strony zalecał autor szkółki trzyklasowe (gło- ski, ayllaby, pisanie) na wzór urządzonych przez Cystersów w Saganie. Chciał nawet szkól dla kobiet wiejskich i sta- ranniejszego ich wycho- wania. Niesłusznie więc Nie- miec jakiś napisał na- ówczaBO Polsce): „Gdy
    tu mowa o wychowaniu
    publicznem, rozumieją
    zwykle zakłady wycho-
    wawcze dla sziachty tyl-
    ko, nie przypuszczając
    nawet, że są jeszcze inni ludzie, którychby warto wychowywać
    i którzyby kiedyś mogli być użytecznymi ojczyźnie. A to jest
    przyczyną nędznego stanu Polski”.
    Budziło się właśnie toż samo przekonanie między nie wielu
    wybranymi, których zepsucie powszechne nic tknęło. Po Ko-
    narskim wystąpił w tym roku z projektem reform kuchmistrz
    Wiclliurski w dziele: v O przywróceniu dawnego rządu, według
    pierwiastkowych rzeczypospolttej ustaw*.
    Wielhorski opierał się na wielu pomysłach sławnego naów-
    czas Mably, nie miał odwagi do radykalnych zmian i te, które przedstawiał, osłaniał pozorem powrotu do prastarych ustaw,
    jednakże nakreślił tu wiele tych reform, które później miał pod-
    nieść sejm czteroletni.
    Przemawiał i on za włościaninem ucz z nieśmiałością wielką;
    szlachtę tylko osiadłą chciał przypuścić do prawodawczych pre-
    Kaiimien Ponintotruki,
    podkomorzy koronna.
    ■) Bornit. M.u.t. ii. ni. 136 rogatyw, wyjmując słu- żebną, urzędującą i są- downie kondemnowaną. posłów chciał mieć opa- trzonych instnikcyami iłauda); żądał zniesienia. vrto. a uchwal większo- ścią dwóch trzecich czę- ści głosów. z senatu esterach do Rady chciał mieć przy baka królew- skim (Rada senatu). Żą- d;d zmiany w sposobie wybterazria króla, pra- wie się już przechylając za tronem dziedzicznym. Królowi odejmował łask szafiniek. Dzieło to choć wrzekomo na trady- cjach, wielce naówczas szanowanych oparte, choć uczonymi wywody wzmocnione, wielkiego wpływu nie wywarło. Chwila nic była nadeszła. .lako symptom wszakże godnem jest wspomnienia. Od tego sejmu poczęło się w całym narodzie nie- mal wyrabiać przekonanie, iż z!e naprawić należy. — W kilka- dziesiąt lat później pisza anonim o tej chwili stanowczej:)
    _Sejm 177;i r. lubo byl trucizną dla rzeczypospolitej, miał
    jednak własności w sobie, które arszenik posiada względem zdro-
    wia ludzkiego, to jest, że w wielkiej zadany części gubi czło- wieka, w pewne] zaś malej udzielony ilości, leczy niebezpieczne
    choroby, i tak zniszczył ten sejm rzeczpospolitą, ale gubić za-
    czął i panów, którzy jej możnowładztwem szkodzili, odsunąwszy
    ich od Btarostw u .— Co więcej— wzbudził on obrzydzenie tego po-
    niżenia i demoralizaeyi, jaką obnażył.
    Stanisłate Poniatoimki,
    syn fiodkom. koron., pó4nicjsty podskarbi-
    koronnij.
    139
    Michał Wtethorakt,
    fiiie/tniistrz koronni/.
    „Życie w czasie tego sejmu* i—pi-
    Bze świadek naoczny — przedstawiało
    najokropniejszy obraz aepeticia, btc- motna, i cyniczna, rozpustę i rozpa- Banie. (,| > tydsdeiS dawano po trzy
    i eztcry bale publiczne. Na każdym
    ■/. nich stawiano po pięć i sześć sto- lików do Faraona, które cisnący się
    ■ ilaczali gracze… Przegrane i wy- grane dochodziły często do picem
    i BsnScłu tysięcy czerwonych złotych.
    Członkowie delegacyi Bypali impe-
    ryalanii i dukatami.
    „Niepodobna prawie- dodaje pó
    żnicj — skreślić obrazu tego. co się tu
    dzieje. Wszystko to, co opisują dzien-
    niki, jeszcze jest niedostateczne.
    Dzienniki mówią o lekkomyślności, plochośei, śmieszności, ale ale wiedzą o niesprawiedliwościach, zdzier.stwaeh. publicznej
    spraw przedazy, ruinie całych familii i okropnoaefaefaj jakich się
    naczelnicy delegacyi dopuszczają, byle zlotu płynęło do ich kie-
    szeni. Nic miłemby było szczegóły podawać o wypadkach, w któ-
    rych honor, przyzwoitość, poszanowanie siebie samych i społe-
    czeiistwa, pedeptane Sij. nogami. Nuncyusz, prałat, którego cha-
    rakter na szacunek zasługuje, człowiek prawy i światły, po-
    wiada, ze dzieją, się tu rzeczy dokonywane przez Świeckiej] i du-
    chownych, napełniającego boleścią i wstrętem przeciw zasadom,
    jakie panowanie objęły. Powiada on, że w chwili, gdy podział
    podpisywano, owładnęła ludźmi ta plochośó i najołiydniejsze ze-
    psucie, połączone z najwyuzduńszym zbytkiem, gorszym niz kie-
    dykolwiek… Opis (egu wyglądałby na paszkwil. Taki jest sad
    wszystkich ministrów zagranicznych- -_ 7b zepsucie i upadek oby-
    czij&io, kata mi sic lękać, te nieszczęścia, jakie ten nanid spotkały,
    jeszcze nic doszły do najwyższego kresu, te nowa nań gotuje się burza”.
    Bawiono się jak najweselej, szal jakiś owładnął wszystki-
    mi, hale i wieczory odetchnąć nie dawały. Poseł austryacki dał
    pierwszy wieczór d. 4 Lipca 177.’! r.: spóźnił się cokolwiek, ale
    ■ Iv— II II ll<
    T. V.
    wspaniale bardzo wystąpił i odtąd wieczory dawał co Niedziela;
    SŁackelberg przyjmował co Środa, biskup (kujawski we Wtorki,
    a marszałek Poniński we Czwartki. Oprócz tego najmniejsza
    okoliczność dawała powody do festynów; obchodzono uroczyście
    wstąpienie na tron cesarzowej, na imieniny W. ks. Pawła Bibi-
    kow w obozie na Pradze przyjmował obiadem, fejsrwcrkami,
    wieczerzą… Bawiono się od drugiej po południu do nocy. Na
    pięknych paniach nie zbywało. Mężczyźni, kobiety, młodzież
    grała zajadle, bo banki otwarte były wszędzie. Najsławniejszy
    z wydrwigroszów Drewnowski, sekretarz konfederaeyi, zausznik
    — 141 —
    Ponińskiego, nakarmiony zdzierstwy przy rozdawnictwie dóbr
    po-jezuickich, trzymał zwykle bank na współ z Ponińskim, u nie-
    go i w pałacu Sułkowskich na Nowem Mieście, gdzie bywały
    reduty… Ubrany w domino i bajutę ze złotej siatki na głowę,
    tłusty, z wygoloną głową i dużymi wąsami, cały wyróżowany,
    siedział przed kupą złota.
    Przywiązanie do kraju, troskliwość o jego dobro wygasły były w tym tłumie, który się kręcił w stolicy. Podatku, mimo
    naglących potrzeb, nikt ze szlachty ani chciał, ani myślał pła-
    cić; zrzucano go na Żydów, na duchownych, na mieszczan, na
    chłopów, byle „stan rycerski ocalić”.
    „Choć nieszczęścia, jakich doświadczyła Polska, powinny
    były nauczyć szlachtę, jak ważną dla niej było rzeczą, aby się
    nie usuwała od ciężarów, jakich wymagał kraj i utrzymanie go —
    nikt nie chciał się przyłożyć do wydatków państwowych” *).
    Gdy przyszło do rozgraniczenia od Prus, zaniedbano się tak,
    brano opieszale i nieudolnie, iż król pruski umiał z tego
    korzystać.
    „Niema kraju na świecie, gdzieby podobnie jak w Polsce
    rząd mógł pozostawać w niepewności, gdy przychodzi najmniej-
    sza wątpliwość. Tu nikt nie jest obowiązany donieść przełożo-
    nemu, gdy co zajdzie w kraju. Gdyby przypadkiem nie było
    w Warszawie panów, których dobra dziedziczne lub starostwa leżą
    w powiatach przyległych do granic nowych państwa pruskiego —
    nie wiedzielibyśmy nawet tego, cośmy się dowiedzieli z doniesień
    komisarzy i ich rządców dóbr…
    „Mówią, że delegacya mą wysłać komisarzy (1774). To, co
    o nich powiem, wyda się może rzeczą niesłychaną, a jednak jest
    prawdą, że prędzej umieli zdać sprawę z banków Faraona lub
    o butelkach starego węgrzyna lub o zalotnicach warszawskich,
    niż wywiedzieć się o tern, co się dzieje wzdłuż granic pruskich”…
    Nie dziw, że nad tak osłabłem i wycieńczonem społeczeń-
    stwem panował, kto chciał, korzystając z jego wad i namiętno-
    ści, które wypotrzebowywano. O tej samej chwili pisze Wielhor-
    ski w wyżej przytoczonem dziele:
    „Widzieliśmy posłów dworów cudzoziemskich, rządzących
    wszechwładnie szafunkiem łask królewskich… Dla onych otrzy-
    *) Es8en. 1774.
    niania trzeba było koniecznie starać się o ich wsparcie. Zabiegł, podejścia, zdrady, słowem nic nic szczędzono, skoro potrzeba
    było powiększyć liczbę partyzantów posła, który alho dobrze byl ■/. królem, albo OŻyc” umiał okoliczności do nakłonienia go do woli swojej. Stawaliśmy się niewolnikami posłów obcych. Nie- podobna wyliczyć tu wszystkich nieprzyzwoitości i bezprawiu
    z powierzonego królowi łask szafiinku wynikających, dość tylko
    wspomnieć, zi’ w czasie każdego wakansu cóżkolwiek przez po-
    wagę lub dochody znacznego — nowego rzplita zawsze doświad-
    czała zawichrzrni;r. Do iv.-h bolesnych wyrazów Włelhorskiego doskonałym jest
    komentarzem opis Bsasna rozdawnictwa starostw w przededniu
    sejmu podziałowego.
    „/dało mi sic. że znam Polaków — pisze en — ale się przeko-
    nywiim, że jeszcze mi do tej znajomości wiele braknie i że filo-
    zof ja moralna pozwala badaczowi obyczajów w Polsce czynić
    coraz nowe odkrycia Bad cha rak teram i ludzi. Na nieszczęście
    przyczynią się one do chwały i zaszczytu rodzaju ludzkiego.
    -.Starostwa, wakujące po hrabinie Mniszecłi. przedstawiły
    nam Polaków, jak są, i w ciągu dwudziestu czterech godzin wi-
    działem tych samych ludzi trzykroć’ zmieniających zasady, uczu-
    cia, postępowanie, czyny i mowy. Ci <o przed rozporządzeniem wakansiimi sprawowali się jako nieprzyjaciele króla i familii, a stronnicy ślepi Uosyi — widząc, że wstawienie się ambasadora do króla za nimi. dla otrzymania kilku wsi, wcale uwzględnione nie było, poczęli naprzód przeklinać i skarżyć się, że ich przy- wiązanie do dworu petersburskiego tylko im szkodę przyniosło we względach króla przy rozdawnictwie. „Poszli tedy do króla, zapewniając go, że im żal, iż stawali w opozycyi, że mimo pozorów przeciwnych, najżywsze zawsze ku niemu mieli przywiązanie. Protostacye te skończyły się proś- bami o starostwa. Król im odpowiedział, że potrzeby rzeczy – pospolitej nie dozwalały mu rozporządzać w tym czasie staro- stwami darmo, że nie było skąd wziąć na wojsko i t. p., że w tej potrzebie zmuszony jest odstąpić od litery prawa i starostwa sprzedać, aby zyskać pieniądze na potrzeby kraju. „Krzyki i bunt ogólny podniesiono po tern oświadczeniu. ale bunt tak powszechny, iż w koricu wszyscy ministrowie i Czar- toryscy oparli się tej myśli, nie dla tego, ażeby król nie inial — 14;
    słuszności, — bo wojewoda ruski sam, dla opłacenia swojego
    pułku, przed trzema miesiącami namawiał króla do podobnej
    czynności — lecz że pp. Borch, Przeżdziecki i w. marszałek ko-
    ronny — tych starostw pożądali. Tymczasem niektórzy z tych
    ichmościów, sądząc się zręczniejszymi nad innych, nabluzgawszy
    żółcią, poszli do króla, starając się tanio od niego wytargować
    te starostwa. Nie było podłości, którejby się nie dopuszczono.
    Król ich głaskał, dawał pewne nadzieje, wyciągnął z nich, co
    na sercu mieli, i pozbył się, ofiary biorąc ad dcliberandnm.
    „Więc tedy znowu dla króla pochwały, tłomaczą go, bro- nią, wynoszą dobroć serca jego, litują się nad nieszczęśliwem
    położeniem — król biały, jak śnieg. — W kilka dni potem król
    starostwa daje w. podkomorzemu i Branickiemu.
    „Od tej chwili miary już nie było w potępianiu go, prze-
    klinano na wieki, nie mierzono słów i wyrażeń, zły humor zmie-
    nił się w rodzaj wściekłości, gdy się dowiedziano, że król zażar-
    tował z jednych i drugich, bo starostwo, dane w. podkomorze-
    mu, sprzedane zostało innemu, a posądzają, że król te pieniądze
    dostanie. Nie będę opisywał oznak nienawiści i szału, które wy-
    buchały przeciw królowi, nawet w jego mieszkaniu… wiem tylko,
    co się w mem sercu działo i jak byłem oburzony*.
    Zżymano się i oburzano w Polsce na czarny obraz upadku
    charakteru narodowego, skreślony przez Fryderyka W.: oskarża-
    no go o złość i potwarz; niestety — jest on przesadzony, lecz
    rysy główne, przyznać trzeba, znalazł król-filozof w tych, co
    naówczas Polskę! przedstawiali w stolicy… — Nie możemy po-
    minąć i tego obrazu, który wypełnia ogólny wizerunek epoki. *) —
    „To królestwo — pisze Fryderyk — jest w nieustannej anarchii.
    Wielkie domy są między sobą zawsze wojującymi, przekładają
    te własne pożytki nad publiczne dobro, a nie jednają się ina-
    czej, jak używając podobnego hartu do uciskania swoich podda-
    nych, z którymi nie jako z ludźmi, ale jako z bydłem raczej po-
    stępują. Polacy są próżni, pyszni w szczęściu, podli w nieszczę-
    ściu, gotowi na wszystko dla zbioru pieniędzy, które jednak wy-
    rzucają zaraz przez okno, jak się tylko w one dobrze opatrzą;
    lekcy bez roztropności, zawsze skłonni do przechylania się ku
    jednej stronie i prędko opuszczenia jej bez przyczyny, gotowi
    *) W tlomaczeniu z r. 1790.
    niemniej rzucać się w przepuść najsmutniejszych okoliczności
    przez maloważenie postępków swoich. Maja, prawa, ale nikt ich
    nie dochowywa. ponieważ sprawiedliwości przynaglającej nie-
    masz. Rozum przeniósł sic do kądzieli w tein królestwie, ko-
    biet} iniiygują w niem. urządzają wszystkiem, a tymczasem mę-
    żowie się upijają’.
    Niemniej smutnym jest obraz, który w porównawczej hi-
    storyi narodów kreśli Arndt — lecz i w tych czarnych widmach
    przeszłości przejrzeć się należy. — „Polak wiecznie jest rozbu-
    janym młodzieńcom. Ale gdybyż ta młodość była niewinną
    osiemnasto-, dwudziestoletniego chłopaka młodością! Dziś to już
    człowiek pólwieczny. postarzały, z włosem siwym a młodzieńczą
    plochością jeszcze — i, niestety, z zuchwalstwem młodem. —
    Polak, jak stary bursz akademicki, rozpasany, urodny, zręczny
    na sali tańca, do wybitki i do uczty. Patrz, teraz już bursz ma
    trzydzieści, czterdzieści łat — ale w nim krew płynie gorąca
    i żywa — na balach i redutach dokazuje, wodząc za rąrzko piękność jaką — na tęgim koniu, w świetnej zbroi, przypasawszy
    szablę, z wydobytymi pistoletami, zdaje się zawsze człekiem, go-
    towym stawić czoło. Lekkomyślni wiotrznicy, upojone kobie-
    cięta i dziewczyny unoszą się nad nim i życzą szczęścia dzikie-
    mu — ale spytaj o jego dzieła, czyny, prace i — zamknij na
    odpowiedź uszy… Zamki jego w gruzach, dobra w zastawach,
    chłopów jego i poddanych wierzyciele, żydzi i lombardy dręczą.
    Właśnie ostatniego konia osiodłał, okrył go ostatnim złoconym
    czaprakiem, włożył ostatnią suknię paradną i jeszcze raz szablą
    wywija, którą dziad z honorem nosił — a jutro przyjdzie troska,
    sekwestr, zostanie żebrakiem, a pojutrze jego czciciele i po-
    chlebcy, co go pozawczora jako dzielnego jeźdźca chwalili, na-
    zwą głupcem i nicponiem. To Polska, nie można o niej łago-
    dniejszego wydać wyroku”.
    Tak, to była Polska, ale nie cala; szczęściem, taką ona
    była tylko u góry, niżej nie tknęła jej zgnilizna — miała się
    z czego odradzać.
    Że czarne rysy, obcych ręką kreślone, nie były złośliwą
    potwarzą, dowodzi ten sam Wielhorski, który powiada w przed-
    mowie: „Zepsucie obyczajów upodla umysły obywatelskie, upo-
    dleni obywatele na wszelką puszczają się rozpustę, rozpusta cią-
    gnie za sobą nierząd, wyzuwa kraj z mocy i powagi; ten zaś
  • 145 –
    naostatek stan bezsilny i nikczemny staje się hasłem do usku-
    tecznienia najzuchwalszych zamysłów”.
    Stan kraju był w istocie opłakany. Wielkie stronnictwa
    zostały rozbite, potworzyło się w ich miejsce mnóstwo drobnych
    partyjek; najbogatsze niegdyś domy i rody, nieopatrznością i zby-
    tkiem porujnowane, padały; zubożenie rzucało je w ręce obcych
    przekupniów. Potocki, chorąży koronny, dla opłacenia długów
    zmuszony był za lichą stosunkowo cenę sprzedać Mniszchowi
    ogromne dobra, i choć należał do najbogatszych, już był przy-
    wiedziony do tego, że właśni jego komisarze, plenipotenci i dzier-
    żawcy więcej mieli od niego kredytu. Nie lepszy był stan inte-
    resów rodziny króla, Sapiehów i Lubomirskich, w wiecznym nie-
    dostatku szukających po kontraktach pożyczek…
    Pod względem religijnym i obyczajowym niemniej smutny
    obraz kreślą depesze nuncyusza). „Wobec tego sromu, pod
    którego ciężarem jęczała Polska – pisze on w Warszawie sa-
    mej popisywano się z niewiarą najwyuzdańszą; była ona, jeśli
    być może, zuchwalszą jeszcze, niż w Paryżu. Polak jeden de-
    dykował Ponińskiemu, marszałkowi konfederacyi i sejmu, poemat,
    w którym religię chrześcijańską na pośmiewisko podawał w spo- sób oburzający — wstydzilibyśmy się dać z niego choć mała
    próbę. Nuncyusz apostolski zaniósł uroczystą protestacyę do
    króla, żądając zniszczenia książki, ukarania autora i drukarza.
    Pierwsze z tych żądań spełniono, ale od drugiego wymówiono
    się tern, że autora wyśledzić nie było podobna, a drukarz się
    bronił, twierdząc z swej strony głośno, iż znakomite osoby znie-
    woliły go do ogłoszenia tego bezbożnego dzieła u . Monsignor Ga-
    rampi wobec tak powszechnego zepsucia ludzi, którzy zdradzali
    najświętsze interesa Kościoła i poświęcali je dyssydentom, wi-
    dział jedyną ocalenia wiary nadzieję w pośrednictwie Maryi
    Teresy.
    „Osoba, która czerpie wiadomości z samego źródła – pisze
    Garampi (13 Marca 1774 r.) — zaręcza, że gorliwość niektórych
    dowódców delegaeyi dodniowa jest i niestała, najmniejszy po-
    dmuch interesu prywatnego ją gasi. Najsumienniejsi odmawiają
    udziału w posiedzeniach i naradach. Duchowni nieliczni, nie-
    *) Theiner. Klemena XIV.
    Polska w czasie trzech rozbiorów. Tom I. 10
    — 146 —

    wpływowi i w ogóle nienawidzeni przez stronnictwo rosyjskie.
    Jeden tylko biskup poznański był dosyć silny i najużyteczniej-
    szy, bo we wszystkich innych sprawach sine ipso factum est nihil,
    ale ma nadto różnych względów, już to publicznych, już prywa-
    tnych, które go pętają i nadto zatrudnień, by się niemi zajął
    czynnie”.
    ., Nadzieja dostania części jakiejś z dóbr jezuickich większej
    części usta zamyka. Ucisk Rady nieustającej i wybór konsylia-
    rzów, w zawieszeniu trzymają umysły wielu. W ostatku wszel-
    kie środki, wszelkie groźby, obietnice, nieustannie są używane
    dla osłabienia gorliwości małej liczby tych, co sprawę religii do
    serca by wziąć chcieli u .
    Znika nam z oczu niemal wśród tego dramatu król, które-
    mu twarde czasy owe nie przeszkadzały zabawiać się dosyć we-
    soło. – Otaczało go mnóstwo postaci kobiecych, których imiona
    dochowały nam pamiętniki. Wśród ogólnego zepsucia dwór pań-
    ski nie był od niego ani wolniejszym, ani się z tern ukrywał.
    We wszystkich ustach były imiona tych pań, które z kolei rzą-
    dziły królem a często potem mściły się, gdy je opuścił dla in-
    nych. Najpierwsza z nich wojewodzicowa mścisławska Sapieżyna,
    siostra hetmana Branickiego, ciężyła mu najwięcej nieustannemi
    wymaganiami, a później otwartą wojną. Szły za nią: księżna kan- clerzyna Sapieżyna, księżna Czartoryska, nie licząc wszystkich
    Lullier, Tomathis, Buonafini, Schmitowych, które wszechwładna
    pani generałowa Grabowska rozpędzić wreszcie umiała… Zaba-
    wiano się tu teatrem, operą, baletem, pisano wiersze, bito me-
    dale, zbierano ryciny, układano stroje i liberye, Wojna i Czaplic
    improwizowali piosenki; odbywano przechadzki lądem i wodą,
    z muzyką i damami, palono fajerwerki; wielbiono króla, który
    był najmilszym towarzyszem, stawiono posągi Voltaire’owi i stro-
    jono pokoje dla p. Geoffrin’gowej; głaskano ambasadora — a gdy
    wielka boleść dotknęła króla JMości, płakał i czytał Plutarcha.
    Do wyliczonych wyżej piękności należy i księżna Sapieżyna z domu
    Lubomirska, siostra ks. Marcina, marszałka koronnego, której
    romansu z królem nie chcąc być świadkiem, mąż wyjechał za
    granicę. Ona to na sejmie starała się o przyznanie rodzinie ty-
    tułu książęcego, intrygując, ażeby Ogińskiemu, bawiącemu za
    granicą, odjęto buławę, a Sapieźe ją oddano. Do tego jednak
    nie przyszło. Sapieha i Ogiński prawie razem w początku sej-
    147
    wrócili; mieli z sobą prawiąc, ale kroi o
    i między nimi się po- ■ał.
    Waśnie rodzin i poje-
    dynczych osób, o których
    współczesne wspominają
    świadectwa, niemal cały
    kraj dzieliły. Radziwiłłowie
    kłócili się z Ogińskimi,
    w Brać la ws kie 111 Potoccy
    i Grocholscy, w Kowien-
    akiom ZabieHowie z Wa-
    wrzcckimi , < Iskierkowie
    z Jeleńakimi, Zybergi z
    Platerami w Inflantach,
    (‚zetwertyństy między so-
    li;;, i/.irry /, Wilgami, Ra-
    dziwiłłowie z Massalski-
    mi, którzy znowu nienawi-
    dzili Czartoryskich i t. d.
    Życie rodzin od czasów Augusta II przykładem z góry idą-
    cym zakłócone zostało; król zabrał Ltibomirską najprzód od męża
    potem Denhorfową, nie licząc innych małżeństw, które jego or-
    szak rozerwał; król Stanisław wziął mężowi panią Crabowską.
    a mnóstwo Innych małżeństw, jeśli nie rozerwał, to splamił; naj-
    zacniejsza z sióstr jego. pani Krakowska, była potajemnie zaślu-
    hioną Mokronoskicmii, który hyl przyjacielem domu za tycia bet- mniiii: pani wojewodzina Podolska woziła się z ulubionym ks.
    Renaud; — inne panie inienialy ulubieńców i mężów bardzo czę-
    sto. Rozwody przewidywane były już w tntercyzacti ślubnych.
    Vautrin pisze, że do ks. Lubomirskiego, który miał za sobą wprzód
    późniejszą księżnę Teschen, kochankę Augusta II. przyszedł ze
    skargą chłop, iż mu rządca zabrał żonę… Zawołano rządcy, aby
    się wytlomaezył.
    — Cóżem miał robić, proszę księcia — rzeki oskarżony. —
    ; mi moją zabrał, musiałem sobie innej szukać.
  • Widzisz, mój kochany — odezwał się książę do chłopa –
    Mar i/a henhoj)
    — 148 —
    król mi wziął moją, ja musiałem wziąć jemu, on tobie twoją za-
    brał, idźże i ty i szukaj sobie, u kogobyś mógł także wziąć.
    Nie lepiej, a może gorzej było za Stanisława Augusta.
    Zepsucie dosięgło wszystkich stanów; widzieliśmy, jak nun-
    cyusz w Rzymie przedstawiał ówczesne duchowieństwo polskie,
    jacy to byli biskupi i pasterze dusz ci Massalscy, Młodziejowscy,
    Podoscy i Ostrowscy. „Duchowieństwa — pisze autor paradoksów
    o Polsce — liczą do 600,000, ale z tych jest do trzydziestu osób,
    mających dochody ogromne, reszta gnije w próżnowaniu po kla-
    sztorach, albo obdziera chłopów. Nie bardzo dostatni, w większej
    części niewykszteiłceni, zajmują się intrygami”.
    „Magnatów — pisze dalej — można podzielić na trzy klasy.
    Pierwsza z nich — przewódców, czyli familii panujących, których
    jest cztery do pięciu. Drugą klasę stanowią mali despoci lub ci,
    których wysokie dostojeństwa i znaczne majątki osłaniają od su-
    rowości praw r a, a dają im środki bezkarnie uciskać sąsiadów; tych
    może być dwunastu… W trzeciej klasie stoją panowie, którym
    majątki, urzędy lub urodzenie dozwalają pewną odgrywać rolę,
    ale podrzędną, pod zwierzchnictwem wodzów lub mniejszych de-
    spotów: tych być może około stu”.
    Ten sam autor mówi o szlachcie: „Średnią szlachtę można
    podzielić na dwie klasy (1775). Pierwsza z nich składa się
    z osób, które nie mają dosyć majątku, ażeby własność nabyli,
    ale zajmują znaczne stanowiska i mają adwokatów (?). Tych jest
    dwóchset do trzechset. Druga klasa, właściwa średnia szlachta,
    składa się ze dwudziestu do trzydziestu tysięcy ludzi; wszyscy
    dosyć zamożni, żyją po wsiach, myślą tylko o zbieraniu grosza, zwiększają liczbę klientów przy panach, popisują się na sejmi-
    kach i cisną chłopów. Drobna szlachta, której jest pewnie
    1,300,000, gromada ludzi bez majątku, niewykształcona, ograni-
    czona, stworzona do służebnictwa przy panach, wierzy w liberum
    veto, złotą wolność i prawa szlacheckie”.
    ..Mieszczanie —ciągnie dalej — jest to stan w Polsce, istnie-
    jący tylko z imienia, chybaby nimi nazwać kto chciał czterech
    do pięciuset kupców w czterech lub pięciu murowanych miastach
    rzeczypospolitej i czterdzieści do pięćdziesięciu tysięcy rzemie-
    ślników, w większej części krawców, szewców, tkaczów, ślusa-
    rzy, mieszkających po wsiach, które się w Polsce miasteczkami
    — 149 —
    zowią. ( -i są po większej części tak nędzni, jak chłopi, a wysta-
    wieni na uciski panów u .
    „Mnóstwo włościan — mówi ciągle cytowany — których liczbę
    do sześciu milionów obrachowują, zwanych chłopami, stanowili
    przed podziałem dwie trzecie części narodu. Ci — mało się ró-
    żnią od bydła, nie mają żadnej własności, żyją z dnia na dzień,
    gniją w brudzie i nędzy; dla braku światła i środków do życia,
    połowa ich potomstwa przepada, któraby ludność powiększyła,
    a w końcu i oni sami giną z głodu, gdy przyjdzie jeden rok nie-
    urodzaju. Trzeba przyznać, że jakikolwiek los spotka Polskę,
    stan ich pogorszyć się nie inoźe^*.
    Autor broszury tej Żydów liczy do miliona; mówi, że oni
    cały handel kraju mieli w rękach, pożyczając u duchownych
    i u szlachty, a potem bankrutując. Inni znowu trzymali arendy,
    po miasteczkach siedząc; tych darli panowie, a oni z proboszcza-
    mi darli wieśniaków.
    Kończy wreszcie czarny ten wizerunek kilkoma słowy o woj-
    sku, mówiąc, że ono stanowiło zaledwie osobną klasę, tak małe
    miało w Polsce znaczenie. — Pułki narodowe mężne były, ale
    im karności brakło i mnożyły nieład w kraju, zamiast pilnować
    porządku. Regimenta, lepiej nieco wyglądające, nie miały zdol-
    nych oficerów, choć liczba ogólna starszyzny oficerskiej ró-
    wnała się liczbie żołnierzy. Razem wszystkich liczono w ogóle
    1 0,000 *).
    Stan wojska polskiego, już w r. 1701, więc za Augusta III,
    znano w Europie i oceniano tak, jak wobec zmian zaszłych się
    przedstawiał. W tym roku już pisze jeden z rozważnych histo-
    ryków: „Szlachta jest tarczą Polski, kraj nie chce mieć innej.
    Wojsko, które ona składa, starczy za twierdze i fortece i zape-
    wne mur ten dzisiaj jak dawniej by ją osłonił, gdyby zmienili
    sposób wojowania, w chwili gdy sąsiedzi przyjęli odmienny. Te-
    raz, w całej Europie, armie stanowią jedno ciało; Rosy anie ostatni
    nauczyli się korzystać z tej metody. Polacy jedni ją zaniedbują ) Les paradoxes, 1775, broszura, w dosyć złem świetle wystawiająca Polskę, grzeszy tern, że daje cienie same, chociaż w tych fałszu niema, lecz jasnej strony braknie i rzecz przez to nie pełna, więc niesłuszna; służy jednak do poznania stanu Polski w tej dobie. Essen powiada, że to była obrona d’Alemberta, któremu za- rzucano, że królowi pruskiemu winszował zaboru polskich prowincyi. — 150 — i tłumnie lecą do boju. Narody, otaczające ich, mają tylko mi- licye, złożone z tych poddanych swoich, którzy najmniej w na- rodzie znaczą, ale karność w wojskach jest ścisła i ona im da zawsze zwycięstwo nad Polakami, dopóki się oni nie nauczą, że za dni naszych wojsko bohaterów bez ładu nic ważyć nie może przeciwko armii ludzi pospolitych, umiejących podlegać i słuchać-. Na przemagającą liczbę oficerów uskarżano się powszech- nie: nominacye dawały się panom i szlachcie bez względu na wiek i usposobienie. Tak Wincenty Potocki, o którym wówczas mówiono, iż nigdy prochu nie wąchał, a umiał tylko dzielnie nad- skakiwać kobietom, dostał pozwolenie kupienia sobie najpiękniej- szego pułku. Sprzedał mu go książę podkomorzy razem z pod-‚ komorstwem za trzydzieści tysięcy dukatów. Potocki, choć z sobą przywiózł z Paryża metresę, miał naówczas żenić się z Zamojską, siostrzenicą króla, dostał więc naraz obie wstęgi i pułk ks. pod- komorzego. Kazimierz Sapieha, mając lat piętnaście, mianowany był generałem artyleryi litewskiej, dla matki swej, księżnej wo- jewodzicowej mścisławskiej. Wojska, którego pozwolono utrzymywać #0,000, ledwie było za co opłacić 18,000. Podatki zalegały, a szlachta wzbraniała się je składać. Fryderyk II pisał naówczas: „Polska miała woj- ska ledwie 14,000, a finanse jej nie starczyły nawet na utrzy- manie i tej małej liczby żołnierza^. Rada nieustająca, będąca pod wpływem Stackelberga, utrzy- mywała nawet, iż większa liczba wojska byłaby ciężarem dla rzeczypospolitej i nieszczęściem dla niej, bo by w rękach hetmana (Branickiego) stała się jego ambicyi narzędziem. Do tego stopnia upodlenia doszła wreszcie ówczesna Rada, iż gdy generał Romanius oświadczył, że wojska rosyjskie wkrótce opuszczą Warszawę, wysłała do cesarzowej z prośbą, aby ich pobyt przedłużyć raczyła).
    Obraz, któryśmy skreślili, nic naszej jest ręki – są to współ-
    czesnych świadectwa, obcych i swoich, godzące się z sobą w ry-
    sach głównych, tak że niepodobna jednogłośnym tym zeznaniom
    zarzucić uprzedzenie i niechęć. Dla poparcia tych rysów, weź- ‚) Essen. — 151 — mierny jeszcze również 1775 r. przychylniejszego Polsce autora obrazu rzeczypospolitej jaką była, jest i będzie).
    Wprawdzie liczy on wojsk w czasie pokoju w Koronie 80,000,
    w Litwie 10,000, a czasu wojny sądzi, że 150,000 jazdy szlache-
    ckiej wystawić była w możności, lecz dodaje także: „Szlachty,
    która się bije, jak jej się podoba, nie chcąc znać innego prawa,
    nad swe męstwo i swobodę u .
    „Polak — pisze dalej — zdolniejszym jest od innych, by być
    dobrym żołnierzem, nawykły do niewygód, do chłodu, nie lęka
    się ani podróży, ani złych noclegów, wybiera się o sto mil, jakby
    szło o wycieczkę niewielką.
    „Panowie odbywają podróże zawsze z licznym orszakiem,
    wożąc z sobą nawet łóżka, a po gospodach spędzając gospoda-
    rzy biednych, co je utrzymują. Mieszkają oni zwykle w dobrach
    swoich. Oddaleni od dworu, stają się jakby panującymi nieza-
    leżnością swą i władzą, ale wyznać należy, iż rzadko kiedy nad-
    używają nieograniczonego niczem prawa, jakie mają nad podda-
    nymi. Wieśniacy i Żydzi nadto są pokorni i poniżeni, aby dumę
    pańską drażnić śmieli. — Zresztą są to ludzie, których oszczę-
    dzać należy, bo jedni potrzebni są rolnictwu, drudzy dla handlu;
    lud Izraela bowiem sam prawic tylko kupczy w Polsce, ale za-
    razem lichwą się trudni i dukaty obrzyna, a potrzebnym jest dla
    tego, że królestwo ludność ma małą.
    „Smutno to widzieć państwo rozległe na 400 mil długości
    i 200 szerokości, nie mające nad sześć milionów mieszkańców
    i nie mogące uprawiać więcej nad dwie trzecie swej ziemi; strata
    tern większa, iż w Polsce grunta są doskonale.
    „Miasta i wioski są własnością magnatów; zastawiają je,
    sprzedają i śmieją się z małych właścicieli parafii, których ca-
    łym przywilejem, że ich ksiądz najprzód święconą wodą pokropi
    i okadzi.
    „Hrabia Branicki, wielki hetman koronny, niedawno zmarły,
    patrząc na pożar, niszczący Białystok, kazał zaniechać ratunku
    i zaraz wziął się do ołówka, aby plan nowy narysować. Nic le-
    piej nie charakteryzuje wielkiego pana.
    *) La Pologne, telle qu’elle a ćtó, telle qu’ellc est, telle qu’elle sera. Var>o-
    vie et Poitiers 177″). 8vo, 77, pp. 126-149. — 152 —
    .Większa część spraw w Polsce odbywa się przy kielichach,
    nawet na sejmikach piją tęgo — powstają z tego często krwawe
    zajścia. Często i po kościołach, gdzie się zwykle odbywają te
    zgromadzenia, wszystkie szable z pochew wychodzą, mimo usi-
    łowań wikaryuszów i proboszczów, wynoszących nieostrożnie
    Przenajświętszy Sakrament, dla ukojenia umysłów i powstrzy-
    mania waśni.
    .Sądziłby kto, że się obawiać należy podróży w kraju, któ-
    rego swoboda przechodzi w swawolę; a jednak nadzwyczaj rzad-
    kie są tu zabójstwa i kradzieże. Obyczaje zastępują prawa;
    dniem i nocą przebywa się lasy bez wszelkiego niebezpieczeń-
    stwa i obawy napaści. .ledynem niebezpieczeństwem jest, że się
    nocować musi razem z bydłem; bo się najczęściej natrafia tylko
    na nędzną chatę, służącą zarazem za izbę i oborę; łatwo się do-
    myśleć, że pieszczony Francuz, który po raz pierwszy w ten
    sposób nocuje, może dostać mdłości. Wynagrodzeniem za to jest,
    że się podróżuje niewygodnie, ale kosztem bardzo małym. Pol-
    ska jest krajem obfitym, w którym mięso, drób’, nabiał, owies
    i siano, bardzo niewiele kosztują. Są okolice, w których kurę
    można dostać za dwa soldy. Piwo za napój służy, wyjąwszy do-
    mów zamożnych, w których wina francuskie, nade wszystko wę-
    gierskie, podają przy każdem jedzeniu. Drobna szlachta i lud
    piją wiele wódki, pędzonej ze zboża; znaczny dochód też mają
    panowie z karczem, w których sprzedawać każą wszystko szyn-
    karzom płatnym przez siebie.
    „Domy polskie, a nawet zamki, więcej się odznaczają wspa-
    niałością niż wygodą Pościel mieć z sobą potrzeba i u najmo-
    żniejszego pana, jeśli się chce na niej spać; szczegóły domowego
    życia zdradzają dumną nędzę; tłumy sług składają orszaki wiel-
    kie i imponujące, ale ludzie ci śpią na gołej ziemi, źle są odziani
    i karmieni.
    „Kobiety w ogóle piękne i wiele mające powagi. Uległe
    są mężom swym, którzy, nie będąc despotami, panami w domu
    być umieją.
    „Tęź samą uległość zachowują dzieci względem rodziców;
    rzadko kiedy siadają przy nich, aż chyba doszedłszy statecznego
    wieku. Wcześnie starają się im wszczepić miłość ojczyzny i swo-
    body. Jest to duch republikancki, podnoszący człowieka, nie
    czyniący go dumnym, bo patryotyzm ten ku równości się skła-
    — 153 —
    nia. Jemu są winni wiele pięknych mów, Demostenesa godnych,
    które tworzą Polacy, dowodząc niemi wielkiej wymowy i zdolności. „Despotyzm pęta geniusz, swoboda republikaneka ani na
    myśl, ani na język pęt nie kładzie. Mają prawo mówić wszyst-
    ko ci, co mają prawo króla sobie wybierać i dobijać się o ko-
    ronę; Polska nawet w tych czasach, gdy uchodziła za barbarzyń-
    ską, miała już ludzi znakomitych.
    „Naród polski — pisze dalej — wytłomaczonym jest, że zwol-
    na w naukach czynił postępy. Co krok znajdował przeszkody
    na tej drodze. Co chwila pióro rzucać było potrzeba a brać za
    szablę. Pisarze polscy zjawiali się jak błyskawice wśród burzy.
    -Mówiąc o budowach w Polsce, znowu nad jej losem ubo-
    lewać potrzeba. Większa część domostw, wyjąwszy niektóre
    główne miasta, budowana jest z drzewa: są nawet kościoły i zamki
    w ten sposób wznoszone, na fundamentach z kłód i desek. Z tego
    powodu częste wynikają pożary, tern groźniejsze, że domy od
    siebie leżą w znacznych odległościach i często ogromne się prze-
    bywa przestrzenie, nim można znaleźć przytułek. Dodać należy
    stratę najdroższych sprzętów. — Chociaż Polska, jak inne kraje,
    nie obfituje w obrazy i portrety, ma jednak po prowincyach roz-
    sypane zaniki, w których wspaniałość pańska mieści malowidła
    godne ciekawości znawców — a te arcydzieła stają się łupem
    barbarzyństwa. Napastnicy mają zwyczaj szkodę robić, nie prze-
    bierając, dla przyjemności szkodzenia. Chociaż stosunki z cu-
    dzoziemcami źle wpłynęły na polskie obyczaje, dały im one wia-
    domości i wszczepiły smak dobry.
    „Prawie wszyscy ludzie bogaci, powracając do ojczyzny,
    starają się budować na sposób nowy i meblują domy wytwornie.
    Przed stu laty obyczaj był sarmacki, żadnych przyjemności, ża-
    dnych wygód, jak dawniej we Francyi wszystko było po gal-
    licku — dziś Polska ma wiele podobieństwa do innych krajów.
    Odnowiono budowy, powozy, stoły i stroje. Życzyćby tylko na-
    leżało, by drobna szlachta czyściej się trzymała, a panowie mniej
    długów robili i płacili je regularniej. Kredyt wprawdzie niekiedy
    upoważniał magnatów do nadużyć i niesłowności, ale to nigdy
    powszechnem nie było. Trudno to, gdy się może bezkarnie czy-
    nić co chce, zawsze się w granicach umieć utrzymać. Mniej
    w tern może winy prywatnych osób niż rządu, który powinien
    być czujnym i nadużycia karcić. Zadziwiająca rzecz, że przy
    –• 154 —
    tak słabym rządzie wybryków tak mało. Niema szlachcica,
    któryby w sypialni swej całego nie miał arsenału. Szable, strzelby,
    pistolety, wszystko to się dokoła łoża rozpościera. Rzekłbyś,
    patrząc na to, że się rzezie i pożogi gotują — a to są ludzie naj-
    łagodniejsi w świecie i najgrzeczniejsi. Straszni są tylko, gdy
    napastowani; pojedynki, nie znane Turkom, weszły we zwyczaj
    w Polsce, ale częste nie są. — Samobójstwo jest nieznane. -Niewola, ciążąca nad ludem, nie zdaje się go obarczać.
    Jarzmo to jest, do którego on nawykł, jarzmo też może łatwiej-
    sze do zniesienia, niż położenie innych włościan w rozmaitych
    krajach, którzy nic nie mają i żadnego ratunku spodziewać się
    nie mogą.
    „Powiedzieć jednak śmiało można, że rzeczpospolita Polska,
    gdyby była zniosła niewolę, miałaby nierównie większe siły w tych
    wypadkach, którym uległa. Panowie by byli na tern stracili,
    ale kraj byłby zyskał. Wieśniacy, stanowiący masy narodu,
    wzięliby się do broni; więcej jest zapału i gorącości u ludu wol-
    nego, niż między niewolnikami. Naówczas każdy broni ogni-
    ska, stawiając zań życie, gdy poddaństwo zabija odwagę i du-
    cha poniża” *).
    *) Od XVII wieku i>ocząwszy, odzywały sio u nas ciągle glosy za włościa-
    nami i poprawą ich bytu, przeciwko uciskowi i niewoli; znakomitsi nasi moraliści,
    mężowie etanu, reformatorowie, kapłani z kazalnic, prawodawcy — przyznawali, że

stosunek, jaki istniał, szkodliwym był rzoczypospolitej, a z chrześcijańskiej wiary za sadami niezgodnym. Jan Kazimierz, uznając w wojnach kozackich dopust Hoży
i karę za ucisk poddanych, uroczyście poprzysiągł poprawę ich bytu. Wołali o to
inni — napróźno. Wielka większość szlachty, obawiając się ruiny fortun własnych,
zezwolić na żadną zmianę nie chciała.
Za panowania Stanisława Augusta wpływ idei XVIII wieku sprawę tę odży-
wił. Znajdujemy w pismach z tej epoki mniej więcej śmiałe i stanowcze odezwy
w sprawie włościan, obrazy, poruszające ich nędzy i zależności. Brzostowski, Za-
mojski, Chreptowicz, ks. Stanisław Poniatowski, dają przykład oczynszowania, nadań
i libertacyi. Ogół jednak posiadaczy leniwo idzie za nimi. Kodeks Zamojskiego
dla tego tylko, że prawo stare przypominając, napomknął o oswobodzeniu osobistem
części tylko włościan, zdeptany został nogami na sejmie, i w r. 1791, gdy uznaną
została konieczność radzenia złemu, nieśmiało się brano do tego, aby nie ustra-
szyć szlachty.
Zarzucono w r. 1794 Kościuszce jakubinizm, w ideach rewolucyjnych krążą-
cych widząc owoce rewolucyi francuskiej i demagogii zachodu, tymczasem mamy
przed sobą dowody, że już w r. 1767 rodziły się najskrajniejsze pomysły, znajdowali155 —
Przedstawiwszy szkodliwość wielkiej stosunkowo pasorzy-
tnej ludności żydowskiej, autor mówi dalej: „Nie myliłby się,
ktoby utrzymywał, że lepiejby Polsce było, gdyby miała mniej
się ludzie, co grozili ogólnem powstaniem ćhlopskiem i wybiciem się z tego jarzma
że spiskowano przeciwko szlachcie, jeśliby się nie opamiętała. Dokument, którego odpis współczesny mamy przed sobą, długi jest, zredago-
wany niezbyt umiejętnie, chociaż z pewnym zasobem historycznych wiadomości.
Jest to widocznie pokątny owoc jakiegoś zapewne księdza, pochodzącego z włościan
i ujmującego się za nich… Nacisk, jaki tu wszędzie kładziono na wiarę i jej za-
chowanie, wspomnienie o duchownych, ze stanu włościańskiego pochodzących, styl
sam, dowodzą domysłu naszego. Rzecz niejasna w wielu miejscach, powtarzająca
się, rozwlekła, bałamutna, ale jako symptom wielkiego znaczenia, chociaż nie spoty-
kamy nigdzie wzmianki, ażeby skutek jaki wywrzeć miała. Dokument ten jest zbyt
długi, abyśmy go cały powtórzyli; damy tylko z niego główne wyjątki.
Tytuł brzmi: Hoc loco znaleziony w -wiciu miejscach j>o jarmarkach, targach
i rynkach, projekt następujący: liozpoczyna się w imieniu < Obywatelów koronnych,
mianowicie starostw, dzierżaw, sołtystw i wójtostw całej rzeczypospolitej osadników . Już tu tytuł obywateli nadany jest włościanom, choć go jeszcze w r. 1767 we Fran- cji nie było. Poczyna autor od wywodu, że szlachta z chłopów wyszła, że z chło- pów miała Polska królów, że j>óźniej boskie prawo zaniedbano i w poddaństwo za- wojowanych obrócono, że od Chama zmyślono rodowód uciśnionym. Wyliczywszy cały szereg królów, wypisuje autor potem nazwy herbów szlacheckich, jak utrzymuje, nadanych żołnierzom i sługom przez monarchów, ludziom, z pastuchów pochodzą- cym, ze stajennych (dowodzi to godłami), z kuźni, z dozoru lasów, znającym zioła i ogrodnikom, dozorcom murów i murarzom, powroźnikom, żołnierzom i t. p. O szlachcie wyraża się, że ona tylko « wcześniej z pługa woły wyprzęgła», że korzyści ciągnie z pracy chłopa, « wymyślne pańszczyzny, daniny, grabarki, podwody. podróże, czynsze i dziesięciny z bydel i pastwisk — dla wąs, dla nas — dyby, gą- siory, więzienie, kije, rózgi, łańcuchy i inne katusze.
Skarży się na dziedziców dóbr, że na chrześcijan nie mają względu, że «ka-
tują, zdzierają, łają, darowują, zaprzedają ludzi w urzędy Żydom i do ostatniej ich
ruiny przywodząc. Tu wspomina inne rzeczy pospolite: holenderską i szwajcarską,
utrzymując, że tam lud sam rządzi bez królów, książąt i senatu, że do Rady wcho-
dzą obywatele z powiatów, wsiów i miast; toż w rzeczypospolitej Weneckiej, Lukez-
kiej i San Marino, choć tam szlachta jest, decz bez wielowładności nad życiem
i chudobą . Dalej wzywa do litości i opamiętania, aby rozpacz ogólnej nie wywołała ruiny. Tu jest wzmianka «o duchowieństwie dobrem do rady z naszego imienia, których kondycya do nauk przywiązuje. Jest to wskazówka pochodzenia dokumentu. Wspo-
mina jako groźbę powstania Chmielnickiego i późniejsze dwóch starostw w Krako-
wskiem. «Stan rycerski z nas żyjący o obronie myśli od wojsk (rosyjskich?), które
eani wprowadził, duchowieństwo z nas pożytki zbiera a zdziera nas od obrządku,
jak gdybyśmy tylko na nich pracowali, nie uważając, że wojska żywić musimy,
156 –
szlachty a więcej kupców, artystów i rzemieślników. Brak rze-
mieślników i rękodzieł wielką jej wyrządza szkodę. Opłaca nad-
zwyczaj dro^o za to, co z zagranicy dostaje, a mogłaby mieć
panom dawać a o sobie zapominać. Żydzi cgzekucyę w domy zsyłają, a ostatnią
lichoto zabierają . Tu się zaczynają napomnienia i groźby — ze lud między sobą ma zmowę
i sposoby porozumienia się po jarmarkach i parafiach, źe Bóg mu, jako wierne-
mu religii świętej katolickiej, dopomoże, l>o u ludu dyssydentów i odszezepień-
ców niema.
Króla uznajemy, senat duchowny i świecki szanujemy, rycerstwo poważamy.*,
ale mimo to — znajdą się siły do wybicia z niewoli, jeśli się stan nie polepszy, znaj-
dzie się broń, w lecie kosa, zimą siekiera, nie lęka się lud sloty, niewygód, upału,
a |K) dworach znajdzie sprzymierzeńców, bo któż dworów pilnuje i na straży stoi,
jeśli nie włościanie. — Bez hasła poznamy się — mówi dalej — po nędzy, po łzach,
po brudzie, w którym żyjemy… Powtarzają się narzekania i stanowcze pogróżki, źe
gdyby ol>cych na pomoc przywołała szlachta, to z chłopami zniszczy siebie, że wło-
ścian jak Żydów z Hiszpanii i Kalwinów z Francyi wygnać nie można. — *Nie po-
syłamy do was posłów, abyście ich nie karali, ale rozsyłamy ten akt polskim
i greckim (?) językiem, zachęcając do upamiętania, gdyż lud wszystkich krajów Pol-
ski czeka s ko nfede rowanr, że ma ijewne znaki i miejsca schadzek wyznaczone w cza-
sie przez Rade sekretną . Następują żądania…
Prosimy tedy prześwietnych stanów, aby nam dziedzicznem prawem grunta
l>osiadania naszego były nadane; lasów, gdzie się znajdują, część na pożytek nasz
oddzielono, aby do służby dworskiej bez zezwolenia nie brano, podróży większych
nad mil dwanaście dwa razy do roku odbywać nie kazano, stróżów innych oprócz
dworu nie wymagano, aby ceny stale od SS. Sakramentów były postanowione, aby
ich żydostwu na łup pod żadnym pozorem nie dawano, aby przechodzenie z dóbr
jednych do drugich wolne było za wiadomością dworu i zostawując w chacie gospo-
darza, aby od wszelkich daremszczyzn ich uwolniono, pańszczyzny latem i zimą nie
więcej nad trzy dni, z konia roboczego po złotych dwa dając (sic) >. Za to przyrze-
kali włościanie, czyli— jak ich tu zowie — obywatele skonf tolerowani >, pomoc przeciw
ko
nieprzyjacielowi wiary i ojczyzny o własnym koszcie, jk> jednemu z każdego sta.
Żądali także, aby -czterech przynajmniej do Rady publicznej wchodzących obroń-
ców mieć mogli >.
♦ Czas wydźwignięcia stanu niewolniczego już nam przyszedł, gdy w innych monarchiach wsj>ółbracia nasi, ani w ottomańskieh, bardziej niewolniczej subjekcyi nie cierpią. A któraby wieś lub siedlisko uchyliło sir od tej akcyi\ ci najpierwszej surowości doznają. Miłość nam okazuje bliźnim, miejcie miłosierdzie nad nami, bo
gdy powolności nie uznamy, wy nas uciemieżliwych poznać będziecie musieli. Na
co podpisuje się poddaństwo koronne, przy wierze i wolności skonfederowane^.
Na odpisie współczesnym zaznaczono: Projekt poddaństwa koronnego, 1767
Anni. Deus in Nomine Tuo, sahum fac*.
Jest to zapewne groźba przebrzmiała cicho i bez skutku, ale jakże pełna zna-
czenia, jeśli istotnie rok na niej położony jest datą jej pochodzenia — ! !
— liM –
u siebie wszystko do zaspokojenia potrzeb i przyjemności. Smu-
tno jest widzieć wielkie państwo, obfitujące w zboże, pełne lasów,
bogate w trzody, przerżnięte najpiękniejszemi rzekami, mające
pod bokiem morze Czarne i Bałtyckie — a pozbawione okrętów, fabryk, handlu i pieniędzy. Polska wprawdzie nic ma tych finan-
sistów, którzy chciwością swą i tłumem niejednego kraju plagą
się stali, ale potrzebowałaby ludzi czynnych i roztropnych dla
zarządzenia groszem publicznym.
„Tuby było miejsce odmalować Polskę zalaną przez jej nie-
przyjaciół…
„Polacy, smutni świadkowie nieszczęść, obejmujących ich
dokoła, od lat sześciu z górą patrzą na zniszczone swe pola,
na rabowane domy, na zabijanych wieśniaków — a wprędce
dziedzictwo ich przejdzie w ręce obcych, i Jeremiaszowy ów żal,
tak bolesny i straszny, zdaje się dla nich wyrzeczonym: Haerc-
ditas noslra vcrsa est ad alienos etc. u
Malując obraz tej chwili, staraliśmy się umyślnie użyć doń
barw zapożyczonych od współczesnych; wszystko, cobyśmy sami
powiedzieć mogli, blednieje przy powadze tych głosów przeszło-
ści, które są najlepszemi o niej świadectwy. Rzeczpospolita grze-
chy swe, które doszły do ostatniego kresu, odpokutowywała
srogo, lecz od tej też godziny upadku rozpoczyna się upamięta-
nic i praca odrodzenia.
Zepsucie, jakeśmy już mówili, nie było powszechnem —
było rażącem, bo zgangrenow r ało te warstwy społeczności, które
najwięcej na widownię występowały; pod niemi zdrowsza wiejska
ludność szlachecka, w której wiele czystego i szlachetnego po-
zostało, gotową była odżyć na głos, na hasło, coby w r niej roz-
budziło uśpione cnoty. — Nic potężniej oddziałać nie mogło nad
widok sromoty, cynizmu i zepsucia, jakim się ta stypa sejmow r a
odznaczała. Arszenik w istocie stał za lekarstwo — srom okrył
czoła i żal ścisnął serca.
Pierwszą oznaką tego odrodzenia na duchu jest szlachetne
znalezienie się ludności galicyjskiej, miasta szczególniej Lwowa,
po zaborze.
W roku 1772 dnia 29 Września przybył tu nowy guberna-
tor Pergen, a dnia 4 Października objął uroczyście rządy kraju.
Od Węgier i Śląska ciągnęli: generał Esterhazy na Duklę, ge-
nerał Alton na Białe, zajmując Krakowskie. Nadciągnął później
158 – ■
UAiA
^tQy|l|Sp^
W T 1 ^*
**£!ffr
y:^
7j2f ^>
L^.:^-^- :
I.iróic w końcu XVIII w.
generał Hadik i jako głównodowodzący stanął we Lwowie. Dnia
4 Października napróżno atarano się zmusić mieszczan lwowskich
do wzięcia udziału w nabożeństwie i uroczystości. Magistrat
oparł aię naleganiom. Manifestów okupacyjnych nikt rozlepiać
nie chciał, uczynili to oficerowie. W przededniu uroczystości
magistrat rzewny list napisał do w. kanclerza koronnego, ża-
ląc się na gwałt i przemoc, zmuszające do złamania wierności rzec zypospoli tej, proszący o opiekę…
W rynku pusto było i grobowo — lud nic dal się ścią-
gnać żołnierze, z rozkazu krzyczeli zań: Vivat Maria
Tlieresia!
Unia 2H Listopada Jan Kieki. starosta lwowski, napisał list
do króla, iż woli stracić urząd swój, niż złamać przysięgę. Król
odpisał mu z rozrzewnieniem: „Przejęte jest serce moje nad sro-
gok-ią losów naszych, które Polaka na znakomitym urzędzie osa-
dzonego za to obnażać i rugować cudzej mocy dozwalają, że
dochowuje królowi i ojczyźnie wierności”.
Na termin złożenia przysięgi homagialnej dla Galicyi na-
znaczono dnia ‚2(i Grudnia 177.’! roku. .Składały ją: duchowieu- 159 –
stwo, szlachta, miasta i miasteczka, wsie, a nareszcie gminy ży-
dowskie, we Lwowie i po jfowiatach.
Na ten dzień zwołano szlachtę i duchownych, spędzono lud,
a po przemówieniu do zgromadzonych, czytano rotę przysięgi,
którą potem przytomni podpisywali. Od szlachty składali tylko
przysięgę deputowani, których po dystryktach na ten raz przyj-
mowano grzecznie i gościnnie. Urzędowym językiem był łaciń-
ski, niemiecki mało co się naprzykrzał, polski znoszono. Po przy-
sięgach następowały uczty. Szlachta, dawnym swym obyczajem
zjechawszy się, oświadczała życzenia i prośby, które przemilcze-
niem zbywano, chociaż się często powtarzały. Słusznie bardzo
Polacy, których w imię wymyślonych praw korony węgierskiej
zagarnięto, dopominali się tego, co Węgrom przysługiwało, i wcie-
lenia Galicy i do Węgier.
Ciekawą jest rzeczą, że z dóbr posiadanych w Galicyi we-
zwanym został do homagialnej przysięgi Stanisław August.
Postępowanie gubernatora hr. Pergena było bardzo zrę-
czne — usuwano żądania bez odpowiedzi i roztrząsali, a osobiste
próżnostki zaspokajano tytułami i orderami, nie zapominając
o wpływowych paniach, jak: kasztelanowa Kamińska, księżna
Kantakuzenowa, hr. Moszyńska i t. p… Napróżno ujmując na
swą stronę hr. Pergena, szlachta złożyła mu się na podarek sze-
ściu tysięcy dukatów — nic to nie pomogło.
Pierwsi urzędnicy ciężkimi byli dla Galicyi, — byli to lu-
dzie z innego świata, różnego języka i obyczaju, nie obeszło się
bez zajść i waśni, bez krwawych nawet wypadków. Popisywali
się ze swą silą i grubiaństwcm. — W pamiętniku Cieszkowskiego
i przygodach Gozdzkiego odmalowany trafnie obraz tych pierw-
szych lat po zajęciu kraju w roku 1772. Jest też tam dosyć do-
wcipnych słówek pani Kossakowskiej. Wszyscy niemal pierwsi nasłani tu urzędnicy przybywali z niechęcią, ze wzgardą dla Po-
laków, nie znając ich i zdając się mieć za zadanie, aby wyrobić
jak najnieprzyjaźniejsze usposobienie dla rządu… Posługiwała
się Austrya pościąganymi zewsząd urzędnikami Niemcami, Wę-
grami, Czechami, Ślązakami. Polaków używano jak najmniej,
nie dowierzając im, a ci, których zaciągnięto do służby, musieli
przywdziać strój francuski, dla rozbratania się z przeszłością.
Nadane Galicyi zgromadzenie stanów było tylko czy-
— 160 –
sto reprezcntacyjnem i obrzędowem — nie niosło z sobą praw
żadnych.
W pierwszych chwilach sypały się memoryały, prośby, żą-
dania, ale rząd nie miał na celu kraju organizować, tylko go
zgermanizowae: „Dopóki (ialicyanin uważać się będzie za Polaka —
powiada memoryał podany przez komisję dla zbadania stanu
kraju — a uważać się będzie zań dopóty, dopóki się nie pozbę-
dzie swego charakteru narodowego — jątrzyć go musi i nieza-
dowoleniem przejmować wszelkie porównanie pomiędzy jego
stanem a tych, którzy żyją pod rządami rzeczypospolitej”. Da-
lej pisze: „Prawdziwy interes anstryackiej monarchii polega na
tern, aby naród ten powoli w ludność niemiecką przekształcić,
jego obyczaje, sposób myślenia i uprzedzenia zmienić, jednem
słowem, aby go wynarodowić (denationalisiren!)”.
Przy reorganizacyi około roku 1788 zajęto się duchowień-
stwem i zaczęto znosić klasztory.
Postępek księży Franciszkanów (si fabuła vera) był wśród
uczuć powszechnych dysharmonijną nutą. Staszyc tak go opi-
suje w przestrogach dla Polski (337 1: „Józef II cesarz, będąc we
Lwowie, oglądał kościół księży Franciszkanów. Podłe mnichy
(sic), nadto prędko zapomniawszy, co Polsce winni, chcąc sobie
przyłaskawić Niemców, na drzwiach świątyni prawdy kładą ten
fałszu napis: „Najdawniejsze tego klasztoru archiwum świadczy,
że ten kościół był fundowany jeszcze przez Kolomana, króla Ga-
licyi. Gdy znowu, za co niech będą dzięki Bogu, Galicya po-
wróciła pod rząd swych prawych monarchów, pobożny cesarz
Józef II najpierwej swoją bytnością uszczęśliwił tę Bazylikę”.
„W kilka lat potem tenże pobożny cesarz owych mnichów
z tego klasztoru wypędził, a kościół w komedyalnię zamienił”.
Wzdrygalibyśmy się może kreślić obraz tych lat kilku, gdyby
one nie były w dziejach Polski punktem zwrotu i jakby hasłem
zmiany powolnej, ku lepszemu wiodącej. Stan kraju, stolicy, spo-
sób sejmowania, jawne przekupstwo i niecne frymarki rozbudziły
obrzydzenie i poruszyły w duszach szlachetniejszych uczuć za-
rody. — Wiele wad i nałogów pozostało i przeżyło tę epokę, wzięły po niej w spadku lata następne ludzi, którzy wstyd starł-
szy z czoła, już go nie mogli odzyskać, lecz ku lepszemu rwały
się czyściejsze dusze.
Wszyscy rozumieli, że oświatę, miłość njizyzuy, poczucie
obowiązków obywatelskich należało szczepić i rozmnażać, te
nieuchronne były reformy zestarzalycli instytucyi rzeczypospo-
litej. Odzywały sie nieśmiałe zrazu, potem OOfU otwartszc glosy
u niemi.
IWCh iw.hlnnlw Tun
V.
CIENIE I ŚWIATŁA.
1776—1777.
Warszawa w r. 1776. Obraz stolicy. Stan kraju. Wpływ przeszłego sejmu.
Król. Myśli Stackolberga o Polsce. Rada nieustająca. Branicki i opozycya. Het-
mon i Czartoryski w Petersburgu. Próżne ich .starania. Śmierć ks. kanclerza. Skład
stronnictwa opozycyjnego. Partya kr$la i Stackelberga. Tyzenhauz i jego postępowa-
nie na Litwie. Konfederacyjka ambasadora. Starania przedsejmowe. Sejmikowe
sprawy. Królewscy posłowie. Mokronoeki marszałkiem. Instrukcye Stackelberga.
Sejm pod konfederacyą i pod bronią. Rugi i plakaty. Opozycya zwichnięta. Rządy
Stackelbergowskie. Król. Głosy opozycyi. Mowa królewska. Czynności sejmowe.
Władza Rady nieustającej. Spisanie kodeksu powierzone Zamojskiemu. Epizody.
Głos Zielińskiego. Przyjaciele Rosy i. Książę Sułkowski. Saticita. Sprawozdanie
komisyi edukacyjnej. Głos Jezierskiego. Zabezpieczenie długów króla. Uchwały
różne. Sceny sejmowe. Branicki i Rzewuski. Wierszyk na hetmana. Zamknięcie
sejmu i pochwały jego. Skarb. Nota trzech mocarstw. Zdanie obcych. Obyczaje
Zwrot w umysłach. Wizerunki głównych postaci. Poniński. Sułkowscy. Ostrowski.
Młodziejowski. Massalski. Jego pułk i zbierana awanturników drużyna. Sapieha.
Aleksander Rzewuski. Gurowski. Borch. Sanguszkowie. Ogiński. Chreptowicz.
Sołtyk. Turski. Ossoliński. Okęcki. Kossowski. Brzostowski. Sosnowski. Stackel-
berga słowa. Młodzież i przyszłość.
V.
Cienie i światła.
1776—1777. Warszawa po sejmie 1775 r. nie okazywała wcale tego smu-
tku, jaki był powinien owładnąć pognębionym narodem. „Gdym
przybył do stolicy — pisze Wybicki 1776 r. — to mnie w prawdziwie
ciężki smutek wpędziło, żem ją znalazł całą wesołą i powiem na
łożu rozkoszy i zbytków, razem z królem uśpioną. Nieszczęsny
podział kraju zupełnie na zniewieściałych umysłach został za-
tarty. Nikt nawet o nim nie wspominał, a nawet wspominać
do złego należało tonu* .
W oczach cudzoziemca wydawała się Warszawa wcale nie
korzystnie z powierzchowności. m „Miasto właściwe — pisze prze-
jeżdżający Francuz*) — w r ydaje się okropnie. Niema w r niem nic
godniejszego zastanowienia nad jeden pałac królewski, ale i tego
architektura tak prosta i stara, że lada prywatny gmach bywa
pokażniejszy. Najpiękniejsze w stolicy jest położenie jej nad Wi-
słą. Przedmieścia zato rozległe, w nich piękne pałace i ulice
szerokie, chociaż wiele z nich niebrukowanych i niewygodnych
dla pieszych czasu błota, a czasu suszy dla pyłu.
„Pałac saski na Przedmieściu Krakowskiem jest jednym
z najpiękniejszych w Europie. Trochę nizki, stoi w pośród dzie-
dzińca i ogrodu. Podwórze ogromne, do którego wjazd od trzech
ulic, mogłoby służyć za plac mustry dla całej załogi. W ogro-
*) Yoyage en Allemagne et Pologne 1776. (Oficer z pułku Massalskich).
— 166 —
dzie zbiera się cały piękny świat miasta wieczorami letnimi.
Większy niż ogród przy Palais Royal w Paryżu, urządzony jest
podobnie. W środku tylko brak mu sadzawki i kończy się ga-
leryą, umieszczona naprzeciw pałacu, ze wszech stron stanowiącą
śliczną perspektywę. W dwóch końcach galeryi są dwa salony,
z których jeden służy za kawiarnię, drugi za salę koncertową.
Stąd schodzi się podwójnymi darniowymi schodkami na piękny
quiconce i ku wyjściu z ogrodu. Strzegł pałacu oddział saskich
dragonów.
„Z pałaców odznacza się Radziwiłłowski z salą do komedyi,
która już była za małą, bo inną większą stawić zamierzano; wiele
innych i królewski w Łazienkach, który kończono jeszcze; król
codzień tam konno jeździł”. Podróżny czyni tę uwagę, iż król,
co nigdy żołnierzem nie był, nigdy przecież munduru nie zrzucał.
Mimo nieszczęść kraju, życie w nim jakby rozbudzone się
objawiało. Kredyt tylko zupełnie się zachwiał i brak pieniędzy
dawał czuć dotkliwy. W czasie kontraktów na najlepsze wa-
runki dostać ich nie było podobna; długo’.*’ ani procentów nie
płacono. Chorąży Potocki, jeden z najmajętniejszych panów,
wierzycielom odmówić musiał procentów. We Lwowie sam rząd
myślał o założeniu banku, aby temu zaradzić. Sejm 1775 r. w wyższych sferach, których wpływ na kraj
był przeważny, wielkie wywołał zmiany. Król nabrał tego prze-
konania, iż poddać się musi woli Rosyi i ambasadora, był z nim
jak najlepiej i przyszłe postępowanie wspólnie z nim obmyślał
i układał. Stackelberg, nierównie zręczniejszy od swoich poprze-
dników, silne stronnictwo miał za sobą i Stanisławem Augustem
zupełnie owładnął. Zdaniem jego należało dworowi rosyjskiemu
zmienić postępowanie w Polsce. W podanej dnia 14 Maja nocie
tak się hr. Paninowi ze swoich planów tłomaczył: „Przedtem
było interesem Rosyi Polskę uczynić małą; dziś, gdy już tak wiele
utraciła, musi ją Rosya na wszelki sposób starać się zachować,
a nawet w tym celu teraźniejszy rząd, głównie zaś Rade nie-
ustającą, podpierać i bronić”.
Stackelberg występował przeciwko Czartoryskim, jako głó-
wnym nieprzyjaciołom Rosyi, intrygującym przeciw niej w Tur-
cyi, i żądał, aby ich od wszelkiego wpływu na sprawy kraju usu-
nąć. T Teraźniejszy rząd, powtarzał, mianowicie Rada nieusta-
jąca musi być zachowaną, gdyż przez to żadnych się nadużyó
— 167 —
pojedynczych ministrów i królewskich gratyfikacji nie dopuści.
Rosya powinna sobie w Polsce skarbić przyjaciół a Czartoryskich
i ich stronnictwo od wszystkiego oddalić. — Projekt, tyczący się
liberum veto, który w r. 1764 ministeryum polskie tak ograniczył,
niech mu za karę służy. Przedewszystkiem starać się o to, „aby
Polska nigdy z opieki Rosyi nie wychodziła* . Im więcej Rada nie-
ustająca wglądać będzie w ścisłe praw zachowanie, tern mniej
się hetmani będą śmieli jej opierać, gdyż ich wielkie znaczenie
w wojsku dla państwa było niebezpiecznem. Wielki marszałek
koronny musi też Radzie nieustającej być podległym. Szczegól-
niej przyjaciele Rosyi powinni być przez protekcye, przez pewne
osobiste łaski, pieniędzmi i podarkami skarbieni i zachęcani”.
Wspomnieliśmy już o postępowaniu hetmana Branickiego,
który obsypany łaskami królewskiemi, z powodu ograniczenia
władzy hetmańskiej, zupełnie się z nim poróżnił i do najzapal-
czywszych nieprzyjaciół obozu przerzucił. Stosunki jego w Pe-
tersburgu, łaski cesarzowej, dodawały mu zuchwalstwa. Nieprzy-
jaciel Stackelberga, przeciwnik króla, podał rękę stronnictwu,
które stanęło w opozycyi przeciw posłowi, królowi i Rosyi. Chę-
tnie przyłączyli się do niego Czartoryscy, mający przez przy-
jaznego Repnina także pewne stosunki na dworze Katarzyny.
W początkach roku Branicki i Czartoryski (Adam) udali się
do Petersburga, aby działać przeciw ambasadorowi. Mówiono,
że starali się tam oba wyrobić utrzymanie dawnego porządku
w rzeczypospolitej, a ewentualnie dziedzicznego tronu razem, ja-
koby dla rodziny Czartoryskich. Wieści te jednak były kłamliwe, które Essen, „dziekan dy-
plomatów”, rezydent saski, nienawidzący Czartoryskich za ich
odstąpienie Sasów, rozsiewał.
Branickiemu w tej jego podróży towarzyszył młody, zdolny,
naówczas z nim ścisłą połączony przyjaźnią, a pragnący wejść
w życie czynne, Ignacy Potocki.
Branicki w istocie starał się wbrew Stackelbergowi o zmniej-
szenie władzy Rady nieustającej, a dla króla żądał przywrócenia
rozdawnictwa nagród, z którego wiedział dobrze, że sam z sio-
strą najwięcejby był korzystał. Pochlebiał on sobie, że mu ga-
binet petersburski zmiany te wykonać poleci. Miał się też uło-
żyć z księciem Adamem o przywrócenie zupełnej władzy hetma- 168 —
nom, zgadzając się nawet na detronizację Stanisława Augusta na
korzyść Czartoryskich.
Książę Sułkowski rozpowiadał nawet, że Branicki zawczasu
ułożył był listę osób, mających z nim składać partyę rosyjską,
i pokazywał podpisy, na których czele stali książęta Czartoryscy
i cała opozycya sejmu przeszłego. Z tern stronnictwem podej-
mował się on wszystkiem kierować. — Nieprzyjaciele ks. Adama,
Branickiego i jego stronników głosili uparcie, że szło w Pe-
tersburgu o detronizaeye, – o tron dziedziczny dla Czartory-
skich, o przywrócenie dawnych swobód rzeczypospolitej. Poka-
zywano jakieś Branickiego instrukeye sekretne.
Całe jednak starania Branickiego w Petersburgu, — jego
knowania przeciw nienawistnemu Stackelbergowi, spełzły na ni-
czeni. Branicki śmiały był, ale taktu nie miał. Stackelberg, do-
skonale o wszystkiem uwiadomiony, sparaliżował jego zabiegi
postępowaniem obrachowaileni i ostrożnem.
Ci, którzy w przewidywaniu upadku Stackelberga już się
byli nieco odsunęli od niego, wprędce poczuli, iż się obalić nie
da, i z największemi oznakami uszanowania poczęli pałac jego
oblegać. Intrygi nie ustawały.
W stronnictwie Czartoryskich zgon ks. kanclerza, który na
łożu śmiertelnem miał królowi szczerze się ze swego postępowa-
nia tłomaczyć i dawać mu przestrogi dla przyszłości, nie wyna-
grodzoną był stratą. Osiemdziesięcioletni wojewoda ruski z trwo-
gą i smutkiem spoglądał na rzucającego się w odmęt’ polity-
cznych intryg księcia Adama. W istocie nie mogło być nic nie-
bezpieczniejszego nad spółkę z takim warchołem jak Branicki,
człowiekiem, o którym w tym czasie pisał dziekan dyplomatów,
że dla nadzwyczajnej ambicyi, niespokojnego charakteru i upo-
dobania w robieniu rewolucyi, których do rozsądnego i zbawien-
nego celu doprowadzić nie miał ani władzy, ani powagi — był dla każdego rządu i panującego niewygodnym. -Gdyby mu wła-
dzę czynienia złego odjęto, a prawa uszczuplono, w sobie samym
nie znalazłby żadnych środków do osobistego odgrywania żadnej
znaczniejszej roli”. (Essen).
Branicki też, czując to, że sam nigdy stronnictwa nie złoży,
uciekł się do przymierza z Czartoryskimi, którzy w imię uczuć
patryotycznych odezwać się mogli do kraju.
— 169 —
Stronnictwo, występujące przeciw królowi i Stackelbergowi,
składało się z Branickiego, siostry jego, znakomitej intrygantki,
księżny wojewodzicowej mścisławskiej, hetmana Ogińskiego, czło-
wieka, dającego się unieść łatwo a nie mającego własnego zda-
nia, z hetmana polnego Rzewuskiego, który króla nienawidził. —
On i ojciec przypisywali zarówno z Sołtykiem królowi porwanie
swe i niewolę, i pałali największą ku niemu niechęcią. Hetman
polny jako polityk nie odznaczał się wcale, młody był, wielce
zarozumiały, rad Karmić się chimerami i o stanie rzeczywistym
kraju nie miał jasnego pojęcia. „Zdaje mu się — powiada Essen
o nim — że działa jako patryota, a słucha uczuć serca zgorzknia-
łych. Nie ma znajomości dworów i polityki, talentu nie wiele,
ślepa namiętność łatwo kierować nim może u .
Liczył się do tego obozu i Lubomirski, marszałek koronny,
człowiek bardzo zręczny*), przebiegły i utalentowany, ambicyi
wielkiej, który na ruinach znaczenia powinowatych swych Czar-
toryskich starał się wybić na wodza stronnictwa narodowego.
Przyznawano mu więcej wytrwałości w charakterze, zdolności
i wiadomości, niż wielu innym — ale zarazem charakter mściwy
i nie przebaczający. W istocie nie sprzyjał ani Rosyi, ani kró-
lowi, a majętności i stosunki, obawa o posiadłości, dalekie wi-
doki, zbliżały go najbardziej do dworu wiedeńskiego. Szeptano,
iż grosz bardzo lubił.
Stronnictwo królewskie, popierane przez posła i wojska ro-
syjskie, składało się z niewielu osób: z tych, którzy byli od roku
1775 płatnymi sługami ambasadora, oprócz tego z brata kró-
lewskiego, księcia Michała, i nader zręcznego podskarbiego Ty-
zenhauza.
Tyzenhauz, którego bliżej wkrótce poznamy, był już u króla
i na Litwie wszechwładnym. Człowiek zdolności wielkich, cha-
rakteru energicznego, samowolny, śmiały, dopuszczał się już wów-
czas gwałtów i nadużyć, ale opłacał wpływem, jaki wywierał,
i posługami, jakie wyświadczał. Już w roku 1762 miał on na
Litwie nieprzyjaciół i silne poparcie w Warszawie. W tym roku
porwał był gwałtem dwoje sierot, do których jakieś opiekuńcze *) Co do marszałka Lubomirskiego, zdania o nim były bardzo podzielone:
jedni mu przyznawali talenta, drudzy ich całkiem odmawiali.
— 170 —
rościł prawa, zawładnął ich majątkiem i dzieci te zamknął u sie-
bie w domu, aby ich nie dać pani Borchowej.
Pani Borchowa udała się do ambasadora i opatrzona jego
rozkazem do komendanta w Grodnie, aby jej pomógł do odzy-
skania dzieci. Wraz z komendantem Kochowskim (pułkownikiem)”
i pięciu kozakami, pojechała do domu Tyzenhauza. Dzieci .ode-
brane już siedziały w karecie, gdy słudzy Tyzenhauza sprowa-
dzili pięciuset ułanów królewskich, stojących niedaleko zamku,
którzy rzucili się na kozaków i pozabijali ich, a Kochowski i pani
Borchowa ledwie z życiem uszli. Kochowski poleciał do Grodna
po jazdę i już miał napaść z nią na ułanów, dla odzyskania
dzieci i pomszczenia kozaków, gdy go powstrzymano. Amba-
sador dał znać do Petersburga ale król Tyzenhauza obronił.
Tyzenhauz miał ton szczęśliwy pomysł, by Stackelberga zje-
dnać ułatwieniem wyborów na sejm i poprowadzeniem sejmików
tak, aby znacznych wydatków nic wymagały. Zwykle ambasa-
dorowie przed każdym sejmem na koszta sejmików otrzymywali
sumy dla zakupienia głosów i wyboru deputatów po myśli.
Tyzenhauz, którego rozkazy na Litwie były wszechmocne, kwi-
tował z sum, nie biorąc ich, a na sejmiki małych tylko komend
potrzebował.
Stronnictwo królewskie, pewne, że swoich kandydatów prze-
prowadzi, podjęło się bezpłatnie całego ciężaru wyborów. Sej-
miki miały być na pozór swobodne, wojsko rosyjskie tylko w osta-
tecznej użyte potrzebie; kwitowano z sum znacznych, a król
poręczał za skutek. Za to sejm miał zwiększyć władzę króla,
uszczuplić hetmańską, i w myśl ambasadora, zgodną ze Stanisła-
wem Augustem, wprowadzić rozmaite reformy.
Chociaż sejm ten powinien był być wolnym, zawczasu wi-
dział Staekelberg, iż dla bezpieczeństwa trzeba będzie zawiązać
konfcderacyę. Wcześnie przed poufałymi swymi spowiadał się,
iż na wzór Repnina swoją małą (a nie kosztowną) konfederacyjkę
zbuduje, aby opozycyi nic dać zerwać obrad.
^Chcę — powiadał — ażeby sejm nie był jak inne, arena
gladiorum, ale officina legum^.
Krzątano się też z przeciwnej strony ogromnie. Branicki
na Ukrainie, książę Adam na Litwie. — Piszą, że książę Adam,
po polsku się przebrawszy, w czapce polskiej, z pistoletami za
pasem, szablą ogromną, z brykami pełnemi gościńców, objeżdżał 1 .VI 77/ wieku.
dwory, skarbiąc sobie serca obywatelskie. Dla pięknych pań,
których wpływowi ulegali panowie, pełne niijił szkatuły, ładowne
klejnotami i cackami, dla panów szable, broń, odzież i wszelkiego
rodzaju prężenia. Na ogromno koszta tej wyprawy składali się
związkowi po pięć, osiem i dziesięć tysięcy dukatów. Kasztelan
żmudzki. Antoni Giełgud, miał sypnąć aż do 25,000, kapituła wi-
leńska 4(K) tysięcy złotyi-li. Kraj był pełen niechętnych, a je-
dnak szło oporem, Rosyanic czuwali, Tyzenhauz przeszkadzał.
Na ks. Adama rzucano z przekąsem podejrzenie, że pnti-yoiyzin
jego był podrabiany, ze mu szło tylko o pozyskanie owego ogrom-
nego wpływu, aby dwory obce wyżej się go cenić nauczyły.
Wielu zyskanym przez opozyeyę zabiegli Rosyanie groźbami,
ambasador wysiał przestrogę — i wycofywać się musieli.
Król, gdzie się czul na sejmikach mniej pewnym, udawał
się o pomoc wojskową do ambasadora. Brmiieki i Czartoryski
już pono mieli w Litwie osnuć jakaś konfederacyę i zebrali
(pieta szlachty pod pozorem balu, gdy dom niespodzianie otoczyły
szwadrony a oficerowie weszli, jakby tylko chcieli być świad-
kami wesela tego. Wszystko pierzchło z największym popłochem.
iliimy przerażone pouciekały, wodzowie zniknęli i konfederacya
się rozchwiała.
staekolberg zagroził ks. Adamowi sani emu, żądając, aby się
/, niebezpiecznej spółki z hetmanom wycofał, nie mógł ks. Adam
nie Innego uczynić, prosił tylko o rozkaz i groźbę na piśmie.
Sejmiki w wielu miejscach wypadły burzliwe i podwójna;
królewscy stronnicy szli osobno, opozycya ze swoim dworem,
■ W Lublinie, gdzie rozdzielona rodzina Potockich rej wiodła, wy- i>nili jedni w. podkomorzego hr. Wincentego, drudzy Ignacego.
W Ciechanowie także sejmik sic rozdwoil. Wybrany na jednym Zieliński przez opozyoyę, napadł na rosyjskiego kapitana tamtej- BZej załogi i po pijanemu go zabił. Żołnierze, mszcząc się. wpa- dli z bagnetami i karabinami i położyli trupem z pięćdziesięciu obrońców Zielińskiego. Sam on, śmiertelnie ranny, wykrzykiwał potem, iż wszystkiego sprawcą i przyczyną by] hetman Itranioki,
który mu doradzał śmiało na królewskich iść i nie oszczędzać
nikogo.
W istocie hetman, z nienawiści nagłej do króla, wojskowych swych posyłał na sejmiki, aby szlachtę przeciw niemu jątrzyli.
Szło mu, jeśli nie o więcej, to o złożenie takiego sejmu, któryby
nic zrobić nie mógł i jego przy władzy zostawił. Gorzej jeszcze
posądzano go i o to, że z półtora miliona złotych, wziętych z kasy
wojskowej, rachunków składać sobie nie życzył. Obwiniony
■)i katedralny
o roztrwonienie tej sumy hetman miał odpowiadać tern tylko,
że przecie książę August Sulkowski i ks. biskup kujawski także
z groszu, im wojsko z dzierżawy trunków przeznaczonego, trie-
ciu cześe zarwali.
Rachowano, że sejmiki te, na które Rosya nie nie wydala.
oposycyi do 150,000 dukatów wyniosły. Król też szafował
z własnej kieszeni, tak. że obie strony szły przekupstwem i tible
gotowe były dla Bamolubnych widoków do sojuszu z Rosya_.
Próżne były jednak starania wszelkie Branickfego 1 Czarto-
ryskich, króla popierało wojsko rosyjskie i Ktackelberg. który
mu zostawił zupełną swobodę działania. — Rewitzky i Benoit go-
dzili Bie, na wszystko i oświadczali głośno, że politykę dworu
petersburskiego w zupełności przyjmują.
Szło na sejmie o potwierdzenie traktatu podziałowego. Wiele
wyborów wypadło podwójnych. Króla staraniem posłowie jego
stronnictwa wiezieni, szli o koszcie jego do Warszawy. Pilno-
wano ich w podróży, ponajraowano mieszkania dla nich w War-
szawie, przygotowano stół i wszelkie wygody.
Nadewszystko zręcznym był wybór marszałka sejmu, Mo-
kronoskiego, znanego patryoty i stronnika Francyi. — Popularne
imię jego miało pokryć cala robotę i dać jej rękojmię patryo- tyzmu. — Mokronoskicgo pamiętano ■/. jego wystąpień w roku 1764 przeciw Rosyanom, wiedziano, że szukał pomocy i opieki we Fraiieyi*i.
Imię to zdziwić, wszystkich musiało. Na kilka miesięcy przed
sejmem, ściągnięto go do Warszawy, starając się przekonać, że
szło o dobro kraju, że na Francyę oglądać się było próżno.
Stackelberg powtarza! mu, że dziś interesem Rosy i było pozo- stałą Polskę uczynić rządną i silną. Dał się królowi, mającemu
dar przekonania i wymowy, wziąć Mokronoski, do czego się pe-
wnie niemało i pani Krakowska przyczynić musiała, i imieniem
swem sprawy sejmowe osłonił. Rzeczywiście bowiem imię dał
„) Mokrrmiiskirmu j:riicriilo«-i, \Ah\<-\ wojewodzie itiaMiwiof-kicnm, winien byl
tftanistuw August uratowanie w niebrzpinWistwie, pity na sejmiku pzlachti n mało
go nie roz*ieknln. Mokrnnoski naówezas wy|irnwiulzit jro, ziL-laniajac.
Byl to— pisze Moszezeński o nim— człowiek (todny, przeczny, śmiały i odważny.
Slużyl dawniej w wojsku francuskiem i znany byl dobrze u dworu. Cale Htroniuctwo
króla, Czartoryscy, bardzo (.-o lubili, a Brnntekiego hetmana (starego) byt domowni-kiem i ulubicńccni jego żony, r. kt-‚r:[ sic. później ożenił. Synem ich byl generał Mo kronoski, wielce (In ojca [lOilobny, który uchudził w świecie za synowcu -zodwagi, roz sądku i ulajiulołów pięknej ‚Inszy lei znany.
