Po latach
za drzwiami cisza przerywana tykaniem zegara wsłuchuję się w czas nie stoi nie cofa się idzie do przodu opustoszało gniazdo gałęzie powyginane a ja wciąż słucham tamtej kołysanki mamo
za drzwiami cisza przerywana tykaniem zegara wsłuchuję się w czas nie stoi nie cofa się idzie do przodu opustoszało gniazdo gałęzie powyginane a ja wciąż słucham tamtej kołysanki mamo
boję się jutra z chmurami gniewu nad głową gdy niepewność jutra o nieczystej twarzy i fałszywym uśmiechu gdy pełne portfele pokazują swą siłę boję się jutra bezdechu
daj mi chwile zapomnienia czemu ciągle gnasz i gnasz kocham ciebie wciąż nad życie proszę, zwolnij trochę czas wczesnej wiosny wróć uroki z marzeniami tamtych lat pozwól patrzeć ufnym wzrokiem i miłości przywróć smak
nie wierzę że za horyzontem koniec dnia tam słońce skrywa rozognioną twarz ociera pot z czoła gdy sił już brak tam inny kolor nieba inny świat nie wierzę że za horyzontem koniec dnia tam początek drogi w rajskim ogrodzie jutrzenki blask
otulona płaszczem nadziei jak ptak szybuję w obłokach myśli gnane wiatrem przysiadają na drzewach w ramionach gałęzi tulą się liście nucą im kołysankę spokój nie budźcie mnie ze snu
niestrudzone anioły pochylają się nad życiem nocą i o świcie blaskiem kaganka rozpraszają mrok a życie … czasem zwalnia niekiedy przyśpiesza radość z trudem dnia miesza w świetle kaganka wydłuża krok
wiosna powraca motylem śpiewem ptaka wspomnieniem zieleni się deszczy uśmiecha tęczą coś się rodzi może ty może ja
te z płatków stokrotek i promieni słońca te z jesiennych liści i kropli dżdżu z życia przepisane na moment przed snem wiersze moje pochylone drzewa na pamięć na czas
moja senność gwiazdami mruga z księżycem wędruje między myślami moja senność na oszronionej szybie misterne układa wzory podąża drogą w dalekie przestworza moja senność nieodgadniona
wzdłuż parkowej alei rdzawe plamy cichy szelest z melancholią w dłoni jesień kłania się, przystaje wiruje wspomnieniami otulona szalem babiego lata odnajduje siebie wciąż na nowo
Cisza minionych lat wracała wspomnieniami ulotne chwile znów ożywały wyrywana głosami przychodziłam by znów się oddalać. Spacerowałam aleją pod rękę z cieniami, a potem koncert na trzy czwarte i radość spotkania.