— 175 —
tylko, mówić nie umiał, w tern go król zastępował, pracować nie
mógł, więc pracy poza izbą przygotowawczej podjął się niepo-
pularny ks. Sułkowski. Mokronoskiemu pozostało urzędowe tyl-
ko dopełnić formy. Przeciwko patryotyzmowi opozycyi posta-
wiono znany i nieposzlakowany patryotyzm Mokronoskiego.
Stackelberg przed wyborem Mokronoskiego zawiadomił
dwór swój o jego stosunkach, przeszłości i usposobieniach. Tę
stałość, jaką okazywał w stosunkach z Francyą, ręczył, iż prze-
niesie na Rosyę, przekonawszy się, że idzie o dobro kraju. Za-
ręczał zresztą, iż mocno będąc o tern przekonany, na wybór jego
się zgodził.
Wybór ten marszałka pochwalono bardzo w Petersburgu; był
to nowy tryumf dla Stackelberga i dowód niezmiernej jego zręczno-
ści. Nadesłana stamtąd instrukcya ambasadorowi polecała mu,
z ministrami dwóch dworów, o ile interesa dozwolą, iść zgodnie
i działać w jednym kierunku; — upewnić się o wybór posłów na
sejm, ale sejmowi dać swobodę, a jeśliby potrzeba się okazała,
postarać o konfederacyę; w sprawie ratyfikacyi granic nowych,
jeśliby dwa dwory nie były w gotowości, uzyskać ją przynaj-
mniej dla [Rosyi; zalecono jurysdykcye wszelkie, o ile się da,
-poddać pod zwierzchnictwo Rady nieustającej, unikając wydania
się z tem, iż Rosya na postanowienia wpływała; królowi miano
osobno wskazać, aby w Stackelbergu zupełną ufność pokładał.
Sejm, wedle tych instrukcyi, powinien był przyspieszyć czynno-
ści swe i co rychlej je skończyć. Ambasador, jeśliby król okazał się posłusznym i powolnym, miał mu we wszystkiem pomagać,
ułatwiać, popierać go i bronić; tak samo innych stronników Ro-
syi nakazano ochraniać.
Hr. Panin tak dalece ufał zręczności Stackelberga, iż
w instrukcyi dodano: „Wolno ambasadorowi w Polsce iść tak
daleko, jak zechce, nie odnosząc się do Petersburga”.
Na tak przygotowanej arenie walka się miała rozpocząć.
Warszawa otoczona była i osadzona wojskiem rosyjskiem;
zamek, izba poselska i senatorska ostawione wartami.
D. 23 Sierpnia, gdy król, senat i część posłów się zgroma-
dziła, wojsko rosyjskie w paradzie, z muzyką przeciągnęło przez
główne ulice miasta aż do zamku. Przy dźwiękach tej muzyki
król otworzył sejm mową, dowodzącą, iż wobec teraźniejszego
składu okoliczności, konieczność zmuszała zawiązać konfedera-
;i
i,
ry»\ „lin z;ijir-\ i:i.-!:-; : i ..f-iM-l-:.: -k r- r. . -■: i ■ ■[»ar«ia się 0[ •vi. Tu. prYwarii;.. na i- k- ‚”.i- : . ky.-i.i -:.>a:.” akr konfe( i-vi. kr««rv i»rzvr.r.n.: i.–}:->vw.i’.\ \W:\ <-»• :•■ wiim^ sie ■■••lłiv- w si«i. >,.*f. i!-7.»–i’\vv :.;i <•■■”•..:»■. W r.ii : :i-‚iział»-k :a-:–i»:.. *■•■■”■:. ■ .z !-«i kr»nfe«lem •***» ■>rwarT t v z« >:al ! . ;-…:!.: j!m y:* ; w « ; / z:.y»-h f»odwóji wyhrirów. MiMział «w ; : lv: k v * :.• ; <■•:>■.:; >a!i •”•hrad i sł«Mii z «-p”Zv.\: \vt.:^. \ mX ‚ y • _Vk ^ ■ ;■■ i.rainv zwyi-m ni»’» wpuszczali «. >::”.: \-:- \ ; : :• . ‚ vv.» zamkowa, do szkan króla ul- ia : . „L\i\ :-r ; ;<: ” vłv > k-j»- rv<.-h. któi i>otrzflv.\-ah”. « ł f;. • ■: :.. : ..i : – „.>:•”■ „\ :.. :• :: :>al! k>nfedem i ii-h t\ik.» {-i ^-i-is:: .\i : : ^\.■’ .: ~ ; -v–y: ;.:• liano prz i-roirw. a n\’w !;:v :r t xi. i : -. : k- a ■■•a :r. : .\ w.j m>cishiw5 Sapioha. >[… •.:.’• k:- «■ . :: -” i” ■ :-:• -i-r.iety. Dano zi żt kml u«iał <■> ■ „»■ >- ■. ;: :^k’.- j : ::”-v. -.-. \::\ -:r»’i:a przez k tarzo za!nk’Wf w>::> \ > . ■>■;- ;-;. •* ;>z r. ::•• najprzód r
krorvi!i traw <i:;:\i w. .;■«. . -k r ■ kr • ;■::: wsunęli su kt»^!’YiJ – •: •”■■■» • : ■■■ ■»” ‚■’■ ■ ■ ■ -■• • r.axirl: div ir i* •
ii •}.■<-■■ – »■ . ■
.*
? S- W. .<‚ ~r ■• ri„ -v . …-. A . ..> …»_■.
■Ay«ą«.-zajiU-e t •■”.-■ t’r”>krvłH’iwan Sr:łi::ok:es»^. k>. K
… •zar:.:rvsov. ktc
: kr*- wal: k»>ff«”> che „a .-. – r zrpiY- wadzić
.?«L.-« . „W. !»v
.
■t
~.\ –
.: : :.: v; p.amiiy popi ■””v I h M-r^k- z rvi
*
. •% >.-■ v. iv>łam:. kie •■■ – ; – ^::yv.>. wal;, na p – •- -..–■■ :’\l w k-rafolers k” : -*v :. :y.h.Ła> nie] ■:..”■ – ••’•.::”:>za >ie do :. wh,.icO r^»/ł
w .vi eh an: Bran
ł –^iy. aiebv
:r; Sapieha.
— 177 —
daleko zajść miało, by Stackel-
bergowi tak szczęśliwie wszyst- kie się jego zamysły powiodły.
Ks. Adam, jakoby ze wstydu
i obawy (bo mu grożono), do
Warszawy nawet nie przybył
tak rychło, we Wrześniu dopie-
ro gnano za nim, nagląc o przy-
jazd. Stary książę wojewoda,
który miał być przeciwny po-
stępowaniu syna, chętnie przy-
stał do konfederaeyi, a za nim
poszli hetmani i ks. marszałek
Lubomirski, straciwszy zupełnie
ufność w stronnictwie ks. Ada-
ma*). Rosyanic byli przekona-
ni, żo król stanowczo opuści
hetmana Braniokiego, ks. mar-
szałka i ks. Adama, a działać będzie, jak mu ambasador wskaże.
Donosząca o tern depesza do Petersburga dodaje: „Jak
długo ten monarcha w ręku Rosyi znajdować się będzie, na czem
■ ■ale jego utrzymanie polega, projektowane to oddalenie od fami- lii w teraźniejszych okolicznościach szkodzić mu nie może”, cho- ciaż „ani jednego przyjaciela w Polsce król nie ma, wyjąwszy familię swoją. Ci co z nim są, przyjaciółmi Rosyi są nie jego”. Królowi pozornie zostawioną była swoboda, nic mógł jednak kro-
ku uczynić, ani słowa wyrzec, bez poradzenia się i zezwolenia Stackelberga… Poseł zapewni! to sobie jeszcze przed rozwiąza- niem konfederaeyi, znając słabość Stanisława Augusta i zastrze- gając się od potajemnych z familią konszachtów. Staekelberg
nie lękał się żadnego w Polsce współzawodnictwa i jednał sobie zwolenników. Plan jego, przyjęty w Petersburgu, zależał na
tern, aby resztę Polski od Rosyi uczynić zupełnie zależną. Prusy i Austrya zdawały się zgadzać na te łatwe do odgadnięcia za- miary, gdyż zobowiązały się artykułami oddzielnymi petersbur- skiego traktatu, nigdy się do spraw wewnętrznych Polaki nie mieszać i kierownictwo ich Rosyi zostawić.
*) Depesza Satkena.
— 178 —
Sejm po zawiązaniu się konfederacji, w której głównymi
czynnikami były żywioły ostatniego sejmu, Ostrowski, Suł-
kowski, Poniński i t. p., oznajmił o tem urzędownie mini-
strom cudzoziemskim i nuncyuszowi. Stackelberg w odpowiedzi
swej na notyfikacyę wyraził się, r że kto do konfederacyi nie
przystąpi, tego dwory mieć będą za nieprzyjaciela ojczyzny”. —
Ilekroć sejm wchodzi w jakikolwiek stosunek z posłem, ten czuć
mu daje swoją władzę, a jego zależność. Zaraz w początkach,
gdy wniesiono potrzebę zmiany prawa o wyborze sądów sejmo- wych, a prawo istniejące w r. 1775 było gwarantowane przez
mocarstwa, udać się musiano o przyzwolenie do posła. W odpo-
wiedzi swej, upokarzającej dla sejmu, Stackelberg powiedział:
„że cesarzowa zawsze raczy dozwolić na to, co będzie z dobrem
rzeczypospolitej”.
Król sam projekt nowego prawa posłowi komunikować po-
lecił. Opozycya śmiało bardzo występować zaczęła… Hetman
polny Rzewuski w mowie gorącej rzucił się przeciwko naduży-
ciom konfederacyi.
„Była przemoc na pierwszej, (sejm konwokacyjny) — wołał —
i zamek żołnierzem był opasany; była przemoc na drugiej (Ra-
domskiej) i wzięto w niewolę senatorów i posła, była przemoc
na trzeciej i Warszawa pod wartą zostawała, jest przemoc i na
czwartej-… Zarzucał jej, że posłów ekskludowano arbitralnie,
otwarcie mówiąc, iż najgorzej wróży o sejmie i nic się po nim
nie spodziewa. Żądał więc, by posłów prawnie odsunięto lub
przypuszczono, „nie dla tego, że gwałt tak chciał, gwałt tak
postanowił, gwałt tak utrzymał u .
Dość śmiało odzywano się też przeciw sejmikom, którym
obce wojsko z naprawy Rady nieustającej wszędzie prawie prze-
wodziło. — Wrzawliwe i gorące były rozprawy w d. 27 i 29 Sier-
pnia… Król w swej mowie tlomaczyl się z postępowania.
„Pójdzie ze mną do grobu blizna na głowie mojej od tych
czasów r <konf. Barskiej; pozostała. Nie dla tej jednak przyczyny
ja konfederację Barską najbardziej pamiętam, lecz dla tych ran
publicznych, które ona całemu zadała krajowi. Ona pięcioletniej
wojny domowej była krynicą, dla niej więcej sześciudziesiąt ty-
sięcy głów obywatelskich ubyło w Polsce, ona wojnę turecką,
a z jej okazyi powietrze do Polski wprowadziła; i już nie dzie-
siątkami, ale krociami, tysiące śmierci w ojczyźnie naszej przy-
— 179 —
szło rachować. Ona ludzi, dobytek, stada wytraciwszy marnie,
domy majętne wypróżniała, a potem i wywracała, paliła. Na
przysposabianie tego wszystkiego na nowo wyszła po większej
części i gotowizna z kraju naszego. Do tego stanu ogołocenia,
bez pieniędzy, broni i rąk, gdy nas przyprowadziła nieumiejętna
płochość, wtedy się obejrzały sąsiedzkie mocarstwa na tę zarosi
spustoszała i rzekli:
— Korzystajmy z nich wedle naszego upodobania.
Ten pogląd Stanisława Augusta na wypadki ma swoje zna-
czenie. Nieostrożne wyrażenie się podkanclerzego koronnego,
który zadał, iż w izbie znajdowały się osoby crimine publico
notowane, okrutne krzyki i oburzenie obudziło, tak, że król
ledwie umysły rozhukane uspokoić potrafił. Głosowano wszakże wedle najprzód ukartowanych planów,
i szło wszystko, mimo wrzawy, porządkiem wyznaczonym.
Ratyfikacya traktatu z Rosyą i rozgraniczenia, o których
najwięcej dworowi petersburskiemu chodziło, mimo wątpliwości
co do rzeczki Drojec w Witebskiem, za którą Druć przyjęto,
przeszła, będąc zawczasu też przygotowaną, a Młodzie jo wskiemu
dała zręczność podniesienia zasług Rosyi, która za medyatorkę
w Berlinie i Wiedniu służyła.
Gdy przyszło do rozpraw, tyczących się zwiększenia wła-
dzy Rady nieustającej i poddania jej sądów sejmowych, naosta-
tek o nadanie jej prerogatyw nieokreślonych, któreby dozwalały
mieszać się do wszystkiego i zagarnąć rząd cały, żywe znowu
powstały spory. Punkt ten tak był zredagowany, iż mógł dać
pochop do tysiącznych starć i wątpliwości; dawano jej:
„moc suspendowania nieposłusznych, tłomaczenia wąt-
pliwości w prawach”.
Rzewuski odezwał się znowu: „Panowało przedtem prawo
w Polsce i byliśmy wolnymi, bo prawo panowało, dziś Rada nie-
ustająca panować będzie i my wolnymi być przestaniemy”.
Na to król, broniąc projektu, odparł, że Rada nieustająca
przed sejmem zaskarżoną być mogła i odpowiedzialną była. Roz-
prawiano żywo i wielu przeciw temu rozszerzeniu władzy sta-
wało; lecz opór marszałka w. koronnego, hetmanów, podkancle-
rzego Chreptowicza, Kossowskiego podskarbiego, uchwały po-
wstrzymać nie mógł, tak jak wymowne głosy w kwestyach ra-
tyfikacyi traktatów zatwierdzeniu ich nie przeszkodziły.
Wcale się nie odznaczający wymową generał Kraszewski,
gdy szło o ratyfikacyę ustępstw Austryi uczynionych, opierając
się im, wyrzekł kilka slow z serca płynących: „Niech na każdem
pograniczu garść kto ziemi chwyci, śeiśnic, a dobędzie się z niej
krew przodków naszych”.
.ioilyną chwałą tego sejmu było, że nowego zbioru praw
sądowych ułożenie powierzono Andrzejowi Zamojskiemu, który
/. pomocą prawników kodeks miał spisać. Chreptowiez, przed
którym na sejm i na kraju apatyę uskarżał się Wybicki, odpo-
wiedział mu po wyborze Zamojskiego: „Nie traćmy o tym na-
rodzie nadziei, gdy cnotliwego Zamojskiego jednomyślnie za pra-
wodawcę przyjął”.
Mnóstwo epizodów charakteryzuje rozprawy prowadzone
dosyć bezładnie, mieszane wtrącaniem obcych matę ryj, gmatwa- ne ubocznemi skargami i żalami. Stackelberg postanowi! był,
że sejmowi wolność głosów daną być miała, nie sprzeciwiano
się więc najgwałtowniejszym wystąpieniom. — Rzewuski, mówiąc
o Kadzie nieustającej, rzekh „Żądał długo człowiek sporej gałęzi
u drzewa; dało mu ją nakoniec drzewo nieostrożne, człowiek na
sporej gałęzi osadził topór i nim ściął drzewo”. Toporem tym
miała być Rada nieustająca.
Stackelberg, nie spuszczając z oka czynności sejmowych,
protestował przeciwko „ukrytym w projektach interweneyom,
uwłaczającym władzy pewnych dykasteryów, przeznaczonych dla
uszczęśliwienia, spokojności i zachowania Polski”.
Mógł Zieliński, poseł płocki, swobodnie z następującą mową
wystąpić:
„Podobało się stanom skonfederowanym, semoiis arbitra
(z usunięciem świadków przy drzwiach zamkniętych), a podo-
bnym sposobem, na prowineyonalnych sesyaeh w materyach we-
wnętrznych krajowych naradzać, aby obrady nasze nie były dla
wszystkich upowszechnione. Aliści z podziwieuiem oświadczam,
że ledwie mówić zaczynamy o projekcie, już przeciwko niemu
widzimy przeszkody. Przebóg! któż to jest tak niclitościwy nuę-
dzy nami, że się na własną zawziął ojczyznę, poddając, jej naj-
wyższą władzę pod obcej fotencyi wyroki! Kto jest tak nikcze-
mny, że dla ochrony najpodlejszych zysków swoich, miesza po-
kój między obywatelami, a ukrzywdzonym dojść sprawiedliwości
szpetna zajadłością zagradza? Kto jest takim występeą, że wła- 181 –
Sii/ mon Zieli lis], i.
snego znieważa króla, a obcych
wzywa bożyszczów na zamące-
nie zmierzających zamysłów do
ulepszenia losu nieszczęśliwych
obywatelów? Ale… owi to są,
złego gatunku obywatele, ci to
płatnicy od obcych potencyi,
dziś upadlają saniowladztwo ca-
łego narodu. Te to martwe po-
sągi przyobleczone w szatę upo-
ważnioną, a toczące się post ron- nemi intrygami, tak okrutnymi
stają się dla ukrzywdzonego lu-
du. Boże, mścicielu ukrzywdzo-
nych, rzuć ręki Twojej pioruny,
na tę hańbę całemu narodowi
zrządzające jestestwa, wyczyść
zarażone kraju naszego tak ska-
żonymi obywatelami — powie-
trze!”
Zielińskiego glos jest zwiastunom odrodzenia, powołaniem
do odzyskania godności narodowej — jest postępem po sejmie
1775 r. Oskarżał on Radę głośno o szafowanie nieprawe skar-
bem dla osób, żadnych praw do niego nie mających. Ten sam
Zieliński odzywał się później, aby posądzanych o zmowy z mi-
nistrami cudzoziemskimi do sądu pozywano i karano. Podniósł
się pro donio sua wojewoda kaliski, ks. August Sułkowski, i zasło-
nił królem samym:
„Idę za przykładem W, Kr. Mości, który naród swój oświe-
cając, rzekłeś z tronu, że jesteś przyjacielem fiosyi, znasz tego
użyteczność, potrzebę i konieczność. Oświadczam się publicznie,
że jako senator i jako obywatel życzę, aby interesa rzplitej jak
najściślej zawsze z interesami Rosyi były złączone, bo zachowa-
nie w T olności i egzystencji Polski nikogo więcej nic obchodzi
nad Rosyę”.
Sulkowski śmiało i cynicznie błuzgał przeciw konfederacji
Barskiej, której nawet akt zniszczenia się domagał, przeciw Tur-
skiemu, biskupowi łuckiemu, który śmiał czopowe warszawskie
przypomnieć.
— 182 –
Rzucano sobie w oczy oskarżeniami i altizyami najbole-
śniejszemi, Rzewuski jednak hetman znajdował, iż królowi prawdy
nikt powiedzieć nie śmiał.
„PlłWdy ta do króla, jaka obywatel obowiązany panu BWtt*
mu, nikt dotąd nie mówił i do końca sejmu pewno nikt nie
powie”.
Sulkowscy gorszyli sit; niepomierną swobodą mowy, a po-
siedzenie dnia 1 1 Października rozdrażniło i rozgorączkowało
wszystkich. „Kto się Chce robić patryotą — zawołał August Suł-
kowski—winowajców wskazuje, nieeh się w szczególności, nie
w powszechności oświadczy. — Pogróżki nic ustraszą mężów pra- wego serca. Słyszałem gotowych ochotników do wydania grze- chów, powinienem przypomnieć im prawo de corrumfettfc et cerru- /■to, przy fetorom nieodstępnie obstawać będę”.
Król, dotknięty zarzutami także, zamykając to posiedzenie,
dodał: że w niezein nie -wykroczył, a prawo karze tych, coby za-
dawali winę i nic dowiedli jej.
Następnego posiedzenia Turski, biskup łucki, powstał jawnie
praectwko sanritom sejmu Ponińskiego, na które kraj cały sar-
kaj—wydanym na uciemiężenie i krzywdę obywateli, dowodząc,
że przynajmniej te wyroki pod gwarancyę dworów podszywać
się nie mogły.
Poparto go, lecz trzy dwory, broniąc Ponińskiego, wystą-
piły /, protestacyą i podały notę, którą go do czasu obroniły. —
Wszczęły się żywsze spory w tym przedmiocie. Wnosił .Inkób
Przebędowski, kasztelan elbląski, aby pokrzywdzeni dochodzili
we właściwych jurysdykeyach praw swoich. Poparł go Hry-
nieeki, domagając się, by konfederacja nowa starej omyłki po-
prawiła; odezwał się znów Turski przeciw sancitom, dowodząc,
że prawami nie są; odezwali się za nim inni. Walewski poseł
krakowski, notę posłów, podaną w tej sprawie, rozumiał jako bona
officia, a nie rozkaz.
Przemówił i król o winach przodków— nie dopuszczał, aby
razem wszystkie wyroki (Benoita) unieważnione być miały, ale
nie przeciwił się temu, by niektóre szkodliwe skasowane być
nie mogły.
Wśród tych rozpraw, przeszły czynności Rady nieustają-
cej, okryte sprawozdaniem dla niej pochlebnem i pokwitowano
ją. Odezwał się Markowski z tego powodu: „aby ani chwalić,
— 183 —
ani ganić — nec me lauda, nec me vitupera u> . Biskup płocki (Ponia-
towski) zastrzegał tylko, aby nadal, będąc niepełną, posiedzeń
nie odprawiała.
Zdawała też sprawę z czynnności swych świeżo ustanowio-
na komisya edukacyjna (od d. 11 Października 1773 r.), która
rzeczywiście zasłużyła się krajowi. Ustanowiono Towarzystwo
do ksiąg naukowych, co kwartał szły raporty do komisyi, ure-
gulowano czas i porządek nauk po szkołach; zamierzano wszę-
dzie pozakładać szkoły parafialne przy kościołach i konwikty
dla ubogiej szlachty. Każda prowincya miała mieć uniwersytet
osobny: dla Wielkopolski w Poznaniu, Małopolski w Krakowie,
Litwy w Wilnie. — W Wilnie konwikt na 60 uczniów już istniał, w Ostrogu — na dwudziestu; domy dla emerytów (Jezuitów) zało-
żono w Krakowie i Wilnie. Komisya podzieliła się na depar-
tamenta dla dozoru, i wyznaczyła honorowych nadzorców
szkołom *).
Gdy się wszczęły rozprawy o sumach po-jezuickich i ko-
misyi rozdawniczej, Jezierski, kasztelan łukowski, sławny później
ze swych humorystycznych wystąpień i osobliwszych mów —
domagał się, „aby sprawa wychowania publicznego nie była po-
krzywdzona. „Sądź, NPanie, sprawę młodzi narodowej, która
idzie przez apelacyę, przegrawszy w komisyi rozdawniczej, bo
ta nie dopełniła urzędu sprawiedliwości, nie oddała tego wszyst-
kiego, co pozostało, nie dopilnowała lustratorów — nie domawiam
reszty, bo nie mam odwagi bezpieczeństwa, bo prędzej, choć się nie
*) Komisya edukacyjna najtroskliwiej zdała sprawę ze swych czynności.
I. Departament mazowiecki, dozór przy ks. biskupie Michale Poniatowskim,
szkól wojewódzkich 4, powiatowych 5.
II. Departament wielkopolski, dozór— ks. wojewoda August Sulkowski. Aka-
demia w Poznaniu, szkół wojewódzkich 3, powiatowych 3, zakonnych 5.
III. Małopolski (Lubelski). Pisarz litewski. Akademia krakowska, szkoła wo-
jewódzka 1, powiatowa 1, zakonnych 3.
IV. Departament. Dozór — ks. generał ziem podolskich. Wojewódzkich szkół 4,
powiatowych 4, zakonnych wojewódzkich 4, powiatowa 1.
W Litwie. I. Departament. Massalski, biskup wil. Akademia w Wilnie (osób
20), szkól wojewódzkich 2, powiatowych 5. Collegium astronomiami, szkoła nauczy-
cieli parafialnych.
Departament II. Podkanclerzy w. lit. Szkół wojewódzkich 4, powiatowych 4.
Z Korony dochód z dóbr i z sum wynosił 424,068 złt., cała suma z litewską
874,626. Wydano 957,173 złt. 184 —
Jóief Jednej Zatimki.
godzi, choć nie wolno, od-
ważym się mówić przeciw
W. Królewskiej Mości, boś pan dobry i mścić się nie
mniesz,— A przeor* naszym
równym trudno mówić, bo
nos vcxa manetit i t. p. u
Mituro odwagę dotknąć
grabieży sum po-jozuickieh,
a to już było znakiem zwro-
tu w umysłach, rozbudze-
nia się odwagi cywilnej;
Bukar, poseł kijowski,
chciał, ażeby sumy żle po-
umieszczane, jeśliby prze-
padły, na majątkach tyeh,
co je rozdawali, były po-
szukiwane.
Wielkie znowu z tego powodu było rozdrażnienie; posłowie
z miejsc zeszli, do tronu się garnąc i wołając przeciwko „par-
tykularnym przymówkom”.
Nie byl to już posłuszny ów sejm 1775, na którym Poniii-
ski, Ostrowski i Miodziejowski usta oponentom zamykali szyder-
stwy; odzywało się głosy śmielszymi sumienie publiczne, wstyd je
Bzanować kazał. Wczorajsi dyktatorowie, jak .Sulkowski, musieli
się przed trybunałem oburzenia tłomaczyć i za formalności pra-
wne ukrywać.
Wśród tyeh rozpraw zgodnie sejm przyjął „ubezpieczenie
długów królewskich”.
Komisya rozdawnieza, której w oczy rzucono nadużycia, na
następnem posiedzeniu tłomaczyć się chciała, ale jej nie dopu-
szczono, kanclerz tylko odpowiadał na zarzuty — a Jezierskiemu
na jego obwinienia oddal tern, że się eisnąl za zięciem i inścil
się za to, że nic nie dostał. Tlomaezył się i biskup wileński)
a nareszcie król stanął ex o/ficio w obronie komisyi. Podam
projekt do prawa o edukacyi narodowej.
Jeszcze w Styczniu 1774 r. zmarł biskup Załuski w 70 ro-
ku życia, który był ogromną swą bibliotekę wprzódy Jezuitom
przekazał. Opieczętowano ją zaraz, aby zapobiedz kradzieżom,
— 185 —
których smutny przykład miano już w czasie wywiezienia bi-
skupa do Kaługi, i rodzina oddała ją na własność narodowi.
Sejm 1776 r. wniósł, ażeby za ten dar oświadczyć wdzięczność
rodzinie Załuskich. Po kilkakroć zrywał się przeciw królowi Seweryn Rzewu-
ski. Nie można mu zaprzeczyć wymowy i energii. Tak na po-
siedzeniu 10 Października odezwał się: -Dałbym ja chętnie, prze-
świetne Stany, wszystko, co mam, ale dałbym nie dla utrzyma-
nia, ale dla zniesienia rządu teraźniejszego. Niech mi się wróci
rząd dawny, niech mi się wróci rząd przodków moich, niech
mi się wróci rząd człeka wolnego godny, a nie tylko majątku
mojego, ale i życia mego żałować nie będę”.
Innym razem woła: — Nie chcecie powiększyć wojska, a na
pisarzy i skrybentów nie damy podatku…
Z tym samym republikanizmem wystąpił bardzo wymownie,
gdy Radzie nieustającej nowe nadawano prerogatywy. „Prze-
świetne Stany! gdybyśmy jeszcze byli Polakami, gdybyśmy byli
umrzeć umieli, nie byłoby tej dziś w ojczyźnie niewoli. Ale
biada tej rzeczypospoliłej, w której zachowanie obyivatcla idzie przed
zachowaniem ojczyzny!* *)
Na posiedzeniu 23 Października wystąpił znowu przeciw
królowi gwałtownie hetman polny Rzewuski, wyrażając się bar-
dzo ostro: — Chcę nie łaski, ale sprawiedliwości… Król mimo zwy-
kłej cierpliwości dał poczuć, że osobiście był urażony… Stany
naganiły Rzewuskiego, który się począł tłomaczyć, że ani króla,
ani stanów obrazić nie chciał. Nie zadowolony tą deprekacyą
król domagał się przeproszenia… Posłowie królewscy już na-
legać zaczęli, aby hetman zapozwany był przed sądy sejmowe
za zniewagę króla i stanów; gdy ministrowie postąpili do tronu
prosić o przebaczenie, i hetman króla w końcu przeprosił. Szło
o sprawę Radziwiłłowską, którą dla naprawienia król wziął na
siebie i projekt żądany przyjęto… a hetman podziękował.
Scen podobnych miał Stanisław August kilka, do przenie-
sienia przykrych, szczególniej d. 6 Września z hetmanem Bra-
nickim, nie ważącym nigdy słów swoich. Branicki sarkał na
*) Mowa ta z 23 Września 177(5 wyszła po polsku i po francusku. Biblioteka
Kórnicka.
sejmiki i sejm i wyrzucał królowi otwarcie, że dla niego w kon-
federaoył Barskiej krew współbraci przelewał.
„Wiedzą tu wszyscy zasiadający, jakie były sejmiki, kto
byl w domach aresztowany. Jednych na miejscach przyzwoi-
tych do fmikcyi puszczono, drugich z rejcstrzyku czytano, innych
mimo gwałt, przez cnotę utrzymanych, tu nie przypuszczono,
skonfederowane stany rzeczy pospolitej nie ze wszystkich wy-
branych posłów, ale z dobranych ulepiły podług swego żądania
ciało rzeczypospolitej sejmującej”. W końca doda! hetman:
.Znani ja. Królu Najjaśniejszy, wielość bajecznych wieści
o mnie, rejestr słów mniemanych… domagałem się, aby choć
jedno było dowiedzione… Czym mówił przeciw Tobie, N. Panie?”
Branickiego duma i zuchwalstwo bardzo upokorzone zo-
stały, dotknięto go, odbierając mu pensye, które sobie z Poniiiskini
w 1775 poprzyzuawali, odebrano mu, co gorzej, władzę hetmań-
ską, a król obrażony trudnym by! do przejednania. Z powodu
tego uszczuplenia przewagi buławie chodziły po Warszawie zna-
ne wierszyki:
-Snycerz Kii tu, ix kiitJyś na klocu odpoczął,
Statuę Herkulesa z niego robić |mkvjiI.
Jeszcze rak nie ii ukończył, nz rycerz zuchwały,
Nic konteul, fe; byt i> sieni, cbci.il objąć dom cały.
Zląkł sie snycerz, nad takim wdzięczności owocem,
Obcii|l ręce i nogi, a klot.’ został klocem-.
Obradowano tak jeszcze pracowicie, żywe nieraz wznawia-
jąc spory, wedle obyczaju innych sejmów bezładnie, z wtrąca-
niem nieustannem ubocznych kwestyi, niekiedy cale siedząc no-
ce (26 Paźdz. przesiedziano do pól dziewiątej z rana), aż przy-
szło do wyboru Rady nieustającej, wedle spisu ułożonego przez
króla ze Staekelbcrgiem… Na trzydziestu sześciu jej członków
weszło zaledwie cztery osoby do stronnictwa Czartoryskich na-
leżące, wszedł i ks. Adam, na którego poseł się zgodził dla
tego tylko, aby partyi odjąć powód do narzekań, iż wszystkich
ekskludowano. — Prymas miał wszystkie głosy za sobą, z mini-
strów wybrani byli: Poniński, Kossowski, Sanguszko, Ogiński,
Clireptowicz.
W końcu, zawdzięczając trudy i poświęcenie się Mokro-
noskiego, król (po raz się to pierwszy zdarzało) publicznie order
— 187 —
Orła Białego włożył na marszałka; za co z niezmiernemi ozna-
kami wdzięczności izba poszła dziękować.
Mowa od tronu, wychwalająca dzieła sejmu, obrady zakoń-
czyła. — W istocie nie wszystko w czynnościach jego naganić
można, a obcy, z boku się zapatrujący na prace sejmowe, wi-
dzieli w nim zadatki przyszłych a niezbędnych reform.
Uchwały te dają się streścić w następujący sposób… Za-
mojskiemu polecono ułożenie nowego praw kodeksu. Hetmanom
odjęto władzę i wojsko od złożonej im przysięgi uwolniono. Kró- lowi, który tylko na wyższe stopnie w wojsku dawał patenta,
przywrócono mianowanie niższych stopni, a cztery pułki gwar-
dyi pod jego oddano komendę. Zniesiono komisyę rozdawniczą,
która rozszarpała majętności po-jezuickie, co najlepsze zrobiło
wrażenie. — Stan skarbu nie dał się polepszyć, gdyż wszyscy no-
wym jakimkolwiek opierali się podatkom. Suma dochodów rze-
czypospolitej wynosiła nie więcej nad 15,070,175 złt. Wydatki
(dwuletnie) na pensye i indemnizacye 3,326,030, na zarząd cy-
wilny 12,838,152, na wojsko 18,656,000. Wojsko to podług ra-
portów wynosiło, jak powiada Staszic (Uwagi, 202), „prostych żoł-
nierzy (w. ks. litew.) z unteroficerami 3,298; na to oficerów
1,271 u . I dodaje: „Nie śmiejmy się, nie żartuję, tak jest w sa-
mej rzeczy”.
Pożywił się skarb tylko obciętemi ogromnemi pensyami,
które Poniński i Branicki na sejmie sobie zapewnili. Sumy to
były znaczne, a głos powszechny ten pierwszy wymiar sprawie-
dliwości okrył oklaskami, tak, że Stackelberg nawet za Poniń-
skim ująć się nie mógł. Byłby to może uczynił, gdyby z dru-
giej strony nie dogadzało mu odjęcie pieniędzy Branickiemu,
którego nie cierpiał, a po części się lękał. — Król rzeczypospoli-
tej milion ze swych dochodów ustąpił. Marszałek Lubomirski,
któremu także pensyę zmniejszono, dowodził królowi, że jeszcze-
by milion mógł poświęcić… Duchowieństwo okazało się tak
opornem, biskupi wszyscy tak protestowali, iż pół miliona, które
pokryć trzeba było — odrzucone zostało.
Po skończonym sejmie wyszła deklaracya trzech dworów,
podpisana przez hr. Stackelberga, Rewitzky’ego i Benoita.
„Po takiem dziele, którego użyteczność nie może być za-
dysputowaną, chyba przez fanatyków, przez partyzantów intere-
sowanych dawnego rządu prawie anarchicznego i przez osoby
których światło i wiadomości nie mogą się wynieść do poró-
wnywaniu czasu przeszłego z teraźniejszym sianem polskim; po
takiem dziele nakoniec, na którem oprócz uszczęśliwienia, stąd
wynikającego dla rzeczypospolitej, mocarstwa sąsiedzkie zasa-
dzają ca)y interes ich własnej spokojnosei i harmonii, niżej podpi-
sani mają rozkaz oświadczyć jako najuroczyściej imieniem dwo-
rów swoich, że nietylko one utrzymają wszystkiemi siłami swemi
konstytucyc teraźniejszego sejmu, ale też hędą mice za nieprzy-
jaciół ojczyzny i spokojnosei publicznej tych wszystkich, któ-
rzyby przez insynuaeye swoje lub przewrotne tlomaczenia sta-
rali się te prawa uchylać lub osłabiać i t. d.”
Zaręczały dwory, że chociaż nadano władzy wykonawczej
nowe siły, -nigdy się ona nie stanie despotyczną, a mocarstwa
gwarantują narodowi formę rządu republik anckiego i niedepen-
dująeego”.
W istocie cała swoboda owa zasadzała się na wolności sło- wa, które przebrzmiewalo napróżno…
Widz wypadków tych, niepospolitymi darami umysłu i prze-
nikliwością odznaczający się, często tu wspominany Essen, mimo
skłonności swej do widzenia w Polsce wszystkiego ezarnem,
w sejmie 1776 znajdował symptomy odrodzenia; w jego ustach,
goryczą przepełnionych dla nas, świadectwo to było wielkiego
znaczenia. Być może wszakże, iż nieprzebłagany wróg Czartory-
skich, których nienawidził za ich odstępstwo od sprawy dynastyi
saskiej— Essen w różowych barwach widział chwilę, którą za
upadek familii poczytywał.— O sejmie tak się wyraża wogóle:*)
„Nie zbywa na dobrych pomysłach, aby anarchię, która
ze wszystkiem złem, jakie za sobą pociąga rząd i kraj polski,
aż do głębin życia ohjęla — powściągnąć; ale jestem przekonany,
że teraźniejszy król tego rodzaju pomysły zaledwie z wierzchniej
łupiny otrzeć potrafi. Największa przeszkoda w tym kraju do
czynienia dobrze wypływa z charakteru narodu i wychowania
młodzieży. Lecz że w państwie, jak Polska, nic trzeciego 1110-
żliwem nie jest i że ono albo stanie się pastwą swoich sąsiadów,
lub zginąć musi, lub prawa swe i sposób postępowania odmie-
nić — wierzę więc, że wskutek ciosów losu i wielorakich nie-
szczęść, które Polskę dotknęły, zaczynają tu ludzie myśleć, FOS-
*) 9 Listopada 1770.
— 189 —
ważać i ze smutnego położenia, w jakiem się znajdują, zdawać
sobie rachunek. Już początki tego uznania położenia swego wi-
dzieć się dają tam i owdzie — spotyka się wewnętrzne przekona-
nia o niem, jakie się dawniej nie łatwo trafiały. Zawsze jednak
będzie musiał następca Stanisława Augusta, poparty przez tych
obywateli, którzy dziś między dziesięcią a piętnastą latami sto-
ją — rzeczywiste i potrzebne zmiany przeprowadzić, przypuściw-
szy, iż ta młodzież wychowa się wedle planu podanego tera-
źniejszemu sejmowi, i że ją usposobią do tego, aby co słusznem
i dogodnem jest czuła, aby w niej głos poczciwości i honoru
przemawiał, a brudna chciwość wykorzenioną została.
„Największem nieszczęściem tego kraju jest, że opinia pu-
bliczna nie karci łajdactw, że one uchodzą za dowcipne figle,
że ludzie wielkich imion mogą być bez serca, że tak zwane
wyższe towarzystwo przeciwko najbrudniejszym faktom nie wy-
stępuje, jeżeli tylko ten, co je popełnił ma krewnych i stosunki;
że go przyjmują, oddają mu wizyty, że najpoważniejsze rodziny
widzi u siebie i u nich bywa… uczciwy człowiek w Polsce je- szcze gdzieindziej by za nicponia uchodził (!!).
„Sądzę więc, że, by obyczaje w Polsce się zmieniły, bez których
zmiana rządu jest niepodobną, na to potrzeba więcej, niż jednego
pokolenia, aż synowie i wnuki z zepsucia ojców swych się
oczyszczą”.
Straszliwy to sąd, lecz przypomnijmy sobie znowu to wyż-
sze towarzystwo, o którem mówi Essen, bo innego nie znał. Nie
zasługiwałoż ono na te zarzuty? Podoski, Poniński, Sułkowscy,
Massalski, Ostrowski, mnóstwo innych i najdostojniejszych postę-
powaliź sobie lepiej i inaczej?
Skończył się sejm, który w istocie już od sejmu 1773 — 75
różnił się wielce i budził lepsze nadzieje przyszłości; — lecz
z upadku obyczajowego, ze znikczemnienia charakterów, jakże
narodowi podźwignąć się trudno! — Spójrzmy na ludzi, otaczają-
cych tron, grających najważniejsze role, przebieźmy te postacie
główne obrazu, a przekonamy się, iż schorzały dziekan dyplo-
matów nie za czarno widział ówczesne społeczeństwo… Widzie-
liśmy już Ponińskiego i przywodziliśmy jego własne wyrazy przy
zamknięciu delegacyi wyrzeczone, które go najlepiej malują. Oto
jeszcze kilka słów o nim z galery i dyplomaty: — „Złe i dobro
w charakterze jego łączy się w najdziwniejszy sposób. Ojczyznę
swą obrabował, myśląc, że patryntyzin śmiesznym by go byl
uczynił, a gdyby nie on chwytał, inni by lak samo rozerwali.
Ani twardego serca, ani mściwy, ani fałszywy i dwulicowy —
rhybii względem swych współziomków, których nic lubi i uspra-
wiedliwia swoje względem nich postępowanie tern, że mówi: —
Z łajdakami trzeba być podwójnym łajdakiem. (II faut etre vis-
a-vis des eoąuins double eoquin). Według własnego swego sy-
stemu przywłaszczył sobie część Polski.— „Ja, to na małą skale
zrobiłem— powiada głośno — eo mocarstwa na wielką.
„Zresztą czynny, środków do posługi itwue ma pełno, nu
swych współziomków i wic gruntownie, jak z pojedynczymi, jak
z narodem sic obchodzić. Cały oddany jest Rosyi, nieład w inte-
resach ciśnie go… Nienawidzi króla i Czartoryskich”.
Widzieliśmy już Sułkowskich, którzy mu dzielnie dopoma-
gali i w szarpaniu Polski i w nienawiści dla króla… Ostrowski,
biskup kujawski, stronnik Rosyi, która mu wcześnie prymasow-
ską godność po Podoskim zapewniła i w tym roku dotrzymała
obietnicy — żywy był, śmiały, niesłychanie czynny. Na sejmie
nic go nie kosztowały mowy i zręczne wymysły, a najrozmaitsze
oratorskie wybiegi, ale mówił rzeczywiście źle,— i swada to była
raczej prawnicza, niż statysty… Chciwy i wiecznie grosza po-
trzcluiy, nic nie rołiił bez pieniędzy, nic darmo, – – szukał wszę-
dzie korzyści dla siebie, i wcale się z tern nie taił. Jeszcze zdol-
niejszym, a jeśli można zepsutszym nad niego byl pełen talen-
tów i wiadomości, z głową niezmiernie otwartą kanclerz koron- ny Mlodziejowski, oddany również Rosyi, przez nią wyniesiony,
jej posłuszny i odgrywający takie role, jakie mu ambasador
wskazywał. Widzieliśmy, że go posyłano na rady do króla, aby
potem donosił, co na nieh uchwalono. Wszyscy mu przyznawali
znajomość wielką kraju i jego położenia, umysł żywy i pojętny,
pracowitość ogromną.— Co do zdolności, mało kto mu wyrównał,
ale eo do nikczemności clnirakteru, nikt go nie przeszedł: chy-
trym był, pochlebcą zręcznym, fałszywym, skr.\tym i nic. go ża-
dna zdrada nie kosztowała. Wedle ówczesnego obyczaju w dłu-
gach był po uszy, żył wytwornie, a grosza nigdy nie miał, po-
trzebował zbytku i okupywał go charakterem… Mlodziejowski
na pozór dobrze był z królem, Czartoryskich nie cierpiał, bo
czuł, że ich nie oszuka.
Znamy już poniekąd Massalskiego, biskupa wileńskiego,
— 191 —
jego nienasyconą próżność, dumę i życie rozwiązłe. Młodzie-
jowskiemu wyrzucano bezwstydne jego amory, Massalski gor-
szył grą tak namiętną, że w ostatnich dwóch latach, po ca-
łych nocach siedząc za stolikiem faraona, przegrał był sto
tysięcy dukatów i zrujnował się zupełnie. — Majątkowe jego
interesa tak były zagmatwane i nadwerężone, a nawyknie-
nie do pańskiego życia tak wielkie, iż musiał najdziwniejszych,
a najmniej godziwych szukać środków dla utrzymania się na
stopniu świetności, do jakiej nawykł. Pełen próżności postarał
się sobie o tytuł książęcy i dla Massalskich, w tych właśnie cza-
sach fundował, na wzór innych rodzin magnackich, pułk tego
imienia. — Przyczyniło mu to nie mało kosztów i nieprzyjemno-
ści. Powierzono w Paryżu werbowanie oficerów francuskich,
których być miało pięćdziesięciu, awanturnikowi pewnemu, ba-
ronowi de Riancourt. Szef pułku przyszły, młody Massalski, był
jeszcze podówczas na naukach w Paryżu, w kollegium Louis le
Grand. Riancourt z wielkim kłopotem zbieraną ową drużynę
przywiózł na Iitwę, straciwszy tylko po drodzo kawalera de
Salignac, którego w kłótni, wszczętej z żołnierzami polskimi pod
Krakowem, ubito. Riancourt z wielką butą chciał sobie w Pol-
sce postępować.
Zaciągnął się był do pułku Massalskich hajduk pana Ejdzia-
towicza, chorążego smoleńskiego — i wkrótce uciekł. Riancourt
kazał za nim gonić i w dobrach Ejdziatowicza pochwycić. Cho-
rąży smoleński, ze swymi ludźmi stając w obronie, szczupły ów
oddział rozbroił. Rozgniewany Francuz nasłał na niego groma-
dniej szlachtę ze swego pułku, której nie mogąc się oprzeć, Ej-
dziatowicz się z nią pozornie pojednał, ale pojechawszy do Wilna,
zaniósł skargę przeciw gwałtowi. Hetman Ogiński naznaczył sąd wojenny (generała Moraw-
skiego), przed który zapozwano Riancourfa. Zrazu nie chciał
się on stawić, przybył po rozmyśle, ale zmiarkowawszy, że źle
być może, zabraw r szy z sobą część swych Francuzów (i kasę),
uszedł. Po drodze, uciekając, musieli się ostrzeliwać, błądzili po
lasach i dostali się do Warszawy, gdzie poseł Stackelberg wziął
Riancourfa w opiekę. Dzięki protekcyi jego, on i kasa dojechali
bezpiecznie do Paryża.
Riancourt ów jest doskonałym obrazem awanturników, któ-
rych naówczas mnóstwo zalewało Polskę. Rodem z Lille we Flan-
— 192 –
dryi, słusznego wzrostu, blady, z orlim nosem, z oczyma kosemi
ale ognistemi, z krzywemi nogami, niepozorny, hulaka, dowci-
pniś, śmiały… umiał się zepsutym podobać. Wycierał już wszyst-
kie kąty, nim się dostał do Polski; w Hiszpanii, w Niderlandach,
we Franeyi, wsławił się łotrostwy swemi. Protegował go Lau-
zun, lubił Stackelberg i Ogiński miał go jakiś czas za adjutanta.
Przy nim pozr.al Riancourfa Massalski, wybrał na pułkownika
i powierzył mu werbunek*).
Massalski jak w tym wyborze tak we wszystkiem był lek-
komyślny i płochy, ale nie zbywało mu na nauce, na oczytaniu,
n;i smaku w sztukach, które lubił, na dowcipie i łatwem pojęciu.
Niestałości osobliwszej — przekonania i zasady zmienia! nie-
spodzianie, odstępował od nich nagle, i w chwili, gdy się naj-
mniej spodziewano, przerzucał na stronę przeciwną. Widzieliśmy
jak go sądzono w Rzymie.
Gdy władzę hetmanów ukrócono, litewskiemu hetmanowi,
ojcu biskupa, zostawiono ją wyjątkowo do r. 1766, bo ich na
Litwie potrzebowano. Broniąc na sejmie ojca, biskup wolał:
„ Kii-tly się Cedr; walą, cóż się z chróstami i trzciną dziać’
będzie”.
Wybicki, mówiąc o nim, sądzi jeszcze dosyć łagodnie „Bi-
skup wileński był postaci przyjemnej, charakteru słodkiego, na
nabytych nie schodziło mu naukach, ale, jak zwykle nasze ma-
gnaty, nie wchodząc w ścisłą rachubę dochodów i wydatków,
*) Massalskiego t viii werbunkom n ii ‚szczęśliwy] u iin jego pułku, do którego
zwerbowano około osiemdziesięciu ludzi i oddano na skarb, winniśmy obrzydły pa-
szkwil na Polskę wydany w Berlinie (li. m. drutu. !)li pp.l >L’oumng~ouiangd’ Eu ra-
fie ou U PaloHais ul ąu’il est; ouvrage nieihodi([iie, igui a remportć nn prix d’histo
ire
nainrilU- en 1779. AuUireni tej brudnej kiiiżezyznv przceiw Polsce jest jeden z oficerów przez biskupa .\hi->nl-kii’i;Li wypijanych /. franeyi, eo łatwo jioznne z ustępu na sir. 87. Nazbierano do lego putku łotrów na bniku paryskim, których się później f>ozbye było trudno, kilku z nieh mściło >ir p narobiwszy awantur, za które ich wygnać musiano z kraju, podolmyiui paszkwilami. Wywód Pniaków od małp (przeczuł Darwina I), dpi rządu, sejmów, praw, anegdoty o niewypłacalności polskiej, opia Warszawy,
wojska (20,000 oliccrów, a pułki po 15 ludzi), towarzystw iw których autor bywał),
kobiet, brudu pol-kicpi. podróży, |Nijitlynków. rnśeiwem i l>czwslydiiem skreślony pif
l-
rem. Tę zemstę czuć w zakon e żeni u. > Polak— pisze— jest najlichsza, n aj p Klnie j-
za.
pogardy, iinjniko.eiiLtiiejs*;i, najoliydmcj.-zij, iiajticzczelniejsza, najirłupsza.,
najbrudniej-
sza, najchy trzej.- za.. Tiiijpiidlejsza ze wszystkich małp’.
Taki ton i styl całego dzieła.
— 193 —
zostawał zawsze w potrzebie na zbytki”. Niemcewicz dobitnie
zowie go „purchawką”.
Sapieha Michał Aleksander, kanclerz litewski, po śmierci
ks. Michała Czartoryskiego na tę godność przez dwór rosyjski
polecony i mianowany, ograniczony był umysłowo, posłuszny
żonie, która z nim robiła, co chciała… bogaty, skąpy nadzwy-
czajnie, u ludzi nie miał ani wziętości, ani szacunku. Wprzódy
stronnik saski, później rosyjski, pilnował zawsze tej strony, przy
której była siła.
Rzewuski, marszałek koronny, na pozór był jednym ze stron-
ników królewskich, chociaż w istocie ani króla kochał, ani oceniał,
posługiwał się nim tylko. Bardzo umiejętnie rządzić umiał kró-
lem i dworem. W kraju go nie lubiono, znając jako samoluba,
który sobie i swoim wygodom gotów był poświęcić wszystkich
i wszystko. Rosya go używała i on głosił się jej zwolennikiem,
nie bardzo mu jednak dowierzano. Zdolności i zręczności miał
wiele.
Daleko ohydniej wygląda u współczesnych Gurowski, mar-
szałek wielki litewski. Na dworze Augusta III i hr. Brtthla
grał w młodości rolę błazna; to go podniosło i dało mu sposo-
bność nabycia majątku. Gdy Sasów zabrakło, udał się w tejże
roli dowcipnisia pokornego do Petersburga na dwór W. ks. Pa-
wła, i zjednawszy sobie protekcyę, szedł dalej. Zręcznym był,
dowcipnym, akomodującym się łatwo, płaszczącym, i robił, co
przykazano, byle nie darmo. Saldem miał o nim i jemu podo-
bnych mówić cesarzowej, że gdy im się jedną ręką worek po-
daje, drugą można śmiało dać policzek. Do poufnej niegdyś rady króla i do jego kółka należący
Borch, podkanclerzy koronny, miał być głową zapaloną i czło-
wiekiem niezmiernego oporu; w interesach szło z nim nic łatwo,
bo pojmował nie prędko, tępy był, a przez to drobnostkowy
i obstający przy swojem. Widzieliśmy go w czasie delegacyi
spierającego się tak ze Stackelbergiem aż do kłótni. Borch,
który przez żonę podobno wkradł się w łaski królewskie i był
z nim na stopie poufałej, poróżnił się później. Rosyanie też nie
posługiwali się nim, wiedząc, że nie ma wpływu w kraju i nie
wiele im być może użytecznym.
Sanguszko, w. marszałek litewski, uchodził za słabą głowę,
jak wszyscy bracia, a charakteru miał być lekkiego i bez zasad.
Polska w czasie trzech rozbiorów. Toin 1. 18
— 194 —
Matka jego, jedna z najzręczniejszych intrygantek swojego
czasu, odgrywając rolę pobożnej, umiała sobie zaufanie Augu-
sta III pozyskać. Przez kilka miesięcy jeszcze po śmierci jego,
cała rodzina zdawała się do stronnictwa saskiego należeć, dla
oka, potem wszyscy przeszli do króla Poniatowskiego, któremu
nie wiele pomocy przynieśli.
Ogiński hetman, który swojego czasu byl pretendentem do
korony, pan w całem znaczeniu tego wyrazu, franeusko-polski
XVIII w. ty]>, człowiek najpiękniejszego wychowania, miłośnik
sztuk, artysta, poeta, muzyk, najmilszy w świecie w salonie — het-
manem mógł być tylko w Polsce mianowany.
</ et* t*
Jak większa część współczesnych, grzeszył płochością pra-
wie dziecinną. Pięknej bardzo postaci, próżnym był z twarzy
i postawy, a nawet z talentów. Dwór jego niemal królewskim
jaśniał przepychem, otaczało go wojsko, straż pełnili złociści Jan-
czarowie. Koncert, złożony z na jdoskonalszych wirtuozów w Euro-
pie, codzień uszy pańskie delektował. Sam hetman przedziwnie
grał na flecie.
Dom jego pełen był obrazów, w pałacu grano opery i tra-
gedye — ale pod Stołowiczami haniebna porażka w oczach wszyst-
kich zabiła go na sławie. Repnin zwał go „zmokłą kurą u .
Szczęśliwym wyjątkiem w pośród tego tłumu był podkanc-
lerzy Chreptowicz, który od młodości przy Czartoryskich się
obracał i do ich obozu należał.
Nieprzyjaciele nawet odmówić mu nie mogli szacunku i uzna-
nia prawości charakteru. Gorący miłośnik kraju, wyjątkowo też czystym był, bezinteresownym, nieposzlakowanym. Chreptowicz
własnej pracy winien był wykształcenie swoje, posunięte daleko
i ciągle zwiększane życiem ustronnem, pracowitem, cichem. Ucie-
kał o ile mógł od dworu, unikał mieszania się do spraw publicz-
nych, lecz zmuszony brać w nich udział, postępował wedle su-
mienia. Wadą Chreptowicza była zbyteczna skromność i boja-
źliwość, brak energii i woli.
Biskup krakowski Soltyk, który się był od spraw publicz-
nych usunął, zaczynał już naówczas pono okazywać znaki obłą-
kania, którego później padł ofiarą. Był to też jeden z ludzi
czystych i nieposzlakowanego, gorącego patryotyzmu, lecz zara-
zem charakteru tak gwałtownego, tak nie powstrzymującego się,
— 195 —
iż z Rzymu go już prosić musiano, aby się hamował. Popełniał
z najszlachetniejszemi chęciami mnóstwo niezręczności.
Obok Sołtyka z pewnych względów można było postawić
Turskiego, biskupa łuckiego, człowieka zacnego i niezłomnego
charakteru, który nie lękał się nigdy prawdy mówić, choć zno-
sił za nią prześladowanie. Na sejmie rozbiorowym postawiono
mu sześciu huzarów w jego sypialni, aby dokuczyć i upór jego
złamać. Nie zmieniło go to wcale, bo podobnie stawał później
w sejmie 1776 roku. Należał do obozu Czartoryskich, którym
miał być winien wychowanie i wyniesienie swoje.
Mniejszego od tych znaczenia byli: Ossoliński, biskup kijow-
ski, człowiek charakteru łagodnego, więcej gospodarstwem niż
polityka zajęty; Gedroić, biskup inflancki, małego wpływu i ta-
lentu, ale bardzo pięknej twarzy i postawy, którego wyniesienie
przypisywano łaskawym względom w r . hetmanowej litewskiej;
Okęcki, biskup chełmiński, człowiek łagodny i rozsądny, do stron-
ników familii należący; Kossowski, podskarbi, także przez nich
protegowany, czynny i uczciwy, poważnego charakteru, nieprzy-
jazny królowi; Brzostowski, podskarbi litewski, żadnego nie ma-
jący znaczenia i wpływu, zrujnowany podpanek, naostatek het-
man polny lit. Sosnowski, przez Czartoryskich wyniesiony i im
służący. Wzmożenie się jego przypisywano powszechnie ks.
podstolinie Lubomirskiej, matce księcia marszałka, której miał
być ulubieńcem *). Winien on był nadzwyczajne swe spanosze-
nie się i dostąpienie tak wielkiej dostojności wysługiwaniu się
familii po sejmikach i trybunałach. Pani hetmanowa uchodziła
za daleko dow r cipniejszą nad niego. Duma wyrównywała w ro-
dzinie nizkiemu jej pochodzeniu.
W całej tej galeryi wizerunków ludzi pewnego wpływu
i znaczenia ledwie kilka charakterów okupią wiek i kraj od za-
rzutu zupełnego zepsucia.
Przypisywano Stackelbergowi to wyrażenie się, że po ustą- pieniu kanclerza i wojewody — Czartoryskich i usunięciu się ich,
nie było przed kim zdjąć kapelusza w Warszawie.
*) Powszechnie go miano za dorobkowicza, jednakże ks. Luskina, pisząc
o jego śmierci (roku 1774), mówi szeroko o rodzinie i przodkach, wymieniając * wo-
jewodę Potockiego, kawalera orderów sw. Stanisława i Orła białego, za Augusta III
pisarza w. ks. lit., a na elekcji Stan. Augusta marszałka. Miał za sobą Zenowi –
czównę; córki wydal za Platera i Lubomirskiego.
— 196 —
Obrazowi jednak temu brak całego obywatelstwa wiejskiego,
które powagą i cnotą nieskończenie przewyższało tych, co stali
na widowni. Większa część tych ludzi unikała stolicy, zamachów
ambasady, umizgów dworu, samego cienia zepsucia. Wśród tłumu
tego mniej widoczni rośli dla przyszłości: Ignacy Potocki, Sta-
nisław Małachowski i tylu innych, których cnotę miał sejm czte-
roletni odsłonić. Szkoła kadetów kształciła ludzi, co pamięcią
sejmu podziałowego mieli się rozbudzić do naprawy grzechów
jego.
W ciszy domowej na łonie rodziny pracował eks-kanclerz
Zamojski nad nową księgą prawa, unikając także politycznych
zapasów i spraw, w których nie mogąc być użytecznym, cier-
piałby tylko za grzechy cudze. Wśród tej niewidzialnej garstki
ludzi cichej pracy gotowała się jaśniejsza chwila przyszłości.
VI.
KRÓL I KRAJ.
1778—1779.
Sejmu wolnego przygotowania. Uśpienie opozyeyi. Króla stosunki i przyjaciele.
Otwarcie sejmu. Rugi. Marszalek Tyszkiewicz. Pierwsze czynności. Wnioski od
tronu. Skarb. Sprawozdanie Boskampa Lasopolskiego. Wniosek o wyłączeniu
obcych i indygenów z dyplomacyi. Opozycya. Odpowiedź króla. Komisya likwi-
dacyjna. Atrybucye Rady nieustającej. Wojsko. Kawalerya narodowa. Nota i groź-
by posła przeciw zamachom na Radę nieustającą. Skutki pogróżek. Prawo o ka-
dukach. Król starostw odmawia. Wojsko rosyjskie. Korpus kadetów. Zamknięcie
sejmu. Wolski o nim. Ksscna zdanie. Łagodność Rosyi. Sprawy zagraniczne.
Austrya i Prusy. Spadek bawarski. Poselstwo Repnina. Polityka Rosyi w Polsce,
Austryi i Prus. Baron Julius. Essen o Polsce i królu. Portrety królewskie, Ki-
towicz, Moszczeński. Wizerunek własny. Autor Horoskopu o Polsce 1779 roku.
Postrzcżenia i przc}>owiednie. Wpływ saski. Obraz kraju i jego mieszkańców. Król.
Rady o włościanach. Rodziny możne. Zbytek. Warszawa. Król w Jordanowicach.
Pieniądze wychodzą za granicę, kraj ubożeje. Litwa. Wojsko. Kawalerya narodowa
Chorągwie husarskie i pancerne. Wymiar sprawiedliwości. Skład Rady nieustającej.
Katolicy pod panowaniem rosyjskiem. Stosunki z Rzymem. Arehetti. Stackelberg. Łojko.
VI.
Król i kraj.
1778—1779.
Jakkolwiek od przeszło pół wieku żaden sejm wolny bez
węzła konfederacji się nie obchodził, nie musiano mieć wielkich
obaw o następujący w r. 1778, gdyż ze strony ambasady, a na-
wet króla, zbytnich do niego przygotowań nie widzimy. Opo-
zycya też zdaje się także postanowiła zawieszenie broni, gdyż
i ona na sejmikach nie dobijała się i nie dokupywała większości.
Sejmiki nie zwracają na siebie uwagi ani burzliwością, ani roz-
dwojeniami, ani zabiegami zbytnimi.
Przyczyną tego jest, jak się zdaje, to, że król po mozolnych
staraniach nad wyrobieniem sobie stronników, przy pomocy Ty-
zenhauza i innych zwolenników, już wiedział zawczasu, że więk-
szość mieć będzie po sobie, wiedziała też opozycya, iż jej wiel-
kiemi nawet ofiarami i zakłóceniem spokoju nie uzyska, bo po
stronie króla stał ambasador, który popierał go, mając nawza-
jem w zysku oszczędzony grosz, jakiby na przedsejmowe zabiegi
szafować musiał.
Miał król naówczas zapewnione sobie wybory posłów sta-
raniem przyjaciół, którzy zajmowali znaczne stanowiska po wo-
jewództwach; w bracławskiem Grocholskiego, kasztelana bra-
cławskiego, na Wołyniu Olizara, stolnika koronnego, w Wielkiej
Polsce Raczyńskiego, pisarza w. koronnego, w lubelskiem Sta-
mir8kiego, starostę krasnostawskiego, w sandomirskiem Mała-
— 200 —
chowskiego, kanclerza, na Litwie wszechmogącego Tyzenhauza.
Oni przedstawiali do urzędów i łask, przez nich najpewniejsza
była droga do króla, oni też po prowincyąch byli jego pełno-
mocnikami.
Nic słychać tu więc prawic o wrzawliwych wyborach i sejm
zwołany zbiera się na dzień 5 Października w Warszawie.
Ze zwykłym obrzędem uroczystym, po mszy do Ducha św.
w kolegiacie odprawionej, po kazaniu… nastąpiło otwarcie w izbie
senatorskiej i poselskiej przez marszałka starej laski Mokrono- skiego. Chciał mu prawa do tego zaprzeczać Krzucki, poseł
wołyński, dowodząc, że ostatni wolnego, a nie konfederackiego
sejmu marszałek winien był zagajać, ale mu głosu nie dano i po-
wszechną zgodą prawo przyznano…
Na rugach nie stracono wiele czasu, a podwójny sejmik
ziemi wiskiej większość za nielegalny uznała.
Jak na poprzednim, tak i na tym sejmie, marszałkiem z ręki
i wskazania królewskiego wybrany Tyszkiewicz, pisarz W. Ks.L.,
gdyż alternata na Iitwę przypadała.
Na wstępie widzimy zaraz delegowanego od izby poselskiej
do króla ks. Sapiehę, generała artyleryi, który w najwdzięcz-
niejszych wyrazach przemawia, dziękuje i osobiście się do
wdzięczności wiekuistej obowiązanym oświadcza… Początkowe
formalności odbywają się wszystkie z wielką sfornością i po-
rządkiem, a nawet bez zbytniej czasu straty…
Wyznaczono bez trudności osoby ze stanu rycerskiego do
rozpatrzenia czynności Rady nieustającej i kandydatów do przy-
szłej Rady. Prymasa i tych, którzy po lat cztery w dawnej
Radzie zasiadali, opuszczono… Województwo krakowskie dopra-
szało się też, aby senatorów, na których były procesy, wyłą-
czono—ale król, powagą swą zalecając najprzód wybór do Rady,
kwestyę tę odroczyć zniewolił.
Szemrano wszakże, odzywając się przeciw temu i po mowie
króla, co nie przeszkadzało do rozdania rejestru kandydatów.
Szło, jak się zdaje, o ks. Antoniego Sułkowskiego, na którym
ciężyła kondemnata, a tę zagodzić musiano. Zaczem do głoso-
wania przystąpiono, które dosyć czasu zabrało.
Czytano potem Pada Conventa dla formy, a za niemi pro-
pozycye od tronu.
Na czele ich stalą, by prawa przez Zamojskiego ułożone
— 201 —
rozesłane były po województwach ad deliberandum , do przyszłego
sejmu, aby każdy nad niemi swe uwagi czynić mógł i te auto*
rowi lub zgromadzonym stanom przesłać, dla stosownych odmian
i poprawy.Poprawa uchwalonego w r. 1775 prawa wekslowego. Określenie i ograniczenie prawa ^kadukiem” zwanego
(Juris caduci) tak, aby pięćdziesięcioletnie posiadanie od niego
zabezpieczało. Zaradzenie niedostatkowi funduszów, przez które cier-
piała szkoła rycerska tak, iż zagrożoną była upadkiem. Oddanie należnej czci komisyi edukacyjnej, bez żadnego
wynagrodzenia pracującej. Zaopatrzenie potrzeb wojsk rzeczypospolitej. Porównanie dochodów skarbowych z rozchodami.
Wszystkie te propozycye, z wyjątkiem dotyczącej kodeksu
Zamojskiego, którą później przemilczano, tyczyły się reform we-
wnętrznych i pilnych potrzeb rzeczypospolitej, nie sięgając ani
praw zasadniczych, ani reform konstytucyjnych.
Z rachunków komisyi skarbowej okazało się, iż opłacono
wyznaczone na przeszłym sejmie rozchody, oprócz rocznej pen-
syi komisyi nieustającej i książąt saskich, że niektóre źródła do-
chodów znacznie się zwiększyły. Same cła w Koronie, niezna-
czący dotąd czyniące dochód, milion przyniosły; dwuletnia suma
doszła 35 milionów, z których dziewięć na wojsko wydawano…
Oszczędności przyszłe sam król na wojska pomnożenie wyznaczał.
Jednakże okazało się zarazem, że w ciągu lat dwóch wy-
szło za granicę pieniędzy 47,640,669 złt., a nie weszło nad
22,096,360 złt.
Narady przerywane wprawdzie przez oponentów, którzy
się wyborów komisarzów domagali, szły jednak dalej, wedle
programu.
Następowało zdanie sprawy posła polskiego u Porty, Bo-
skampa Lasopolskiego, które, wedle prawa, przy drzwiach za-
mkniętych (po usunięciu arbitrów) się odbyło.
Domagała się opozycya i innych takich sprawozdań, lecz
że żadnych poselstw nadzwyczajnych nie było— upadło żądanie.
Zatem starosta Szczerzecki z okazyi Boskampa (który świeżo po-
bo indygenat otrzymał) wniósł prośbę, aby odtąd za granicę tylko
szlachta rodowita i dobrze osiadła wysyłaną była.
Ityło t<» przypomnieniem lub mimowolncm na.śladowanici
prawa szwedzkiego, które do wszelkich funkeyi cudzoziemców
dopuszcza. I wyjątkiem jedynie dyplomacyi. W Polsce zaś król
szczególniej chętnie sie posługiwał takimi, jak: Roskamp. OoGOflA
i t. p.
Chciano o to króla upomnieć.
Hetman też zażądał przełożenia sejmowi instrukeyi innych
posłów i credentiales) i listów wierzytclnych. Król sam odpowiedział na to, że departament cudzoziem-
skich spraw Rady nieustającej listy wierzytelne dawał i rachun-
ku posłów słuchał, a zatem przy rozbiorze czynności Rady o>U
hędzie to roztrząsać.
W drobnych takich zaczepkach znać wprawdzie czuwająca
opozycyę, lecz zarazem i jej słabość. Staje ona jakby dla za-
świadczenia, że żyje bez wielkiej nadziei powodzenia. Po wy-
borze komisarzy skarbowych, sprawozdania ich różniły się. Je-
dni znajdowali rachunki dostatecznymi, drudzy niezupełnymi; ka.
Radziwiłł chciał nawet, aby kwitu wydanie odroczono, skąd
wszczęła się wrzawa wielka. Król ją załagodził, odciągając umy-
sły i dając się im ukoić przy słuchaniu innych sprawozdań. Czy-
tano tedy sprawę komisyi likwidacyjnej. Ta w pierwszej klasie
wskazywała 15 milionów rzeezypospolitej. które w ciągu lat
dziesięciu spłacić miano, w drugiej zaś tfiO milionów, które jako
niesłuszne umorzyła…. Żądano przedłużenia komisyi. która prac
swych ukończyć nic mogła. — Za temi szły relacye z czynności
komisyi edukacyjnej i departamentu wojskowego… ze szczegól-
nem odznaczeniem zasług generała Komarzewskiego.
Zatem przyszło najdrażiiwsze zdanie sprawy z czynności
Rady nieustającej, której konsyliarze żądali, aby mu przytomny-
mi hyi’- mogli dla odparcia zarzutów. Znaleziono kilkanaście
punktów w rezolucyach Rady, w których prawo przestąpiono.
szczególniej w rzeczach sądowych.
Wszczęły się rozprawy dosyć żywe. głównie codo nadanej
EtodSie władzy tłomaczenia praw. którą odjąć jej chciano. Wnie-
siono pewne ograniczenia.
Usprawiedliwiała się Rada prseeiwfea dosyć znai-znej liczbie
przeciwników swoich, mówił kanclerz, kasztelan ł.ęczycki, he-
tman polny i inni.
Hetman koronny iRraniekit opierał się redukowania kawa-
— 2<W —
leryi narodowej zamierzonemu przez departament wojskowy, cho-
ciaż w interesie ogólnym byłą to rzecz pożądana. Żadne wojsko
więcej nie kosztowało, a mniej nie było użyteczne, służyła ona
do reprezentacyi, popularną była u szlachty, ale kraj z niej już
naówczas żadnej korzyści nie miał… Okazało sic to w nastę-
pnych latach walki. Hetmanowi zaś szło o temat popularny do
opozycyi i łatwego zyskania serc panów braci. Skutecznie na
to odpowiedział Łącki, kasztelan sandomirski, dowodząc, że
zmniejszenie kawaleryi wynagradzało się powiększeniem innej
broni o głów kilkaset. Oczekujących posłów stanu rycerskiego nie dopuszczono do
głosu, spieszono do pokwitowania czynności Rady: ale projekt
kwitu nie utrzymał się. Król przemawiał za jego przyspiesze-
niem. Czytano projekt powtóre, i już zdawał się być przyję-
tym, gdy wtrącono poprawkę. Spory wszczęły się ńa nowo.
Król bardzo czule pożegnał rozłączający się stan rycerski,
broniąc jeszcze czynności swych ministrów.
Rozpoczęły się obrady w izbie poselskiej, niemal od głosu
Dłuskiego, posła lubelskiego, zachęcającego „do korzystania
i dobrego użycia pory wolnego sejmu od postronnych mote na do-
świadczenie tylko pozwołonef^. Znaczące to były wyrazy… malują
to, iż kraj położenia swego był świadomym… Sypnęły się pro-
jekta mnogie do praw ze strony opozycyi, których przejrzenie
delegowanym do konstytucyi powierzono.
Wszczęły się spory z okazyi dość ostrych zarzutów poczy-
nionych przez Krzuckiego delegowanym do rozpatrzenia czyn-
ności Rady, lecz Krzucki przeprosił i żywe wyrazy cofnął.
Zatem przystąpiono do projektu, który określić miał zbyt
wielką wolność, nadaną Radzie nieustającej, tłomaczenia praw.
Rozprawy były dość żywe i głosy różne, wogóle jednak wszyst-
kie raczej za projektem, niż przeciwko niemu.
Wśród tych rozpraw Mokronoski, poseł mielnicki, oświad-
czył w bardzo oględny sposób, iż „«, co na losy Polski influency e
mają*, już chcieli tamę położyć dalszemu sejmu wolnego postę-
powaniu… aż J. Kr. M… zapobiegł temu i podaje środek— ułoże-
nie nowego projektu…
Dorozumiano się, że to była groźba ze strony ambasadora,
którą sobie na obronę Rada nieustająca uzyskała, lub też król
użył postrachu tego, aby Radę ocalić.
.Izba cala na projekt zgadzała, się jednomyślnie –
Dembiński, poseł krakowski— gdy tymczasem JM Pan poseł za-
brania nam przyjąć go. przez deklaraeyę swoją, w której mieni
go być przeciwnym przyjaźni, przeciwnym traktatowi gwaran-
eyi. Cóż tu może naruszać przyjaźń lub traktaty, gdy my nie
naruszamy granie państwa rosyjskiego? nie ściskamy handlu?
nie wypowiadamy wojny i t. d. Że tylko u siebie chcemy za-
chować prawa i porządek, że, naprzykłud, kto nie będzie trądo-
wa! bona comncia w procencie lecz w kapitale, że senator lub mi-
nister, mający na sobie proces, nie będzie mógt zasiadać w se-
nacie, nic zaspokoiwszy interesu— cóż to jest przeciw przyjaźni
imperatorowoj JMei lub obowiązkom traktatowym?-
Gdy atę tą groźbą niepokojąc rozprawiano, j zadano od
marszałka wiadomości, ezyliby w istocie nota jaka podana była przez ambasadora, marszałek zmuszonym został wyznać że — am-
basador zastrzegł, iż wszelkie umniejszenie mocy Rady nieustającej
będzie za przeciwne przyjaźni i gwarancyi dworu swego uważał.
Miisiaim więc naganę czynności i uszczuplenie praw jej
w ciaśniojszyrh y.\\ czci- granicach i wnoszono nowe projekta.
Groźba ambasadora o tyle zdawała się skutkować, iż przyspie-
szyła narady i zbliżyła różniące się zdania. — W senacie bronił
Rady ks. Sułkowski, wojewoda kaliski, i domaga! się rozmowy z de-
putowanymi stanu rycerskiego, lecz już było za późno… i senat
uchwałę izby poselskiej przyjął.
Opinia kraju otrzymała tu, acz częściowe, zwycięstwo.
Uchylono dwie jeszcze rezolucje Rady, jedną tyczącą się
liwenmków wojsk rosyjskich, drugą w sprawie prywatnej, przy-
ozem Poniński zapóźno nadszedłszy pod pozorem, iż liwerantów
rosyjskich sprawa jest materia s/a/us, chciał tamować czynności…
ale się przy swojem nie utrzymał.
Scjin, strawiwszy dosyć czasu na drobnych prywatnych inte-
resach, pospieszał już do końca; wnoszono projekta kwitów i po-
mniejszych uchwał, jako nagrody dla Koniarzewskicgo. powiększe-
nia biblioteki Załuskich, wynagrodzenia ich rodziny i t. p. Wiele
z nich zgodnie przyjęto. Kwit komisyi skarbowej doznał opo-
zyeyi, lecz się w końcu utrzymał. Sypały się rozmaite pomysły,
poprawki i fantazyc… Książę Poniatowski, poseł warszawski,
z powodu z;it;uin>wanegi> handlu na Wiśle, podawał projekt me-
dyacyi rządu rosyjskiego. Potocki, poseł mielnicki, wznowił, by
— 20f> —
za granicę do poselstw tylko szlachtę rodowitą, osiadłą używa-
no, do czego Kalikst Poniński dołożył, aby zostający już za gra-
nicą posłowie mogli pozostać, dopókiby król sam odwołania ich
nie uznał potrzeby.
Dla mnóstwa projektów niektórzy sami je już darli i co-
fali, czas bowiem był krótki, przyjęto projekt od tronu o kadu-
kach, z poprawką ręką króla dopisaną; następnie ks. Poniatow-
skiego, dopraszający się medyacyi dworu rosyjskiego u berliń-
skiego, dla ułożenia mniej uciążliwych handlowi polskiemu na
Wiśle warunków… Wielu innych zwlekano jeszcze stanowcze
przyjęcie.
Nazajutrz (7 Listopada) marszałek, zachęcając izbę do przy-
spieszenia obrad i oznajmując jej o dobrej woli króla, oświad-
czył, że po uchwaleniu prawa o kadukach, król już podpisany
na majątek Bohdanów Skirdejów zdarł i spalił. Podżeganie do wydawania tych przywilejów na kaduki
przypisywano na Litwie szczególniej Tyzenhauzowi.
Sapieha wtrącił projekt uchylenia uciążliwych komisyi, roz-
graniczających ekonomie królewskie, któremi także Tyzenhauz
Litwie się naraził; poparty przez marszałka Tyszkiewicza, który
był Tyzenhauzowi równie jak cała rodzina króla przeciwnym.
W ostatniej chwili nagromadziło się tyle wniosków, iż przy-
pomnieć sobie musiano, że królewskie dotąd nie wszystkie były
przyjęte. Wniesiono tedy projekt ofiarowania królowi do sza-
funku 25 starostw, ale marszałek w imieniu króla sprawy tej
podnosić nie życzył. Rozprawiano o tern przydłużej, bo znowu
przeszkodą była gwarancya, która stan rzeczy istniejący porę-
czała; niektórzy na starostwa mający ekspektatywy, jako: Szy-
dłowski, poseł nurski, ks. Sapieha, K. Kalikst Poniński, dobro-
wolnie się ich zrzekli. Ponieważ jednak marszałek w imieniu
króla protestował, a inni nalegali o ofiarę, odłożono materyę tę,
poruczając układy marszałkowi.
Między innymi wnioskami i traktowanie z posłem rosyjskim
o wyprowadzenie wojsk rosyjskich z Podlasia wyszło na stół —
ale je inaczej obrócono i Tyszkiewicz obowiązał się żądać więk-
szego tylko zachowania karności.
Na potrzeby korpusu kadetów książę generał ziem Podol-
skich znaczną sumę, w jego ślady Kalikst Poniński osiemnasto-
tysięczną pensyę ofiarował i tyleż generał artyleryi Sapieha.
Uyiy bo Bodaj nie pierwsze ofiary patryotyczne po sej
rozbiorowym, któro w następnych lutach coraz wzmagająca się
gorliwość i współzawodnictwo mnożyły.
Ofiary stanu rycerskiego, który nadaniem starostw chciał
n i u przywrócić szafunok łask, król odmówił i prosił, aby o tern
więcej mowy nie było. Za wstawieniem się króla ambasador
też przyrzekł Wyśledzenie krzywd i ucisków przez wojska
syjskic czynionych, domagając się, aby województwa, k;
z osobna, podały ich wyszczególnienie.
Sejm zgodnie przyjął prośbę, Pułaskich. d”iiiagająeych
glejtu dla oczyszczenia z zarzutów i powrotu do kraju, a król
wydanie listu żelaznego przyrzekł… Projekta przez izbę posel-
ską przyjęte Senat także jednozgoilnie potwierdził, z wyjątkiem
prawa, tyczącego się posłów do mocarstw cudzoziemskich, prze-
ciw któremu powstał był książę wojewoda gnieźnieński, ale
wkrótce od opoiyeyi ustąpił.
Tak zakończy! swe prace sejm, nic tykając ważniejszych
przedmiotów, bez zbytniego rozdrażnienia i wrzawy, w dosyć agodny sposób. Kanclerz, mówiąc od tronu, aż nadto się po-
chlebnie wyraził o nim. zn;ijdując. że przynajmniej w polowie
wielkie zadanie wprowadzenia dobrego rządu i zjednania sobie
powagi a obcych dokonanem zostało, „gdy Rada ustanowiona,
skarb uregulowany, wojsko jakie jest w karności utrzymane,
sprawiedliwość dobrze administrowana’ – .
Wolski w obronie króla, mówiąc o tym sejmie, wymienia
jako główne jego owoce: zwolnienie prawa kaduków, objaśnienie
wekslowego i notę do dworu rosyjskiego o medyacyę w Berlinie
dla wyrobienia handlowi polskiemu korzystniejszych warunków.*)
Zgryźliwy Basen, który nigdy nie dobrem w Polsce uznać
nie chce, pisze W Grudniu, po ukończeniu tego sejmu: „Poło-
żenie kraju nie zajmującego nie przedstawia: z jednej strony
też same fakeye i duch nierządu, z drugiej taż w rządzie anar-. ro- i Się
Ir ról
„i Musiało In |irairu kaduków 1>jt dokuczliwin, płyt przcl sejiuwij jtiż pisami
ii niem i drukowano, kadukach na dobru dMbowicńsiwn (kliw.ruriln-) ji-st; Lis!
obywaW-la do JMci księdza N. pisany. (Za pozwoleniem zwierzchności w Warszawie).
Dr. Nadwor. 177S. (l)ie reritateni, fnc juBtitiain, Wm* eivis i-ri.-) podpisany Tomasz
llzelclmcki. I)n. 21 Murcu 1778 r. .Targnie! lic Mi; łakomych luilzi na wydarcie cu-
dzych mnjętnowi,— cbi-ć zysku pozorem pruwnoici kszlalioim… il/i-iuj -ii; w ojczyźni
e
zagęściła .
— 207 —
chia, co przedtem. Wymiar sprawiedliwości coraz a coraz jest
gorszy. Żaden kupiec, ani człowiek prywatny, mający dług
u magnata, nie może go odebrać, bo sądy egzekucyi nie dopu-
szczają. Prawo wekslowe wprawdzie wprowadzonem zostało,
ale spotykamy paniczów, co weksle przez kupców im prezento-
wane rozdzierają, a sądy cierpią to i nie troszczą się wcale. Co-
dzień nowe bankructwa; polscy magnaci, którzy mnóstwo są
winni osobom prywatnym, wyrabiają sobie termina odległe.
Kupcy tracą, kredyt całkiem upada”. — Jakkolwiek Essen może być zawsze posądzony o przesadę, świadectwa inne dowodzą,
że w istocie wymiar sprawiedliwości był nieskuteczny i stronni-
czy. Właśnie temu zaradzić miał ów kodeks Zamojskiego, który
król chciał mieć rozesłanym po kraju — lecz propozycya ta od
tronu milczeniem później okrytą została.
Chwilowa łagodność polityki rosyjskiej względem Polski,
która na te lata przypada, wypływała z widoków jej na Niem-
cy, z roli, jaką ona odegrać pragnęła, korzystając z rywalizacyi
Prus i Austryi.
Spór o spadek bawarski był dla Katarzyny nadzwyczaj
szczęśliwą zręcznością do wmieszania się w sprawy Niemiec, do
wyzyskania wagi, jaką miało jej przymierze, dla osłonienia za-
miarów względem Polski i Turcji i polityki jednakiej prawie
w postępowaniu z obojgiem.
Prusj r w obronie praw Niemiec, zagrożonych roszczeniami
Austryi, wystąpiły przeciw niej, powołując do związku innych
książąt. Z obu stron gotowano się do wojny, której obie wcale
sobie nie źyczjiy. Rosya, traktatem obowiązana przyjść w czyn-
ną pomoc Prusom, zwlekała stanowcze oświadczenie się… trzy-
mając Austryę pod groźbą wystąpienia przeciw niej wraz z Pru-
sami i Polską… Galie j r a miała być podstawą operacyi, dla tego
przy wyborze Rady nieustającej 1778 r. oszczędzano partyzan-
tów austrj r ackich, mających dobra na Rusi, ażeby ich sobie po-
zyskać… Trwało to, dopóki przez Austryę nie udało się na Tur-
cyi uzyskać, co traktat w Kajnardzi przyrzekał… W sprawie
bawarskiej Francya pozostawała neutralną; Anglia starała się
o przymierze z Rosj-ą, jednając sobie Potemkina, przeciwnika
Panina, i traktat ten chcąc do interesów Turcyi rozciągnąć.
Ponieważ wojna groziła między Austryą i Prusami, a po-
siłki Rosji traktat zapewniał, wj r słano ks. Repnina pozornie dla
— 208 —
układów o nie (warunki stawiono nadzwyczaj ciężkie), w istocie
dla pośredniczenia. Repnin, nawykły w Polsce do rozkazywania,
chciał tu także podobną odegrać rolę. — „Repnin — mówił Fryde-
ryk — przybierał raczej postać posła pełnomocnego, który w imię
swej monarchini miał prawa dyktować Niemcom — niżeli dowód-
cy posiłkowej armii”.
Repnin miał to szczęście, że go i wuj hr. Panin i Potemkin
zarówno popierał. Cesarzowa nie bardzo go lubiła, umiała jednak
ocenić, choć rzadko przystęp miał do niej.
Dla zwaśnienia Rosy i z Austryą, Fryderyk naó wczas wska-
zywał w Petersburgu przez hr. Górtza, iż Austrya zaczynała nie-
bezpieczny wpływ w Polsce zyskiwać. Przypisywał jej już Fry-
deryk przygotowywanie następstwa na tron, po Poniatowskim, albo księciu Sasko-Teschenskiemu lub ks. Czartoryskiemu; wska-
zywał, iż Czartoryscy i Lubomirscy w ścisłem byli z Wiedniem
porozumieniu.
Gdy Turcya za pośrednictwem Francyi i Austryi zgodziła
się na wymagania Rosyi, d. 13 Maja 1779, pokój w Teschen mię-
dzy Austryą a Prusami został zawarty, nie przynosząc innej stro-
nom korzyści nad wmieszanie się czynne Rosyi w sprawy Nie-
miec, i uzyskanie roli pośredniczki i gwarantki; wpływ Fryderyka
II na dwór i politykę rosyjską został stracony.
Repnin z powrotem do Petersburga miał szczęście osobi-
ście cesarzowej opowiadać anegdoty o zjeździe, w którym brał
udział w jej imieniu.
W Polsce Rosya postępowała nader bacznie, szczególniej od
r. 1778, obawiając się może rzeczywiście partyi austryackicj.
Mniej się lękano wpływu pruskiego, bo ten nigdy dotąd nie miał
wielkiego znaczenia. Stackelberg na pozór mniej niż dawniej
czynny, w najlepszych z królem w stosunkach, nie dowierzał
mu jednak i o każdym kroku jego był zawiadomiony. Wzajemnie
obsypywano się grzecznościami — ale ambasador i z opozycyą nie
zrywał, chcąc ją mieć zawsze na wypadek w odwodzie. Sta-
ckelberg popierany przez dwór swój, nie zaniedbywał mu jednać
stronników i gotowym był zawsze do konfederacji, która na
skinienie jego poszłaby za królem lub przeciw memu.
Dwór wiedeński z wielką oględnością wprawdzie, nie zrze-
kał się jednak wpływu na Polskę. Wiedziano bardzo dobrze
w r Wiedniu, czem tchnęła uszczuplona rzeczpospolita. W Galicyi
— 209 —
jednano sobie magnatów, kraj wszakże wojskiem zawsze dosta-
tnio obsadzono, a z poddanymi obchodzono się jeszcze w ten
sposób, aby w danym razie można się nimi posłużyć dla zawią-
zania ściślejszych stosunków z rzeczpospolitą i uzyskania w niej
wpływu. Nieprzyjemnym dla Austryi był wypadek z niejakim
baronem Juliusem. Ten pan baron, znany w Warszawie awan-
turnik i szuler, użytym był przez rząd austryacki dla poszuki-
wania w Polsce zbiegów z wojska, którym ułaskawienie zarę-
czano. Pomocnikiem Juliusa w tej sprawie, a zapewne i innych,
był niejaki d’Abocourt, który go oskarżył o przeniewierstwo,
o wyprowadzanie ludzi z Polski do Austryi (perduellionis crimen,
Crimen Plagi vel Mangoni), o werbunek zakazany i t. p. Wsku-
tek jego denuneyacyi d. 23 Paźdz. 1778 r. w nocy otoczono dom,
w którym mieszkał, zabrano mu papiery, a z powodu znalezio-
nych w nich poszlak zamknięto go w więzieniu, gdzie pół roku
był trzymany. Rewitzky napróżno wstawiał się i upominał o nie-
go, miał być oddany pod sąd sejmowy*).
Dwór berliński postępował sobie w Polsce z wielką ostro- żnością i obrachowaniem, unikając najmniejszego pozoru, jakoby
się chciał mieszać do spraw Polski, coby dwór petersburski na-
razić mu mogło. Śledził jednak potajemnie postępowanie Austryi,
a szczególniej Rosyi, i wyciągał z Polski, co tylko mógł — nie
mieszając się wcale do gospodarstwa rosyjskiego ambasadora…
Interesowi jego w Polsce wojna między Austryą a Rosyą byłaby
wielce dogodziła.
Położenie króla tak maluje trafny postrzegacz Essen: „Król
polski (Grudzień 1779) charakter ma słaby, zbywa mu na wy-
trwałości. Czuje on, że korona, którą nosi, jest tylko głowy jego
ozdobą, z łaski mu przez trzy mocarstwa ościenne pozostawioną.
Ani rodem, ani pokrewieństwem nie należąc do wielkich familii,
panujących w Europie, stara się tylko na chwiejącym tronie
utrzymać, często poświęcając temu najdroższe inłeresa ludu swego
i państwa. Politykę swą musi do okoliczności stosować i ulegać
temu państwu, które nad Polską największą ma przewagę. Przez
dwory petersburski i berliński uciśnięty, zdaje się, że z powodu
bawarskiej kwestyi i początków zakłóceń w Niemczech, skłoniony
) Antwort von Seiten des Baron Julius in Ansehung der von der Gegenpar- they verlagten Inąuisition. fol. 26 str. Warschau 1779. M. Groll. Polska w czasie trzech rozbiorów. Tom I. 14 — 210 — był, jeszcze ściślejszymi węzły z temi państwy się połączyć i w planie pruskim z razu brać udział, aby ze współdziałaniem Polaków Austryę w Galicyi napaść — chociaż Rosya, nie łudząc się, widzi jasno, że jak skoro przewaga jej w Polsce narażoną zostanie na osłabienie, na króla polskiego wiele rachować nie mogła. — Tajemnym zamiarem króla jest poniżenie wszystkich wielkich rodzin i przekazanie korony jednemu z synowców. Przy- kład dany mu przez króla szwedzkiego pobudzi do naśladowania go przy sprzyjających okolicznościach. „Prywatne dochody jego wynoszą siedem do ośmiu milionów złotych polskich. Znaczna ta suma jest właściwie na utrzyma- nie jego osobiste i dworu przeznaczoną, nigdy jednak nie wy- starcza na to. Opłata dworu zawsze za miesiąc zalega, poro- biono już znaczne długi, a codzień rosną nowe, tak że u prywa- tnych ludzi pieniądze pożycza, od tych, którzy na obligi kró- lewskie dawać są gotowi. Główną przyczyną tego nieładu jest rozrzutność króla, tak wielka, iż nie jest w stanie przez dwa- dzieścia cztery godziny sześciu tysięcy dukatów utrzymać. Nie- słychane sumy pensye go kosztują. Znam damy, z pierwszych rodzin, które rocznie dwa, trzy do sześciu tysięcy dukatów otrzy- mują). Drugim wydatkiem znacznym są budowle, zawsze za-
czynane, nigdy nie kończone. Są gmachy**), które do miliona talarów kosztowały, ale że je przez lat dwa opuszczono, w zu-
pełną poszły ruinę. Mniemani alchemicy, złotoroby i inni szar-
latani różnego rodzaju na wielkie go narażają wydatki. Przyznać
jednak należy, iż marnotrawstwu temu winna i wielka jego do-
broczynność, bo się wstrzymać nie może, ażeby nieszczęśliwemu
nie pomógł.
„Cięży mu też liczna jego rodzina. Bracia są zupełnie zruj-
nowani, musiał popłacić ich długi, a teraz żyją kosztem jego.
„Zda mi się, że na długi samego jego dworu piętnastu ty-
sięcy dukatów rocznie za mało, a właśnie teraz król, który
winien sto tysięcy dukatów Genueńczykom, a oprócz tego zna-
czne sumy Holendrom, posyła komisarza do Holandyi, aby,
jeśli się uda, nową zaciągnąć pożyczkę. — Za włoskiego swojego
*) Najdroższa z tych dani była księżna Sapicżyna, wojewodzicowa mscislawska,
matka ks. Kazimierza Sapiehy, a siostra hetmana Branickiego. (P. A.).
*) Koszary Ujazdowskie? (P. A.). — 211 — sekretarza) zapłacił długów dziesięć tysięcy dukatów, drugie
tyle za szambelana Wikede, teraz za zbankrutowanego doktora
zaręcza za 8,000 dukatów.
„Oprócz tego niezmierne sumy kosztują go sejmy. — Wpływ
jego w kraju jest zawsze bardzo znaczny, chociaż on nadzwy-
czaj od dobrego z Rosyą zawisł porozumienia. Nikt nad niego
lepiej nie umie posługiwać się tym łańcuchem intryg, namiętno-
ści, interesów i stosunków między familiami” **).
*) Ks. Ghigiotti?
**) Do mnogich wizerunków Stanisława Augusta z różnych epok, z rożnem
dlań usposobieniem kreślonych, dwa zasługują tu na wspomnienie. Moszczeński mówi
o nim w pamiętniku swoim: « Stanisława Augusta postać była mężczyzny pięknego,
twarz azjatycka, zbudowany regularnie, wzrostu średniego, posiadał języki: francuski,
włoski, niemiecki, angielski i swój własny doskonale, którymi się nie tylko pięknie
i przyjemnie tłomaczył, ale i pisał. Organ miał piękny i wymowny, sposobność kon-
wersowania w salonie najprzyjemniejszą, obowiązującą. Styl w pisaniu piękny, grze-
czność ujmującą, tak z rodakami, a więcej jeszcze z cudzoziemcami. Tańcował menueta
i tańca polskiego bardzo pięknie. Prezentował się szlachetnie i przystojnie, miał wia-
domości wiele czytanych o wojażach, krajach i ludu zwyczajach, z pamiętników o dwo-
rach i intrygach kobiet i ministrów, i żeby kto chciał wybrać grzeczniejszego kawalera
do wielkiego monarchy dworu dla bawienia kompanii w salonie, metra ceremonii lub
sekretarza — równego Stanisławowi Augustowi trudnoby znaleźć, ale żadnych przymio-
tów nie miał, które mieć powinien król, osobliwie w wolnym narodzie, bo był człowiek słaby, rozsądku i objęcia rzeczy nie mający, odwagi żadnej, wojska i żołnierzy nie lu-
biący, bo z oficerem nie wiedział co mówić, o co go spytać. Nie umiał matematyki,
a przeto ni taktyki, ni inżynieryi, ni artyleryi nie znał, obowiązków, ani regulaminu
wojskowego żadnego. Na architekturze się nie znał (?), ale budować lubił, a posta-
wione gmachy znowu zrzucał i przerabiał, byle^ mu kto pierwsze zganił. Rolnictwa
żadnego nie znał, nawet zbóż, w trawie wiadomości żadnej, botaniki, chemii, historyi
naturalnej nie umiał, równie jak o handlu, rolnictwie i mechanice. Nie był szczery,
w niczem nie stały, nierządny, aż do marnotrawstwa dochodów swoich. W wyborze
ludzi na urzędy, nie zdatność osób go powodowała, ale intrygi kobiet lub inne względy.
Uczonych lubił, a najwięcej wierszopisów wesołych i dowcipnych, co mu pochlebstwem
kadzili. Wszystkich współczesnych pisarzy starał się ujmować pensyami, by go
w swych pismach chwalili. Dla cudzoziemców, przybywających do Warszawy, bądź
wartych poważania i szacunku, bądź awanturników, wszystkich ujmował grzecznością
lub datkiem, pracować się zdawał cały dzień nic nie robiąc, dając audyencye od rana
do wieczora, przez szambelana meldowanym sobie mężczyznom i kobietom, słuchał ko-
merażów, robił intrygi, odpisywał na niekończące się przesyłane bilety od kobiet, a co
wieczór dyktował sekretarzowi dyaryusze dnia całego, kto u niego był, co mówił, od
kogo odebrał list lub bilet i co odpisał. Lubił się wdawać w cudze domowe interesa
i protegował stronę, mającą zawsze złą sprawę, bo ta, nie mając nadziei wygrania w są-
dzie, szukała jego opieki. Wszystkich amantów, pokłóconych z amantkami, starał się
Do tej czarno wystrzyżonej sylwetki dodajmy, że król, jak
zawsze, gorąco się opiekował szkołami, uczonymi, sztukami,
godzić i cimjnIu zgody takowe Łowtowily go olmiajiM] Rozwody za jego panowania
■■»; zagi;śeily T bo je protegował. byleby kobieta protekcji żudaln i przyszły lub będ ący
amant jego szukał wsparcia.— Teatra, ristnbliwio włoskie lub francuskie, lubił. Muzyki nic, bo ucha nmzyeziMgo nie miał. Na mu Kirach, n-wiiu-li wojskowych nie bywał,
l»> na [IHIHiHIwll -ic nie znal i na punktualności wykonania onych. Polowania ani strzelania do tarczy nie lubił, co było zwyczajem za panowania poprzednika jego. liier hazardownych i żadnych nic lubił, pijaństwem sio brzydził, bale, maskarady, festyny dla niego dawane, w których śpiewy hyly dla niego pochlebne i złożone na redutach
z bandów kobiet pieknycl), z reprezontae.yi wesel wiejskich, to w ogrodach, to ]>o w«iadi, w dunuu-h czynione bardu go bawiły. Lubił przy lem odwiedzać korpus
kadetów, bywał nu ig/muinic młodzieży, robiąc im kwestyo z literatury i historyi,
a nosząc na sobie mundur kadecki, przywiązywał do siebie młodzież korpusu, która
go bardzo kochida. Widząc wychodzącą młodzież oświeconą, Ih’z nalotów, pochlebiało
mu. widna 1 , że ro było dziełom panowania jego, i że nigdzie równej szkoły nie
było .
Wizerunek ten, -kreślony reku szambeląnu królewskiego, przedstawia go z wielką
prawdą, uez w nim czuć, że ten, co go pisał, byl przyjacielem Szczęsnego. Tak sądzili
u królu ci, eo go dobrze znali, w przeciwnym mu obozie. Kilowicz maluje go nam
widzianego na ulicy, zdała, takim jakim go opinia publiczna klas średnich znała.
Obrazek jego dobitny jest i jaskrawy. 1’owiada o nilu, na co się godzi z innymi (było
to znać zdanie ogólne), że w wieku spokojnym i w kraju nie zagrożonym, byłby to
król. jakiego lepszego życzyć nit- można. Przyznaje mu dowcip, wy uiowc. miłość nauki,
|iiM’ziirie reform [Kil rzebnych, łagodność, przystępu ość, wyrozumiałość i cierpliwoś ć.
Ale zarzuca razem, źe w trudnych kraju okolicznościach nic umiał i nic miał sity im
|>odołać, że nazbyt koronę, [Muiowanie i życie cenił, a nadto wiele im pwwiccal; że si
ę
zbyt kochał w płoehych zabawach. Życic prowadził z wielu względów umiarkowane,
lubił jeść dobrze, ale nie wiele, wina prawie nie pil. W domu z ludźmi służebnymi
unosił się łatwo.
-Na igrzyska pospólstwa zapatrywał sic jakby im wielkie dzida godne oka kró-
lewskiego. Dla tego panowie, wiedząc o takim króla guście, gdy sic gościem u któ-
rego znajdował, wyprawiali dla niego nodarzone prawdziwe, allwi zmyślone wesele chłopskie. Tam król, zbliżywszy sic. do zgrai. pod niebem tańcującej, mile sic przysłu chiwał piosneczkom miłosnym .
Oddaje sprawiedliwość królowi, że tracąc ria zbytki i na dobre uczynki, dawał
choinie i widie, sypał aż do rozrzutności, choćby tniał nn to zaciągać dlngi. Nos/ono
potem cyrografy króla, i przcdnwa.no je |io nueseie. Wyłudzał król od bogatych mni-
chiiw pieniądze na swe potrzeby, straszne kadukami.
Jako katolik spełniał swe obowiązki piłuje, na nabożeństwach bywał, kazań
słuchał — miał dwóch kaznodziejów nadwornych: lachowskiego i Wito-zyńskiego. Na-
gania Kilowicz życie rozwiązłe, zniesienie rejestru ariutusmi, nic/aehowaiiie postu i
ka-
tolicyzm na oko, a libcrtynizm w sercu.
Dla dopeł nia tej galery i portretów dołączamy rn jeszcze jeden, najdawniejszy,
najciekawszy, l«. skroślom ręką samego króla.
— 213 —
wszystkiem, co niosło cywilizacyę europejską. I w tym roku nie
zaniedbał odwiedzać szkoły, słuchać sam uczniów, nagradzać
W latach 1756 — 1760 Stanisław August nie przeczuwający może, jakie go
w przyszłości czekały losy, obyczajem ówczesnym bawił się, kreśląc portret własny.
Była to zabawka towarzyska modna — jak wystrzyganie z papieru lub pytania i odpo-
wiedzi. Zręczne wystylizowanie ładnego wizerunku, który czytano wieczorem, zjedny-
wało oklaski i sławę. Celował w takich portretach ks. de Ligne, popisywali się z nim
i inni brls esprits. Poniatowski tak siebie maluje:
« Czytając ciągle portrety, chęć mię [wzięła odmalować mój własny. Byłbym
moją postacią zadowolony, gdybym o cal był sł umniejszy, gdybym nogę miał kształt –
niejszą, nos nie tak garbaty, mniejsze usta, wzrok lepszy, zęby pokaźniejsze. Nie sądz
ę,
bym nawet z temi poprawkami miał być bardzo pięknym, aleby mi tego było dosyć, sądzę bowiem, że twarz mam szlachetną i wyrazistą i postać odznaczającą się, ruchem
i trzymaniem się wszędzie na siebie zwracającą oczy. Krótki wzrok często mi jednak
nadaje minę zakłopotaną i ponurą, ale to nie trwa i gdy chwila ta przejdzie, często
grzeszę znowu postawą zbyt dumną. Wyborne wychowanie, jakie odebrałem, wiele
mi pomogło do pokrycia niedostatków postaci i umysłu, a umiejętnego popisu z oboj-
giem, tak że się mogą lepiej wydawać, niż warte. Mam dosyć dowcipu, by wszelkiej
podołać rozmowie, a nie dosyć obfitości myśli, by dostarczyć do niej treści długo i cz
ę-
sto, chyba w pomoc przyjdzie uczucie lub miłość, jaką z natury obdarzony jestem dla
sztuki. Łatwo dostrzegam śmieszność i fałsz wszelkiego rodzaju i wady osób, a czę-
sto zbyt żywo uczuć im to daję. Nienawidzę antypatycznie złego towarzystwa. Wiel-
kie lenistwo nie dało mi ani w talentach, ani w nauce tak dalece posunąć się, jakbym
mógł. Pracuję, gdym natchniony. Od razu albo zrobię wiele lub nic wcale; nie spo-
ufalam się łatwo i przez to wydaję zręczniejszym, niż jestem. Co się tyczy prowadze-
nia interesów, zbyt w nich bywam otwarty, zbyt się spieszę i dla tego pełno popełniam
omyłek. Sądzę dobrze o interesie, widzę trafnie błąd planu lub tego, co wykonywa,
ale sam potrzebuję jeszcze rady i hamulca, abym się go ustrzegł. Jestem nadzwy-
czaj wrażliwym, więcej na strapienie, niż radość; pierwsze wzięłoby nade mną górę,
gdybym w głębi serca nie miał przeczucia zbyt wielkiego szczęścia w przyszłości.
Urodziwszy się z wielką i gorącą ambicyą, z myśli reform, chwały i pożytku mojej
ojczyzny, utkałem osnowę wszystkich spraw moich i życia. Zda mi się, że do ko-
biet nie jestem stworzony. Pierwsze próby podobania się przypisywałem szczegól-
nym tylko sympatyom; naostatek poznałem miłość i kocham tak namiętnie, że czuję,
iż miłości tej utrata uczyniłaby mię najnieszczęśliwszym w świecie i odebrałaby mi
męstwo na całe życie. Obowiązki przyjaźni są dla mnie święte, rozciągam je daleko,
jeśli przyjaciel mi uchybi, gotówem uczynić co tylko jest w mocy ludzkiej, byle
z nim nie zrywać, a obrazę doznaną przeżywa długo pamięć wdzięczności za dobro.
Sądzę, że umiem być dobrym przyjacielem, prawda, że jestem nim dla niewielu,
chociaż jestem nieskończenie obowiązanym za wszelkie dobro, jakiego doznaję. Jak-
kolwiek prędko dostrzegam wady bliźnich, skłonny jestem do uniewinnienia ich, jak
to często postrzegałem. Ktokolwiek się bezstronnie rozpatrzy, znajdzie w sobie ła-
two upokarzające skłonności do największych zbrodni, którym tylko brak silnej po-
kusy, aby wybuchnęły, jeśli się surowo na wodzy nie trzyma. Lubię dawać, nie
lubię oszczędności Jale nie umiem zarządzić tern, co mam. Własnych tajemnic nie umiem
1’14
metalami uczonych. Między innymi otrzymał jeden ks. Osiii
ski za wydana fizykę. Będąc u Pijarów, dowiedział się kr< iż ks. Kopczyński na oczy byl chory, odwiedził go więe w cel i przyrzekł przywiać lekarzy. Wielce leni serca ująć sobie umiał. Obcy i swoi naówczas czuli i widzieli nieszczęśliwe Polski położenie. Po pierwsz>m zaraz rozbiorze, glosy już zapowiada-
jące drugi jako nieuchronny, często powtarzające się, znajduje-
my. Bardzo ciekawym jest pogląd na stan rzplitej w tym czasie
bezimiennego autora horoskopu politycznego dla Polski*). Wi-
dzi on jasno przyszłość i przestrzega Polaków, ażeby się nie
łudzili.
„Wszyscyśmy słyszeli, co się działo w Warszawie, gdy | słowie województw udali się tam na otwarcie sejmu.— Kilku hu]
tującyni się uczyniono ten honor, że się ich ulękniono, gdy tal
łatwo było złagodzić, grożąc im zniszczeniem włości. Ula uwol-
nienia się od nieb sejm zmieniono w konfederacyę. Dozwolono
jeszcze kilku mów czczych słów pełnych (wyjąwszy hetmana
ink dobrze zachowywać, jak cudze, z ktćiremi jestem jak najskrupuiatniejszyiu; lito-
-ciwy je-icm bardzo, milo mi tak być kochanym i otrzymywać [Kich wały, że prO-
żność moja byłaby Kliyiiiv.ua, jrdyby obawa śmieszności i nawyknienie Jo świata
nii’ nauczyły mnie w leni sit; hamować. Zresztą nic kłamię, rńwnie z zasady, juk
M wstrętu naturalnego do fałszu. Kie jmfm poW.nisiem. wicie do tego braknie,
ale śmiem poiviedzi(ć. ze kochani linga i udaję wie doń często, h mniii to przekona-
iii– |«k hlehncl?), iv On lubi nam czynie dobrze, gdy Qo o to prosimy. Mam szczę-
ście kochać ojca i matkę zarflwno z serca, juk z obowiązku. Choćby runie w pierw –
sKCJ chwili opiniowała chęć zcnisly. nie mógłbym |ej nigdy i alej spełnić, płyt. litoś
ć
I iv pm szkodziła. Często się przebacza zarówno prze/ słabość, jak przez ws|ianialo-
myślmiść, lękam się, liy z tej samej przyczyny wiele z moich pomyj.ic.Yi nic pnwło
W. wykonania i skutku. Kozwaiam chętnie, a mani dosyć wyobraźni, by się bawić
iv -.iiiiiułności i I”/ k>iitźki, .-ze/egótim-j ud czasu. jak kocham. 17ÓIJ.
Podać teraz muszę, iż jednych rzeczy umiem pragnąć stale i długo, i te wchodząc
iv -iilae [mntrzcglt-in, że żyjąc lut trzy wśrAd ludzi ohydnyeli, z których przyczyny
eierpialem okrupnic, sialem się mniej do nienawiści skłonnym. Nie wiem, czy dana
lni nienawiść wyczerpana zt»tnln. lub czy powodem jest, że teraz zdaje mi się, iż
gorsze rzeczy widziałem. Gdybym kiedy byl szczęśliwym, chciałbym, ażeby wszyscy
byli także, i by mi nikł nie mógł zazdrościć. 1760.
*) LTiorosci’i>c [Jolitiipic de la Pologne on se trouve le portrait caraetensti-
ipie ciii prince bćrćditaire de Prusse. Ciilipuf-me Kctilimi, corrigće, atlgmeiilće, r
enie
et rmalmee |inr un Kx-Ministre d’Elat. A Cetignc, sur les bonis du lae de Scntari.Hvo. 108 pp.
Góra samkai
■■ Wilnie
Ogińskiego), które nigdy nie sprawiły ani dobrego nie, ani złego,
ii wkrótce może uchodzić będą za zbrodnie stunu, gdy trybunał,
który ustanowiono dla rozsądzania spraw obrazy majestatu
i zdrady, skaże na gardło męstwo, stałość, patryotyzm, miłość
swobody, a każe szanować słabość, podłość i miłość niewoli. Jc-
dnem słowem, sejm polski uczynił, co tylko było potrzeba, by
wzmocnić panowanie Rosyi, króla pruskiego i dworu wiedeń- skiego nad Polską”.
„Wasza niepodległość mogłaby nie być straconą na zawsze,
gdybyście tylko od jednej Rosyi zależeli, od której nierozważnie
żądaliśeie gwarancji praw waszych, a ona wam ją łaskawie na-
dać raczyła. Mogłoby się stać, że to państwo, zajęte wojną obcą,
podałoby zręczność zrzucenia jarzma, a nadzieja swobody mo-
głaby was uczynić godnymi odzyskania jej. Na nieszczęście król
pruski i cesarzowa-królowa nie mniej nad wami, jak Rosya, pa-
nują, a dwie te potęgi dadzą wam uczuć ciężar swej władzy,
choćby Katarzyna nie podjęła się przód tego…”
Dalej pisze: „Te idee rzeczypospolitej i patryotyzmu, które
jeBZcze w niewielu głowach mieszkają, powoli się zatrą. Bez
zamieszek, bez rewolucyi, Polska się znajdzie podzieloną, a mote
ten wiek jeszcze będzie epoką smutnego tego wypadku.
„Ani się dziwuję temu okropnemu położeniu, w jakiem zo-
stajecie, iini niebezpieczeństwom, które was otaczają; uwielbiam
was owszem, żeście się dotąd utrzymać; potrafili.— Nie będę wam
mówić o waszym rządzie poczwaruym, którego nie dobrane czę-
ści żle się z sobą godzą, a zawsze musiały rodzić skutek prze-
ciwny temu, do czegoseie dążyli”.
Autor z tą jasnością i trzeźwością poglądu mówi dalej:
„Bądź co bądź, dom saski lepiej znal interesa własne, niź
rzeczpospolita swoje. Gdy wy zasypialiście dobrodusznie na wia-
rę w równowagę Europy, o której coś zasłyszeliście, nie dobrze
rozumiejąc, a nie wątpiąc, że wszystkie mocarstwa natychmiast
Bię uzbroją, gdyby was podbijać chciano, królowie sascy tym-
czasem przyjaźnili się z Rosyą. Wszyscy to wiedzą, źe minister
Augusta III byl Rosyi zaprzedanym”.
Wspomniawszy o konfederacyi Barskiej, której ocenić nie
umiał, zowiąe ją intrygą kobiet, z mężów niezadowolonych —
pisze dalej: — „Widocznem jest, że wasze nowe prawa i instytu-
eye zmierzają do nadania królowi władzy absolutnej. Rada nie-
ustająca będzie organem jego woli, a jak z sejmu wyłączonoSM 1 i m£
Bj^uHfl — -*WpH
• Lock.
wszystkich posłów, których się lękano samowoli, ręczę, że w Ra-
dzie nieustającej będą tylko mieścić ludzi najsłabszych, najgłup-
szych, najprzewrotniejszych a mijehciwszych mienia. Chciwość
jest rodzajem próżności, namiętnością panującą u Polaków”.
Dajemy tu tylko uderzające urywki, choÓ całość mieści n;i<l
nic więcej myśli na owe czasy proroczych.
„Trzeba się wyrzec wszystkich reform. Mylą się ziomko-
wie wasi, jeśli sądzą, że resztę rzeezypospolitej zachować potrafiąc.
„Powtarzani jeszcze — .Stary duch rzeezypospolitej wypasł
w was — nikt już dzisiaj nic powie: „wolę swobodę niespokojną,
niż spokojną niewolę”— przynajmniej jednegoin tylko słyszał Mi-
chała Paca, marszałka konfederacyi litewskiej, który to mówił
i mocno popierał to zdanie.— Ale starość i niedołężnienie kiedyś
go może nazad wtrąci w ten tłum ludzi godnych pogardy, któ-
rymi rządzą kobiety… To zwykły los wasz. Polacy”.
„Dom saski da! wam narowy, przez które narody giną. Na-
uczyli was pieniądze przenosić nadewszystko. Nauczyliście się
używać rozpustnie, bez olegancyi, fortun waszych, a dziw, że
tacy Sybaryci są ludźmi bez litości dla nieszczęśliwych niewol-
ników, którzy służą w ich domach, przenosząc nad nich i Bad
wszystko psy swe i konie”. 218 —
_Pod temi dwoma nicszrzęśliwenii panowaniami, któro no’
pokolenie stworzyły, wszystkie nagrody rzec zypospoli tej stały się
zapłatą podłości. Wszelka emulacya i miłość, dobra publicznego
znikły, występki doszły do bezwstydu”.
-Znikł dach wojenny, nawet — śmiem to powiedzieć- nawet odwaga”.
_…\ie wspomniałem jeszcze o jednem złem, które rzeczpo-
spolitą niszczy — o stronnictwach i wzajemnej nienawiści głó-
wnych domów. Powiecie mi, że kłótnie Potockich, Czartoryskich,
Ogińskich, Sapiehów, które tyle za sobą nieszczęść ściągnęły,
już nie istnieją. Ale nie zostawiłyż po sobie spadkobierców
swych waśni!”
O włościanach tak mówi:
„Wy nie znacie tego, co się gdzieindziej Indem nazywa;
wasi wieśniacy są w najcięższej niedoli; panowie mniej ich szczę-
dzą, niż swe konie, oddają na hi]) chciwości dzierżawców, a ci
barbarzyńsko poświęcają ieli łakomstwu. Zbydlęccni nic umieją
nawet uprawiać ziemi, choć to jest jedynem ich zatrudnieniem
Niema u nich duszy, uczucia niema, nie obchodzi u
wet dom własny. Patrzą spokojnie na pogorzel jego… odbu-
dować musi pan, oni nawet przyczyniać się do tego nie potrze-
bują. Jakiejże usługi może się rzeczpospolita od takich ludzi
spodziewać?”
„To, co się gdzieindziej zowie mieszczaństwem, stanem śre-
dnim, u was jest rzeczą też całkiem nieznaną. W miastach ko-
ronnych nieliczni mieszczanie nędzne handle wiodą. Co tylko
wymaga trochę przebiegłości, trochę przemysłu, przechodzi w rę-
ce obcych. W miastach szlacheckich mieszczanie są zgrają nik-
i-zrinną. która nic wie nawet, że jest wyzwoloną. Zajmują się
nnjlichszemi rzemiosły, a przestają pracować, gdy zarobili na
wódkę, która jest, na nieszczęście, zbyt tanią. Bez żydów nic
byście nic mieli. Oni, nie mając praw obywatelskich, ciągną
z was kontrybueyę”,
„Polski więc jedyna siła w szlachcic, ale czyż ona jest ta-
ką, jaką była za Sobieskiego, gdy z nią szedł na odsiecz Wie-
dniay Mówiłem już — dwaj sascy królowie -wszystko zgubili. Narowy,
jakimi zarażali dwór, poszły z kolei od jednych do drugich,
i aż do najbiedniejszej szlachty. Czegóż się możecie spodziewać
po tej nędznej szlachcie, która tylko domom waszym lichej służ-
Klasstor Ti/iu
by dostarcza? Służy wam ona ile, dba tylko o to, aby się
czegoś dorobić, drze was i zbogaca się waszym kosztem, („i
szlachcice ojczyzny nic mają, a mszczą się na chłopie za po-
dłość, z jaką do nófj waszych padają. Męstwo im tylko służy
do łupieży”. „Pomiędzy tą szlachtą nędzną a panami, których wy znacie
lepiej niż ja, jest szlachta nie zepsuta nędzą, ani zbytniem bo-
gactwem, mogąca ukochać swobodę i ojczyznę — ale ją zlc wy-
chowanie skazuje na gnicie w nieświadomości i nieuctwie. \ie
może ona kochać rzeczy pospolitej, w której widzi despotów,
anarchię i nieszczęście swoje”…
Domysły i przypuszczenia autora, co się stać ma i może,
jeśliby jeden z panujących umarł, nie wiele mają wartości, jak
wszelkie horoskopy…
„Poniatowski mniema, że Polską rządzi berłem Tytusa. Myli
się— ogół bezstronny widzi w niem berło Baltazara. Z Warszawą
obchodzą się jak z miastem szturmem zdobyłem. Podobna ona
jest do tej Babylony, eo zasłużyła na to, by ręka losu na ścia-
nach królewskiej komnaty nakreśliła nocą: Mane — Thekel —
Phares. Za każdym politycznym wypadkiem Poniatowski chwieje
m
‚^■M?
<&*… :jfclLsasJ Trębowla tt> 18 wieku.
się na tronie. Władza jego widmem jest. Można powiedzieć, że
w najętej stancji przemieszkuje, w stolicy swej i państwie —
do czasu”.
„Pomimo to, ma on szacowne przymioty. Żaden Polak nie
wyrówna mu zręcznością w prowadzeniu interesów, ani wymo-
wą, ani grzecznością, ani wprawą w mówieniu prawie wszyst-
kimi językami Europy, ani pragnieniem większem, by w kró-
lestwie jego kwitły sztuki i nauki. Ma on ambicyę, ale leniwą
i nieśmiałą. Tron jest mu potrzebny, aby na nim hołd swym
talentom należny odbierał. Ale te talenta, gdyby nie monar-
chini, ledwieby mu były wyjednały urząd intendenta zabaw
u dworu króla jakiego znicwieśeialego”. „Jako prywatny człowiek ma wiele przymiotów, jako król,
to tylko królewskiego, że chce być królem… Lubi się mścić, ale po dziecinnemu i w sposób króla niegodny. Pamiętać urazy równym i wyższym — a pobłażać niższym, jest obowiązkiem kró- la — Poniatowski czyni przeciwnie^. ■
„Nikt w Warszawie nie zna waszego położenia, a reforma
[irawmiiiwstwii przedsięwzięta — i eokolwiekbyioie bwago po-
częli, służy tylko do podżwiguięcia przesadów, a wzmocnienia
nieprzyjaciół waszych. Czego się można spodziewać po naro-
dzie, który prawa, kodeks, rząd, bierze z rak obcych?..”
„ Rzeczpospolita, która ma dziesięć wad politycznych, zo-
stanie zwyciężoną i podbita przez państwo, mające ich pięć
tylko. Tak samo z Polakami. Upadniecie, bo nieprzyjaciele,
którzy mają wiele wad waszych, nie chorują na anarchię waszą,
nic maja waszej medbalości, która zniszczyła, upodliła, zepsuła
wszystkie części administracji waszej”.
„Polska — kończy — doznaje losu ludów najsłynniejszych,
które zaczęły roztrząsać wady swego rządu, gdy nie czas już
hylo je poprawiać”.
Na ostatek autor gorącu przemawia za oswobodzeniem wło-
ścian, które już wówczas przykładem swoim chcieli przygotować
Zamojscy, Chreptowiez, Stan. Poniatowski, llrzostowski.
„Dusza waszych poddanych pogrążoną jest w rodzaju obez-
władnienia, które ustanie, gdy im wszczepicie miłość pracy, za-
chęcając do przemysłu. Chcecie, by ziemia uprawianą była przez
ludzi wolnych, by przemysł nauczył ich korzystać z jej płodów—
macie słuszność”.
222
.Spokojny przebieg sejmu w znacznej części zawdzięcza!
król i ambasador wyborowi szczęśliwemu posłów, których z Li-
twy wysłał podskarbi Tyzenhauz, zostający jeszcze w łaskach
U króla, chociaż na sejmie skarżono się o rozgraniczeniu i Sta-
ckelberg już się przewagi jego obawiał.
Miał przeciwko sobie wielu jawnych i skrytych nieprzyja- ciół, lecz nie zdawał się wcale ich lękać. Natychmiast po sej-
mie, Tyzenhauz wyjechał za granicę, z tloinaczem ks. Bohuszem.
gdyż języka żadnego nic umiał. Skorzystano z tego oddalenia,
ażeby kutie przeciwko niemu; tajemnic Tyzenhauz powołany do
powrotu… Ale familia królewska miała już czas ambasadora zy-
skać i przygotować, podskarbiego ruinę…
Zakończmy obraz tego roku uwagami o stanie kraju obcego
rezydenta, który odkrywa nam wiele złego, ale świateł w tym
obrazie przy najlepszej chęci trudno dopatrzeć. Świtały one
tam, dokąd nie sięgało oko…
„Teraźniejsze panowanie— pisze Essen — moralnie podkopało
i zniżyło znaczenie wielkich rodzin, więcej niż kiedykolwiek
podupadłych. Ciągle niezadowolone, zazdrosne, rozdzielone, bie-
gają za pensyaini zagranicznych dworów, aby przeciwko wia-
snej pracac ojczyźnie, W tym względzie żadne nic zaszły zmia-
ny, oprócz tych, jakie nieszczęśliwe losy Polski za sobą pocią-
gnęły… Z wielkich rodzin jedne wyjątkowo poupadaly, drugie
stały się wassalkami mocarstw obcych”.
„Potoccy, Radziwiłłowie, Lubomirsey przez rozrzutność cał-
kiem się porujuowali. Książę Adam Czartoryski będzie w swo-
im czasie mieć z siostrą do podziału dwakroć stolysięcy duka-
tów dochodu, ale z większą częścią swych dóbr jest na łasce
i postrachu Austryi. Część swego zboża zjadł na pniu, można
przewidzieć, że te ogromne [ majętności wkrótce się bardzo
zmniejszą-.
„Rodziny te nie mogą już dziś, jak dawniej, trząść rzecz-
pospolitą… grają w niej tytko rolę przez dwory, które się po-
sługują niemi. Reszta szlachty, mająca dobra całe w Polsce, go-
towa służyć temu dworowi, który jej lepiej zapłaci, a gdy trzeba
fakcyę zrobić.., nie odmówią nigdy”.
W stolicy wzmagał się zbytek, jak poświadczają współcze-
śni, król i sam budował wiele i drugich do tego zachęcał.
Ifyga w 18 wieku.
Kończono z wielkim pośpiechem i kosztem (w listopadzie)
pałac prymasowski. Miała to być jedna z największych ozdób
Warszawy. W tymże czasie otwarto, d. 8 Września, teatr przy
ulicy Długiej… Zabawy i festyny, jak za najlepszych czasów,
rozrywały wyższe towarzystwo. Nadzień św. Stanisława zapro-
szony król do sławnych ze swego ogrodu Jordanowie, do gene- rała Mokronoskiego, bawił tam dni cztery. Cała rodzina, pani
Krakowska, książę podkomorzy, ks. Michał, .Stanisław i Józef
Poniatowscy, marszałkowie nadworny, koronny i litewski, i nie-
unikniony, pieszczony, należący niejako do familii ambasador,
byli w liczbie gości. Przyjęcie było wspaniale i kosztowne….
Równie przepysznie występowali Radziwiłłowie w Białej, wyda-
jąc w Grudniu księżniczkę za synowca biskupa Massalskiego…
Wielka liczba dostojnych gości, książę generał, hetman Ogiński,
biskup Massalski, zjechali do starej rezydencji.
Stolica coraz się stawała wytworniejszą. na prowineyach
wogóle czuć było nieszczęśliwy stan kraju. Bankierowie war-
szawscy zapewniali, że w roku tym miesięcznie prawie milion
złotych wysyłali do Francyi za kupowane do Polski towary.
Z bilansu na sejmie przedstawionego okazywało się, że Polska
z zagranicy o dwadzieścia milionów złotych więcej wzięła wyro-
Klasstor na Jasnej Górse w 18 wieku
bów, niż wyprowadziła. Skutkiem tego dat się już czuć brak
gotowych pieniędzy w kraju.
Przyczyniało się do utrudnienia handlu nielitnściwe zdzier-
stwo pruskie, gdyż dwór berliński taryfami swemi wysysał rzecz-
pospolita… Zmniejszały się zamówienia surowych płodów, któ-
rych Polska dostarczała zagranicy, magazyny wszelkiego ro-
dzaju zbożem były przepełnione, a kupców na nie brakło… Za-
niedbane oddawna rolnictwo cierpiało, coraz więcej opuszczone.
Rachowano, że w r. 1779 Polska o jedna, piata gotówki
uboższa- była, niż w r. 1764.
Stosunki na Litwie były lepsze; tara nic wkradł się był
jeszcze zbytek, życie szlachta wiodła skromniejsze, n Ryga
i Królewiec zabierały, co ziemia zrodziła… Ludzie, mający
osiem do dziesięciu tysięcy talarów dochodu, nie liczyli się do
bogaty eh.
Stan wojska, od czasu jak ono mniej zawisło od samowoli
hetmanów, którzy często pieniądze nań przeznaczone lekkomyśl-
nie rozpraszali— ze wszelkich względów lepszym być zaczynał.
Starano się w niem wprowadzić karność, egzercytować żołnie-
rza i dbano o jego płacę i utrzymanie. Generałowie Komarzew-
nie- ew- Ruiny zamku w Chęcinach.
ski, Coccei, Goltz wielce się do zbawiennej przyczynili refor-
my. Szczególniej lekka jazda odznaczała się karnością i dobrą
„Jednakże — powiada Essen — wojska te rzeczypospolitej nie
będą nigdy tern, czciliby gdzieindziej być mogły. Popularność —
straszny ten wyraz, będący źródłem tylu nieporządków i nie-
sprawiedliwości, tu skutki swe czuć dawał, a póki oficer może
mieć miejsce i glos w sejmie — względy, jakie, jego przełożeni
z tego powodu dlań mieć muszą, zawsze będą niebezpieczny
wpływ wywierać na subordynacyę”.
Kawalerya narodowa, o której częstokroć wspominamy tu,
gdyż reforma jej była koniecznością, składała się cała ze szlachty,
zwanej towarzyszami \ szeregowych. Szwadron jej nazywał się cho-
rągwią, a składał ze czternastu towarzyszów szlachty i tyluż
szeregowych nieszlachty. Towarzyszami byli możni obywatele,
synowie obywatelscy, nie służący we froncie i dający za siebie
w zastępstwie dwóch żołnierzy, to jest sowity poczet z końmi
i umundurowaniem. Towarzysz pobierał na nich ze skarbu ty-
siąc złotych, z czego ich żywił i utrzymywał. Starszy wach-
mistrz zwał Bię namiestnikiem. Chorągiew też miała rotmistrza,
le Lrit.fb miliioiw. Tmi
porucznika i chorążego. Ci zwykle byli magnaci, wojewodowie,
kasztelanowie, podkomorzowic, ludzie wcale nie wojskowego rze-
miosła, służący tylko dla tytułu i munduru — bo stopień rot-
mistrzu odpowiadał generałowi, porueznik był pułkownikiem
i t. p. Raz tylko w rok porucznicy, chorążowie i cała star-
szyzna zjeżdżała do chorągwi, na tak zwane koło rycerskie, dla
wypłaty lenungn. Oficerowie przybywali zwykle poszóstno,
z dworem licznym i dawali fety i bale, chociaż komenderować
nawet wcale nie umieli. Rangi były kupne, za rntmistrzowstwo
płacono do dwóch tysięcy dukatów, za porucznikowstwo tysiąc,
chorąstwo pięćset, namiestnictwo dwieście pięćdziesiąt, za tytuł
towarzysza sto.
Kyly W wojsku chorągwie husarskie i pancerne także. Hu-
sarskie nosiły mundur, żtipan granatowy, kontusz karmazynowy
z podszewką i obszlegami granatowymi. Pancerni mieli żupan
kannazynowy, kontusz granatowy z podszewką i obszlegami granatowymi. Pasy nosili bogate, ładownice z krzyżem rycer-
skim. Mundur ten był do parady i występu w towarzystwach.
Pełniąc służbę, oficerowie i towarzysze okryci byli zbroją że-
lazną wraz z koniem, a na głowie mieli szyszaki z piórami, jak
dawni rycerze niemieccy. Pancerny oficer i towarzysz miał na
głowic żelazną, często złoconą misiurkę, podpiętą pod brodą pa-
skiem, z przodu i z tylu mającą wystający daszek, który od
cięcia bronił twarz i szyję. Oprócz tego nosili koszule sta-
lowe jak siatka robione, których ani szabla, ani kula nie
brała, bo pod niemi mieli jeszcze kaftany pikowane jedwabiem
dartym.
Nr wierzch zarzucano z ramienia dla ozdoby skóry lam
parcie, podbite aksamitem pąsowym ze srebrnymi łańcuszkami
i ozdobami. Bronią ich była kopia długa z lekkiego drzewa
wyrobiona, wydęta, pokostowana czerwono, z grotem długim,
stalowym, ostrym… i chorągiewką kitajkową karmazynowa, więk-
szą, niż proporczyki kawaleryi narodowej. U boku mieli pała-
sze, pistolety w olstrach i koncerz, miecz obosieczny, wzdłuż
konia do kulbaki przypięty z lewej strony.
Król liczył się zawsze rotmistrzem jednej chorągwi husar-
skiej koronnej i litewskiej, a chorągwie te liczyły się za naj-
pierwsze, po nich szły prymasa, hetmańskie, Benatorów, mini-
strów, których starszeństwo szło w rzędzie.
997
Szeregowi także byli uzbrojeni i konie ich okute żelazem,
u szyszaka nosili dwa pióra orle, ponad głowę wyniesione i sze-
leszczące w biegu. Uzbrojeni byli w karabinki, pistolety, pała-
sze, a na ramionach przewieszone mieli skóry wilcze podbite
pąsowo. Na codzień chodzili w sukniach tego koloru, co ofi-
cerowie, w czapkach wysokich barankowych z kitami wy-
sokiemi czarnemi, których końce były białe; te były z piór
kapłonich.
Około r. 1750 wprowadzono dopiero mundury, których
przez długi czas nie używali rotmistrze i oficerowie, bo nimi
byli król i dygnitarze. Rotmistrzów król patentował, ci swoich
poruczników i chorążych, w rejestr towarzyszów zapisywano
przez grzeczność. — Prawa towarzyszów r były wielkie, była to
rodowita szlachta, która generałów autoramentu cudzoziemskiego
w potrzebach brała pod komendę. Towarzysz miał wstęp wszę-
dzie, nawet na pokoje królewskie*).
Też same narzekania na brak sprawiedliwości, jakie z naj-
rozmaitszych stron słyszeć się dawały ciągle, powtarzają się
w przededniu spodziewanego kodeksu nowego, którego potrzebę
wskazują. „O wymiarze sprawiedliwości nic powiedzieć nie mo-
gę — dodaje przywiedziony— nawet gdybym najumiarkowańszych
i najłagodniejszych wyrażeń używał, naraziłbym się na za- rzut, że zbyt jaskrawo maluję i przesadzam. Sprawiedliwość
ta jest sprawiedliwością polityczną, zatem tak dobrze, jak ża-
dną. Codziennie dzieją się rzeczy, któreby w innem państwie
były nie do wiary; fałszywe bankructwa polskich kupców i ma-
gnatów, szalone gry hazardowne, rabunki wszelkiego rodzaju,
rozpaczliwe czynności, pochodzące z nałogu zbytków a braku
środków, wszystko to przechodzi bezkarnie. L
„Dość będzie, gdy powiem, że sprawy te smutne robią wra-
żenie na tych, co na nie patrzeć muszą, a którzy polskiej
moralności i polityki nie znoszą, nieustannie strzedz i pilnować
się zmuszeni, aby ich nie oszukano**).
*) Kosmowski — Moszczeński.
*) Wymiar sprawiedliwości za zbrodnie byl wszakże aż do zbytku surowym. W tym roku d. 31 Maja trzej, słudzy: kamerdyner, strzelec i chłopiec Bernarda Pu- szeta, pułkownika Rejm. pieszego, buławy koronnej, generał-majora i t. p., mieszka- — 228 — Skład Rady nieustającej, wyszłej z sejmu’ 1778 roku, wcale dla króla dogodnym nie był. Rosyjska polityka, oglądająca się mO ruchy w Niemczech, oszczędziła stronnictwo austryac- kie. Weszli więc do Rady w znacznej części ludzie królowi przeciwni. Na każdem niemal posiedzeniu wybuchały współzawodni- ctwa, dzielące ministrów, objawiała się opozycya ks. marszałka i jego adherentów, nie wiele się więc dla istotnego kraju do- bra w takich warunkach uczynić mogło. Skasowany w Polsce zakon Jezuitów utrzymał się — jak mówiliśmy — na Białej Rusi. Król Pruski także zrazu polecił prowincjałowi zakonu, ks. Michałowi Orłowskiemu, zabrać za- konników, których użyć chciano jako nauczycieli po szkołach. Rząd przyrzekał dawać na osobę sto dwadzieścia talarów. Nie wielu się tam jednak jakoś garnęło. — Sekularyzując się w Pol- sce, łatwo otrzymywali probostwa i posady. Cesarzowa stanowczo zakon brała k w opiekę. W Lipcu donosił uszczęśliwiony ks. Łuskina, iż biskup Siestrzeńcewicz, z mocy przez Piusa VI nadanego mu urzędu delegata apostol- skiego, zakon ks. Jezuitów w sam dzień św. Ignacego Lojoli nie- jako wskrzesił, dozwalając mu, z rozkazu cesarzowej, nowicyat otworzyć. Niespokojnym z tego powodu był nuncyusz Archetti, wielki zakonu nieprzyjaciel, usiłując zawiązać stosunki z hr. Stackel- bergiem, dla porozumienia się w tym przedmiocie). jącego ustronnie, a słynącego ze skąpstwa, napadli i zamordowali. Zlupiwszy, co było
w domu, uszli na Bielany, ale ich zaraz schwytano.
D. 16 Czerwca publicznie domierzono kary na Krakowskiem-Przedmieściu, które
żołnierze opasywali. Dwom pierwszym ucięto prawe ręce, potem głowy i ćwierto-
wano, a ćwierci na palach przy traktach wisieć imały z napisami: «Za zabicie pana
swego*. Chłopiec, że był młody, stał tylko przy egzekucji, sądzony na 24 lata do
robót, z dodatkiem po 50 rózeg co kwartał.
(Gaz. Warsz.).
*) Jan Andrzej Archetti, arcybiskup Chalcedoński (później kardynał), najprzód
nuncyusz w Polsce, za pośrednictwem ministra saskiego Essena zbliżywszy się do
hr. Stackelberga, potrafił wkraść się w jego łaski i przez niego polecony w Peters-
burgu w r. 1783 wyznaczony został nuneyuszem, a raczej posłem na dwór cesarzo-
wej Katarzyny. Opis tej swej podróży, pobytu i starań w sprawie kościoła kato-
— 229 —
Poprzyjażniwszy się z Essenem, rezydentem saskim, użył
go za pośrednika. Niepokoiło słusznie Rzym to wskrzeszanie
umyślne skasowanego zakonu, tak, że groził już wystąpieniem
z całą surowością przeciwko niemu, gdy opór przeciwko głowie
kościoła rodził zgorszenie.
Poprzedzający nuncyusze najgorzej byli usposobieni dla Ro-
syi, tak, że Stackelberg z cesarzową miał już na myśli skłonić
Polaków do oderwania się ]od Rzymu i „ustanowienia własnego
pałryarchatu 11 *).
Między Repninem a Ostrowskim rzecz miała być jia pół
już ułożona. Szczególniej nierozważną gwałtownością przyłożył
się do tego nuncyusz Durini.
Archetti postanowił wnijść na inną drogę, o radę prosił
Essena. Staruszek, zawarowawszy sobie, iż go nuncyusz we wszyst-
kiem słuchać będzie, obowiązał się ich zbliżyć i w dobre poro-
zumienie wprowadzić. Stało się to bez wielkiej trudności, i byli
z sobą wcale przyjaźnie, a nuncyusz, otwarcie mówiąc, zyskał
więcej, niż bocznemi drogami. — Przyjęto od niego napisaną notę
w sprawie Jezuitów. Dwór petersburski odpowiedział na nią ła-
godnie. Było to — jak twierdził Archetti — pierwsze pismo dworu
tego tak względnie dla Rzymu zredagowane.
Objawiano w niem zadowolenie ze sposobu traktowania,
obranego przez nuncyusza, wyrażając nadzieję, iż postara się
Rzym przekonać o niewinności Jezuitów. Cesarzowa oświadczała, lickiego i Jezuitów, zostawił w łacińskim rękopiśmie: cCommentaria de legatione
Petropolitana ab Joan. Andr. Archetti, Archiepisc. tunc Chalcedonensi, postea S. R. E.
Cardin. ad ministra ta*. Tłomaczenie jego z objaśnieniami wydał O. J. Gagarin, S. J.
w Paryżu 1872 pod tytułem: Un Nonce du Papę a la cour de Catherine II. Mć-
moires d’ Archetti (in 16o 264 p.).
Archetti opowiada pokrótce jaki był stan katolickiego duchowieństwa po po-
dziale Polski, i w jakim stanie zastał sprawy kościoła, nastąpiwszy po Garampim
w Warszawie w Kwietniu r. 1776. Archetti wyjechał do Petersburga d. 13 Czerwca
1783 r., posłuchanie publiczne miał u cesarzowej 15 Lipca t. r. i bawił tam do
1785 r. Pamiętnik zawiera niektóre ciekawe szczegóły o kościele katolickim w Ro-
syi, lecz więcej jest zajęty opisami pobytu i mnicmanem nawracaniem Archettiego,
który polemizował z metropolitą greckim. — Ustanowienie metropolii mohylewskiej
i pierwsze rozporządzenie Katarzyny, tyczące się kościoła, są tu opowiedziane i okre-
ślone ogólnie. Wydawca O. Gagarin dodał doń ciekawe noty.
*) Essen.
że zakon uważa za stowarzyszenie
cywilne i domowe (‚? civilc et
domestique?), że zachowuje go
W kraju, w którym bulla kasa-
cyjna nie była ogłoszoną, tylko
dla wychowania młodzieży, która-
by bez niego w barbarzyństwo
popadła.
W odpowiedzi czuć było, iż
Rosya gotową się jeszcze była
układać w tym przedmiocie, ale
też dawano do zrozumienia, że
cesarzowa uważała się w rzeczach
świerkirłi jak duchownych za
wszechwładną panią.
Z pierwszych tych kroków Ar-
ehetti prawie był zadowolony
i dobrej nadziei, lecz układy prze-
ciągnęły się — jak zobaczymy —
do r. 1785.
.Stackelberg także zyskał na tych układach w opinii ce-
sarzowej, u której byl naówczas w imjwiększem zachowaniu. Przed-
stawienia jego w Petersburgu były prawie pewnemi skutku. Pro-
wadził osobistą korespondencyę z cesarzową, a starał się nie
narażać ani Paninowi, któremu był winien wysłanie swe do
Polski, ani viee-kanclerzowi. — Przyznawano mu tuk zna-
komite talenta dyplomatyczne, iż mu już podkanclerstwo pro-
rokowano,
Z ludzi, których w tym roku Polska straciła, może naj- znakomitszym byl Feliks Łojko, szambelan króla, starosta szrop-
ski, zmarły w 63 roku życia w Warszawie dnia 19 Maja, po
kilkotygodniowej chorobie, w której pięć razy król go sam
odwiedzał. Urodzony w roku 1717 w gnieźnieńskim, z Ka-
rola i Teresy Wojnarowskiej, łowczych orszańskich, był wy-
ehowańcem Jezuitów poznańskich, potem dworzaninem księcia
Janusza Wiśniowieckiego, kasztelana krakowskiego, pazicm Augu-
sta III i szamb elan cni. Łojko zasłużył się szczególniej odpar-
ciem praw, jakie sobie w czasie pierwszego rozbioru mocar-
— 231 —
stwa do Polski rościły, bardzo gruntownem i silnem, pracą po-
równawczą o monetach i wielu innemi, które w rękopismach
zostały *).
Król z oznajmieniem o wstąpieniu na tron wysyłał go
do Francyi, do Ludwika XV. Właśnie w roku przeszłym do
Rady nieustającej wybrany, nie długo w niej zasiadał. Żal
po nim był powszechny, i pogrzeb czciła współczuciem War-
szawa.
*) Zbiór deklaracyi, not i głównieJBzych czynności, które poprzedziły i zaszły
podczas sejmu pod węzłem konfederacyi, odprawującego się od d. 18 Września 1772
do 15 Maja 1773 r. 4-o.
Rękopisma, pozostałe po Łojce, dostały się w znacznej części Czackiemu, który
ich do dzieła swojego o prawach użył; nieoszacowanc materyały posiadać ma jeszcze
rodzina jego.
Tli,
TYZENHAUZ 1 ZAMOJSKI.
1780—1781.
Stan Polski w roku 1780. Uspokojenia. Polityka zagraniczna. Józef II.
Prusy. Związek książęcy. Polityka Rosy i. Upadek Panina. ( )s?abienie działalno-
ści Stackelberga. Zachcianki pruskie. Buehholtz. Stronnictwo rosyjskie upada na
duchu. Opozycya bierze górę. Sprawy przedsejmowe. Tyzenhauz. Branicki. Sej-
miki. Otwarcie sejmu. Małachowski marszałkiem. Wnioski od tronu. Glosy opo-
zycyi. Komisya edukacyjna. Wojsko i skarb. Tyzenhauza czynności na Litwie,
jego charakter, przedsiębiorstwa i zakłady. Dobra stołowe królewskie. Król i pod-
skarbi. Zakłady w Horodnicy i Ix>sosnie. Przewaga Tyzenhauza w kraju. Abso-
lutyzm jego. Trybunały i komisye graniczne. Spisek familii i Stackelberga. Nie-
przyjaciele. Zabiegi przeciw niemu. Słał>ość króla. Oskarżenia i zarzuty w sejmie.
Opinia publiczna. Obrońcy i napastnicy. Upadek podskarbiego. Zdania o nim.
Kodeks Zamojskiego. Andrzej Zamojski, dom i rodzina. Przy gotowania do zbioru
praw. Zamojski o zbytkach i marnotrawstwie. Reformy. Sprawa włościan. Spra- wa Rzymu. Agitacye przeciw kodeksowi. Punkta zaskarżone. Wybicki w Środzie.
Kodeks potępiony na sejmie. Ltx sumptuarw. Czynności sejmowe. Szczęsny Po-
tocki. Zdanie obcych o sejmie. Cagliostro w Warszawie. Bezczynność* Stackel-
berga. Stronnictwo austryackie. Prusacy. Przejazd w. ks. Pawła. Listy przyja-
cielskie o położeniu kraju.
VII.
Tyzenhauz i Zamojski.
1780—1781.
Polska stosunkowo do lat poprzedzających używała cokol-
wiek spokoju i stosunki jej wewnętrzne znośniejszymi były. Pra-
cowali ludzie godni czci około podźwignięcia jej i utrzymania;
opinia publiczna zwracała się zwolna od koryfeuszów partyi ro-
syjskiej ku patryotom i ludziom pracy a przyszłości. Wypadki
polityczne w Europie zaszłe odwróciły może uwagę sąsiadów od
kraju wycieńczonego już i nie dającego nawet fałszywego powodu,
mniemanej anarchii, do nowych ograniczeń.
Śmierć Maksymiliana Bawarskiego rozbudziła była w Austryi
chciwość Józefa II, który Bawaryę pragnął zagarnąć. Utracone
prowincye, wzrastająca Prus potęga, zwiększanie się Rosyi zdo-
bywczej, napełniało Józefa II żądzą niepohamowaną świetnych
czynów i współzawodnictwa z Fryderykiem i Katarzyną. Józef II
nie posiadał zdolności im równych, lecz przewyższającą je ambi-
cyę, przy umyśle dosyć płochym a charakterze, któremu brakło
wytrwałości. Bądź co bądź, chciał on dawną świetność i potęgę
cesarstwa przywrócić. Rodziły się w nim łatwo projekta, któ-
rym nigdy podołać i wykonać ich nie umiał. Chciał być refor-
matorem, wielkim politykiem i prawodawcą, nic wszakże nie do-
konał tak, by trwały ślad po sobie czyn jego zostawił. To, co
czynił, było osnute, poczęte, po większej części chybione.
Sprawa spadku bawarskiego nie mogła być obojętną Fry-
derykowi, który Austryi przewodzić w Niemczech nie chciał do-
886
Antoni Ti/ien/iaus, iioilsUarbi nart,
zwnltó; mniemali
się do tego i Kata-
rzyna, aby okazać, iż należy do potęg
europejskich, z któ-
remi liczyć sio mu-
si nawet cesarstwo.
Fryderyk sprzyjał
tym zachciankom
Katarzyny, chcąc
ją mieć z sobą;
przeciwko Austryi
usiłował utworzyć
związek panują –
cyeh(Fuxstenbund>
niemieckicli i wcią-
gnąć doń cesarzo-
wą. Katarzyna nie
dawała się stanow-
czo skłonić do te-
iowodów religijnych naród rosyjski byłby
go, tłumacząc,
temu przeciwnym.
Zawiadomiona o tych usiłowaniach Fryderyka, Austrya ze
swej strony pracowała nad rem, ażeby Rosyę ku sobie pocią-
gnąć (1780, Cobenzel). Józef II. Tiiając już w tern przyszłe ra-
chuby, postanowił sum odąć się do Petersburga, by sobie zjednać
cesarzową, grając bodaj rolę jej szambelana. Rosya też skłon-
niejszą się okazywała teraz wejść z Austryą w przymierze.
Upadek wpływu Panina, który dotąd kierował polityką
względem Polski, oddziałał na zmianę jej w rzeezypospolitej.
Dawna zapobiegliwość o zachowanie i pomnożenie wpływu Ro-
syi w Polsce ustala prawic zupełnie. Stackelbergowi odjęto nie-
mal owe znaczne dawniej subsydya, któremi hojnie rozporządzał;
rządził więc tylko z królem i przez króla, przez znaczenie i wpływ
osobisty, nabyty w latach poprzednich.
Stosunkowo Polska mogła się czuć wolniejszą niż dawniej;
kleiły się znowu silniejsze stronnictwa, głównie przeciwko kró-
lowi i Rosyi; tworzyła się nowa partya austryacka, na którą
Stackelberg zamykał oczy, nawet zazdrosny król pruski, widząc
asi Kane/ers Jednej Zamoyski.
ten stan rzeczy, zapragnął
także przychylne sobie
utworzyć stronnictwo, co
było bardzo trudnem za-
daniem. Buchholtz zwie-
rzył się doradcy ówcze-
snych wszystkich dyplo-
matów, Essenowi, iż pan
Jago pragnąłby bliżej nie-
co śledzić bieg wypadków
w Polsce, a nawet Btwo-
rzyć stronników…
— Myśl to doskonalą —
odparł stary — ale jakichże
chcecie użyć środków do
tego?
Buchholtz ruszył ra-
mionami.
— Musiałeś pan zape-
wne znaczne na to sumy
otrzymać? — spytał Essen.
— Król nie chce dać ani szeląga — rzekł rezydent.
— A więc zapewne z ceł uciążliwych na granicy pobiera
nych cos upuści, bo to dla pozyskania sobie Polaków rzeczą jest
największej wagi?
— Nie śmiem ani zadrasnąć tak drażliwej niateryi — rzekł
Buehholtz — choć przyznaję, byłby to wyborny sposób…
— Znacież dobrze umysły i usposobienie Polaków?
— Nie, nie znalazłem ani w depeszach p. Benoit, ani
w papierach p. Bhmdiot żadnego wy rozumowanego opisu sta-
nu kraju…
Stackelberg, który też o tein wiedział, radził szydersko na
początek choćby nieco względniejsze obchodzenie się z Po-
lakami w wymiarze sprawiedliwości, w sprawach handlowych,
gdyż surowością i nieugiętą twardością nie można było republi-
kanów pozyskać.
Wojska rosyjskie wyciągnęły były niemal wszystkie z Pol-
ski; na sprawy sejmowe, zdając je na króla, nie wielką zwra-
cano uwagę, równie jak na skład Rady nieustającej i komisyi — 2;t8 —
skarbu, których dawniej tak troskliwie strzeżono. Obojętno*’,
z jaką dozwolono niektórym Galicyanom zająć nuejsca w sejmie,
małe zwracanie uwagi ambasadora na sprawy wewnętrzne, po-
lityka Jego Względem zwolenników Austryi, której stronnictwo
coraz widne zniejszem się stawało; dopuszczenie ks. Adama Czart
ryskiego w miejsce Tyzenhauza do laski trybunalskiej; przyby
cie v. Thuguta. posła aiistryackiego, do Warszawy, wszystko
to dawało do myślenia, iż dwory austryacki i rosyjski porozu-
mieć się musiały co do przyszłych losów Polski. Cesarz Józef
starał się najprzód przybliżyć i zyskać Bobie Potemkina.
Stronnictwo rosyjskie w Polsce skutkiem tych zmian stra-
ciło ducha, butę i zawsze komuś służyć potrzebując, usiłowało
przejść, już niemal do obozu austryac kiego.
Wnosili inni, iż Polskę chciano zostawić samej sobie; to
pewna, że w tym roku mogła ona więcej niż w poprzedzających
rozporządzać się w sprawach wewnętrznych.
Opozycya przeciw królowi zyskiwała na silach. Czartoryscy,
Lubomirscy, Potoccy, pilno chodzili około iiorgauizowania. się
i stawienia oporu Stanisławowi Augustowi, aby przyjść znowu
do władzy i znaczenia w poprzednich latach nadwerężonego.
Branicki, także mający po sobie Potemkina, z którego uluhioną
siostrzenicą, panną Engelhardt, się ożenił, ufny w poparcie jego,
stal się śmielszym i przedsiębiorczym. Nieprzyjaciel Stackelberga
korzystał z chwilowej apatyi jego. Poseł musiał szukać ratunku
w ścisłym związku z królem, zresztą unikał występowania gwał-
towniejszego, a o wyborach do sejmu zostawił Stanisławowi Augu-
stowi staranie… Zręczny i zabiegłiwy, pomimo ostygnięcia swych
posługaczów, z królem razem idąc, stronnictwu rosyjskiemu nie
dal upaść i kierował tak czynnościami, że przeciw Rosyi i jej
interesom nie uczynić nic dal.
Apatya Rosyi, jej zobojętnienie, usunięcie się, były bijące
w oczy. Stary dyplomata dodaje, opisując ten nowy stan kraju:
„Rosya swoje stronnictwo połączyła z królewskiem; trwać to może
tak długo, dopóki interesa Rosyi i króla zgodne będą, dopóki
króla na wodzy trzymać nie trzeba, a bez własnego odrębnego
stronnictwa obejść się można”.
W przededniu sejmu wikłały się nici najrozmaitszych intryg
około króla, biegali ludzie, wywiadując się, badając, usiłując so-
bie pewien wpływ zapewnić. Król był zmuszony do wielkiego
— 239 — umiarkowania i powolności. Z wielu względów czuł on się teraz
słabszym. Wytoczona sprawa przeciwko podskarbiemu Ty zen –
hauzowi, przeciw któremu był poseł rosyjski i własna króla ro-
dzina, pozbawiała go na Litwie najzręczniejszego pomocnika i kie-
rującego tam zwykle sejmikami.
Stackelberg żądał, by sejm był swobodny, umówiono się je-
dnak o wybór posłów, a nawet zawcześnie o osoby, mogące wejść
do Rady. Król był zmuszony stronnictwu opozycyjnemu pewne
poczynić ustępstwa, dopuszczając, aby Czartoryscy i Lubomirscy
część posłów swoich na sejm przysłali. Znalazła się też ich
liczba znaczna, co króla napełniało zawczasu frasunkiem, gdyż
przewidywał, że nawet te wnioski jego, na które się Rosya zga-
dzała, nie przejdą dla opozycyi.
Branicki, pewien poparcia Potemkina i czując słabnącym
Stackelberga, gorąco się brał służyć za przewódcę stronnictwu
przeciwników króla i posła, który w innych rzeczach okazując
się obojętnym, na jedno tylko usunięcie Tyzenhauza nalegał.
Sejm ten miał się obejść bez konfederacyi; można sobie wy-
stawić troskę króla, który właśnie w chwili otwarcia słabszym
się czuł, niż lat poprzedzających.
Zwołane sejmiki dla wyboru posłów na dzień 21 Sierpnia
obeszły się przecie bez scen krwawych i gwałtów. Sejm na dzień
2 Października naznaczono. Tyszkiewicz, marszałek ostatniego
sejmu go zagaił; rugi przeszły spokojnie, do laski powołany Antoni
Małachowski, sekretarz koronny, i zwykłe formalności dopełniły
się bez wielkiej wrzawy i sporów. Izba poselska wysłała do
króla i senatu delegacyę, oznajmującą o wyborze marszałka; na
mowę od tronu odpowiedział podkanclerzy Okęcki i przystąpiono
do ucałowania ręki pańskiej. Mianowania deputatów do rozpa-
trzenia czynności Rady nieustającej, komisyi skarbu i edukacyj-
nej, obeszły się też bez zwad i sporów. Król nasłuchał się ka-
dzideł do woli i mówcy mieli swobodę popisania się ze swadą.
Odczytano wnioski od tronu: o wyznaczenie pensyi deputa-
tom i sędziom pogranicznym; o polepszenie bytu starostw grodo-
wych; o zakaz werbunków cudzoziemskich; o naznaczenie trzech
z senatu i trzech z izby poselskiej deputatów dla rozpatrzenia
nowej księgi praw sądowych Zamojskiego; o polepszenie stanu
wojska, na który cel król 713,000 złotych ofiarował; o rozcią-
gnięcie monopolu tytuniowego na Litwę, o wyznaczenie sum dla
— 240 —
poszukiwania soli i kruszców; naostatek o przedłużenie urzędo-
wania komisarzom do edukacyi wyznaczonym.
Wnioski od tronu nie podobały się posłom, szczególniej no-
wa księga praw, o której już zawczasu chodziły przesadzone wieści, jakoby szlachtę w chłopy zmienić miała. Usposobienie
stało się królowi dosyć nieprzyjazne, i sejm zapowiadał się
burzliwy.
Sprawa Zamojskiego i Tyzenhauza już same były^dostate-
czne, by wywołać burzę i przykre zarzuty… Nie było tajnem
dla nikogo, jak ścisła i dawna przyjaźń łączyła króla z Tyzen-
hauzem; część więc winy przypisywanej ostatniemu, spadała na
Stanisława Augusta.
Przeciwko Radzie nieustającej już najprzód ozwały się głosy.
Suchodolski, poseł chełmski, oponował przeciwko zakwitowaniu
jej, żądając zastrzeżenia zaskarżonych wyroków. Komisya edu-
kacyjna zdała sprawę ze swych czynności, którym nic zarzucić
nie było można; uczyniła ona co tylko w stanie obecnym dla
polepszenia wychowania dokonać się dało i oszczędziła w prze-
ciągu lat dwóch 407,009 złt. Dochody wynosiły naówczas zna-
czną sumę 2,934,796 złt. Wydano blizko sto tysięcy na konwikty
ubogiej szlachty, dwadzieścia kilka na pauprów i nagrody. Ode-
zwał się ks. Poniński, poseł bracławski, że zakony i opaci bo-
gato uposażeni, powinniby z funduszów swych przyczyniać się
też do wychowania publicznego, zakładać szkoły i t. p.
Stan wojska koronnego wykazywał 12,439, a litewskiego
4770 (brakło około pięciuset do kompletu). Szczupła to była garść
na kraj rozległy, ale już większa i lepiej nieco zorganizowana,
niż przed laty dziesięciu. Bystry kasztelan Brzeski domagał się
powiększenia go, wykazując, iż kraj był w stanie je opłacić.
Stało ono ponad granicami i po miastach. O stanie wojska, fa-
brykach broni, szkole kadetów, mówiono wiele i gorąco, a jak
zwykle — bez porządku i prawie bez skutku. Widać jednak, iż
kraj obchodziła mocno reforma jego.
Przyszły wreszcie na stół sprawy skarbowe. Stan nie był
tak zły jak wprzódy, dochody dwuletnie wynosiły 25,832,706 złt,;
wyżej o 2,744,753 złt., niż w dwuleciu poprzedzającem. Pomimo
podskarbstwa ks. Ponińskiego, który tu był z imienia tylko gło-
wą, Kossowski opierał mu się mocno, stanowczo i nie dopuszczał
— 241 —
nadużyć; utrzymał w porządku skarb koronny i remanentem lub
gotowizną składał 1,213,680 zlt.
Komisya likwidacyjna długów rzeczypospolitej pretensje
lf)0 milionów obcięła do półtora… Tak było w Koronie. Gdy
przyszło do sprawozdań ze skarbu litewskiego, stan jego, nieład,
w r jakim zostawał z powodu samowolności Tyzenhauza, wyw T ołały
przygotowaną już burzę…
Zbyt to jest w T ybitna osobistość i zbyt ważna sprawa, abyśmy
ją krótkiem słowem zbyć mogli, dłużej więc nieco wspomnim o podskarbim Tyzenhauzie i przyczynach jego upadku.
Wśród osób najwybitniejszych i najczynniejszych tej epoki,
co było zdolniejszego i więcej wykształconego, niemal wszystko
wyszło z pod opieki, z dworu, z otoczenia Czartoryskich. Garnęli
oni do siebie szlachtę młodą, pomagali jej do wychowania, na
ich dworze nabywała ona poloru i znajomości świata, staw r ała
się użyteczną krajowi, a familia miała w tych ludziach przyjaciół
wdzięcznych i zwolenników… Do takich wychow r ańców Czarto-
ryskich można zaliczyć i samego króla i przyjaciela jego od dzie-
ciństwa, Antoniego Tyzenhauza, syna Benedykta, starosty szmel-
tyńskiego, ur. w r. 1733. Pierwsze lata po skończeniu nauk u Je-
zuitów; w Wilnie przebył Tyzenhauz na dworze ks. kanclerza.
Tu zbliżył się i poprzyjażnił ze Stanisławem Augustem.
Tyzenhauzów rodzina starą była i zasłużoną w Inflantach,
a pięknie spokrewnioną. Wychowanie początkowe starościca
szmeltyńskiego było dosyć u Jezuitów zaniedbane, gdy żadnego
języka oprócz polskiego nie umiał. Umysł w r szakże miał rozwi-
nięty, pojęcie bystre, wielką energię woli i dary niepospolite.
Służył początkowo i w chorągwi petyhorskiej i na sejmy posło-
wał i w kancelaryach i po komisyach uczył się spraw r publicznych,
do których go zaw r czasu pow r oływano… Król, który go kochał
i znał w nim przyjaźń dla siebie wielką, zaraz po koronacyi zbli-
żywszy się doń, rychło oddał mu podskarbstwyo litewskie. Chciał
mieć w nim i miał w istocie prawą rękę sw r ą, używał go do
najtajemniejszych spraw sw r ych, do interesów pieniężnych, do po-
litycznych zabiegów, do jednania sobie zwolenników, szczegól-
niej na Litwie, która zwolna przeszła, można powiedzieć, cała
pod rządy podskarbiego. Urósł Tyzenhauz rychło w znaczenie
ponad urząd, jaki zajmował. Na sejmie podziałowym podskarb-
stwo w r ciągnięto do senatu. Na widownię jednak polityczną mało
Polska w czasie tracch rozbiorów. Tom I. 16
242
na podsk
swą drogi
chciał i występowa! Tyzcnhauz; miał on wie inne i stworzył so-
bie zadanie olbrzymie podżwignięeia tępo kraju, który był opu-
szczony i zdany sam na siebie od wieków. .Szczególniej brak
fabryk, rękodzieł, przemysłu, dróg — wszystkie potrzeby ekono-
miczne niezaspokojone wziął na siebie Tyzenhauz, jakby cudem
stworzyć dla Litwy. Nie chciał tego widzieć, iż tak potężna re-
forma, nawet z największymi środkami przedsięwzięta, nagłą
i gwałtowną być nie mogła. Tego zrozumieć nie chcąc, rozpo- czął naraz przeistaczać kraj i z gruntu go przetwarzać. Ge-
nialne to było zadanie, ale nad siły jednego człowieka, który
przeciwko sobie musiał mieć cały niemal kraj, wstrząsając go
z posad… Do podskarbstwa litewskiego przywiązany był zarząd
dóbr stołowych, składających się z trzech ekonomii: Grodna, Mo-
hilowa i Szaweł. Z tych zaniedbanych, rozległych majętności
Tyzcnliauz miał opłacać królowi kilkakroć sto tysięcy złotych,
upoważnionym będąc zresztą czynić w nich i rządzić jak mu się
podobało. Znać Poniatowski, który miał zawsze, na sercu wy-
prowadzenie Polski z tego stanu zaniedbania i apatyi, w jaki
szczególniej za Sasów wpadła, obeznanym był z planami pod-
skarbiego i rokował z nich wielkie dla kraju korzyści. Ekono-
mie królewskie pod zarządem jego miały się stać szkółkami
przemysłu fabrycznego, rzemiosł i oświaty. Tyzonhaiiza plany.
jak z zarysów samych, w części wykonanych, widać, rozmiary
mialy zbyt wielkie na ludzkie siły, nie brano w rachunek czasu
ani walki, którą staczać musiano.
.lak wszyscy reformatorowie, Tyzenhauz miał charakter
absolutny, despotą był i nie rozumiał, by mu się co opierać mo-
gło. Powierzona mu rola polityczna dowódcy stronnictwa rega-
listów na Litwie, zmuszająca jednać szlachtę, nadawała mu silę,
gdyż tłumy miał za sobą. Wiedziano, że król tylko na wstawie-
nie się, za pośrednictwem podskarbiego, na urzędy mianował, że
tein źródłem płynęły laski. Jednało to zwolenników, ale też ro-
biło nieprzyjaciół. Dobra stołowe królewskie za Sasów i dawniej
jeszcze niedbale były administrowane, rozmaiłem! nadaniami do-
żywotniemi pouszczuplane, nadużyciami pozagarniane; gdy przy-
szło je na nowo zregulować, mierzyć, a co było nieprawnie od
nich oderwane, odzyskiwać — szlachta podniosła okrutne larum
na podskarbiego. Nie wiele na to zważając, szedł Tyzenhauz
swą drogą, grzesząc tylko tern, żo za wiele razem chciał dokonać.
— 243 —
Gdzie się tknął, brakło mu do jego reform ludzi sposobnych,
zakładać więc było trzeba szkołę geometrów, buchalteryi, gospo-
darstwa, sprowadzać budowniczych, nakoniec fabryki z gruntu
wznosić i stwarzać z niczego. Na to ognisko przemysłu i ręko-
dzieł obrał Tyzenhauz okolice pod Grodnem, Horodnicę i Łosośnę.
Cudem niemal powstały gmachy ogromne. A że każdy przemysł
pomocniczych wielu wymaga, sam się ostać nie mogąc, założenie
jednej fabryki ciągnęło mnóstwo dopełniających ją za sobą. Cale
kolonie cudzoziemców ściągnięto jako nauczycieli, seciny dzieci
i młodzieży przymusem wzięto do nauki. Zakłady Tyzenhauza
były tak mnogie, że ich prawie wyliczyć niepodobna; obejmo-
wały one, począwszy od młynów, piwowarni, hut, olejarni —
warsztaty tkackie, blechy, fabryki sukna, żelaznych i stalo-
wych wyrobów, muślinów, jedwabiów, wstążek, materyi, pąsów, powozów i t. p.
Nie liczym rękodzieł mniejszych, któremi się one posługi-
wały. Zakładał oprócz tego ogród botaniczny, szkołę wetery-
naryi, lekarską, położniczą, a dla króla usposabiał muzyków,
aktorów, baletników i t. p. Jak temu sam jeden mógł podołać,
mając oprócz tego na głowie sejmiki, trybunały, jednanie sobie
miłości braterskiej u szlachty i odgryzanie się niechętnym — po-
jąć trudno.
Od 1765—1776 r. czasu przestrzeń niemałą podskarbi krzą-
tał się niezmordowanie. Czując potrzebę widzenia naocznego kra-
jów, w których już przemysł i fabryki kwitnęly, odbył podróż za
granicę, za tłomacza biorąc z sobą ks. Bohusza, zwiedził Francyę
i Holandyę. Współcześni malują go jako ochoczego, wesołego,
rubasznego człowieka, który nauczył się, obcując ze szlachtą, do
kielicha stawać bez oporu. W ostatnich czasach wpływ, jaki uzy-
skał, był tak wielki, iż go królikiem litewskim zwano… nikt mu
tu opierać się nie był w stanie. U króla był wszechmogącym,
a Stackelberga i Rosyę z początku tak sobie ująć umiał, iż mu
sprzyjano bardzo. Takie położenie, władza i siła, musiały wpły-
nąć na wyrobienie się w człowieku z natury energicznym uspo-
sobienia despotycznego. Sarkano na jego absolutyzm, na przemoc
i gwałty, nieprzyjaciele odzywali się coraz głośniej, ale Tyzen-
hauz lekce sobie ich ważył.
Po śmierci ks. kanclerza Czartoryskiego zwłaszcza, owładnął
podskarbi umysłem króla i czynił z nim, co chciał, wszystkich ta- 244 —
jemnic jego będąc powiernikiem, dostarczycielem pieniędzy, po-
średnikiem w politycznych zabiegach. Familia królewska, którą
może oprócz biskupa lekceważył, sarkać już poczynała i skarżyć
się po cichu.
Przed każdym sejmem i trybunałem Tyzenhauz zbierał
szlachtę, poił. ugaszezał i robił z nią, co chciał. Gdy te uczty
odbywały się u podskarbiego niedaleko zamku, król nieraz oka-
zując mu swe szczególne względy, zachodził do niego i kielich
za zdrowie przyjaciela wychylał. Z możniejszymi Tyzenhauz mało
się wdawał, nic wielu ich zapraszał, orszak jego składał się z ru-
chawych mas drobnej a żywej szlachty. Zwało się to partyą kró-
lewską lub Tyzenhauzowską. W Koronie na inny sposób toż samo
sprawiał ks. Michał. Po odjęciu królowi rozdawnictwa starostw.
Tyzenhauz namówił go, aby się starał o dwadzieścia pięć waku-
jących do rozdania. Rada ta, uwieńczona dobrym skutkiem, w r pływ
Tyzenhauza przez wdzięczność dla niego zwiększyła.
Zarzucano powszechnie, iż podskarbi z Ponińskim na spółkę
z dóbr po-jezuickich starał się korzystać. Król był nieustannie
żądny grosza, którym bardzo nierozważnie i zbyt dobrotliwie sza- fował; gdy go nie stało, uciekał się po radę do podskarbiego, a ten
kaduki, ekspektatywy i t. p. pomagał sprzedawać i wynajdywać.
Nadużył, jak się zdaje, tego jurę caduco zagarniania dóbr Tyzen-
hauz, i tern także nieprzyjaciół sobie przyczynił. Kadukiem ta-
kim Wolmer odebrał hetmanowi Ogińskiemu dobra na Żmudzi,
księży Bazylianów w r yzuto z Bytomia*).
Odzyskiwanie dóbr stołowych mnożyło nieprzyjaciół i wrzawę;
wiele rodzin tatarskich z tego pow T odu miało wywędrować do Tur-
cyi, szlachta poobcinana, zahukana w trybunałach, burzyła się
i sarkała.
Gdy u króla jeszcze w największych był łaskach i zacho-
waniu, a w trybunałach tak panow r ał, iż powszechnie mówiono
o nim, że on pisał wyroki, a trybunał je tylko ogłaszał; w Litwie
z postrachu jego despotyzmu zaczęto się łączyć przeciwko niemu.
Przyłączyła się do nieprzyjaciół jego rodzina króla, zazdrosnem
patrząca okiem na wpływ, a więcej jeszcze na dochody, którymi
rozporządzał, i zyski, jakie mu przypisywano. Tyzenhauz, ufny
w przyjaźń, w tajemnice, jakie mu król zwierzał, w to, iż się po-
*) Rekopism M. Zaleskiego. Wojsk, litewttk. passim.
«■«.
— 245 —
trzebnym nieodzownie sądził, nierozważnie lekceważył rodzinę
króla, szczególniej wdowę po hetmanie, panią Krakowską. A że
król już wówczas niemal całą familię utrzymywać musiał i nie-
ustannie jej dostarczać na zbytki, Tyzenhauz przy uszczuplonych
dochodach miał mu doradzić oswobodzenie się z tych więzów.
Królowie krewnych nie mają — miał się wyrazić do Stanisława
Augusta.
Ks. Kazimierz, pani Krakowska, przyjaciel domu a raczej
po zgonie hetmana mąż pani Krakowskiej Mokronoski (w końcu
wojewoda mazowiecki), w połączeniu ze Stackelbergiem, spiknęli
się na Tyzenhauza. Ministrowi rosyjskiemu odmalowano niebez-
pieczeństwo utrzymania dłuższego przy rządach Litwy człowieka,
którego słowo jedno mogło cały kraj za sobą pociągnąć.
Stackelberg napisał do stolicy, a na jego przedstawienie przy-
szły rozkazy stanowcze, aby na królu wymódz oddalenie Tyzen-
hauza. Przyczyniła się do tego i ta okoliczność, iż po sejmie
1778 roku podskarbi, nie skwitowawszy Stackelberga z sum, które
rząd rosyjski dawał na każdy sejm, a których teraz nie brano,
zostawiając je posłowi, bo wybory i bez tego szły po myśli króla i ambasadora, wyjechał za granicę.
Stackelberg uląkł się tej zwłoki tak dalece, że król sam go
dla uspokojenia pokwitować musiał; skorzystano z pobytu pod-
skarbiego za granicą, aby przeciwko niemu zewsząd wytoczyć
skargi do króla, którego oblężono natarczywem domaganiem się,
aby go odstąpił. Wiadomo, jak słabym i łatwym do pokierowa-
nia był Stanisław August, na którego umysł szczególniej kobiety
wpływały.
Pani Krakowska, dla której największy miał szacunek, wraz
z innemi paniami i Stackelbergiem, zapewne i z Brzostowskim
podskarbim, który pensyę pobierał, ale do roli zupełnie biernej
był zmuszony, rozpoczęli działanie przeciw nieobecnemu. Król
wahał się i przyjaciela bronił; powołano go cichaczem z za-
granicy. Wrócił wcale nie ulękniony, ani myśląc zmienić po-
stępowania.
Zdaje się, że największą ufność pokładał podskarbi w ta-
jemnicach, jakie oddawna król mu powierzał, w papierach, które
miał w ręku, w tem, iż król nie będzie śmiał i mógł go usunąć.
Tymczasem liga, ze Stackelbergiem na czele, zwiększała się
i nieprzyjaciele mnożyli; przyłączył się do nich obrażony gwał-
— 246 —
tern i pogróżkami osobiście Michał Zaleski, wojski litewski, czło-
wiek nieulękniony i energiczny, którego za sprężynę do całego
spisku użyto. Ks. Czartoryski, generał ziem podolskich, hetman
Ogiński, obrażony wydarciem mu Indury i dóbr na Żmudzi, za-
cny i poważany powszechnie Chreptowicz, Rzewuski Grand Mattre,
z powodu, że królowi nie dostarczał podskarbi dosyć, a on nie-
dostatki zapełniać był zmuszony, Brzostowski upokorzony usu-
nięciem go ab acłiviłałc — radzili co począć. Familia królewska
na dobra stołowe rozłakomiona, Mniszech z siostrzenicą króla
z Zamojskiej urodzoną ożeniony, Tyszkiewicz, ks. Stanisław i Jó-
zef Poniatowscy, zazdrościli faworów i dochodów.
Pani Krakowska łagodnie ale wytrwale działać zaczęła.
Najprzód z rąk Tyzenhauza chciano wyrwać trybunały. Podano
do laski marszałkowskiej litewskiego trybunału Tyszkiewicza,
królewskiego powinowatego, próbując i sądząc, że Tyzenhauz
przeciwko niemu nie będzie śmiał wystąpić, acz Tyszkiewieze
lękali się go i nie ufali, aby się to powieść mogło. Tyzenhauz,
wiedząc o wszystkiem, żartował sobie z tego. Na sejmikach de-
putackich wystąpił Michał Zaleski, przeciw któremu podskarbi
odgrażać się począł, mając po sobie większość szlachty.
Miał po sobie i Radziwiłłów, w sporze będących z Czarto-
ryskimi; Zaleski ze zręcznością wielką oderwał mu ich, godząc
zwaśnionych. Wahał się Radziwiłł słaby i zwolennikami Tyzen- hauza otoczony, udało mu się wszakże na weselu w Białej, córki
ks. Hieronima z Massalskim, synowcem biskupa, układ stanowczy
podpisać. Przyjaciele Tyzenhauza: Żaba, wojewoda połocki,
Wolmer, marszałek grodzieński, przybyli zapóźno, gdy już umo-
wa stanęła.
Było to pierwsze niepowodzenie podskarbiego, które go do
największego gniewu poruszyło. Poszło zatem forytowanie Ty-
szkiewicza do laski trybunału (był wówczas pisarzem litewskim)
i mimo starań podskarbiego, na sejmikach został pobity. Matka
Tyszkiewicza, siostra króla, przyłączyła się do innych przeciwko
Tyzenhauzowi. Najstraszniejszym jednak ze wszystkich nieprzy-
jaciół dla niego był JStackelberg, obrażony, zaczynający do
zprawy tej przywiązywać wagę zwycięstwa powagi swej i zna-
czenia.
Tyzenhauz, który o niechęci jego wiedział dobrze, myślał,
że mu się uda wprost z Petersburgiem, gdzie miał wpływy, za-
— 247 —
wiązać stosunki i sparaliżować działania Stackelberga. To mu-
siało ostateczną walkę wywołać.
Wojski Zaleski czynny i śmiały, mimo gróźb Tyzenhauza,
pojechał do Warszawy, nie kryjąc się z zamiarem działania prze-
ciwko niemu. Snuły się intrygi z obu stron. Przyjaciele pod-
skarbiego: Morykoni, Kościałkowscy, Kuszelewski, gotowali się
na panią Tyszkiewiczową działać i poruszyć inne sprężyny.
Z drugiej Czartoryscy, pani Krakowska, Rzewuski, ks. Podko-
morzy, nie dawali królowi pokoju.
Król był przekonany, iż podskarbi nie będzie chciał i śmiał
działać przeciwko siostrzeńcowi jego; Zaleski, który miał przy-
stęp do niego, otwarcie się wyraził w rozmowie: Tyzenhauz szko-
dzi krajowi, szkodzi sławie NPana, osłabia ufność, jaką w nim
mają obywatele, gwałty popełniaj na sejmikach i t. p.
Król zaczął wypytywać o szczegóły, nie szczędził ich Za-
leski, a oprócz tego rozbudził przeciwko podskarbiemu wszystkich,
co w ciszy niechęci przeciwko niemu żywili.
Zjazd na następny trybunał, któremu Tyszkiewicz marszał-
kowa! (1779), był ogromny, ważyły się na nim losy, biegły szta-
fety i kuryery na wsze strony. Tyzenhauz na rugach wziął górę,
ale króla sobie naraził. W trybunale, przy sekretnych wotach
w sprawie Kochowskicgo, odstąpili zwolennicy dawni podskar-
biego. Znak to był fatalny, który powinien był zrozumieć.
W Lutym znowu 1780 r. przypadał trybunał w Wilnie. Ty-
zenhauz już mocno był zachwiany. Stackelberg nalegał o usu-
nięcie go; postanowiono odjąć mu ekonomie, a oddać je Rzewu- skiemu Grand Mattre (tak marszałka zwano). — Powodem do tego
miał być zaciągnięty przez króla dług dziesięciu milionów w Ho-
landyi, który Tyzenhauz ratami z dóbr stołowych miał spłacać.
Gdy przyszła pierwsza, podskarbi, który na olbrzymie swe przed-
siębiorstwa nierozważnie groszem sypał ; nie znalazł pieniędzy.
Króla to dotknęło, umiano z tego skorzystać, naległ Stackelberg,
postawiono Rzewuskiego, który z własnych kapitałów ratę spła-
cić się podjął — upadek Tyzenhauza został postanowiony.
To odebranie ekonomii, które król chciał uczynić jak naj-
łagodniejszem, przeznaczając Kickiego, koniuszego koronnego,
człowieka szlachetnego i przyjaznego Tyzenhauzowi, do przyję-
cia ich, Rzewuski połączył z zemstą prawie osobistą. Walenty
Sobolewski, podkomorzy warszawski, wysłany przez niego, zaje-
— 248 —
chał nagle na Horodnicę, postawiono wartę Tyzenhauzowi, odjęto
mu papiery jego, zajęto fabryki, zasekwestrowano osobistą wła-
sność podskarbiego. Tyzenhauz z kijem w ręku wyszedł się
schronić do kolegium po-jezuickiego do Grodna, zostawiając wszyst-
ko na pastwę nieprzyjaciołom. Posiał, skarżąc się na gwałt, do
księcia Michała, brata króla, ale i to nie pomogło. Pozwał o gwałt
do trybunału, który biskup Kossakowski żołnierstwem otoczył,
i na deputatach siłą wymógł wyrok najniesprawiedliwszy.
Fabryki na Horodnicy Rzewuski natychmiast zamknąć ka-
zał, tak że dnia 1 Sierpnia 1780 roku już robotnicy, których było
kilka tysięcy, rozpuszczeni zostali, i cala ta niezmierna praca,
kosztująca miliony, jak nagle zrodziła z niczego przedsiębiorstwa,
tak je w chwili niechęć zburzyła.
Ufny w przyjaciół, w dawne stosunki z królem, w tajemnice,
których był powiernikiem, Tyzenhauz pisał do króla — napróżno.
Stanisław August znał go nadto, aby się z jego strony zdrady
obawiał, i nie doświadczył też jej.
Sypały się teraz na upadłego oskarżenia bez liku. — Przy-
pomniano i owe dzieci brata Tyzenhauza, starosty Podolskiego,
z którego wdową, Zybergówną z domu, Kossakowski się ożenił,
a synowców mu odebrał podskarbi siłą. — Kossakowscy z całą
zajadłością rzucili się na pobitego, szczególniej ówczesny kano-
nik i kustosz kapituły a późniejszy biskup inflancki. Dla tego
to Kossakowski tak dzielnie Rzewuskiemu pomagał, a w trybu-
nale przy tej sprawie najobelźywsze mowy, najdziksze oskarże-
nia miotano przeciw podskarbiemu.
Pochwycono to, że podskarbi pieniądze wzięte ze skarbu
na kanał, łączyć mający Pinę z Muchawcem, użył na cel inny
i robót nie dokonał; wykryto mnóstwo nadużyć i arbitralności,
blankietów z podpisami komisyi skarbu, za którą całą sami urzę-
dowali: sekretarz Tyzenhauza Suchodolec, rejent Andrzejkowicz i kasy er Suchodolski.
Przyczyniały się drobne, liche, uboczne sprawy do pogor-
szenia losu podskarbiego. Suchodolec, sekretarz jego, któremu
ufał, czy to broniąc siebie, czy mszcząc się za brata swego, bę-
dącego koniuszym u Tyzenhauza, a obitego kijem — poleciał do
Warszawy do króla, śpiewając tam o wszystkiem, co wiedział
i czem mógł tylko zaszkodzić; posypały się druki, paszkwile,
zarzuty i obrony. Ks. Michał nie był w stanie dopomódz przy-
— 249 —
jacielowi; król dal się jak zwykle opanować, zagłuszyć, i mimo
dobrego serca, użyć do zemsty. Byli tacy, co jak Zaleski, w unie-
sieniu gniewu, Tyzenhauza już do Sejana porównywali. „Tein się
tylko różnił — pisze Wojski — że Stanisław August ani serca,
ani władzy tyrana nie miał”.
Z boku stojący świadek obcy, dziekan dyplomatów, Essen,
już w r. 1777 zapisał rozpoczętą przeciwko podskarbiemu wojnę.
„Dochodzą mnie najcięższe zażalenia przeciwko Tyzenhauzowi,
podskarbiemu litewskiemu, człowiekowi, któremu król w intere-
sach prywatnych i publicznych na Litwie całe oddał zaufanie,
tak, że sam trzyma księstwo pod grozą. Król, zręcznie korzy-
stając z tego, że Radziwiłłowie i Ogińscy obrazili Rosyę, używał
go do podkopania znaczenia tych rodzin, i utrzymują powszech-
nie, że król też z zarządu przez niego skarbu litewskiego czer-
pie korzyści. Tyzenhauz nadużywa położonego w nim zaufania,
tak że skargi na niego doszły już nawet do cesarzowej Rosyi.
Hetman Ogiński zapewnia, że wojsko od czterech miesięcy już
nie płatne, że trybunał składa się z kreatur Tyzenhauza, że nikt
mienia swojego nie jest pewnym. Rosya nie mogła się bez niego
obejść, szczególnie na sejmie 1776 roku, ale teraz napisała cesa-
rzowa list do posła, nakazując, aby tym, co się na gwałty jego
skarżą, wymierzona była sprawiedliwość”.
Rzewuski ofiarował się już był z ekonomii litewskich dać
królowi o 40,000 dukatów więcej niż podskarbi.
„Szlachta — dodaje Essen — podała ogromny memoryał prze-
ciwko nadużyciom i gwałtom Tyzenhauza. Szczególniej instygo-
wała w Petersburgu p. Borchowa o sprawę dzieci siostry, a Rze-
wuski też ogień podkładał u króla. Tyzenhauz zrazu podniósł
byl dzierżawę ekonomii do 88,000 czerwonych złotych. Ze swej
strony pruski rezydent Blanchot wmieszał się, popierając Stackel-
berga, z notą do Rady nieustającej, uskarżającą się na to, iż mnó-
stwo rzemieślników i czeladzi z Prus ściągano i przeciw ich woli,
siłą w Polsce zatrzymywano”.
Przy takich zewsząd przysposobieniach i przygotowaniach,
przyszła na stół w sejmie sprawa Tyzenhauza. — Pierwsze wy-
stąpienie już wstrzęsło całą izbą, nie szczędzono upadłego, za- rzucano mu podwójne księgi dochodów, blankiety i brakujące
w skarbie pół miliona, a kanał między Piną a Muchawcem nie
dokończony. Napastowany podskarbi zwrócił się do króla, pro-
— 250 —
sząc, aby go krzywdzić nie dawał. Zaleski, wojski litewski, fc nie-
pomierną gwałtownością wystąpił; do niego zwracając się, obwi-
niony zawołał: „O vos ąuibus est virtus oppressi tollite luctum!
Mości Panie Zaleski Trocki, będę mu winszował, gdy większe oka-
żesz w tej jurysdykcyi nad dzisiejsze rzeczypospolitej użytki”. —
Bronił go później Morykohi, poseł Wiłkomirski, zastawiał Się zań
Branicki, lecz zarzuty w istocie ciężkie były.
Obwiniano go o samowolne zabranie sumy 50,000 złotych
na departament Rady przeznaczonych, o podniesienie liczby i pen-
syi oficyalistów o kilkanaście tysięcy, o nieporządek w biurach,
o arbitralne rozporządzanie pieniędzmi, o wydawanie bez wiedzy
komisyi skarbu instrukcyi dla komór, które później cofnął, o za-
branie sumy na kopanie kanału, który ludźmi z ekonomii spę-
dzonymi wykonywał.
Ogromna wrzawa i hałas powstał w izbie, podolski poseł
Gawroński wołał, żądając privałionis officii, powstał z zarzutami
Tyszkiewicz, odezwali się inni, nie mierząc słów ni gniewów…
Nie chciano dać kwitu komisyi skarbowej. „Ja tu jednego win-
nym być sądzę” — zawołał Giełgud, poseł źmudzki. Chciano
osobnego sądu na Tyzenhauza, burza powstała straszna.
„Szkody w zniknięciu percept — krzyczał Swiętosławski, obo-
żny polny koronny — omyłki w rachunkach, skrobaniny w pi-
smach, kaleczenie ksiąg, wydarcie foliałów, wiarę publiczną
gruntujących, bądź z niedbalstwa, bądź z dobrowolnych niewier-
ności Wynikłe, a nadewszystko ruszenie 540,000 złotych, są na-
der widoczne”.
Naznaczono deputacyę do rozpatrzenia sprawy skarbu lite-
wskiego, którą składali: Chodkiewicz, starosta żmudzki, Ignacy
Potocki, pisarz W. Ks. Litewskiego i Bernard Szwykowski, sta-
rosta trocki.
Najgoręcej za Tyzenhauzem, z gwałtownością sobie właściwą
występując przeciw królowi i posłowi, gardłował Branicki i nie
dał tego dokonać, co zamierzano. Konstytucya przeciwko Tyzen-
hauzowi wniesiona sprzeciwiała się kardynalnym prawom pań-
stwa, korzystał z tego hetman ze swymi i przez dni dziesięć opie-
rał się skutecznie woli króla i Stackelberga. Sprawa codzień sta-
wała się popularniejszą, tak iż zdawało się, że król będzie mu-
siał ustąpić: Musiano w końcu hetmana prosić i skłaniać go, aby
poszedł do króla żądać pokornie zmiany wniosku. — 251 —
W tem W8zystkiem najciekawszem jest, iż król, pozornie skła-
niając się do żądań Stackelberga, oddając podskarbiego na pa-
stwę, w istocie chciał go pono obronić i osłonić — i, jak się
domyślano, używał ku temu Branickiego, a przynajmniej wcale
się nie gniewał za to, że łagodniej sprawa przeszła.
Tyzenhauz, który długo i rozwlekle mówił w swej obronie,
zakończył ją groźbą: Venit post me fortior me. Branicki też
obiegał Warszawę, stając w obronie obalonego i powtarzając,
że los jego spotka innych, w łaskach u króla będących — Hodie
mihi, cras tibi.
Współczesny świadek dodaje: T Poseł z rozkazu cesarzowej
oświadczył, że jeśli król się ociągać będzie z odprawą podskar-
biego, on sam się o to postara. Dwór rosyjski miał być pobu-
dzonym do tego kroku obawą powszechnego powstania szlachty
litewskiej, gwałtami Tyzenhauza do rozpaczy przywiedzionej.
Zadawano mu, że rozkazy króla i pieczęci fałszował, że mnóstwo
rodzin z ojcowizny wyzuł, że szlachty wiele pogubił, że (!) o re-
wolucji jakiejś na Litwie zamyślał. Król zaś lękał się, aby ta
sprawa wiele jego własnych tajemnic na jaw nie wyciągnęła”.
W całej tej sprawie zaprawdę wyraziście malują się cha-
raktery osób działających i czasu. Polska więc była w takim sta-
nie upadku jeszcze, iż obywatele jej w osobistych swych sprawach
udawali się o pomoc do Petersburga. Niema wątpliwości, że
wystąpienia Rosyi wywołane były zażaleniami pani Borchowej
i Kossakowskich. Z drugiej strony, jakże się tu maluje król, który
przyjaciela na łup oddaje, sam będąc jego wspólnikiem, i aby sie-
bie ocalić, nie śmie stanowczego przedsięwziąć kroku, używa
półśrodków, posługuje się Braniekim, ust nie otwiera, milczy…
W najlepszem świetle wychodzi jeszcze podskarbi, który, wyczer-
pawszy wszelkie środki obrony, nadto jest szlachetnym, by króla
chciał za sobą pociągnąć — usuwa się zrujnowany, splamiony,
zabity w tem, co mu było najdroższe, i spędza resztę życia na
osobności, w ubóstwie niemal, szukając pociechy w księgach
i rozmyślaniu.
Zdania o Tyzenhauzic bardzo są podzielone; prawdy o czło-
wieku, jak zawsze, w pośrodku szukać należy. Najlepsze dla
kraju chęci, potężne dary umysłu, łączyły się w nim z wykształ-
ceniem niedostatecznem; ogromna siła i przewaga uczyniły go
absolutnym; upoić się dał własnemu dziełu i położeniu, zaufał te-
— 252 —
mu, iż był niezbędnie potrzebnym. Obejście się despotyczne zje-
dnało mu nieprzyjaciół, a król, mimo usług wyświadczonych, ani
go obronić, ani go upadającego osłonić od znęcania zgrai napa- stników nie umiał. Obok najniegodziwszych potwarzy na Tyzen-
hauza, znajdujemy o nim sądy ludzi, jak Wybicki — jak najpo-
chlebniejsze.
„Był to prawdziwy minister — powiada o nim — jakiego
kraj nasz potrzebował, był to geniusz, którego puszcze litewskie
wydały. Widząc on, że szczególnie Litwa bez żadnej rękodzielni
i fabryki, że przeprawy i drogi były okropnemi puszczami za-
kryte lub bagniskami zalane, że wymiaru gruntów nauka nie-
znaną była, zgoła, iż niemal cały kraj miał postać dzikości, po-
stanowił go zmienić, jak w wieku cywilizacji przystało. Odpra-
wił w tym celu podróże, zamawiał fabrykantów, pozyskał ufność
króla i ogromne dobra stołowe królewskie w Litwie w swoją ode-
brał posesyę”.
Wybicki oglądał te olbrzymie budowy na Horodnicy i w Ło-
sośnie. „Takiern to nieszczęściem, z jednej strony zazdrość, z dru-
giej ciemnota, wszelkiej bądź najuźyteczniejszej nowości nieprzy-
jaciółka, sprzęgły się na dzieło podskarbiego. Zaczęto na gwałt
dzwonić, Tyzenhauz jest tyran, despota… w jego obronie stanął
ks. prymas, bo on tylko jeden z całej rodziny króla posiadał tę-
gość i stałość charakteru”.
Upadek Tyzenhauza, który umiał z rezygnacyą go przenieść
i królowi przebaczyć, nie miotając się przeciwko tym, co go prze-
śladowali, świadczy o szlachetnym charakterze*).
Po sprawie podskarbiego najważniejszą była — kodeksu
nowego praw, który jednomyślnie przed kilku laty polecono spi-
sać Zamojskiemu.
Był to jeden z najznakomitszych ludzi swojego czasu i cały
kraj dotąd zgodnie okazywał dlań najwyższy szacunek. Posą-
*) Tyzenhauz, powracając z tego sejmu, zajechał na noc do przyjaznego sobie
domu pradziada mego macierzystego… Babka, która była dziecięciem, nigdy zapo-
mnieć nie mogła smutnej jego zbolałej twarzy, opowiadała mi, ze cały wieczór stal
przy piecu jak oniemiały, ze spuszczoną głową, i słowa się od niego dopytać nie
było podobna. Dzieci go obstepowały do koła i przypatrywały mu się z współczu-
ciem, takie czynił na nich wrażenie.
P. A.
— 253 –
dzany czasu konfederacji Barskiej o sprzyjanie jej i zamiar obję-
cia nad nią marszałkostwa, czego w istocie życzyli sobie konfe-
deraci, nie wmieszał się jednak do niczego, co kraj poburzyć,
zawichrzyć i dzielić mogło. Znaczniejszą część życia spędzał
w domowem ustroniu, na łonie rodziny/ zajęty pracą około po- lepszenia bytu włościan, mieszczan, gospodarstwa… „Wyjątkiem
w kraju był dom Andrzeja Zamojskiego — pisze Wybicki — nie
okrywały się tu ściany przepychem zagranicznego wątku, stół
zdrowy nie znał złotem ważonych przysmaków. Garderoba nie
była składem tkanki azyatyckiej. Przysionku nie zalegała zgraja
ugalonowanych próżniaków. Ale zato nie było w niem łez ani
przekleństw, nie było wschodów ukrytych, ani drzwi zamkniętych,
bo te zwykle otwierały się tylko dla przyjaźni bezinteresownej
lub niedostatku, szukającego wsparcia, któremu Zamojski przy-
nosił pociechę”.
„Pani Zamojska, będąc przekonana, że tylko cnoty domowe
są ozdobą i chlubą płci żeńskiej, oddała się całkiem wychowaniu
dzieci i urządzeniom domowym… Przed obiadem i przed wieczo-
rem odwiedzał ex-kanclerz z dolnych pokojów swe dzieci, zwy-
kle na górze przy matce będące u .
Widzieliśmy jak król w 1776 roku, czując potrzebę reform
w wydziale sprawiedliwości, na której brak narzekania były po-
wszechne — pobudzony też przykładem podobnych ulepszeń
w krajach sąsiednich, gdyż i Katarzyna myślała o kodeksie
i Austrya i Prusy się nań zbierały — powierzył napisanie nowej
księgi praw sądowych ex-kanclerzowi, który pieczęć nadaną so-
bie w r. 1764 do 1768 tylko piastował. Po porwaniu biskupów
i znieważeniu sejmu, Zamojski złożył dyplom w ręce króla,
oświadczając, że dopóki stanom pogwałcona ich wolność przy-
wróconą nie będzie, on urzędowanie swe za bezużyteczne
uważa.
Być może, iż króla myślą było przez kodeks ten oddziałać
na sam organizm społeczny Polski i na stosunek klas w naro-
dzie, z których jedne zbyt wielkich praw wyłącznych, drugie
żadnych prawie nie używały.
Wybór Zamojskiego ze wszech miar zdawał się szczęśli-
wym, jako męża nieposzlakowanej cnoty, wielkiej prawości, cha-
rakteru niezłomnego, a pojmującego najlepiej, co krajowi potrze-
bnem było i w jaki sposób zakorzenione choroby leczyć należało,
— 254 —
by ich nie drażnić. Wśród zepsutego w ogóle społeczeństwa,
dom Zamojskich, jak widzieliśmy, był prawdziwem godności na-
rodowej i cnoty staropolskiej schronieniem. On i żona jego, Czarto-
ryska z domu, dawali przykład, niestety, naówczas wywołujący
tylko szyderstwa i gniewy — bo będący wyrzutem przeciw temu,
co go otaczało — przykład rodziny polskiej i chrześcijańskiej.
Zamojski, podejmując się kodeksu, czuł, jak wielkie brzemię
spadało na niego. Lękał się i przewidywał, żeby „różne fak-
cye, intrygi, odwieczny wpływ mające na narody, i tu nie
przemogły a . Wraz z Zamojskim pracował nieco król sam, Szembek, bi-
skup płocki, podkanclerzy Chreptowicz, Łojko, Węgrzecki, Ro-
galski i Wybicki, który był redaktorem, a którego pamiętnik
dostarcza nam szczegółów do tej smutnej karty naszych dziejów.
Rozesłano też odezwy do obywateli, do sądowniczych urzędów,
aby myśli swe i uwagi udzielali. Już z tych pism, nadchodzą-
cych zewsząd, zawczasu przekonać się mogli kodyfikatorowie,
jak wiele trudności zwyciężać, ile interesów zadrażnić i przeciw
sobie poruszyć muszą.
To, co Zamojski o ówczesnego sądownictwa wadach mówił,
zgadza się z tein, co obcy nam o nich z owych czasów zapisali.
Przemoc magnatów tamowała bieg sprawiedliwości. „Zapobie-
żerny w znacznej części złemu — mówił Zamojski *) — gdy się
postaramy rzucić hamulec na zbytki i marnotrawstwo, których
gdy człowiek poskromić nie może, wpada urojonemi potrzebami
znękany na różne bezdroża i obłąkania, podli się i czołga przed
możniejszymi, zawodzi przyjaźń, oszukuje łatwowierność, aż wre-
szcie wyzuty z wszelkich prawideł moralności, zdradza naród,
urząd, jaki w ręce wpadnie, przedajnością plami, aby tylko do
zasilenia zbytku nowy znalazł żywioł u .
Dodawał jeszcze: „Na złodzieja publicznego mamy broń —
szubienicę — a Jegomość utratny w przekonaniu, że długu za-
ciągniętego oddać nie potrafi, łatwowierne szkatułki bezkarnie
otwiera”.
Czuł Zamojski, jak konieczną dla Polski była zmiana sto-
sunków szlachcica do włościanina, jak gwałtownie domagała się
kraju przyszłość, jego cześć, jego interes polityczny i moralny,
*) Pamiętniki Wybickiego. Dodatek.
— 255 —
ażeby — chociaż powolnie — nadać prawa własne najliczniej-,
szej, najpracowitszej klasie narodu. Trzeba było rozpocząć przy-
najmniej tę reformę niezbędną. O nią się wszystko rozbiło!!
Szlachta, nie chcąc zrozumieć ani własnego interesu, ani po-
trzeb kraju, stała przy dawnym poddańczym stosunku, najmniej-
sze dotknięcie jego uważając za napaść na stanu szlacheckiego
przywileje odwieczne… Dla niej chłop był zawsze jeszcze — cha-
mem na łasce i miłosierdziu. Choćby nie nadużywała prawa
swego, szlachta chciała je zachować i mieć. Tknąć je było, to
arkę rzeczypospolitej znieważyć!
Większość cała, prawodawcy, wszyscy byli za utrzymaniem
praw i wolności rycerstwa. Kodeks nowy nie mógł orzekać nic więcej nad to, że wło-
ścianina stawił przed prawem na równi z dziedzicem i pod ogólne,
jedne dla wszystkich ich podciągał. Było to jakby przepowie-
dnia i przygotowaniem emancypacyi. Zakrzyknięto, że Zamojski
chce szlachtę schłopić.
Nie mniej starano się opinię publiczną przygotować ku te-
mu. Zamojski, Chreptowicz, Brzostowski, ks. Stanisław Poniato-
wski dali przykład, oswobadzając włościan i oczynszowując do-
bra swoje. Puszczono w świat pisma i szczegóły o nowej tej
dóbr organizacyi; wszystko to raczej oburzyło przeciwko refor-
matorom, niżeli pomogło.
Nim się jeszcze kodeks ukazał, najdziwniejsze o nim wieści
obiegały po kraju, odgrażano się nań, nim był napisany i wy-
drukowany.
Drugą przyczyną oporu przeciw zbiorowi praw było ducho-
wieństwo. Zamojski, wierny syn Kościoła, dobry i gorliwy kato-
lik, nie mógł wszakże dopuścić, aby się Rzym w Polsce rządząc,
status in statu tworzył; zastrzegł więc, że bulle, nimby mogły mieć
ważność, musiały otrzymać exequatur rządowe.
Zgadzał się i biskup Szembek, że prawo krajowe zastrzedz
to powinno. Zaledwie na posiedzeniu punkt ten przyjęto do ko*
deksu, wnet nuncyusz był zawiadomiony i z gorzkimi wyrzu-
tami wystąpił przeciwko biskupowi płockiemu i Zamojskiemu,
z największym gniewem odkazując się, iż znajdzie Rzym na kim
w Polsce się oprzeć. Poszły natychmiast rozkazy, aby mnisi
i duchowieństwo umysły przeciw kodeksowi, kacerstwem zarażo-
nemu, jątrzyli. Dosyć było tego jednego, aby przyjęcie uniemo-
— 2f)6 —
żebnić, bo wszystkich środków użyto, by kodeks zawczasu, bez
rozpoznania, został potępiony.
Stronnictwo królowi przeciwne znalazło jeszcze jeden za-
rzut przeciw niemu, w danem prawie ułaskawienia, jus agrałiandi,
z powodu którego republikanie zaślepieni okrzyknęli, że despo-
tyzm i arbitralność chcą mnożyć.
Po całym kraju szerzyły się przed sejmem pogłoski, iż ko-
deks poddaństwo znosi, wolność chłopom nadaje, że ich ze szla-
chtą równa, że Rzymu się zapiera, że despotyzm zaprowadza.
Dowiedziano się o odżywionym statucie Olbrachtowym, który sy-
nom włościan — gdyby ich więcej nad dwu było — wolnym
z gruntu odchodzić dozwalał, kształcić się w rzemiosłach i kun-
sztach. Zamojski widział we wskrzeszeniu starego prawa tego
zaród i nasienie przyszłego stanu mieszczańskiego i średniej klasy,
której Polsce brakło. Ciekawość w całym kraju była wielka, opór gotował się na-
miętny. Zdaje się, iż przed sejmikami już treść kodeksu była
znaną, mamy bowiem wydane: Uwagi na niektóre punkta nowo
utworzonego prawa, napisane przez Trojanowskiego dla roztrzą-
sania już na sejmiku przedsejmowym w Brańsku*).
Z pisemka tego najłacniej się przekonać, przeciwko czemu
głównie szlachta agitowała zawczasu… Nie śmiano Zamojskiemu
zarzucać, że on był sprawcą tych nowości, dowodzono, iż inni
współpracownicy te reformy mimo jego wiedzy wcisnęli. Autor
opiera się następującym nowościom:
„Szlachcic, nie mający sześć tysięcy intraty z dóbr dziedzi-
cznych, nie może osiągnąć ani urzędu, ani funkcyi żadnej”. Punkt
ten widocznie włożonym był dla zapobieżenia przekupstwu i fry-
markom… Autor, obszernie prawiąc o zaszczytnem ubóstwie okle-
pane rzeczy, dodaje: „Województwo Podlaskie, a mianowicie Zie-
mia Bielska, nie mając dosyć oby^atelów, mających sześć tysięcy
intraty, a do tego preferując cnotę nad dostatki, niesie do tronu
*) Uwagi na niektóre punkta nowo utworzonego prawa y dowody, źe mimo
wolą JW. Zamoyskiego musiały bydź* umieszczone przez JMci pana Feliksa Troja-
nowskiego, obywatela ziemi Bielskiej napisane, do roztrząsania na scymiku przed
seymowym w Brańsku JWW. Urzędnikom y Obywatelom teyże przcswietney Ziemi
Bielskiey podane. Roku 1780. 4to. b. m.
— 257 —
króla y pana swego Młwego, także Stanów rzeczypospolitej go-
rące prośby, iżby od punktu prawa tego wolne było” i t. d.
(Art. XVI, § VII).
„Sędzia ziemski po pięciu latach podsędkowi ustąpić ma
sęstwa a podsędek inny obrany być powinien, sędziowie zaś
grodzcy i pisarze dożywotni”. (Art. IX, § III).
„Cudzoziemiec, choć szlachcic swego kraju, otrzymawszy
zaświadczenie niewątpliwego szlachectwa swego, od Rady nie-
ustającej, nim wyjedna indygenat, aby miał wolność dobra dzie-
dziczne kupować, y one wolne mieć, a jurę caduco*. (Art. II,
§ XXX).
„Sędzia y pisarz ziemski, podkomorzy y komornik gra-
niczny, pod kondemnatą będący, mogą sądzić”. (Art. IX, § X. —
Art. XI, § VII).
„Utwierdzenie wolnego żenienia się mieszczan ze szlachcian-
kami”. (Art. XVII, § IX). „Jeżeliby szlachcianka panna lub wdowa poszła za chłopa”.
( ! Art. XVII, § X).
„Mieszczanin każdy miasta pryncypalnego województwa
naydaley o mil trzy nabywać dóbr szlacheckich może”. (Art.
XXIV, § X).
„Mąż w ciągu sprawy, do rozłączenia się dążącey aż do
skończenia oneyże, opatrywać żonę powinien potrzebnemi wyda-
tkami y na expensa prawne łożyć będzie”. (Art. XVIII, § III).
„Ubezpieczenie karczmarza od naymnieyszego pokrzywdze-
nia od gościa”. (Art. XXVIII, § HI).
„Synowie chłopa, nay starszy y trzeci, przy gruncie zostać
mają, a pierwszy po naystarszym y po trzecim młodsi, dani bydź
mają na naukę rzemiosł y kunsztów”. (Art. XXXI, § VI).
„Aby chłopa zbiegłego do gruntu przywiązanego do roku
tylko zyskiwać można”. (Art. XXXI, § V).
„Tolerancya dla żydów i ich wyznania”. (Art. XXXII).
„O włóczęgach”. (Art. XXXIII). Domagano się surowsze-
go prawa.
Autor obszernie bardzo i trafnie rozwodzi się tu długo prze-
ciwko karze śmierci, opierając wprowadzeniu jej do kodeksu; jest
to jedyna część jego pracy, która dziś się nam wydaje zupełnie
usprawiedliwioną.
Polska w czasie trzech rozbiorów. Tom I. 17 258 –
„Bulle wszelkie edyktalne, od Ojca św. przysłane, nie mogą
bydż publikowane y dopełniane, póki wprzód w Radzie nieusta-
jącej nie odbiorą cxequatur’ i . (Art. IV, § X).
„Przed laty 24 mężczyzna, a 20 niewiasta, żaden w żadnym
zakonie profesji czynić nie może, prócz Piarów, Teatynów, Ba-
zylianów, Misyonarzów, Trynitarzów, Braci y Sióstr Miłosierdzia”.
(Art. IV, § XXV).
Powstaje autor na wyjątki i ma słuszność.
„Proboszczowie y Plebani sami osobiście, a nie przez wika-
ryuszów mieszkać przy kościołach swoich parafialnych powinni”.
(Art. IV, § XXVII).
Te były główne zarzuty przeciwko prawu; zabolało najwię-
cej: utwierdzenie wolnego żenienia się mieszczan ze szlachcian- kami i świętokradzkie przypuszczenie, że w jakimkolwiekbądź
razie szlachcianka mogłaby wyjść za chłopa.
Przeciwko temu powstaje Ziemia Bilska z oburzeniem okru-
tnem… „Szlachty od chłopów — powiada pan Trojanowski— co do
stworzenia od stworzyciela, nie można czynić różnicy, bo wszyscy
ludzie są jednakowo utworzeni. Ale jednak w tym razie można
użyć podobieństwa od rzemiosła garncarza, który z gliny y pro-
ste garnki y polewane, także farftiry nayprzednicjsze robi i te
do niejednakowego użycia. Gdyby tedy ten rzemieślnik, nie czy-
niąc różnicy między dziełem swojem dla tego, że są wszystkie
z gliny, w jedno wszystkie mieszał, nie oddzielając przednieyszey
roboty, i równy kładł onyrn szacunek, uczyniłby pewnie zamie-
szanie, a jeszcze pewnieyszą szkodę”.
Te przednie farfury, jakimi była szlachta, mieszać z pro-
stymi garnkami! — wydało się ohydnem.
„Cóżby więc naprzykład — woła farfurowy pan Trojano-
wski — gdy za pozwoleniem prawa trafić się mogło, żeby córka
znai zm-y y dawney familii senatorska poszła za chłopa? miałażby
taka w oczach pobudki uczciwe do małżeństwa przyzwoitego?
nie byłożby w takiey ostatnie zaślepienie rozumu dla zapału
mniey uczciwego, y wzgarda wszystkich obowiązków natury, ho-
noru, familii, dostojeństw, prerogatyw, a co naywiększa wstydu
(który jest nayszacownieyszy w niewieście):’ nie sarknęłażby fa-
milia cała, z uczuciem nayżywszego żalu na prawo, gdyby jeszcze
do płacenia za uczynioną hańbę prowizyi przymuszoną zo-
stała?”
— 259 —
Na usprawiedliwienie tego oburzenia daje się tylko to jedno
powiedzieć, iż naówczas owego chłopa wystawiano sobie niewy-
kształconym, siermiężnym, w kurpiach parobem… Nie przy-
puszczano nawet w nim oświaty i form, coby go na równi ze
szlachtą stawiły: zwierzęcą więc namiętność za jedyną stawiono
pobudkę.
Gdy przyszło do wyboru na sejm posłów, Wybicki, który
był przy Zamojskim redaktorem zbioru praw nowego, miał być
w Poznańskiem we Środzie do sejmu forytowanym. Ale nim się
zjawił, wiedziano co zacz był i spotkano go. Ten to jegomość,
coby chciał chłopów w szlachtę obrócić, a nas w chłopów ! !
— Chciałby córki nasze na chłopianki przerobić! — wołano.
Nie było w mocy ludzkiej rozdrażnione umysły złagodzić, a Wy-
bickiego nawet jako kandydata postawić. Burza gotowała się straszna, imienia Zamojskiego, wprzódy
tak popularnego, teraz” wspomnieć już nie było można. Wybicki,
na prowineyi zbadawszy umysły, wiedział, co się gotuje, i radził
Zamojskiemu, dla przygotowania umysłów, wniesienie kodeksu na
lat dwa odłożyć.
— Już łódź odbita, trzeba się puścić na fale — odpowie-
dział Zamojski.
Dnia 31 Października projekt do odczytania podano. Ka-
mieński, poseł wołyński, wniósł powstawszy, ażeby projekt bez
czytania i roztrząsania „tak umorzono, iżby się i wspomnienia
o nim o uszy nasze, ani potomków naszych nie od.biły a .
Powstały głosy gwałtowne i naglące, przeciwko którym po*
parcie króla, prymasa i ks. Stanisława Poniatowskiego nie star-
czyło. Marszałek wnosił o deliberacyę. Odpowiedziano mu, że
umorzenie projektu „ocala wolność i fortuny szlacheckie”.
Zaślepienie było niepojęte, walczyć z niem niepodobieństwo.
Sierakowski, poseł płocki, Sokolnicki, gnieźnieński, popierali Ka-
mieńskiego. Sokolnicki kodeks cisnął na ziemię i nogami po-
deptał, głosy się odzywały, by go spalić na stosie.
Ledwie się udało królowi zapobiedz odrzuceniu haniebnemu
wtrąceniem innych materyi, aby się dać namiętnościom ukoić,
a dnia 4 Listopada wniesiono odrzucenie projektu z podziękowa-
niem za pracę Zamojskiemu. Domagano się jeszcze dodatku, „aby
na żadnym jakimbądż sejmie nie wolno było zbioru tego praw
wznawiać”. Napróżno ks. Stanisław bronił „znakomitego męża%
— 260 —
Zamojski rzekł po tein posiedzeniu do Wybickiego: Curavi-
mus Babiloniami
Bolesnem to być musiało dla wielkiego męża, nie dla tego
iż pracę jego znieważono, lecz że się o niemożliwości naprawy
rzeczypospolitej przekonał. A jednak nie pozostały rzucone my-
śli bez owocu.
Kilkoma jeszcze pomniejszymi epizodami sejm ten się odzna-
czył. Bardzo znaczącym był głos Worcella, posła braeławskiego,
który na jawność wszystkich czynności w rzeczypospolitej na-
rzekał, dla stosunków z mocarstwami zagranicznemi, na brak
posłów za granicą, na zbytek swobód szkodliwych, kończąc, „le-
piej z wolności coś odciągnąć, niż całkiem zginąć”.
Nie było komu tego głosu rozsądku i prawdy usłuchać.
Wniesiono prawo przeciwko zbytkom, lcx sumptuaria, którą
chciano pohamować demoralizację i zepsucie obyczajów, nie ba- cząc, iż żadne prawo nie jest w stanie powściągnąć skutków tego,
co w duchu narodu zasiało złe wychowanie i przykłady. Mówił
w tym przedmiocie Moszczeński, poseł czerski: „Niechaj niewia-
sty usunięty mają sposób rozpraszania i trwonienia majątku mę-
żów i dziedzictwa synów swych, a wiele przybędzie cnotliwych
żon, matek dobrych, przyjemnych i szanownych kobiet, u któ-
rych dotąd suknia zaszczytem, a rozum, w zachodach gotowalni
ograniczony, powinności swych znać i przymiotów szacować nie
umie. Niechaj te rozhukane matki (sic) część kosztu i czasu mar-
nie traconego obrócą na oświecenie się w potrzebnych wiado-
mościach, dzieci swe roztropnie wychowują, a dopełniając swego
powołania i kondycji, staną się niewiastami mężnemi, nie bio-
rąc sobie za podłość i hańbę zatrudniać się rządem domów
swoich”.
Prawem tern chciano wzbronić wyjazdu za granicę, uzna-
nego za szkodliwy. Litwa się oparła i punkt ten opuszczono…
Przywiedziemy tu jeszcze z innej okoliczności powiedzia-
nych słów kilka przez Lasockiego, posła sochaczewskiego, dowo-
dzących, iż Polska rosła powoli w coraz lepszych rzemieślników,
co bez wątpienia w r znacznej części obalonemu na tym sejmie
Tyzenhauzowi była winna. „Fabryki murów — mówił on — są
kraj zdobiące, ale ozdobniejsze by się w oczach naszych oka-
zały, gdybyśmy obcego narodu ludzi do nich nie sprowadzali,
którzy, okazałością rzeczy bawiąc oczy, z wnętrzności kraju na-
— 261 —
szego do swych państw wywożą pieniądze. Chlubić się możemy
tern bezpiecznie, cośmy rządom NPana winni, że mamy już
u siebie takich rzemieślników każdego rodzaju, że bez sprowa-
dzania obcych albo płacenia im wyżej, że są zagraniczni, obejść
się możemy”.
Wolski w obronie króla pisze o tym sejmie, iż pomnożył
siły krajowe, uposażył twierdzę kamieniecką; wydatki na nią
przez króla poczynione rzeczypospolitej darowane zostały, że
uchwalono powiększenie biblioteki Załuskich, zapewniono szpita-
lom opiekę i t. p. W istocie pomnożenie sił było bardzo szczu-
płe i raczej zapowiedziane niż przywiedzione do skutku. Stało
już wszakże na programie przyszłości. Postanowiono płacę ofi-
cerom kawaleryi narodowej w Koronie i Litwie, strój narodowy
(z głowami golonemi) brygadyerom i vice-brygadyerom wziąć za-
lecono. Szczególna baczność zwrócona była na tę część wojska.
Szkole rycerskiej sumy na utrzymanie, zalegające dotąd, z góry
płacić przyrzeczono.
Powiększenie biblioteki Załuskich polegało całe na tern, iż
drukarzom nowych ksiąg po jednym egzemplarzu składać do niej
nakazano. Wydawanie wekslów przez szlachtę na przyszłość za-
bronione zostało. Komisyom boni ordinis (policyi) oddano nadzór nad szpitalami, zakazano werbunków obcych i t. d.
Wielu cudzoziemców wystąpiło z żądaniami indygenatu pol-
skiego: ks. de Nassau, de Ligne, de GoSrne, hr. d’Attems, de Ha-
rets i t. d., ale jeden tylko słynny z dowcipu dworak wszystkich
panujących w Europie, ks. Karol de Ligne, otrzymał go na sej-
mie. Wielkiej naówczas używający wziętości bankier Piotr Tep-
pcr dopraszał się też indygenatu, z mocy połączenia ze szkocką
rodziną Fergussonów. Szlachta w ogóle do udzielania praw cu-
dzoziemcom nie była usposobioną; przypomnienie kodeksu nowego,
który jej naw r et bez indygenatu dobra szlacheckie nabywać do-
zwalał, uczyniło ją ostrożną.
Na tym sejmie pierwszy raz występuje z ofiarą dla kraju
słynny później w jego dziejach Szczęsny Potocki, starosta bełski,
syn Franciszka Salezego, najmoźniejszego w Polsce pana, zwa-
nego królikiem Rusi, a marzącego nieraz o polskiej koronie. Szczę-
sny odziedziczył po nim niezmierne dobra na Ukrainie, dumę
ojcowską i pragnienie odegrania roli politycznej. Na sejmie tym
ofiarował on rzeczypospolitej wystawienie regimentu z trzechset
Gnietno te tu iriektt.
ludzi złożonego na obronę granic i projektowa! stworzenie z hu-
mańi-zrzyzny ordyiiACyi, którejby obowiązkiem było wiekuiste
utrzymywanie jego, warując tylko, by stał zawsze w Tukzynie.
Bohopolu, Humaniu lub Slohilowie. Sejm zbyt był naówezas opa-
nowany przez walczące przeciwko sobie stronnictwa, ażeby mógł
wniosek ten rozbierać. Szczęsny go później ponowił i. ■) W ptjt m t h jki Sa^wiirtn. ]«” In-izj/wli z lal rolnych, między 17N> a 1790 lOUem, kl/irych mama, lt’-zl”; wicli-my w r.;ku. na l.trulioiiar h li-r>W ilu ] «>- bWw ronyjwkirh, d«> ri–arzt ra-fj, ilu Lr<‚ila, znajdim-uliśmy miiu’-uv<> >.!ri>ł>i>y i-h ry-ii- jkt/Mw, n;ltą roztargnionego pana kreślonych dtwyp Stajanie. Jad to ry (•bara-
ktfln człowieka, który wwekl najpoważniejszych rozmysłów nwi losami kraju ba-
wił hi*;, rymjajc ptaki, pomniki i jiłaczace nad nimi wierzby: Nie wiemy jak da-
liłi ii.lint lin |-^uiii|l S»’/j;Miy. ^ wątpimy, ażeby gg miał (■za? póżnk-j uprawiać. Jodnakt” pozOMał i-larl newitO, te gp to zajmowali.. n<„z nie fartofny ptWIU, ,-/v rm *i.; odnosi do Umiałem Fełikaa, c/y do HtenWrwą, brata Ienni-ego. — Jesi io zbiór r>zlychk-ikii-mii. kawalerowi liw.
B tara, do którego ri-.- autor w dedykacyi odzywa; tLa nolizia, an/.i ri>i”‚zii>iłe
iHiiIitrr’ aha (VM delie nTM Ucllc da V. E. per buo Hidazzo elegant i=”ii piali’ mi dclt-miino eenza onitamiailo a pre*entare qiiesti fogli ■![‚£ Zbiór wydany « llzyinii’ 1780 r. zawiera ry-unki Salvalc.ru Kosy.
— 263 —
Jak o sejmie wówczas sądzili obcy, najlepiej nas nauczy,
co pisze stary Essen; współczesne świadectwo jest naj cenniejszem
w tej mierze. „Sejm ten — powiada on — przedstawiał zupełnie obraz
zgromadzenia, któregoby posłowie po szesnastu latach niewoli,
nareszcie swobodni, w objawie opinii, użytku innego z tej wol-
ności nie uczynili, tylko w zupełności dawne o sobie pojęcie, o na-
rodzie i sposobie jego sejmowania potwierdzając. Okazali bowiem
największą obojętność na wszystko, co tyczyło praw, ojczyzny
i jej powodzenia, a nie przepartą skłonność do fakcyi, do
intryg, do prywaty, choćby tylko dla przyjemności knowania
kabał a .
Dnia 8 Listopada pisze jeszcze: „Sejm nic zajmującego nie
przedstawia ani dla rzeczypospolitej, ani dla zagranicy. Światły
postrzegącz zauważy tylko, że dawna wściekła opozycya we wszy-
stkiem, co tronu i władzy tyczyło, nierozsądna chęć rwania obrad,
wskutek lekcyi odebranych, znacznie złagodniały”. Wszystkie
dawne cechy i właściwości charakteru widzi Essen w tym sej-
mie objawiające się znowu, i prawami uchwalonemi ofiaruje się
dowieść, że naród daje się tak oszukiwać okrutnie, jakby był ma-
łoletnim, że ma wstręt do wszystkiego, coby polepszyło wymiar
sprawiedliwości, że od pojęcia zdrowego moralności i polityki jest
jeszcze dalekim, i może ze wszystkich północnych najbardziej za-
cofanym, że uchwalając prawa lekkomyślnie, wywraca to, co wczo-
raj budował, i że praw wykonanie niemożliwem czyni; naostatek
że duch intrygi i koteryi najpierwszemi rodzinami owłada. Długo
jeszcze — kończy— sejmy będą dla tych rodzin areną, na którą one
wypuszczać będą swe kreatury, wasalów swoich, aby sił próbo-
wali i kosztem króla lub rzeczypospolitej swoje załatwiali spra-
wy -. Sąd tego markotnego i zgryźliwego starca jest zawsze nam
nieprzyjazny, ale mimo to wykrywa on nam strony i objawy ży-
cia, którychbyśmy tak jaskrawo przedstawionych, tak bezwzglę-
dnie wypowiedzianych, nigdzie nie znaleźli.
*
Warszawa obfitowała w tych czasach w najrozmaitszego ka-
libru awanturników, którzy się tu, korzystając z łatwowierności
naszej i miłości dla cudzoziemców, cisnęli. Żaden z tych ptaków, — 264 —
ciągnących na północ, nie minął stolicy nadwiślańskiej, wielu w niej
znalazło stałe gniazdo i łatwą fortunę. Baron Julius, hr. Tho-
matis, że wielu innych pominiemy, kręcili się po najświetniej-
szych salonach Warszawy, przyjmowani, ugaszczani, zbogacając
się łatwo przy stołach faraona i na rozmaitych handelkach i przy-
sługach. Francuzów, Włochów, Niemiaszków tego rodzaju mie-
liśmy pełno. Emigracya francuska później pomnożyła jeszcze
ich liczbę i ułatwiła im pozyskanie współczucia. Czemże innem
jak takim rycerzem przemysłowcem był sławny półgłówek książę
de Nassau, który się z Gozdzką ożenił, a na nieco przyzwoitszy
sposób i książę dc Ligne, dworujący po całej Europie, którego
syn wziął tu księżniczkę Massalską??
Nie mógł pominąć Warszawy i najsłynniejszy wielki Kopt,
wielki cudotwornik, alchemista, hr. Cagliostro. Przybył on tu,
powracając z Rosyi i Kurlandyi w Maju 1780 r., poprzedzony
umiejętnie szerzonemi wieściami o nadzwyczajnem powodzeniu,
jakiego miał doznawać w Rosyi. Fałszem to było, bo dwór pe-
tersburski, a cesarzowa szczególniej, poznała w nim oszusta
i zadała nawet sobie pracę wychłostać go własnoręcznie. Napi-
sała dwie komedye, wyśmiewające łatwowiernych, co mu się
uwieść dawali. Wyszły one w języku niemieckim.
Pobyt Cagliostra w Warszawie opisany został przez jednego
z adeptów, który, biegłym będąc w ówczesnych operacyach alche-
micznych, oszustwa jasno się dopatrzył*).
Wiemy, że miał w Warszawie pracować u tygla razem z Oża-
rowskim (później hetmanem), w opisie wydanym autor powiada,
że go jakiś Kurlandczyk prezentował tu księciu P. (Poniatowskie-
mu? ex-podkomorzemu?) i panu M. **) Przedstawił się im naj-
przód jako Mason egipski, mogący im udzielić ciekawych wiado-
mości. Książę zabrał go na mieszkanie wraz z żoną, która była
młoda, piękna i doskonale odgrywała swą rolę pośredniczki mię-
dzy chciwymi sekretów a bardzo zazdrosnym o nie hrabią. Cza-
rodziejskie jego sztuki, które opisuje autor, wcale były nieudolne
i nie udawały się. Użyta do tego dziewczynka, a później sze-
*) Cagliostro demasque! a Varsovie ou Relation authcntiquc de ses općration
alchemiques et magiques faites dans cette Capi tale, par im temoin oculairc 1786.
8vo, 62 pp.
f ) Moszyńskiemu?
**i — 265 —
snastoletnia panienka, nie weszły w swoje role. W loży egip-
skiej prawił Cagliostro rzeczy znane adeptom. Dnia 7 Czerwca
rozpoczęte alchemiczne roboty, które polegały na niezręcznem
kuglarstwie, przeniosły się z Warszawy na Wolę i tam nie le-
piej się powodziły. Są one szczegółowo i troskliwie opisane
w broszurce o tern wydanej. Dnia 11 Czerwca sam, przebrany
za starca, grał niezręcznie rolę Wielkiego Kopta, później nieco
latał w kabryolecie po mieście, odwiedzając panie, które kurował.
Przy operacyach odmawianie psalmów, cyrkuły kreślone na ziemi,
figury kabalistyczne, gry różne z mieczem, miały działać na umy-
sły. Sztuka polegała na tern, by tygiel przygotowany zręcznie
wyrzucić a podobny ze srebrem podstawić na jego miejsce.
Znajdowano nawet te, których się pozbywał. Pomimo to byli
ludzie, co wierzyli, zapalali się i chcieli przekupić żonę, aby se-
kreta W. Kopta opanować. Zdaje się, że bawił w Warszawie co
najmniej do końca Czerwca z rożnem szczęściem. Samochwał,
prawił o sobie niestworzone rzeczy, ale ich nie usprawiedliwiał
niczem, prócz zuchwałej blagi. On i żona jego przybyli bardzo
źle zaopatrzeni, bez bielizny, odziani licho, ale umieli wnet do-
stać i pieniędzy i klejnotów. Kopt naśladował doskonale wszyst-
kie charaktery, ale kuglarzy! mniej zręcznie niż ówczesny Lip-
ski Schrópfer, niż Comus i Philadelphia. Hrabia Moszyński miał
go wprowadzić do króla, lecz zdaje się, iż spostrzegł prędko oszu-
stwo. „Pani Cagliostro — pisze autor — równie dobrze rolę
swą odgrywała w Warszawie i Petersburgu; wychwalała niezmier-
nie wiadomości, jakie mąż jej posiadał, nie zapominając o popi-
sie z własnymi wdziękami. Gdy ją proszono, aby się wstawiła
do hr. Cagliostro i wyrobiła udzielenie niektórych tajemnic, za-
czynała najprzód od odjęcia wszelkiej nadziei, potem zwolna da-
wała się bogatymi darkami zmiękczać, szczególniej klejnotami
i brylantami; nakoniec zalecała jak największą tajemnicę i za-
chowywała ją wobec męża. Tymczasem pani Cagliostro umiała
sobie wybiegami wyłudzić nie tylko ogromne kolczyki brylanto-
we, ale i inne klejnoty, wartości więcej niż 2,500 dukatów. Do-
dać trzeba, że cała ta przygoda kosztowała tych, co w niej udział
brali, do ośmiu tysięcy. Z tym łupem, wydartym ofiarom swoim,
p. hr. Cagliostro opuścił Wolę dnia 26 Czerwca, nie wiem pod
jakim pozorem udając się do Warszawy, skąd dnia 27 zniknął
nocą. Nieochybnie spotkałby go był jaki przypadek w drodze,
— 266 —
gdyby oszukani nie woleli pokryć milczeniem i zapomnieniem
swej łatwowierności, pokutując za nią w ciszy, niż karać oszusta,
jak zasłużył. Mówią wszakże, iż kilku uczniów mniej cierpliwych
zażądało zwrotu dyamentów i otrzymało je. Tego samego roku
ukazał się Cagliostro dnia 7 Września w Strassburgu”.
Zmiana w polityce rosyjskiej, po oddaniu jej kierunku hr. Ostermannowi, najmocniej może dawała się widzieć w Warsza-
wie. Stackelberg zupełnie był bezczynnym i w r. 1781 w żadne
negocyacye nie wchodził. „Głownem jego zajęciem było tę obo-
jętność w sprawach polskich zdumiewającą osłonić przed oczy-
ma ogółu, ukryć przed obcymi osłabienie a raczej zawikłania
w łonie rządu rosyjskiego. Stackelberg był już przedtem w cię-
żkiem położeniu człowieka postawionego między dwoma w prze-
ciwne strony rwącymi go prądami,- bo nim i Panin i Potemkin
kierować chcieli, a jeden kazał w prawo, drugi w lewo, jak się
wyraża Essen. W czasie sejmu, oprócz nalegania na oddalenie
Tyzenhauza, Stackelberg w nic się nie wdawał. „Postępowanie
posłów — mówi tenże — okazało, jak mało mógł ambasador polegać
na Polakach i ich uległości, jak skoro Rosya coraz więcej usy-
piała i mniej była czynną”.
Natomiast dwór wiedeński znacznie więcej objawiał zajęcia
się Polską niż przedtem. Zwracano uwagę na czynności posła
rosyjskiego, na jego stosunki. Stronnictwo austryackie silniej
zorganizowane wskazywało króla jako zaprzedanego Rosyi. Usi-
łowano go od niej odstraszyć i odciągnąć. Szeptano z cicha
w Warszawie, że król w czasie wojny gotów był zupełnie połą-
czyć się z dworami petersburskim, berlińskim i saskim, i gdyby
nie pokój w Teschen zawarty, kawalerya polska miała razem
z rosyjską ruszyć na Galicy ę i w kraju wywołać powstanie.
Przypisywano przysłanie Thuguta zamiarom umowy na przypa-
dek wojny lub następstwa tronu. Wiedeński dwór w obu wy-
padkach chciał być w Polsce gotowym i podkopać wpływ Ro-
syi, a dowieść Polakom, że równą opiekę, poparcie i pomoc zna-
leźliby w Wiedniu. Wszystko to jednak znać trwało tylko do
dnia 18 Maja 1781 r., gdy stanął tajemny układ między cesarzem
Józefem II a Katarzyną o pomoc w przyszłej przewidywanej już
wojnie z Turcyą.
Dwór berliński ostrożniej i ciszej krzątał się w Polsce: Axt
i jego następca Buchholtz, poufnie tylko przyznawali się do tego,
— 267 —
iż obowiązkiem ich było zwrócić uwagę Rosji na to, co się knuło
w Polsce i zachwiać wiarę jej w Austryę. Buchholtz dawał do
zrozumienia, iź dwór jego mógłby być czynniejszym w Polsce.
Zyskać jednak stronnictwo sobie Prusy jeszcze naówczas zama-
rzyć nawet nie mogły; nadto boleśnie dały się Polsce we znaki.
Syn cesarzowej, w. ks. Paweł z żoną, jadąc w podróż do
Włoch, przesunął się przez Wołyń i nawiedził majętność hr.
Mniszchów, Wiśniowiec. Stanisław August przyjmował go tu
u siostrzenicy swej ulubionej, a stąd udał się do Kamieńca, twier-
dzy jedynej niemal w Polsce, do której zbyteczną może przywią-
zywano wagę. Na sejmie poprzedzającym król już okazał tro-
skliwość o Kamieniec. Zwiększono jego załogę z oszczędności
skarbowych o dwóchset ludzi, zamierzając ją jeszcze silniejszą uczynić; przedsięwzięto podniesienie murów i dobudowanie gma-
chów upadłych. Mimo to wszystko Kamieniec w lat kilkanaście
później w najopłakańszym znaleziono stanie.
Pomimo wrzawy sejmowej i objawionego wśród obrad wstrętu
do koniecznych reform od roku 1775 w narodzie zwolna wyra-
biała się idea przekształcenia i wzmocnienia rzeczypospolitej.
Ślad tego mamy w skromnem pisemku, w r. 1781 wydanem
w Warszawie: Listy przyjacielskie (Dufour, 1781 r. 8vo, str. 110).
Mała ta książeczka, króciuchno napomykająca o pilniejszych
kraju potrzebach, nieśmiało stawiająca żądania, poprzedziła wy-
lew ów elukubracyi reformatorskich, które za lat kilka zjawiać
się tak licznie zaczęły.
Listy przyjacielskie nie odznaczają się tak dalece niczem,
oprócz zdrowego rozsądku i dobrej woli piszącego; dotyczą one
rolnictwa, bytu miast i miasteczek, ich ludności, życia, rzemieślni-
ków, policyi, wojska, fortec i zamków, bagactw (sił produkcyj-
nych) kraju, górnictwa, lasów, potrzeby gruntowniejszego krajo-
znawstwa, stosunków pogranicznych, handlu i t. p. Autor rady-
kalnych reform nie wymaga, żąda pracy, sądu, zastanowienia,
zajęcia, ładu, a jest umiarkowanym, i — jak naówczas zwano —
regalistą. Widzi on upadek tego, co dawniej przy tych samych
instytucyach żyło; pragnie reform, a o jednym stanie włościań-
skim wspomnieć nie śmie. Charakteryzuje to chwilę.
Rady dane są posłom na sejm przyszły.
Rolnictwo chce autor ożywić, przysparzając mu konsumen-
tów, trudniących się przemysłem i rzemiosłami, słowem klasę śre-
dnia, inteligentną. O chłopach pobieżna tylko wzmianka, że i
by się wiele poprawić dało. W miastach autor narzeka na i
(lÓW, jako status in statu stanowiących. Stan pół-rolniczy
steczek uważa za niekorzystny, gdyż w nim i rolnictwo i
iniosla cierpią; żąda nawet odjęcia niepotrzebnej mieszczanom
roli. Zarzuca W ogóle brak przemysłu, inteligencji i pracy,
sprowadzanie z zagranicy ludzi, brak kredytu, brak dobrej po-
licji i lądu. Powołuje do powiększenia i lepszej organizacji
wojsk, opatrzenia fortec, podniesienia górnictwa i lasów.
Oto co pisze o wojsku: .Liczba jego w proporcji obszerno-
ści kraju naszego taka jest, jak gdybyśmy prawic żadnego nie
mieli. A dobrze ktoś powiedział, że go na paradę za wtelś, na
obronę i potrzebę za molo”. Autor żąda powiększenia regimentów.
„U nas przy chorągwi do czterdziestu ludzi, a najwięcej do
sześćdziesięciu, a oficerów czterech. (Kapitan, porucznik, pod-
porucznik, chorąży)”. Oficerów było w istocie zbyt wielu, żoł-
nierzy Eta mało. Zdaniem jego podnieść należało regiment do
2,000 głów, przez coby samego cudzoziemskiego mitom men tu
Itozba urosła do 36,000 przeszło, oprócz artylrryi, inżynierów, pontonierów, janczarskich chorągwi litewskich, chorągwi hetmań-
skich, węgierskiej gwardji. marszałkowskiej i korpusu kadetów.
Regimentów koronnych było jedenaście, litewskich siedem; po-
mnożyć je należało o drugie tyle, przez przyłączenie do każdego
z nich batalionu milicji, któraby na przeglądy stawała i uczyła
się musztry. •
Chciał, ażeby regimcuta miały swe kantony, to jest aby wo-
jewództwa, ziemie, powiaty je utrzymywały, dopełniały i karmiły.
Jest to jiik najściślej dzisiejszy system pruski, zalecony u nas
w r. 1781. Autor chciał, by rekrutów bruno n;i lat cztery, sześć,
w młodych latach, coby dla nich było szkołą porządku, ładu
i trzeźwości. Według niego kraj był w stanie taką liczbę utrzy-
mać. Obstawaj mocno przy kantonowaniu regimentów po wo-
jewództwach i wyznaczeniu urzędników ziemskich, którzyby ich
w przeehodach przez kraj przeprowadzali.
Te postępowe i praktyczne idee rodziły się na ziemi naszej
już naówozas; nie było ich komu przyjąć i zastosować. Z równą
trafnością sądu autor narzekał na ogołocenie kraju z twierdz,
któreby nieprzyjaciela wstrzymać, a wojsku za schronienie i ma-
gazyny służyć mogły. Zostawały tylko Kamieniec Podolski i Czę-
— 269 —
stochowa, obie słabe i nie obronne. Inne i lepsze miejsca na
twierdze łatwoby się znaleźć mogły.
Weźmy jeszcze jeden urywek z tego obrazu — o gospodach
i rzemieślnikach; należy on do wizerunku epoki, która czuła, że
wszystko niemal przetworzyć należało, aby kraj do życia zdol-
nym uczynić. „Przyjedzie podróżny, pyta o austeryę, odeślą go
nieraz do paskudnego, pół zburzonego karczmiska, przez żyda
arendarza spustoszałego. Powalane ściany, ławy i stoły, przez
kilkoletni brud od ziemi nie rozeznane. Jeść ci się chce, przy-
niosą ci niedopieczoną żydowską kukiełkę, masła brudnego albo
sera. Może też i jaj, albo przez wielką prośbę kurę starą, albo
kurcząt kilka. Ale cóż? ani sam, ani ludzie twoi gotować nie
umieją, naczynia z sobą i innych potrzeb nie wziąłeś, żyd swego
kosierowego nie pożyczy, więc przy pieniądzach głód cierpieć
przyjdzie, a częstokroć ledwie szkaradnego piwa i gorzalska,
czasem i obroku dla koni nie dostaniesz. Koło ci się zepsuje,
złamie się co w twoim powozie, niemasz ktoby naprawił. Klucz
zginie, zamek, kłódka, niemasz ślusarza w mieście, ledwo że się
kowal mizerny, szewc, krawiec, czasem garncarz, kołodziej
znajduje”.
VIII.
SEJM. SOŁTYKA SPRAWA. 1782—1783.
Król panem większości w sejmie. Stronnictwo Czartoryskich. Śmierć woje-
wody ruskiego. Pogrzeb. Rozdane po nim dostojeństwa. Lubomirscy. Hetman
Branicki, ks. Sapieżyna i syn jej. Rozbrat z królem. Otwarcie sejmu. Wnioski
od tronu. Obrażony Stackelberg puszcza wodze opozycyi. Skarb. Komisya edu-
kacyjna. Sprawa Sołtyka. Charakter jego i życie. Stan umysłu. Uwięzienie.
Zarzuty przeciw królowi i biskupowi płockiemu. Obelżywe mowy, wrzawy sejmowe.
Branicki i Rzewuski. Zgoda ze Stackelbergiem. Opozycya pohamowana. Przewaga
króla w sejmie. Mówcy sejmowi. Sapiehowie. Wojsko. Rozgraniczenie od Rosy i.
Szczęsny Potocki. Złote rogi. W. ks. Paweł u Jabłonowskich. Król się wojskiem
bawi. Śmierć Młodziejowskiego. Pożar pałacu Rzeczypospolitej. Kamieniec. Fa-
bryki. Festyny na prowincyi. Katolicy w zaborze rosyjskim. Galicya. Stany kra-
jowe. Zajęcie Krymu i Georgii przez Rosyę. Potemkin i hr. Branicka. Przyjęcie
króla w Siedlcach. Imieniny Sanguszkowskie. Śmierć starosty Kaniowskiego
Oryginały.
VIII.
Sejm. Sołtyka sprawa.
1782—1783.
Zbliżający się sejm 1782 roku zdawał się, wzorem poprze-
dzającego, zapowiadać, że przejdzie spokojnie i opozycyą zakłó-
conym nie zostanie. Król pewnym był wielkiej większości po-
słów i senatorów; w stosunkach przyjaznych zostając z posłem
rosyjskim i działając w porozumieniu z nim, spodziewał się jego
poparcia. Na kilka tygodni przed zebraniem się sejmu, ułożoną
została nawet lista osób, które król chciał mieć w Radzie nie-
ustającej. Między posłami cztery piątych było z królem, mię-
dzy senatorami liczyć mógł na pięćdziesięciu, z ośmiu mini-
strów na siedmiu. Z partyi Czartoryskich weszli do sejmu ci
tylko, których król, nie chcąc ostatecznie ich drażnić, dopuścił.
Stronnictwo tak zwane austryackie, którego głową był Czar-
toryski, wojewoda ruski, rozbite zostało, straciwszy wodza, który
wszystkiem kierował, pod którego sterem odbywały się narady,
a syn jego i spadkobierca, książę generał, nie ważył się wystę-
pować tak jawnie, bojąc ze strony przeciwników zarzutu, że
dwom panom służy, jako poseł rzeczypospolitej i generał w służ-
bie austryackiej.
Śmierć wojewody ruskiego, księcia Augusta Czartoryskiego,
w późnym wieku, bo w 84 roku życia zgasłego *), nastąpiła w War-
*) Inni piszą w 8G r. Niemcewicz,
Polaka w «zasie trzech rozbiorów. Tom I. 18 274 –
szawie d. 4 Kwietnia
we Czwartek o gc*
dżinie 10 minut 20
wieczorem). „Zmar- ły wojewoda, Sonaty ■/. Sieniawaką, córką hetmana, po której mu się ogromne do- bra dostały, był pisze Niemcewicz człowiekiem rozsą- dnym, zimnym, rzą- dnym, gospodarnym, niemiesziijącyinsiędo Fakcyi. Sprawy wa- żniejsze zwierzał bra- tu starszemu kancia- rzowi, a pomagał mii tylko pieniędzmi . . . Dwór jego, okazały wielce, cechę miał cudzoziemską, pełno na nim było Francuzów, Niemców i Włochów”. Pisząc o jego zgonie, współczesny dziennikarz wynosi) go szczególniej z tego, „że wielkim panem być umiał”, że miał „di- Ttlias artenujtic fruetidr . Minio cudzoziemskiego charakteru dworu, polski obyczaj religijny w nim panował. Nic siedli tam nigdy. do stołu bez modlitwy. Zmarłemu oddano cześć po zgonie, ciało w pałacu wysta- wione na katafalku, zaraz wieczorem król przyszedł nawiedzić. Starzy dworzanie księcia trumnę na barkach wynieśli do powo- zu i do grobu u ks. Misyonarzów złożyli. Chociaż eksportneya była prywatną, tysiące ludu się zebrało na nią i cały sztab ofi- cerów gwardyi koronnej, której był szefem*).
Kajetan So/lt/k, biskup kraka te
*) Poprzedzi! go nadworny jego lekarz, ilr. Ludwik Regcmnnn, zmarły
» lyinżr roku w Warszawie w 71 roku iyeia. Kodem l>vl i Saksonii, przybył do
Polski w roku 1737 i na dworze księcia wojewody ez.terdziei-ci sześć lat przciyl.
lYziiieui |>yl gtamego l!iK-rlun ‚-. Nł czesi’- jego jest biły medal. „I W kilkanaście dni tylko [lotem w palac.il, w którym zmarł ks. wojewoda,
u księżnej marsza! ko w<-j !.i]l>omii–Li<-j mtliyw;d.lr bui.vin ks. Rad
ziwiłła
y, panna OtTOrfg.
— 275 —
Syn wojewody, książę generał, który był marszałkiem try-
bunału w Litwie, nie mógł przybyć prędzej do Warszawy, aż
w końcu Kwietnia. W wielu miejscach żałobne nabożeństwa
uroczyste odprawiano za jego duszę, w Wilnie u św. Jana od-
prawiła je akademia, duchowieństwo w Stężycy i t. p.
Województwo ruskie po zmarłym oddał król Potockiemu,
szefostwo gwardyi księciu Stanisławowi Poniatowskiemu, gene-
rał-lejtnantowi wojsk koronnych, chorągiew kawaleryi narodowej
wziął wnuk, książę Adam, syn generała ziem Podolskich.— Ksią-
żę wojewoda był osobistością szanowną i szanowaną w narodzie,
zgon jego dał się uczuć stronnictwu, na które rozumem wpływał
i taktem… Upadek cielesny i moralny księcia marszałka Lubo-
mirskiego przyczynił się także do osłabienia opozycyi. Stron-
nicy i rodzina widzieli w nim blizkiego końca człowieka, które-
go sprawy polityczne coraz mniej obchodziły. Księżna marszał-
kowa skąpo mu wydzielała z ogromnego majątku i źle się z nim
obchodzić miała. Obarczały go dawniej pozaciągane długi, któ-
rych opłacać nie chciała… Brakło grosza na zjednanie sobie
stronników, wpływ upadał. Domowe kłopoty cisnęły jego i zię-
ciów Potockich, dla których księżna marszałkowa równie była
surową. Domowe te sprawy oddziaływały na polityczne.
Król więc nie obawiał się osłabionej i bezsilnej opozycyi,
w której teraz najczynniejszą może rolę grał hetman Branieki,
siostra jego księżna Sapieżyna, wojewodzicowa mścisławska, i jej
syn, książę Kazimierz Sapieha. Księżna, należąca do najserdecz-
niejszych przyjaciółek króla, do najdawniejszych — utrzymała się
z nim w mniej więcej dobrych stosunkach aż do tego roku . . .
Wprawdzie trapiła go i męczyła nieustannymi listy i prośbami,
na które król odpisywał, wysyfctł patenta, płacił, godził, starając
się ją zaspokoić — lecz nigdy dosyć nie miała. W r. 1781 jeszcze
poprawiał jej sam listy do przyszłej bratowej, w Lutym 1782
pomagał w swatach, gdy syna Kazimierza ożenić chciała z wdo-
wą ks. Sanguszkową, z domu Cetnerówną. Było już po przy-
rzeczeniu… ale sejm następujący i brat hetman związek ten mieli
rozerwać.
Przed sejmem rozbrat z królem był dokonany; księżna zje-
chała do Warszawy, stanęła u brata hetmana i zaciągnęła się
pod jego chorągiew przeciw dawnemu przyjacielowi. Z księżną
i pod jej rozkazami szedł syn, książę Kazimierz, który niedawno jeSBCBB królowi nieśmiertelna wdzięczność poprzy sięgał. — Hetman
też Branicki nie taił się z niechęcią dla króla. „Dochodzą mnie—
pisał .Stanisław August do księżnej — z różnych stron wiadomo-
śii. że lubo hetman wielki, brat WPani, często publicznie, kiedy
po trzeźwemu, dobrze mawia dla mnie, jednak, gdy sobie pod-
ochoei, przed różnemi osobami kilkakrotnie powiedział, że musi
być eoś zrobione na sejmie” *).
Tej opozycji więcej hałaśliwej i nieprzyjemnej, niż niebez-
piecznej, król się bardzo nie lękał, mając po sobie posła, który
Brwioktego nie lubił.
Przygotowywany więc sejm na dzień 30 Września dosyć
się obiecywał przejść spokojnie… Posłowie zebrani udali się jak
zwykle do kolegiaty św. Jana, gdzie eks-jezuita ks. Raczyński
kąsaniem przeciwko zbytkom i zepsuciu obyczajów rozpoczął.
Początki jego szły wedle zwykłego programu, nie dając
opozyeyi powodu do wystąpień. Jłars/.alkicm obrany oboźny ko-
ronny Kazimierz Krasiński. Wnioski od tronu małego były
znaczenia; żądał król ratyfikacyi rozgraniczenia Polski od No-
woserbii; przypominał konieczną potrzebę poszukiwania soli
i kruszców, na które miał obmyślić środki z oszczędności
(magnum vecligał parsimonid), ofiarował oddać mennicę pod
wiedzę koniisyi skarbu; — życzył reform w wojsku, powięk-
szenia liczby senatorów litewskich; nowych praw dla przy-
spieszenia wymiaru sprawiedliwości (dccreta exeaitionis)\ nazna-
czenia pensyi deputatom i powiększenia jej marszałkom trybu-
nałów; polecał wreszcie prośby dostojnych osób o indygenaty.
W liczbie tych wniosków ani jednego niema prawic sta-
nowczej wagi dla kraju: najważniejsze, jak tyczące się wojska,
mennicy, sądów, ogólnikami tylko określone… Przyszły potem
wybory do komisyi, do Rady i t. p, i o ten szkopuł rozbił się
spokój, bo król żądaniom posła rosyjskiego nie uczynił zadosyć,
a jeden jego podszept rozpasał natychmiast najgwałtowniejszą,
niepomiarkowaną opozycyę przeciw królowi. Poseł życzył so-
bie mieć w Radzie nieustającej księcia Augusta Sułkowskiego,
a niejakiego Teodora Dzierzbiekiego członkiem komisyi skarbu,
obu z blizka z nim poprzyjażnionych. Gdy oba ci wybrani nie
zostali, domyślił się, iż mu umyślnie sprzeciwić się chcieli król
‚) Dr. Zulwki. Koresponikocya.
— 277 —
i kierujący sprawami książę Michał. Obrażona duma wywołała w r ściekłą zemstę, poruszono wszystkie sprężyny, ażeby króla
zmusić do kapitulacyi i dać mu uczuć, że bez posła nic? samo-
wolnie dokonać nie może.
Sprawy sejmowe szły tymczasem swoim trybem. Zarząd
skarbem wykazywał dwuletniego dochodu 25,436,318 złt., a za-
oszczędzonych przeszło półtora miliona gotowizną, prawie pół
miliona w zaległościach.— Komisy a edukacyjna, która się i w la-
tach poprzedzających gorliwością odznaczała, dała jej nowe do-
wody. Przychody jej dwuletnie wynosiły 2,965,000 złt. (okrą-
gło), oszczędności około trzechkroć pięćdziesięciu tysięcy; wiele
ulepszeń i reform winna ona była ks. Michałowi Poniatow-
skiemu (późniejszemu prymasowi), któremu też sprawiedliwość
oddano.
Lecz horyzont chmurami okrywać się zaczynał. Od d. 17
Października poseł rosyjski jawnie okazywał, iż się poróżnił
z królem; było to sygnałem dla przeciwników jego, że mogli po-
zwolić sobie względem niego, co chcieli… Rozgniewany poseł
udał się na zamek, gdzie do bardzo żywego przyszło starcia…
Stackelberg głośno ośmielił się powiedzieć, iż królowi i biskupo-
wi zdaje się, iż Polską wedle swojego widzimisię rządzić będą;
skarżył się boleśnie na otoczenie króla i jego przyjaciół.
Tegoż samego dnia rozeszło się już w sejmie, iż król jest
źle z posłem… Posądzano, że i dwór wiedeński coś na to wpły-
wał, że Rada nieustająca, gdyby ją teraz wybierać miano, ina-
czejby się pewnie złożyła. Opozycya natychmiast głowę śmielej
podniosła i posiedzenia zaczęły być burzliwe.
Doskonałem narzędziem dla niej stała się sprawa ks. Sołtyka,
biskupa krakowskiego… W szeregu wizerunków oryginalnych
tej epoki biskup Sołtyk zajmuje wybitne miejsce… Jest to po-
stać, jaka tylko ku końcowi XVIII wieku na stolicy biskupiej
znaleźć się mogła. Ks. Kajetan Sołtyk, syn kasztelana lubel-
skiego Sołtyka, pochodzący z możnej i dawnej rodziny, był bliz-
kim krewnym prymasa Potockiego i rozpoczął swój zawód od
marszałkowania na jego dworze. Krewny i opiekun wysłał go
dla studyów do Rzymu, gdzie Sołtyk świetnie je ukończył. Ży-
wego umysłu, ognistego temperamentu, szlachetnego serca, po-
dobał się wszystkim; szedł stopniami duchownymi coraz wyżej,
aż do godności biskupa emausańskiego. Naznaczono go sufraga-
— 278 –
nem Oźdze, biskupowi kijowskiemu. Przy dworze Augusta III
przywiązał się do rodziny panującej; za wpływem dworu w roku
1759 otrzymał biskupstwo krakowskie, najbogatsze ze wszystkich
w Polsce. Był Sołtyk, wedle współczesnych opisów, wzrostu
miernego, ale poważnej i pięknej postaci, wejrzenie miał pań-
skie, obejście arystokratyczne. Mówił kilku językami biegle. Temperamentu gwałtownego, miarkował się rozumem i trzymał,
dopóki mógł, na wodzy. – Lubił bardzo przepych i wspaniałość,
dwór trzymał liczny, ekwipaże pyszne, muzykę, teatr i cieplar-
nie kosztowne… (idy z rozkazu posła— a jak mówiono — za zgodą
króla i Czartoryskich, porwano go i wywieziono do Kaługi, ka-
pituła krakowska, chcąc zaopatrzyć go w pieniądze, wysłała mu
tysiąc dukatów przez niejakiego Winklera, który podróż pieszo
pono odbywał. Winkler, przybywszy do Kaługi, poty śpiewając
chodził pod oknami biskupa, póki ten się w nim posłańca nie
domyślił. Pobyt na wygnaniu nie złamał ducha w Sołtyku, nie
zmienił jego przekonań, następne dopiero wypadki na umysł jego
tak wpłynęły, iż począł okazywać chwilowo pomieszanie. Po-
wrót był wielkim tryumfem dla niego, a porażką dla króla
i Czartoryskich, którym publicznie zarzucał, że byli jego wy-
gnania powodem. Obsypywano go naówczas prezentami, między
którymi drzewka, ptaszki, wiewiórki i koń wierzchowy, do ran-
nych służący przejażdżek, się mieścił… W pierwszych dniach po
przybyciu codzień w innym celebrował kościele… Wspaniały
dwór natychmiast się znowu około niego zgromadził, koncerta,
w których biskup na klarnecie grywał, przedstawienia teatralne,
zabawy następowały po sobie nieustannie. W przyjaźni ze Sta-
ckelbergiem, pomimo to Sołtyk uczuć swych patryotycznych sto-
sunkom tym nie poświęcił; usunął się tylko od spraw politycz-
ny cli. — Umysłowy stan jego nie rychło się objawił; zrazu były
to tylko dziwactwa i oryginalne pomysły, do których po części
otaczający go byli nawykli.
W tych czasach porobił był właśnie wielkie zapisy kościo-
łom, którymi dawniej zarządzał; tak do Łowicza dał 20,000 złt.
na poprawę kościoła, Łęczyckiej kolegiacie 30,000, do Gniezna
50,000, dla Kijowa 100,000,— na grobowiec Oleśnickiego do San-
domierza przeznaczył 30,000, a najwspanialej obdarzyć miał ka-
tedrę krakowską. (Styczeń). Koadjutorcm biskupstwa mianowany
był ks. Michał Poniatowski, biskup płocki.
— 279 —
Gdy kapituła krakowska, widząc oznaki obłąkania, a po-
stępując sobie zbyt może gwałtownie i arbitralnie, uwięziła bi-
skupa bez należytych względów i ostrożności, tak, że postępo-
waniu generała Wodzickiego przypisywano później chorobę —
łatwo przyszło nieprzyjaciołom króla i biskupa płockiego ogro-
mną podnieść wrzawę, zarzucając im, że za wiedzą ich i po-
duszczeniem biskup został aresztowanym, że Poniatowscy uczynili
to przez chciwość, pragnąc co najrychlej dochody biskupstwa
opanować, i że nawet na sumy Sołtykowi należne, a 200,000 du-
katów wynoszące, sekwestr położyć się starali.
Opozycya, chwyciwszy tak doskonałą zręczność dokucze-
nia królowi, korzystała z milczenia Stackelberga i wystąpiła
z gwałtownością niesłychaną. Nie było miary w tern, co na
sejmie wygłaszano. Zuchwalstwo doszło do najostateczniejszych granic.
Słabe tylko wyobrażenie tych mów zajadłych, złośliwych,
groźnych, można powziąć z łagodzącego je wielce, urzędowego
dyaryusza sejmowego. Czartoryscy, ks. Lubomirski, Branicki,
ogień ten podkładali: król zmuszonym był słuchać takich wy-
rzutów i gróźb, jakich w życiu swojem dotąd nie przecierpiał.
Siedząc od jedenastej rano do ósmej wieczorem na tronie
w pośród izb wzburzonych, wystawiony niemal na urągowisko,
obelgi, zarzuty, bronił się słabo. Jego i brata ks. Michała napa-
dano, nie szczędząc, w najbrutalniejszy sposób… „Każdy inny
panujący — mówi Essen — byłby skonał ze wstydu i męki… a Bu-
rza ta d. 21 Października doszła do największej gwałtowności
i głód dopiero a wycieńczenie krzykaczy zmusiło o ósmej wie-
czorem odroczyć posiedzenie do dnia następnego.
Raz rozpasana opozycya nie łatwo uśmierzoną być mogła;
przemawiała zresztą w imię najdroższych swobód, godności se-
natorskiej, szlacheckich przywilejów, skarżąc się na gwałt zadany
kardynalnym prawom rzeczypospolitej. — Trzydzieści do czter-
dziestu osób prowadziło tę wojnę przeciw królowi, pociągając za
sobą słabsze umysły i gorętsze serca… Nie kapitułę obwiniano,
ale króla i koadjutora, przypisując im najbrudniejsze pobudki.
D. 23 Października hetman Branicki przybył na posiedze-
nie, jak zwykle, pod hełmem, widocznie nieprzytomny i puściw-
szy językowi wodze, między innemi zapowiedział, że za sześć
miesięcy żadnego króla w Polsce nie będzie, że despotyzmowi
raz koniec obłożyć potrzeb*, a ssłaebta, miasto gardłować
rao, do szabel się weźmie.
Młody Rzewuski, uniósłszy się podobnie, odezwał się do
króla, iż mu przypomnieć winien, zez polską, a. nie z niemiecka
szlachtą nu do czynieniu, że winien odczytać sobie hisloryc Ka-
rola I. aby wiedział, 00 wolny naród w obronie praw swye.h
począć może.
Sapieha już przy podpisywaniu rozgraniczenia zRosyąmiał
się też odezwać:— Cieszcie się panowie z tej jednej konstyluoyi.
bo upewniam, że więcej żadna nie stanie.
Zmiarkował wreszcie król i rodzina jego, komu to wszystko
byli winni: jeden Ntackelberg mógł powstrzymać opozycya, i za-
wiązać jej usta… Przez dwa dni król, biskup płocki, cala ro-
dzina starała się napróżno ukołysać rozdąsanego posła. Dzierz-
bickiemu król z własnej szkatuły ofiarował pięćset dukatów
pensyi. którąby był w komisyi skarbu pobierał. Poseł nie przyjął
tego. lcez zabiegi o zgodę, na niewiadomych warunkach, wie-
czorem d. 22 Października przyjść miały do skutku. Wkrótce potem zmieniła się postać rzeczy.
Gdy przewółley opozycyi przyszli dla narady ze Stackał’
bergiem, zimno oświadczył im. _iż cesarzowa w Polsce tworze-
nia się stronnictw i partyi nie dopuści, że pragnie ją podtrzy-
mywać i zachować taką, jaką jest, z jej przywilejami i prawami”.
Dodał, że zbyt już sobie pozwalano na sejmie. Zażądał dła do-
bra kraju, aby opozycya ofiarę z siebie uczyniła, zamilkła,
a wnioski od tronu poparła, szczególniej pierwszy, tyczący się
interesów rosyjskich… Ze swojej strony udającym się do niego
p. v. Tłnigut, poeci austryacki, oświadczył, że cesarz w Polsce
rozerwania sobie nic życzył, a szczególnie jby mu przy krem
było uchodzić za głowę i przewódeę jakiegoś stronnictwa…
Opozycya umiarkowała się zaraz znacznie, królewscy śmie-
lej podnieśli głowy i najprzód pokwitowano Radę nieustającą
stu trzydziestu pięciu głosami przeciwko trzydziestu kilku, z za-
strzeżeniem tylko, aby przeciwne prawu wyroki jej później
unieważnione zostały… Tak samo ratyfikacya granic od Rosyi
przeszła bez trudności i reszta sejmu nie przedstawiała już tak
dalece nic żywiej obchodzić mogącego, iż Essen znajdował ją—
nudną.
Oposyeya słaba w istocie, złożona z krzykaczy, oiogła za- :»(! .Uhi,,, niepokoić. zmitręźyć, do- kuczyć. ale liczebnie prze- szkodzie niczemu nie mo- gła. Wszystko się kończy- ło na wrzasku. I nly Bta
ekelberg go pohamował,
poszła reszta jak król
chciał; odzywające się spó-
źnione glosy już nie wiele
obchodziły. Poseł rosyjski
na wybór osób do Rady
nieuslająei-j nic zwracał
uwagi, w komisyi skarbu
król miał przewagę. l’ai’ tya jego i posła „w rze-
czach, nie tyczących się
prerogatyw stanu szla-
checkiego”, szła zgodnie.
Ułożone listy przed dwoma
miesiącami poprzechodziły
większością stu, do pólto-
rasta głosów. Rada nieustająca złożyła się przeważnie z ludzi
królowi oddanych. Raczyński na dwieście trzydzieści glnsów
miał niepraktykowaną większość 156, i marszałkiem Rady obra-
ny głosami 178. Współzawodnik jego Potocki z opozyeyi zebrał
głosów dwadzieścia czlery. Tak BafflO przez króla przedstawi”
ny Naruszewicz przegłosował przeciwnika swego Sołtyka.
„Mówcy tego sejmu — pisze Wolski w obronie króla siali
się głośnymi. Nastąpił rozbrat logiki z retoryką, dowcip wziął
górę nad rozsądkiem.— ^Oratorihus feriit Graccia- .
Sprawę Soltyka, która tyle kosztowała utrapień i wrzawy.
ukołysano. Komisya wydelegowana orzekła, ze biskup istotnie
cierpiał obłąkanie. Dodano mu kuratorów do zarząilu dóbr
z własnej jego rodziny i dochodów nie odjęto. Kapituła miała
być ukaraną za postąpienie nie legalne, kanonicy naganicni, ro-
zesłani i skazani na kary. Tylko duchowny zarząd dycrezyi
przypadł koadjutorowi ks. Michałowi Poniatowskiemu, który
oświadczył, że dopóki Soltyk żyje, dochodów tknąć: nic clice.
Między innemi przykrościami, jakJefa król doświadczył /. tego
L»Hl> —
powodu, należy wspomnieć i zuchwały list hetmana polnego
Rzewuskiego, ujmującego się gorąco za Sołtykiem. Rzewuski,
w chwili, gdy biskupa aresztowano, miał sobie zapisane przez
niego sumy znaczne, które Soltyk. zjechawszy się z nim w Ga-
licyi, mi;il mu wręczyć. Hetman Branicki energicznym listem
także popierał Rzewuskiego,
Poza kulisami niezmiernie czynna, była wprawna w intrygi
i zabiogliwa ks. Snpieżyna… Król obrażony musiał mimo dłu-
giego pobłażania zerwać z nią nareszcie, chociaż, udając niewin-
na, zapierała się wszystkiego. W tym czasie król pisał do niej:
„(‚ożeni winien, żeś się WPani tak mocno starała na tym
ostatnim sejmie odjąć mi do reszly wszelki sposób bronienia
We własnym umyśle moim jej postępków”.
., Każdy się musiał zadziwiać nad damą z rozumu i przy-
roiotów tak dobrze dotychczas znaną, która nad wszelką przy-
zwoitość’ pici i sytuaeyi swej tak się sejmem opiekowała, tak na nim częstowała w izbie poselskiej, jak czasem na sejmikach ezy-
nić się zdarzało innym daniom… kiedy której szło o męża, o s\ na,
lub o najmilszego przyjaciela, a jednak nie bez nagany ilekroć
na chorach kościelnych kornety widziano w czasie sejmiku”*).
l’o\vaśnienie z królem, mimo listów księżnej, trwało do na-
stępnego roku.
Równie czynnie działał przeciw królowi syn księżnej, za co
długo mu urazę zaełiował Stanisław August i gdy się później sta-
rał o nabycie starostwa grodzkiego brzeskiego od Morykoniego,
obrażony niewdzięcznością, nie rychło na to i warunkowo
tylko zezwolił. Twardo zrazu stał król, wymawiające mu jego,
matki i wuja postępki przeciw sobie — gdy przybył sam do War-
szawy skarżyć się. że go synowiec króla ubieg) w marszałkow-
stwie Rady…’ W końcu jednak król, jak zawsze, przebaczył.
Ze sprawozdania o wojsku koronnem i litewskicm okazuje
się, iż nie liczyło więcej nad 12,904 głów w Koronie, a 4770 na
Litwie. Departament wojskowy, między pia desideria stawiać po-
większenie sił rzeczy pospolitej, domagał się zwiększenia załogi
w Kamieńcu; pomnożenia kawałeryi narodowej i opatrzenia jej;
także gwardyi i artyleryi, założenia lazaretów i t, p. W Litwie
dopominano się o fundusz dla inwalidów.
*l lir. &l«ki. KorwpowUaicym.
sh;s
Franciszek Saleuj Potocki,
wojewoda kijowski (ojciec Sscsęsneyo).
Owoce sejmu tego
w ogóle bardzo były
szczupłej potwierdzono
rozgraniczenie od No-
wej Serbii, poczynając
od Krylowa przez Ta-
szmin, Irklijeć, Wiś, Sie-
niuchę do Bohu; zała-
twiono drobne spory gra-
niczne od strony Prus, zniesiono pobory od fur-
manów austryackich w
Polsce. Sejm rozszedł
się, nic nie sprawiwszy,
dowodząc tylko potęgi
Stackelberga, rzeczywi-
stej słabości opozycyi
i smutnego stanu kraju…
Ula wyjaśnienia późniejszych stosunków króla ?. synem
Franc. Sal Potockiego, Szczęsnym Potockim, pominąć nie mo-
żemy, iź Stanisław August, zawczasu starając się go ująć sobie,
prowadził z nim hardzo czynną, poufną, własnoręczną korespon-
dencyę. Stosunki te zdawały się jak najprzyjażniejszymi i lata czy-
niły je ściślejszymi coraz. Ogromny majątek Potockiego, wpływy
jego na Rusi, pewna zgodność przekonań, gdyż król i on byli
oba za przymierzem ścisłem z Rosyą — łączyły ich wzajemnie.
Rzeczywistej jednak sympatyi nie było między nimi. Szczęsny
pamiętał nieprzyjażń ojca i niechęć pani Kossakowskiej, Ponia-
towski nie bardzo ufał Potockiemu… Około tego czasu zjawiła
się już chmurka na wyjaśnionem niebie.
■ Doniesiono Szczęsnemu, iż król miał jakoby przed kimś się wyrazić: — „Wojewoda ruski jest to wół ze złotymi rogami, trzeba mu je wycierać, aby się nimi świecił, a potem mu je przytrzeć”.
Obrażony tern Potocki napisał do króla z wymówkami, a Sta-
nisław August uroczyście pozwał tych, co to mieli słyszeć od
niego, i zaparł się, zowiąe to „bezecną kalumnią”. Wszystko to
jednak na przyszłą nienawiść i zemstę się zbierało.
Do kroniki roku tego należy także przejazd wielkiego
księciu Pawła (Oomte du Kord) z żoną przez Polską, w podróż;
jego (io Wiednia. W której mu Berlin zupełnie pominąć kazano.
1). <> Listopada przyjmowano go w Kocku, skąd po obejrzeniu
ogrodów, gdzie bukiet oddawał Aleksander Sapieha, krajczye
litewski, udał się w. książę do Międzyrzecza, a d. 7 po południu
staną! w SieTiiiatyezaełi, Przyjmował go tu hetman koronny
i gospodyni, dziedziczka Kocka, ks. z Sapiehów Jabłonowska.
Zwiedziwszy ciekawy gabinet naturalny, którym Siemiatycze
słynęły, księstwo ruszyli w dalszą drogę.
Cesarzowa Katarzyna, chociaż unikała zupełnego zenv;inia
z Prusami, rozpoczynała już układy z Austryą w widoku przy-
szłej wojny z Turcyą, rozporządzając zawczasu prowinoyami
jeszcze nie zdobytemi. Plany sięgały już zupełnego wygnania
Turków z Europy i wznowienia tronu greckiego, na który prze-
znaczono w. księcia Konstantego. Austryą zgadzać się na to
miała. ZreBZtą bawiono się w Polsce wesoło, w Warszawie i na
prowiucyi. Król nawet, może także w przewidywaniu wojny
z Turcyą, zajmował się nieco wojskiem.
W OseTłTWl Odbywał sam manewra z regimentem gw.udyi
pieszej koronnej, pod koszarami. Regiment w dwóch kolumnach
wystąpił pod Powązki, tam się rozwijał, rozdzielił i udając utan-z-
kę, manewra z ogniem, wzięcie placu, dzielności swej dawał do-
wody. Było tam wszystko, co w podobnych razach zwykło się
okazywaó: nadszedł stronie przeciwnej posiłek, dokonano zręcz-
nego przej-śeia wąwozu, ustawiono się w czworobok obronny,
a po odddaniu honorów N”. Panu, król, podziękowawszy wojsku,
pieszo udał się do księcia szefa do koszar na wieczerzę.
Z otoczenia królewskiego ubył w tym roku słynny nie-
szczęśliwie współtowarzysz Ponińskiego i wspólnik jego robót
w sejmie delegaeyjnym, Młodzicjowski. Odprawiono zań nabo-
żeństwo staraniem jego protegowanego, kanonika Szydłowskiego,
z insygniami senatorskiemi na katafalku, ale dosyć, cicho. Ks.
Naruszewicz celebrował.
Mniszehowie oboje w sprawach swoich i króhi wybrali się
do Petersburga… Bawił się król nowym nunc.yuazem HarcheaS
Archetti, który cały piękny świat warszawski przyjmował, ran-
kami zapraszając na czekoladę, cukry, lody i— jak mówiono —
— 285 —
„Warszawę w Rzym przemieniał”. Król także bywał na tych
porankach…
Warszawa straciła jedną z ozdób swoich, pałac Krasiń-
skich, zwany rzeczypospolitej, jeden z najpiękniejszych w sto-
licy. Spłonął on d. 15 Grudnia: dach, sale, pokoje, wszystko
w ciągu dwudniowego pożaru w popiół się obróciło… Ocalono
jednak popakowawszy archiwum komisyi edukacyjnej i przy-
wieziono je na brykach do biblioteki Załuskich. Inne też archi-
wa ocalały… Natychmiast wzięto się do odbudowywania, ja-
koż w prędce stanął odnowiony, z napisem, świadczącym o da-
cie dźwignięcia z gruzów. Mieściły się w nim sądy marszał-
kowskie, wojskowe, kanclerskie, skarbowa komisya i edukacyjna.
W Kamieńcu też w tym roku położył generał Witte kamień wę-
gielny do budowy koszar dla załogi, które departament wojsko-
wy Rady nieustającej wedle planu majora Zawadzkiego wznieść
polecił. Przemysł dźwigał się powoli i fabryki zakładały: nie-
szczęściem rozpoczynano od zbytkownych i takich, do których
narzędzia wszelkie, robotników, wzory zagranica dostarczała. Tak
w Czerskiej Ziemi, w starostwie osieckiem, o mil sześć od War-
szawy, założono w tym roku hutę szklaną v Angtia u , której wyroby białe i kolorowe już się w Warszawie sprzedawały.
Na prowincyi, mimo narzekań na brak kredytu i pienię-
dzy, zbytkowne życie i festyny pańskie zawsze stanowiły nie-
mal warunek konieczny. — Przeczytać należy, jak przyjmowano
d. 16 Czerwca w Dubnie wojewodzica kijowskiego, Lubomirskie-
go Michała z żoną z Raczyńskich, przybywającego do swej sto-
licy… O milę od miasta szlachta konno ze stolnikiem lubaczew-
skim, p. Rymkiewiczem, na czele, dalej gromady wiejskie z chle-
bem i solą, w bramach tryumfalnych z herbami… W mieście
cechy z chorągwiami, urzędnicy, ludność, niosąca podarki, i wójt
z sążnistą mową i kahał, ofiarujący wołu ubranego w siatkę
złotą z rogami złoconymi, którego chłopi po turecku przebrani
wiedli… Całe miasto w kolumny zielone było przybrane… brzmia-
ły muzyki, a w bramie zamku młódź żydowska rzucała kwiaty
pod stopy nowożeńców.
Równie przepysznie w dzień św. Anny w Lubartowie ks.
Kazimierz Sapieha obchodził z matką razem imieniny matki,
żony swej i ks. Anny Jabłonowskiej, wojewodziny bracławskiej.
Księżna wojewodzicowa przybyła na ten dzień z licznym
— 286 —
dworem, witana biciem z dział; prezes trybunału przyjechał też
z Lublina… W pałacu był teatr, opera i komedya polska przez
polskich aktorów odegrana, w ogrodzie iluminacya, kolumnady
ogniste z geniuszami, unoszącymi cyfry solenizantek.
Cały dwór Sapieźyński, Hryniewiecki wojewoda lubelski,
Szepty cki, kasztelan przemyski, Mierzejewski, strażnik koron-
ny, Kurdwanowski, Dłuski, asystowali uroczystości — a wiedzieć
trzeba, że nie było w Polsce zawikłańszych interesów, większych
długów i nieładu straszniejszego, jak w domu Sapiehów. Żyło
się po pańsku, lecz kosztem wierzycieli, króla i frymarków po-
kutnych.
Z początkiem tego roku ukazem cesarzowej ustanowione
zostało arcybiskupstwo katolickie w Mohy Iowie, na które we-
zwany był Stanisław Siestrzeńccwicz. Koadjutorem jego miano-
wany ks. Benisławski, eks-jezuita, proboszcz dynaburski. Oba
zależni być mieli wprost od cesarzowej. Ustanowiono sądy kon-
systorskie, z dodaniem do nich osób cywilnych, jeśliby w spra-
wach cywilni powołani byli. Ukaz ten, który wzbraniał wpu-
szczania duchownych z krajów obcych, czynił zakony podległy-
mi biskupom (nie generałom ich), wzbraniał przyjmowania bez-
pośredniego buli i breve papieskich, aż do udzielenia im rządo-
wego exequałur (26 Lutego 1782 ogłoszony), urządzał stosunki
kościoła katolickiego w sposób nowy, i był niejako normą wszyst-
kich późniejszych rozporządzeń, które się z niego zrodziły. Du-
chowieństwo postradało prawo odnoszenia się wprost do Rzy- mu, a wszelkie jego stosunki z nim ulegać miały kontroli
rządowej.Jezuici w Połocku, po wyborze wikaryusza zakonu ks.
Czernicwicza, protegowani przez cesarzową, przyjmowali w tym
roku ks. Potcmkina (17 Listopada), który, nasłuchawszy się po-
witań młodzieży we wszystkich językach, asystował na uroczy-
stych nieszporach.
We Wrześniu tego roku dla Galicji ogłoszono z wielką
pompą ustanowienie sła?idw krajowych, rodzaj reprezentacji pro-
wincyi, która skarżyć się tylko w mierze dopuszczonej przez
gubernatora miała prawo. Obchodzono nadanie dyplomu przez
dni kilka we Lwowie bardzo uroczyście, przy biciu z dział, na-
bożeństwie w katedrze i przyjęciu magnatów przez hr. de Bri-
gida. Szlachta osobno ugoszczona była w domu Korytowskich.
Dairna akademia jesuiefca u Połoeku.
Na ratuszu trąby i kotły urbi et arbi głosiły to nadanie.
Przyjmowimo przysięgę od szlachty, wybierano reprezentantów,
balowano dni kilka i wybito medal na wieczną pamiątkę: Con-
rentu Ordinum perpetuo in Galicta et Lodomeria constituto. 17^. Tymczasem ważne wypadki przygotowywały się w tym Krymie, który zupełnie miał zostać wedle traktatów niezależ- nym. Stronnik Roayi .Sznhin-Giraij wywoła! przeciwko sobie powstanie. Rosya poszła mu w pomoc, Potomkiń w Kwietniu znajdował się w Chersonie i wkrótce zajął Krym ■/. łatwością. Szaliin-Giraij odstąpił go Rosyi, a ta natychmiast we władanie objęła. Tlomaezono się w Petersburgu zwykłym sposobem, iż okazało się niepodobieństwem, by Tatarowio samoistnie rządzić się mogli, że kraj wiecznym groził niepokojem (który podsyca- no), a zatem zająć go stało się koniecznością. Zajęcie Krymu było widoezuem wyzwaniem Turoyi.— Austrya już pozyskana przyzwalała milcząco. Francy baczyła tylko na
to, ażeby się jej nie dać rozszerzać. W tymże roku car Geor-
gij Heraklius poddał się zwierzchnictwu Rosyi.
K.s. Potomkiń nie tylko tryumfował i zagarniał kraje, pa-
2HH miętal też o swoich i rodziny interesach. Siostrzenica jego, het-
manowa Branicka, stała na czele przedsiębiorców, którzy podjęli
się na tę wyprawo dostarczać żywności armii rosyjskiej. „Może
być — pisał Essen— ze nikt na wojnie tej nie zyszeze, nawet ce-
sarzowa, ale Potemkin pewnie. Już teraz on sani jest dostar-
czycielem żaglów, lin i innych przyborów dla floty rosyjskiej
na Dnieprze i na morzu Czarnem. Wszystko to pochodzi z fa-
bryk jego dóbr uSmiły?) nad Dnieprem”.
W Polsce ten rok spoczynku spłynął na zabawach.
Od czasów Augusta II, który przez cały ciąg panowania
[ety wymyśla] i wyprawiał i wdrożył do nich arystokraeyę pol-
ską, nie było domu, gdzieby na sposób saski nie ucztowano, na-
śladując wspaniałego króla.
W zabawach za .Stanisława Augusta tradyeye dworu Augu-
sta II i naśladowanie go jest bardzo widocznem. Poniatowski
stąpić nie mógł, żeby go w ten sposób nie przyjmowano.
Najlepsze daje pojęcie takich wystąpień pobyt króla w tyra
roku w Siedlcach u pani hetmanowej Ogińskiej, słynnej ze smaku
i elegancyi, jaka ją otaczała. Król zabawił w rezydencji jej
przez dni kilka. Były one jednym ciągiem nieprzerwanym jak-
by nieustannej reprezentacyi teatralnej*).
W Aleksandrowie spotykały króla boginie i nimfy wśród
wysp na kanałach… poezyami. Dalej zastąpił mu drogę kupiec
z Chin, jadący na ośle afrykańskim, ofiarujący ananasy. Wy-
poczynek potem byl w tureckiej plebanii (sic), w której znalazła
się bogini tryumfu, turczynki i greczynki. Obok niej stał me-
czet, z którego mufty witał króla językiem tureckim. (W ogóle
turecczyzna w Siedlcach odzywała się co chwila, nie bez aluzyi
dn wypadków). Następnie zwiedzano grotę Dyany i wiejską chatę,
w której śpiewami i darami przyjmowali wieśniacy i wójt, a po-
tem—lodami.
W drugiej chacie (starośdanki Tlumackiejj przyjmowała
gospodyni sama; w domu ks. Podkomorzego strzelec ofiarował
zwierzynę, dziewica — ptaszka w klatce, Sybilla — proroctwo, pa-
sterki z barankami zastępowały drogę. (Wiek ten bardzo lubił
sielanki). U kaskady stalą mleczarnia, około której gdy się
*) Przyj.i.i” Niaua J-taiiisIawu Augusta K. P. W. X. L. ett paiia naszego
uilcwdwi-jiD w t-inlkiicL. R. 171*3. Warszawa. Dr. Nadwor. 8-to. etr. 5lt. — 289 —
król z gosposią zabawiał, zawinął do lądu bat naładowany cu-
krami i winem. Szli potem do domku rybaka, gdzie ognie sztucz-
ne ich witały.
Drugiego dnia poczęto od nabożeństwa w kościele, gdzie
nie minęła mowa; wracano przez luk zwycięski. Po obiedzie
przy którym w pokojach siedziało osób sześćdziesiąt, a cztery-
kroć więcej pod namiotami, grano w gry różne do szóstej. Za
danym znakiem z dział, towarzystwo wyszło na jarmark we-
necki (wierne naśladowanie jarmarków Augusta II) do ogrodu.
Nie zbywało na maskach. Oprócz wenetów, górali, nieuchron-
nych Turków, kręcili się ludzie wszelkich narodów.
Sklepów było czterdzieści z różnymi drobiazgami na pre-
zenta przeznaczonymi. Turczyn ka i tu witała króla w swoim
języku. W sklepie książek, bo i ten się znajdował, gospodaro-
wała kanoniczka. W Kaffenhauzie witano słodkim wierszykiem,
dalej płynął król batem na wyspę do teatru, ciągnionego na wo-
zie czterema parami wołów. Aktorowie polscy grali tu operetkę
(zapewne utworu’ hetmana, samego). Stąd wiedziono króla do
sali słomianej, jakie naówczas wszędzie się znajdowały i były
w modzie*).
Sala ta z kopułą, cała wyklejona słomą, służyła Turczyno-
wi jakiemuś za schronienie, który dwanaście murzynek ofiaro-
wał NPanu. Tu rozpoczęto tańce, w czasie których od dzikich
ludzi przybył kuryer na wole. Strój miał pół męski, na pół pa-
nieński. Wieczerzę na wyspie król sam z panią hetmanową jadł
i Stackelbergiem, a męczący ten dzień zakończyły fajerwerki.
Nie koniec na tern: nazajutrz po obiedzie o szóstej była feta
w polu, żniwiarze i żniwiarki (znowu sielanka) ofiarowali wie-
niec z kłosów.
Pani hetmanowa przyjmowała w szopie, około której stały
piramidy ze snopów i w chacie obok pieśniami i muzyką wiej-
ską. Na nieszczęście deszcz popsuł program i po przejściu jego
dopiero wrócono przypatrywać się atakowi fortecy, której bro-
niło wojsko izraelskie. Fajerwerk, wieczerza i tańce zamknęły
szczęśliwie dzień ten, nie ostatni jeszcze. Następnego po obiedzie
była wycieczka na Bielany, lasek brzozowy o ćwierć mili od
Siedlec. Tu zastano namiot turecki i szałasy dla ludu. Cały
*) Dziwił się takiej sali Józef II w Stanisławowie u p. Kossakowskiej.
Polska w cjtasio trzech rozbiorów. Tom I. 19290 –
lasek pełen był pasterek i pasterzy. Na ten raz nie Korydóny
i AmaryllCy ale Zośki, Kaśki, Kachny, Basie, Franki, Kuby i Sta-
chy (grające na flecikach) przedstawiały dwa akty pastoreli,
wijąc wieńce. Po skończeniu jej wiedziono króla do strzelca,
gdzie Włosi prezentowali mu nosorożca, lamparta, maryonetki
żywe i żółwia, który z Włochem biegał w r yścigi.
Lecz czegóż tam jeszcze nie było! Baszkirowie i baszkirki,
słup z nagrodą, banda cyganów za lasem, która wróżyła królowi
z fasoli i wosku, i trzy prawdziwe chłopskie wesela.
Zabawę tę przerwał kuryer z listem od hetmanowej, i z Bie-
lan wrócono do słomianej sali na tańce. Drugiego potem dnia,
około dziesiątej rano, król, przeprowadzony do granicy, przyj-
mowany jeszcze obiadem w Stanisławowie przez hetmanową,
w r yruszył nazad do Warszawy.
Nużące te zabawki należą do charakterystyki epoki. Mę-
czyły one raczej niż bawiły, zabijano niemi czas i marnowano
pieniądze — a próżność tylko zyskiwała chwilowe zadowolenie.
Było to modą, zwyczajem, koniecznością. Gdy w Grudniu ks.
Sanguszko, w r ojewoda wołyński, obchodził imieniny matki swej
księżnej marszałkowej litewskiej, przez dni cztery podobnież
trwał zjazd obywateli i festyny. W wigilię już rozpoczął się bal
z tańcami, nazajutrz o świcie biły działa i grały muzyki. To-
warzystwo zabawiało się do obiadu, przyglądając hecy, igrzy-
skom dosyć naówczas rozpowszechnionym, a także Augusta II
czasy przypominającym. Niedźwiedzie ucierały się z buhajem
i psami. Po obiedzie, któremu bicie z dział i muzyka towarzyszyły,
nastąpił koncert i przedstawienia w r teatrze iluminowanym z cy-
frą solenizantki. Tu, jak w Siedlcach, dawano komedyę polską:
Polak cudzoziemiec w Warszawie.
Po komedyi wieczerza, po niej bal trwał do czwartej rano.
Parę dni jeszcze zajęły szlichtady, koncerty i reduty.
Teatra amatorskie po wszystkich znaczniejszych domach
były ulubioną rozryw r ką. Cudzoziemcy przyznawali nawet Po-
lakom wielki talent i niepospolitą wpraw r ę.
W tym roku zmarł na pokucie w r Poczajowie sławny swo-
jego czasu starosta kaniowski, o którym tyle powieści w ustach
ludu zostało.
W żadnej epoce Polska tak nie obfitowała w dziwaków r , w r cha-
raktery ekscentryczne, w postacie niezwyczajne, w oryginały
— 291 —
najosobliwsze, jak w końcu panowania Sasów i za Stanisława Augusta. Szlachecka buta, zaniedbanie wychowania, mieszanina
idei, nie mogących z sobą przyjść do równowagi, rodziły te po-
tworne często, poetyczne i niepokojące zjawiska.
Należał do nich Mikołaj Bazyli Potocki, starosta kaniow-
ski, który znaczniejszą część życia spędził na awanturowaniu
się ze swoimi nadwornymi kozakami, żyjąc sam po kozacku,
bijąc szlachtę i sowicie opłacając, napastując Żydów, dopuszcza-
jąc się bezkarnych i najzuchwalszych gwałtów. Króciuchno
pobywszy rotmistrzem pancernej chorągwi, raz pono spełniw-
szy funkcyę deputacką w trybunale, resztę czasu żył oderwany
od świata z kozactwem, z oficyalistami, z ludźmi, nad któ-
rymi mógł przewodzić, i tam tylko smakując, gdzie miał
przewagę.
Z licznych swych przygód wychodził zawsze cało — i pierwszy
pono, śmiałek niepohamowany jak on, Józef Gozdzki, który się
za sprawą jego żony ujął, zmógł go i zwyciężył.
Za obicie Bernardyna i inne ekscesa zagrożony klątwą
przez arcybiskupa Sierakowskiego, przeszedł pod koniec życia
na obrządek rusko-unicki i osiadł na dewocyi u Bazylianów
w Poczajowie. A że wiele im świadczył i pieniędzmi sypał, tu
także mógł nad mnichami przewodzić. Siedem lat tak spędził
na ostrem życiu zakonnem, pilnując mnichów, aby posty i na-
bożeństwa jak najsurowiej spełniali, i tu, siedemdziesiąt kilka lat
mając, zmarł d. 12 Kwietnia, zostawiając znaczne sumy ducho-
wieństwu unickiemu.
Obok niego równy mu pańską butą i na szalonych wybry-
kach spędzoną młodością, lecz wyższy nadeń charakterem
i umysłem, stanąć może słynny książę Karol Radziwiłł panie
Kochanku.
Wyidealizowana ta postać czeka na bezstronnego dziejo-
pisa, chociaż pod względem wykształcenia i darów umysłu nie
odpowie rzeczywistość tworzonemu na tle legend bajeczne-
mu księciu panie Kochanku Soplicy. Mieni się. kilkakroć ów
konfederat radomski, barski, ów miecznik litewski i wojewoda,
ów cksul i wójt albeński, nieprzyjaciel pana Stolnika i gospo-
darz nieświeski, przyjmujący go tak wspaniale; — postać jego
blednieje… fantazya stygnie… i oślepły starzec kończy na uści-
skach z królem pruskim. Na jego rachunek stworzono wiele;
— 292 –
najosobliwszym utworem księcia było „założone w Nieświeżu
morze”, marynarka albeńska i owa idylla wiejska w Albie, obok
monarszego przepychu w rezydencyi..
Nie ustępował mu w dziwactwie, a może go przewyższał
książę Marcin Lubomirski, którego buta, wojsko, honory, jakie sobie swojej milicyi nadwornej oddawać kazał, i tysiączne awan-
tury wsławiły. Stracił na nie prawie cały majątek, a na ostatku
(jak książę krajczy Radziwiłł, gdy mu się w głowie pomiesza-
ło) przyjął wyznanie mojżeszowe, i ożeniwszy się z jedną z có-
rek Franka, miał zostać Frankistą.
Za nimi idzie książę Kazimierz Poniatowski, eks-podkomo-
rzy, ze swemi grotami na Szulcu i koloniami małp na wyspach,
ze swym dworem niewieścim i płochością do” zgrzybiałości nie-
mal przeciągniętą, i książę Józef Jabłonowski, wojewoda nowo-
grodzki, ze swym królewskim dworem i etykietą, uczonością
i dziwactwy zarazem, który wymagał, aby mu i dyabli nawet
honory oddawali; i ów hr. Gozdzki, średniowieczny rycerz z po-
kolenia Don Quichotta, zabłąkany do XVIII w., i piękna a do-
wcipna siostra jego księżna de Nassau, unosząca się nad wspa-
niałością pożaru, który pałac jej niszczył, i niezliczone pomniej-
sze w tym rodzaju figury, w których rzeczywistość wierzyćby
się nie chciało, gdyby jej współczesne nie zaświadczały pisma
i czyny.
Nic jaskrawszego nad społeczeństwo tej epoki, nawet w tych
kołach najwykształceńszych, w których ton najlepszy panował.
Hetman Branicki niezaprzeczenie należy także do tej galeryi
ekscentryków, zwłaszcza w pierwszej życia swego połowie, z cza-
sów pojedynków z Casanową, gdy na dzikim koniu, po uczcie
i nie na czczo zapalone ogniska w podwórcu pałacu przesadzał.
Nie zużyte siły, ogrom życia, czczość myśli, brak celu poważ-
nego przed sobą, pchały tych ludzi na pół oszalałych po naj-
dzikszych drogach, jakie rozbujana roiła fantazya.
IX.
SPRAWA DOGRUMOWEJ. UWAGI STASZICA.
1784—1785.
Król i Stackell>erg przed sejmem. Memoryal i żądania posiane do Petersburga.
Opłata długów królewskich. Stronnicy króto. Powstrzymanie opozycyi. Podróż
króla. Białowież. Pińsk. Kanał, łączący Pinę z Muchawcem. Pobyt w Nieświeżu.
Radzikowskie przyjęcie. Droga do Grodna. Otwarcie sejmu. Chomiński marszałek.
Sejm i arbitrowie. Spór o precedencyę. Wnioski od tronu. Tytuły książęce. Spra-
wy różne. Zażalenia na Radę. Rzewuski i Sapieha. Komisya edukacyjna. Wojsko.
Skarb. Sprawa Tyzenhauza. Mowa króla. Ofiara Szczęsnego. Rozprawy i ofiar}’.
Spór starszyzny z gminą dyssydentów. Gurowski. Zemsta za złote rogi. Sprawa
Czernyszewa. Sądy o sejmie?. Króla zadowolenie. Nuncyusz Archetti. Sprawy
familijne króla. Muzyka, zabawy i sztuka w Warszawie. Gazeta ks. Łuskiny. Fa-
bryki i budowy. Essena zdanie o Polsce. Obrazy i potwarze. Kraj i stolica. To-
lerancya polska. Rosya i handel z Chersonem. Polityka Rosyi. Prusy, Fiirsten-
bund, król i Szczęsny. Sprawa Dogrumowej. Czartoryski i ks. marszałkowa. Zabiegi.
Sąd. Król i Czartoryscy. Koszta procesu. Listy polskie. Wolny bęben. Warszawa.
Druki i książki. Maltański Przeor. Śmierć Tyzenhauza i Wittego. Staszica uwagi
nad życiem Jana Zamojskiego. Znaczenie ich. tresY\ wyjątki. Uwagi nad niemi i t. d. IX.
Sprawa Dogrumowej.
Uwagi Staszica.
1784—1785.
Podróże króla, wycieczki jego, zabawy — nie były bez celu,
pragnął on opozycyę rozbroić, nieprzyjaciół przejednać, sejm na-
stępny przygotować. Niezupełna zgoda ze Stackelbergiem stosu-
nek z Petersburgiem utrudniała. Na pozór przejednany poseł
urazę w sercu zachował. Na sejmie przygotowującym się szło
podobno głównie o zapłatę dokuczliwych długów lub porękę do
zaciągnięcia nowych… Jednać sobie potrzeba było rodziny nie-
przyjazne i obłamki dawnych stronnictw, tern pilniej, iż Stackel-
berg nie krył się ze swem obrzydzeniem króla, jego dworu i rządu,
którzy mu do żywego dokuczyli. Widzieliśmy go już na prze-
szłym sejmie puszczającego cugle opozycyi. Nie wchodząc w bliż-
sze powody tego poróżnienia z królem, zdaje się, iż Stackelberg
sprzykrzył sobie pobyt w Polsce, widząc, iż coraz tu miał mniej
siły i wpływu. Król mu się zwolna emancypował, hetman Bra-
nicki, ożeniony z siostrzenicą Potemkina, dqłki pod nim kopał —
nie słuchano go.
Przed sejmem starał się król wyjednać sobie pozwolenie, by
mógł się odbyć pod konfederacyą. Zniechęcony Stackelberg po-
czął grozić złym sejmem, gorszym niż poprzedzający, a nawet —
nawet — nowym rozbiorem.
Widząc niechęć Stackelberga ku sobie, król, pomijając go
i mimo jego woli, posłał przed sejmem na ręce rezydenta swego
— 296 —
do Petersburga memoryal, rozkazując go oddać hr. Ostermannowi
dla przedstawienia cesarzowej.
Składał się on głównie z czterech artykułów: 1) Z apologii miasta Gdańska, obrony praw jego i przywilejów, z prośbą, aby
w teraźniejszych okolicznościach z oczów ich nie tracono.
2) Z ofiary przymierza Rosy i. •■>) Prośby o zezwolenie cesarzo- wej, aby sejm sie odbył pod konfederacyą. 4) Nakoniec z naj- ważniejszej o przedłużenie lub odnowienie gwarancyi cesarzowej na nową pożyczko, w Holandyi zaciągnąć się mającą, hipoteko- wana na ekonomiach królewskich.
Stało sie, co przewidzieć było łatwo. Stackelberg, mający
u boku króla donosicieli, wiedział o wysłaniu noty, uprzedził jaj
zapewne w Petersburgu, odesłano mu odpowiedź na nią, pod jego
sąd i opinie, li Co do Gdańska, że okoliczności są znane, a po- seł ma właściwe instrukeye. 2i Co do przymierza, że po zała-
twieniu sporu z Turcyą, cesarzowa- pochlebia sobie, iż pokój utrzy-
many będzie w Europie: zatem alians nie byłby na dobie, ale
z dobrych chęci króla na przyszłość sobie korzystać zastrzega…
Co do .’5 i 4 odmówiono: gwarancyi cesarzowa dać nie chciała,
dopókiby dług na pierwszą zaciągnięty nic został spłacony. Je-
śliby zaś na sejmie przyszłym, wolnym, król spodziewał się wy-
módz na narodzie 1 gwarancyę nowej pożyczki, cesarzowa ze swej
strony da rozkazy posłowi, ażeby mu do wyjednania jej do-
pomagał.
(i łownie podobno szło królowi o jego długi, o to, aby rzecz-
pospolita zobowiązała się zapłacie- je i zapewnić mu dalsze uży-
cie funduszów, które dotąd obracano na spłatę f)0,(MX) dukatów
procentów od pożyczki przez Rosyę gwarantowanej: oraz o do-
zwolenie zaciągnięcia nowej, od czternastu do szesnastu milionów
złotych wynoszącej. Ponieważ cesarzowa nie zezwoliła na kon-
federacye. musiał wiec król sobie znaczna w sejmie większość
• w to to • to
zapewnić… Chodziły pogłoski, iż nie spodziewając się jej uzy-
skać inaczej, król miał myśl starania sie w Rzymie o zniesienie
pewnej liczby klasztorów, których dobrami szafując między po-
słów, mógłby był nadzieją nagród kupić sobie w sigmie głosy…
Ryć może, iż ktoś taki plan podawał, lecz że nigdy przyjętym
być nie mógł i w Rzymie by nie uzyskał zgody, to nie ulega
wątpliwości.
— 297 —
Starano się w inny sposób działać na szlachtę i wybory;
król miał oddanych sobie w każdej prowincyi przyjaciół i stron-
ników, którzy sejmikami kierowali: w Krakowskiem Małachowski,
na Litwie zastępujący Tyzenhauza Stanisław Poniatowski, Tysz-
kiewicz, Radziwiłł, a nadewszystko Chreptowicze. Mianowany
prymasem po śmierci za granicą Ostrowskiego ks. Michał Ponia-
towski, biskup płocki, miał też wielkie znaczenie w Koronie.
Branickiemu hetmanowi na ten raz z Petersburga zakazano,
ażeby się nie ważył dokazywać na sejmie i kłócić go występo-
waniem przeciw królowi. Skutkiem tej przestrogi hetman wstrzy-
mał się i nie pojechał.
Sejm miał się odbywać w G rodnie; uprzedzając go, dla zje-
dnania sobie przyjaciół, król przedsięwziął podróż, rachując nie
na próżno na swój dar podobania się i wymowy… Powiodła się
ona jak najzupełniej. Nie pominął król nikogo z tych, których
potrzebował przejednać, ugłaskać, rozbroić, — obdarzał obficie,
łaskawym był i uprzejmym, tak iż przedsejmowa wycieczka była
dlań prawdziwym tryumfem. Dnia 30 Sierpnia ruszył król najprzód do Białowieży na ło-
wy, naśladując swych poprzedników. Liczny dwór i poczet za-
proszonych gości mu towarzyszył; między innymi hetmanowa
polna litewska Tyszkiewiczowa, Ożarowski kasztelan wojnicki,
Poniatowski Stanisław i t. d. U dwu stołów w Białowieży zasia-
dało osób osiemdziesiąt. Podskarbi litewski Poniatowski pokazy-
wał dla zabawy niedźwiedzie w klatkach i młode żubrzyki…
W pobudowanej na ten cel sali dano wieczerzę. Następnego dnia
król jechał do ostępu z gośćmi, kozakami, karetami i całą ka-
walkatą. Strzelnica była zbudowana trzypiętrowa. Dano w niej
najprzód śniadanie, a gdy hetmanowa w. koronna, nuncyusz i jego
audytor przybyli, na znak trąbki psy puszczono. Dwieście lu-
dzi obławy zwierza pędziło. Zabawiano się strzelaniem do szó-
stej i jednego tylko chłopa niedźwiedź pokąsał. Następnego
jeszcze dnia jeździł król z nuncyuszem na łowy, a trzeciego po
flzczwaniu niedźwiedzi wyruszył, nagrodziwszy służbę, w dalszą
podróż na Krynicę do Szereszowa.
Wtzędzie uroczyście, ciągnął tak do Kobry nia i Ho-
telu oglądania kanału, Pinę z Muchawcem
wspaniale, na statku, z jednego ogrom –
»taur ten przybył ze Słonima), z ozdo-
bnym baldachimem, z majtkami po holenderski] przyodziany;
w białe mundury z czerwonymi pasami, płynął król do drugiej
.śluzy… Lud okrywał brzegi i witał go okrzykami… Sypały się
tabaidery, pierścienie, podarki, ., Drogę dalsza umyślnie skiero-
wano tak, ażeby do dworów wstępować, nie gardzić przyjęciem,
a jak najwięcej robić sobie przyjaciół. Wstępował też król do
Bystrych, do Orzeszków i Wisłouchów, nocował w Hutowie u By-
strego, potem na Janów, Duboję zdążał do Kozlakowicz pod Pin.sk.
Po drodze wszędzie witały go postrojonc panie w białych su-
kniach, z kokardami pąsowemi na piersiach i herbami króla…
Szlachta czółnami i powozami zdążała na powitanie monarchy;
po drodze na każdej sfacyi uczta czekała i niespodzianki.
W Pińsku przyjęcie było wspanialsze jeszcze, brygada pan-
cerna, której król przegląd odbywał, czekała na niego, namiot
ozdobiony by! wizerunkami rzek Polski i stosownymi przy nich
napisami; okazywano, co kraj miał najosobliwszego… Zwiedzał
król grób Andrzeja Boboli, robił małe wycieczki w okolice
i obdarzywszy wszystkich, na Slonini skierował się do Nieświeża.
Przyjęcie u Radziwiłłów, jeśli nie dla króla, którego tu za-
wsze panem Stolnikiem nazywano, to dla dumy książęcego domu
musiało przewyższać wszy siku. cokolwiek dotąd Stanisława
Augusta spotkało… Gospodarzem był ks. Karol, znany u nas pod
imieniem .Panie Kochanku 1 -, na fantazyi więc zbywać nie mo-
gło. Miliony miało kosztować to przyjęcie, lecz musiało zostawić
świetną pamięć po sobie. Napróżno król prosił o jak największą
prostotę. Towarzyszyły mu: szwadron kawaleryi narodowej i milicya
Radziwiłłowska. O półtorej mili od Nieświeża w Malewie już
działa grzmiące na zamku słychać było. Król wdział dnia tego
mundur kawaleryi narodowej i jechał w otwartej landarze. Po
obu stronach gościńca przez półtorej mili szeregiem stal lud z wło-
ści Radziwiłłowskieh. O pięć ćwierci mili przygotowane czekały
konie jezdne dla króla i dworu, pod króla szczególniej rumak
dziwnie piękny, pod wspaniałym dywdykiem, lecz nie siadł nań
Stanisław August, podziękowawszy koniuszemu Borzęckiemu; dwór
tylko jechał konno. Może nie bez pewnej ironii pięknego tego
araba przywiedziono królowi, który nawet rewie wojsk najczę-
ściej w powozie odbywał i jeżdżcem nic był zręcznym… (Idy zbliża-
— 299 —
no się pod Nieśwież, działa grzmiały coraz głośniej, a tłumy, je-
zdni i powozy coraz gęściej zastępowały drogę.
pół mili spotkał konno generał Morawski i Plater, pisarz
polny litewski. Szwadron husarzów manewrował przed królem…
Tu ludu było ze sześć tysięcy… Wystąpiło dalej osiemset szlachty
ordynackiej, w mundurach, z proporcami, z rotmistrzami na czele,
po skrzydłach osiemdziesięciu rycerzy w pełnych zbrojach, konno,
z kopiami i proporcami. Następowały konie jezdne i ośmiuset
strzelców w zielonych żupanach, kurtki szare.
1 znowu witając drogę zajechał brat gospodarza, książę pod-
komorzy z Sapiehą, generałem artyleryi, strażnikiem Judyckim
i wielu innymi.
O ćwierć mili stały powiaty zaproszone i województwa Wi-
leńskie i Mińskie, powiaty Oszmiański, Wiłkomirski, Mozyrski,
Nowogrodzki. Wspaniały był widok tych marsowych, poopala-
nych twarzy na pół zdziczałej szlachty, do której bark i ramion
przypadały jeszcze powydobywane ze starych zbrojowni szyszaki,
hełmy, kirysy i dawno już niewidziane rynsztunki rycerskie.
Działa Sobieskich grały z wałów Radziwiłłowskiej stolicy.
Wyjechał na ostatku konno panie Kochanku sam, na tureckim
dzianecie, dywdyk srebrnolity, rzęd szczerozłoty, rubinami sa-
dzony. Dwóch pajuków konia wiodło. Książę miał na sobie
mundur (może i teraz stary) województwa wileńskiego, na głowie
kołpak soboli, przypięty trzema ogromnymi dyamentami. Podje-
chał aż do drzwiczek otwartej landary i z konia miał mowę, ofia-
rując gościnę, spoczynek i serce swoje… Król z nakrytą głową
słuchał, a gdy miał odpowiadać, milczenie nastało takie, że słowa
nie stracono. Zatem urzędnicy województwa mieli jeden po drugim mowy,
nie zsiadając z koni, na które król, stojąc, z nakrytą głową od-
powiadał. Ruszono dalej; zaprosił król do landary księcia, ale
ten odmówił, przed karetą jadąc z dygnitarzami i urzędnikami.
Przy pierwszej bramie tryumfalnej Nieświeskiej, witał ka-
hał króla, ofiarując w darze nakrycie stołu z figurami, jakich
naówczas używano, z piramidą i herbami. Od magistratu bur-
mistrz, oddając klucze miasta, miał mowę piękną. Napis na bra-
mie łaciński, choć z tytułami dłuższym był, brzmiał w treści:
Słanislao Augusto, Carolus II Dux Radivilius. Na drugiej bramie
stał napis: Ałłoliłe porłas principes vesłras, eł inłroibił Rex. Tu się
— 300 —
poczęto miasto, ludem przepełnione, okazu! ratusz a przed nim
piechoty sześćset, ludzi broń prezentowało, Zaczem jechał król
do kościoła po-jezuickiego. Na cmentarzu husarskie chorągwie
ognia dawały. We drzwiach kościelnych pontyfikalnie ubrany.
przy grzmocie dział i muzyro. przyjmował Wodziński, biskup
smoleński… Dla króla w kościele przygotowany byl pulpit, u któ-
rego stało dwóch od stóp do głów w żelazo okutych ryeerzy
z halabardami Zanucono hymn, posypały się mowy, na które
król odpowiadał z pochwałami dla książęcego Radziwiłłów domu.
Stąd na zamek szli, u bramy komendant wręczył klucze NPanu,
któiv król zwrócił inu… Na zamek wjazd dopiero o godzinie dru-
giej się skończył.
Ogromny dwór króla i niezliczeni goście, wszyscy na zaniku
pomieszczeni zostali.
W przedpokojach, gdy król z karety wysiadł, zaszły mu
drogę damy: ścisk byl taki, że się ledwie przecisnąć zdołano…
.Spoczął tedy przybyły w przeznaczonych mu apartamentach.
Zszedłszy później, zaprowadzony byl do sali świeżo ukoń-
czonej, ze stropem malowanym al fresco, wystawiającym geniusze
fenotę i mądrość), unoszące wizerunek króla i geniusza Radzi-
wiłłów domu, palącego ofiarę na ołtarzu… Drugi odpędza! precz
zazdrość, którą orzeł Radziwiłłów zajadle dziobał… Na czele dam,
zastępująca gospodynią, słynna z cnoty i urody, była Anna z Po-
ciejów Tyszkiewiczowa, wojewodzina smoleńska… Obiad odbył
się w części na zamku, częścią w kolegium jczuiekiem i po in-
nych salach, dla mnogich gości… Zdrowie króla wzniesiono przy
biciu z dział, na które odpowiedział wiwatem na cześć gospoda-
rza i brata jego. Po obiedzie koncert był w wielkiej sali, trwa-
jący godzinę. Panic Kochanku sam grywał na flecie, mniej pię-
knie niż hetman Ogiński, ale z upodobaniem. Czy tym razem
przed królem się popisywał — nie wiemy. Około szóstej rozpo-.
czai sio bal, który król z panią Tyszkiewiczowa i innemi dumam
otworzył. A że zapalono ihuninaeyę, jechał później oglądać ją
w towarzystwie pani Tyszkiewiczowej, generała Komaraewakiego i innych gości. Gorzały w ogniu trzechkroćstutysicey lamp: za-
mek, grobla, kościoły i klasztory; widok był czarodziejski. — Po
wiirzeizy, około północy, rozeszło się towarzystwo i tak się skoń-
czył dzień pierwszy.
Siedemnastego Września, o dziesiątej rano. król już skarbiec
— 301 —
oglądał, w którym mnogie były po Sobieskich pamiątki. Trwało
to trzy godziny. Wojewoda gotów był, cokolwiek się królowi
podobało, ofiarować, król od przyjęcia czegokolwiek się wyma-
wiał. Na wałach oglądano potem starożytne działa z czasów
Zygmunta I. Województwa i powiaty otrzymały audyencyę na
pokojach; zaczem zwykłym porządkiem szedł obiad, koncert na
wielkiej sali, ze śpiewakami i śpiewaczkami; o ósmej opera i ba-
let kompozycyi ks. Macieja Radziwiłła, we trzech aktach wier-
szem, z misternymi ubiory i machinami, przeciągnęły się do
północy.
Następnego dnia pokazywano królowi archiwum litewskie,
którego przechowywanie było przywilejem Radziwiłłowskiego do-
mu, odwiedził panią Tyszkiewiczową i gospodarza, oglądając jego
tokarską pracownię, przyczem książę własnej roboty sztukę z ko-
ści słoniowej ofiarować miał zaszczyt, — Dla odmiany po obie-
dzie w pole jechano na polowanie; pędzono na strzelców wilki,
z których król miał ubić kilkunastu. Wieczorem król w kare-
cie z wojewodą ruskim, podkanclerzym litewskim i ks. podko-
morzym na iluminacyę i fajerwerk ruszył do Alby, sławnej owej
idylli księcia wojewody, wioski, której mieszkańcami byli ksią-
żęta, a panie Kochanku wójtem. Ćwierć mili do Alby droga cała
była iluminowana. W Albie pałacyk, domki nad ośmiu kanała-
mi, altana w środku wielkiego kanału nakształt kościoła św. Zofii
w Carogrodzie, półmilowy ogród, wszystko było najwspanialej
oświecone. Król z ogromnym orszakiem gości w powozach i konno
udał się do nowej altany na bal i tańce. Dla przypodobania się
gospodarzowi, musiał nawet tańcować i spełnić kielich szampań-
skiego wina, które wówczas w modę wchodziło, za pomyślność
domu. Przyozdobienie Alby i oświetlenie jej samo kosztowało
przeszło dwakroć stotysięcy złotych. Lecz Radziwiłła stać
było na to.
Następnego dnia była Niedziela. Przy mszy w kaplicy zam-
kowej odezwał się słynny z wymowy ks. Karpowicz. A że Albę
król po nocy tylko widział i wcale inaczej niż ona zwykle wy-
glądała, powrócono do niej… Gospodarze przyjmowali każdy
w swoim domku, a książę jako wójt.
Powrót z Alby nastręczył zręczność oglądania wojska w polu;
było go dwa tysiące; wśród obozu rozbity świecił półksiężycem
jeden z namiotów, przez Sobieskiego pod Wiedniem zdobytych. 302
Po obiedzie czas zeszedł na zwiedzaniu kościoła po-jezuickiego,
grobów Radziwiłłowskich i klasztoru Benedyktynek, którego ksieni,
panna Szaniawska, przyjmowała w swej celi.
Wieczorem teatr, zapewne pomysłu i fantazyi gospodarza,
na jeziorze pod zanikiem przedstawiał wzięcie Gibraltaru przez
flotę hiszpańską. Król mógł mu się z okna pokojów ks. Naru-
szewicza przypatrzyć. Okręty rakietami atakowały twierdzę,
paliła się flota, widok był piękny i kosztowny, ale każdego dni&
nowego coś być musiało.
O półtorej mili od Nieświeża, w Zauszu nad Uszą, mieszkała
siostra księcia, pani generałowa Morawska, po pańsku sobie urzą-
dziwszy rezydencyę. Tu jechał król na śniadanie nazajutrz, oglą-
dając pałac, ogrody i kanały. Z powrotem obejrzał wały Nie-
świeskic i oddawał wizyty ks. podkomorzemu i wojewodzinie
smoleńskiej.
Na deser, przy obiedzie, uwolniono z więzień winowajców.
Pod wieczór w gaju za Benedyktynkami urządzono polowa-
nie na niedźwiedzie, których książę miał w klatkach dwadzieścia
i kilka. Dwie altany wystawione były dla króla i dworu. Śmielsi
stanęli z oszczepami, a między nimi: Judycki, Sapieha i Szydło-
wski, starosta mielnicki, brat pani Grabowskiej. Sam książę i ge-
nerał Morawski uwijali się konno. Król strzelał także do nie-
dźwiedzi. Polowanie byłoby się może skończyło tragicznie, bo za
jednym uciekającym zapaliwszy się, pobiegł z oszczepem Szydło-
wski, padł, i gdy się niedźwiedź ku niemu rzucił, ocalenie był
winien Judyckiemu, którego król w pomoc wysłał, tak, że go
we dwóch ubili.
Radziwiłł, sam myśliwy, polowaniem też rad przyjmował. Ja-
koż o dziewiątej rano nazajutrz ruszono do Alby na łosie, bo i te
były na zawołanie. Konno wyjechały panie Przezdziecka, staro-
ścina mińska i Narbutowa, chorążyna lidzka. Na podziw światu
król zająca kulą ubił, przytem łosiów dziewięciu i dzików siedem.
Przybyła poczta z Warszawy dozwoliła spocząć nieco i obiad
zjeść na ustroniu z generałem Komarzewskim. Po obiedzie przy-
wieziono zwierzynę, gałęźmi zielonemi kształtnie przybraną, przy-
czem myśliwi grali na rogach, a łoś z niedźwiedziem ucierali się.
Że jednak długo sobie rady dać nie mogli, król obu dobił i po-
szedł się baletowi przypatrywać. 303 —
Nazajutrz król miał wyjeżdżać — jakoż 22 Września uro- czyste było pożegnanie, przy którem Stanisław August pałasz
brylantami osypany i takąż tabakierkę gospodarzowi na pamiątkę
ofiarował, księciu podkomorzemu tabakierkę, innym pierścienie,
bransolety, zausznice, zegarki i t. p. — Odwiedziwszy wszystkich
i pożegnawszy, przy biciu z dział i asystencji całej rodziny ksią-
żęcej, która go odprowadzała aż do Mira, król wyjechał.
Daliśmy krótki opis tego przyjęcia, bo to był ostatni wy-
stęp domu Radziwiłłów, i został w powieściach ustnych na Litwie,
jako czarodziejskie jakieś wspomnienie. Królewska to była isto-
tnie wspaniałość; do innych szczegółów i ten dodać należy,
że w czasie pobytu stało ciągle na usługi gości dwanaście cugów
poszóstnych, zaprzężonj r ch w pogotowiu…
W Mirze śniadaniem przyjmowali chorąstwo litewscy Soł-
tanowie; w Szczorsach u Chreptowiczów czekał na króla rektor
akademii Poczobut. Gospodarza nie było, i pod jego niebytność
król rezydencj r ę oglądał. Nocleg bji w Nowogródku ze zwykłemi
przyjęciami, skąd na Bilicę, Żołudek, Szczuczyn, Kamionkę, Ski-
del, podążył król do Grodna, gdzie nań wojsko, urzędnicj T z mar-
szałkiem Gurowskim i mnodzj r czekali obywatele.
Grodno, niegdyś zamożne i ludne, w T ostatnich czasach pod-
upadło bjio. Zniszczył je niedawno pożar, dnia 1 Maja wybuchłj r ,
który kościół farny, plebanię, klasztor dominikański, pałac Massal-
skich, kamienicę ich i kilkadziesiąt najpiękniejszj r ch domów w pe-
rzynę obrócił. Już się było jednak po nim odbudowało, i zamek
wcześnie został na przyjęcie króla i sejmu w r yporządzony.
Bji to pierwszy sejm w tern mieście za panowania Ponia-
towskiego; król sobie po nim dobrze wróżył i podróż w istocie
umysły ku niemu nakłoniła. Sejm po większej części składać się
miał z posłów przypadkowo obranj~ch, ale większość była dobrze
myślących. Mówiliśmy wyżej, jak opozycya Branickiego zaha-
mowaną była przez rozkazy petersburskie. Litwę zyskał sobie
król przez wpływ Radziwiłłów. Umiano też zjednać ks. marszał-
kowa Lubomirską, która hetmanowi polnemu Rzewuskiemu, je-
dnemu z najzaciętszych króla nieprzyjaciół, zięciowi swemu,
zawsze potrzebującemu pieniędzy, dała siedem tysięcy dukatów
z warunkiem, aby spokojnie siedział w domu, co też uczynił.
Na ostatek marszałek Raczj r ński, który trząsł całą Wielko-
polską, skłonił ją, by wyprawiła sześciu deputowanych do króla,
— 304 —
przyjmowanych uroczyście na publicznem posłuchaniu. Mówca
w imieniu prowincyi oświadczył się z ofiarą subsydyów dla
króla.
Marszałkiem obrany został Chomiński, człowiek — pisze
Niemcewicz — z niepospolitym rozumem, łatwej i słynnej wy- mowy. Był on rezydentem u hetmana Ogińskiego i umiał sobie
wpływ niemały uzyskać. Zarządzał ogromnemi dobrami Ogiń-
skiego, nie zapominając o sobie i o panu, nie zawiódł też na
sejmie oczekiwań, wiodąc go z trafnością i zręcznością nie-
pospolitą.
Otwarły się obrady dnia 4 Października uroczystą mszą
w kościele po-jezuickim. Zagaił marszałek starej laski Krasiński,
oboźny koronny; obrano Ohomińskiego.
Zwykłym trybem przyszły mianowania osób do roztrząsa-
nia czynności komisyi i Rady nieustającej. Oechującem to było
sejmową większość, iż województwa dziękowały za świeże mia-
nowania Gurowskiego, marszałka nadwornego litewskiego, i Ra-
czyńskiego, koronnego, obu znanych Rosyi zwolenników. Trochę
się spierano o generała Komarzewskiego, który świeżo z kon-
woju wielkich książąt rosyjskich powracał, a był obrany posłem
z Rawy.
Chreptowicz, zawczasu do zgody nakłaniając, przypomniał
sejmującym w tejże izbie w Grodnie ostatni sejm, okropną anar-
chię, głos rozwiązłej wolności jednego posła, który rozsypał zba-
wienne sejmowania zamiary.
Natłok arbitrów krajowców i cudzoziemców tak był zrazu
wielki, iż posłowie spychani nie mieli gdzie usiąść, dla cieka-
wych z odległych krajów (przybył właśnie ks. de Nassau, sta-
rający się o indygenat), musiano część zbytnią wyprosić i balkon
dla nich urządzać.
Pomimo harmonii i zgody, małe epizody ożywiały narady.
Dnia 7 Października wszczął się spór żywy o precedencyę mię-
dzy księciem wojewodą wileńskim Radziwiłłem a księciem wo-
jewodą poznańskim, Sułkowskim. Obstąpiono tron, wzywając sądu
króla, który przemówił, sądząc spór, iż ilekroć z prawa posłowie
wileńscy poprzedzali innych, i wojewoda wileński pierwszym za-
siadał przed krakowskim i poznańskim, ale na ten raz poznań-
skiemu przysługiwało pierwszeństwo. Po zgodzeniu się na to
izby, gdy Sułkowski miejsce zajął, Radziwiłł z izby wyszedł. Nie
— 305 —
zatruło to jednak dalszych posiedzeń. Szły wybory wszystkie
zgodnie. Dnia 15 Października czytano wnioski od tronu: Po-
kwitowanie komisy i, którego w przeszłym sejmie zaburzonym nie
dopełniono.
Żądanie potwierdzenia umowy między Rosyą a Kurlandyą
zawartego, w przedmiocie handlu ryskiego, ze względu na przy-
jazne usposobienie cesarzowej.
Zniżenie ceł od towarów rosyjskich na granicy ukraińskiej. Naznaczenie pensyi dla deputatów trybunału, powiększenie jej
marszałkom, obmyślenie funduszów na opłaty wart grodzkich,
utrzymanie archiwów i więzień. (Wspomniane już na przeszłym
sejmie).
Postanowienie, aby egzekucye, zamiast wojsku, przeznaczone
były milicyom grodowym.
Obmyślenie dogodniejszego werbunku wojskowego.
Indygenat dla księcia de Nassau. Poprawa prawa, regulu-
jącego stosunki z obcemi mocarstwy, w sprawach, jura geniium
dotyczących.
Pomnożenie liczby senatorów litewskich (z sejmu prze-
szłego).
Wnioski te, z małymi wyjątkami, żywotnych kwestyi nie
tykały.
Epizody niektóre malują nadto epokę, żebyśmy, mimo po-
zornie małego znaczenia, pominąć je mogli. Od sejmu Poniń-
skiego namnożyło się było książęcych tytułów.
Nie w smak to szło niektórym.
W rejestrze, wpisując biskupa Giedrojcia, opuszczono tytuł,
a zapisano go księciem. Wszczął się spór, księcia koniecznie
zmazać chciano, izba się cała poruszyła. Czetwertyński odezwał
się, że to nowość. Giedrojciowie za starodawnem do tytułu pra-
wem obstawali, chociaż nie używali go znać wprzód i teraz do-
piero zaczęli się pisać książęty. Marszałek jak mógł, wzburze-
nie starał się uśmierzyć. Giedrojć, podkomorzy wileński, ujął
się też za biskupem, składając się instrukcyą, w której mu tytuł
ten dano, a niemożnością złożenia papierów. Prosił króla o opiekę.
Niektórzy posłowie z przekąsem się odzywali, że nigdy o księ-
stwie Giedrojciów nie wiedzieli. Inni bronili ich, przywodząc
długo zaniedbany tytuł Sapiehów, którzy go jednak odzyskali.
Sapieha przemówił za Giedrojciem i tak się to przecie ukołysało.
Polska w czasie trzech rozbiorów. Tom I. 20
— 306 —
Nastąpiły sprawozdania z czynności Rady nieustającej, pełne
przesadnych pochwał dla jej członków, dla uchwał, dla osobisto-
ści, skąd inąd jak najmniej pochwały godnych, przyczem biskup
Smoleński znalazł sposobność upomnienia się o pensy ę, a Wy-
bicki podniósł ostrożnie sprawę dyssydentów, uciskanych przez
gminę, dając czuć, że zaszedł w tern wpływ rosyjski. Była to
sprawa Unruha i szlachty dyssydenckiej, która rościła sobie pra-
wo rządzenia wyłącznie gminą i narzucania jej podatków. Unruha, domownika swego, popierał Stackelberg.
Cały tok rozpraw z powodu czynności Rady, jakkolwiek
umiarkowanych, dawał czuć, że je pod pewną kontrolę podcią-
gnąć i ograniczyć chciano. Kosiński, poseł płocki, żądał, aby
stany o zażaleniach przeciwko Radzie wiedziały, i aby tę magi-
straturę, „za którą król cierpi”, poprawić, bo dobrze, gdyby na-
wet chciała, czynić nie może, a szkodliwą by być mogła”…
Wtrącano tu wiele ubocznych przedmiotów, mówiąc i o cłach
wszelkich, i o nadziejach handlu z Chersonem, i o wielu innych
przedmiotach.
Na jednem z posiedzeń czytano notę posła rosyjskiego, za-
wiadamiającą o wejściu wojsk cesarzowej do Polski. Cesarzowa
ofarowała się wystąpić jako pośredniczka „w sprawie między
rzecząpospolitą a królem pruskim o przywileje Gdańska.
Nie obeszło się całkowicie bez opozycyi; Rzewuski, poseł
wołyński, wystąpił stanowczo przeciwko Radzie nieustającej:
„Sławno-nieszczęśliwy sejm 1775 r. rzucił na duszę dobrego Po-
laka ziarno wiecznej niespokojności — Radą nieustającą”. Ostro
rozbierał jej czynności Rzewuski, dodając znowu o sejmie dele-
gacyjnym: „Sejm 1775 r. podobny do owego wolnego narodu,
orężem zwycięskim w jarzmo obróconego, który w niewoli o wol-
ności mówić się odważa, ustawiczną czyni wzmiankę o prawach,
które co słowo gwałci”.
Życzył ostatecznie, aby Radę zniesiono. Poparł go Sapieha
w silnych wyrazach, długą mową, rozwodząc się nad „przywła-
szczeniem władzy prawodawczej” (w rozszerzeniu starościńskich
praw). Wniesiono do kwitu Rady dodatek, „rezerwując sobie od-
mianę lub uchylenie rezolucyi”, ale ten się nie utrzymał i Rada
dostała pokwitowanie bezwarunkowe.
Następnie biskup inflancki Kossakowski czytał sprawozda-
nie pochlebne z czynności komisyi edukacyjnej, z pochwałą dla
307
Kossakowski, biskup inftaneki.
tej nowej insty tucyi i jej człon-
ków. Dwuletni dochód wy-
nosił naówczas 2,809,740 zło-
tych. (Na bibliotekę Zału-
skich, z opłatą czterech bi- bliotekarzy, szło 19,114 zło-
tych polskich).
Z równemi pochwałami
zdano sprawę z czynności
wojskowego departamentu,
znajdując, iż stan w ogóle
się polepszył. Pomnożenie co
do liczby było bardzo mało
znaczące, gdyż w roku 1782
było pod bronią 12,904 ludzi,
w 1784 tylko 13,272. Wojsko
litewskie pólpięta tysiąca nie
dochodziło. Koszta na utrzy-
manie armii liczono 14,917,801
złotych. Na korpus kadetów szło 300,000 złotych; przyczem do-
dać należy, iż dwa razy tyle kosztowali dozorcy, urzędnicy i nau-
czyciele, co sami kadeci (Gorzeński, poseł wschowskli. Znaezą-
cem i to było, że zgodnie polecano generała Komar ze wttkiego, co
stronnictwa królewskiego przewagi było oznaką.
Żądania wojskowego departamentu były bardzo skromne,
szło po większej części o zwiększenie pewtyl i pomnożenie fun-
duszów, o poprawę i ułatwienie rekrutowania.
Sprawozdanie ze stanu skarbu wykazywało dwuletni wyda-
tek 24,130,909 złotych i pozostałość oszczędzoną przeKzlo dwu-
milionową. Remanent ten życzono użyć tut |mlc|«(zeiilc spławów,
kabały, na posłów za granicę, zakładanie magazynów, intrrkcu-
torie kadzono wiele i wtrącano materyc różne, mennicę, (idańsk
i Toruń.
Przyszło do Bkarbu litewskiego, którego doełiód IO,2’4,!ł.’H złotych wynosił. -Sprawa Tyzenhauza musiała być znowu potrą- coną, ale namiętności znacznie były ochłodly; z wyjątkiem oso- bistych nieprzyjaciół podskarbiego, do których i Michał Zaleski, mający zlecenie od Rady rozpatrzenia czynności, I Matuszewic, poseł brzeski, szwagier jego, należał. 908 Deficyt obrachowany wynosił 1,700,000; Potocki, wojewoda ruski, wspomniawszy o tein i znajdując przesad?, dodał, że nic wzmiankuje o tein w myśli bronienia podskarbiego, W istocie obrona była tak trudną, i mało sic
iyl na nią.
Zarzucano podskarbiemu, iż nieprawnie, sani, bez nego kompletu pięciu osób. za prywatnetni kwitami zabiera! su-
my znaczne, „ii Marca do Września 1780 r. przeszłe 550,000
złotych. Cala winę składano na jednego Tyzenhauza. Znalazły
sic wszakże glosy, polecające go „ludzkości”. Mierzyński, poseł
kijowski, niówil: .skołataną szczęścia łódkę sama każe ludzkość
ratować”. Mówił Brzostowski, poseł oszmiański, wstawiając się
także i przedstawiając, że mu cały majątek odjęto.
MatosZewie zaś domagał się -kary za występek, gdyż litość byłaby rozgrzesz* ■ 1 1 iem ” .
Następnego dnia król wystąpił z piękną a Jługą mową, mó-
wił w niej o swej podróży do Pińska: „płynąłem, jechałem, gdzie
ludzie dawniej przejazdu nie mieli. Pińskie widoki tak mnie
zniewoliły, iż ciężko było z tego kraju wyjechać”.
Odpowiada] król, rozprawiając o różnych rzeczach, na wy-
rażone sejmujących żądania. Na tej to sesyi Szczęsny Potocki
skarbiąc sobie popularność, której tak byl żądnym, ofiarował
rzeczypospolitej dwadzieścia cztery działa i regiment z ezte-
rechset głów złożony, który się kosztem swym Utrzymywać
zobowiązywał.
Przyjęto oczywiście dar ten należnemi oznakami wdzię-
czności.
Z powodu wniosków od tronu, długie trwały rozprawy.
w których kadzidła dla cesarzowej nie brakło.
W końcu Mierzejewski, strażnik koronny, i inni z opozyoyi
Ilrnnickiogo, wnieśli zażalenia na Radę nieustającą, domagając
aię uchylenia niektórych rezohicyi. ale większość nie dawała im
wziąć przewagi.
Na następnein posiedzeniu tak samo znowu ważyły się po-
chlebstwa dla króla i cesarzowej z zażaleniami przeciw Radzie,
i żądaniami uchylenia tych rezolucyi. w których widoczne było
nadużycie władzy i przywłaszczenie siły prawodawczej. Sena-
torska izba zgodziła się na to ustępstwo.
.aga-
— 309 —
Jak na wszystkich niemal sejmach, dziwna mieszanina przed-
miotów, przeplatanie materyami z sobą związku nie mającemi,
nieustanne epizody i teraz prawie wszystkie posiedzenia zna- mionowały.
Podziękowano wojewodzie ruskiemu uroczyście za jego ofiarę,
którą naśladując, Sapieha, generał artyleryi, oświadczył się z da-
rem dwunastu dział z ekwipaźem polowym do arsenału wileń-
skiego we dwa lata.
Król wstawił się za Tyzenhauzem, Matuszewic za Barano-
wiczem, podpisano kwit komisyi edukacyjnej.
Szło zatem spieszniej załatwianie spraw wniesionych. Pomi-
mo opieki Stackelberga, uchwalił sejm w rzeczy zatargów dyssy-
dentów hugtisianae confessionis 7* ich synodem, ażeby wojskowej
siły do egzekucyi im nie dawano i nie narzucano gminie innych
składek nad nieodbite na utrzymanie zbiorów i służby przy nich.
Sąd w razie sporu naznaczono w asesoryi.
Załatwiono też kwestyę egzekucyi w procesach i pomocy
siły wojskowej. Prowincya litewska osobne sobie warunki
ubezpieczyła. Uchylono uniwersał Rady w tym przedmiocie
wydany.
W sprawie Radziwiłłów, którym rzeczpospolita winna była
dwa miliony, wniósł poseł lubelski Stoiński, aby ich dobrami,
które trzymali emfiteutycznie, zaspokojono, oddając im je na dzie-
dzictwo, co dało powód do żywych rozpraw.
Szwykowski, poseł Słonimski, z powodu ofiar Szczęsnego Po-
tockiego i Sapiehy obrócił się do marszałka Gurowskiego, wno-
sząc, aby i on choć te 40,000 złotych, o które się u rzeczy-
pospolitej upominał, w ofierze jej złożył. Projekt ten zapewne
na złość Gurowskiemu, którego nie lubiono, podał do laski…
Chodził naówczas wierszyk na Gurowskiego ukuty:
Ten, co w sejmie burzył, męcil,
Żeby za to co wykręcił,
Tak się wreszcie zbałamucił,
Wziął dukaty i powrócił.
Czemu? nie wiem, może z cnoty?
Fe! on lubi worek złoty.
Pewnie z wstydu? może! ale
On się zna z nim peufale,
— aio —
Najpewniej że za tę laskę,
Chciał swą podłość przykryć w maskę. Ze strony Gurowskiego obiegała odpowiedź:
(iorsza zuchwałość filuta,
Od v nawet z maski wyzuta.
Przyszły pod obrady nieco żywsze kwestye wojskowe i na-
rzekania na wielki nieład, na niedbały zarząd departamentu.
Sprzedaż szarż wojskowych, która się stała frymarkiem, po-
wstrzymał, o uchwałą, ażeby dopiero po wysłudze lat piętnastu
była dozwoloną.
Wznowiona sprawa Tyzenhauza burzę wywołała, żądano,
fiby, dług rzeczypospolitej odebrawszy, sekwestr z dóbr jego zdjęto,
wystąpił Szydłowski przeciw, rwali się do głosów inni przeci-
wnicy i obrońcy, aż zażądano głosowania i przeszedł w r niosek
królewski.
Spiesznie już następowały po sobie pozostałe projekty, ra-
tyfikacya umowy kurlandzkiej, zaspokojenie Radziwiłłów, zale-
cenie układów o cła z Prusami, indygenat ks. de Nassau, za któ-
rym król sam przemawiał.
Na ostatek zostawiony, najważniejszy, jedyny pono przez cały
czas sejmu przygotowywany, a wniesiony w chwili najsposobniej-
szej projekt opłaty długów królewskich przyjęty został z wiel-
kiemi dla NPana oznakami poszanowania i czułości…
Szczęsny tylko dociął królowi przy tej sposobności, dając
mu czuć złote rogi i zachęcając grzecznie, aby „dał dobry przy-
kład oszczędności^ .
Chcąc hetmanowi Branickiemu okazać, iż mu za jego plotki
w Petersburgu i konszachty z Potemkinem przeciwko sobie od-
wdzięczyć może, Stackelberg pod koniec wystąpił z notą w spra-
wie Czernyszewa, mającego posiadłości, graniczące z Humaniem
i Białocerkiewszczyzną.
Czernyszew ten miał indygenat polski *), obruszyło więc to,
O Oryginał był w posiadaniu piszącego.
— 311 —
że zamiast drogą prawną poszukiwać rozgraniczenia, udawał się
pod posła i obcego mocarstwa opiekę. Posypały się ostre słowa,
odezwała niechęć ku Rosyi i jej uciskom, odzywano się i prze-
ciwko posłowi, iż narusza prawa kardynalne, koniec końcem je-
dnak grzecznie mu odpowiedziano odmową, odsyłają’- hr. ( ‚żer-
ny szewa do praw. wszystkim przysługujących. Pomimo tego roz-
drażnienia wniosek co do handlu z Rosyą zgodnie przyjęto. Wchodził z notą w interesie prywatnym Buchholtz: co do
Galicji zaś polecono Radzie nieustającej traktowani’- w Wiedniu
o posiadaczy dóbr w kordonie austryackim. których do mieszka-
nia w nim zmuszano. W sprawach, króre jura gntium toner-r- nunt ‚Cudzoziemskich kuryerów i r. p. Rad ni’-zwło”zni” sądom
bez odwołania rozstrzygać miała poleci^.
Wniesiono jeszcze projekt śtowarzy-zenia kompanii handlu
wschodniego, ale już sejm dogorywał. naj;rłówni’-JMze zadanie j’-go
zostało spełnione: król miał z«*pe«nxor.ą *płarę długów i wolniej
oddychał.
Dla tego też w mowie dziękczynnej wyraził aię o tym *<•] mie aż nadto pochlebnie. .Ody aejm teraźniejszy rzekł sprawiedliwość sądową wydoskonalił. ‚koTiornikę krajową ulep szył, poprawił stan wojska a podarków nic przy-zynił, /hi zni żył, wielu obdarzył / mnie puratrjtgo prawdziwi *v nowie ojezy zny, matkeśeie poratowali i rearo. który pragnie od w,m oj/’ttu być zwany. Jak widzieliśmy, ariów na tpraw tych długów pr//’/hi ła two — pisze jednak E^sen: podnosząc odezwania 414 l’of./cltie^i. które dyaryuaz złaeodzii: .JVler. tylko wojewoda rukJ, m^iwU który mógrł ratezypoapoufe; of-łrowa/, resrirnent pi/-‚ hnf.y. j»«.k i miał na swym żołdzie, i £Ł działa. kt/,r<-v/> dóbr ir/yl/iw i mu rozległości zajmują, a d*ip» mu *Of//j duk^iiów d** IimIu kf.ói^ mimo to potrafił inr^r*** vc. ;/,pm>/. ^J/-/.ił -ii^ «■ ru,ii w – z naganą projekr. op*arv *if.i«r/vv /fó;/-łki/ h. /.#i/ hr.r ,ij,ii ^j .j fJ oszczędności, zarzur-a^a/- .v…. że d>.«i» /ł/uu ‚•f»i.f./.#i kri.r^, dobroci jejro nadi *;▼** .t-* v^2, ‚a//^./- « /-Uki ‚ rowło i;ż2%v Z^ ;>•• w //>I»i ‚. w!/.n’. jiii.fcna. » j: v/.iin król tejp> do ^r^a . .•»•! v/ v v+\”: <f;iiwv*i ‚■.’ihnnił. ‚i kr/irv,łi
— 312 —
na wyjezdnem mówił: „W Litwiem się rodził, w Litwie zostałem
szczęśliwy przez miłość, zgodę i szczęście narodu”.
Do rzeczywistej wagi uchwał sejmowych należała poprawa
procesu sadowego litewskiego, trybunałów głównego i ducho-
wnego; ta była dziełem skromnego Chreptowicza *).
W czasie tego pobytu w Grodnie, dnia 24 Października, król
uroczyście wkładał na nuncyusza Archettiego, arcybiskupa chalce-
dońskiego, kardynalski kapelusz w kaplicy zamkowej, po mszy
przez ks. Naruszewicza odprawionej i odczytaniu bulli. Cere-
moniał wymagał, aby król razem sam głowę nakrył i kapelusz
włożył kardynałowi, co szczęśliwie dopełnionem zostało… Zszedł-
szy potem z tronu, król w twarz go pocałował. Dnia tego obiad był u króla, a nazajutrz u ambasadora.
Nowy nuncyusz z książąt de Carigliano Saluzzo przybył do
Warszawy dnia 14 Listopada.
Król dnia 18 Listopada rano wyjechał do Grodna na Biały-
stok, zupełnie z pobytu swojego zadowolony.
Tymczasem na chwilę tylko powściągniona, uproszona, po-
hamowana opozycya, silniej niż kiedy organizując się, wystąpić
przeciw królowi gotowała.
Z otoczenia króla, z kółka najbliższych jego przyjaciół,
znikł w tym roku Mokronoski, wojewoda mazowiecki, dawny
przyjaciel, później, jak utrzymywano, mąż pani hetmanowej Bra-
nickiej, siostry królewskiej. Śmierć jego przypadła nagle pra-
wie, bo 14 Czerwca był w Łazienkach z panią Krakowską we-
sół i zdrów na pozór zupełnie. O szóstej wieczorem, będąc u ko-
niuszego Kickiego, poczuł się źle, krew mu do twarzy nabiegała;
zaledwie do domu dojechawszy, uderzony został apopleksyą. Dr.
Clement przyzwany uratować go nie mógł. Król sam pisał
o tein: „Siostra moja ze spaceru wróciła w godzinę po zejściu
wojewody. Zastała mnie, wojewodzinę podolską i ambasadora
u siebie. Z łez naszych poznała stratę swą i naszą. W pierwszej
godzinie płakać nie mogła, była jak obumarła, wczoraj płakała
i modliła się, dziś toż samo czyni” **).
Prymas Ostrowski, który dla kuracyi wyjechał był za gra-
nicę, zmarł dnia 26 Sierpnia w Paryżu, gdzie się u św. Tomasza
*) Wolski.
**) Br. Zaleski. Korcspondewya.
— ttl3 –
pochować kazał. Drugi to już był z rzędu umierający na obczy-
źnie. Widzieliśmy go służącego wierniej sprawie Rosyi niż Pol-
ski i ulegającego we wszystkiem woli ambasadora. Z innych
względów przyznają mu wielkie zdolności, rozsądek, rządność
i gospodarność. Znalazł nawet obrońców bezinteresowności swo-
jej. Ostrowski z ubogiego szlachcica, zażywszy wiele trudu, umie-
jąc obchodzić się z ludźmi, dobił się najwyższego w kraju dosto-
jeństwa, równie pono talentem jak znajomością świata i chara-
kterów. Sławiona jego wymowa w dyaryuszach sejmowych wcale
się nie odznacza świetnymi dary, jest raczej łatwością mówienia,
niż krasomówstwem. Winna mu była archidyecczya wiele wpro-
wadzonych użytecznych reform gospodarskich. Jego to kosztem
stanął pospiesznie kończony pałac prymasowski. Król pryma-
sowską godność po nim dał bratu ks. Michałowi, który co do
zdolności i charakteru był rzeczywistą rodziny głową. Pani generałowa Grabowska miała pociechę wydać siostrze-
nicę swą, kasztelankę warszawską, p. Maryannę Sobolewską, za
Zabiełłę, w. łowczego litewskiego. Ślub w kolegiacie dawał bi-
skup Okęcki, a do ołtarza prowadzili pannę młodą ks. Stanisław
Poniatowski i Adam Szydłowski, starosta mielnicki; od ślubu- lir.
Stackelberg i ks. Radziwiłł, kasztelan wileński. Na kolacyę do
Sobolewskich król sam przybył. Pani hetmanowa Ogińska znaj-
dowała się także na weselu. Widzieliśmy, jak wspaniało przyj-
mowała króla w Siedlcach, co jej bynajmniej nie przeszkadzało
intrygować przeciw niemu i być duszą opozycyi, król też zacho-
wywał się względem niej, jakby ją o to nie posądzał i z Czarto-
ryskimi był na pozór najlepiej. Gdy właśnie w tym roku odby-
wał się dnia 27 Października ślub ks. Maryanny Czartoryskiej,
generałównej podolskiej, z ks. Aleks. Wurtemberskim, posłał mu
na ręce księcia generała order Orła Białego.
Zabawiano się w Warszawie wesoło, uprawiając sztukę, zdo-
biąc Łazienki, otaczając literatami… Ściągnięty do Warszawy
słynny PaSsiello i najwziętsza podówczas włoska śpiewaczka, pani
Todi, napawali muzyką gości zamkowych. W Kwietniu grano
tu Oratorium o Męce Pańskiej Paesiella ze słowami Metastasego.
Król zapraszał mnogimi biletami towarzystwo warszawskie.
W czasie rezurekcyi wykonywano hymn Pergolesego Stabat Ma-
ter. Oprócz Todi gościła w Warszawie pani de Brumore, zwana
Afrykanką, śpiewaczka nadw r orna ks. Henryka pruskiego, a dla ;si4
pośledniejszej i
wybrednej publiki Mori pokazywał sztuki z koń-
mi tureckimi: ciągnęły
kom p jin ie sztukmi- sfrzów. powrozoliiegu-
nów (wyraz wspólczc-
sny), korty zantów. ta- neczników na drucie, okwilibrystów, i tiary ■>- netkt włoskie z pulci- nellcm i w ogrodzie Kwiatkowskiego na Ni
wem Mieście przy
kroczy niskiej).
W tym roku też zja-
wiły się w Warszawie
pierwsze obrazy 1’olaku
Frań. Snuiglewicza, ko-
sztem króla wykształ- conego w Rzymie, prze-
znaczone do eerkwi ru-
sko-katoliekiej. założonej w r. 1781, dnia 12 Maja, a poświęco-
nej właśnie w tym roku w wigilię Wniebowzięcia. Obrazy te,
dotąd się tam znajdujące, przedstawiają W nieb o wzięcie Panny
Maryi, ś\v. Bazylego i Św. Onufrego. „Malował je— donosiła ga-
zeta naówczas — niedawno z Rzymu przybyły i tam w tej sztuce
wydoskonalony nasz Polak”.
Sinuglewiez, we Włoszech jeszcze będąe, jeden z pierwszych
rysował sławny obraz starożytny, naówczas jedyny „Wesele Aldo-
brandyńskie” {te uozze Ałdobrandine), które z jego szkicu sztycho-
wano. Pięknego talentu człowiek, na szczęście później bezmyśl-
nym był naśladowcą dobrych wzorów, nie rozwinąwszy się ory-
ginalnie.
Życie umysłowe starczyło potrzebom społeczeństwa, które
po francusku więcej niż po polsku czytało i mówiło. Patryidyzm
tylko do pewnego zajęcia teatrem, literaturą i sztuką domową
pobudzał… Dziennikarstwo przedstawiał sam jeden, wielce o swój
przywilej zazdrosny ks. Luskina. Nie mamy wskazówki, dozwa-
Otiuraiowa Grabowska, i<
Atiijunla.
łającej nam wnosić, w ilu egzemplarzach rozchodził się dziennik
jego, odbyt jednak w samej Warszawie ninsial być dosyć zna-
czny, gdy niejaki Wojciech Rychliński, preser gazety, przez do-
syć długi czas póltorasta kryjomo odbijanych egzemplarzy na
swą korzyść Bprzodnwal. Jak za Augusta II Kurycr w rodzaju
odcinka dawał historye polska, tak ks. Luskina w dodatkach
drukowa! żywoty świętych, a w samej gazecie często obszerne
biografie błogosławionych i pobożnych. Próbowano wyminąć njo-
nopol jego i u Dufoura wydano prospekt na v Polaka patryetę”,
pismo peryodyczne, które, oprócz nowin polityczny cli. nawet cho-
rym obiecywało radę lekarska. Nie dopuścił tego nadużycia ener-
giczny ks. Luskina. odciął się zaraz: Afrdicc, nira te ifimm, za-
groził mu procesem i dwóchset dukatami kary, tak iż o Patryo-
cie więcej już słychać nic było.
Jak w roku przeszłym fabrykę szkła, tak w tym, daleko
pożyteczniejszą – – wyrobów żelaznych, założył kasztelan ks. Ra-
dziwiłł w Wieruszowie, w Sieradzkiem (powiat ostrzeszowskił.
Dyrektorem jej był cudzoziemiec p. Lassów. Kasztelan wileński na uroczystość odlania pierwszej bryły (gęsi) dnia 28 Maja za-
prosił mnóstwo gości z Warszawy.
rtij/i-rtji koronnej tr UjUt&Oi
Król, namiętnie lubiący się budować, zachce ający ku temu.
dziedziczny swój grunt darował miasta pud budowę koszar, zwa-
ny eh Wielopolskich. Na Ujazdowie ujazdowski gmach, niegdyś
pałac królewski, tak nieszczęśliwie przerabiano ciągle, zmieniano
jdany. zatrzymywano nagle roboty dla braku funduszów, iż król,
miliony weń włożywszy, darował go miastu, aby się pozbyć nie-
dokończonej ruiny. Dnia 86 Czerwcu zakładano ze zwykłym
obrzędem uroczystym koszary dla korpusu artyleryi koronnej
indzie korpus inżenicrów i komenda batalionu fizylierów umie-
szczoną byłai — Ks. Uarnysz błogosławił, budowniczy ZawadBkJ
kielnię podawał — wmurowano kamień węgielny z napismi pol-
skim… wśród wesołych okrzyków… Składkę zbierać musiano
jednak na kończenie tych koszar…
Zgryźliwy rezydent saski, który w doniesieniach swych zo-
stawił najsmutniejszy obraz Polski i jej obyczajów, właśnie w tym
czasie kreśląc go, najczarniejszych barw doń używa. Powta-
rzają się one wprawdzie w całym ciągu tych raportów, żółcią
zaprawionych, lecz nigdzie nie doszedł Essen do tak przeraża-
jących barw, jak w tej dobie.
„Że upadek obyczajów ciągnie za sobą upadek całego na-
rodu — pisze on — Polska jest tego najdobitniejszym przykładem.
Mieszkańcy jej w tym względzie i za przeszłego panowania ine ;ut —
cieszyli się lepsza sławą, lecz przynajmniej zachowywano po-
zory. Zarówno przykład cnotliwego i godnego szacunku dla
obyczajów swych króla ^Augusta III?., jako też królowej, przy-
kładnej pobożności, czynił wrażenie na ludziach, w istocie w rze-
czach religii i moralności dosyć lekkomyślnych. liCcz przez
rząd teraźniejszy w ciągu dwudziestoletniego czasu dany szko-
dliwy przykład i obojętność panującego na wszystko, co wszę-
dzie za słuszne, honorowe, uczciwe i godne uchodzi, musiał na-
turalnie wyrodzić rozwiązłość, jakiej żadnemu państwu europej-
skiemu zarzucić nie podobna. Najgorsza to, że król tak sic
oswoił z tymi wybrykami Polaków, jak z nimi samymi. Cnotli-
wy monarcha, jaki mu się w osobie Augusta III przedstawiał, znikł — a razem wzgląd na ogół i na siebie samego, tak. że nie
wiem, czy następcy Stanisława Augusta uda się obyczaje napra-
wić, nawet katońską surowością”.
Takim wstępem poprzedził Essen obraz swój, zapomniaw-
szy, iż rozprzężenie to i demoralizacya, na którą się uskarżał,
były dziełem Augusta II i jego dworu, że cnotliwy ów August III
pod panowaniem Brfihla wcale się do naprawy obyczajów nie
przyczynił.
„Strzegąc się zawsze— pisze dalej Essen — ażeby mnie nie
pomówiono o paszkwile, ostrzegam, iż tylko fakta wymienię, po-
pełnione przez osoby najwyżej postawione urzędami i urodze-
niem, a popełnione bezkarnie”.
Tu się zaczyna szereg plotek ulicznych, pełnych przesady
i złości, których powtarzać się nie godzi: noszą one cechę wy-
bitną pochodzenia swego z kredensu i garderoby. Część tylko
tych narzekań na brak sądowej sprawiedliwości może się nadać
do obrazu epoki… „Możesz pan przypuścić — mówi dalej — by mi-
nister przywłaszczył sobie niesłusznie dobra swojego sąsiada?
Dekret sądu upoważnia ostatniego do odebrania dóbr, co ten
dopełnia, minister przeciwko wyraźnemu prawu proces przez
Radę nieustającą przenosi, sam w tym sądzie zasiada i wygrywa
sprawę jawnem głosowaniem, a przegrywa ją tajnymi głosami,
które wyrok trybunału potwierdzają. Lecz pomimo wyroku za-
twierdzającego, minister zięcia swego, szefa regimentu, skłania
do poparcia go ręką zbrojną i po utarczce między żołnierzami
i wieśniakami sąsiada, w której do trzydziestu osób zabito »
zostaje odparty. Stało się to temu trzy tygodnie”.
318
„Chcesz pan dowiedzieć’ się— ciągnie dalej — czy możliwem
jest, aby wojewoda pozwanym był przez sąd o fałszywe weksle,
!>y inny wypali się swego podpisu (kapitał byl pożyczony przez
p. Ainsle, posła angielskiego iv Konstantynopolu). Trzeci w domu
swym trzyma karty znaczone i ogrywa młodzież. Nieprzyjemne
to doświadczenie spotkało synowca króla. Czwarty sprzedaje
dobra, które do niego nie należą, a gdy przychodzi je obejmować,
właściciel rzeczywisty bierze nabywcę za waryatn. Piąty, aby
fałszywe bankructwo doprowadzić do skutku, wnosi na dobra
/.iiiyslinc hipoteki, pobiera pod cudzem imieniem dochody i ko-
rzysta, jak chce, z wierzycieli. Szósty rozdziera swój weksel
w chwili, gdy mu go wierzyciel podaje i każe go tęgo oewiezyć…”
Długim szeregiem ciągną się te podchwycone na bruku
historye, których -część mogła mieć jakąś podstawę lecz prze-
sada w nich widoczna. Wymiar sprawiedliwości był z pewno- ścią dla cudzoziemców rażący formami, lecz ileż razy powodem
do tego była lichwa i zdzierstwo? „Dołączony druk — mówi
Essen — wskaże, czem tu jest wymiar sprawiedliwości, ale zda-
rzają się rzeczy, których i drukować nikt się nie ośmiela i mi-
mo zmian, które przez sejmy od 1764 r. zaprowadzone zostały,
aby lupiestwo i nadużycia wykorzenić, znowu wszystko w stan
barbarzyński popadło.— Dosyć, by kto był cudzoziemcem, star-
czy to, aby mu prawa do wymiaru sprawiedliwości i odzyskania
własności odmówiono.— Tak samo zresztą postępują oni ze współ-
obywatelami, jeśli się mocniejszymi czują-.
„Jeden kaznodzieja— (przywodzimy ciągle notatki; — w cza-
sie postu chciał kazać o grzechach śmiertelnych… Lecz że król
postrzegł, iż kazania na niego i przeciw rodzinie wymierzone
były— odsunięto go od kazalnicy”.
„Ten przerażający stan kraju — kończy zajadły starzec — je-
dnego z moich towarzyszów tak oburzył, że poczta za pocztą
prosił o odwołanie go z tego kraju, w którym od lat dwóch do-
piero żyje, a tak go sobie obrzydził, iż, jeśli nie dostanie prze-
mieszczenia, gotów jest służbę opuścić”. Tym ministrem miał
być Myłord Dalrymple.
Tenże sam jednak Essen tłomaczy nam w końcu, dla czego
widział Polskę tak czarno— nie znał bowiem z niej nic, oprócz
Warszawy. „Daleki jcBtem od tego — pisze — ażebym cały naród
jako jednolity przedstawiał. Wiem to dobrze, że w ogóle pro-
— 319 —
wincye nie są tak zepsute, jak stolice, że wszędzie jest różnica
między zasadami wieśniaka a dworaka, i przyznaję się, źo wśród
pierwszych znajduje się mnóstwo zacnych osób, chociaż sojm
1775 r. nie dał korzystnego świadectwa o większości, na naj-
wstydliwsze i najohydniejsze, co naród polski spotka- mogło
we wszystkiem się zgadzając”.
Ciekawą jest jeszcze wcale niepoblażliwego tego postrzo-
gacza uwaga o stosunku katolików i usposobieniach ich wzglę-
dem protestantów. Tu Essen przestaje na chwilę być namiętnym
i uprzedzonym.
„Należy polskiemu duchowieństwu oddać sprawiedliwość,
że, dziś ono daleko jest cierpliwszem tu, niż gdziekolwiek
indziej, a wielu cudzoziemców, którzy nad Polaków w zasa-
dach zdrowej filozofii i łagodnej a tolerującej moralności są-
dzą się wyższymi, z podziwieniem zapewne ujrzeli w Pol-
sce, że znaczna liczba księży, magnatów i znakomitych dam,
wielka mnogość osób klas niższych, wszyscy katolicy— w stolicy
regularnie na nabożeństwa protestanckie uczęszczają, w każdą
pierwszą niedzielę miesiąca, gdy w kościele luterańskim bywa kazanie po polsku; że mnóstwo świąt skasowano, że procesye
i inne obrzędy są zreformowane, że się tu z protestantami żyje
w pokoju, gdy w innych krajach, Niemiec, kolebki protestan-
tyzmu, nie wyjmując — wcale się inaczej dzieje w tym względzie.
Tylko te dwadzieścia czy trzydzieści familii dyssydenckich pol-
skich, które do szlachty należą, a jednak w porównaniu do
innych bogatych rodzin są ubogiemi — spowodowują waśnie i wy-
wodzą skargi: chcieliby stać na równi z katolickiemi rodzinami,
ale tego dokazać nie łatwo. Skarżą się, że ich na starostów
i sędziów nie wybierają. Ziemskie sprawy a nie religia rodzą
te spory”.
.Król na piśmie odpowiedział na notę Stackelberga i starał
się okazać, iż skargi były nie słuszne, że nie jest w mocy jego
zaradzić na nie. Zresztą szlachta dyssydencka znajduje idę
z mieszczaństwem tegoż wyznania w niezgodzie co do praw pa-
tronatu i innych przywilejów kościoła”.
.Szlachta nie waśni się z przyczyny fanatyzmu religijnego,
który od zniesienia Jezuitów, razem z duchem prozelityzmu
i prześladowania wygasać zaczął— ale z powodu interesów świec-
kich i swojego położenia*.
..Szlachta protestancka, długo w Petersburgu czyniae wras
\<\ wywołała notę cesarzowej rosyjskiej. Jile zdaje sic, że ta
dalszych baatępstw mieć nie będzie-.
Oboy pisarze dziejów naszyci] ze zlą wiarą korzystali s do-
niesień Pnaraia, audio namiętnych, ażeby za świadectwo jedyna
przyjętetni byd inogly.
Pomimo zniechęcenia Błaefcełberga, w Petersburgu po za-
warciu traktatu z Turryą, który Rosyi dal Krym, półwysep Tu-
mań i Kubań, porty krymskie i panowanie na morzu Czarncni –
dosyć łagodnie byli usposobieni dla Polski. Dowodził tego ukaz
Katarzyny d. 9 Lutego 17H4, w roku następnym ogłoszony w Pol-
sce, tyczący się handlu polskiego przez Olierson i Rygę. Rze-
czypospolitej zapewniono nim prawa najbardziej uprzywilejo-
wanych narodów, zmniejszono cła w Rydze i Chersonie o jedna
czwarta od wielu artykułów, a konopie, len, miód, wosk, olej.
skóry, zboże, szczecinę, siemię, smołę, drzewo, zwierzynę zu-
pełnie od opłaty uwolniono. Handel polski faworyzowanym był
nie bez celu, chciano płody te ściągnąć ku morzu Czarnemu,
a odwieść od Prus. .Solą miała się Polska zaopatrywać ze skła-
dów gubornit ekaterynoslawskicj.
W ten sposób stałaby się zależną zupełnie od Kosyi. uwal-
niając od przymusowych i ciężkich stosunków z Prusami i Austryą.
W pierwszej chwili myśl ta zwrócenia handlu płodów pol-
skich na morze Czarne do Chersonii uśmiechała się obywatelom województwa bracławskiego, którzy się nią czynnie zajęli. Chrza-
nowskiego wysiano na zwiady do Chersonii; Grocholski, miecznik
koronny, Szczęsny Potocki, Ossoliński, wojewoda podlaski, Potocki,
podkomorzy koronny, i Potocki, starosta guzowski, jednoczyli się
w myśli korzystania z otwierających dla kraju widoków.
W samym jednak początku nieurodzajny rok, przewidy-
wany niedostatek i drożyzna, zmusiły króla do zakazu wywozu
zboża za granicę (9 Grudnia 1786)— i zatamowały pierwsze kroki.
1’nlityka Rosyi, umiejętnie wyzyskująca wypadki, a w potrzebie
wywołać je umiejąca, nadawała jej coraz większą role w Europie.
Szczególniej posługiwał jej antagonizm Austryi i Prus, do-
zwalający już przewidywać tę rolę, jaką ostatnie z tych państw
miało odegrać w Niemczech. Austrya miała jeszcze, za sobą cały
urok cesarstwa, ale zgrzybiałego i ratującego się polityką prze-
biegów i odwetu. Cesarz Józef za pośrednictwem Francyi za-
— 321 —
łatwił spór swój z Holandyą, z którego żadnej prawie nie wy-
ciągnął korzyści. Traktat z Rosyą równie mu mało posłużył
w sprawie holenderskiej i bawarskiej, gdy wyzyskując przymie-
rze Austryi, Rosya zabrała Krym i morze Czarne. Równie nie-
szczęśliwie szła sprawa zamiany Belgii na Bawaryę, którą Ro-
sya pozornie popierała, dopóki energiczny protest pruski do
cofnięcia się nie zmusił. Nie chciano zrywać stanowczo z Pru-
sami, radzono więc cofnąć się także i cesarzowi Józefowi.
Prusom dało to zręczność wystąpić po raz pierwszy w obro-
nie Niemiec, na czele związku, oko w oko przeciw cesarstwu,
i tym krokiem naznaczyć swą rolę w przyszłości.
Federacya ta „Związek książąt” przeciwko przemocy Austryi,
połączył pod moralnem Prus zwierzchnictwem Hanower, Sakso-
nię, ks. Dwóch Mostów, Baden, Sasko-Wejmarskie księstwo, Go-
thę, Brunświk, Hessen-Cassel, Anhalt, a w r. 1787 i Meklem-
burg. Był to pierwszy zarys tego, co w sto lat później dokonać
się miało.
Rosya w pierwszej chwili związek ten uważała jakby za
wymierzony przeciw sobie i narzucający jej myśl zamachu ja-
kiego na Niemcy. Dwór petersburski wyrzuty czynił Saksonii,
iż dała się wciągnąć do niego.
Polska nie miała już wówczas ani polityki niezależnej, ani
mężów stanu, którzyby z usposobienia Prus korzystać umieli.
Królowi przybywali z dniem każdym nieprzyjaciele, choć
radby był wszystkich sobie pozyskać. Już na ostatnim sejmie
Szczęsny Potocki dał mu uczuć, że stawał w opozycyi. Sprawa o owe „złote rogi u została załatwioną w czasie pobytu w Nie-
świeżu, i aż do przybycia do Grodna, Potocki był w najlepszych
z królem stosunkach. Obraził się dopiero okazaną mu nieufno-
ścią, którą może wziął za lekceważenie, gdy Stanisław August
nie zwierzył mu się z swych planów w sprawach publicznych,
swych starań o spłatę długów.
Szczęsny wziął to za uchybienie, iż przed nim zatajono
wszystko, iż go pominięto, i dał to uczuć królowi. Napróżno mu
się on tłomaczył, iż wcale jeszcze w Nieświeżu o tern nie my-
ślał i że planu stanowczego nie miał. Ze strony króla nie było
szczerości, gdyż w istocie plan był zawczasu osnuty, podróż
dla niego przedsięwzięta, starania w Petersburgu poczynione,
miał więc pewną słuszność uskarżać się Szczęsny, iż go pomi-
Poltka w czasie trzech rozbiorów. Tom I. 21
— 322 —
nięto i usunioiio. Stosunki z królem były na pozór tak ścisłe,
iż milczenie w istocie drażliwego magnata dotknąć mogło.
Król pisał z tego powodu: „Jest tak cxccssivc dotkliwy,
że trzeba z nim najmniejsze ważyć słowo, a tandem jeśli szcze-
rze i otwarcie z nim mówić nie można, to samo przyjaźń krę-
puje. I ten człowiek się ode mnie odwróci” *).
Daleko przykrzejszą i groźniejszą była ciemna i brudna
sprawa, która króla już poróżnionego z Lubomirskimi, Czarto-
ryskimi, Potockimi, ostatecznie i na długo rozbratała. Czy ją
nieszczęśliwy los. czy zła wola i chęć oszkalowania króla zro-
dziła—dziś dobadać się trudno. Rzecz się tak miała:
W liczbie niezmiernie wielkiej awanturników i awanturnic,
które jak szarańcza ciągnęły na Polskę, szukając tu zysku
i szczęścia, któremi płochość wyższego towarzystwa i sympatya
dla cudzoziemców tak łatwo darzyła, znajdowała się niejaka
Anna Marya de Nevi, w pierwszem małżeństwie le Clerąue (we-
dle ks. Łuskiny), inaczej zwana Marya Teresa z domu baronowa
Lautenbourg, zamężna majorowa Dogrumowa, a wedle ówczesnej
mody wyszlachcania d’Ugriumowa (Dogrumowa).
Kobieta ta przez lat kilkanaście kręciła się, jeździła, intry-
gowała, żyła w Polsce z miłostek swoich i cudzych. „Jakie jej
było wychowanie, to pierwszy jej oznacza postępek”.
„Sprzątnąwszy, co mogła, dość młodą z domu rodziców ucie-
kła, a tuławszy się przez czas niejaki, wdzięki swe po Niem-
czech z rożnem szczęściem prezentując, dostała się nakoniec
do Polski. Tu najprzód w Gdańsku, potem w Warszawie, dalej
w Petersburgu z ruiny swych amantów znana, sama się nigdy
zbogacić nie mogła, rozrzutnie trwoniąc” **). Używaną była, jak się okazuje, przez ludzi, do dworu kró-
lewskiego należących, do różnych intryg miłosnych i szpiegow-
skich, za które ją wynagradzano. Między innemi dosyć ścisłe
stosunki łączyły ją przez czas jakiś z lekkomyślnym starostą
piasoczyńskim. Przed laty kilku zręczna zalotnica potrafiła się
wydać za młodego majora Dogrumowa, który ani nawet się do-
myślał, kogo poślubił i czem w istocie była jego żona. Z nim,
czy też z jakiegoś poprzedniego związku, majorowa miała syna.
*) Br. Zaleski. Korreapond.
**) Li^ty polskie.
— ;J23 —
W tym czasie była to już kobieta „nizka, chuda, blada, nos po-
ciągły, oczy czarne i żywe, brew gęsta, podstarzałe wdzięki L ,
widoczne ślady gorączkow r o zużytego życia.
Dawniej już, jak się okazało, używaną była do różnych
intryg dworskich, szczególnie w czasie konfederacyi Barskiej,
za które odebrawszy nagrodę przez ręce eks-stolnika Moszyń-
skiego, wyrzekła się z tego tytułu wszelkich pretensyi. Niema
wątpliwości, że „znaną dobrze u dworu, używaną do różnych
czynności i sowicie wynagradzaną bywała”. Niewiadomo w ja-
kim celu, czy z dobrej woli, czy za zezwoleniem i wiadomością
Ryksa, który z nią był w najbliższych stosunkach, przywlokła
się majorow r a na sejm do Grodna, skąd powróciła do Warszawy,
bo tu jakoś zajęcia nie znalazła. Pewna znajomość usposobień
osób z wyższych sfer poddała jej myśl zużytkowania ich, za-
wiązania intrygi i zmuszenia, by się jej opłacono dla uniknięcia
rozgłosu.
Najprzód więc zwierzyła się ulubionemu kamerdynerowi
króla Ryksowi, staroście piasoczyńskiemu, potem amplojowanemu
przy królu generałowi Komarzewskiemu — jakoby wiedziała o spi-
sku na życie króla, któremu chciano dać truciznę. Pokazywała
nawet proszek, jakoby dany sobie w tym celu — a że zadanie
trucizny okazało się zbyt trudnem, przestrzegała, iż postano-
wiono zbrojną ręką napaść na NPana.
Wmieszała w tę sprawę ks. Czartoryskich, naplotła niedo-
rzeczności, a że Ryks ją zapewne nadto dobrze znał, aby temu
uwierzył, nagrody w r szelkiej odmówiono jej za te plotki. Ryks
i generał Komarzewski nie widzieli jej już w Grodnie, skąd roz-
gniewana wyjechała.
W Warszawie później Dogrumowa znow r u chciała spisku dowo-
dzić i ofiarowała się pokazać jakiś list ks. Czartoryskiego, jakąś jego
poufną korespondencyę z podskarbim Tyzenhauzem. Zjnyślony ten
list, jakoby po angielsku pisany (chociaż Tyzenhauz żadnego, oprócz
polskiego, języka nie umiał), dostarczył jej poznany w r Grodnie czy dawniej awanturnik także i przybłęda, żyjący na łasce
Czartoryskich, kupiec, komisant, przyjaciel domu, Wilhelm Teyl-
lor. Przyjaźni Czartoryskim malują go jako bardzo przyzwoi-
tego człowieka, z innej strony jest to figura dość podejrzana.
Przed laty kilkunastu miał przybyć do Polski z listami poleca-
jącymi od Lorda Suffolka, dla odzyskania kilku tysięcy czerwo-
— 324 —
nych złotych, które miał u Hempla, kupca warszawskiego, i ode-
brawszy je w towarach, bawił się tu handlem i komisami, jak
mówiono, w wielkich łaskach u ks. Czartoryskiego, który mu
dopomagał i wspierał go.
List ten, zapewne obojętny i nic dowieść nie mogący, wąt-
pliwej może autentyczności, nie pomógł jej do wyłudzenia na-
grody przez Ryksa od króla. Cała ta pierwsza próba spełzła na
niczem, ale obudziła w niej chęć zemsty.
Zwróciła się więc zręcznie w stronę przeciwną, znając nie-
chęć Czartoryskich do króla i może ich łatwowierność, dając
znać księciu, że Ryks i Komarzewski na jego życie czyhają
i chcą mu zadać truciznę, że ją namawiano do tego, ażeby księ-
cia, wciągnąwszy w intrygę, otruła. Zdaje się, że ta denuncya-
cya doszła najprzód księżnę marszałkowa Lubomirską, która ją
wzięła do serca.
Zaczęto naglić Dogrumową o dowody — ofiarowała się u sie-
bie ukryć osoby, któreby rozmowie jej z Ryksem i generałem
przysłuchać się mogły. Tak bezczelnie to było zaproponowa-
nem, tak zdawało się przekony wającem, że Stanisław Potocki, eks-
podstoli z siostrzenicą księcia żonaty i ów Teyllor, ofiarowali
się iść i wysłuchać rozmowy. Ks. Czartoryski ostroźniejszy, po-
sądzając kobietę o chęć zysku, ofiarował jej 200 dukatów, jeśli-
by się przyznała, że bałamuci, ale Dogrumową, spodziewając się
większego zarobku, odmówiła.
Dnia 16 Stycznia 1785 r. Dogrumową, wezwawszy listem
Ryksa do siebie, jemu znowu ofiarowała złożyć dowody spisku.
Ryks naglony, ciekawy wreszcie przekonać się o co cho-
dziło, sam jeden po południu przyjechał. Potocki i Teyllor już
byli ukryci za drzwiami; zręczna awanturnica rozmowę swoją
o mniemanem otruciu króla umiała tak z Ryksem prowadzić,
ażeby słuchającym jej za drzwiami zdawać się mogło, iż się ona
tyczy otrucia ks. Czartoryskiego.
Wśród rozmowy, coś z niej pochwyciwszy, czy może uda-
jąc, że zasłyszał, zbyt niecierpliwy Teyllor, którego rola wcale
jest podejrzaną, z pistoletem wypadł na przerażonego Ryksa
i zmusił go, grożąc mu nim i puginałem, iść za sobą do pałacu
księżnej marszałkowej Lubomirskiej, skąd go pod areszt wzięto na zamek. Potocki zaś pochwycił mdlejącą już ze strachu Dogru-
mową i wiózł ją także do księżnej, pod której opiekę schronić
— 325 —
się żądała, i gdzie na wstępie otrzymała pięćset czerwonych zło-
tych od księcia Czartoryskiego.
Można sobie wystawić, jakie wrażenie ten niezrozumiały
wypadek zrobił w Warszawie. Na teatrze dawano tego dnia po
raz pierwszy operę ^Król Teodor*, nie tyle z muzyki, jak ze zło-
śliwych aluzyi (pono na króla szwedzkiego?) zajmującą. Nagle
na parterze szmer… nadbiega wiadomość, że Ryksa wzięto do
więzienia, że eks-podstoli^go gwałtem zatrzymał i że ks. gene-
rała otruto.
Co żyje, rozjeżdża się z teatru na zamek, na wieczór u het-
manowej Ogińskiej, która tego dnia przyjmowała… Wykrywa
się tajemnica, ale całe otoczenie i przyjaciele Czartoryskich
biorą intrygę na seryo, wierzą w otrucie. — Sam książę generał
nie wątpi o tern, że go zgładzić chciano, księżna marszałkowa
podobnież. Co za doskonała zręczność zohydzenia króla i rzu-
cenia posądzenia aż na niego ! ! Rozpisują wnet listy po woje-
wództwach, po kościołach i wsiach w dobrach książęcych, na-
kazują śpiewać Te Deum za ocalenie życia generała. Obcym
dworom starają się wmówić, iż mu groziło ostateczne niebezpie-
czeństwo od ludzi, najbliżej króla stojących. Wysłano kuryerów
do Berlina, do ks. Wtirtemberskiej do Wiednia. Jednakże małe
to podobno uczyniło wrażenie: rzecz cała nie zdawała się praw-
dopodobną i była dosyć niezręcznie uknutą. Jeden tylko dwór
austryacki i poseł jego, p. de Cache, okazał się w początku gor-
liwym w popieraniu i obronie księcia i księżnej marszałkowej.
Rozpoczął się skandaliczny proces i najdziwaczniejsze z te-
go powodu plotki; ks, Czartoryski na osnowie zeznania Dogru-
mowej pozwał Ryksa o zamiar otrucia, o który ona oskarżała
go na piśmie, Ryks pozwał nawzajem księcia, Komarzewski i Ryks
Dogrumową. Przypozwano i Teyllora i Stanisława Potockiego;
kraj rozdzielił się na tych, co uniewinniali oskarżonych, i na
tych, co ich potępiali, a twierdzili, że dwór i król wszelkich
używają środków, aby ich ocalić!
Po egzaminach i indagacyach ścisłych, przeciw których
formie i treści Czartoryscy, wciąż stojąc przy swojem, protesto-
wali, okazało się jednak dowodnie, że Dogrumową miała blizkie
bardzo z Teyllorem stosunki, że całą baśń dla wyłudzenia gro-
sza osnuła. Reszta wyświeciła się jak wyżej, a cały charakter
kobiety, jej życie, intrygi, przeszłość, niezbity stanowiły dowód,
**1 — 326 —
że wszystko było oszczerstwem. Namiętnie jednak do ostatka
i po wydaniu wyroku napastowano Ryksa i Komarzewskiego.
D. 21 Kwietnia zapadł dekret w tej sprawie, która po so-
bie zostawiła niezatarte ślady. Uniewinniono wszystkich uwie-
dzionych, a Dogrumową, piętnowana pod pręgierzem, na wieczne
więzienie skazaną została. Fałszywe jej doniesienie spalił kat,
Teyllor musiał się wspólnictwa z nią odprzysiądz i za popełniony
gwałt na Ryksie grzywny zapłacić. Wyrok ten, wpośród ogrom-
nego zbiegowiska ludu, d. 22 Kwietnia na rynku Starego Miasta
został spełniony. Kat spalił też wielką ilość paszkwilów z tego
powodu po mieście rozrzuconych. „Tak się jednak ten Feniks
odrodził z popiołów, że się nazajutrz tysiączne jego rozleciały
kopie. Można powiedzieć, że z rąk katowskich przeszło w ręce
publiczności u ). Dogrumową w kilka dni potem wywieziono do twierdzy gdańskiej, gdzie osadzoną została). ) Listy polskie. XI. ‚) Najdokładniejszy i najbardziej szczegółowy sprawy tej opis jest w « Taje- mnicach społeczeństwa, wydanych przez L. T. Tripplina. Wrocław, 1852, t. I, str.Autor czerpał, jak się zdaje, z akt sądowych. Sprawozdanie to godzi się z na-
szcm co do głównych rysów, również z urzędowego źródła zaczerpniętem. Stosunki
Dogrumowej z dworem, Ryksem i Teyllorem są tu drobnostkowo opowiedziane; —
podróż jej do Grodna, widzenie się tam z rozmai tcini osobami znajomemi Ryksowi.
Świadectwo dr. John’a w całości wypisane nie udowodniło w proszku silnej trucizny.
Gdy książę generał, wezwany do stawienia świadków w sprawie, innych nad
Potockiego, Teyllora i Dogrumową nie mógł wskazać, a tych sąd wyłączył— książę
postanowił kondemnować* się. Z tego powodu pisał doń d. 20 Marca 1785 r. pry-
mas:— W niepewności, czy zastanę W. Ks. Mość, lub od Niego przyjętym będę,
czyli też przyjadę niewcześnie, wolałem pisać do Niego, jako blizki krewny, współ-
ziomek i pośrednik pokoju. Dzień to jest właśnie poprzedniczy tego, w którym jeśli
W. Ks. Mość pójdziesz nieodstępnie za ziemi radami, dopuszczając kondemnaty na
siebie w sądzie marszałkowskim i odrzucając propozycyę uczynioną sobie ze strony
ambasadora przez JMP. de Cachć, narazisz się samochcąc na skutki nie nader bez-
pieczne dla samego W. Ks. Mości w kraju i za granicą. Wystawisz między sobą
i nami smutny mur przedziału, skąd ojczyzna szkodować będzie. Omylają ci ludzie
W. Ks. Mość, którzy mu powiadają, że w nas nie masz już krewnych dla siebie,
a w Polsce ojczyzny. Jeśliśmy nie byli z W. Ks. Mością w pierwszym momencie
tej przykrej awantury, przyczyna tego, żeśmy nic mogli dać najmniejszej wiary, aby
Komarzewski, który w życiu swojem żadnej, zlej akcyi nic popełnił, chciał przedsię-
brać najszkaradniejszą zbrodnię przeciwko jednemu z najbliższych krewnych króla,
do którego żadnej urazy nie miał, i że nie należało nam autoryzować poprzedniczy-
mi krokami podejrzenia, które wspólni nasi nieprzyjaciele starali się rozsiać, jakoby327 —
Smutny ten wypadek maluje społeczność, wśród której mógł
się wydarzyć… nadzwyczajną lekkomyślność, łatwowierność osób,
to było interesem naszym przytłumić zabiegami proceder i poparcie sprawy, która
być powinna była w calem świetle swojem ukazaną >.
< Rozrzucone w publiczności pisma l>ez wiedzy W. Ks. Mości, rożne także po-
czynione kroki bez tejże, albo na podstęp Jego, próbują i>otrzebę prekaucyi z na-
szej strony przez środki najprostsze i najnaturalniejszc, ml którychby się i serce
królewskie nie uchyliło^. Teraz, kiedy już jasno można okazać publiczności w kraju i za granicą, iż
ta niecnota, o której niegodziwych sprawach nie winieneś był nawet W. Xs. Mość
wiedzieć, stała się narzędziem Jego oszukania, a stąd dekret marszałkowski może
i chce od Niego uchylić złe skutki, z owego temere egisse\ kiedy z drugiej strony
tenże sąd marszałkowski nie może się dyspensować jutro od zadyktowania przez stronę
przeciwną dekretu kontumacyjnego, na mocy prawa, skąd wynikną bez pochyby nie-
miłe konsekweneye dla W. Ks. Mości i dla nas, którzyśmy nie przestali być Jego
krewnymi; upraszam jak uajusilniej W. K. M., abyś, idąc za powodem własnego
serca, przystał na rady i propozycye ambasadora i chciał mi dać znać godzinę,
o którejbym Go mógł znaleźć albo w domu Jego, albo, czegobym żądał bardziej,
u księżnej siostry Jego, a to dla uściśnienia W. Ks. Mości, dla dania mu nowych,
jeśli tego potrzeba, powodów do komparacyi w sądzie, tudzież dla przeświadczenia
< ?o, mimo usilność wspólnych nieprzyjaciół naszych, żem być nigdy nie przestał
krewnym W. Ks. Mości i przekładał zawsze dobro pokoju ojczyzny naszej nad
wszystkie inne względy i t. d…»
Na to odpowiedział ks. generał:
-Byłaby dla mnie rzecz nader mila znajdo wat’ krewnych w pierwiastkach tej
nieszczęsnej uprawy, którychby przyjaźń uprzejma i dzielna uprzedziła te kroki,
które ją do tego, w jakim jest teraz, stopnia przywiodły. Nie żądałem ja ani krwi,
ani zemsty, jedna to jest rzecz, która w każdym przypadku miejsca u mnie mieć
nie mogła ».
„Prosiłem o sprawiedliwość ze złośliwej akcyi, lecz nie o surowość* kary.
Wiesz dobrze W. Ks. Mość, jakie były moje kroki poprzednicze, nimeni temu uwie-
rzył. — Nie tajne mu były pobudki, które mnie uchyliły od komparacyi przed są-
dem. Miłość pokoju wzbudza W. Ks. M. żądzę, abym powrócił do procesu: apeluję
w tern do Niego samego, jeśli to mogę uczynić bez winy wielce nagannej i kon-
sekwencyi w sposobie moim czynienia, a bez noty przedsięwziętego na hazard i bez
uwagi jiostępku. Cóżkolwiekby mogło sprawić zamieszanie w ojczyźnie mojej, za-
prawiłoby serce moje i wyrzucałoby mi zawsze, gdybym do tego dał przyczynę.
Świadczę się sumieniem (wszak to jest sąd najstraszniejszy dla każdt?go człowieka,
grunt mającego), że mną nigdy nie władały ani te zapędy, które tworzyć zwykła
chęć jakowej płochej sławności, ani próżna chluba iść z kim w emulacyę, przez ja-
kikolwiek sposób kredytu i przewagi. Lecz trudno mi się w tem przeświadczyć,
aby baczność, którą każdy mieć winien na swoje zachowanie, być mogła tytułem do
pociągania za sobą złych skutków: sama chyba bezwzględność na prawa i formal-
ności dopuścić może stronie przeciwnej, dyktować dekret kontumacyjny przeciwko
temu, który od sprawy odstępuje. Sąd go powinien ułożyć, strona przeciwna ma tylko prawo dyktować kondemnaty*.
— 328 —
które się na licho osnutą intrygę wziąć dały i rozdrażnienie, ja-
kie poprzedziło ten dziwny wybuch niechęci między Czartory- Co się tyczy króla, cale życie moje było dowodem respektu i względów, od
których się ja nigdy nie oddalę. Sentymenta moje są zapewne w pamięci Jego.
Nie mogę sobie wyperswadować, aby to, com uczynił, szukając sprawiedliwości z te-
go człowieka, któregom obwinił o zamach na życie moje, wystawić miało mur roz-
działu między krewnymi, jakim jesteś W. Ks. Mość i reszta familii, oraz wymazać
ślady tego, do czego bez pochlebstwa miłości własnej mieć mogę prawo. Ile do
paszkwilów i pism l>ezimicnnych, wierz W. Ks. M., że my dalekimi będąc od po-
trzeby ich użycia, potępiamy one. Wszakże jeżeli mieć należy attencyę na inne te-
goż gatunku pisma, widząc różne wieści po wielu gazetach publicznych, bylibyśmy
w przypadku czynić na nie równe zażalenia. Chciej W. Ks. Mość być wyperswado-
wanym, ii ja nie idę za powodem zdań obcych, (?) A racz mi wierzyć, iżbym żądał
znaleźć w profilowanych śnxlkach taki, któryby mógł zgodzić różne przyczyny
czynności moich, jakom ja uczynił w ciągu tego procesu*. Daleki jestem od zamieszków i waśni i żaden nade mnie więcej nie żąda
zgody tak publicznej, jak prywatnej. Latwoby mi było uczynić ofiarę próżności,
lecz znasz W. Ks. Mość sam lepiej, niżby ś ode mnie usłyszał, że w przypadku te-
raźniejszym, ofiara względów na to, co sobie człowiek winien i godności swojego po-
stępku, być nie może ode mnie wyciągana. Jestem etc.*.
Na wyjezdnem do Wiednia ks. generał napisał list do króla przez generała
Wojnę d. 22 Marca: Najjaśniejszy Panie! Żem się nie prezentował W. K. Mości dla pożegnania
Jego, oddalając się z Warszawy, uczyniłem to w zamiarze uchylenia od W. K. M.
i od siebie czułości w tym to teraźniejszym przypadku. Pochlebiam sobie, że W. K. M.
wziąć zechcesz mój postępek w tern jedynem tłomaczeniu. Zostawuje, N. Panie,
innemu szczęśliwszemu czasowi dowody do przeświadczenia W. K. Mości, iż kiedym
nie miał nigdy nic sobie do wyrzucenia, abym wykroczył chęcią lub rzeczą prze-
ciwko W. K. Mości, żadna też rzecz nigdy nie odmieni sentymentów i najgłębszego
respektu, z którymi być nie przestanę W. K. Mości sługą i poddanym etc.». •
Król odpisał przez tegoż generała Wojnę:
« Zmartwiony byłem wielce z niewidzenia WPana, a bardziej jeszcze z przy-
czyn, które mnie |K>zbawiły tej satysfakcyi. Nikt więcej nade mnie żądać nie może
czasu tego powrotu, w którym widząc WPana wolnego od tych wszystkich myśli,
które mu chciano wrazić, mógłbym sic wrócić do mego stanu naturalnego, który
jest szacunek i przywiązanie dla WPana*.
Jest jeszcze do tej sprawy wydany zbiór aktów, zeznań i t. p., którego nie
znamy, ale go znajdujemy przywiedzionym w broszurze: Obseruałions d?un Po l o na is
impartial sur 1’arret rendu a Varsovie le 15 Mars 1785 par le Tribunal du Grand Marechal de la Couronne relatirement a 1’accusation intentóe par S. A. le Prince
Adam Czartoryski. 1786. 8-vo pp. 55. Książę jest tu ze wszystkimi swymi tytu-
łami wypisany. Generał artyleryi, kapitan kompanii gwardyi szlacheckiej galicyjskiej,
pułkownik szef właściciel regimentu kirasyerów w służbie J. cesar. król. apostoł. Mo-
ści, generał Ziem Podolskich, kawaler orderów polskich i rosyjskich. (Tytuły
austryackie przodują). — Broszura zdaje sic być wydaną w Wiedniu lub Lwowie.
389
skiini a królem,.. Największa wi-
nę przypisać należy nie księciu
generałowi, ale kierującej całą
sprawą ks. niarszalkowej Lubo-
mirskiej. i hetmanowi, który, ko-
rzystając ze zręczności, usiłował
nienawistnego mu Komarzew-
skiego. podkopującego resztę je-
go znaczenia i władzy — obalić.—
Tnidiin uwierzyć temu. lecz
chcąc koniecznie Ryksa i Kmna-
rzewskiego potępić, sypano pie-
niędzmi ogromnie; ks. Lubomir-
skamialn stracić 70,fX)()dukatów!
książę Czartoryski więcej 36,1 N H i.
hetman Branicki 16,000 i tyleż
hetmanowa Ogińska… Usiłowano
przez Ryksa i Komarzewskiego
dosięgTiąć króla, prymasa, ks.
Stanisława i marszałka Mniszcłia.
Hetman Branicki ze zwykła Bo-
bie gwałtownością postępował. —
Poseł Stackelberg miał wprawdzie polecenie ml cesarzowej wy-
buch ten niedorzeczny opozyoyi hamować i kiełznać, ale mu to
przychodziło z trudnością. Hetman, opierając się na protekeyi
ks. Potemkina, występował śmiało przeciwko posłowi. W samym
Petersburgu podzielone były obozy i często cesarzowa i Potem-
kin szli oddzielnie. Branicki, nienawidząc Staokelberga, robił co
chciał, tak go sobie lekceważąc, że na listy jego z rozkazami
cesarzowej po kilka tygodni nie odpowiadał… Szerzono wieści,
że cesarzowa jest chorą, że nie może pociągnąć dłużej nad rok.
że Czartoryscy przez Wielke Księżnę, z domu Wttrtemberską,
potrafią na tron wynieść zięcia swego, ks. Wtirtemberskiego
i t. p.
Już po wyroku Stanisław Potocki wydal swe ^Lisfy folskie’
o sprawie Dogrumowej, w których szczególniej Ryksa odmalował
jak najrzarniej. Wszystkich sędziów tej sprawy oszkalowano,
wyjąwszy tych, którzy glosowali w duchu Czartoryskich, a tymi byli Wielhorski, od lat dwóch wielbiciel pani Sianisławowej
Stan. Sołtyk,
poseł krakoiezki.
Potockiej, Sołtykj który się. miał żenić t trzecio córką
Lubomirskiej, i lir. Rzewuski, od wielu już lat zostający w bliz-
kii’ii stosunkach z księżną Adamowa. Czartoryscy, minio nad-
zwyczajnych starań, pokonani w tym procesie, usunęli sic na
długo z Warszawy i zamieszkali w Puławach, ks. Luboniirska
marszałkowa, siostra księcia, wyjechała do Paryża, gdzie pozo-
stała aż do rewolueyi, a później przeniosła się do Wiednia.
Dziś w tein wszystkimi widać rękę usłużnych do zbytku
przyjaciół] może Teyilora, kłory zbadawszy usposobienie księżnej
nurszalkowej i księcia generała, całego tego piwa nawarzył.
Nie było zresztą spraw ważniejszych i czas ten wytchnie-
nia schodził na powszednieli zajęciach i zabawach. Stosownie
do życzeń wyrażonych już dwakroć na sejmach, departament
« ojakowy, zwazj waty, iż dotychczasowy sposób rekrutowania
żołnierza był nader uciążliwy, a często za, sobą pociąga! nic-
niile następstwa, aż do krwi rozlewu doprowadzające, wypra-
cował projekt zmiany.
Regimenty wojska koronnego miały sobie prawem 177.”> r.
dozwolony tak zwany -.wolny bęben, to jest werbunek w mia- stach królewskich, duchownych i dziedzicznych z wyjątkiem « si szlacheckich. Departament wnosił, ażeby miasta dobrowolnie sanie dostarczały rekrutów. Żądano do autoramentu cudzoziem- skiego tysiąc głów rocznie (liczba cala wojsk koronnych wyno- siła 13,613 głów;, ludzi miedzy 18 B 80 rokiem, których za ude- rzeniem bębna miano dostarczać. Zaciągowi służyć mieli lat dziesięć, w ciągu których miasta mogły za nich dawać zastępców. Założono w tym roku kamień węgielny budowy nowej około koszar Ujazdowskich. W r. 1725 ojciec Stanisława Augusta
podskarbi w, litewski, za panowania Augusta II pierwszy założył
fco&Eary dla gwardyi. W r, 1729 następny szef jej, ks. August
Czartoryski, wojewoda ruski, wuj króla, powiększył je znacznie
i przyozdobił. Ks. Stanisław Poniatowski, podskarbi litewski.
i król pragnęli je teraz rozszerzyć i powiększyć. Na św. Jan
uroczyście kładziono kamień węgielny. Na placu czekał na króla
batalion gwardyi, komenda artyleryi, magistrat, cechy, marsza-
łek litewski (Jurowski i licznie zgromadzeni widzowie. Dla
N. Pana namiot dla spoczynku był przygotowany. Przemówił
ks. ilarnysz. dowodząc potrzeby gmachu, nuneyusz pobłogosła- wił Fundamenta, Zawadzki major podał królowi kielnię i młotek.
W kamień wk&ooo relikwie,
i hl< b. sol, medale i tablicę
z napisem. <irzmi»ly dtriał*
przy okrzykach na cześć
króla… na ostatek pułkownik
gwanlyi rimitz przemówi!
z dziękczynieniem.
Porządkowała się też we
MIII II li względach stolica,
której dotyd LinJliMifcliH
rzucali brak bruku, oświetla-
Bdl i lądu. Wydano rozporzą-
dzenie, ateby miast., latarnia-
mi oświecone było, Luty.i
i Ibowiazaai EOStaU do palenia
latarni posiadacze handlów,
aptek, poczta, klasztory. Za-
proszono uniżenie właścicieli
jialarnw. aby i oni od tego
się nie uchylali, ale nakazać
im nie śmiano. Przedsię-
biorstwo fiakrów publiczny rh . zyski iw nr znać . miału go
hic narzucony przez urząd marszałkowski obowiązek palenia
latarni przed Zygmuntem, przed palaeetu Uadziwillowskim. przy
murze rzeczy pospolitej, na Noweio Hieftcie, Mar\wilu i w rogu
pałne-u Ogińskiej,’! i. Dwanaście! latarni miało otwleoad ratim Bta
rego miasta, kilka Nowego; oświetlono bramy, gospody cechów,
iraktycrnie, bilardy, kawiarnie, drukarnie i i. p, pyl to mały
postęp od saskich CZ800W, gdy każdy pański powóz musiał] po
przedzać. pochodnie, dla których gaszenia umyślna- przed doma-
mi stały wyżłobione kamienie,
.Starano sit; też zaradzić wiotkiej po miastach śmiertelności,
z braku zupełnego lekarzy pi-Hiodzącoj, i król wy. lal d, l Kajfl
rozporządzenie, aiebj /. młasł i mjaeteeinh wszystkich woje-
wództw rzeczy|jospolitcj wysyłano uczniów na naukę do Kri
kowa. Wysyłanie bo byUl iil.uwiązkowc, OSIU ItO /”■’- uf i -/,■, nj| ni;i oznaczona, Akadi’inia krakowska była jodyną w kraju,
w której riiLiikii medycyny Boatalu poswldłowo urządzona, cho-
Franciszek Hirtiński,
wielki, marstattk koronni/. 888
ciąż piszący o tym czasie władnie Staszic w całą tę medycynę
krakowską nic wielką miał wiarę.
W stolicy mnożyły się drukarnie i księgarnie; prasy swe
mieli: Groll, Dufour, ks. Pijarowie, gazeta warszawska ipo-je-
zuickai. komisja edukacyjna, Misyonnrze.
Oprócz księgarni może najlepiej wyposażonej M. (irnlla i
piętrze w Marywtlu, zaopatrzone równie były obficie Dufoura,
sprowadzonego przez ( ‚zartoryskich, który miał drukarnię na
Starem mieście i wydawał dosyć wicie książek, niemiecka Trat-
tner’a, Augusta Poser’a, Macieja .Szczepańskiego w bramie No-
wnmiijskiej. Znbicgliwy Gnili posyłał już książki na kontrakty
do Mińska. Nowogródka, Łęcznej i Berdyczowa. Gruli dniko-
wał wiele, ale dla malej ilości czy telników (Niemcewicz!: nie odbi-
jano nnówczns więcej egzemplarzy dziel nad pięćset, stąd wielu
rzadkość pochodzi.
Do zabaw chyba policzyć można odprawioną kapitułę Mal-
tańską i ogłoszoną unii; ■/, językiem niiglu-bawarskiin, do którego polski się przyłączył.
Król d. !> Listopada przed audyencyą posłów obcych przyj-
mował kawalerów w paradnych mundurach, z wielkim przeorem
na czele, którym był książę podskarbi Poniński. W następną
Niedzielę u Dzieciątka Jezus mmcyusz odśpiewał Te Deum za
tak nadzwyczaj potnyśiny wypadek długich układów, które za
przeważną protekcyą N. cesarzowej do pożądanego przyszły
skutku. Składano dzięki ambasadorowi.
Król z dawnych swych przyjaciół i sług wiernych straci!
w tym roku opuszczonego, zapomnianego podskarbiego T> zi-n-
hauza, zmarłego w Warszawie d. 81 Marca. Ostatnie lata spę-
dził ten tak czynny niegdyś człowiek na rozmyślaniach religij-
nych i czytaniu, którego wprzódy nie lubił, w nich szukając
pociechy. W wigilię dnia ostatniego pisał jeszcze sam i dykto-
wał wieczorem. Pogrzeb odbył się w cichości, ks. Łuskina tylko
pobożności jego oddał pochwały należne. Znać rachunki własne
nie lepiej utrzymywał podskarbi od skarbowych, rodzina bowiem
wkrótce potem protcsowala, że blankietowych długów jego pła-
cić nie będzie.
Zmarł także komendant Kamieńca, stary de Wit te, który
służył w artyleryi lat prawie sześćdziesiąt, od 1716 roku.
Ważniejszym nad inne, zdaniem naszem, wypadkiem tego — 333 —
roku było ukazanie się dzieła, które jutrzenką reform nazwać
można; nie uczyniło ono może tak wielkiego wrażenia w pierw-
szej chwili, lecz z każdym dniem zajęcie rosło, mnożyły się
uwagi, roztrząsania i ruch umysłów wszczął się od tej małej
iskierki.
Mówimy o Uwagach nad tyciem Jana Zamojskiego, kanclerza
i hetmana w. k., do dzisiejszego stanu rzplitej polskiej przysto-
sowanych. (1785).
Mało dzieł większy na naród wpływ wywarło nad tę skrom-
ną, ułomną z wielu względów, szacowną z wielu i drogą, niefo-
remną i niesystematycznie ułożoną, ale natchnioną i gorącą
książkę, wydaną w r. 1785, wkrótce rozchwytaną i parękroć
przedrukowaną, z której zrodziła się cała można powiedzieć
literatura pism o reformie społecznej w Polsce.
Tajemnicą tej książki było, że przychodziła w porę, że to,
co było w powietrzu, co ciężyło niewypowiedzianie, pierwsza
miała odwagę wyrzec głośno, niekiedy z dosadnością szorstką,
ale z uczuciem wielkiem, które mówiło do serc i w umysły się
silnie wrażało.
Uwagi te, jak powszechnie wiadomo, stworzyły albo raczej
rozwinęły tego ducha, który sejm czteroletni ożywiał.
Słówko naprzód o ich autorze, którego długie życie zmie-
niło później fizyognomię, nie tykając charakteru. Staszic jest na
swój czas już przeto osobliwszem zjawiskiem, że to plebejusz
wykształcony, nie szlachcic, który śmie, sine debitea reverentia,
narodowi szlacheckiemu dawać surowe nauki i rzucać mu w oczy
smutnemi proroctwy . — Wielkopolanin, urodzony w Pile w roku
1755, syn burmistrza małego miasteczka, wynosi z rodzicielskiego
domu wstręt do rzeczypospolitej, w której człowiek się od szlach-
cica zaczynał. Około 1775 roku, krąży on dla nauki po Niem-
czech, studyując w Lipsku i Getyndze nauki przyrodnicze. W Pa-
ryżu trafia na epokę Voltaire’a, RaynaFa, Mably, Rousseau, St.
Pierre, na encyklopedystów i ich idee.
Jak one doń przystały, łatwo pojmie każdy: miały cały urok
świeżości i wzniosłych prawd były tłomaczami.
Szlachetna dusza bierze z nich, co do jej natury przypada.
Nakarmiony nauką, przejęty myślami, Staszic powraca do rze-
czypospolitej szlacheckiej — ale z piętnem swojego pochodzenia,
— 334 — którego nie kryje, a którego światło i nauka nie tylko nie starły,
ale je uwydatniły.
Tu dlań miejsca niema nigdzie — w towarzystwie się ludzie
od niego odwracają, drogi wszelkie dlań zamknięte; capaciiatem
daje tylko ród uprzywilejowany — nie szlachcicowi w ciasnem się
trzeba kółku obracać. W chwili, gdy zrozpaczony szukać miał
w zaciszu pociechy w pracy — żywego umysłu, wyższy nad prze-
sądy Wybicki, znalazłszy w nim niespodziewane przymioty, wpro-
wadza go i poleca domowi czcigodnego Andrzeja Zamojskiego,
eks-kanclerza, którego widzieliśmy usiłującego napróźno — jak
mówił — uleczyć Babilon.
€.’
Tu umieszczony Staszic, czerpiąc z biblioteki i archiwum,
patrząc na nieszczęsny stan kraju, ze zgorzkłej duszy, po odrzu-
ceniu kodeksu Zamojskiego, wyrzucił natchnione miłością Polski
Uwagi.
Lecz miłość to była rozumna, nie pochlebiająca, ani się wa-
hająca powiedzieć prawdę, choćby ją potwarzą nazwać miano.
O tern dziele dziś sprawiedliwie sądzić nie można, chyba
przenosząc się w tę chwilę, gdy się ono ukazało. Bezwzględny
sąd byłby niesprawiedliwym. Dziś praca ta niesystematyczna,
deklamatorska, nierówna w wykonaniu, ułomna, może się nam
wydać słabą i obudzać podziwienie tern, że tak potężny wpływ
wywrzeć potrafiła. Ale są w niej ziarna złote, z których wy-
rosły idee błogosławione, jest w niej tchnienie owo ciepłe, któ-
rego ducha by najsystematyczniejsza praca nie zastąpi. Uczeniej
sklejone dzieło Wielhorskiego przeszło bez rozgłosu. Uwagi zbu-
dziły, jak bicie na gwałt o północy.
W r. 1785 a nawet później, gdy sejm czteroletni wykształ-
cił opinię narodu, przyswoił mu wiele now r ych idei, zasadnicze
pomysły Staszica, były jeszcze niezmiernie zuchwałą nowością.
Większa część rzeczy pospolitej, panów i szlachty stała przy
wiekowej budowy podstawach, i choć gmach się walił, choć ru-
nęła część jego, nie pojmował, by świętokradzką rękę do prze-
budowania przyłożyć się godziło. Czarodziejski wyraz „wol-
ność” omamiał nieszczęśliwych, a kładziono go nawet tam, gdzie
oznaczał niewolę. Elekcye, liberum veto, przywileje szlacheckie,
pierworodztwo szlachty — były źrenicą swobody — nie godziło się
nawet tknąć tego palladium rzeczy pospolitej. Chciano się bod
v — 335 —
w gruzach zagrzebać, stojąc w obronie zgubnych praw, które
do upadku przywiodły. Jeden z pierwszych Staszic miał odwagę rzec im: — Zginie
Polska, jeśli się nie odrodzi z ducha, jeśli nie stworzy z motło-
chu narodu, jeśli niewolników nie przerobi na ludzi, jeśli nie
zrozumie, co w istocie znaczy ten wyraz święty, nadużyty —
wolność.
Oprócz tego Staszic pierwszy miał męstwo, naówczas nie-
słychane, powiedzieć marzycielom w oczy, że w naturze jest
prawem, iż silą tylko zwycięża. Ciągnął on z tego wniosek, iż
siłę mieć i wyrobić ją potrzeba, wskazywał gdzie jej szukać, jak
ją zdobyć. Siłę tę pojmował on dwojaką, fizyczną i moralną,
szukał jej w podźwignięciu stanu mieszczańskiego i włościan,
ale zarazem w podniesieniu charakterów u szlachty, której wprost
i otwarcie — podłość wyrzucał.
Wrzało w nim (to jego wyraz), gdy myślał o nędzy ludu,
o nieładzie rzeczypospolitej, o ubóstwie z niego zrodzonem.
Ta rzeczpospolita, chlubiąca się wolnością, w której na sie-
dem milionów było sto tysięcy ludzi rzeczywiście wolnych, oby-
wateli, ta Kartago, wijąca wieńce Rzymianom, zamiast włosy so-
bie obcinać na cięciwy — wzbudzała w nim nie litość już, ale
obrzydzenie.
Wielkim głosem Kasandry wołał: — Zginiecie! zostaniecie
rozszarpani, bo lud nie kocha kraju, w którym cierpieć musi,
boście się oduczyli poświęcenia, a znikczemnieli i spodlili.
Staszic jest — mówiąc dzisiejszym językiem — radykalistą
w swych uwagach: nie chce ani myśli szanować puścizny prze-
szłości. Stoimy nad przepaścią — powiada — powoli kroczyć
ku lepszemu nie czas, tylko gwałtowna zmiana ocalić może.
Życie Zamojskiego jest dlań tylko pretekstem, pozorem, ty-
tułową kartą. Sama ta postać wielkiego męża stanu śmieje mu
się tylko swą cnotą, ale za wzór dla nowych czasów służyć nie
może. Reformy Zamojskiego za Batorego były dobre, za Stani-
sława nieby już nie znaczyły. Nie pióra, ale oręża i maczugi
potrzeba było, coby ruiny obaliła. Trzeba było stworzyć naród —
bo go nie było. Sto tysięcy owej szlachty nasiennej miało po-
dać rękę milionom, abv krajowi pozyskać synów i obrońców.
W ołw wieku zapowiada Sta-
azk ństwu, co stało i żyło 336
przywilejem. Męstwo to było wieikie, bo ta część narodu, CO
czytała i myślała, właśnie autorowi musiała być nieprzyjazna,
targał się bowiem na jej przywileje, na byt jej. Ale Staszic ra- chował na groźby politycznych stosunków, na młodzież już no-
wym owianą duchem, na działanie nieprzeparto prawdy — a zre-
sztą— vox clamantis in deserto— spełniał obowiązki, nie troszcząc się
o skutki.
Rzućmy okiem na tę książkę w historyi ducha polskiego
tak wielkiego znaczenia.
Patryotycznym natchniony zapałem wstęp oddaje hołd cno-
cie eks-kancłerza Zamojskiego, „który, że zalecał sprawiedliwość
dla wszystkich ludzi, już w narodzie utracił zaufanie”.
Nikomu z panów dzieła swego przypisać nie życzył, „bo te
samolubne dusze, i po ostatniem doświadczonem nieszczęściu (po-
dziale Polski) równie podłe (bu?) jak za panowania Sasów, tak
za rządów Stanisława Augusta, trwały tylko przeciwko sobie
w zawziętości i kłótniach”. Przypisał więc dzieło swe całemu sta-
nowi rycerskiemu, polecając mu lud, a przypominając Kartagiń-
czyków, którzy wobec niebezpieczeństwa łączyli się wszyscy, dali
wolność niewolnikom, palące, kościoły, rynki publiczne zamie-
nili w kuźnie, nieśli najdroższe sprzęty, aby je przekuto na orę-
żc, a kobiety na cięciwy do łuków obcięły warkocze. Taka tam
była miłość ojczyzny.
Na pierwszym wstępie Staszic położył Wychowanie, wyka-
zując, że jak skoro teologia zajęła miejsce nauk innych i góro-
wać nad niemi zaczęła, nastąpił upadek i odrętwienie.
^Doświadczenie — pisze — nazwano czarnoksicstwem, nauka
zmieniła się W bezmyślną uprawę formułek scholastycznych”.
Staszic wykazuje ważność wychowania i wpływ na narodów
losy, określa, jakie ono być powinno w rzeczypospolitej. Zasady,
których się tu trzyma, są z idei XVIII wieku zrodzone. Nie
wiele ceni ówczesną medycynę, metafizyki nie widzi potrzeby,
teologię spekulacyjną usuwa zupełnie. Żąda oprócz rozwoju
władz umysłowych — ćwiczeń ciała, wyrobu sił {mens sana in eor-
porę sano), mustry, jazdy, taktyki, początków sztuki wojennej.
Chce, ażeby koinisya edukacyjna nie tylko nad publicznem wy-
chowaniem, ale i nad prywatnem czuwała.
Oburza go używanie Francuzów awanturników za nauczy-
cieli, gdyż „edukacya publiczna — mówi — jest bez porównania
— 337 —
gorszą we Francyi, niż w Polsce (38) a . Podróże za granicę nie
chciałby mieć dozwolonemi młodzieży, aż po kilku leciech służ-
by cywilnej lub wojskowej. Naostatek dotyka też wychowania
kobiet, o którem naówczas nie pomyślano nawet, chcąc zabro-
nić także kobietom wyjazdu za granicę, aż do wychowania
dzieci. Po wychowaniu idzie prawodawstwo; historyczny przebieg
obrad prawodawczych narodu dozwala mu wskazać wady ich
organizmu. Liberum veło zowie despotyzmem jednostki. Sejmy
co lat dwa po sześć niedziel znajduje rzadkimi i nieskuteczny-
mi, gdyż potrzeby nie czekają. Mówi potem przeciwko elekcyi
królów, jako jednej z najgłówniejszych przyczyn wszystkich
nieszczęść.
— „Tam, gdzie król — pisze — ani w prawodawstwie osobnego
stanu nie czyni, ani podatku nie stanowi, ani wojskom hetmani,
gdzie szkodzić władzy nie ma, nagrodami psuć ludzi bardzo rzad-
ko może — tylko wykonania praw jest stróżem, następstwo tronu
wolności nie grozi” (51).
Do tronu zaleca Polaka, a wyborcą jego chce mieć sejm.
Tu mówiąc o naturze stowarzyszeń ludzkich, podnosi to
prawo natury, iż słabszy będzie ulegał mocniejszemu, gdy u nas
częstokroć działo się przeciwnie. Uwagi o niebezpieczeństwie
położenia Polski wpośród rządów samowładnych, silnych, gdy
republikański powolny, jawny, przy nich słabszym być musiał—
są bardzo trafne. Dla nadania siły rzeczypospolitej, żąda oba-
lenia oligarchii, nadania wolności miastom i udziału w prawo-
dawstwie. Wracając do sejmów, chce je mieć stałymi, nieustan-
nymi, z władzą razem prawodawczą i wykonawczą, z wyborem
posłów co lat dwa.
„Cechą każdego prawa dobrego — mówi — jest powszechność”
(62); piękna i pełna prawdy myśl. Wyjątkowe prawa są dowo-
dem słabości.
W sejmach chce, żeby rozstrzygała większość dwóch trze-
cich głosów.
Władzę wykonawczą chce mieć połączoną razem z prawo-
dawczą, a naród cały wielką i jedną spójną rzpltą z królem
na czele.
Uwagi o wiekuistych sporach między królem a narodem,
o obawach zamachu na wolność, są trafniejsze, niż środki wska-
PoUka w czasie tratch rosbioróir. T«a I. 22
— 338 —
zane dla zaradzenia złemu. Radę nieustającą przy królu, ja-
kibykolwiek był jej początek, zowie Staszic szczęśliwą instytu-
cyą, zapobiegającą nierządowi.
Władzę sądowniczą chce mieć docześnie powierzaną ludziom
co lat sześć wybieranym, wszelkie trybunały i sądy, ze ściślej określoną kompetencyą zreformowane, szczególniej sądy krymi-
nalne i trybunały. Wspomina tu lekceważenie pamiątek i nie-
ład w archiwach.
Wszystkie biskupstwa chce mieć zrównane w znaczeniu
i uposażeniu.
Następny rozdział poświęca niezgodom wewnętrznym, wa-
śniom i sporom rodzin możnych.
Chce dla rzplitej „handlu wolnego u za umową z sąsiadami
i zgodą wszystkich narodów ( Abbó de St. Pierre). Dopokąd han-
del na morzu i lądzie wolny nie będzie, radzi narodowi własnym
przemysłem i płodami się obywać. Wywóz jak największy być
powinien, zakup jak najoszczędniejszy. Chce więcej portów, żąda
podźwignięcia przemysłu i rolnictwa przez oswobodzenie ludno-
ści wiejskiej i wolność dla dzieci chłopskich wychowania, pracy
i osiedlania sie.
To są uwagi ogólne, po których następuje rzut oka na fak-
tyczną tylko przewagę Rosyi w Polsce. Maluje Brandeburczyków
jako groźnego nieprzyjaciela, od którego Polska tylko oddaniem
się jednemu z najmocniejszych domów panujących w Europie
ocalić się mogła. Sympatyczniejszym mu daleko jest Józef n.
Następuje bardzo ważna materya wojskowa. Po uwagach
ogólnych nad pierwiastkowem powstaniem sił zbrojnych, przecho-
dzi ad medias res.
Pieniądze i sztuka są wojny duszą— powiada — Polacy tych
praw mocy nie chcieli pojąć, ^dobrowolnie giną* (121).
Polska miećby powinna najlepsze wojsko a nie ma żadne-
go; w pruskiem i cesarskiem wojsku najlepsi są Polacy — ale to
lud wieśniaczy. Uwzględniając tradycyę, Staszic całą szlachtę
chce mieć rycerstwem, ale rzeczywistem nie tytularnem, czyn-
nem. Chce popisów stałych po województwach.
Województwa sfederowane, jak szwajcarskie kantony, miały
każde z osobna pewną liczbę głów utrzymywać.
Była to epoka, w której wierzono jeszcze w leges sumptua-
riae, uległ i Staszic nałogowi rządzenia tem, co sobą rządzić nie
— 2180 —
daje; chciał, by przykład oszczędności szedł z góry. Ilekroć po
drodze może powtórzyć intcrlocutorie, że swoboda całego narodu
nie jednej klasy rękojmią jest jego siły— czyni to i w całej księ-
dze prawdę tę wydzwania przy każdej sposobności. Chce mieć
w królu wzór cnoty, chce w nim mieć rzeczywistego wodza na-
rodu. Tu kreśli obraz króla złego i dobrego, stróża praw i t. p. Tu przypada marzenie… na jawie nie mógłby był może
śnić podobnych rzeczy, opowiada więc widzenie swe we śnie.
Po tym śnie przeciera oczy, przerażone widokiem klęsk zrzą-
dzonych przez instytucye. „Niewola, gwałt, bezźeństwo, publicz-
ne cudzego majątku odzierstwo, prawem upoważnione. Takie
barbarzyństwo w XVIII wieku! Rzeczpospolita z takiemi pra-
wami, mająca sąsiadów cesarza i króla pruskiego, czyi długo
utrzymać się sądzi?~ (‚142 1.
Wracamy znowu z autorem do prawa oszczędniczego, ale
w innem rozumieniu; mowa tu o podatkach, o ich zwiększeniu,
o gospodarstwie krajowem i finansach. Niektóre myśli, tyczące
się gospodarstwa (podział majątków na mniejsze), wywozu pie-
niędzy z kraju, handlu, zwiększenia obrotu kapitału narodowego
i t. p. są bardzo trafne. W ogóle zdrowy rozsądek autora od-
gaduje prawa, których nauka później istnienie odkryła.
Boli go wysypywanie ogromnych sum na zbytkowne towa-
ry, przychodzące z za granicy.
^Milsze jest to piwo, które mieć z własnej ziemi możemy —
pisze— niżeli to wino, w którem z rąk nieprzyjaznego cudzoziem-
ca potykamy niewolę*.
Obrachował autor, że Polska naówczas więcej konsumo-
wała, niż wytwarzała pracą, trzeba więc było, ratując się, albo
konsumcyę zmniejszyć lub produkcyę podnosić. Fabryki i prze-
mysł, dla oswobodzenia się od zależności z zagranicy, dźwigać
należało. Tu wymownie odezwał się do króla, tak jak niżej
wskazując prawa oszczędności przeciw zbytkom, „szlachetnym
Polkom L polecał zachętę do ich wykonania.
Mowa jest dalej o podatku, którego ustanowienie, pomiar-
kowanie, rozdział, stanowiły wówczas największą trudność. Szło
się trochę omackiein.
Staszic wskazał dla przykładu podatki innych krajów, a za
podstawę ich chciał mieć statystykę dokładną urodzajów, ko-
sztów produkcyi, czystych dochodów, rozkładając później podatki
— 340 —
od osób, od rzeczy, od dochodów i ziemi. Wykazana potrzeba
katastru i przygotowawczych doń wiadomości. Głosuje w końcu
za jednym podatkiem powszechnym i sposób ustanowienia go
i wybierania wskazuje. — Ówczesne podatki składały się z podyr
mnego, cła, pogłównego żydowskiego, loteryi, stempla, tabaczne-
go, solnego, czopowego, podatków szlacheckich i t. p.
Starostwa radził obrócić na utrzymanie milicyi krajowej. Brak systcmatu w całym wykładzie, przerzucanie się z je-
dnej materyi w drugą, do zbytku się tu czuć daje.
Rozdział Polska jest na pół widzeniem, na pół kazaniem
przeciwko Liberum vcto, elekcyi i niewoli ludu.
r Własność i równą dla wszystkich osobistą wolność” (217) —
poleca znowu jako zbaw’enie.
„Prawo wezwie równic cudzoziemców, jak Polaków, tak
chłopa, jak szlachcica, katolika, lutra, kalwina i Żyda, i Greka
i Turczyna do sadowienia się, do objęcia gruntowej własności
i obywatelstwa w Polsce— aby rozmnożyć co rychlej te siedem
milionów ludzi”.
Obrazy kraju sielankowe obok tragicznych, satyryczne
i smętne micniają się i przesuwają. Po kilkakroć w różnej for-
mie wraca myśl jedna, uparta, której treścią zawsze — swoboda
dla wszystkich, praw równość, obrona przeciwko naciskowi sa-
mowładztwa.
Oto obraz elekcyi: — „Spostrzegłem i tu owych bogaczów,
uwijających się od jednego człowieka do drugiego z workiem
pieniędzy, z podłymi ukłony i z butelką wina. Każdy płacił,
prosił i poił, aby go królem obrano. Wtem przybył z wejrze-
nia wspaniały i urodziwy młodzieniec. Nagle owi wolni elekto-
rowie wołali bez uparaiętania: — Vivat król z wolnością i zgo-
dnymi głosy obrany!…”
Kończąc uwagi, podaje sposób ratowania Polski od nowego
podziału. „Kto wolności ofiar czynić wzbrania się, ten jej darów
niegodnym się staje”.
Co tu radził Staszic w r. 1785, to samo prawie, on w roku
1815 doradzał znowu, aby Polacy obrali królem jednego z naj-
silniejszych panujących w Europie domów i jemu oddali władzę
monarchiczną nad sobą pod trzema warunkami: „aby ciało Pol-
ski osobne składało królestwo — zachowanie prawa neminem cap-
twabimus, i — władzy prawodawczej przy królu, ale z radą.
— 341 —
Na tern się kończą uwagi. Uderza w nich, mimo nieładu
i niesystematyczności, wiele myśli zdrowych, które na później-
sze postanowienia wielkiego sejmu wpływały. Staszic chciał:
zniesienia elekcyi, sejmów nieustannych z posłami co lat dwa
odnawianymi, głosowania na prawa dwoma trzeciemi przecho-
dzących, u boku króla rady, zespolenia władzy prawodawczej
z wykonawczą, reformy sądownictwa, wojskowości, zwiększenia
podatków i siły zbrojnej, podniesienia gospodarstwa, ale przede-
wszystkiem zrównania stanów wobec prawa, uwolnienia i upo-
sażenia włościan, oswobodzenia miast i głosu prawodawczego dla nich, tolerancji zupełnej, praktycznego wychowania obywateli.
Pomimo to wszystko, co doradza gorąco, przebija się ciągle
myśl, iż kraj się nie ocali inaczej, jak dynastyę obcą, silną
związkami osadzając na dziedzicznym tronie*).
W r. 1815 Staszic w wydanej broszurze widział jedyne zba-
wienie w połączeniu z Rosyą, uwierzywszy w szczerość nadań
Aleksandra…
Dziwna mieszanina utopii i realizmu w tem dziele Staszica;
przez ucznia francuskich encyklopedystów przegląda w nim
zdrowy polski rozsądek.— Do książki, dla usprawiedliwienia jej
tytułu, dodana jest rozwlekła, deklamatorska pochwała Jana Za-
mojskiego, w której też same myśli się powtarzają.
Jakże to wymowne wyrazy: (345) „Lud, który przy obronie
swojej ziemi ginie, w potomności litość budzi, a w najdłuższe
czasy będzie wielbiony”.
Szacowny tu rozrzucony materyał do obrazu Polski około
tego czasu, choć go mozolnie wyszukiwać potrzeba. Weźmy
parę przykładów.
r Większą Polski połowę zabierają te nieprzedarte, czarne
lasy, w których nie słońca promienie, lecz nieprzyjazna każde-
mu użytecznemu stworzeniu wilgoć swoje brzydkie mnoży po-
twory. Tam człowiek przystępu nie ma, pracowite bydło ży-
wności nie znajdzie. Przy samym wstępie przeraźliwe wilków
wyezenie odstrasza, głębiej widzieć tylko niedźwiedziej łapy
ślady drapieżne. Tu leżąc długo rozciągnięte, z liścia i z kory
odarte gałęzie i kłody, tam podnosząc się z spróchniałych drzew
na mogiłach mogiły, wystawiają śmierci obraz. Porywa jakaś
) Chociaż, juk wyżej mówiliśmy, z zasady rad był mieć Polaka na tronie.
— U2 —
okropność. Tymczasem w tej powszechnej ciał zgniliżnie snują,
wiją się żmije, węże, jaszczury, albo skurczone leżą, albo zwolna
czołgają się inne, aż grube od jadu gadziny, to obrzydłe dzikiej
natury, ale nie rządu dobrego płody… u
„Stoją więc od stu lat równie szerokie i długie, co prawem
upoważnione, choć nieużyteczne lasy. Nic ich nie narusza, chy-
ba czasem wicher północny rzuca się w kniei pośrodek, tam
porwawszy się w zapasy z najgrubszym dębem, po kilkakroć
zgina go, ku południowi i ku północy, wreszcie nagle z korze-
niem w górę szarpnąwszy, rzuca o ziemię z niezmiernym trza-«
skiem”.
„Ody by te lasy nie zasłaniały, ujrzałbym tu stąd zbyteczne pastwiska, nieskończenie zarosłe, oset i chwast rodzące kilko-
letnie odłogi. Widziałbym każdej rzeki nadbrzeża, milę drogi
niedostępne, rokiciną i zgniłem trawskiem okryte— stawy kilka
mil rozległe i zapchane trzcińskiem i zalane błockiem, których
żyzny namuł, zamiast rodzenia pszenicy, dusi swym smrodem
pobliższe mieszkance. Owszem ukazałyby się całe powiaty ło-
ziny— modrzewnicy i pastwiska, oparzysk, trzęsawisk i bagnisk,
które nic nie żywią, chyba gdzie niegdzie żaba zaskrzeczy, a które
rowami osuszone mieściłyby człowieka milion u .
Jak Staszic umie sprawiedliwość oddawać narodowi, gdzie
mu ona należy, oto dowód w uwadze, która się doskonale godzi
i potwierdzi wyżej przywiedzioną P^ssena. „Ze wszystkich Euro-
py narodów tylko Polak zakrwawionym fanatykiem nie był.
Niech to będzie chwałą republikanckiego rządu— pod nim każdy
obywatel jest bratem. Chociaż religia lud rozróżni, ten rząd,
jednych czyniąc zawisłymi od drugich, wszystkich towarzyszy
i łączy a .
Ale nie przebacza wadom i obyczajom narodowym. „W roku
1785 — powiada — chociaż i sejmiki spokojne i trybunały trzeźwe
były, okazuje się z rejestrów celnych, że w przeciągu osiemna-
stu miesięcy 36,000 beczek samego tylko wina węgierskiego
wprowadzono do Polski. Beczkę po dziesięć czerwonych złotych
rachując, wyszło z kraju pieniędzy blizko siedmiu milionów. Le-
dwie nie drugą połowę wprowadzono kontrabandą. Nadto fur-
mani sami tylko Węgrzyni bywają. Strach pomyśleć, jak wiele
przepijamy win innych francuskich, reńskich, włoskich, hiszpań-
skich”. 343 —
Sejm poprzedzający myślał o zachowaniu lepszem archiwów,
które w większej części bez dozoru leżały. Oto, jak Staszic
opisuje ówczesne ich zaniedbanie:
„Przejeżdżając przez kraj, widziałem w starostwie… jeszcze
za Bolesławów stawianego zamczyska cztery ułomki i baszty
kawał piąty. W tern bez okien, bez drzwi i bez dachu, w nie-
wygodnem sowy i kuny mieszkaniu archiwum butwieje. — W sta-
rostwie… na bakier pochylony odwieczny lamus, szczurów i my-
szy stolica, obywatelskimi papiery swe żywi mieszkance. Nie-
jeden obżarty szczur, jak niegdyś bezsumienny Tyzenhaus, ró-
wnie prędko cudzą wieś niszczy. W starostwie A. A., w karcz-
mie obok starościńskiej wódki leżą pod ławą szlacheckich ma-
jątków wywody. Patrzyłem z żalem, jak brzydka Żydowica,
manifesta podskarbiego… że mu już kraść zabroniono, JW. het-
manów, że odebrano im władzę czynienia gwałtów współobywa-
telom i manifesta księcia, pod swoje szabasowe mace lepiła”.
„Nasze wszystkie archiwa są wielkim, bez porządku rzu-
conych papierów stosem. Do niego cnota, ubóstwo i sprawie- dliwość rzadki ma przystęp; bo go pieniactwo, czas, łakomstwo
i pycha obstąpiły wkoło, i te ustawicznie w niem szperając,
jedne dokumenta niszczą, drugie płodzą…”
„W trybunale jeszcze większy nierząd… Ile razy mi się
z trybunalskiego archiwum wychodzić zdarzyło, z niewypowie-
dzianą bojażnią stąpałem, abym pod podeszwą której sieroty ma-
jątku nie wyniósł. Tylko w r Łucku przyzwoity i dla sądów i dla
kancelaryi dom widziałem, gród porządny, archiwum w porządku”.
Było to urządzone kosztem ks. Czartoryskiego, starosty
łuckiego.
X.
SEJM. ZJAZD W KANIOWIE.
1786—1787.
Opozycja i jej przewódcy. Groźby przedsejmowe. Czartoryscy. Hetman Rzewuski.
Księżna marszałkowa z zięciami. Potoccy, Ignacy i Stanisław. W. podkomorzy.
Szczęsny. Kasztel. Kamińska. Branicki. Sapiehowie. Hetm. Ogińska. Wielhor-
słri. Pośrednictwo dworów. Chreptowicz. Agitacye przedsejmowe. Partya austryacka.
Starania i zabiegi. Sejmiki rozdwojone. Wjazd prymasa. Sejm, rugi. Wrzawa
i tumult w sejmie. Wystąpienie Stackclberga. Statystyka sejmu i opozycyi. Wnio-
ski od tronu. Sprawy szlacheckie. Owoce sejmu. Sąd o sejmie. Pogłoski o no-
wym podziale. Partya pruska. Plany przyszłości. Kołłątaj o sejmie. Indygenaty.
Idee reform. Niemcewicz. Dyssydenckie spory. Cudzoziemcy, Warszawa. Zamek
i Łazienki. Teatr. Banti. Kontrakty Dubieńskie. Tańce — taniec polski. Karna-
wał w Poznaniu. Księgarnie. Biblioteka. Śmierć Sułkowskiego i Radziwiłła.
Polska po śmierci Fryderyka W. Nowa polityka Prus. Rosya. Podróż do Ka-
niowa. Towarzysze drogi. Król w Kaniowie. Polacy w Kijowie. Życzenia
króla. Potemkin i Branicki. Spotkanie z cesarzową — z Józefem II. Trembecki
o Katarzynie. Tulczyn. Wittowa. Podróż króla. Zamek krakowski. Król i Szczę-
sny. Potemkin. Milicyc wojewódzkie. Statek z Gdańska. Warszawa. Mundury i t. d.
Sejm. Zjazd w Kaniowie
»%~*-mm•.
Nieszczęśliwa -prawa I>jerun>^wej rozdrażniła mocniej je-
szcze nieprzyjaciół króla, którzy sę pokonanymi widząc, odwetu
pragnęli Następujący sejm nastręczał do tego sposobność. Przy-
sposabiano się doń z riajwiększemi bodaj ofiarami, a na czele
stał hetman Brani’ ki. który usiłował pieniędzmi pozyskać sobie szlachtę podlaska. .Sapieha, mający stosunki na Litwie, matka
jego znakomita intrygantka. Czartoryscy na Podolu. Szczęsny
w Bracławskiem. ks. Janusz Sanguszko na Wołyniu. Zastęp to
był nie do pogardzenia -i król. któremu słabo dopomagał Stackel-
berg, mógł w istocie stracić głowę.
Grożono mu większymi jeszcze skandalami, niż proces Do-
grumowej. W postępowaniu posła, mającego polecenie popierać
króla, znać było ociężałość jakąś, wahanie się, wreszcie może
wyższe rozkazy, które żywić opozycyę zalecały, aby nią zawsze
króla trzymać na wodzy, bo mu od 17tW r. już nie dowierzano.
Smutne w istocie było położenie króla, który oprócz pry-
masa nikogo przy sobie nie miał, coby nim umiał pokierować,
a bez kierownictwa zawsze ten nieład panował. Król upadał na
zdrowiu i siłach. Spisek przeciwko niemu zastraszał go. Sejm
obiecywał się burzliwym.
„Opozycya ta- -pisze Essen — nie powinna mu była wyda-
wać się straszną. Składała ją w większej ezęśei młodzeiż nie-
— 348 —
rozważna, ludzie zrujnowani majątkowo, płosi, stare kobiety, za-
palone a kłótliwe. Jednakże król i familia obawiali się ich. Nikt
radzić nie umiał oprócz jednego prymasa, który wszystkiem kie-
rował i prowadziłby sprawy te, gdyby chwiejność i słabość nie
wadziła. Szło wszystko trochę na oślep, bez ładu, kobiety z oto-
czenia króla mieszały się, rządziły, roznosiły plotki, których on
niepotrzebnie słuchał. Gdy nadchodziły depesze, czytała je naj-
przód hetmanowa Branicka, dawała zdanie swoje, spierano się
o nie, roztrząsano, król najczęściej nie wiedział, co począć”.
Gotująca się do wystąpienia w sejmie opozycya składała
się z bardzo różnej wartości ludzi, rozmaitymi węzły połączo-
nych z obozem…
Mimo wszystkich swych przymiotów książę generał nie od-
znaczał się wcale energicznym charakterem, dał tego dowód
najlepszy w procesie Dogrumowej, w którym pozwolił się po-
ciągnąć i powodować Potockim, naglonym i zmuszonym do wy-
stępowania przeciw królowi przez ks. marszałkowa. Niema naj-
mniejszej wątpliwości (Essen), że nigdy w zamach na swe życie
nie wierzył, ale go wplątano, nie mógł się już wycofać, i mę-
czył się, szczególniej gdy mu z Wiednia znać dano, że cesarz
miał się z tern odezwać, iż ta historya zaszczytu mu nie przy-
nosi. Usiłowano więc, dla oczyszczenia się z niej, nadać jej po-
zory prawdopodobieństwa.
Ze znalezienia się księcia generała w sprawie Dugrumowej
można już powziąć wyobrażenie o jego charakterze, szlachetnym
acz lekkomyślnością wieku i płochością jego skażonym. Widzi- my go tu dającego powodować sobą aż do słabości i wplątane-
go w kabałę, z której śmiałem uznaniem omyłki wyjść nie ma
siły. Kilka rysów współczesnych dopełni wizerunku człowieka,
który ogromny i, nie wahamy się dodać, zbawienny wpływ wy-
wierał na społeczność, otaczającą go, a byłby nieskończenie jej
użyteczniejszym, gdyby mu na powadze i mocy charakteru nie
zbywało — tak jak mu na wszelkich nie schodziło talentach
i zdolnościach.
Jakże pełną znaczenia jest ta autentyczna, z listów współ-
czesnych zaczerpnięta powieść o ks. Adamie, który w roku nie-
szczęsnej pamięci 1773 ma serce i wolę zabawiać się w misty-
fikacye. „W Kwietniu 1773 r. opowiadano sobie doskonałego
figla ks. Adama, z którego śmiała się cała Warszawa. Między
— 349 —
damami rozeszła się wieść o przybyciu doskonałego chiromanci-
sty, który gdzieś w ustronnym dworku na przedmieściu miał
mieszkać; damy, ciekawe przyszłości, jedne po drugich zaczęły
ciągnąć do niego. — Tajemniczy wieszczbiarz przyjmował je
wszystkie w izdebce ciemnej, wśród dziwnych magicznych przy-
rządów, osłoniony peruką, zakryty okularami, a od dowiadują-
cych się jutra musiał dopytywać o wczoraj. Tak się wiele rze-
czy ciekawych dowiedział. Tym chiromancistą był sam książę
generał, a wypadek nosi datę kwietniową 1773!!! Moszczeński
w swym pamiętniku tak go maluje: „Miał on rozumu wiele, któ-
ren zowią 1’esprit, wiadomość rzeczy wielką, języki: swój własny,
francuski, włoski, łaciński i niemiecki posiadał doskonale, weso-
łość miał przyjemną, dowcipu wiele, publiczność sobie skarbił
ściskaniem i całowaniem wszystkiej szlachty w głowę i po imie-
niu znający i nazywający wszystkich obywątelów i szlachtę, co
mu w początku wielką w kraju popularność robiło, lecz wkrótce
tej monety znikła wartość, bo jego ściskanie i całowanie szlach-
ty wzięto za żarty. Lubił nauki, uczonych, zajmował się edu-
kacyą młodzieży w korpusie kadetów. Książę generał był pra-
wie króla rówieśnikiem— nie wysoki, ale pięknej i ujmującej po-
staci, pamięci doskonałej, wyborny łacinnik, wesół, dowcipny
i zamiłowany w teatrze”.
Księżna generałowa, niegdyś tak królowi przyjazna, ale
lekkomyślna i roznamiętniająca się łatwo, a nadewszystko ks.
Lubomirska, która także zaczęła od najczulszej przyjaźni dla
Stanisława Augusta, by skończyć na najzajadlejszej nienawiści —
kobieta namiętna i mściwa — wiodły opozycyę. Księżna Adamo-
wa ufała wielce w to, że zięciem miała księcia wtirtemberskie-
go, którego za kandydata do korony stawiono. Chciano więc co
najrychlej króla obalić, i knuto przeciwko niemu intrygi, podu-
szczając nań, co żyło.
Pod rozkazami generałowej stał posłuszny jej i oddany zu-
pełnie hetman polny Kzewuski, którego do siebie przywiązać umiała. Postępowanie jego nie było bardzo zrozumiałem. Wła-
sna siostra miała się o nim wyrażać, iż go rodzaj jakiegoś szału
opętał. On sam tłomaczył swą niechęć przeciwko królowi tem,
że mu nie pozwolił sprzedać urzędu.
Za księżną marszałkowa szli przez nią przymuszeni do wy-
stępowania zięciowie: marszałek Ignacy Potocki, któremu ks. 350 –
Lubomirska za udział w sprawie Dogrumowej darować miała pa-
łac ceniony 30,000 dukatów. Ignacy Potocki z dawna króla nie
lubił, bo król też nie krył się wcale z niechęcią ku niemu.
Pchnięty gwałtem w sprawę majorowej, czynnym był w niej
bardzo i zarzucano mu, że będąc sędzią, zarazem był jej adwo-
katem i doradcą. Już w tym czasie przyznawano mu wielką
zdolność i naukę, chociaż nieprzyjaźni nie wierzyli w jego serce.
Jawnem było, że ambicyę miał niezmierną, że nie zawsze pano-
wał nad sobą, że charakter jego był niespokojny, że bądź co
bądź, usiłował zająć stanowisko, któreby mu przeważną rolę
odegrać dozwoliło. Takim nam go maluje Essen, mimo całej
swej ku stronnictwu niechęci, i takim mógł być w istocie naów-
czas, czując w sobie siły, potrzebę działania i obowiązek.
Mniej jeszcze korzystnie sądzono o Stanisławie Potockim,
którego też ofiarą kilku tysięcy dukatów miała ks. marszałko-
wa skłonić do czynnej roli w sprawie Dogrumowej. Wiedziano,
że był zadłużonym, że nie miał nic do stracenia, że głowę miał
zapaloną i że, jak wszyscy Potoccy, uważał swą rodzinę za wy-
żej stojącą nad wazclkie prawo i mogącą czynić, co się jej po-
doba. (Essen).
Wielki podkomorzy Potocki nie był wmieszany w sprawę,
ale dla króla równie z innymi źle był usposobiony od czasu, jak
mu ręki siostrzenicy odmówiono. Był on już naówczas namiętną
grą zrujnowany i długami przywiedziony do ostateczności. Szczę-
sny Potocki należał także do familijnego związku, był nawet je-
dnym z jego przewódców. Nie tajne były nikomu jego sympatye
dla Rosyi; miano go za prostego i ograniczonego człowieka, ja-
kim wcale nie był. Niezmierna ambieya, której talenta nie do-
równywały, poparta fortuną olbrzymią, dozwalała przewidywać,
do czego dojść może… On także stał w opozycyi, nie odłącza-
jąc się od rodziny.
Tej lidze familijnej Potockich przewodniczyła gorąca króla
nieprzyjaciółka, pełna dowcipu i niepospolitych zdolności, ener-
gicznego i szlachetnego charakteru, czynna i niezmordowana
Kossakowska, kasztelanowa kamińska, słynna z ostrych słów
i pięknych listów, w których nikogo nie oszczędzała.
Z drugiej strony szedł z nimi znany nam już hetman Bra^
nicki, który królowi winien był wszystko, ale mu ograniczenia władzy hetmańskiej nie mogąc darować, zajadle przeciwko nie-.
— 351 —
mu wraz z siostrą i siostrzeńcem występował. — Nielitościwy
Essen pisze o nim wcale niesłusznie, że był pochodzenia kozac-
kiego; rubaszność jego i buta, gburowatość i wybryki, były sta-
rego szlachcica warchoła charakterem. Nieustannie biesiadujący
dla zjednania sobie przyjaciół, prawie zawsze pijany, dokazywał
bezkarnie, szczególniej teraz, gdy poza sobą czuł protekcyę
wszechmogącego Potemkina.
Król go z nadliczbowego pułkownika, jakim był ubogi w ro-
ku 1762, doprowadził do hetmańskiej buławy. W różnych cza-
sach darował mu najmniej 200,000 dukatów, naostatek w staro-
stwach dał mu jeszcze ze 30,000 dukatów dochodu… Pomimo to
wszystko odr. 1776 z królem był w otwartej wojnie. Ponieważ
imię jego wciągnięto w dekret na Dogrumową, domagał się rze-
czy prawu przeciwnej: z zuchwalstwem sobie właściwem chciał,
by jego nazwisko wymazano. — Zupełnie na stronie stała pani
hetmanowa, zajmująca się tylko dostarczeniami dla wojsk.
Poza hetmanem stała z większym daleko wpływem na nie
go, nieskończenie przebiegle jsza, złośliwsza, spiskująca całe ży-
cie, dawna króla kochanka, ks. Sapieżyna, wojewodzicowa mści-
sławska, która króla kosztowała sumy ogromne, dopóki wreszcie
się jej nie pozbył. Otoczona posłami, kreaturami swemi, fawo-
rytami, wodziła rej w sejmikach i trybunałach; wiecznie w dłu-
gach, zawsze grosza żądna, frymarcząca dobrami, mściła się
teraz na królu, iż jej pomagać nie chciał.— Między innemi winna
była sumę pięciu tysięcy dukatów księżniczkom Francyi, zacią-
gniętą od lat ośmiu, która do rozpaczy przyprowadzała p. de
Vergenne8, mającego zlecenie ją odzyskać. Odgrażał się na nią,
iż wyrobi u króla reskrypt, zakazujący Francuzom dawać kredyt
Polakom. — Ks. Sapieżyna, przyciśnięta potrzebami, przybywała
do Warszawy, aby królowi — jak mówiono— sprzedać swój wpływ
na brata, którym kierowała, jak chciała.
Ona i hetman rządzili daleko od nich szlachetniejszym,
w gruncie zacnym i poczciwym, ale słabym i płochym ks. Ka-
zimierzem Sapiehą, który szedł za nimi, zależnym będąc od
nich i zbyt młodym. W towarzystwie Branickiego Sapieha na-
turalnie musiał być tak jak on towarzyskim i hulaką, lecz ta-
lentem, wymową, sercem nieskończenie go przechodził…
Nie wspomnieliśmy jeszcze o pani hetmanowej Ogińskiej,
królowi z dawna nie przychylnej, nie lubiącej go, a bogactwy 352 — i stosunkami odgrywającej w stronnictwie tern, kierowanem przez
kobiety, rolę bardzo ważną. — Hetman niegdyś starał się o koronę
dla siebie…
Za Potockimi szedł też, przez Stanisławową Potocką, któ-
rej był wielbicielem, uwikłany w sprawę Dugrumowej Wielhor-
ski, chociaż królowi był winien, że kilku latami wprzódy, mając
wzgląd na złe jego intcresa, ofiarował mu od siebie pensyę ośmiu-
set dukatów.
Sprawa ta obiecywała się jeszcze odbić na sejmie… Z Petersbur-
ga odebrał polecenie Stackelberg starania się, aby imię hetmana
Branickiego z dekretu było wykreślone. Dwór wiedeński starał
się o toż samo dla ks. Czartoryskiego, skazanego na karę za fał-
szywe obwinienie. De Cache odebrał przed sejmem tak naglące
z Wiednia rozkazy, aby koniecznie Czartoryskich oczyścić się
starał, „jakby szło o. stratę prowincyi”. Sam to powiadał. Wmie-
szanie się Austryi zrobiło wrażenie ogromne w Warszawie. Tym-
czasem prawo kardynalne dekretu najwyższej instancyi uchylić
nie dozwalało, a ks. Czartoryski zajmował w nim takie miejsce,
iż zaradzenie temu stawało się prawie niepodobieństwem. Ła-
twiej daleko było zrehabilitować wspomnianego zaledwie hetmana
Branickiego, iż nań niesłusznie kalumnię rzucono.
Patrząc na te gotujące się waśnie i zamieszanie, cichy i spo-
kojny Chreptowicz pisał do przyjaciela:*)
„Trzeba jak można cisnąć się w jedną, zgasić w sobie co
kto ma do kogo, mniejsze błędy wnętrzne mieć za nic, więk-
sze za małe, trzymać się głowy i gromady, pracować wiernie
i szczerze, ani zuchwale, ani podle kierować się, gdzie się rzecz
da pokierować, gdzie się nie da, dać się prowadzić. To moja
generalna jest moralność, a chęć, żebyśmy byli ostrożni i cier-
pliwsi”.
Piękne te a smutne wyrazy Chreptowicza po cichu tylko
naówczas wymówionymi być mogły… W kraju całym rozgo-
rączkowani dwócli stronnictw przewódcy gotowali się na sejm
burzliwy.
Przygotowania te przybrały rozmiary nadzwyczajne… Stron-
nictwo Czartoryskich, straciwszy ks. marszałkowa, znalazło naj-
czynniejszą pomoc w pani hetmanowej Ogińskiej. W Marcu już
„) list do M. Zaleskiego. Rpm.
— 353 —
poczęły się zjazdy, narady i roboty przedsejmowe w Siedlcach.
Ściągano tu wspanialem przyjęciem mnóstwo szlachty, jednano czapką i papką. Przez cztery tygodnie ugaszczano codzień po
dwieście osób, zyskując coraz nowych klientów.
Jawnie i nie kryjąc się wcale, pokładano nadzieję na opiece
Austryi, illuminowano zawieszony portret cesarza Józefa i inau-
gurowano partyę, wyznającą się austryacką. Na naradach po-
stanowiono, jeśli nie na ten sejm, to przyszły sobie większością
posłów zapewnić, opanować Radę nieustającą i komisyę skarbo-
wą. Czartoryski i Branicki, który wcale austryackim nie był,
ale dla dokuczenia królowi z tym obozem się połączył — posłali
sumy znaczne do Wielkiej Polski, aby tamtejsze sejmiki sobie
zapewnić. Hetman zobowiązywał się za trzy tysiące szlachty
podymne zapłacić, aby głosy ich pozyskać. Na Podolu i w Chełm-
skiem szlachtę brał na siebie sam ks. Adam.
W województwie Ruskiem łączył się do nich Szczęsny, o któ-
rego zdolnościach i charakterze najróżniejsze chodziły głosy.
Nie uznawano go— jak mówiliśmy — ani zdolnym, ani szczerym,
ale bvł możnym… Brał na siebie Kijowskie i Bracław. — Bvła
ł/t. » «/
to chwila w życiu Potockiego, w której i republikanina już za-
palonego i patryoty wielkiego grał rolę, dla uzyskania popular-
ności. Ks. de Ligne pisał wówczas o nim: „Potocki posądzany
o gorycz przeciw Rosyi (!) do łez mnie rozczulił, gdy niedawno
w Niemirowie, dokąd przybył od swojego małego wojska, mrą-
cego z głodu bez niego… z powodu konfederacyi, odpowiedział
mi: „Sprzedam majątki, dam klejnoty, do ostatniej koszuli, aby
zapobiedz, by Polska cała ziemi nie straciła”.
Na działach, które ofiarował rzeczypospolitej, stał ten na-
pis, któremu Targowica kłam zadać miała: Bello nunquam dviii!
Obaj, Szczęsny i hetman, jednając sobie szlachtę, synów
pozapisywali jako towarzyszów do kawalcryi narodowej.
Wołyń miał hetman pociągnąć ku sobie z pomocą zręczne-
go Kurdwanowskiego, przez Czapskiego, ks. Sanguszkową i Mią-
czyńskiego. Sapieha brał na siebie Brzeskie, a przyjaciele het-
manowej Ogińskiej i Tyszkiewiczowej, której synowie mieli za
żony króla siostrzenice, także dopomagać mu mieli.
W istocie taką agitacyą, takiemi przygotowaniami król mógł
się zatrwożyć; stronnictwo jego ledwie równoważące siły prze-
ciw tym przyborom hałaśliwym stawić mogło. Na Wołyniu, na
Polska w czasie trzech rozbiorów. Tora 1. 23
— 354 — przypadek zawieruszenia przez partyę hetmańską, jednał sobie
król rodzinę Sanguszków przez ks. starościnę Kamieniecką w Sła-
wucie. Z obu stron na sejmiki tysiącami szlachtę ściągano
i choćby do rozlewu krwi przyjść miało, król cofać się nie chciał,
tak mu szło o swoich posłów.
W Lubomlu Kurdwanowski witał szlachtę wystrzałami
z dział, zastępując hetmana, i wylewał się przed nią z żalami
nad krzywdą wyrządzoną Branickiemu. Szlachta i nieszlachta,
spędzona tysiącami, wołała: „Musi tak być, jak pan hetman
chce! innego nikogo nie dopuścimy ! u
Do szabel wszyscy się rwać byli gotowi, a choćby i gi-
nąć, „byle ich rodzinom i dzieciom zapewniono opiekę”. W Ży-
tomierzu, w Łucku i Czekniu wrzało czasu wyborów. W Krze-
mieńcu, Chełmie i na Litwie królowi poszło dość dobrze; i nie
tyle wrzawy i hałasu czyniąc, mógł być prawie pewien większo-
ści. Stackelberg przez samą niechęć ku Branickiemu dopoma-
gał. Obie strony rozrzucały pisma, pamflety, wiersze.
Jak w Lucku tak w Kamieńcu rozdzieliła się szlachta na
obozy przeciwne i sejmiki jawnie się rozdwoiły. Kamieniecki
szczególniej był żwawym. Przybył nań przeciwko Czartoryskim,
którzy tu zdawali się mieć przewagę, niespodzianie i tajemniczo
ks. de Nassau, wywdzięczając się za indygenat królowi. Nikt zrazu
nawet nie domyślał się, po co się zjawił. Słynny ten awantur-
nik, ożeniony z Gozdzką, zamierzał zrazu rolę jakąś odegrać
w Polsce, dopóki się nie przekonał, że korzystniej będzie obrać
sobie szerszą scenę w Petersburgu. On i Orłowski, zmówiwszy
po cichu część szlachty, w chwili gdy sejmik miał się rozpocząć
u Fary, odłamali się ze swoimi, poszli do kościoła Dominikanów
i tam swoich posłów obierali osobno. Już się Czartoryscy do
szabel mieli brać, ale ks. Adam nie dopuścił. Dopiero gdy się
szlachta popiła, silniejsza partya Czartoryskich płazowała i kie-
reszowała przeciwników.
Na nic się to wszakże nie przydało, bo posłowie byli wy-
brani z obu stron, a rugi miały rozstrzygać, którzy z nich byli
lepsi.
Dniem przed otwarciem sejmu d. 1 Października prymas
odprawił uroczysty wjazd do stolicy. Wyszła naprzeciw dla
uczczenia go lejb-gwardya koronna, magistrat i cechy na powi-
tanie. — Jechał z wielką paradą wprost na zamek, na posłucha-
— 355 —
nie publiczne do króla; poczem u siebie w pałacu prymasow-
skim dostojniejszych osób sześćdziesiąt obiadem przyjmował.
Wjazdy takie solenne były u nas w starym obyczaju, który
się jeszcze utrzymywał; wojewodowie, wjeżdżając na swe sto- lice, wielcy dygnitarze, występowali w podobnych razach z ca-
łym dawnym azyatyckim przepychem, z ogromnymi dwory,
przyboczną gwardyą, powozami, końmi i liczną przyjaciół dru-
żyną. Nawet starostowie wspaniałe odbywali wjazdy, a w tymże
roku d. 26 Kwietnia nuncyusz de Carigliano Saluzzo wjeżdżał
z karetami paradnemi, koniuszymi, liber yą pieszą na zamek kró-
lewski, gdzie po audyencyi wraz z ministrami cudzoziemskimi
obiadem był przyjmowany u marszałka.
Po tak groźnych przygotowaniach i zachodach można się
było wiele wrzawy spodziewać. Stackelberg, zapobiegając temu, aby Branicki nie dokazywał, posłał mu rozkaz, wzbraniający ■ jechać na sejm, ale hetman odpowiedzi nań nie dał i przyjechał.
Sejm, otwarty jak zwykle nabożeństwem, począł się od ru-
gów. Weszła na stół sprawa podwójnych wyborów w Kamień-
cu… Stronnictwo hetmana i Czartoryskich zaraz na tern pierw-
szem posiedzeniu wznieciło wrzawę okrutną, podnosząc głosy
przeciw gwałtom, tyranii, przemocy. Umysły się wzburzyły do
tego stopnia, iż od słów już się do szabel porywać chciano. Aby
tumult krwawszym uczynić, opozycja pogasiła światła w izbie
poselskiej i hałas się wszczął taki, że ministrowie i senatorowie
do tronu uciekać musieli.
Straże w zamku podwojono, napełniono oficerami izby i straż
trybunalska marszałka wezwaną została w pomoc. Zdawało się
bowiem, że opozycya bądź co bądź stara się sejm gwałtem lub
podstępem zerwać.
Musiał Stackelberg z całą siłą wystąpić i list napisać do
Branickiego, iż Rosya nie dopuści gwałtu praw i gwarantowa-
nych przez siebie konstytucji, że przeciwko królowi nawet obro-
nićby się je starała, a tern bardziej nie ścierpi, ażeby kilka
familii przez nienawiść do króla rząd i spokój zakłócać miały.
List musiał być stanowczym, gdyż Branicki się zawahał
i cofnął, opozycya umilkła. Na rugach dano pierwszeństwo po-
słom w Kamieńcu u Dominikanów obranym, unieważniając wy-
bór tych, którzy księcia Adama do 130,000 dukatów kosztować
mieli. Marszałkiem chciano mieć starego Stanisława Gadomskie-
— 356 —
go, podkomorzego i posła sochaczewskiego. — Po obliczeniu się
z obu stron, sejm liczył siedemnastu senatorów duchownych, 38
wojewodów, 87 kasztelanów, szesnastu ministrów i stu siedem-
dziesięciu do stu osiemdziesięciu posłów, razem 338 osób.
Król przy głosowaniu jawnem prawie cały senat miał za
sobą, przy tajnem odpadało nieco głosów, ale większość przy
nim była zawsze… Z posłów dwór miał stu dwudziestu. Za-
pewnioną więc była większość. Lecz, że część znaczną posłów składali juryści z powołania lub dawni adwokaci, którzy języ-
kiem szermować umieli dzielnie, sześćdziesiąt głosów opozycji
przeszkodą być mogło, mitręgą i nieustannym skandalem. Król
mógł być przez nich umęczonym owemi półsłowy i aluzyami, na
które odważyć się mógł każdy bezkarnie. Jednakże po prze-
trwaniu pierwszej burzy widzimy go wcale spokojnie w czasie
kreskowania zajętego na tronie odprawianiem swych korespon-
dencji i czytaniem przyniesionych z poczty papierów.
Po zastraszeniu Branickiego przez posła — poszło dalej spo-
kojniej. Hetman wszakże nie dał za wygrane. Po cichu i ostroż-
niej, nie występując zrazu sam, poduszczał opozycyę, ufając
w protekcyę Potemkina.
Czartoryscy chlubili się widoczną opieką posła austryackie-
go, i stronnictwo cesarskie dla przyszłości skleić się starali. Pakt
familijny Potockich uważano za zaród przyszłej konfederacji,
mającej się z niego wywiązać. Intrygi poza salą sejmową wią-
zały się ciągle. Hetman lekceważeniem posła i odgrażaniem się
przeciwko niemu, ufnością w siebie złudził wielu i pociągnął,
gdyż sądzono, że się utrzyma i Stackelberga zwycięży. Król co-
dzień niemal smutne czj-nił doświadczenia, bo mu kogoś z jego
wiernj r ch bałamucono.
Wszj r 8tko to razem wzięte ten miało skutek, iż przeciwko
Rosji nabrano otuchj r i śmiałości. Branicki, którj r się opierał
na Potemkinie i na Petersburgu, rozwiązywał usta opozj r cji,
wj T stępującej coraz jawniej i odważniej, bo Rosj r a słabszą się b\’ć
zdawała, będąc podwójnie reprezentowaną w Polsce, przez stron-
nictwo Potemkinowskie i posła.
Nastąpiły wybory do Rady nieustającej, do komisji konsty-
tucyjnej, do dykasteryów. Marszałkiem Radj r obranj- Przebędow-
ski, starosta solecki. Wnioski od tronu były następujące. Z po-
wodu kasatj- klasztorów w Galicji i dóbr, do nich należących
— 357 —
w królestwie, jako też majątków duchownych za kordonem kla-
sztorom w Polsce należnych, potrzeba było wzajemnych układów
i umowy, którą do ratyfikacyi stanom przedstawiano*).
Przy rozgraniczeniu od Śląska, które także wymagało ra-
tyfikacyi, wielu obywateli poniosło znaczne ofiary i król przed-
stawiał ich do wynagrodzenia (Mycielski, Zakrzewski, Krzycki,
Rogaliński, Bronikowski).
Stosunek monety złotej do srebrnej wymagał nowego okre-
ślenia.
Departament wojskowy poddawał nowy projekt rekruto-
wania. Rząd przedstawiał potrzebę magazynów zbożowych.
Litwa dopuściła u siebie wszelkiego stanu ludziom, krajow-
com i obcym, nabywanie dóbr ziemskich, z zastrzeżeniem, iż
przez to tytułu do szlachectwa nie nabywali. Król ten środek
ściągnięcia kapitałów polecał Koronie.
Spław na Pilicy, oczyszczenie Obry i Nidy, pilną były
potrzebą.
Zalecał król znowu powiększenie pensyi marszałkom try-
bunałów, a zmniejszenie wydatków na deputatów.
Również z powodu odjęcia intrat starostom grodowym,
obmyślenie straży grodów, archiwów i więzień.
Projekt banku wymagał wyznaczenia deputacyi.
Zażądano, aby wnioski te wprzódy były roztrząsane na se-
syach prowincjonalnych.
Wśród mnóstwa luźnie rzucanych projektów Sapieha do-
magał się oddzielenia funduszów litewskich komisyi eduka-
cyjnej i przeznaczenia ich dla szkół litewskich; Rybiński, po-
seł kijowski, wystąpił gorąco, domagając się wysłania posła do
cesarzowej**), inni żądali tylko podania noty do Stackelberga.
„I za cóż opłacam podatki, za co wydziałem z majątku utrzy-
muję krajowego żołnierza, kiedy w domu moim nie znam bez-
*) W r. 17H5, nie licząc Bukowiny, wedle urzędowego obliczenia, liczyła Ga-
licya w osiemnastu cyrkułach 3,501,719 dusz. Z tych 17,427 szlachty, 4,858 du-
chownych, 17,440 cudzoziemców, 193,399 żydów. Od zaboru przybyło 130,980.
Zmarło .”>8,0 1 5. — ( Gazeta Warsz.).
‚”‚■’) Trzech Rybińskich było na sejmie, ojciec i syn posłami, a drugi syn w se- nacie, biskup kujawski.
— 358 —
pieczeństwa, kiedy mnie obcy gnębi i uciska” odzywał się
Rybiński.
Wystąpił Gurowski, poseł kaliski, wnosząc, ażeby dozwo-
lono w Koronie wolność nabywania dóbr, jak na Litwie.
To wywołało opozycyę; w ogóle ten ostatni przed cztero-
letnim sejm odznaczył się obroną gorącą praw i przywilejów
szlacheckich. Suchorzewski, poseł gnieźnieński, oparł się silnie
dopuszczeniu mieszczan do nabywania dóbr. „Zapytajmy się — zawołał — czy ci posiadacze dóbr ziemskich, a nie szlachta, będą
przyjaciółmi równości, zaszczyt przynoszącej (?) szlachcicowi pol-
skiemu, bo poniżenie ich stanu, przez lubą chęć porównania go,
wieść ich będzie do zniszczenia onej”. Wątpił, ażeby mieli być
wiernymi krajowi czasu wojny, i wołał, że się dzieje krzywda
„ równości szlach cckiej^ .
Wróciły na stół skargi o uciski, domagano się noty do po-
sła i pierwszą jej redakcyę za zbyt słabą uznano. Żądano już
zupełnej ewakuacyi, zwrotu poddanych polskich pozabieranych,
i wyznaczenia komisyi do rozpoznania krzywd ciągle doznawa-
nych. W nocie do Prus żalono się, iż król z dóbr, które do
niego należały na Litwie, podatków opłacać nie chciał, żądano
zniżenia ceł na Wiśle i zmiany uciążliwej taryfy.
Od Austryi dopominano się o wydanie akt wołyńskich, któ-
re pozostały we Lwowie.
Rozprawy wojskowe wywołały znowu opozycyę i w r miesza-
nie się hetmana, który występował z Rzewuskim razem z nad-
zwyczajną gwałtownością wrzekomo w obronie szlachty, w istocie
dla dokuczenia królowi i Komarzewskiemu. Zażądano, ażeby
oficerami bvła sama t\iko rodowita szlachta z wyłączeniem cu-
dzoziemców\ Rozprawy długie były i wrzawliwe. Szlachcie
chciano wyłączny zostawić przywilej oficerstwa, szlachcie tylko
patronowanie we wszystkich jurysdykcyach (Rzewuski, poseł
bracławski). Slaski chciał to ograniczyć do samej kawaleryi
narodow r ej, ale się nie zgodzono. Suchorzewski wyrwał się za
przywilejem, poparli go ks. Jabłonowski, poseł czernichowski,
Zaleski , lubelski, Hulewicz i inni. Prawo tedy stanęło, że
szlachta rodowita miała tylko prawo do rang oficerskich w ka-
waleryi narodowej, w regimentach autoramentu cudzoziemskiego,
do sztab oficerstwa i generalskich stopni. Cudzoziemców wyła-
— 359 —
czono zupełnie (safois modcmis posscssoribus). W pułkach prze-
dniej straży „naród tatarski” miał się mieścić*).
Spierano się zresztą o drobne szczegóły raczej, niż o wa-
żniejsze sprawy, uchylono wiele postanowień Rady nieustającej,
oznaczono kurs czerwonych złotych (18 złt.) itp. Suchorzewski
oparł się ratyfikacyi układów z Austryą, jako bez wiedzy sta-
nów zawartej. „Niech nam gwałtem zabierają — rzekł — po co
my ratyfikować mamy?” Sprawa ta znowu poruszyła mocno,
roztrząsana była gorąco, ale od opozjcyi odstąpiono. Austrya
dopłacała 100,000 guldenów, które oddano do rozporządzenia ko-
misji edukacyjnej. Ratyfikowano rozgraniczenie od Śląska i wy-
nagrodzenie poszkodowanym naznaczono. Wreszcie z dekretu
na Dogrumową imiona hetmana Braniekiego, Tyzenhauza i ks.
Czartoryskiego wykreślić kazano. Sejm skończył się, nie wiele uczyniwszy, choć wrzawy było
dosyć — uroczystem przyozdobieniem marszałka Gadomskiego or-
derem Orła białego, który król na niego włożył.
Kilka gwałtownych wystąpień przeciw królowi hetmana
i Rzewuskiego, który zmuszony był przepraszać za obrazę ma-
jestatu, obrona prerogatyw szlacheckich, wreszcie z wielkiej
chmury mały deszcz — oto sejmu charakterystyka.
Między innymi i Szczęsny Potocki czuł się w obowiązku
bronić szlachty. Źle mu się to widziało, że „na rok pierwej
warszawskie nowiny posłów głosiły, którzy obrani być mają”
(przymówka do króla). „Pierwsza potrzeba — mówił — jest dosko-
nale utwierdzić wolność stanu rycerskiego w porządku sejmiko-
wania. Niech i ubogi szlachcic dozna, że woli jego żadna na-
giąć nie potrafi przemoc”.
Patrzący z boku świadek sejmu powiada o nim: — „Widzę,
że z obu stron rozchodzą się kwaśno, i że ten sejm stanie się
zarodem wielkiej fermentacyi i epoką, od której pocznie się je-
szcze większa i silniejsza ^iridigestia^ w sprawach polskich,
w miarę jak w Petersburgu rozwijać się będą projekta na Tur-
cyę. Partya opozycyjna objawiała się widocznie, fakcya otwarcie
się w Polsce utworzyła, jakiej nie było od „pacyfikacji” r. 1772.
Gdj- przyjdzie chwila, ulegnie ona wpłjwom obcym”.
*) Został w kwicie dla departamentu wojskowego ślad zemsty i prywaty, bo
cudzoziemców od wyższych rang wojskowych wyłączono. Wolski.
— 360 —
Sejm, według Essena, jawnem to dla wielu uczynił, iż nowy
podział Polski byłby znacznie trudniejszym po śmierci króla pru-
skiego, z powodów rywalizacji trzech dworów.
O tym nowym podziale za granicą i w kraju, jak o mieczu
Damoklesa zwieszonym nad Polską, ciągle odzywały się głosy.
Już Fitz-Herbert pisał z Petersburga, iż dwa cesarskie dwory,
aby od przeszkód przez Prusy stawionych im w Turcyi obronić
się, wnosiły naówczas nowe trzech mocarstw przymierze na
podstawie r. 1772 i zupełny rozbiór Polski. Poddawano myśl tę
Prusom, ale nie oznaczając warunków. Przyjęły ją obojętnie,
u nawet opierały się, aby lepsze uzyskać, składając się tem, iż
całą ohydę (odium) tego czynu na nich zrzucą. Zakazano się o to
posłowi pruskiemu w Petersburgu układać i mówić. W istocie
chwilowo myśli mieli inne. Prusy, zawiązawszy „przymierze
książęce” przeciwko Austryi, starały się zbliżyć do Konstanty-
nopola i Warszawy, utrzymując całość państw tych obu, dla po-
wstrzymania zaborów Rosy i. Stackełberg już postrzegał, że Pru-
sy próbowały nieznacznie stronnictwo sobie tworzyć, Rosyi prze- ciwne. W doniesieniach swych poseł rosyjski wzmiankował, iż
Buchholtz, na wypadek wojny z Turcyą, Polskę pragnął odcią-
gnąć ku sobie, a jeśliby król na to nie przystał, zamierzano
w tym celu w W. Polsce zawiązać konfederacyę.
Marszałka Raczyńskiego posądzano o potajemne porozumie-
nia z Buchholtzem. Stackełberg już miał się nawet usunąć od
niego… ale wahał się, wyglądając zmiany, jaką mogła sprowadzić
śmierć Fryderyka Wielkiego. W istocie w tym samym czasie
prawie (17 Sierpnia) skończył życie Fryderyk nazwany wielkim,
który Prusy z 2,300 mil na 3,600 rozszerzył, a ludność dwumi-
lionową do sześciu pomnożył i z 76,000 wojska stworzył 200,000,
podwajając dochody państwa z 12 milionów do 24. fcrodkiem był
nie tak geniusz człowieka, jak jego cynizm i śmiałość, nieprze-
bieranie w środkach i ten pozytywizm polityczny, który moral-
ność wszelką z polityki odrzucił.
Łacno to pojąć, że z dwu zapaśników niekoniecznie nawet
silniejszy wygrywa, a pewnie ten, który wszelkich środków użyć
jest gotów, gdy przeciwnik jego wstręt do nich ma i na nie się
nie waży. Geniusz Fryderyka polegał w znacznej części na tem,
że granic żadnych woli swej nie uznawał — polityka jego z praw
bożych szydziła i wyśmiewała ludzkie.
— 361 —
Już naówczas obcy, zapatrujący się na stan Polski, przy-
pisywali panującą anarchię, niebezpieczną dla sąsiadów, a gubiącą
kraj sam, elekcyjnemu tronowi i osadzeniu na nim krajowca. Za
lekarstwo stawiano lub rozbiór zupełny, albo osadzenie na tronie
obcego księcia, choćby nie z rodziny panującej i żadnej nie ma-
jącego posiadłości, z wyjątkiem dynastyi brandeburskiej i austryac-
kiej, wyłączając nawet ożenienie z księżniczką jednej z tych ro-
dzin. — Zdawało się, iż naród więcejby może obcego szanował,
a rywalizacye familiiby ustały. Zarazem chciano sukcesji tronu
i restaurowania polskich praw XV w. (?), reformy sejmów, wy-
boru posłów i t. p. (Essen).
Wszystkie te myśli sam naród— jak zobaczymy — uznał po-
trzebą i usiłował je wprowadzić w życie, ale naówczas polityka
trzech mocarstw już utrzymania Polski nie wymagała.
„Pozostaje do życzenia — kończy swe uwagi Essen — aby
w czasie i miejscu, dosyć miano siły i energii wypowiedzieć to,
gdzie należy, i działać stosownie do tego, jak krytyczne kraju
położenie wymagać będzie”. Nie wierzył jednak, aby się to po-
wieść mogło.
W kilka lat później Kołłątaj tak się o tym sejmie odzy-
wa*): „Mieliśmy sejm 1786 r. Wieleż miał dwór, wiele tylu
możnych zatrudnienia, kosztu i kłopotu, w tak rozległym kraju
chcąc sobie ubezpieczyć jakąśkolwiek partyę. Cały ten rok na intrygach, na wydatkach nadzwyczajnych, na hazardownych po-
dróżach, a po wielkiej części i na pijaństwie przepędzić trzeba
było. Na cóż? Oto, żeby przez sześć niedziel nic nie robić,
żeby się samą nieczynnością zmordować, żeby się poróżnić, żeby
coraz bardziej o losie ojczyzny zrozpaczać”.
Ze sprawozdań skarbowych okazuje się, iż dochody] wyno-
siły 18,331,000 złt. Z tych królestwo dało 13,331,000,” Litwa
około pięciu milionów. Wojska liczyła rzeczpospolita 18,582 do-
brze płatnego, odzianego i utrzymywanego, którego w Koronie
było 13,812, a w Litwie 4,770. Jazdy lekkiej w tern 8,000. Koszt
roczny na utrzymanie siły zbrojnej wynosił 8,600,000, z których
Korona płaciła 6,300,000. — Pięćdziesiąt tysięcy talarów kosztował
korpus kadetów, kancelarya spraw zagranicznych i pięciu rezy-
■■) Listy. III. 81. nota.
— 362 —
dentów po dworach 65,000 talarów. Komisarze skarbowi (było
ich dziesięciu) i członkowie Rady nieustającej (36) brali po 500
do 600 dukatów. Znaczne sumy wydano na magazyny zbożowe
po prowincyach. — W kasach zostawało około dwóch milionów
przewyżki. Król miał dochodu najmniej 1,200,000 talarów, a po-
nieważ rzeczpospolita opłacała wszystko, szły one na służbę,
dwór, stajnię i kuchnię. Długów królewskich spłacono do czte-
rech milionów talarów.
Mówiliśmy już wyżej o wystąpieniu Szczęsnego w obronie
praw i przywilejów szlachty, potem o oporze tych, którzy mie-
szczanom dóbr kupowania dopuścić nie chcieli, wreszcie o mo-
nopolu oficerskich stopni dla rodowitej szlachty polskiej zacho-
wanym. Sejm ten odznaczył się szczególniej tą gorączkową ja-
kąś zajadłością przeciwko nie-szlachcie i nowo nobilitowanym.
Wszystko to spowodowały świeże jeszcze indygenaty, nadane lu-
dziom nieznanym i nazwisk obcobrzmiących, jak Scheunevogel,
Knakfuss, Schreiber, Voigt, Gimmel. Nakazano świeżo obdarzo-
nym indygenatami pod nieważnością przywilejów kupować dobra
za 200,000 złt., nobilitowanym zaś za najmniej 50,000 złt. Na
sejmie tym dopominano się o ścisłe spełnienie tego prawa. G-u-
rowski, poseł kaliski, o którego wystąpieniu mówiliśmy wyżej,
wyraził się:
„Ledwie nie każdy sejm niesły chanem umysłów zaślepie-
niem przypuszczał do szlachectwa nie urodzeniem, nie czynami,
nie chwałą, lecz podłością tylko znanych ludzi. Męstwa nadgro-
da, pochlebstwa lub przepłaty została własnością, a roku 1775
z hańbą ostatnią narodu założono na szlachectwo polskie jar-
mark. Dość jest przeczytać regestr szlachty w tej i później-
szych konstytucyach umieszczonej, by z gniewu i wstydu zapło- nąć; tak nieznajome i tak dziwotworne imiona ten drogi mogły
osięgnąć klejnot. Ten się chyba nie znajduje, który albo nie
miał, albo oszczędzał na okup tak spodlonego miejsca podłego
złota”.
Adam Rzewuski, poseł bracławski, żądał, aby prawo szlachtę
wzięło w opiekę. „Dawny szlachcic polski — mówił — widzi obok
siebie obce sobie i obce cnocie, obce ojczyźnie imiona…” Poró-
wnywał szlachtę do galeryi, w którejby obok Rafaelów pozawie-
szano bohomazy. Żądał, aby wojsko, palestry trybunalskie, ase-
— 363 —
sorskie, marszałkowskie, skarbowe jurysdykcye „oczyszczono
z tłumu cisnącej się do nich zgrai miejskiej!”) Pochwycono tę zgraję Rzewuskiego i przypominano ją dłu- go.— Suchorzewski równie gwałtownie z powodu regulaminu woj- skowego występował przeciwko obcej narodowości ludziom w woj- sku… żądał wyłączenia tych ^spyszalków cudzoziemców”. Wszystko to było wymierzone przeciwko królowi, którego dwór i osoba obficie była nimi otoczona. Z tego, co pisze Staszic i Essen, z luźnych wielu wyrze- czeń w samym sejmie, widocznem jest, iż reforma rządu nie- uchronna zaprzątała umysły. W listach Marcelego Ursyna Niem- cewicza do króla pisanych*) wykazane są ulepszenia, których
kraj wymagał:
Zniesienie gwarancyi,
Zniszczenie liberum vcto J
Nowa forma rządu,
Dziedzictwo tronu,
Zwiększenie wojska.
Było więc — rzec można— w powietrzu już to, co następny
sejm miał dokonać, było, z wyjątkiem warchołów i zaślepionych
republikanów, poczucie ogólne potrzeb rzeczypospolitej; król sam,
na widoku już mając ściślejsze przymierze z Rosyą i wspólne
z nią wystąpienie Polski przeciwko Turcyi, był za aukcyą wojska.
W samej Warszawie niemałej goryczy przyczyną był spór
nierozstrzygnięty między szlachtą protestancką, która sobie ro-
ściła przywilej do wyłącznego rozporządzania sprawami gminy
ewangelickiej, a mieszczanami. Unruh, faworyt Stackelberga,
który sobie z niego żartować lubił, ale go protegował, stał na
czele tych moźnowładców; broniono mu się broszurami i pisma-
mi, na które odpowiadać musiał, usiłując napaści wykupywaniem *) Być może, iż ks. Stanisław Poniatowski użył tego wyrazu zgraja powtór-
nie — ale może być omyłką Bukara, który przypisuje mu to wyrażenie: stosując do
niego zagadko, odnoszącą sio do Rzewuskiego:
W wolnym narodzie
Jedno słowo bodzie.
Stracił sławę — ja nie taję,
Że przez jedno słowo — zgrają.
Bukar. Pam. 178.
„) Br. Zaleski. Korespondencya.
*>tn
— 364 —
nawet druków przytłumić *). — Jerzy Tanneberg, rękawicznik, od-
cinał się p. Unruhowi bardzo ostro, a sławny Tomasz Dangel,
siodlarz nadworny, z powodu ucisku, chciał się już wyprzedawać
i wynosić z Warszawy. Kazał nawet ostentacyjnie ogłosić, że
ogromną swą kamienicę dwupiętrową z szopami, oficynami, skła-
dami przy ulicy Elektoralnej, dom murowany na gruncie wielo-
polskim z ogrodem przy Elektoralnej i dom z kuźniami przy Se-
natorskiej naprzeciw Reformatów — sprzedaje. Ale do tego nie
przyszło.
Nie zbyt w ogóle było tu cudzoziemcom wygodnie, choć
dużo zarabiali, bo ich zazdrość i współzawodnictwa na ciągłe
nieprzyjemności wystawiały. Karolowi Schultzowi, zięciowi Tep-
pera, zarzucano, że w postawach sukna z zagranicy sto kilka-
dziesiąt tysięcy czerwonych złotych fałszywych sprowadził, i że
te na komorze odkryto. Plotka ta tak się była rozeszła, że po-
zwał rozszerzających ją do sądów marszałkowskich o potwarz,
i tern się oczyścił.
Obok wyżej wzmiankowanego Dangla, którego powozy sły-
nęły z dobroci i piękności, miała stolica i innych znakomitych
rękodzielników, przybyłych z za granicy. Danglowski powóz
był w modzie, a równej z nim sławy zażywał zegarek p. Fran-
ciszka Gugenmussa, nadwornego królewskiego fabrykanta zegar-
ków, który bronił się już od podrabiania swych wyrobów, kła-
dąc na nich swe znamię.
Na Pradze założono w tym roku właśnie fabrykę włoskich makaronów. — Ks Stanisław Poniatowski, podskarbi litewski, miał
już sukna ze swej fabryki w Nowym Dworze, którą zarządzał
cudzoziemiec też MiUler. Wstępował w ślady Tyzenhauza.
Warszawa się porządkowała, numerowała domy, oświecała
ulice, a jurysdykeya marszałkowska, w której czynnym był bar-
dzo Gurowski, urządziła po raz pierwszy nadzór nad pieczywem
chleba, jego w r agą i ceną. — Stowarzyszenie przedsiębiorców za-
kładało Towarzystwo pogrzebowe w Maju, podejmując się grze-
bania zmarłych na różne ceny, od 150 do 1,800 złt., bez różnicy
wyznań i stanu. Co dziwniejsza, w spółce tej udział miał znaczny
) Reponse & la lettre cTuii Gentilhomnie de province a un Coneitoyen sur les plaintes formees de quelques coinmunautls bourgeoises des Dissidens contrę les noble de leur Confession. Gnili. Varsovie.
wojewoda łęczycki [Ga-
domski?) (Biuro i kasa
znajdowały się u Litkie-
go nu Lesznie i.
Król który tak bu-
dowę i sztukę lubił, co
tyle już na zrujuowaue-
go zaniku podniesienie
i przyozdobienie wyło-
żył, w tym roku, w rocz-
nicę koronacji fna sw.
Katarzynę, W Listopa-
dzie) pierwszy raz otwo-
rzy! świeżo wykończone
sale nowe.
Ląezyły (HU aparni-
iiiciita królewskie z po-
kojem, dawniej zwanym
marmurowym, portreta-
mi królów przyozdobio-
nym i z salą w kolu-
mnach, w r, 1782 wy-
restaurowaną.
Tu zawieszone były
piękne obrazy historycz-
ne, przypominające świetne dziejów Polski epoki: Nadanie przez
Kazimierza W. i ustanowienie Akademii krakowskiej — Hołd len-
ników pruskich— Unie, Litwy z Koroną — Traktat Chocimski —
Wiedeńskie zwycięstwo nad Turkami. Obrazy te były pędzla
Bacckirellego. Oprócz tego zdobiły pokoje wizerunki królów
i bohaterów, popiersia sławnych ludzi. Pokój audyencyonnlny urządzony był na nowo z bogatym
tronem i stosownemi ozdobami. Z niego szło się do gabinetu,
gdzie wisiały portrety monarchów, panujących w Europie). Zamek królewski. ‚) Oprócz łych restauracji zaniku, kn’l r.i- wwirMim miliŃ:iu /aj wal »i>; liudowa i ii;>icks/>’hii’in Luzifiifk; kochał jt\ jak ut\vi’>r whi-iiy. ISylo to dzieł o rak jego, nieustannie przerabiane, -drugo poiotrica perta jego-. Kilowicy. a£ poud»i go, te 7. obawy nlrniy ich priysUl do Targuwir ■>■!!! I>o tych Ijwteiiek — [ii-*-— |nv.cno –
366
W sali kolumnowej przyjmował król zwykle wojskowych,
w portretowej — cywilnych *).
Teatr polski, który na przeszłym sejmie z Bogusławski]
-ii -ii’ zwykło z znmkii warszawskiego na b-iiiiii rezydi tu yę, u za nim koinedye,
Opary i inne rozrywki. Tum pływał po kanałach iv bacie, tany przechadza! się po
rozległych gajach z orszakiem knbiet i dworzan^. Słowa Kilowieza były opinią ogó-
łu, tak o królu sadzono powszechnie… Łatimek opis i hiatoryę skreślił dokładnie
F. M. Sobieszezniiski. W miejscu, gdzie dziś -liii pałacyk, w końcu X\’II wieku
była ozdobnie wystaninna łazienka marsz, konin nego Lubomirskiego. Później miejsce
lo i lazienk.; zadzierzaw i wszy od Lubomirskich, August II ozdobi! je i u piękni);
król ntmidlU nabył ja w r. 17^4 i willi- [Kiinyslu Domin. Merliniego i Ant, Fontanny
zbudowal pałacyk Miry, w którym i dawna łazienka sic mieściła. W r. 1784 dano
mu wystawę nowa i. ciosu. W r, 17*»£ł inaugurowano tu |xwag Janowi III. Zdobił
tu ulubione sobie miejsce przez ealy ciąg ]miniw:uiin Sliuii-luw 1’oniati.wski. ubywa-
jąc ku leniu najsłynniejszych arlystów. lir. Tyszkiewiczowi!, <„Izinlziczvw-zv Ła- zienki, -przedala je z ruchomościami cesurzowi Aleksandrowi I, Mało w nich od tych czasów zmieniono. — Sień mn być jeszciic pozostałością z łazienek Lulwnnir- skich.— Pozostały ta z czasów króla obrazy Bacciarellego, Lflbnufa, rzeźby Slaggi, 1’iiirll’iii M]diei:i). n „prócz Icg.n wicie obrazów dawnych mistrzów z galerii k
rólu.
*| Warszawa nie była, mimo nowego oświetlenia, bardzo liezpieezną wicozo-
i) miału uczciwych złodziejów, lt. 4 Listn]>nda 1788 ks. M.., |ntwrn-
e przyjacielskiego |«.>>icd/.cuia ulica Mazowiecka, gdy pomiędzy parkanami dw<‚.ch donoetw nii]iadln go ezteiech rabusiów, chcąc go obedrzeć. Porwali za rę- kawek, zdejmowali juz futro,— Ktoś ty Wiki?— zapylał jeden.- Ksiądz jestem.— ,Iił go —dodał drugi — ja go znani, goły ksieiyna… Chcieli jednak futro zabrać. Ksiądz juz tylko wypraszał -ie. lękając zaziębię, azeliy mu dozwolono futra di. dumn. Zdjęto mu je z rękawów i prowadzili ‚go, dawszy ~ię xiui<;ki zyć do kamienicy. W drodze była gawęda. Ulitowali się nad księdzem, doprowadziwszy go do ka- mienicy.— One mu pokój — rzeki jeden — to ksiądz rozumny, ale nieszczęśliwy, niech idzie z Bogiem. Pomogli mu -ię doi-tukać do domu, a jeden z nieb j«ECH niu coś w rękę wetknął… Ksiądz, ochłonąwszy w domu ze strachu, znalazł, że mu dali 30 złt., i muu to do gazety podał. (Owili Wnr-z. Supłem.). Było juz dosye naówczas zuliożalycli i ulnigieh duchownych, ■ nawet Opalóir. U jednym z nieb to Krasicki, opisując Sieeiuhów, mówi: Zaraz się nam widzieć dala Struktura piękna, wspaniała, W k-ztallnem rzeźby udawaniu, l>ziwilem się malowaniu.
Baniziej julnak niż strukturze,
Że -mn Opat Śpiewał w chórze.
Tym Opatem byt k-. Leonard Lubicz Proko|«>iviez, który miał naówcz
7H i obchodził właśnie „jii-letni jubileusz kapłański.
lat
— :J67 —
był w Grodnie, grywał teraz w Warszawie. Na św. Stanisław
grano już w Wilnie nawet tłomaczenie polskie Wesela Figara
[Dzień pusty)… Komedyą w wielkiej modzie a dziś zapomnianą
była rozchwytana wówczas (bo nie wiem czy przedstawiana):
Les Sabołs chinois a la Figaro. (Sprzedawał ją Berneaux naprze-
ciw Marywilu).
Wielkiego oburzenia była przyczyną d. 10 Września śpie-
waczka włoska Banti (podobno w łaskach zarówno u króla i am-
basadora).
Grano dnia tego operę, teatr był przepełniony, Banti wy-
stępowała w głównej roli. W czasie gdy śpiewała, w lożach
drugiego piętra zaczęto się złośliwie z niej prześmiewać. Banti, dosłyszawszy to, urwała nagle, obróciła się do lóż i w głos
odezwała:
— Łatwiej się śmiać, niż śpiewać, proszę na moje miejsce,
kto lepiej umie.
Po chwili milczenia wzburzyła się w niesłychany sposób
obrażona publiczność, aż niezmordowany marszałek Gurowski,
naówczas sprawujący jurysdykcyę, posłał do śpiewaczki, aby na-
tychmiast wyszła przeprosić publiczność — i Banti zastraszona mu-
siała to uczynić. Gurowski pozyskał sobie przez to względy
publiczności, która się natychmiast uspokoiła. „Zanosiło się na
straszną burzę” — pisała nazajutrz gazeta. Nazajutrz wydano do
antreprenera rozporządzenie, aby aktorowie nie ważyli się lek-
ceważyć publiczności i t. d. Marszałkowski ten rozkaz druko-
wany i grożący karami na przestępców, był nowym środkiem
zaskarbienia sobie popularności.
Szumne były owe sławne kontrakty Dubieńskie z rodzaju
tych, które później opisał ks. Jezierski. Zjazd był niezmiernie
liczny u ks. generała Lubomirskiego… Księstwo kasztelaństwo
krakowscy, województwo sieradzcy, ks. województwo wołyńscy,
kasztelaństwo lwowscy, ks. stolnikowstwo litewscy, szlachty
mnóstwo, gości codziennych do trzechset osób.
Po kilkotygodniowych zabawach, trzy dni ostatnie jeszcze
najświetniejsze były.
W Niedzielę utarczka dzikich zwierząt, krwawe hece, ko-
medya i bal z tańcami.
W Poniedziałek kawalerowie mundurowo poubierani, na
— 368 —
karuzelu, w biegu koni pierścienie zdejmowali. (Przypomnienia
zabaw Augustowi II ulubionych). — Potem w nowo postawionym
teatrze był balet z pantominą i bal z tańcami *).
We Wtorek komedya i bal… Na balu kilkanaście par chło-
pów śpiewało umyślnie dla nich napisane piosenki:
Gdzie można słodkie przepędzić chwile…
Tuezyn, Annopol, Korzec, Sławuta,
Złączone w Dnbnie cieszą się mile…
*
Tuczyn należał do Walewskich, województwa sieradzkich,
Annopol do Jabłonowskich, Korzec do stolnikowstwa Czartory-
skich, Sławuta do Sanguszków, Dubno do Lubomir skieh. Wołyń
był klasyczną ziemią magnatów! Zresztą, jak gdyby w najszczęśliwsze czasy, nietylko w Du-
bnie, karnawał równie świetnie obchodzono wszędzie. W Po-
znaniu nad inne lata był wspanialszy; uczty i zabawy następo-
wały jedne po drugich. W tym roku generalstwo Raczyńscy
obchodzili imieniny… dziewięciomiesięcznej córeczki trzema balami
i dwoma wielkimi obiadami. Zasiadało do nich po sto i więcej
osób. Ostatniego dnia w salach redutowych i piknikowych nie-
tylko tańczyć było trudno, ale nie łatwo było się obracać —
pisze współczesny referent. Kawalerowie dali jeszcze obiad na
*) Od Augusta II niezmiernie u nas wiele skakano i tańczono — a za Stani-
sława Augusta w najcięższych chwilach upijano się tańcami. Przyklaskiwano ks.
Józefowi, tańcującemu mazura z Julią Potocką; Polacy też wszędzie uchodzili za
najlepszych tancerzy. Taniec polski wspomniany w Pasku, opisany u Laboureur’a.
około tych czasów w Petersburgu na dworze Katarzyny wzbudzał powszechną ad-
miracyę (1782. Bemerkungen uber Russland in Rucksicht auf Wissenschaft, Kunst,
Religion. Erfurt. 1788. I. Th. p. 326).
Hier eine Polonaise von gebornen Polen tanzen zu sehen, ist von dem Pol-
nischen mehrerer deutschen Tanzmeister eben so verschieden, ais das Lesen eines
Schuljungens von der richtigen Dcklamation. Wenn auch der Schuljunge Punktum
und Komma beobachtet, wie vicl fehlt nicht noch zu ciner richtigen und schónen de-
klamatorischen Darstellung. Bei den Polen ist im Tanz nicht bloss der Fuss, soli-
dem auch Kopf, Schultem, Arme, Mienen und kurz alles in sanfterThatigkeit und
stehen Harmonie mit der Musik. Die jetzige Lieblingspolonaise heisst: La Grandę
Duchesse, weil die Grossfiirstin an diesem Tanze wegen des Ausdrucks grossen
Geschmack gefunden hat.
Dalej pisze (361 p.): Einen fast iilinlichen l T ntcrschied (porównanie do nie-
— 369 —
sto kilkadziesiąt osób z podziękowaniem i karnawał się dokoń-
czył szczęśliwie. Tak szczęśliwie, iż wszyscy się dziwowali, że
nie było ani pojedynku, ani kłótni.
Osobno skreślimy w ogólnych rysach obraz ruchu literac-
kiego w tych latach, tu tylko wzmiankę uczynić musimy, iż
to była chwila może najżywszej produkcyi; Karpiński druko-
wał swe ., Zabawki wierszem i prozą”, Krajewski żywot Czar-
nieckiego, Kniaźnin poezye. Ostatni tom historyi’ Narusze-
wicza od lat dwóch opuścił prasę, a ks. biskup pracował nad
Tauryką.
Mnożyły się księgarnie, do których przybyły: Berneaux na-
przeciw Marywilu, Grebla, braci Gay (czasu sejmu w pałacu
pod Gwiazdą przy Senatorskiej), Pozera (na Pociejowie). Du-
four znowu próbował wydawać tygodniowy dyaryusz sejmu, ale
że to na peryodyczne pismo zakrawało, czujny ks. Łuskina wnet się upomniał, że wkracza w jego przywilej i jest zarobkiem nie-
godziwym, bo jemu służy monopol… Zagroził procesem i 200
czerw, złot., Dufour się cofnął.
Biblioteka Załuskich, na którą— jak wyżej wspomnieliśmy—
rząd dawał 19,000, straciła w tym roku wielce zasłużonego bi-
bliotekarza swego, ks. Janockiego, kanonika kijowskiego, który
zmarł w 66 roku życia. Janocki rodem był z Saksonii, skąd
go Załuscy ściągnęli i od roku 1745, to jest przez lat czter-
dzieści jeden, pracował przy ich bibliotece. Oprócz uczoności
swej znanym był jako wielce dobry i miłosierny człowiek,
który sługom swym w chorobie sam posługiwał. W dziełach
jego pozostały dla nas szacowne wspomnienia rękopismów i bia-
łych kruków bibliograficznych, które się już dziś nigdzie od-
szukać nie dają. — Zmarł też prezes Rady nieustającej, woje-
woda poznański, książę August Sułkowski, urodzony w r. 1729,
dźwiedzia j>olskiego, skaczącego na łańcuchu i na swobodzie) l>emerkte ich hier ani
]N->lnischcn Tanze, der in Deutschland etwas ganz anderes i?t, ais in Polen in sei-
ner Freiheit. Das Polnische von den Kationalpolen ani hiesigen Hofe tanzen zu
sehen, denen es mehrere Russen zienilich gleich machen, hat vielen Reiz. Die sonst
einforinige pathetische Promenadę wird durch unziihlige Yeranderungen voll von
Geist und Ixben, von denen die mehrston deutschen Tanzmeister nicht einmal et- was triiumeii, geschweige verstehen Polska w czasie trze<:h rozbijrłjw. Tom I. 24 — :70 —
dnia 15 Listopada, z baronównej de Stein; był to pierwszy fun-
dator ordynacji Rydzyńskiej. Na pochwałę jego znalazł tylko
ks. Łuskina wielką pobożność i religijną gorliwość. — Radzi-
wiłłowie stracili w młodym wieku (27 lat) ks. Hieronima, uro-
dzonego z Mycielskiej, brata ks. Karola, zmarłego w Nie-
świeżu z gorączki, mimo zabiegów sławnego doktora Schlem-
mera. Żonaty z ks. Tour et Taxis, zostawił po sobie ośmionie-
dzielnego syna.
Śmierć Fryderyka W. *) nie zmieniła czynnej polityki Prus,
dla których Hertzberg przedewszystkiem starał się o ciągłe zao-
krąglcnia. Poświęcał on nawet często tej chęci powiększania
państwa źywotniejsze może interesa przyszłości. Rozmaite plany
i^projekta przypisywano gabinetowi berlińskiemu, który nadzwy-
czaj zręcznie ze wszelkiego obrotu korzystać umiał. Już po wstą-
pieniu na tron Fryderyka Wilhelma, Goltz miał projektować
nowy podział Polsku Chciano, aby Austrya zwróciła Galicyę i Lo-
domeryę rzeczypospolitej, a sama wynagrodziła się w Turcyi;
Prusom zaś za to rzeczpospolita miała ustąpić Gdańska, Torunia, Poznania, a nawet Kalisza… Jeśliby zaś Galicya miała pozostać
przy Austryi, Prusy za to, co miały wziąć w Mołdawii i Woło-
szczyźnie, chciały kompensaty — znowu z rzeczypospolitej
polskiej.
Wkrótce jednak plany te zmieniły się na inny, którego pierw-
szą myśl przypisują Polakowi. Bezimienny ten polityk dowo-
dził, iż interesem Prus było Polskę odrodzić, uczynić ją silną,
wyzwolić z anarchii, uczynić niezależną, a związać silnem przy-
mierzem z Prusami — niszcząc tu wpływ rosyjski.
Po bytności cesarza Józefa II i układach jego z Katarzyną,
myśl ta stała się wynikiem położenia. Jakoż Prusy do związku
książąt chciały wciągnąć Szwecyę i Polskę, a oprócz tego za-
*) W r. 17S7 pokazywano w Warszawie wcale dla Polski nie ciekawą ani
miłą figurę woskowa Fryderyka W., siedzącego w krześle, przy którem stal ks. Leo-
pold Brunswick i. Woził ją niejaki Hahr z Berlina i pokazywał u Thomsona naprze-
ciw Pijarów (ulica Miodowa). Czy wiele zarobił — nie wiem.
— 372 —
mierzały ściślej się połączyć z Anglią i Holandyą. — Dziejopisa-
rze obcy zarzucają Polsce, iż z tego usposobienia korzystać nie
umiała, nie zastanawiając się nad tern, jakie było położenie Pol-
ski, wycieńczenie jej i dezorganizacya skutkiem przewrotnej po-
lityki Fryderyka W. i systematycznego demoralizowania rzeczy-
pospólitej, której anarchię umyślnie i wszelkimi środkami pod-
sycano, starając się ją słabą i bezbronną uczynić.
Już z noty, podanej mimo wiedzy Stackelberga w Petersburgu,
widać było, iż król Stanisław zamierzał, korzystając z przygoto-
wującej się wojny tureckiej, zbliżyć do Rosyi, ofiarując jej przy-
mierze i posiłki polskie. Cesarzowa Katarzyna wprawdzie no-
wego aliansu nie widziała potrzeby, ale w przyszłości go nie od-
rzucała. Ostatni sejm dowiódł królowi, że niechęć ku niemu
ustała i że w Petersburgu skłonniejsi byli zaufać mu i pomagać.
Potemkin też, indygenatem polskim zaszczycony, okazywał kró-
lowi wiele życzliwości, mimo poduszczań Branickiego. Chwila
zdawała się sposobną do bliższego porozumienia; cesarzowa Ka-
tarzyna w drodze do nowych swych posiadłości krymskich była
w Kijowie, dozwolono się królowi spodziewać spotkania z nią
i rozmowy. Pomimo znacznych kosztów, jakie podróż taka wy-
magać musiała, król postanowił odwiedzić synowca swego, po-
znać Ukrainę i z początkiem roku wyprawa do Kaniowa posta-
nowioną została.
Oprócz króla, wszystko co żyło magnatów w Polsce dwo-
rowi rosyjskiemu oddanych, lub pragnących laski cesarzowej po-
zyskać, biegło, wyprzedzając się, do Kijowa, dobijając posłuchań, orderów, łask i względów, z których pożądliwości sama cesarzo-
wa się wyśmiewała, znużoną będąc tem dworowaniem poniźają-
cem. — Spieszył tam hetman Branicki z siostrzeńcem i ze swym
naówczas przyjacielem, Ignacym Potockim; jechał Szczęsny z żoną
swoją, Sanguszkowie, Lubomirscy…
Kazano wcześnie w pustym dosyć Kaniowie, gdzie król miał
się zatrzymać, wystawić parę domów, w którychby do wiosny
przeżyć można, i dnia 23 Lutego, o godzinie dziesiątej rano, po
pc żegnaniu uroczystem na pokojach, Stanisław August wyruszył
w tę podróż, po której się błogich zawczasu skutków spodzie-
wał. Samo odzyskanie łask cesarzowej już dlań było niezmier-
nej wagi. Jechał za królem i poseł Stackelberg, potrzebujący
się przypomnieć a oddziałać przeciwko intrygom Branickiego,
— 373 —
a z N. Panem państwo Mniszchowie, mający go przyjmować w Wi-
śniowcu, hetman polny litewski Tyszkiewicz*), Plater, kasztelan
trocki, ks. Józef Poniatowski, generałowie Komarzewski i Mora-
wski, książęta de Ligne, kawaler Littlepage i t. d.
Podróż, pomimo dróg złych i najgorszej pory roku, poszła
dosyć szczęśliwie; przyjmowano tego, wedle wyrażenia siostrze-
nicy, „najlepszego z królów”, porównywanego przez rodzinę z Hen-
rykiem IV, jak najczulej i najuroczyściej. Nie zbywało na kan-
tatach, mowach, orszakach i oznakach czci i poszanowania. Król
też umiał być całe życie uprzejmym, miłym i łatwo serca zy-
skiwał. Towarzystwo otaczające, dowcipny ks. de Ligne, któ-
rego sobie dwory panujących wyrywały, cudzoziemcy, krajowcy,
uprzyjemniali całą podróż i pobyt w samotnym Kaniowie, w r ocze-
kiwaniu na przejazd cesarzowej, która Dnieprem płynąć miała
na przysposobionej dla niej flotylli i zatrzymać się tu dla widze-
nia z królem.
Nim wiosna nadeszła, cesarzowa mieszkała w Kijowie, król
siedział w Kaniowie, ale pomiędzy dwoma dworami mieniali się
nieustanni goście. — Polacy jechali hołdy swe składać monar-
chini, Rosyanie z rozkazu Katarzyny przybywali dla poszano-
wania króla polskiego, który ich za radą Stackelberga orderami
i podarunkami starał się dla siebie pozyskiwać. Cudzoziemców
tych łatwo też było tą umiejętnością podobania się, jaką król po-
siadał w najwyższym stopniu, oczarować. W Kijowie unoszono
się nad nim… W wielkich też łaskach byli oboje państwo Mnisz-
chowie. Mimo największych zabiegów-, nie udało się Szczęsnemu
uzyskać sobie takiego, jak marzył, stanowiska; równie nieszczę-
śliwie dobijał się naówczas choć spojrzenia Ignacy Potocki, któ-
rego Branicki za sobą w r ciągnął… ale cesarzowa i jej dwór in-
stynktowo poczuli w nim nieprzyjaciela.
Przez przyjazne sobie osoby na dworze cesarzowej, król
przesłał jej r s7vc tyczenia”, przygotowujące do układów między *) Tyszkiewicz Ludwik, hetman polny lit., miał za sobą siostrzenicę króla,
i dla tego, choć nigdy wojskowo nie siu tył, hetmanem byl mianowany w r. 1780 z pi-
sarza w. lit. Król kupił dla niego rezygnacyę od hetmana Sosnowskiego. W roku
1786 Tyszkiewicz nieco podrażniony, że go kilka rozdawnictw ominęło, nie bardzo się
powodował królowi, który musiał dla spokoju w r. 1787 długi za niego spłacić. —
Względem króla był zawsze dosyć chłodnym, więcej pamiętając o sobie.
— 374 —
Polską a Rosyą, którcby z pomocą ostatniej łatwo przeprowa-
dzone być mogły.
Życzenia te były następujące:
Pragnął król zapewnić następstwo po sobie na tron ks. Sta-
nisławowi Poniatowskiemu, na co cesarzowa nie przystała. Księ-
stwo Kurlandzkie dane bvć miało ks. Potemkinowi, którv ma-
rzył też o koronie polskiej dla siebie. Na Kurlandyę zgoda na-
stąpiła.
Zgodzono się także na przymierze odporno-zaczepne między
Polską a Rosją, którem rzeczpospolita zobowiązywała się w ka-
żdej wojnie dostarczać dwanaście tysięcy żołnierza (mając go
sama mało co więcej?).
Rosy a zobowiązywała się płacić Polsce co rok subsydyów
po sto tysięcy czerw, złotych, które po dziesięciu latach zwró-
cone jej być miały. I na to zezwolono…
Posiłkowe wojska polskie Rosya na swoim żołdzie utrzymy-
wać się zobowiązała.
Radę nieustającą większą ilością senatorów i rycerskiego
stanu osół) pomnożyć miano. Król z Radą miał otrzymać wła-
dzę prawodawczą.
Sejmy zwyczajne stanowić miały prawa, przeciwko których
uchwale król żądał mieć veto. Dochody króla o dwa miliony po-
większyć, opłatę długów jego zapewnić, starostwa dla rodziny
i część Mołdawii dla dobrze zasłużonego żądano, na co wszystko
cesarzowa w zasadzie się zgadzała. Następny sejm król z po-
wodu groźnej opozycji chciał mieć pod związkiem konfederacji,
co do namysłu zostawiono, jak również rozszerzenie granic pol-
skich, w razie szczęśliwej wojnj r , do ujścia Dniestru i morza
Czarnego. Potemkin, który odgrywał rolę wielce przj r jazną po-
średnika, Bezborodko i inni zapewniali króla, iż żądania jego
wszystkie spełnione zostaną.
Oprócz tego Potemkin starał się Branickiego z królem prze- jednać i dawną zgodę przywrócić. Czy zupełnie był w tern szcze-
rym, osądzić trudno, lecz pomimo nakazów, łajania, namów, het-
man nie dał się pojednać z królem, praca spełzła na niczem.
Szczęsnj’ tylko, zbliży wszj r się więcej do króla, a oddaliwsz\ r od
hetmana, usilnie do Tulczyna zapraszał. Zrazu Stanisław August
wahał się długo, czj- ma przjjąć to zaproszenie, lękając się, aby
Oli)
ono jako pierwszy krok z jego strony, powołujący do zgody, uwa-
żanem nie było — potem nareszcie przybyć obiecał.
Marszałek Ignacy Potocki, którego instynktowo ks. Potem-
kin nie cierpiał, mimo przyjaźni jego i bons o/Jiccs hetmana, zo-
wiąc go zawczasu — un scćlćrat (?i, wycierpiał tu wiele, bo od
niego wszyscy stronili. Potemkin patrzeć nań nie mógł. Z po-
wodu Smiły i Moszen wielkie projekta osnuwal książę, chcąc
z nich mieć księstwo udzielne… Myślano już o zakładaniu tam
szkół, do których Potemkin miał wielce mu ulubionych Jezuitów
i — akademii muzycznej na wzór neapolitańskiej!
Widząc zażartą niechęć ku sobie hetmana, król domagał się
ukrócenia jeszcze władzy hetmańskiej, z którą ciągła walka spo-
cząć mu nie dawała.
Potemkin najuroczyściej zaręczał królowi, iż cesarzowa pię-
dzi ziemi nie da oderwać od Polski — na zjeździe w Korsuniu
cesarz Józef poprzysięgał też, że ani jednego drzewka jej nie
żąda! mógł więc Stanisław August pisać do podróżującej wojewo-
dziny Podolskiej, iż dla niego i dla kraju lepsze zwiastują się
czasy… Usposobienie w ogóle było jak najlepsze z obu stron.
Cesarzowa obsypywała darami Polaków, Potemkin ich ujmował,
ks. Naruszewicza, autora Tauryki, ks. Taurycki przyjmował
w swym domu, cesarzowa pensyę mu ofiarowała… Potoccy zo-
stali pobici zupełnie, mimo opieki hetmana. Dla tego też Szczę-
sny, który zawsze wiernym był swej czci dla Katarzyny i hoł-
downictwu Rosyi, odstrychnął się od Branickiego, a znowu zbli-
żył do króla. — Zdaje się, iż główny żal miał Stanisław August
nie do niego, ale do żony. Z pomocą Potemkina ściągnięty gwał-
tem dla widzenia się z królem, Branicki znalazł się jak najnie-
przyzwoiciej, nie umiał pohamować i oświadczył, iż trwać będzie
w opozycyi. Potemkin przypisywał to wpływowi Potockich i Czar-
toryskich. (Potocki et la Czartoryska Tont enscorcele).
Widzenie się z cesarzową w sam dzień św. Stanisława od-
było się na statku, którym ona płynęła — wśród rzeki. Król,
jako hrabia Poniatowski, przy huku dział i muzyce przyjęty zo-
stał na galarze Katarzyny, u której obiadował i miał z nią długą
rozmowę. Wizyta odbyła się bardzo ceremonialnie i do wieczora
trwała tylko, gdyż najusilniejsze prośby nie zdołały skłonić ce- sarzowej, aby się dłużej zatrzymała, chociaż przygotowaną była
iluminacya i fajerwerk. — Król otrzymał order św. Andrzeja
— 376 —
apostoła, który cesarzowa zdjęła z siebie, i poradziwszy się
wprzódy, wysłał order Orła Białego w zamianę.
W tym niezmiernym pośpiechu znać było zakłopotanie ce-
sarzowej i chęć pozbycia się go co najprędzej. Ks. Józef, który
się tu zabawiał z przyjaciółmi od serca ks. de Ligne i puszczał
Dnieprem z Kijowa, odjechał stąd w Kwietniu do Wiednia wraz
z innymi Francuzami.
W Korsuniu miał przyjemność król na chwilę także spot-
kać się z cesarzem Józefem II. Niesłychanie grzeczny, zapewnił
go (nie pytany o to), iż ani jednej drzewiny od Polski więcej nie
zechce… Cesarz Józef grał i tu rolę wielkiego reformatora,
który cierpieć i walczyć musi, aby swe ideały w życie wpro-
wadzić.
Z pierwszego rozbioru tłomaczył się, iż do niego został zmu-
szonym, bo mu wojnę wydać chciano. Król był tak uszczęśli-
wiony, iż — kazał dać na pięćset mszy za duszę rodziny.
Ignacy Potocki równie był zimno przyjęty w Kijowie, jak
Kazimierz Sapieha. Cesarzowa ani raczyła okiem na nich rzu-
cić, ani słowa nie przemówiła nigdy… a siedzieli tu trzy mie-
siące! Nie proszono ich nigdy na obiady do dworu, okazywano
wyraźną antypatyę. Na Potockiego mówiono, że intrygant i od-
stręczającą znajdowano powierzchowność jego. Sapiehę oskarżano,
że kłamie.
Wszyscy zresztą — oprócz nich i małej liczby osób, któ-
rym cesarzowa okazała obojętność, prócz może Stackelberga.
który się jednak do tego nie przyznawał — odjeżdżali z Kanio-
wa w uniesieniu i uwielbieniach dla wielkiej monarchini.
Stackelberga Katarzyna znajdowała teraz podstarzałym,
wpływ Potemkina odjął mu dawne łaski, nie zapraszano go do
powozów na dworskie przejażdżki, tak, że się do ostatnich sam
wciskać musiał. Był też on w tych czasach długim pobytem
w Warszawie popsuty, i nic prawie nie robił, tylko niepomiernie
się objadał, a potem chorował, bawił się swymi gośćmi, grając
po staremu rolę wszechwładną.
Najlepszym tłomaczem uczuć króla i jego otoczenia był
Trembecki, który w pięknym swym wierszu, na cześć ks. de Nassau
napisanym (Liman), tak mówił o cesarzowej: — da —
Szczęście to, albo raczej inądrość Katarzyny,
Przyciąga zacnych mężów przez waleczne czyny,
Prawdziwą duszy wielkość, któż posunie dalej?
Żaden od niej monarcha nie myślał wspanialej,
Jej dwór, nie jak niektóre próżnym pełny tłumom.
Lecz ma sławnych przemysłem, odwagą, rozumem…
W Tulczynie Szczęsny Potocki wystąpił ze szlachtą bra-
cławską, jako przedstawiciel Ukrainy, ze wspaniałem przyjęciem
króla, dla którego czci nadal jakiejś części poddanych dóbr
swoich w r olność i miał kolumnę pamiątkową postawić. Wydany
był wiersz, którym tu króla witał… Mówiono, iż ujęty już wprzód
zdaniem sprawy, wygłoszonem przez króla w Radzie nieustają-
cej, z ofiary 24 dział rzeczypospolitej, w niechęci swej złago-
dniał. . W liście do króla składał „u nóg jego a najżywsze dzięki.
Zdaje się, że w tym czasie poznał on właśnie i rozmiłował się
w pani Wittowej, która naówczas wszystkich pięknością i wy-
kształceniem zachwycała.
Znajdowała się ona w czasie pobytu króla w Wiśniowcu
i podobała się nawet pani Mniszchowej… Mówiono, iż w Czerwcu
miała płynąć do Konstantynopola dla widzenia się z matką (?).
Obok innych słynnych z wdzięków pań, była uznaną za naj-
piękniejszą.
Z Kaniowa jechał król poznać Krakowskie i odwiedzić starą
stolicę, a spełnić obyczajem dawnym królów pielgrzymkę obo-
wiązkową do św. Stanisława na Skałce. Właśnie restaurowano
zamek i sławną salę o rzeźbionych głowach, którą długo później
jeszcze oglądano*). Witał go uniwersytet, przyjmowało miasto,
*) Zamek Krakowski.
O stanie zamku krakowskiego pozostały nam świadectwa z lat kilku, j>o-
cząwszy od r. 1781 aż do 1811. Zabytek to zbyt dla nas drogi, byśmy tu ich nie
spisali, w tej nadziei, że ludzie, co wierzą w życzliwość rządu austryackiego dla
nas, wyrobią może zezwolenie poszukiwania zabielonych fresków i innych zabytków,
które się, dotąd utrzymać mogły.
y. C/t. von Carossi. Reisen. 1781. /. Theil. p. 141.
«Stnry zamek, którego teraźniejsza katedra część stanowi, gdyż gałeryami się
z nim łączy i wspólnymi mury okólnymi a wałami jest otoczoną — stoi wraz z wielą
przy nim i wokoło leżącemi budowami na czterdzieści do pięćdziesięciu łokci wyso-
kiej skale wapiennej, a od południo-zachodu i poludnio-wschodnicj strony stara Wi-
sła go oblewa. Właściwy zamek stanowi dosyć znaczny długi czworobok, składa się
a cała tu podritó najrozkiisziik-jszeni IiyIji marzeniem szczęśliwwej piv,ys/]nśri. Z Crakowft, troskliwy o gArnlcss zakłady, o któ-
z mieszkań dolnych i Jivi’h:Ii pięlr z obu mających pilcrye. Czworobok len nie jest całkiem wypełnione, gdyż i:/iśc wschodnia i południowa niższa jest i wcale inaczej bu- dowana. Nie nałoży jmi innu wymagać.- u bym opisywał królewską wspaniałość jego,
gdyż oprócz rozległości gmachów, które zarówno z galeryr.mi walić sio zdają, wspa- niałości bl już niema śladu. Po większe] części |,oguilo |nisadzki. powybijane oknu.
■ ‚liiiii/ippir-. /brukane ściany, stare, grożące ii|«nikii-m straszliwie ogromne piec e ■/. nio-
dobtjeh kalli — oto to « dawnych mwwfcrinyeh pokojach się dziś widzi, «■ których końcu [.okazują linwny war-ziui pOnegO króla Zygmunta Augusta [myli się Caroesi. ehybaby Zygmunta III 7 1 . piwo .-iii; dla rozrywki zlolnictweni bawił. Dalej przez ki lka
izb pomostami iść potrzeba, bo konfederaci z nirh lielki [Kiwyeiągali i popalili, gdy
tu
w ostatnich zamieszkach iiusyuuio ich obiegali. I tak dochodzi się najprzód do da-
wnej m!3 senatorskiej, której sufit stanowi ogromna rzeźba, złocona i malowana,
u ściany ozdobione sji iw.rtki’-go rodzaju ziemi freskami, allegurye wystawujncoiui.
które już jki większej części wy]«łzly. Stad wchodzi się do sali |xpselskiej, której u
u-
til z kilkuset głów różnych narodów i stanów obu ]Jei,*z drzewa rzniętych i malowa-nych, sjc składa. Tę starożytność przypisują często wsjiotiiimlncimt królowi Zygltulti n.wi Augu-towi, jako satyrę na niezgody za jego panowaiiia w Polsce, z rozkazu jego
wykonana. Szkoda, że len pomnik już w wielu miejscach jis.| przez |>o]”sucie dachu
uszkodzony, lt/c/liy n, wprawdzie nierównej wartości, ale wiele triów doskonałego
charakteru, a cnlosć z wiciu względów /,a-lngiijo na zachowani’ 1 . ] tu sufity i -eia
n\ okryte freskami allegoryeznoiui, a przy nich stoją objaśniające łacińskie wiersze, jak ie pierwszej sidi. Wszystko to jest dzieleni tego królu, który miał tuiwei wykładane
drzwi lej pali wlasnori-eznic robić. Najpiękniejszy stąd widok nu krajobraz dokoła.
Zamek z tumem zajmuje trafia część [zwierzchni pagórka, resztę okrywają, dwa ko-
ścioły i innóslwo domów i chatek, które do różnych osób należą, (iród stoi pmohl
tumu. tuż przy wnętrziiej bramie ?amkii, i’niiiHi ; o[>a»ują mury>.
Coxe, klóry |i■ lo dzieło znacznie późniejszo. Sutit irzociej sali dzieli się na wicie częśc i,
które zdobili głowy nadzwyczajnej wielkości, wyrazu śmiesznego. Wszystkie sale, dość olwzerue, zawierają resziki dawnej wspaniałości, ale w nich żadnych już sprzętów nie- ma. Z pokojów widok rozległy^.
W r. 1788 zwiedzający zamek lir. Engwtrtn pi»i” ” n ‚ m ‚
Zamek położony nu wzgórzu bardzo wyniosłem i urwistem, od strony do-
linv, chociaż się’ na nic wchodzi |«>chy|ośoiu niezbyt stroma. Podwórce zamkowe
s;, dosvć znacznej rozległości, budowy też obszerne. Izby wewnątrz bardzo wysokie i, na swój czas, widać, ir były nader wspaniałe. Kominy w trzech -alach -:i pięknie
z marmuru rzeźbione i maja na sobie herby Wazów z palem (mec unr barrei. JFedtS
— :*79 —
ryeh podżwignienie stawił król na sejmie wnioski, zwiedzał Olkusz
i Miedzianą górę.
strop, rzeźbą drewnianą przyozdobiony, dotąd był jeszcze zachowany. Dzielił się on na
kwadraty, a w każdym z nich znajdowała się głowa ludzka. Głowy te nadzwyczaj
urozmaiconego charakteru, każda inna, tak, że dwóch nie było podobnych. Drugi
strop w innej sali przyozdobiony był napisami łacińskimi Rudolfa Agricoli . (Jano-
ciana. Vol. II. – p. 03, § XII).
W r. 1703, Nachrichten uber Polen, IITheil, str. 157, * Hesch rei bun g einer Reise
aus Sehlesien und Krakau», opis zaniku następujący:
< Zamek, który na wapiennej skale, wedle p. Carossi, się wznosi, jest nie-
regularnym, wielkim czworobokiem, z obszernym podwórcem. Kto widział ten i zna
Oleśnicki zamek na Śląsku, przyzna mi, że oba są bardzo do siebie podobne. Widok
najpiękniejszy, ale nie wyrówna widokowi z zamku w Pradze. Cały szereg pokojów
nowo wy restaurowany, bo król był w Krakowie przed kilku laty (w r. 1787). Tu nic
godnego uwagi. Senatorska sala zastanawia tern, że ciągnąca się wzdłuż sofa połowę
ścian opasuje bez przerwy. Tu pokazują pięknie wykładane drzwi z rokiem 1538,
które miały być własną robotą Zygmunta I. Tenże sam, o ile wiem, miał sufit starej
sali, który tu cudzoziemcom pokazują, jako satyrę na naród zrobić kazać. Zasługuje
on na opis szczegółowy. Wystawić sobie potrzeba czworokątne gotyckie obramowania,
około pół łokcia w kwadrat, tyleż na zewnątrz wychodzące z sufitu. Cały strop okry-
wają takie kwadraty rzeźbione, a między nimi tyle tylko miejsca, żeby głowa mogła się zmieścić, która z sufitu wystaje, po większej części z miną śmieszną, szyderską pa trząc na salę. Ciała, do tych głów należące, niby poza sufitem się kryją.
« Wystawiwszy sobie te rzeźby złocone całe i seciny głów tych, można mieć
wyobrażenie o wielkiej, drogiej bardzo, smak czasu wielce charakteryzującej ornamen-
tacyi stropu.
« Muszę dodać, że budowę tej części zamku, w której się sala znajduje, przypi-
sują Władysławowi Jagielle, protoplaście Jagiellonów. Reszta po zniszczeniu w roku
1702 przez Karola XII na nowo przebudowana Wewnętrzny podwórzec w wielki
czworobok godzien uwagi dla wielu kolumn, które wszystkie trzy piętra podpierają.
Kolumny te stanowią wkoło galerye, któremi przejść można z jednego skrzydła
w drugie. Nigdym jeszcze takiej mnogości kolumn razem zebranych nie oglądał,
najwyższy szereg ich ma prawie zwykłych proporcji podwójną wysokość — dla tego
w środku silnemi źelaznemi sztabami są wzmocnione. Nagłówki ich jońskie, do wy-
sokości nie dobrze przypadają. Widok tych wyniosłych, nieproporcyonalnych slu-
pów nieznośne czyni wrażenie, mało kto wytrzyma, nie dostawszy zawrotu głowy ».
Niemcewicz, w r. 1811 zwiedzający zamek, nagie tylko mury i izby pełne żoł-
dactwa widział, nie pokazywano mu już tych sal i stropów. Gdzież się tedy podziały owe rzeźbione Kassetony i kilkaset głów, gdzie drzwi
wysadzane z r. 1338? gdzie marmurowe kominy? Fresków ręka barbarzyńska wojsko-
wych gospodarzy skrobać nie mogła — wszakby je można odczyścić dziś jeszcze, jak
daleko starsze j>o wielu wiekach poodkrywano! Uporządkowano i obmurowano Smo-
czą jamę — bardzo to piękna myśl była; któż dziś uprosi w Wiedniu, aby pozwo-
lono szukać tych fresków — turniejów i koronacyi! Byłaby to wiekopomna zasługa…
Może gdzie na strychu leżą głowy, jeśli ich źołnierstwo nie popaliło…
— 380 —
Podróż ta, jak utrzymywano, miała króla półtorakroć sto
tysięcy kosztować ), nie licząc zwykłych wydatków, kosztowała ona kraj daleko więcej… Kilkadziesiąt tysięcy wojska obcego prze- zimowało nawet na Podolu i Ukrainie, mało lub nic za żywność i podwody nie płacąc). „Wszystko, co zaszło od zjazdu w Kaniowie — pisze Essen — jest tajemnicą nieprawości, która się z czasem dopiero odkryje. Jest to spisek czarnych brudów, stworzony kosztem rzeczypospo- litej przez króla, który zdaje się na ten raz zapominać, co wi- nien narodowi i sobie. Że do tego spisku weszli Potemkin, Bra- nicki i inni panowie polscy imion poważniejszych, dziwi to tern mniej, że w rzeczypospolitej polskiej, jak w innych, nie zbywa na Kąty linach”. Spisek, o którym mowa, był co najwięcej w planach przy- szłości, w przygotowaniach tylko do przeprowadzenia w sejmie traktatu z Rosyą. Po widzeniu się w Tulczynie i zawiązaniu znowu ściślejszych ze Szczęsnym stosunków, król naradzał się z nim listownie o obwa- rowaniu granic od Turcji;.
Znoszono się o to z Romanzowem, który pochwalał przed-
sięwzięte środki. Głównie obwarowanie granic powierzonem było
wojewodzie ruskiemu, któremu w pomoc posłano pod komendę
brygadę Chomińskiego i pułk Bielaka (Listopad). Pułki rosyjskie
zajmowały część granic, a prawe skrzydło ich między Jam-
polem, Mohylowem i Jaroszówką, dywizya Szczęsnego sta-
nowiła.
Prowidowano wojska w broń i amunicyę, myślano o maga-
zynach, na które sumy ze skarbu asygnowano. Król pisze d#
Szczęsnego: „Co do ścisłego złączenia się naszego z potencyą ro-
syjską, jakem już WPanu nadmienił w dawniejszym liście moim,
tak i dziś potwierdzam, że cały jestem zajęty nie tylko przeko-
naniem, że esencyonalnie jest to potrzebnem dla sławy i konser-
wacji narodu naszego, ale już chwała Bogu widzę i zbliżające
się do tego nadzieje”. *) Es>en.
**) Dyaryusz 1788, 22 Listopada. Morski, poseł podolski.
) Listy, oryginały u piszącego. W Roczniku paryskim wydano.— 381 —
Ale wiedział też król, iż istniało stronnictwo inaczej się za-
patrujące na stanowisko, jakie Polska zająć była powinna, bo
się użalał przed wojewodą ruskim, iż „ludzie zacnie urodzeni
i w urzędach będący, a nawet Szczęsnemu przychylni, jeżdżą,
jakby umyślnie, po domach obywateli, po Wołyniu szczególniej,
i wpajają w umysły, że — Polsce jak najobojętniej zachować się
należy między Moskwą a Turkami a — najbardziej się oglądać na
króla pruskiego*. Król nie taił się z tern, iż pragnął ^ścisłego
związku z Rosyą”.
Na odgłos o wojnie i wsadzeniu do więzienia Bułhakowa,
Potemkin, który był w Michałowie, o dwie mile od Śmily, porzu-
ciwszy ekwipaże swe i dwór, pobiegł sam do Kremieńczuha, aby
wojsku, stojącemu między Krymem a Kremieńczukiem, wydać
rozkazy. Zrodziło to taki popłoch w Smile o wojnie, Tatarach
i rabunku, iż włościanie całemi gromadami poczęli uchodzić
w lasy. — Tureckie jednak władze w Oczakowie i Chocimiu za-
pewniały, iż wojna z Rosyą handlu z Polską wcale tamować nie
będzie.
W końcu Października przyszły wiadomości o blizkiem wnij-
ściu wojsk rosyjskich na Ukrainę pod feldmarszałkiem Roman-
zowem, obiecywano wszakże, iż za w r szystko płacić będą. — Na
Wołyniu snuły się projekta organizacji milicyi krajowych, dla
zapobieżenia nadużyciom i niepokojom wewnętrznym, przed sej-
mem następnym. — – Chciano zapew r ne z milicyi tych do intryg
stworzyć narzędzie. Miecz to był obosieczny. Król, do którego
to doszło, słusznie lękał się niezależnych a zorganizowanych sił
wojskowych {status in statu). Ks. Janusz Sanguszko, wojew r oda,
który myśl tę podnosił, uraził się na króla, iż go nie popierał.
Wojewodowie bowiem byliby naturalnie milicyami dowodzili.
Król to pomnożenie sił (zalecone przez Staszica?) bardzo pochwa-
lał, lecz chciał je mieć włączone do wojsk komputowych.
W tym roku, w Sierpniu (22), po dokonaniu połączenia Piny
z Muchawcem, projektu, który od czasów Władysława IV cze-
kał aż dotąd na urzeczywistnienie, pierwszy statek Laskowskiego,
podczaszego brzeskiego, sto beczek soli wiozący, po kanale rze-
czypospolitej z Gdańska do Pińska przypłynął. — Porządkowano
się w kraju i stolicy. W Maju obostrzono przepisy przeciwko ludziom loźnym, włóczęgom i żebrakom pod niebytność królewską.
W Warszawie, należy przyznać, sprawujący juryzdykcyę mar-
— 382 —
szalek Gurowski gorączkowo był czynnym — w teatrze, na uli-
cach, w piekarniach. Wydawał nieustanne edykta, sprowadzał
sikawki i drabiny z Anglii do gaszenia pożarów (któremi się
przed królem popisywał), porządkował stolicę. Cały szereg tych
jego rozporządzeń wyszedł w tym roku: o oświetleniu miasta,
o ludziach loźnych i meldowaniu przybyłych (czego dotąd nigdy
nie bywało), przeciwko przekupniom, zakaz noszenia broni i strze-
lania; obwołanie zachowywania świąt i niedziel; wypiekanie
chleba i t. p.
W czasie niebytności króla w Warszawie zastępował go re-
prezentacyjnie prymas, obchodząc uroczyście święta, w czasie
których u siebie przyjmował. Na św. Stanisław dawał obiad,
bal i iluminacyę. Widziano na nim pierwszy raz obmyślony
w tym roku mundur trybunalski lubelski, kontusze białe (i fraki),
wyłogi majowe, guzy białe, żupany i kamizelki majowe… Dla
przypodobania się N. Panu, nawet ks. Potemkin, indigena Polski,
występował po raz pierwszy w mundurze obywatelskim woje-
wództwa bracławskiego. Mundury były naówczas w wielkiej mo-
dzie; Radziwiłł i Szczęsny Potocki mieli tak zwane ^mundury
przyjacielskie*, które wdziewali wszyscy ich klienci, składając nie-
jako orszak służebny… L
*) Mundun r województw w r. 1778 były następujące:
Województwo Poznańskie: Kontusz j&*no szafirowy z wyłogami pąsowemi, szlify na
obu ramionach srebrne, żupan biały (od sejmu 1780 guziki
srebrne).
r Kaliskie: tak iż.
r Gnieinieńskie: podobnie.
„ Sieradzkie: kontusz karniazynowy, obszlegi granatowe, naramniki złote,
żupan biały.
„ Łęczyckie: mundur podobny, szlify odmienne, jedwabne granatowe ze zło-
tem, albo żółte z granatowym.
„ Brzesko- Kujawskie: kontusz granatowy, wyłogi karmazynowe, szlify sre-
brne, żupan karniazynowy (od r. 1780: kontusz karniazynowy, żu-
pan i wyłogi granatowe). Włocławskie: takiż.
Ziemia Dobrzyńska: kontusz amarantowy, wyłogi błękitne, szlify złote, żupan biały.
Województwo Płockie: kontusz jasno-szafirowy, wyłogi pąsowe, guziki i szlify srebrne,
żupan słomkowego koloru.
_ Mazowieckie: kontusz eiemno-szafirowY, szlify na obu ramionach złote
z szafirem, guziki z głoskami X. M., wyłogi słomkowe, żupan
takiż.
— 38;-) —
Województwo Rawskie: kontusz pąsowy, wyłogi czarno, szlify złote, guziki takież z li-
terą R., żupan biały.
Małopolska. Województwo Krakowskie: kontusz amarantowy, żupan biały, szlify sre-
brne ze złotem z bulionami kolorowymi na lewem ramieniu (yo
sejmie 1780 r.): kontusz granatowy bez wyłogów, kołnierz i żupan
amarantowy).
Województwo Sandomirskie: kontusz blado-blekitny z obszlegami pasowymi, guziki po-
złacane lub tombakowe, żupan biały.
n Kijowskie: żupan granatowy, kontusz karmazynowa-, wyłogi granatowe,
guziki złote, naramniki złote z napisem: województwo kijowskie,
(po sejmie 1780 r.: kontusz turkusowy z wyłogami czarnemi, gu-
ziki żółte, żupan biały).
Ziemia Chełmska: kontusz zielony, obszlegi czarne, żupan słomkowy, naramnik na le-
wem ramieniu złotv.
*
Województwo Wołyńskie: kontusz zielony, żupan biały, kołnierz i łapki pąsowe.
„ Podolskie: kontusz majowy czyli papuzi, wyłogi czarne, szlify złote, żu-
pan biały.
„ Lubelskie: kontusz pąsowy, wyłogi zielone, szlify złote na obu ramionach,
żupan biały.
„ Podlaskie: kontusz szafirowy, obszlegi amarantowe, szlifa srebrna jedna
na lewem ramieniu, guzików białych dwanaście, żupan biały.
„ Czernichowskie: kontusz karmazynowy, czarne wyłogi, szlify przerabiane
zlotem z czarnym jedwabiem (litery W. C), żupan biały. Litwa. Województwo Wileńskie: kontusz granatowy, obszlegi karmazynowe, szlify
złote, żupan karmazynowy.
Powiat Oszmiański: kontusz i żupan zielony, obszlegi zielone, szlify złote (później
taki sam mundur, jak województwa Wileńskiego).
Powiat Wiłkomirski: kontusz i żupan szafirowy, wyłogi słomkowe, szlify złote.
Województwo Trockie: kontusz granatowy, żupan i wyłogi słomkowe. (Później kontusz
pąsowy, wyłogi zielone, żupan biały).
Powiat Upicki: kontusz karmazynowy, obszlegi granatowe, szlify złote, żupan
słomkowy.
Księstwo Żmudzkie: kontusz pąsowy, wyłogi niebieskie, szlify złote, żupan biały.
Województwo Smoleńskie: kontusz karmazynowy, obszlegi granatowe, szlify złote, żu-
pan granatowy.
Powiat Starodubowski: kontusz szafirowy, żupan i wyłogi słomkowe, szlify złote.
Województwo Połockie: taki sam, jak Smoleńskiego.
„ Nowogrodzkie: kontusz pąsowy, wyłogi i żupan czarne, szlify złote.
Powiat Słonimski: kontusz szafirowy, żupan słomkowy, wyłogi takież, szlify
złote. (Później kontusz amarantowy, żupan i wyłogi szafirowe).
Powiat Wołkowyski: kontusz granatowy, żupan i wyłogi karmazynowe, szlify
złote. (Później kontusz karmazynowy, żupan i wyłogi granatowe).
Powiat Orszański: z~województwa Witebskiego pozostały, kontusz zielony, wy-
łogi białe, szlify złote, żupan biały. (Później takiź, jak wojewódz-
twa Wileńskiego).
— 384 —
Województw Brzesko-Litewski*: kontusz szafirowy, wyłogi aniarantowe, szlify złote,
żupan i pas białe.
n Mfrisławskie: kontusz granatowy, obszlegi niebieskie, żupan słomkowego
koloru (od 1780 r. opuszczony).
„ Mińskie; kontusz karmazynowy, żupan i wyłogi granatowe, szlify złote.
Powiat Afozyrski przyjął mundur wojewódzki.
Powiat RzeczYiki: kontusz amarantowy, żupan i wyłogi białe, szlify srebrne.
Księstwo Inflanckie: kontusz niebieski, wyłogi czarne aksamitne, szlify srebrne, iupan
bialw
Prowinoye pruskie. Księstwo Chełmińskie, Malarskie, Pomorskie, w. Ruskie,
Bełskie i Witebskie już były odpadły. XI.
PISM I E N X I CTWO.
177:>- 1787.
Znaczenie piśmiennictwa. Stan jego w Polsce w XVIII w. \k) -asach. Łacina i iran-
cusezyziia. Literatura średniowieczna curojjcjska. Reforma. Literatura narodowa.
Francusczyzna. Prąd ku reformie. Konarski i jego pomysły. Załuscy. Stanisław
August. Czartoryscy. Dwa prądy. Język. Kopczyński. Polska literatura \to
pierwszym rozbiorze. Krasicki. Jego dzieła i ich znaczenie. Satyra i bajka. Cha-
rakter pisarza. Pisma chronologiczne. Naruszewicz jako poeta i dziejopis. Tlo-
maczenia. Dzieje. Stanisław Trembecki. Życie, charakter i dzieła. Nagurczewski.
Krajewski. Karpiński. Kniaźnin (Balony). Ks. Czartoryski, myśli jego o literaturze
swego czasu. Patryotyzm. Prace historyczne przygotowawcze. Dogiel. Czacki.
Jan Potocki. Tlomaczenia. Postępy wieku. Sztuki piękne. Teatru jHwzatki. Teatra
amatorskie. Sołtyk. Prywatne sceny. Syn Marnotrawny. Bogusławski. Pierwsi
artyści. Zakończenie.
Polska w czasie trzech rozbiorów. Tom I. -•”>
XI.
Piśmiennictwo
1775—1787.
Stan piśmiennictwa jest zwierciadłem, w którem się odbija
stan społeczeństwa — jest to ostateczny owoc życia, ostatni utwór
zbiorowych wszystkich sił jego — w którego skład wchodzą ży-
wioły, jakie tworzyły społeczność. Cnoty i wady, wychowanie,
przeszłość, temperament narodowy, pragnienia, prądy, idee, oby-
czaje, wszystko to się w piśmiennictwie piętnuje, choć często
hieroglifami pisane, które nauczyć się trzeba czytać i rozumieć.
We wrzątku życia piśmiennictwo często stoi niewidzialne
na stronie, pozornie żadnego w niem nie mając udziału, ku nie-
mu jednak podziemnemi żyły zbiegają się wszystkie strumienie,
jakimi ono płynęło. Tu biją pulsa, tu się skrzepiają władze. Gdyby po naro-
dzie jakim nie pozostało nic nad to, co napisał, wyśpiewał, wy-
powiedział, począwszy od form językowych, od grafiki aż do
ducha i treści, wszystkoby w tych pomnikach spowiadało jego
przeszłość.
Zaniedbane lub nawet wzgardzone piśmiennictwo, które
wobec czynu skromne zajmuje stanowisko, wyrasta dopiero do
znaczenia świadka żywota, gdy czyn przeminął i uwiązł w niem
jako owad w złotym bursztynie.
— 3SH —
Duch człowieka w piśmie się uwiecznia, drugie biorąc na
się ciało, trwalsze od pierwszego.
Literatura polska XVIII w., a mianowicie panowania Stani-
nisława Augusta, jest też tej epoki najdobitniejszem świadectwem.
Od r. 1764 do 1787 rozwija się ona tak samo jak naród, poli-
tycznie znękany, moralnie potężniejąc pod chłostą losu.
Po Sasach w spadku pozostaje toż samo w literaturze, co
w życiu: zepsucie i ruiny, zniszczenie prawie bez poczucia
jego, gruzy, w których znużony rozpustą i próżnowaniem duch
drzemie, nie mając siły się z nich wydobyć. Dwa panowania
ostatnie dokonywają, co już od Jana m się rozpoczęło. Na tle
literatury klasycznej, w jej formach ciasnych dla nas, ale z któ-
remi zżyliśmy się jak ze zbroją żelazną, która się ugiąć nie mo-
gła, ale się w niej ciało poruszało — piśmiennictwo nasze doszło
pewnej dojrzałości, nie pośledniejszej od literatur innych naro-
dów. Łacinę tę i klasycyzm przykroiliśmy sobie i przyswoili, —
z niemiśmy się zrośli. Do XVI w. żyliśmy wspólną całej Euro-
pie średniowieczną literaturą łacińską, w XVI reforma dała ży-
cie nowemu piśmiennictwu narodowemu.
Vcrnaculo sermone, vulgari lingua zaczęto najprzód pisać dla
szerzenia nowych idei, dopóki się nie przekonano, że ta mowa,
wzięta z ust ludu, którego instynkt cudownie ją przygotowywał,
zdolną jest wszystko wypowiedzieć i najwdzięczniejsze przybrać
formy. Za wzór służyły Grecya i Rzym, bo te były najbliższe
nas narody w r ysokiej cywilizacji. Na nie zapatrywało się wszyst-
ko, co żyło, i myśmy się w nich rozmiłowywali. Sama rzecz-
pospolita chętnie się porównywała do Sparty i Rzymu — pierwsi
też poeci nasi, nie wyjmując Kochanowskiego, dziećmi byli kla-
sycznego świata, Reja wyjąwszy, chociaż i on coś od niego z dru-
giej ręki chwycił. Lecz Kochanowski, co naśladował Horacego,
umiał w swe pieśni włożyć rodzimą Sobótkę, jakby perłę w pier-
ścień złoty. Idziemy tak, po łacinie pisząc polskim językiem,
po łacinie myśląc i śpiewając aż do XVII w.
Ludzie z Zachodu wnoszą do nas wzór inny, wprawdzie
także na łacińskiej urobionej cywilizacyi, lecz wcale różnej a no- wszej formą— francuskiej. Córka zastępuje u nas matkę, a ra-
czej staje się jej rywalką.
Wyższy świat francuskim jest już za Jana Kazimierza, za
Sobieskiego, choć szkoły i trybunały i szlachta jeszcze łacińska.
— :jx9 —
W literaturze ta dwoistość zaczyna się potrosze odbijać — ale
to epoka nie piśmiennicza, trzeba się bić; pisać ni czytać nie-
ma czasu.
Rozprzęga się żywa Rzeczpospolita — a to, co w niej ułomne,
jeszcze ułomniejszem przedstawia się w piśmiennictwie. Kłamie-
my sami przed sobą, aby się pocieszyć, panegiryk pochłania
wszystko tak, jak dworowanie zjada wszelką życia samoistność.
Buta szlachecka rozpościera się w domu, czasem na sejmiku, nie
ją łatwo kiełzna i na w r odzy trzyma pańska siła. W literaturze
ona chyba u jednego Paska, reszta pełza przed dostojeństwem,
przewagą, przed stołem pańskim a dzbanem. Obok tej litera-
tury panegirycznej szpikowanej łaciną, jawią się już koszlawe
tłomaczenia z francuskiego, zwiastuny nowej ery; Pasek, Poczo-
but, kilka pamiętników, Wacław Potocki, potężny talent, genial-
ne słowo, popsute formy ówczesnemi, z których się wyłamać nie
mogło — zresztą nic, oprócz obrzydłej wymowy.
Naród coraz mniej do czynu zdolny, więcej codzień mówić
potrzebuje, potoki słów się leją, czcze i nie zasilające nikogo.
Mała odrobina myśli przelewa się z tą wodą. Deklamatorstwo
wysadzane fałszywymi kamieniami, czcze wyrazy. Życia nic —
resztki przeszłości trupie, jak zabawka w rękach dziecięcych.
Nie było też od Jana Kazimierza, ani czasu, ani smaku do
pisania; nieład w kraju nieładem myśli, a raczej bezmyślnością
się tłomaezył. Z dnia na dzień żyło się, idąc na oślep,- nie pa-
trząc jutra.
Już w końcu panowania Sasów, ta niewola ducha radaby
z siebie zrzucić sromotne kajdany. Uczoność kramarska nie star-
czy i nudzi. Załuski ucieka się do przeszłości, do ksiąg, do
nauki, aby z nich życia zaczerpnąć. Konarski czuje potrzebę
zreformowania nie samej literatury, ale instytucji, wychowania,
wszystkiego, co ma siłę odradzającą. Wie on, że naród okale-
czał w pieluchach, które go krępowały, od kolebki chce począć
reformę. Znakomitego męża tego mało kto dziś zrozumie i oceni,
chociaż zakres jego działania obszerny bardzo i co ma się uro-
dzić później, w jego myśli powstaje. Jak wszyscy prawie u nas
ludzie większego wpływu, Konarski dopełnia swojego wychowa-
nia na Zachodzie. Syn znakomitej rodziny (kasztelana Zawi-
chostskiego), wcześnie obleka suknię zakonną, dwudziestopięcio-390
letni jodzie do Rzymu i Pa-
ryża, zwiedza później je-
szcze Hołandyę, Niemcy
i Wiochy.
1’iorwszeni jego dzieleni —
reforma szkól i nauczania,
konwikty dla młodzieży.
Odrzucenie form zastarza-
łych, wlanie w szkolę no-
wego życia.
Zatem idzie poprawa je*
zyka, form wymowy bee-
myślnej, wyśmianie paue-
giryzmu. Własny zakon
-i przeznacza za reformato-
I ra ojczyźnie i przekształ-
ca go tak. aby byl uży-
tecznym. W r. 1771 pisał
o wymowie zbutwiałej.
w 1775 zreformował Pija-
rów, w r, 1760 powstaje
przeciw sejmom i liberum
veto. Chce uczyć myślenia ‚Arsbenc cogitandi), chce uczyć” dzie-
jów (Volumina legum), chce z fak< yi rozbitych stworzyć jednoli- ty^ naród. Poświęciwszy się temu niewdzięcznemu powołaniu re- formatora, odmawia dostojeństw, kryje się przed sławą, trzebi drogi — dożywa podziału kraju i umiera W godzinie pierwszego rozbioru. Rzeczywiście on przed wszystkimi uczul i wypowie- dział niezmierna potrzebę odrodzona instytucyj, wychowania, ję- zyka; dl. i ocalenia narodu, nn pierwszy miał odwagę wstać do walki z potężnym zakonem, który, pod pozorem pielęgnowania wiary, paraliżował umysły i mnożył ciemnotę. Zadania te w chwili. gdy j>’ Konarski podnosił, do spełnienia były trudne — jaśniej
wiedziano, eo zburzyć potrzeba, niżeli co na tom miejscu posta-
wić. Instytucye domagały sic reform wstręt! lwy eh ogółowi, ale
dających się lepiej określić, w wychowaniu widziano tylko złe
pierwszego skutki — plan nowego trudno było zakreślić. Wi-
dnieje w nim tylko myśl stworzenia ludzi do czynnego żyda Ka. i
usposobionych nie w*»
rdzewiale brzeszczoty
stare, ale w nowa broń
ostrzejszą.
Kończą się panowania
Sasów Załuskim i Ko-
narskim. Tu i owdzie
[nineiisczyzna zjawi a
się w polskiej szacie, a
pierwszym jej pono sku-
tkłem,&eJesyk,wpraÓd;
poplamiony, ale nie ze-
psutą hn-iną. laiiiir sk;
i wykoszlawia.
Stanisław August wstę-
puje na tron. Jest on re-
prezentantom europej-
skiej cvwilizaevi. Wv- „ _ . ,. . , .
..,.’. , hut. finufrif ho/ietynski.
kształcenie świetne lecz
powierzchowne , u b ó-
stwienie zachodu, żądza postępu i nieświadomość dropi ku niemu,
znamionują go. AV Polsce, jak we Franeyi, wiedzą tylko ludzie
jedno— że burzyć potrzeba. Zadaniem króla starą Polskę odro-
dzić, ale na wzór zachodni, bo w niej sil własnych nie widzi,
tylko zastałość i barbarzyństwo.
Czartoryscy też same mają idee i chęci. Ich dwór, koleb-
ki niemal wszystkich ludzi, co myśleli i działali, czysto eudao-
ziemski, ich dążenie także reforma na wzór francuski.
Jak król, wielbiciel VoItaire’a, nie dopatruje się w nim ojca
rewolucyi i jakobinizmu, tak Czartoryscy we Francuzach nie do-
myślają się propagatorów demagogii.
Dwa prądy obok siebie widoczne od początku panowania
Stanisława Augusta, klasyczny, łaciński, stary i nowy francuski,
wojują z sobą, godzą się, łączą, mieszają, a żaden zwyciężyć się
dać nie chce. Od początku panowania kraj w walce o byt za-
grożony, znękany, zawieruszony, ledwie ma czas na spokój, na
pracę i słowo, na pogląd poważny. Jedyną myślą ocalić rzecz-
pospolitą, literatura tez Hicaen] się innem nie zaprzała, polityka przejmuj” nią, wsiąka w nią, opanowuje cala,
A’.<t/(/Ji’ liiskufi Ignac// Kr
W miejscu Alwara, z
bitego przez Konarskie-
go, praktyczniejszy kie-
runek, podstawa jego—
nowsze języki, matema-
tyku, fizyka, mechanika:
gimnastyka nawet dobi-
ja się w wychowaniu
udziału. Francuse żyzna,
jako język europejski,
powszechny, dyploma-
tyczny, dający wstęp
wszędzie, zastępuje ła-
cinę. Król pisze sani
po francusku listy i pa-
miętniki, to, oo go ota-
cza, w domowem poży-
ciu prawie się własna
mową nie posługuje ;
nikt, nie wyjmując kró-
!,i. ortografii polskiej nic zna. nikt o niej aż do zjawienia się
Kopczyńskiego nie myśli.
Kopczyński jest oczniem, współpracownikiem Konarskiego.
Jeżyk się psuje widocznie; Ignacy Potocki pierwszy nastręcza
mu myśl polskiej gramatyki. Ukazuje się ona dopiero w roku
17H0, a z nią razem staranie o czystość języka. Odtąd Kopczyń-
ski, wszedłszy na drogę, mimo choroby oczów, z której go Ga-
gatkfewioss ulc.zyl, ślęczy nad elementarzami dla. szkółek para-
fialnych, kt-.rr sprawują cuda, wydaje układ gramatyki… bu-
dzi poszanowanie mowy ojczystej. Pokolenie dorastające już ją
tiarze oczyszczoną z rąk jego i starczy mu ona do życia.
Niema się co zresztą dziwować, iż w wyższych kolach
u nas panowała francusczyzna; królowała ona wszędzie: Fryde-
ryk W. pisał tylko po francusku, część korespondencji cesarza
Józefa II z matką jest w tym języku, mówiono nim na dworze
Katarzyny, obejść się bez niego nie było podobna.
Polska literatura odradza się dopiero po pierwszym rozbio-
rze B nosi na sobie tę cechę główną, że jest przejęta do szpiku
sprawą domową, krajem, ojczyzną. Zupełnie wyjątkowo zjawiają się dawniej gdzieś w zaciszu
wykonane ttomaczenJa Ilo-
neyoBM i Tacyta; ten sam
Naruszewicz, co je wydaje,
■ satyrach, odach, historyi,
Tauryce, należy do swego
wieku. Trembecki, Krasicki,
Węgierski piszą natchnieni
w y i> ad k a m i, tendencyjniemyślą zwrócona na stan
obecny.
Przed wszystkimi nimi stoi
i przoduje, najściślej związa-
ny ze swoim społeczeństwem.
najlepszym jego będący wy-
łażeni, Krasicki. On te. epokę
czuje i uosabia najlepiej. Wy-
kształcenie jego dwoiste oba
W sobie prądy jednoczy —
jako powołany do stanu du-
chownego zna dobrze łacinę
możnej rodziny, obracający
Dani?i Janoeki,
nie obcy mu są klasycy -jako syn
ę w wyższych sferach, oswojony
z francusczyzną. zaczerpnaj ducha wieku. Miedzy tym duchem
nrgacyi a starą wiarą, Krasicki, jako wielu naówczas, szuka
przejednania, jakiegoś modus yin-udi—goilzi w sobie oboje. Ta-
lent to łatwy, Świetny, zaostrzony dowcipem, chłodny ale ro-
zumny, często rzewny, nigdy namiętny, pan siebie i praca mu
starczy za gorętsze natchnienie. Nikt nad niego lepiej, delika-
tniej, skuteczniej starej rdzy i pleśni oskrohywuć nie umiał.
Pisał bardzo wiele i w różnych rodzajach, rzeczywiście je-
dno tylko prawie w rozmaicie przebraną satyrę swojego czasu.
Chcąc hyc dydaktycznym, jak w Podstolim, musiał, chorując na nieświadomość drogi wspólną wszystkim, być ogólnikowym, mgli-
stym*, w epopei deklamatorskhu jest i chłodnym. Tylko miłość
ojczyzny natchnęła mu wiersz gorętszy. Satyra, bajka, epigra-
mat, list, są utworami płynącymi z ducha, w których jest ca-
łym sobą.
Niezmordowanie czynny, gdy nic znajdzie już co robić,
a praca dian stała się nałogiem i potrzebą, będzie Niesieckiego
dopełnia! i oncyklopedyę zbierał. Komedy a, powieść, Batyra, bajka, epigramat, list, epopeja poważna i ko- integaa, dziennikarski ar- tykuł, wszystko ■/. l,-i iwn- ścią wychodzi z pod jego pióru, wszystko ma ten- dcncyę. odpowiada poirzo
bis, wyrosło z tycia. Na-
wał gdy go [antazys zmu-
sza iść między obcych,
czuć, że o nich mówi do
swoich. Reformator, ałs
przebiegły i znający ludzi.
wio. te Więcej uczyni ła-
godnością, niż gniewem,
uśmiechem , niż groźbą.
Każe się kochać i ciągnie
za sobą. Dowcip jego nie
knleczy i nic zabija, kole. drażni, niepokoi, lecz wywołuje rumie-
niec wstydu i cichą poprawę. 7, wyjątkiem wojny Chocimskiej,
wszystko prawic, co pisał, miało cel i zastosowanie natychmia-
stowo.
Wielki, prawdziwy smak jest jego talentu cechą, nic po-
trzebuje czuwać nad sobą, nosi wewnątrz jego cnttrium.
Wychowanieo salonów, wyrzeka się czasem siły dla ogłady,
wyraz dobitny ale szorstki odrzuca, uniku go, pisze dla ludzi do-
brego towarzystwa i mierzy każde wyrażenie.
Z tymi przymioty Krasicki musiał być i był swego czasu
potęgą wielką, najpopularniejszym z pisarzów współczesnych,
umiał mówić do ludzi swojego wieku i zawsze był przez nich
rozumianym. Książki jego rozchodziły się, rozchwytywane były.
a na starych ich wydaniach widzimy ślady, ile rąk ciepłych je
sobie podawało, język jego eayaty, piękny, nie ma powagi sta-
rych pisarzy, ani ich kontuszowego kroju, lecz z instynktem nie-
zrównanym godzi stnrą mowę z uowemi potrzeby. Wyobraźnia poety i pisana śmiała jest na swój czas a mi-
mo to ostrożną, nawet gdy pojęć historycznych reformę zatnie-
— 395 —
rza. W Doświadczyńskim znać powieść Woltaire’a, w Podsto-
lim więcej jest Roussem, ale mu tu śmielszego pomysłu brak:
nie radby nic obalać, tylko podeprzeć i oczyścić.
W Wojnie mnichów dotyka reformy klasztorów i zakonów,
próźniaczego życia nałogów, lecz miarę umie utrzymać; kryje,
coby ohydnem być mogło, wystawia, co śmieszne. — Arcydzie-
łami jego wszakże są satyry i bajki — w tych mistrzem jest nie-
dorównanym. Z politowaniem, z ironią karci, choć sam będąc
człowiekiem, nie bardzo wierzy w skutki.
Bądź zdrów.— Gdzie idziesz? — Napiję się wódki.
W bajkach, które dla nas mają dziś jeszcze taki urok pra-
wdy i naiwności, taki wdzięk prostoty, współcześni widzieli coś
więcej od nas, bo często wzory z żywej pochwycone sceny.
Charakterystycznem jest to w człowieku jego położenia
i stosunków, wśród czasu tak zawichrzonego polityką, iż przez
całe życie wcale do niej się nie mieszał. Nie widzimy go ani
razu w szeregach walczących, w splotach wężowych intrygi po-
litycznej uwikłanego. Siedzi na ustroniu, lubi ciszę, otacza się
ludźmi spokojnymi, powołaniem jego pióro. Stoi wyżej nad na-
miętny tłum szermierzy, nie jest to obojętność, jest to trochę
sceptycyzmu i wiele chłodnego rozsądku. Dobrze i przyjaciel-
sko z królem, przyjaźnie ze wszystkimi, nie pochlebia nikomu
i złemu nie pali kadzideł.
Pierwsze pisma Krasickiego rozchodziły się w rękopismach.
Były to bajki i satyry, do których go najprzód talent powołał.
Początkowe próby w Monitorze mało miały rozgłosu; po nich
w 1775 r. nastąpiła Myszeis, satyryczny poemat z ukrytą myślą,
której się dziś dobadać nie łatwo. W tym samym roku wyszła
w Sans-Souci, w pokoju Voltaire’a, przy boku Fryderyka W. na-
pisana, Monachomachia. W następnym wydał Doświadczy/iskicgo,
także powieść wolterowską przypominającego. Epoką najżywszej
właśnie działalności jego są lata do 1787 r.
Następowały po sobie nieprzerwanym ciągiem Satyry i Pod-
stoli (1778), Historya na dwie księgi podzielona, bajki i powie-
ści, komedye, Encyklopedya wydana r. 1781 i najmniej rozpo-
wszechniona (przypisana królowi), Listy i pisma różne i t. d. Po
długiej niebytności zjawił się w r. 1782 w Warszawie, jadąc do
rodzinnego Dubiecka, przyjmowany serdecznie przez króla, wi-
tany ślicznym wierszem Trembeckiego. Po r. 1787 ucicha, od- — 396 —
poczywając przy pracach historycznych, usuwa się z tego pola,
na którem był tak czynnym, chociaż pisma jego są zawsze naj-
chętniej czytanemi i coraz większej dobijają się popularności.
Pod względem wpływu i znaczenia nie wiem kogoby można
obok Krasickiego postawić; on jeden naówczas pisał dla całego
kraju, tworzył czytelników; on jeden nie potrzebował się ucie-
kać ani do osobistości, ani do politycznych aluzyi, aby być czy-
tanym chętnie i powszechnie.
Wielkich zasług, znakomitej także niegdyś rodziny litew-
skiej potomek, ks. Adam Stanisław Naruszewicz jest już posta-
cią zupełnie od pierwszej różną. I on także początkowe wycho-
wanie jezuickie dopełnił podróżą po Europie, lecz młodość jego
zeszła w murach i otoczeniu klasztornem; coś z rubaszności wv-
kapturzonego mnicha na wieki w nim zostało. Francuskiego
wpływu, choć czas jakiś bawił we Francyi, nie znać na nim
wcale. Jest to wychowaniec surowej łaciny, mąż uczony, lecz
smaku nie nabrał za młodu i energiczniejszej natury, siłę zawsze
wyżej w sobie cenił, niż wytworność i wdzięk. Język jego mę-
ski, ale często szorstki, łatwości w nim nie czuć, więcej pracę
umiejętną wspieraną temperamentem gorącym. Pomimo tej
twardości stylu, człowiekiem być musiał daleko łagodniejszym,
niż poetą, gdy się do humoru króla i dworactwa przy. nim na-
łożyć umiał.
Pierwsze prace Naruszewicza są tłomaczeniami klasyków,
mającemi w r artość trwałą. Nie mogły one być popularnemi. Ta-
cyt, Horacyusz, Anakreon, wydani w ciągu sejmu delegacyjne-
go, mało kogo przywabiali… z wyjątkiem kilku smakoszów. —
Królewska wola zwróciła tłomacza Tacyta na pole historyi kra-
jowej; praca ta z Pińskich błot i ciszy przeniosła go na zamek
warszawski. Lubiono tu Naruchę, który czasem dosadnym wier-
szykiem czwartkowy obiad rozweselić umiał. Nie miał on do-
wcipu biskupa Warmińskiego, ale śmielszy od niego, ważył się
nawet na cynizm, z którego przykład poetów greckich go roz-
grzeszał. W tych latach do 1787 r. Naruszewicz zdołał opraco-
wać swoją historyę, dzieło olbrzymie, jeśli zważymy jak mało
miał obrobionego i przygotowanego doń materyału, historyę Jana
Karola Chodkiewicza, resztę tłomaczenia Tacyta i Taurykę.
Historya jednała mu sławę i dawała pierwszeństwo między
prozaikami epoki, ona stanowi jego największą zasługę i prawo
— 397 —
do wdzięczności potomnych. Tłomacz Tacyta pojął ją dosyć chłodno, szedł ostrożnie, szukał w niej prawdy przyciemnionej
brakiem krytyki i lekkomyślnością poprzedników; dokonał wiele,
bo wszystko stworzyć musiał: ideę ogólną, formę, styl, treść
i szatę. Dosyć go porównać do współczesnych mu obcych na-
wet pisarzów, ażeby przyznać, że zadanie historyka lepiej i ja-
śniej od innych pojmował. Wielu późniejszych zaledwie go do-
ścignąć mogło.
Jako poeta, literat, jako pisarz wpływowy, acz dla często
pięknego języka cenionym być może, w jednej tylko satyrze
daje dowody talentu, w innych utworach napuszony, chłodny,
wyszukany, zaledwie jest dworskim rymołwórcą. Łatwiej mu po-
zyskać szacunek, niż wziętość i popularność, podobać się uczo-
nym, niż ogółowi; smaku mu brak mimo ciągłego obracania się
w kołach dworskich, mniszego coś, gminnego czasem, dziwacz-
nego niemal ma w sobie. Deklamacyi tu więcej, niż uczucia i na-
tchnienia, mało poczucia wdzięku lub sentymentalizm sztuczny
a niekształtny zastępować go usiłuje. W satyrze też nie wy-
równywa Krasickiemu, inny nadaje jej charakter, choć tu już
na swem jest polu i snadniej mu podołać tej chłoście, do której
dłoń jego ma siłę. Licząc ogromną ilość okolicznościowych poe-
zyi Naruszewicza, możnaby było sądzić, że niemi powinien sobie
był wyrobić wziętość — przeszły one jednak jak dawne panegi-
ryki bez rozgłosu.
Choć król razem z Sarbiewskim go mieścił w jednym me-
dalionie, choć literatura zapisuje go w poczet wieszczów epoki,
my Naruszewicza tylko jako znakomitego dziejopisa cenimy —
poetą nie był z ducha wcale, był nim przez naśladownictwo
i wprawę tylko.
Z nim i z Krasickim sławę pierwszorzędną dzieli Stanisław
Trembecki, poeta znakomity, gdyby dworakiem nie był, gdyby
wpływ czasu i obyczajów nie starł z niego szlachetniejszych ry-
sów, gdyby go nie dotknęło zepsucie zawcześnie. Dziwić się
można, iż tyle ciepła w duszy, siły w języku zostało po takiem
życiu, które zeń wszystko do kropli wyczerpać mogło. Trem-
becki, syn majętnej rodziny, pochodził z Krakowskiego, nauki
kończył w akademii Jagiellońskiej; zwiedził potem Paryż i Fran-
cyę i z królem poznać się miał gdzieś za granicą, w salonach
paryskich może. Zdaje się, że całą swą ojcowizną puścił naów-
— 398 —
czas w karty i na bujne życie, kochając się, pojedynkując i na-
bierając poloru salonowego zbyt wielkim kosztem. Powróciwszy
do kraju zrujnowany, ale wykształcony, zjawił się w Warszawie
na dworze i przez króla, który podobnych mu ludzi lubił, mia-
nowany został szambelanem. Był nim nie z tytułu tylko, ale
czynnie. Chodzą wieści, że go król czasu konfederacyi Barskiej
jako ajenta używał. Przekonania jego polityczne szły zawsze w parze z usposo-
bieniem dworu. Trembecki gotów był opiewać, co królowi do
serca przypadało, szydzić i wyśmiewać, co mu było niemiłem.
Występował przeciw Branickiemu, gdy król był z nim źle, a po
śmierci króla żył na dworze Szczęsnego, który najwięcej dogryzł
Poniatowskiemu, opiewał Romanzowa, Katarzynę, ks. de Nassau,
kowala Maryańskiego, wszystkich i wszystko… jak wypadało…
jak chwila obecna wymagała.
Najcudniejszy język, przedziwna forma, rzeźbiony wiersz,
jak z marmuru kuty, harmonia języka, bogactwo barwy — nie
zastąpią w poecie tego, czego mu brakło, coby go było nawet
jako artystę podniosło— charakteru. Szambelan-poeta pisał swe
poemata, jakby one do obowiązków jego urzędu należały. W nie-
których z nich czuć, że mu je wskazano, że wola cudza je po-
dyktowała.
Człowiek zepsuty, zleniwiały brał się znać do pióra dopie-
ro, gdy konieczność zmusiła. Filozofia XVIII w. uczyniła go
sceptykiem; obojętnem mu było wszystko, oprócz tego, co go
dotykało osobiście lub przez króla, od którego losy jego zawi-
sły. Jedno uczucie, jakie się w nim przebija, to ta wierność
Poniatowskiemu, którego do zgonu nie opuścił.
Hr. Tarnowska pisze, że go spotkała w Grodnie, już w osta-
tnich latach, i spytała, co pisze. Odpowiedział jej ponuro:— Cóż?
chyba Treny Jeremiaszowe.
Obok tego wszystkiego był to rzeczywisty poeta, obdarzony
takim talentem szlachetnej formy, tak władający językiem, iż
mu w tern nikt nie dorównał. Obok Trembeckiego Krasicki pie-
szczonym się wydaje i zniewieściałym prawie; męski, jędrny,
majestatyczny, pełen siły, Trembecki nie wziął prawie nic z fran-
cuskich wzorów, które znał doskonale; nawet tłomacząc Syna
Marnotrawnego Voltaire’a, nadaje mu barwę własną.
Trembecki pisał wiele w tych czasach, po większej części
— 399 —
okolicznościowych poczyi, które pojedynczo wychodziły, roz-
chwytywane były i późno zebrane zostały. Namawiać go miał
Naruszewicz do pisania historyi późniejszych czasów, i zdaje się,
że Trembecki sam o czemś podobnem zamyślał, bo pozostała po
nim księga notat, dowodząca, iż historyę tę pojmował na wzór
historyków francuskich ze szkoły encyklopedystów, tendencyj-
nie, i nie myślał wcale opracowywać źródeł krytycznie. Nie
możemy więc ubolewać zbytecznie nad tern, iż nie wykonał jej,
bo powołaniem jego nie były dzieje.
Ze wszystkich poetów epoki i dworu Trembecki najbardziej
był dzieckiem XVIII w. — człowiekiem natury. Krasicki godził w sobie prądy wieku i puściznę przeszłości, Naruszewicz nie
zapomniał, że był duchownym, chyba chwilowo i pokryjomu,
Trembecki żył i pisał jak uczeń Voltairea i wielbiciel Pirona.
Obok tych trzech poetów i pisarzy najsłynniejszych, stoją
z młodszego pokolenia: Karpiński, Kniażnin, Zabłocki, poczyna-
jący Niemcewicz… Nie zaliczyliśmy Węgierskiego, mimo jego
talentu, który zużył na fraszki.
Nagurczewski Ignacy, jako tłomacz Wergilego, pracujący
had przekładami od 1754 do 1774 r., wobec epoki Sasów, ma
pewne znaczenie, postawiony przy mistrzach, całkiem je traci.
Więcej daleko wpływu przyznać należy Mich. Dymitr. Kra-
jewskiemu, Pijarowi, którego powieści — Podolanka (1784), Zda-
rzyński (1786), Pani Podczaszyna (1787)— idą w trop za Krasic-
kiego Doświadczyńskim i Podstolim. Czytano je dosyć, choć ni-
gdy nie dobiły się takiego znaczenia i popularności, jak pierwo-
wzory. W tendencyach pisarza znać dziecię wieku, zdolność
nie równoważy się z zadaniem.
Jako prawdziwy, rzew r ny, dobrze nazwany poetą serca zwia-
stuje się Fr. Karpiński, który już w 1786 r. swoją pieśnią o Lau-
rze i Filonie, swymi rytmy tkliwymi i tęsknymi się wsławił.
Poza sielankowo-miłosną piosnkę i religijną pieśń smutną (psal-
my) Karpiński nie sięga dalej: brak mu energii, odwagi, fantazyi,
jest w nim coś schorzałego i przekwitłego za młodu. Nieszczę-
ścia kraju padły kamieniem na jego serce, twarde życie go zgnio-
tło. Jako poeta, wedle pojęć wieku, czuł się uprawnionym do
wymagania od świata trochy pieszczoty i zapewnienia sobie spo-
koju—nie znalazł nawet w królu życzliwości, jakiej się spodzie-
wał, struło go to i zmęczyło.— W pamiętnikach opowiada nam,
400
j;ik się musiał kr.
łowi bezskutecznie
przypominać i jak
zawsze z uiczoni
oil niego odcho-
dził.
To mu natchnę-
ło elegię „Powrót
na wieś” i wiele
innych pieśni, prze-
siaklyeh własna
niedolą. Szlache- tna i zacna d u-
sza sparaliżowa-
nym znać byl za
miodu wychowa-
niem, które do pra-
cy nie budziło, u
promyk talentu za
przywilej do bez-„
czynnego marze-
nia wskazało. Wszyscy owego czasu Horacyusze skarżyli się
na Bogów, jedli UD Mecenasów nie dawały, Karpiński roz-
tkliwil kobiety poczyami swemi, których zbiór już w r. 1786
pod tytułem Zabawek się ukazał. Należał on urodzeniem do ode-
rwanej od rzeczy pospolitej (ialicyi.
7, wielu rysów podobnym mu jest i pokrewnym Fi. Dyon. Kniaźnin, od r. 1764 do 177:1 braciszek jezuicki, później na dwo- rze ks. Czartoryskich Śpiewający dzieje swego biednego serca. Już w r. 1779 wydal on swe Erotyki, a w 177 zbiór poezyi
późniejszy c 1 1, zrodzonych w Pula wadi. Tn sic mieści poemat
Balon, z powodu prób czynionych przez prof. I,’Huillier napi-
sany), poemat sentymentalny Rozmaryn i t. d. Kniaźnin nieco bujniejszą ma fantazyę, niż Karpiński, ale tę sama niemal pie- szczoną czułość, na którą koniec XVIII w. chorował. Szczegól- na rzecz; w chwili, gdy krwawa rowolucya francuska miała Dffo, i W.,V-Tki>. O r.\ L’i;iNii”i KUgłOi Dualo i BTOt nowości. tbWAU oW « Polace, Nnj!qKz,vjii tego dowódTM jest historyi prób
v.’Il- prfh
— 401 —
tragedyę ludzkości odegrać na scenie świata, sielanka była naj-
ulubieńszą w poezyi, sentymentalność panowała w towarzystwach, z balonami czynionych. Cesarz Józef w Wiedniu, gdy mu Blanchard ofiarował się
balon puścić, kazał odpowiedzieć, ze wierzy w to doświadczenie, ale nie jest go cie-
kawy i poczeka, aź z niego potrafią uczynić rzecz pożyteczną — w Warszawie dość
było uroku osobliwości. Zaledwie w r. 1782 Montgolfier próbę pierwszą napowietrz-
nego statku odbył w Avignonic, a w r. 1783 z Pilatrem de Rozier w Paryżu, w na-
stępnym roku już zapalczywie zajmowano się balonami w Polsce. W r. 1784 ko-
sztem generała de Witte w Kamieńcu rektor szkół miejscowych i profesor fizyki
kleił z papieru balon, 50 stóp średnicy mający, a wagi z galeryą funt. 980. Mimo
kruchości materyału mieli już nawet siadać do łódki Kasprowicz, prof. fizyki, i pod-
chorąży Jakubowski, ale zobaczywszy już tworzące się otwory, zostali na ziemi. Ba-
lon poszedł w górę na 400 łokci, pękł i padł.
W Warszawie pierwszą próbę z balonem robił d. 12 Lutego (1784) Okra-
szewski. Balon miał 38 cali średnicy, byl napełniony gazem i we trzy minuty
wzniósł się na sznurze do 300 łokci. Puszczony następnie w wysokiej sali na zam-
ku, trzymał się z godzinę przy suficie. Użyto doń gazu palnego. — Współcześnie
X. Józef Osiński, Pijar, wydał (Pr. Pijar) książeczkę «0 robocie machiny powietrz-
nej pana Montgolfier* (ze sztychem). — W kilkanaście dni po pierwszej próbie pu-
szczali znowu przy królu i wielu bardzo ciekawych widzach pp. Gidelski, Korn
i Bach balon z dziedzińca pani Krakowskiej (Branickiej). Miał on wysokości stóp
cztery, średnicy trzy. Mimo wiatru silnego zachodniego, poszedł na 580 łokci
w górę.
W modę weszły balony; d. 3 Marca puszczali znowu Gidelski, Korn i Bach
z Krakowskiego Przedmieścia balon, który zaleciał do puszczy Kołombrodzkiej w do-
brach królewskich, o milę od Witoroża, a o trzy mile od Białej. D. 6 Marca leśnicy
go uczepionego do drzewa spostrzegli i zrazu się niezmienne przelękli. Potem, przy-
patrzywszy się bliżej, dali mu w miejscu pozostać; strażnik go dopiero zdjął, a że
miał kartę przylepioną z infonnacyą o sobie, odwieziono go do Białej, skąd odesła-
no do Warszawy.
I znowu d. 6 Marca po południu p. Okraszewski na Piaskach, wśród stojącej
jeszcze Wisły, dwa razy puszczał (zawsze na znak z działa) balon na sznurze- Mnó-
stwo widzów nowemu widowisku się przypatrywało. Za trzecim razem puszczeny
wolno, poleciał ku Kobyłce i przez dwadzieścia kilka minut widziano go przez lu-
nety. Król patrzał z zamku i dał Okraszewskiemu medal złoty w nagrodę. Balon
ten dopiero d. 10 znaleziono pod Słupnem o mil trzy od Warszawy. Postrzegł go
najprzód włościanin z Grodziska na łące wodą zalanej w krzakach i wziął go za
jakąś osobliwszą zwierzynę. Dopatrzywszy się wszakże wstążek, pęcherza i t. p.,
zrozumiał, że to było jakieś czamoksięstwo, pospieszył na radę do gromady. Po-
biegli wszyscy ludzie na miejsce i tu ktoś kartę zobaczył przylepioną; odwieziono
tę osobliwość Bernardynowi do Grodziska. Ponieważ była obietnica nagrody, wie-
śniak go do Warszawy powiózł do króla i otrzymał podarek. A że mu się wła-
śnie svn urodził, obrócił to na chrzciny.
Znaczniejszą już próbę z balonem, mającym 7595 stóp kubicznych, przedsię-
wzięli własnym nakładem dnia 1 Kwietnia w Krakowie: D. Jaśkiewicz, prof. historyi
Tulska w czasie trzech rozbiorów. Tom I. 26
— 402 — •
barwiła prawie wyłącznie poezye wszystkie. Wpływ Russa mo-
że w tyeh zwrotach do idealnego złotego wieku natury upatrzyć
się daje. Kniażnin w dobrej szkole Puławskiej języka i smaku
nauczył się poezyom nadawać wdzięk i aż do zbytku je stroić
a pieścić, stąd też wziął sentymentalizm ten, który w Mai winie
tak razi przesadą i nienaturalnością.
Jak wpływ króla tak Czartoryskich na tę chwilę był prze-
ważnie wielki: wszystko prawie, co pisało, pracowało, śpiewało,
uczyło lub uczyć się chciało, około dworu króla i księcia gene-
rała się obracało— przechodziło przez Puławy, znajdowało w nich
przytułek, polecenie, opiekę.
Sam książę generał, niepospolitej zdolności człowiek, wiel-
kiej nauki a większego nad nią może talentu, był autorem, choć,
wedle obyczaju wieku, przyznawać się do tego nie chciał *). Nic
ciekawszego nad wyszła z pod jego pióra charakterystykę epoki ,
której slaby zarys dać pragniemy. Oto co pisze w swych My-
ślach Darityska, wskazawszy jak utworzenie komisyi edukacyj-
nej i reforma szkół nowy popęd dały piśmiennictwu:
„Do początkowych przyczyn zapalenia się do nauk przy-
dać można chęć przypodobania się panującemu i chęć dania się
poznać; lecz mało przysposobionych istotnemi znajomościami
i gustem uprawionych znajdowało się osób (w tych pierwszych
porach) między tymi, którzy się śmiało jednak pięli na autorów,
naturalnej i chemii, astronom Jan Sniadecki, Jan Chartier, prof. farmacyi, i Franc.
Scheidel. Odbyła się ona w dziedzińcu ogrodu botanicznego, wśród ogromnego na-
cisku widzów, o godz. 10 z rana. Balon napełniony sposobem Montgolfiera, na znak
z moździerza dany, wzniósł się na 2247 sążni i widać go było małym w obłokach
z ulic Krakowa. Opis był drukowany.
We dwa lata później 1786 r. puszczano w Ozeczelnikn, dobrach ks. Józefa
Lubomirskiego, szefa regimentu, balon papierowy, średnicy stóp 88, długości 38.
P<xlniósł się z ogniem wysoko, potem pędził go wiatr z milę i pęknięty wzdłuż
upadł na ziemię. Robił go Dr. Żelechowski, akademik krakowski (12 Września).
*) Dantyska Myśli o pismach polskich; — Komedye: Panna na wydaniu —
Kawa — Pysznoskąpski — Mniejszy koncept jak przysługa.
W listach, których się nam wiele czytać zdarzało, pełen dowcipu miłego. Nie
możemy się oprzeć chętce zacytowania jednej jego anegdotki z listu do Michała Za-
leskiego (1796, 26 Stycznia): « Hetman Pociej, przeżegnawszy się po łacinie, nigdy
nie omieszkał dołożyć: «a dla lepszego wyrozumienia… w Imię Ojca i Syna i t. d. Co
bywało zawsze dobrze przyjętem, choć zdawał się nie mieć Pana Boga za tęgiego
laeinnika». — 403 —
a osobliwie między tą młodzieżą, która już na świat była wy-
szła przy schyłku dawnego nieładu i zaniedbania; więc ten entu-
zyazm do literackiej sławy nie mógł po większej części jak tylko
nieforemne wydawać płody. Na domysł działo się wszystko pra-
wie i macając koło siebie bez pewności natrafienia, rzucono się bez
braku do literatury francuskiej”.
„A że język nasz jeszcze nie dość obficie był opatrzonym
w wyrazy potrzebne do wysłowienia się w materyach w nim do-
tąd nie tykanych (nie czyniąc wzmianki o unikaniu od pracy,
którą zadawać sobie koniecznie należy, chcąc przełamywać mocą
namysłu i natężonego poszukiwania nawijające się trudności)
wkraść się musiał nałóg tłomaczenia niewolniczo-słownego, a nie
postrzeźenie przytem i nałóg myślenia w języku obcym choć
z głowy pisać się zdarzyło… Początkowe te usiłowania więcej
w sobie miały chęci dobrej niż istoty. Ukazało się najpierwej
pismo peryodyczne pod tytułem: Monitor, które niczem innem nie
było, jak tylko naśladowaniem równego rodzaju angielskiego pi-
sma, Specłator zwanego”.
Autor przywodzi w Monitorze pisma Krasickiego i Rogaliń-
skiego, wojewody inflanckiego, mówi o początkach teatru, o poe-
matach Myszejdzie i Monachomachii, o bajkach i satyrach, o Pod-
stolim i Doświadczyńskim, wysoko ocenia Krasickiego, a w Na-
ruszewiczu widzi, jak my, historyka przedewszystkiem, „któremu
w pracowitości, w badaniu, w dokładności, w znajomości kunsztu
i zamiaru pisania, w uczuciu potrzeby poznania się doskonałego
z materyą do wypracowania wybieraną — żaden z pisarzów na-
szych nie dorównywa”.
Z przywiedzionych tu ustępów łatwo zmierzyć, jak człowiek
który miał sąd trafny w naukowych przedmiotach, który tak znał
położenie kraju i potrzeby jego — mógł wpływać na kształcącą
się u boku jego młodzież… Kniaźnin, Zabłocki, Piramowicz, prze-
dewszystkiem Niemcewicz, który naówczas poczynał dopiero od
tłomaczeń z francuskiego, byli wychowańeami księcia generała.
Jego duchem ożywioną była szkoła rycerska kadetów, z której
wyszedł Kościuszko — jego patryotyzm przelał się na całe po-
kolenie.
Z wyjątkiem Trembeckiego, który przywiązanie do ojczyzny
łączył z przywiązaniem do króla i nie objawiał uczuć swych,
WIADOMOŚCI WARSZAWSKIE,
W SOBOTC DNIA i. STYCZNIA ROKU 1774.
Z ffarfza&y d. 1 Stycznia. Król Jmc P. N. M. z Sprawie-
dliwego la/k Twoich fzafunku za-
wakowane świeżo po 5. p. ]mci
P.WielopoIłkimChorsawoWiel-
kie Koronne, Xiażęciu Jmci
Francifzkowi Łubom i rik i emu,
Miecznikowi Koronnemu, a
Miecz ni ko w fi wo po nim Jmci
Panu Kickiemu StarościeLwow
ikiemu, w tych dniach ła&awie
konferować raczył; i złożone
od pierwfzego z tych Ichmciow
Urzędników, u Tronu fwego po-
winno dzięki, mile przyiat.
JmćX. Bi/kup Kuiawfti po.
źegnawfzy Króla Jmci P. N. M.
dnia zaonegdayfzego, do Dye-
cezyi fwoiey, a Jmć P. Kafzte-
lan Rawfki, podobnie uczyni-
wfzy, dnia onegdayfzego, do
Dóbr fwoich, na czas nieiakJ
ztad oddalili lic.
islatnifjo numeru Wiadomości Warszawskich z roku 171
hs. Francittika lioliomolca.
GAZETA WARSZAWSKA..
WE SRZODC DNIA 5. STYCZNIA ROKU 1774.
Z WŁOCH.
Z Rsymu d. 24. LiJłopaJa.
Znowu fię tu wieść roz-
chodzi, że po odprawionym dnia
6- Mie/iaca przyfzłego Konfy-
fiOLzti, na którym nowi Kardy-
nałowie mianowani być maia ;
3nja 8- Ociec S. ogtoG ugodę
Dworów Bourbońjkhh, że Stoli-
caApoitotfka a potym wiiótce jmaia być” oddane Bmttemi y
Aotnion. Kardynat Alacattdtr AU
bani v Piątek przefzły z rana
miał audyencyą u Papieża, w
w fprawadi ( iuk fię tu domy-
ślaia) Dworu Wiidtńjhitgo.
Z HISZPANII.
Z Madrytu d. 1$. Ltjłopada.
Król jmć uilanowit nowa radę
!)/«?r« Gazety Wamzatrskicj 1 roku 1
1’filza S. t.uskinif.
— 406 —
tylko w pewnych danych okolicznościach, a sławił raczej Kata-
rzynę niż Polskę, wszyscy inni pisarze, zwłaszcza młodszego po-
kolenia, przejęci byli patryotyzmem, tchnęły nim ich pisma.
Ten patryotyzm stary, który w ustach Jeremiego Wiśnia
wieckiego wyrażał się powtarzanem często zdaniem: pałriae
dolor — lamentatio Jeremiac; który natchnął Andrzejowi Potockie-
mu te piękne słowa: n Moje dobro jest ojczyzny dobro; który Jana
Zamojskiego ożywiał, gdy wyrzekł: „ O mater Polonia! tu non so-
lum manibuSy sed viła nosłra defe?idenda es u — odezwał się dopiero
po dwu panowaniach Augustów… przez usta Krasickiego, Kar-
pińskiego, Kniaźnina i Niemcewicza. Dzieci w szkółkach powta-
rzały z katechizmem wiersz Krasickiego o miłości ojczyzny.
Należy tu choć słowem wspomnieć o pewnego rodzaju pi-
smach, które w tych czasach najbardziej kwitły i po całym
obiegały kraju.
Począwszy od Jagiellońskich może czasów, gdy się u nas
cokolwiek pisać i czytać powszechniej nauczono, niespokojny
duch republikański, nie dający się nigdy zmódz i pokonać, ro-
dził obficie paszkwile i żartobliwe pisma satyryczne. Mamy je już
za Zygmuntów w rękopismach, a później mnożą się niezmiernie.
Za Wazów ich pełno; msza króla Zygmunta III, jego pacierze,
ojcze nasz Jana Kazimierza, mnóstwo dowcipnych urywków znaj-
duje się w Sihach współczesnych. Za Stanisława Augusta sypią
się już ucinki bez miary; szczególniej około 1787 roku i w prze-
dedniu sejmu czteroletniego, który ma całą literaturę satyryczną
i ucinkową, często nadzwyczaj dowcipną, często zanadto ruba-
szną. Nie minął żaden sejm, nie zdarzył się żaden wypadek zna-
czniejszy, żeby wierszyka trefnego nie wywołał. Wiele z nich wyszło z pod piór najgłośniejszych poetów owego czasu, jak ów
Węgierskiego o czterech Elżbietach; pisał je Krasicki, Trembecki,
Naruszewicz, później nieraz Niemcewicz, którego ostrego, złośli-
wego pióra niezmiernie się obawiano. — Zbiór pamfletów, ucin-
ków ówczesnych byłby zaprawdę zajmującym, gdyby go dziś
można złożyć — i gdyby wszystko drukować się dało. Odzna-
cza się właśnie ten rodzaj tern, iż nic nie szanuje, a najmniej
wstydliwość ludzką ma na względzie; lecz jakże często trafne
są te krótkie satyry, które w ludziach jak strzały tkwiły, raz ich
doścignąwszy, przez całe życie! Stanisławowska epoka w te
ul wory ulotne niezmiernie
jest obfitą). Do pobieżnego tego zary- bu literatury, po pierwszym rozbiorze zrodzonej, dodać należy clioć WBpoiiinienie o pracach naukowych we wszy- stkich prawic umiejętności gałęziach. Naruszewicza hi- storya nie stoi też odosobnio- ną; przygotowuje ją mąż nie- pospolitej uezoności, biskup Albertraudi, który Wlocliy zwiedza. wypisując z archi- wów Watykanu, ze zbiorów prywatnych akta i dokumen- ta do dziejów Polski. Poprze- dza po Dogicl*), Konarskie-
go towarzysz, kodeksem dy-
plomatycznym, dziś może nie
zaspokajającym wymagań, ale w swym czasie niezmiernej zasług:
i znaczenia, Konarski zbiorem praw nicoszacowanym. Uczony
Łojko pracuje nad zebraniem materyalów historycznych i staty-
stycznycb do dziejów rzeczypospolitej. W ich szkole rośnie .łan
.Slanisłatr Trembecki
•) Do tych hit naleiy ezterowiersz, obejmujący churale tery-, łyki; dygnitarzy:
jiodskarbich. marszałków, kanclerzów, hetmanów:
\’t;dziki-/.k;i. In Julu. r-zubii-tik-zuik. cnota,
Slamazarnik, gawęda, filut, rewercuda.
Wardana[>a], bogato, intrygant, rogacz.
1’ijiik, kl&rynecista, basalyk. połlntista. Tlotuaczy sie lo koleją tak: ks. Stanisław Poniatowski, Dziekoiiski, Potiiii-ki.
Kossowski, Mniszech. linrowski, Karzyii-ki, Potocki Ignacy. Sapieha, Małachowski.
Uarnysz, Chrcplnwicz, Branicki. Ogiński, Tyszkiewicz, Seweryn Rzewuski.
*) (Idy Pogiel n«[u>czyniil druk Iwojcgo kodeksu dyplomu I yczuriio. .tezui.-i mieli jeszcze wielu przyjaciół, a wszystko, co rohiii Pijarzy, było im sola w okit.
Pierwszy tom kodeksu byt gotowy; namówiony zecer zamiast Codtx wydrukował
Ml, i mulo z tym tytułem nic ouszczntio n -wiat dzieła. Był to trefny figiel
Jezuitów.
— 408 —
Potocki i sposobi się Czacki do przyszłego zawodu. Mnogie dzieła
historyczne się tłomaczą, a w ogóle przekłady, o których wyżej
wspomniał ks. generał, obficie się sypią we wszystkich przed-
miotach. Nic nie mogło być trafniejszego, nad obranie tej drogi
do kształcenia narodu. Znajomość obcych języków tylko w kla-
sach wyższych więcej była rozpowszechnioną, dla ogółu potrze-
ba było bodaj ułomnych tłomaczeń, dających poznać, na jakim
stopniu pojęć stała Europa i inne narody. Być może, iż wiele
z tych ksiąg zbyt żywo podziałało na umysły nieprzygotowane,
bo nić wyobrażeń, jakiemi się z przeszłością łączyły, dla nas
była zerwana, przychodziły one nagle, niespodzianie, nieuspra-
wiedliwione. Między Jezuickiemi szkoły a nową literaturą nie
było widomego związku, nie było przejścia; rodziła więc zbytni
a gorący entuzyazm nowości. Pomimo to, naukowych ksiąg tło-
maczenia od razu oswajały Polskę z tern, co gdzieindziej zostało
zdobyte. Do odrodzonych szkół i uniwersytetów, do instytutów
nowych sprowadzono mnóstwo światłych cudzoziemców. Towa-
rzystwo do ksiąg elementarnych starało się o podręczniki nau-
kowe przez uczonych z powołania, wsławionych jak Condillac,
o najznakomitszych dzieł przekłady, o postawienie Polski znowu
na tym stopniu oświaty, z którego zaniedbane strąciło ją wy-
chowanie.
W każdej niemal gałęzi zjawiają się pracownicy z nauką,
talentem i gorącą żądzą służenia krajowi; filologowie, prawnicy,
astronomowie, fizycy, zapełniają katedry uniwersytetów. Histo-
rya szczegółowa tego ruchu, jaki się objawia po pierwszym kraju
podziale i wróży odrodzenie Polski, godnąby była osobnej księgi,
ani jej w pobieżnym rysie zawrzeć można. Stosunkowo postęp
naukowy jest większy, niż literatury właściwej, i tu się rodzi ter-
minologia, język, idee z szybkością spóźnionej wiosennej zieleni.
Ludzi dostarczają zakony, jak Pijarski, duchowieństwo świeckie
i przeobleczeni Jezuici, którzy z suknią, jeżeli nie żal po prze-
szłości, to jej zastałość zrzucili.
Rozmiłowany w sztukach pięknych, bo tych miłość należała
do znamion wyższego wykształcenia i już za Sasów u nas się
rozpowszechniała, Stanisław August mnogich też ściągnął cudzo-
ziemców do kraju, dla uprawy i nauki sztuk. Brat biskupa Alber- trandego przewodniczył nieśmiało kosztem królewskim otwiera-
— 409 —
jącej się szkole malarstwa, Bacciarelli okrywał ściany rezyden-
cyi pięknymi obrazami swymi… rósł Smuglewicz i Orłowski.
Malarstwo, budownictwo, muzyka, były najmilszemi zabawami
dworu i majętniejszych rodzin. Na budowy król się rujnował;
teatru też wymagała stolica, która już za Augusta III miała
operę włoską. Czas wskazywał, że należało stworzyć teatr na-
rodowy.
„Kuszono się — pisze ks. Czartoryski, który sam do pierw-
szych autorów dramatycznych polskich należy — kuszono się
nawet o ustanowienie teatru, na któryby w rodowitym języku
wprowadzane były sztuki teatralne. Pierwsza, co się ukazała,
była to r) Lćs/dcAcux u , komody a Moliera czyli Natręty, tłomaczona
przez IMPana Bielawskiego. Pozbierano na aktorów osoby, naj-
mniejszego nie mające pojęcia kunsztu, który stać się miał od-
tąd ich zajęcia celem, ten spryt i przyrodzona narodowi nasze-
mu do wszystkiego sposobność całą ważność swoją roztoczyła
w tern zdarzeniu. W przeciągu czasu, przechodzącym miarę wie-
rzenia, wykształcili się na prędce z tej zbieranej drużyny akto-
rowie, posiadający niepospolitego talentu zawiązki. Takimi byli
w pierwszym onym składzie: Swieźawski w służebnych rolach,
opatrzyła go była natura w postać, w twarz, w zwinność, w po-
jętność stosowną do tych części ról, które miał udawać. Później
pokazała się Truskolawska”.
Przywodzi ks. Adam i Owsińskiego, a trudne początki tea-
tru przypisuje obojętności wyższego towarzystwa, które elegancyę
zasadzało „na pogardzie i brzydzeniu się mową i kształtem na-
rodowym a .
„Sprawiło to, że nic mógł nigdy dojść teatr polski do tego
stopnia doskonałości, do którego byłby doszedł pewnie, znalazł-
szy pomoc, wsparcie, zachęcenie, przestrogi i ciągłe nim zatru-
dnianie się. Lepszych z tom wszystkiem doczekano się jednak
aktorów, niż sztuk do grania im podawanych — żadnej nie ma-
my, powszechnie mówiąc, z którejby się chlubić można”.
Największą zasługę w początkach położył sam książę Adam,
który artystów zbierał u siebie, uczył ich grać i sam pierwsze
warunki sztuki nieświadomym jej tłomaczył.
Autor „Wiadomości o Polsce 14 *) wzmiankuje także o Biox ) Nachrirhtrn iiber Polni. I. Thcil, 274. — 410 —
lawskiego Natrę łach i o prologu do nich, mówi o tłomaczeniach,
któremi teatr podsycano. „Skłonność i talent Polaków wielu do
satyry — pisze dalej — później tę gałąź literatury do wiel-
kiej doskonałości podniesie, jeżeli wszyscy, co mają talenta, pi-
sać zechcą”.
Z oryginalnych sztuk w tych czasach przywodzi on „Życic
bez cc/u”, komedyę, w której przedstawiano ludzi, co w stolicy
uganiali się za zabawami, więcej ich męczącemi, niż rozrywają-
cemi (Der Zeitvertrieb o der das Leben ohne Zweck). Drugą komedyą,
często grywaną na amatorskich teatrach, był Polak cudzoziemiec
w Warszawie” . — W tej wyśmiewano sfrancuziałych ludzi, któ-
rym w kraju wszystko śmierdziało. Autor dodaje, że pierwowzo-
rów obu tych sztuk żywych chodziło podostatkiem.
Miłośników teatru po prowineyach było bardzo wielu; nale-
żał do nich między innymi biskup Sołtyk, na którego dworze pa-
ziein będąc, Bogusławski nabrał zamiłowania do sceny.
Pomiędzy innymi papierami znajdowaliśmy po biskupie Soł-
tyku pisane afisze grywanych u niego komedyi, w których wy-
stępowali amatorowie, między innymi: pani Bystrzynowska, stol-
nikowa chęcińska, pani Michałowska’, hr. Sołtykowa, kasztelanka
warszawska, wojskowi i t. p. Po Harpagonie Moliera dekla-
mowano wiersz polski na cześć biskupa, sławiąc jego patryotyzm
i cnotw
Drugim miłośnikiem teatru a razem muzyki był hetman
Ogiński, który do swych oper sam pisał tekst i muzykę. Od-
grywano je w Słonimie i w Sielcach. Marszałek dworu Lachnicki
przekładał dla niego Alzyrę prozą. Grywano takźa na wiejskich
teatrach w Różance i Dereczynie u księcia kanclerza litewskiego
Sapiehy, u hetmanowej Branickiej w Białymstoku, gdzie włoskie
i francuskie przedstawiano sztuki i tańczono balety.
Kanclerz Sapieha miał teatr w pałacu swoim w Warszawie
(później na koszary przerobionym, na Nowem Mieście). Tu akto-
rami byli: Jerzy Wielhorski i Wojna, szambelanowic króla Glair,
sekretarz króla, Szwajcar Maisonneuve, profesor fortyfikacji
w szkole rycerskiej; aktorkami — córki księżnej: ks. z Przezdziec-
kich Radziwiłłowa, pani Sewerynowa Potocka i t. p. W Różanie
dzieci wiejskie brano dla wykształcenia ich na artystów i z ta-
kich to domorosłych śpiewaków złożone towarzystwo grało Rous-
seau v Lc dcvin du Yillagc”,
Wedlutj nr spot aesrie</o litych O mnóstwie takich teatrów amatorskich w tych czasach
znajdujemy wspomnienia; u pp. Morskich Onufrych (później ka-
sztolaństwa Kamińskich) grano Bliźnięta, ttomaezenie ks. Ada-
ma. Pięknu gospodyni była Arymcna. Niemcewicz 1 Malczewski
adelfami.
W roku 17S7 na teatrze amatorskim w Warszawie dawano
po polsku Fedrę, w której roli występowała szczęśliwie piękna, dowcipna i śmiała ks. de Nasaau z domu Gozdzka, taż sama, która, patrząc na pożar swego pałacu z przeciwległych mu okien, śpiewała aryę z D/dony, opery właśnie najulubieńszej naówezas, ■w której występowała ulubiona Ban//. Rolę Hipolita grał książę podkomorzy i nie nauczył się jej dobrze.
Tegoż roku w Uuhnie na kontraktach grano przerobiona
z francuskiego na polska scenę komedyę p. tle Senanteide Matas,
w której Plater (czy pod kanclerzy’- 1 ) grał szczęśliwie rolę oszn-
L kiwanego męża. Na małym teatrzyku zamkowym grywano co-
dzień w czasie kontraktów, a w większym teatrze w mieście,
także polskie komedye i koncerty. Na przyjęcie króla w Wi-
śniowcu urządzono teatr najprzód w bibliotece, która sio okazała
.
— 412 —
za małą, potem na górze, w sali Wiśniowieckich. Miano grać
Charlotte Voltair’ea lub przekład Syna marnotrawnego przez Trem-
beckiego i operetkę polską, a balet tańcować miały dzieci.
Piękny przekład Syna marnotrawnego nie bardzo się powo-
dził na scenie, gdy współcześnie na niedorzecznej Głowie bron-
zowej bywały tłumy. Z tego powodu obiegały wiersze:
Pusty był, gdy cię grano, i parter i loże;
Ani stara Zdawnialska, ani rejent Dzialski,
Ani nawet do śmiechu pobudził Bojarski,
A na treny Klimunta, Elżbiety kochanie,
Dario zmęczone gęby kolejno ziewanie.
Leniwie w kwadrans po sztuce, z litości lub laski,
Zbudziły śpiących widzów niewczesne oklaski. (Ale inaczej, gdy grano melodramat: Głową bromową).
Jaki nacisk i tryumf, jak wielka różnica…
Ze wszech stron miasta ludu tłoczy sio gromada,
( )d południa paradyz zbiera się ciekawy,
Poważny Areopag przed sceną zasiada,
Trzeszcza na wszystkich miejscach obciążone ławy,
Cóż, kiedy zręczny froter klucz mi w usta włoży,
Ileż się główek z każdej wydobędzie loży!
A gdy już, już chwytają węgierskiego zbiega,
Strach i litość na każdej maluje się twarzy,
Jęk okropnej żałości zewsząd się rozlega,
I przez sufit płaczących słychać kominiarzy…
Stanisław August przyczynił się wielce do ożywienia teatru,
którego twórca był Wojciech Bogusławski, wspierany przez Ryksa.
W początkach 1773 r. stały teatr był w pałacu Radziwiłłowskim;
grywano tam polskie, włoskie i niemieckie sztuki, Skąpca Mo-
liera, Tartuffe ‚a, operetki; później, w roku 1779, otworzono teatr
nowy na dziedzińcu Krasińskich. Grywano w Puławach i po
wszystkich domach moźniejszych. Sam książę uczył deklamacyi;
do pierwszych tych artystów talentu należał Swieźawski, pra-
wdziwie polski aktor, wąsacz i zawadyaka, twarz i charakter
staroświeckie, Witkowski, Bogusławski, Truskolaska, Owsiński,
Lcdóchowska (parter kosztował dziewięć złotych). Szambelan
Wojna, który miał przedstawić królowi Bogusławskiego, sam, jak
wyżej wspomnieliśmy, grywał w amatorskich teatrach.
— 413 —
Była to chwila przebudzenia się we wszystkiem i miała
charakter właściwy temu stanowi pół snu, pół jawy, nie zupeł-
nego oprzytomnienia, a chciwości życia. Od 1775 roku rozpo-
czyna się ta doba, a kończy w 1788 r., z początkiem czterole-
tniego sejmu, którego ruch umysłowy, dążności, cele, już się wy-
raźniej zarysowują. Program dotąd nieokreślony pierwszy za-
powiedział Staszic: jest on wieszczem nadchodzącego peryodu.
Myliłby się jednak, ktoby sądził, że cały kraj był już do
reform przygotowanym i zgodnym w swych przekonaniach o przy-
szłości. Pisma Staszica, wpływ kilku patryotów oświeconych, jak Andrzej Zamojski, szerzyły wprawdzie idee przyszłości, ale
i przeszłość miała^wielbicieli zapalonych, i w imię starej repu-
bliki, bodaj z jej clekcyą i liberum veto, odzywały się głosy,
z których ze złą wiarą nieprzyjaciele kraju korzystać umieli.
Właśnie ta chwila walki między ludźmi starego obozu i młodego
pokolenia a myśli młodych przychodzi z rokiem następnym,
w którym sejm ma być zwołanym.
XII.
1775—1787.
Po podziale Staii Polski. Legendy podziałowe. Nowe życic 1 . Zwrot ku
poprawie. Patryotyzm i o]>ozycya. Plcbejitsz oskarżycielem. Reformatorowie i gnu-
śnicy. Postęp ku lepszemu. Nowe instytucye. Piśmiennictwo. Ruch umysłowy.
Wpływ królewski. Literatura i sztuka. Polska stara i młoda. Reformy. Gospo-
darstwo. Przemysł. Nauki społeczne. Obyczaje. Ludzie dwut warzy. Wpływ idei
francuskich. Zmiana opinii. Życie w rodzinie. Zbytki. Wolnomularstwo. Marze-
nia. Wieś i miasto.
XII.
1775—1787.
Od pierwszego podziału Polski, po sejm czteroletni, upływa
szesnaście lat, którym przypisać należy przygotowanie ducha, stwo-
rzeBie ludzi, co natchnieni miłością kraju, mieli szlachetnym wy-
siłkiem odrodzenia oczyścić Polskę. Rzućmy okiem na ten prze-
ciąg czasu, którego slaby wizerunek usiłowaliśmy skreślić.
Już w końcu smutnej pamięci sejmu Ponióskiego słyszymy
podnoszące się głosy, objawiające się zdania — dążność do wy-
brnięcia z tej kałuży, w jaką rzuciły Polskę wpływy, dobierające
sobie za narzędzia najzepsutszych ludzi, najniegodziwsze środki.
Mocarstwa, dostawiwszy celu, jaki sobie zamierzały, wedle słów
depeszy Panina, chcą dać odetchnąć nieszczęśliwej Polsce. Wpra-
wdzie członkowie delegacyi pochwytali i zajęli stanowiska wpły-
wowe, dające im rozporządzać groszem publicznym i ciążyć nad
słabo wvrcbioną opinią cgółu, lecz z nadużyć ich rodzi się opo-
zycya, bezczelność budzi oburzenie.
Znużenie daremną walką orężną w konfederacji Barskiej
nie daje ani pcmyśkć o odzyskiwaniu zaborów na trzech silnie
sprzysiężonych — powoli przychodzi smutna rezygnacya i pra-
gnienie zorganizowania się żywotnego w uszczuplonej ojczyźnie.
Nic wszędzie z równą obojętnością los swój przyjmują oderwani
od społeczności, z którą długo jedną całość stanowili, synowie
Polski. — Wielu z nich godzi się ze swym losem, poddając mu
z pokorą, inni zrzekają się dóbr, aby nie wyrzec się ojczyzny,
lub opozycją próżną ale bohaterską bronią od uznania gwałtu. Polska w czasie tizecb rozbiorów. Tom I. 27
— 418 —
Z podziałów kraju rodzą się stosunki nowe, wpływy obce
wsiąkają w nietknięte nimi dotąd warstwy społeczności.
W pierwszych dniach po rozbiorze Katarzyna poręcza za-
chowanie wiary, narodowości, praw i języka… W Austryi do pe-
wnego stopnia poszanowany jest żywioł nowy, ale w przyszłości
zapowiedziana mu zagłada; Prusy odkładają wynarodowienie, roz-
poczynając od reform administracyjnych. We wszystkich trzech
zaborach związek z macierzyńskim krajem trwa jeszcze jak naj-
silniejszy, ogniskiem życia narodowego, na które wszystkich oczy
są zwrócone, zawsze jest Warszawa.
Klęska straszliwa budzi wszystkich do życia, pod jej naci-
skiem rodzą się nowe uczucia i idee. Obok szału, który dla
wielu jest odurzającym napojem, smutek i ból powstają a suro-
wy sąd o przeszłości. Widocznieją jej błędy. — Pierwszy to krok
do popraw r y. Konfederacya Barska, która niejednemu zaciążyła
w życiu, przeradza się w ten poemat pełen barw, na pół z prze-
szłości pożyczonych, w legendę, co łzy wyciska.
Następne sejmy, jakkolwiek z wybranych a posłusznych
ludzi składane, rozlegają się coraz śmielszą opozycyą, coraz
gwałtowniejszem narzekaniem na bezprawia delegacyjnego. Wśród
nich wyrabia się patryotyzm samoistniejszy, nie świadom gdzie
pójdzie i co pocznie, ale nie chcący iść drogami tych, co ojczy-
znę zgubili. Nieśmiałe zrazu głosy rozchodzą się szerzej i w pier-
siach wiejskiej szlachty odgłos znajdują.
Rodzi opozycyę fakcya — ale za narzędzie musi użyć pa-
tryotyzmu, który spotęgow r uje i podnosi. Przysłuchując się na-
miętnym często głosom sejmowym, znajdujemy w nich nie samą
tę namiętność tylko, lecz i rozsądek i sąd o nas samych surowy,
nawoływania do ładu i porządku, do karności i do pracy. Jedni
drugim zarzucają anarchiczne zachcianki. Idea wolności repu-
blikańskiej, aż do przesady posunięta, góruje. „Niemasz Ole-
śnickich, niemasz Górków, niemasz wielkiego Zamojskiego, dla
tego niemasz wolności, bo my pozostali Polacy albo jej nie zna-
my, albo bronić nie umiemy”, woła Seweryn Rzewuski.
W tych usiłowaniach wyjścia z anarchii przez ustanowienie
ściślejszego porządku doszło aż do tego, że dopuszczono, by —
„oskarżycielem mógł być plebejusz”. Pierwszy to raz zjawia się
myśl podobna. Chociaż w dezyderyach trzech dworów już stało
uwolnienie włościan, szlachta jeszcze usamowolnienia ich, nada- 419 — nia im praw nie dopuszczała. Wrzawa była okrutna (1776), gdy
się ten plcbejusz śmiał zjawić, lecz prawo przeszło z dodatkiem
tylko, iż oskarżyciel miał zostawać w zamknięciu, pókiby nie
przewiódł sprawy.
W sprzeczności z tem jest wybuch przeciw kodeksowi Za-
mojskiego, który Sokolnicki rzuca o ziemię, depcze i miota obelgi
na sprawcę. Na wniosek ks. Stanisława Lubomirskiego i Kamiń-
skiego, posła wołyńskiego, którzy wśród najstraszliwszej wrzawy
a łajania Zamojskiego obwołali go zdrajcą ojczyzny — okrzy-
knięto, że książka na stos się chyba godzi. Lecz obok tego tłu-
mu nierozważnego są już Wybiccy i Staszice… dorasta młodsze
pokolenie… sam Zamojski z ludźmi, co mu pomagali, stanowi za-
stęp, od którego zwolna lepsze rozpromieniają się idee; — czy-
nem działają: Brzostowski, Chreptowicze, Poniatowski… Za znie-
sieniem poddaństwa w r. 1777 wydać miał odwagę pismo Wy-
bicki. Mnożą się ostrożne głosy, przemawiające w imię isto-
tnej kraju potrzeby, któremu dać należało w nowych obywate-
lach obrońców.
W przebiegu lat od 1775 do 1787 Polska uległa zmianom
wielkim a niechybnie dla przeobrażenia jej korzystnym. Wyrośli
ludzie nowi, pokolenie kołysane odgłosem poniesionych klęsk
i upokorzeń — zreformowano i pomnożono szkoły, miłość nauki
wszczepiono, uznano światła potrzebę. Niepodobna’ zaprzeczyć,
iż król wielce się do tego odrodzenia przyczynił, sam miłując
nauki i sztuki, pragnąc dla narodu europejskiej ogłady i wyjścia
z tej zastałości, w jakiej przeżył blizko dwa wieki. Stworzenie
komisyi edukacyjnej jest chlubą tego czasu, znamieniem odrodze-
nia, nadzieją lepszej przyszłości. Nosi ona na sobie charakter
posługi publicznej, bezinteresownej, szlachetnej — jakby z ka-
płańskiem poświęceniem spełnianej. Powstają projekta reform
wychowania, sięgające nawet domowego, kobiecego, ludowego.
Podnoszą się z gruzów akademia krakowska i wileńska,
tworzą gimnazya i szkoły powiatowe, krzewią instytuty Pijarskie,
na swój czas znakomite wydające owoce; nakoniec królowi i Czarto-
ryskiemu zawdzięcza Polska szkołę rycerską, wdrażającą mło-
dzież zarazem do karności i usposabiającą do powołania wojsko-
wego. Potrzebne zreformowanie wojsk i pomnożenie ich, które-
mu tysiączne trudności finansowe i polityczne stają na zawadzie,
jest wszakże troską nieustanną i uznaną koniecznością.
— 420 —
Pod opieką Stanisława Augusta wzrasta cala plejada nowych
pisarzy; Gróll nie może nastarczyć nakładom narzucających mu
się rękopismów. Zaczęto tłomaczyć z niemieckiego, z francu-
skiego, z włoskiego, dzieła nowych idei pełne i szersze otwiera-
jące światy. Imiona Krasickiego, Naruszewicza, Trembeckiego,
Węgierskiego, Kniaźnina, zasłynęły w całym Polski obszarze. Literatura stanęła świetnie, a w szeregu uprawiających ją nie-
ma ani jednego imienia, któreby coś królowi nie było winne. —
Naruszewicz, Albertrandi, byli niemal jego domownikami, Kra-
sicki przyjacielem młodości, Karpiński obowiązanym mu, choć nie-
zbyt może wdzięcznym, Trembecki i Węgierski szambelanami,
nie licząc wszystkich zapraszanych na czwartkowe obiady, na
których widywano i Bogusławskiego i Bohomolca i każdego, co
choć najmniejszym talentem zasłynął. Zaprzeczać zasługom króla
na tern polu byłoby niesprawiedliwością — starał się niemi nie-
dołęstwo swe i ehwiejność w polityce nagrodzić.
Zarówno z piśmiennictwem, na które wiele łożył Stanisław
August, śląc po materyały historyczne dla Naruszewicza, Alber-
trandego do Szwecyi i Rzymu, kupując rękopisma, gromadząc
medale — wzniosło się budownictwo (Zugh, Kamsetzer, Gucewicz,
Zawadzki), zakwitło malarstwo, (Czechowicz, Smuglewicz, Baccia-
relii, Wojniakowski, Plersch, Marteau i t. d.), założono szkołę
sztuk pięknych (brat Albertrandego), piękne monety rzeźbił Holz-
haeuser, zbierały się galerye, otworzył teatr narodowy.
Umysły żywo były rozbudzone, choć nie wszystkim ten ruch,
często za gwałtowny, smakował. Król nie lubił stroju narodo-
wego, którego sam nie kładł nigdy, światło płynęło z zachodu
z obyczajami obcymi, w formach nie sympatycznych dla starej
szlachty kontuszowej, broniącej swych świętości przeszłych, ma-
jących dla niej relikwii wartość. — W stolicy trudno już było
(pisze Engestróm) zobaczyć strój dawny, chyba na kimś ze wsi
przybyłym. Stara Polska z tradycyami swojemi waliła się w gruzy;
nowa europejska zwiastowała.
W serca zaglądała obawa, by forma z sobą nie uniosła tre-
ści, by obyczaj nie wyziębił miłości ojczyzny, nie [zobojętnił dla
świetnej przeszłości, nie uczynił kosmopolitami synów owej ry-
cerskiej Polski, którą cywilizować chciano. Jedni naglili do re-
form, drudzy jeszcze stali za tarczą dawnego porządku, a choćby 421 —
uświęconego wiekami nieładu, który dla serc nabierał poety-
cznego uroku, złocąc się w barwach fantazyi.
W innych życia sferach nie mniejsza objawia się czyn-
ność. Odwieczne gospodarstwa starają się poprawić i udoskona-
lić; przemysł, którego rolniczej Polsce brakło niemal całkowicie,
poczyna się rozwijać.
Nieszczęściem olbrzymie a nierozważnie poczęte prace pod-
skarbiego Tyzenhauza, który wszystko chciał naraz stworzyć,
nie wglądając* w środki, jakich używał, runęły, rozbijając się
o intrygi i osobiste niechęci, grzebiąc pod ruinami człowieka wiel-
kich zdolności, ale charakteru zbyt absolutnego, aby w szlache-
ckiej rzeczypospolitej mógł się długo utrzymać. Wielu też prywatnych ludzi inicyatywa dała początek za-
kładom, które burzliwe przetrwały czasy. Ani wymagać było
można, aby przemysł w ówczesnej Polsce mógł się rozwinąć.
Stawała mu na przeszkodzie tak wiekami zrosła społeczność, że
ani rąk i ludzi, ani szkól przygotowujących, ani kapitałów nie
było. Średni stan składał się w większej części z przybyszów,
z wieśniaczej strzechy zbyteczne ręce, jak chciał Zamojski, ża
rzemiosło i warsztat chwycić nie miały prawa, uboga szlachta
niemi się brzydziła… Poczucie jednak potrzeby przemysłu było
powszechne; brak jego dotkliwie się czuć dawał.
W literaturze nie było prawie działu, któregoby nie upra-
wiały mniej więcej zdolne ręce, a nauki społeczne, tak jak je
naówczas rozumiano w Europie, z gorączkową ciekawością chwy-
tały rozbudzone umysły. W ówczesnych teoryach socyalnych
chciano szukać ratunku i lekarstwa na nieszczęścia kraju. Na
ratunek ten powoływano Roussa i Mably, chcąc wedle zasad ideal-
nych odbudować Polskę nową.
Smutną stroną tego obrazu jest w najzupełniejszej sprze-
czności z pragnieniem światła i odrodzenia stojący obyczaj. Z ma-
łymi wyjątkami, ludzie na świecznikach nie znają praw moral-
nych, dawniej obowiązujących. Lekkomyślne szyderstwa z tego,
co wczoraj szanowano, wyrywają się z ust namaszczonych i po-
ważnych. Naruszewicz, okryty sławą historyka i poety, kapłań-
skiem i pasterskiem dostojeństwem, wiedzie życie wcale nie este-
tyczne; Krasicki więcej dowcipu ie i naucza w duchu wieku niż
493 –
Kościoła, Trembecki cłu e
byC dzieckiem natury, Wę-
gierski głosi się uczniem
Pirona; wszyscy bez wy-
jątku są wielbicielami Vol-
taire’a, który ma posąg W
królewskiej bibliotece, \a-
wal idei nowych po śnie
długim, po długim poście,
po odrętwieniu— upaja i ro-
dzajem szalu nabawia, sia-
ry świat broni się temu
najazdowi wolno-mularzy,
wolno-myślieieli. teistófl i
ateuszów; idea szlachecka,
czuje swój kres i detroni-
zacyę, ale nie chce abdy-
tkup Ałbertranti, kować dobrowolnie. Zjawiają się ludzie dwoi-
ści, eo jeszcze staropolską
szlachtą są w domu, a nowymi filozofami w towarzystwach, oo
na wsi chodzą do kościoła, a w Warszawie do loży — ludzie po-
dwójnego oblicza, w jakich obfitują epoki przejścia, w niezgodzie
z sobą i na przemiany przerzucający się do obozów przeci-
wnych. Kompromisy między nową a starą wiarą w ideach
i obyczajach nieustanne. Najważniejsze umysły skojarzyć się
je starają i przejednać., najtępsze rozbiegają się na krańce.
Nie potrzeba zapominać, że ilekroć żyliśmy trochę samo-
istniejszem życiem, chciwie piliśmy eywilizacyę zachodu, zwła-
szcza, gdy ona do nas przychodziła w formie tak sympatycznej,
ta k di i natury naszej zastosowanej a do assymilacyi łatwej,
jak francuska. Ruch ten nowatorski u nas w pobliżu roku 1788
nic jest licz związku z gotującym się we Franeyi wybuchem. —
Odtąd, co tam czynem lub słowem przemówi, zunjdujc odgłos
w Polsce, naśladowców i przejemeów. Czasy czteroletniego
sejmu schodzą się właśnie z przeobrażeniem Franeyi, są odbi-
ciem slabszem idei, co je zrodziły. — Z jednej strony oburzenie,
z drugiej chęć naśladowania, z obu niezmierne objawia się zaję-
cie sprawą społeczną i sprawą ojczyzny. Uczucie to, które pierw-
— 423 —
szy podział rozbudził, które konfederacya Barska wykołysała,
późniejsze klęski i upokorzenia spotęgowały niezmiernie. —
Pierwszy raz od tych czasów, gdy Skarga z kazalnicy uczył
miłości ojczyzny, wchodzi ona wraz z katechizmem do szkoły.
Wiersza Krasickiego uczą się dzieci, umie go szkoła rycerska,
powtarzają kobiety…
W roku 1772 nie zrodziła się nawet idea oporu, w 1787 r.
widzimy ją uznawaną za możliwą, w ustach wielu, w pismach
wielu odzywa się narzekaniem na przeszłość, nadzieją przy-
szłości. — Znaczna też w opinii o ludziach zmiana między skraj-
nemi laty 1772—1787. Poniński, Młodziejowski, Massalski, Gu-
rowski, Sułkowscy, jakkolwiek kręcą się wśród tego świata bły-
szczącego, do którego się wcisnęli bezwstydem, nie mają sza-
cunku u nikogo, ściga ich pogarda i obojętność, uczciwi ludzie
stronią od nich, pokazując ich palcami. Ponińskiego opuszczają
nawet wspólnicy jego cynicznych grabieży. — Nienasycony ów
zbytnik w r. 1786 zupełnie już jest zrujnowany, kredy torowie
pozyskali dekret trybunału, rozciągający hastam potiorifatis nie
tylko na cały jego majątek nieruchomy, ale na pensye przywią-
zane do urzędu. — Komisya przyjęła była ten areszt, który
Rada nieustająca za wpływem posła skasowała. Tepper i Toma-
tys czyhają na resztki. Ten samozwańczy hr. Tomatys, który
ocalenie swe winien był pięknej żonie, podobającej się królowi,
wzgardzony powszechnie szuler, widzi przed sobą w Wiedniu
drzwi lepszych domów zamknięte. Młodziejowskiemu, usiłują-
cemu udobruchać Kossakowską, kasztelanową Kamińska, odpo- wiada wielka pani otwarcie, że w jego biskupią protekcyę
u władz niebieskich nie wierzy. Zwolna wszyscy się usuwają
od tych trędowatych — jakby przeczuwali, że godzina sądu
nadchodzi.
Naród oprzytomniał, wraca do poczucia swej godności
i zdrajców odpycha. Książęce ich mitry potępionych głów nie
osłonią. W innych względach opinia dla obyczajów płochych
aż nadto jest pobłażającą. Małżeństwa kojarzą się i zrywają
dodniowe, miłość jest dla wszystkich zabawką, jest igraszką,
a święte dawniej węzły nie krępują nikogo. Zwodzą się i roz-
wodzą dostojne pary, śmiejąc; król ma niezliczone z kolei ko-
chanki, wśród których najpierwsze imiona rzeczypospolitej się
mieniają, nie jest to tajemnicą dla nikogo; książę ex-podkomorzy
— 424 —
otacza się całym serajem, Mokronoski za życia hetmana jest
przyjacielem domu w Białymstoku, księżna marszałkowa wypo-
saża kawalera Maisonneuve, wojewodzina Podolska wozi z sobą
1’Abbe Renaud, który chlubi się z tego, że choć nosi suknię du-
chowną, ale wcale księdzem nie jest. Stackelberg po kasztela-
nowej… przechodzi w więzy hetmanowej. Szalona, namiętna gra
zajmuje dnie, wieczory, noce… Grają wszyscy: panowie, panie,
słudzy, dzieci. Poniński przegrywa miliony, Massalski swe do-
chody biskupie, inni aż do sumienia. Proste dawne życie zmie-
nia się w zbytek niesłychany, zdumiewający cudzoziemców;
ostrygi wiozą kuryery beczkami, wino płynie strumieniem. Ma-
gnaci ślą bieliznę do prania do Paryża; przepych największy je-
dnych graniczy z najstraszniejszą drugich nędzą. Lud na pro-
wincyach głodny, z kory sobie chleb wypieka. Na pańskich do-
brach rosną długi, frymark ziemią wchodzi w zwyczaj, speku-
lują ojcowizną jedni, wyprzedają się z niej drudzy. Obok tego
zepsucia niby jakąś szlachetniejszą ideą braterstwa błyska wolno-
mularstwo, które lekko, nie biorąc do serca, za zabawkę przyj-
mują wszyscy, aż do króla. Tworzą się loże i mnożą, służąc za
zabaw ogniska. Z wolnomularstwem razem, obok ateizmów ró-
żnych — wiara w robienie złota, w alchemię i w bałamutnych
Cagliostrów, cudzoziemcy z tego rodzaju towarem płyną groma-
dami do Polski.
Jest to jednak obraz stolicy raczej niż Polski, wyższego
świata niż całego wykształconego społeczeństwa. Obok niego
długo jeszcze istnieje na prowincyi stary porządek i obyczaj da-
wny, wiara głęboka, pobożność szczera, religia czynna, patryar-
chalne zwyczaje i prawa. Oddziaływają na nie przybysze, wy-
słańcy, istoty, jak komety przebiegające te strefy spokojne, obu-
dzające zarazem ciekawość, zajęcie i wstręty. Starzy wzdychają
na zepsucie, młodych nęci nowość. Z dworów pańskich wycho-
dzą panny i kawalerowie nową fazą… przetwarzający powoli, co
ich otacza… Jest to chwila walki i przełomu, w której spotykają
się z sobą dwa światy: znajdziesz tu jeszcze wszystko, co istniało
od wieków, i ziarna tego, z czego się ma zrodzić przyszłość.
KONIEC TOMU PIERWSZEGO.